Mama siedzi na lekcjach

11.10.07, 01:09
Czy w Waszych szkołach równiez się to praktykuje, że mamy siedzą w
klasie na lekcjach ze swoimi dziecmi?

Przyznam, że nieco mnie to zaskoczyło w naszej zerówce.
Regularnie na zajęciach zostają trzy mamy, obecnie jedną zastąpiła
babcia, bo mama poszła do pracy.

Jak nie miałam nic przeciwko temu przez pierwsze dni po rozpoczęciu
roku szkolnego, tak nie bardzo rozumiem, po co dalej tam są?

Moja niechęć do takiego postępowania pogłębiła się z chwilą, gdy
zobaczyłam, jak zachowują się dwie z dziewczynek. Kompletnie nie
identyfikują się z klasą, nie słuchają pani, nie słuchają nikogo,
nie wykonują poleceń, nie robią samodzielnie prac, nie bawią się z
innymi dziecmi. Po prostu "święte" i "nietykalne".

Część dzieci, które równiez miały kłopot z pożegnaniem mamy w
szatni, ale starające się dzielnie te rozstania znosić, zaczęło
nagabywac rodziców i mieć żal "A inne mamy to zostaja w klasie, a ty
ze mną nie chcesz." Popłakują i marudzą, czego wczesniej nie
zauwazyłam z takim natężeniem.

Jedną mamę jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo jej córeczka ma
pewną wadę, więc musi być pod większą kontrolą wychowawczyni, a ta z
początkiem roku nie miała szansy zająć sie dziewczynkom tak, jak na
to zasługiwała, bo musiała nadać rytm wszystkim dzieciom.

Inne mamy siedzą tylko dlatego, że dziecko płacze przy rozstaniu. I
tego już pojąć nie mogę. Doszło do tego, że jesli mama albo babcia
musi gdzies na chwilę wyjść, to jedna z tych dziewczynek przyczepia
się natychmiast do rękawa pani. Ta nie ma swobody, bo dziecko po
prostu na niej wisi. (Wiem o tym od samej wychowawczyni i od innych
rodziców, którzy zaczęli zostawać w klasie na znak sprzeciwu
przeciwko wyróznianiu tamtych dzieci).

Osobiście uważam, że takie postępowanie przynosi więcej szkody niż
pożytku.

Zaczyna mnie ta sytuacja mierzić. Szczególnie fakt, że dwie z tych
dziewczynek doskonale potrafią wykorzystać swoją uprzywilejowaną
pozycję i JUŻ "wywredniają" się na inne dzieci słowami typu:
"Nie lubię cię", "Nie będę się z tobą bawić, bo jesteś głupia".

Proszę powiedzcie mi, gdzie sens, gdzie logika. Czy zostawałyście w
klasach? Jesli tak, to po co?
    • guderianka Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 08:42
      lila-sąsiadka jest właśnie taką mamą.jej córka chodzi do zerówki, ma
      orzeczenie o niepełnosprawności (niedowidzi). nauczycielka jest w
      wieku emerytalnym i ma pod swoją opieką 28 dzieci z którymi sobie
      nie radzi.ponadto nie przestrzega zalecen (np. sąsiadki) odnośnie
      sadzania dziecka w pierwszej ławce itp. gdy nie ma rodzica-krzyczy
      za źle narysowany szlaczek. Na spacerze do lasu po liście przeszła z
      dziecmi na czerwonym świetle- świadkiem było 5 rodziców. W tej
      zerówce ZAWSZE jest ktoś z rodziców ;/
      • lila1974 Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 09:17
        Guderianko, zetem mówimy o tej samej szkole.
        Tak, jak pisałam mamę dziewczynki z orzeczeniem rozumiem, bo taka
        rzeczywiście była potrzeba, ale już tych dwóch pozostałych nie.

        W dodatku różnica miedzy tymi mamami polega na tym, że Twoja
        sąsiadka w żaden sposób nie daje swojej córce odczuć, ze jest lepsza
        od reszty klasy. Dostosowuje się do rytmu dnia reszty klasy. Zresztą
        coraz rzadziej zostaje.

        Natomiast dwie mamy, o których mówię, nie dość, że zostają to na
        WŁASNYCH warunkach. Jedna z nich notorycznie spóźnia się do szkoły,
        wóczas druga rónież nie ustawia swojej córki w parach z innymi
        dziećmi na korytarzu, tylko czeka w szatni na tę spóźnioną. Pani w
        tym czasie czeka ze wszystkimi dziećmi, które zaczynają się
        niecierpliwić i wiercą się coraz intensywniej.

        Kiedy już wydaje się, ze sytuacja jest opanowana i dzieci idą do
        góry, te dwie mamy zamiast do klasy idą ze swoimi córkami do
        łązienki i znów nie ma ich przez dłuższy czas. Tym czasem dzieci w
        klasie są już przygotowane do zajęć, które muszą przerwać gdy
        wracają tamte dziewczynki, by móc je zaangażowac do ćwiczeń.

        To jest na prawdę irytujące. Zresztą nie tylko mnie uncertain

        A swoją drogą jaki ten świat mały smile
      • lila1974 Guderianko 11.10.07, 11:04
        a gwoli ścisłości, to rodziców na wycieczce było troje - Twoja
        sąsiadka, ja i jeszcze jedna koleżanka smile

        Co do rodziców zostających w klasie, to nie prawda, ze zawsze jakiś
        inny rodzic jest. Ta trójka jest zawsze, a raczej była, bo dziś na.
        Twoja sąsiadka (swego czasu również moja sąsiadka) w klasie nie
        została. Tak, jak pisałam. Inne mamy stwierdziły, ż eskoro TAMTE
        zostają to i one sobie zostaną, skoro ich dzieci źle znoszą
        rozstanie.

        Po prostu chaos. Na miejscu nauczycielki miałabym dość.

        Sprawa podejścia pani do dzieciaczków to jeszcze inny temat, ale to
        już nie ten wątek smile
        • guderianka Re: Guderianko 16.10.07, 15:37
          lila -czyżby faktycznie mowa o tej samej "sąsiadce" ?smile

          nie wnikałam szczegółowo w powody dla których zostają inne mamy, bo
          z wiadomych względów interesowało mnie najbardziej dziecko sąsiadki.
          Nie wspominała nic ona na temat tamtych "nadopiekuńczych" mam
    • novembre Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 09:50
      Jestes pewna, Lila, ze nie piszesz o maluchach w przedszkolu? I o pierwszych
      dwoch tygodniach aklimatyzaji?
      Nasuwa mi sie pierwsze pytanie - dlaczego wychowawczyni na to pozwolila? Na
      Boga, szesciolatkom juz naprawde mozna chyba wszystko wytlumaczyc.. Odprowadzic
      do szatni, niech sie przebiora, potem pani zabiera na gore i do widzenia, a
      mamuski do swoich spraw.
      Nie miesci mi sie to w glowie zupelnie.
      Porozmawiajcie z wychowawczynia moze, no i z matkami, do matury tak beda z
      dziecmi chodzic?
      Paranoja jakas..

      Pozdrawiam,
      novembre
      • potosia Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 10:54
        Dla mnie jest to również totalną paranoją. Zdecydowanie rozumiem
        opiekuna chorej dziewczynki, ale co do pozostałych szurniętych
        mamusiek to koniecznie musicie skrzyknąć się z resztą rodziców i
        zdecydowanie porozmawiać z wychowawcą. Skończyły się czasy równych i
        równiejszych. Pozostałe dzieci są gorsze bo mamy poszły do pracy i
        nie mogą siedzieć z nimi w ławce? To jest chore i niedopuszczalne.
        Daj znać jak ta sprawa się zakończyła. Powodzenia
        • anhes Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 14:44
          nic nie zrbią bo rodzic MA PRAWO uczestniczyć w lekcjach
          • scher Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 21:55
            anhes napisała:

            > nic nie zrbią bo rodzic MA PRAWO uczestniczyć w lekcjach

            Taa? A gdzie to jest napisane?
            • anhes Re: Mama siedzi na lekcjach 15.10.07, 20:47
              nie wiem ale gdzieś musi bo wychowawczyni u nas na wywiadówce ( 3
              klasa)podkreślała, że rodzice w każdej chwili mają prawo
              uczestniczyć w lekcjach...ale ponieważ nie mam najmniejszego zamiaru
              uczestniczyć w lekcjach nie zarejestrowałam gdzie to jest zapisane :-
              P
              • scher Re: Mama siedzi na lekcjach 15.10.07, 21:37
                Wychowawczyni mogła mieć na myśli wyłącznie swoje lekcje. Wstęp
                rodzica na zajęcia nie jest możliwy bez zgody nauczyciela.
                • anhes Re: Mama siedzi na lekcjach 17.10.07, 12:20
                  no nie wiem...
                  nie słuchałam zbyt uważnie wink

                  być może że takie prawo daje rodzicom regulamin NASZEJ szkoły... w
                  przedszkolu w zerówce też rodzic mógł zawsze uczestniczyć w
                  zajęciach, ale być może ja po prostu trafiłam na takie przyjazne
                  rodzicom placówki.
                  • scher Re: Mama siedzi na lekcjach 17.10.07, 18:20
                    anhes napisała:

                    > być może że takie prawo daje rodzicom regulamin NASZEJ szkoły

                    Regulamin szkoły nie jest aktem powszechnie obowiązującego prawa.
                    Więc ja nadal sobie nie zyczę, żeby moje dziecko było permanentnie
                    obserwowane na lekcjach przez innych rodziców. Żaden regulamin nie
                    może naruszać praw mojego dziecka.
      • triss_merigold6 Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 11:30
        Dokładnie. Jesoo chodziłam do przedszkola, moi koledzy i koleżanki
        również i nikt z rodziców nie wpadał na pomysł, żeby asystować
        sześciolatkom.
    • limonka_3 Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 16:56
      To chyba jedyna taka zerówka w Polsce wink
      • bedada Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 17:35
        Jakas paranoja! Ciekawe czy na studiach też będzie z córka chodziła
        na wykłady!
        Moje dziecko poszło do przedszkola jak miało 3 lata i nawet do głowy
        mi nie przyszło abym z nim została chociaż raz na zajęciach! Tym
        bardziej nie widze powodu aby siedzieć z dzieckiem "zerówkowym"!
    • vharia Re: Mama siedzi na lekcjach 11.10.07, 23:47
      Pierwsze słyszę a pomysl jakiś chory. To w ogóle WOLNO?
      IMO, gdyby pozostali rodzice się odezwali, to nadopiekuńczym mamusiom panie byłyby zobowiązane podziekować z wtorku na środę.

      Pamiętam, jak w najmłodszej (!) grupie przedszkolnej pytałyśmy o taką możliwość i jej nie bylo z tych wszystkich powodów, które tutaj padły.
    • sir.vimes rozumiem 13.10.07, 21:14
      tylko mamę, której dziecko ma wadę (szczególnie jeśli chodzi o wzrok , słuch czy
      poruszanie się.)
      siedzenie ze zdrowym dzieckiem na lekcji to jakiś absurd.
      nie dziwię sie, że inne dzieci marudzą . Czują się po prostu gorsze- tez
      chciałyby mieć przywilej obecności mamy na lekcji.
      Zadziwia mnie to tym bardziej, że nigdy nie słyszałam o podobnych praktykach.
      • pukomte Re: rozumiem 13.10.07, 22:50
        A ja jestem mamą, która ma taki właśnie problem ze swoim dzieckiem. Nie z tej
        samej zerówki wink
        Moje dziecko chodził w zeszłym roku do pięciolatków bez większych problemów choć
        niechętnie, a w tym roku po miesiącu chodzenia, odmówiło zupełnie współpracy.
        Płacze w domu przed wyjściem, płacze w szatni przed wejściem do sali, płacze w
        sali, płacze po przyjściu do domu.Ani namowy, ani obietnice, ani groźby, ani
        rozmowa. Nic nie pomaga. W domu ma 3 mies. braciszka, co na pewno wpływa na tę
        całą sytuację.
        I co byście moje drogie, oburzone mamy zrobiły w takiej sytuacji?
        Wychowawczyni pozwoliła na obecność w szatni, chodzi z nim dziadziuś, bo tylko
        wtedy jakoś jest w stanie się skupić na lekcji, a nie płakać.
        Wierzcie mi, ja też nie jestem zadowolona z tej sytuacji i zastanawiam się kiedy
        oswoi się ze szkołą na tyle, żeby został sam.
        • sir.vimes Droga Pukomte 14.10.07, 14:43
          Gdyby dziecko tak radykalnie nie nadawałoby sie do szkoły - przepisałabym je do
          zerówki przedszkolnej. Najlepszym rozwiązaniem byłaby edukacja wśród znanych ze
          starszaków kolegów, w znanym miejscu. Dziecko nie musi uczęszczać do zerówki w
          szkole.

          • nomasz Re: Droga Pukomte 14.10.07, 14:50
            ja może poszłabym z dzieckiem do psychologa.Bo co będzie jak sytuacja bedzie
            trwała i trwała??A jak pójdzie do 1 klasy??Też mama bedzie na lekcjach?W 4 kl
            też?Bo dziecko psychicznie uzależni się od matki na lekcjach.Jakoś widzę to w
            czarnych kolorach.
            • sir.vimes Re: Droga Pukomte 14.10.07, 15:04
              Też racja.
              Ale bardzo mozliwe, ze dziecko Pukomte po prostu nie jest gotowe do uczęszczania
              do szkoły. I być nie musi. Natomiast męczenie dzieciaka (w imię czego?) w i tak
              trudnej sytuacji (pojawienie się niedawno młodszego rodzeństwa) to nie najlepszy
              pomysł.
              • pukomte Re: Droga Pukomte 14.10.07, 17:30
                Sir.vimes - to jest ta sama zerówka, do której dziecko uczęszczało rok temu jako
                5-latek - to samo miejsce, ta sama wychowawczyni, koledzy częściowo ci sami. I
                problem pojawił się jakieś 2 tyg. temu, czyli cały wrzesień jednak chodził sam.
                Jeśli chodzi o jego dojrzałość do nauki to raczej jest nie najgorzej, tzn.
                szybko łapie temat, zaczyna czytać, pisać, czyli nie odbiega od normy. Tylko te
                rozstania są problemem.

                Nomasz - konsultowałam to z psychologiem, który powiedział, że obecność rodzica
                daje mu poczucie bezpieczeństwa i dlatego najlepiej jak ktoś będzie mu przez
                jakiś czas towarzyszył.

                Piszę tutaj głównie do oburzonych mam, żeby nie oceniały pochopnie sytuacji.
                Cytuję:
                "Na Boga, szesciolatkom juz naprawde mozna chyba wszystko wytlumaczyc" - nie,
                nie można wszystkiego wytłumaczyć.

                "..co do pozostałych szurniętych
                mamusiek..." - no wybacz Patosiu, ale szczególnie szurnięta nie jestem, a też
                zostaję z dzieckiem w zerówce!

                "...to nadopiekuńczym mamusiom..." - vharia - nadopiekuńcza jakoś szczególnie
                też nie jestem. Chyba, że nadopiekuńczością nazywasz to, że słucham co moje
                dziecko chce mi powiedzieć słowami i zachowaniem.

                "Tym bardziej nie widzę powodu aby siedzieć z dzieckiem "zerówkowym"!" - Bedada,
                a widzisz, jednak są do tego powody.

                Nie uważam, żeby moje dziecko było opóźnione w rozwoju. Jest zdrowym, silnym i
                wesołym chłopcem. Akurat sytuacja domowa, czyli pojawienie się rodzeństwa
                osłabiło w nim dojrzałość emocjonalną i tak zareagował. Dlatego też zbiorowe
                potępienie mam siedzących z "dorosłymi" dziećmi zerówkowymi jest trochę
                niesprawiedliwe. Nie wiemy tak naprawdę co nimi kieruje.

                • sir.vimes Czyli piszesz o przedszkolu a nie o szkole 14.10.07, 18:24
                  Swoją droga wyraźnie widać , ze potrzebna jest fachowa pomoc, nie jednorazowa
                  konsultacja
                  • pukomte Re: Czyli piszesz o przedszkolu a nie o szkole 14.10.07, 19:07
                    piszę o zerówce czyli miejscu gdzie uczęszczają 6-latkowie. Nie wiem jak to
                    określisz - przedszkole czy szkoła? Bo chyba nie ma znaczenia gdzie taka
                    instytucja się znajduje. Wydaje mi się, że program jest taki sam dla 6-latków.
                    Dlaczego wyraźnie widać? Pytam, bo każde spojrzenie z zewnątrz jest cenne.
                    • nomasz Re: Czyli piszesz o przedszkolu a nie o szkole 14.10.07, 21:28
                      Sir.vimes,chyba chodzi o kilka spotkań z psychologiem.Też mi to chodzi
                      po głowie.
                      Teraz sytuacja mi się bardziej rozjaśniła,Twój syn tak przeżywa pojawienie się
                      rodzeństwa.Każde dziecko przeżywa i na różny sposób,Twój
                      w taki.Będzie super jak rzeczywiście za jakiś czas odpuści i zostanie sam.Ale
                      może być tak że nie odpuści,jak jest dziadek to jednak nie płacze.Może niech
                      dziadek chodzi i za jakiś czas niech skraca swoją obecność.
                      Zyczę aby synek poczuł się bezpiecznie i nabrał pewności siebie.
                    • sir.vimes Ma ogromne znaczenie. 15.10.07, 08:22
                      Bo chyba nie ma znaczenia gdzie taka
                      > instytucja się znajduje.

                      Ma ogromne znaczenie.

                      > Dlaczego wyraźnie widać?
                      Pytam, bo każde spojrzenie z zewnątrz jest cenne.

                      Po pierwsze trochę długo trwa. Po drugie - dziecko nie jest w stanie uczęszczać
                      do przedszkola , które zna i pewnie z zeszłym roku lubiło. Zazwyczaj dzieci,
                      muszą aklimatyzować się w danej instytucji, w danej grupie, tylko raz. Nawet
                      zmiana wychowawczyni nie powinna wywoływać takich problemów - bo otoczenie znajome.

                • mim288 Re: Droga Pukomte 04.02.08, 12:26
                  O rety, nie demonizujmy faktu pojawienia się rodzeństwa. Milionom
                  dzieci rodzą się bracia i siostry i rodzice aż tak bardzo sie
                  nie "cackają". Rozumień, że każdy chce dla swego dziecka jak
                  najlepiej, ale aprobowanie takiego- wybacz- mazgajenia się nie jest
                  wcale dobre - dzieciak sie tylko bardziej "nakręca". Jeżeli jest to
                  ta sama zerówka (przedszkole) co rok wczesniej, nikt dziecka nie
                  krzywdzi, nie dokucza mu ect. to chyba nie widziałabym powodu do
                  takiej afery.
    • mika_007 Re: Mama siedzi na lekcjach 14.10.07, 22:05
      u nas na 2 zerówki zostawała tylko jedna mama
      a i to o ile dobrze pamiętam tylko 2 tygodnie
      siedzieli w oddzielnej ławce,a reszta dzieci w grupach przy
      złączonych ławkach
      po tym czasie pani "oślą" ławkę wyniosła i powiedziała,że miejsca
      dla mamy nie ma
      oczywiscie było to wcześniej ustalone z mamą chłopca

      szczerze?
      nie rozumiem takiej polityki
      w przedszkolu rodzice z dziećmi nie zostają,z przedszkolnej zerówce
      również,a w szkole można?
    • nangaparbat3 Re: Mama siedzi na lekcjach 14.10.07, 23:04
      Zadziwia mnie łatwość i pewność, z jaka potępiacie te dwie panie. Co o nich
      wiecie? Co wiecie o ich dzieciach? O tym, co sie dzieje w rodzinie? Moze
      konsultowaly sie z psychologiem i takie jest zalecenie? a moze dzieci są juz w
      trakcie terapii? Pierwszą osobą, jakiej mogłyby one przeszkadzać, jest
      nauczycielka - to tak, jakby każda jej lekcja była hospitowana, nie spotkałam
      nauczycieli, ktorzy by to lubili. Moze więc są jakieś istotne powody, dla
      ktorych nauczycielka zgadza się na ich stałą obecność?
      Ja tym paniom nie zazdroszczę, wolałabym rowy kopać, niż siedzieć z wlasnym
      dzieckiem w szkole.
      • scher Re: Mama siedzi na lekcjach 14.10.07, 23:51
        nangaparbat3 napisała:

        > Pierwszą osobą, jakiej mogłyby one przeszkadzać, jest
        > nauczycielka - to tak, jakby każda jej lekcja była hospitowana,

        Tu nie chodzi o nauczycielkę, ale o inne dzieci, które mają prawo do
        normalnych lekcji, a nie do ciągłych hospitacji przez przypadkowe
        osoby. Nie zgadzam się, aby moje dziecko było obserwowane na
        lekcjach przez niefachowców! Dzieci w szkole to nie małpy w zoo!
        • nangaparbat3 Re: Mama siedzi na lekcjach 15.10.07, 00:17
          Idę o zakład, ze tak się skupiaja na własnych dzieciach, ze innych nie widzą.
          Sama jako dziecko chodziłam do "ćwiczeniowki", byłam nieustannie obserwowana
          przez 30 osób - nie zauważalismy tego, my, dzieci.
          • scher Re: Mama siedzi na lekcjach 15.10.07, 08:16
            nangaparbat3 napisała:

            > Sama jako dziecko chodziłam do "ćwiczeniowki", byłam nieustannie
            > obserwowana przez 30 osób - nie zauważalismy tego, my, dzieci.

            Nie przekonasz mnie, że to jest na lekcji neutralna emocjonalnie
            sytuacja. Lekcja to nie tylko przekaz wierdzy, ale też - przede
            wszystkim - nawiązywanie relacji międzyludzkich; każdy obserwator
            jest tu ciałem obcym. Hospitacja w szkole to musi być wyjątek, nie
            norma. Tym bardziej "hospitacja" rodzicielska; nieustanny nadzór
            rodzicielski niezmiernie zaburza normalne funkcjonowanie dziecka w
            szkole.

            Jeżeli chodzi o moje dziecko, ma ono prawo przeżywać w szkole nie
            tylko dobre, ale i złe emocje, nie tylko odnosić sukcesy, ale i
            ponosić porażki. Sąsiadka nie powinna być ich świadkiem.
        • nangaparbat3 Re: Mama siedzi na lekcjach 15.10.07, 00:41
          I wiesz co, teksty, ze dzieciom to przeszkadza, zupełnie mnie nie przekonuja,
          dzieci sa o wiele bardziej tolerancyjne, otwarte i zdolne do zrozumienia, ze
          jakaś osoba potrzebuje innych warunkow, czasem lepszego traktowania, bo jest jej
          trudniej. Im młodsze dziecko, tym latwiej to akceptuje - starsze są juz
          nastawione na nietolerancję przez nas, dorosłych. Gdyby moje dziecko zglaszało
          pretensje powiedzialabym: Te dziewczynki okropnie sie boja zostac bez mamy - i
          wiem, ze to by wystarczylo.
          • sir.vimes Ale, Nangaparbat, 15.10.07, 09:18
            zauważ, ze to zerówka.
            Dzieci nie musza chodzić do zeróki szkolnej.

            Nie chodzi o to by te "bardziej bojące" ukrzywdzić poprzez wyrzucenie mamy ze
            szkoływink...
            Chodzi o to, ze nie one same nie muszą być w szkole.
            Zerówka przedszkolna jest tak samo dobra, dziecko intelektualnie nic nie straci
            rozpoczynając "szkolną przygodę" w 1 klasie.
            Dziecko niedowidzące, niedosłyszące itp to inny problem - KAŻDY rozumie czemu
            potrzebuje specjalnych warunków.
            To rodzice tych dzieciaczków zdecydowali, że edukacja zerówkowa ma odbywać się w
            szkole, nikt odgórnie do tego nie zmusza - jeżeli dziecko w szkole tak bardzo
            się boi, może warto decyzję przemyśleć?

            • pukomte zerówka 15.10.07, 11:00
              sir.vimes - to nasze to zerówka, która znajduje się w szkole. Ale do tej samej
              zerówki chodzą też 5-latkowie i obserwują uczące się dzieci, włączają się kiedy
              chcą lub tylko bawią.
              Nie mogę powiedzieć, żeby bardzo lubił chodzić tam w zeszłym roku ale chodził na
              2-3 godziny. A teraz wydaje mi się, że czuje się opuszczony przeze mnie (na
              rzecz braciszka) i dlatego domaga się obecności kogoś dorosłego.
              Szczerze mówiąc mam nadzieję, że mój synek za parę tygodni oswoi sytuację i
              będzie zostawał sam bez terapii.
              • sir.vimes Re: zerówka 15.10.07, 11:32
                A teraz wydaje mi się, że czuje się opuszczony przeze mnie (na
                > rzecz braciszka) i dlatego domaga się obecności kogoś dorosłego.

                Też tak myślę.
                • pukomte Re: zerówka 16.10.07, 11:24
                  A swoją drogą - czym różni się zerówka przedszkolna od szkolnej?
                  • nomasz Re: zerówka 16.10.07, 12:19
                    pukomte napisała:

                    > A swoją drogą - czym różni się zerówka przedszkolna od szkolnej?

                    W przedszkolu,dzieci nie siedzą w ławkach tylko w stolikach 4
                    osobowych.Przed i po zajęciach bawią zabawkami.Są dodatkowe
                    zajęcia,np.angielski,basen,tańce.W szkolnej zerówce zabawek nie
                    ma,są ławki.Trwa 4h.
                    • pukomte Re: zerówka 16.10.07, 12:34
                      Aha, to nasza zerówka znajduje się w budynku szkoły, ale przypomina raczej
                      przedszkolną. Dzieci siedzą przy jednym wielkim stole, bawią się zabawkami przed
                      i po, zajęcia trwają maks. 4,5 godz, dzieci mogą się schodzić od godz. 8 do 9, a
                      wychodzić od 12 do 13.
                      I wszystkich dzieciaków jest 12ścioro.
                    • mika_007 Re: zerówka 16.10.07, 12:57
                      nomasz napisała:

                      > pukomte napisała:
                      >
                      > > A swoją drogą - czym różni się zerówka przedszkolna od szkolnej?
                      >
                      > W przedszkolu,dzieci nie siedzą w ławkach tylko w stolikach 4
                      > osobowych.Przed i po zajęciach bawią zabawkami.Są dodatkowe
                      > zajęcia,np.angielski,basen,tańce.W szkolnej zerówce zabawek nie
                      > ma,są ławki.Trwa 4h.

                      pudło smile
                      w szkolnej i przedszkolnej zerówce ławki są łączone
                      są zabawki
                      dzieci maja zajęcia do południa
                      są zajęcia dodatkowe typu logopeda/angielski/religia
                      zajęcia ruchowe są i w szkolnej i przedszkolnej zerówce

                      jedyna różnica,że w szkolnej dzieci nie mają posiłków jak w
                      przedszkolu,a zajęcia kończą się przed 13 (ale dziecko może iść na
                      świetlicę do 16-17)

                      różnicą może być też to,że w przedszkolu dzieci wyjdą na spacer,a w
                      szkole nie każdemu chce się w to "bawić"
                      poza tym nie każda szkoła ma plac zabaw przy budynku

                      jedno dziecko miałam w zerówce szkolnej,drugie mam w przedszkolu -
                      wielkich różnic nie widzę poza wygodą,że dziecko zje 3 posiłki i
                      może być do 16 pod opieką smile
                      • nomasz Re: zerówka 16.10.07, 16:31
                        W szkolnej zerówce którą ja znam,dzieci siedzą w ławkach.Chodzą na przerwy jak
                        uczniowie.Nie pisałam nic o zajęciach dodatkowych bo o nich nic nie wiemsmile
                    • zetbeel Re: nomasz nie zgadzam się z tobą. 16.10.07, 16:32
                      nomasz napisała:
                      > W przedszkolu,dzieci nie siedzą w ławkach tylko w stolikach 4
                      > osobowych.

                      W zerowce szkolnej corki, także siedzą przy stoliczkach 4 osobowych,
                      umieszczonych z boku sali.

                      >Przed i po zajęciach bawią zabawkami.

                      Także bawia się zabawkami, ktore są w klasie na półkach, z boku jest
                      wykładzina, a na nim bawią się także w rózne gry i zabawy.

                      >Są dodatkowe
                      > zajęcia,np.angielski,basen,tańce.

                      Tych zajęć akurat nie ma, ale w innej szkole w zerowce mają, kwestia
                      organizacji w szkole.


                      >W szkolnej zerówce zabawek nie
                      > ma,są ławki

                      Nieprawda, zabawki są : wózki, lalki, klocki itd..
                      Dzieci, chodzą na plac zabaw, wycieczki i spacery.

                      >.Trwa 4h.

                      Nieprawda.
                      Trwa od 8:00 do 13:00 czyli 5 godzin

                      Może u was w szkole jest inaczej. Ale nauczanie trwa 5 godzin
                      (zgodnie z ustawą)plus dodatkowo Religia. Czyli w dzień, kiedy jest
                      Religia nauka trwa 6 godzin.
                      • nomasz Re: nomasz nie zgadzam się z tobą. 16.10.07, 21:50
                        Ok,szczegółów nie nam.Siedzenie w ławkach i przerwy są,widzę to na własne
                        oczy.Zabawki może są gdzieś z boku.Na pewno wszystko jest przepisowo,to jedna z
                        najlepszych szkół.
                        • zetbeel Re: nomasz 16.10.07, 23:55
                          Może szkola tak sobie zorganizowala zerówke, chcąc bardzo szybko
                          przyzwyczaić dzieci do szkoly. Albo szkoda im pieniędzy na
                          urządzenie sali dla dzieci z zerówki.
                          Oszczędności, widocznie są wazniejsze.
                          Może i to jedna z najlepszych szkół, ale czy najlepsza zerowka ??
                          Niewiem i nie mi oceniać.
                          Przecież dzieci siedząc pięć godzin w szkole, muszą mieć czas na
                          zabawę i relaks. Przecież to tylko pięcio i sześciolatki.
                          Nie wytrzymają pięć godzin siedząc przy stoliku, a nawet trzech
                          godzin.
                          Może i najlepsza ta zerówka, ale dla mnie dziwna.
                          Jakoś nie widzę tych maluchow siedzących 3 godziny na krzesle przy
                          stoliku, a co dopiero 5 godzin. To nawet nie zdrowe.
            • nangaparbat3 Sir 15.10.07, 19:10
              Przecież nie wiemy, kto i o czym zadecydował. po prostu nie wiemy. a potępiamy.
              To jest dla mnie takie nieznosne - nie próbujemy nawet szukac argumentow za tymi
              nieszczęsnymi matkami, nie ma mozliwości, by takich argumentow nie było. Zawsze
              sa jakieś.
              Zauważ, ze rozmawiamy o kimś, kto nie ma szansy sie bronić - jesli napadamy na
              autora watku czy postu, bronic sie moze.
              • lila1974 nangaparbat3 15.10.07, 19:37
                Nie sam fakt zostawania mnie zirytował, co ZACHOWANIE pań.
                Gdybym MUSIAŁA zostać z dzieckiem, to zrobiłabym wszystko, by nie
                zakłócać zajęć, by zachęcac dziecko do większej samodzielności, nie
                wyrabiać w nim przekonania, ze wszystko mu wolno, bo mama czuwa.

                Rzeczywiście nie wiem, czy te 2 panie nie mają zalecenia z poradni,
                by zostawać, ale szczerze mówiąc bardzo w to wątpię.

                Ich zachowanie sugeruje, ze szkoła to dla nich prywatne ranczo.
                • nangaparbat3 Re: nangaparbat3 15.10.07, 19:49
                  No dobra - ale o zachowaniu się w szkole powinna pogadać z nimi nauczycielka,
                  jasno wskazać granice. Mozna - jeśli jestes przekonana, ze to źle wpływa na
                  klasę - porozmawiać o tym z nauczycielką czy z pedagogiem/psychologiem szkolnym.
                  • lila1974 Re: nangaparbat3 15.10.07, 21:33
                    Nie byłam dziś w szkole i nie wiem, czy coś się zmieniło. Ostatnio,
                    jak widziałam się z nauczycielką, to akurat prosiła mamę jednej z
                    dziewczynek, by babcia ograniczyła się JUŻ tylko do odbierania jej
                    ze szkoły.

                    Zobaczymy, jak będzie.

                    Założyłam ten wątek, by się dowiedzieć, czy to zjawisko występuje
                    powszechnie. Oczywiście, że byłam nieco podminowana, choć w sumie
                    nie wiem dlaczego, bo akurat moja córka się nie żali, bardziej jej
                    przyjaciółka i jeszcze kilka innych dzieci.

                    I przypuszczam, że gdyby panie prezentowały inną postawę, to by mnie
                    to średnio obchodziło, a tak to widze rozkapryszone panienki, które
                    jeszcze są utwierdzane w przekonaniu, że są pępkiem wszechświata.
                • scher Re: nangaparbat3 15.10.07, 20:31
                  lila1974 napisała:

                  > Ich zachowanie sugeruje, ze szkoła to dla nich prywatne ranczo.

                  Przegonić takie z tych lekcji!
              • sir.vimes Re: Sir 15.10.07, 21:10
                "Przecież nie wiemy, kto i o czym zadecydował"

                Cóż, mamy tyle danych ile mamy. Wiemy, że jedno dziecko na 100% wymaga
                szczególnych warunków z powodu "czynników obiektywnych".

                Decyzję co do miejsca odbywania zerówkowej edukacji podejmują w Polsce rodzice -
                nikt im nie może nakazać wysłania dzieci do szkoły (czy przedszkola)jeśli wolą
                drugą opcję.

                Wnioskuję więc, że rodzice sami uczynili dzieci osobami wymagającymi specjalnej
                opieki.
                • nangaparbat3 Re: Sir 15.10.07, 21:41
                  sir.vimes napisała:

                  Wiemy, że jedno dziecko na 100% wymaga
                  > szczególnych warunków z powodu "czynników obiektywnych".

                  A skąd my to wiemy?
                  Nigdy sie na takie dane nie natknełam.
                  • sir.vimes Re: Sir 15.10.07, 22:41
                    Wiemy to z pierwszego postu.
                    Zakładam, ze Lila nie ukryła przed nami iż pozostałe dzieci z mamami są. np
                    niesłyszące.

                    Oczywiście, ona tez może nie znać istotnych faktów dot. tych dzieci - ale
                    odnosimy się do tego co mamy czyli relacji Lili.
                    • nangaparbat3 Re: Sir 16.10.07, 15:56
                      sir.vimes napisała:

                      > Wiemy to z pierwszego postu.


                      Żartujesz?

                      > Oczywiście, ona tez może nie znać istotnych faktów dot. tych dzieci - ale
                      > odnosimy się do tego co mamy czyli relacji Lili.

                      A moze warto by było spojrzec szerzej niz zakleszczać się w subiektywnej w końcu
                      (bez zadnych zlych konotacji, ale przecież kazda wypowiedź kazdego z nas jest
                      subiektywna) jednej osoby?
                      • sir.vimes Re: Sir 16.10.07, 16:25
                        Nangaparbat, nie żartuję. Ufam, ze Lili nie ukrywa przed nami istotnych faktówwink
                        Z jej postów wyłania się obraz rozsądnej i nie skorej do wyciągania pochopnych
                        wniosków- więc ufam, ze dobrze oceniła sytuację.
                        Oczywiście - tak jak piszę, moze byc tak, ze Lili nie wie wszystkiego i
                        pozostałe dzieci, nie tylko niedowidząca dziewczyna, potrzebują stałej pomocy.
                        Jednak - mimo, ze z siedzeniem rodziców w szkolnej ławce spotykam się po raz
                        pierwszy , pamiętam pierwsze lata podstawówki i np. wycieczki do muzeum czy do
                        parku. Zawsze oprócz wychowawczyni były tam tez "dyżurne" mamy. I tak jak jedne
                        potrafiły znależć się w roli opiekunki, tak niektóre podkreślały
                        uprzywilejowanie swojego dziecka.
                        Dzieci może i są tolerancyjne - ale nie lubią czuć się kompletnie pomijane czy
                        traktowane niesprawiedliwe. Na tych wycieczkach oczywiście mamy były "dla
                        wszystkich" i nie każdy rodzic umie temu sprostać - tu są "dla swoich". Ale inne
                        dzieci mogą czuć się po prostu nieswojo.
                        Oczywiście - zależy to od wielu czynników, zapewne też od sposobu przedstawienia
                        dzieciom tej sprawy (jeżeli w ogóle dzieciom wytłumaczono co, jak i dlaczego). Z
                        postu Lili wynika jednak , ze coś w tej sytuacji nie gra.
                        Moim zdaniem nie gra przede wszystkim brak konsekwencji - jeżeli uznaje się
                        własne dziecko za dostatecznie dorosłe do szkoły, to jest ono dostatecznie
                        dorosłe także do pozostawania w klasie pod opieką wychowawczyni, nie mamy.
                        Jeżeli nie jest - mozna wybrać zerówke w przedszkolu, tam 6 latek będzie czuł
                        się "duży" i stres bedzie mniejszy.
            • ma.pi Re: Ale, Nangaparbat, 16.10.07, 19:32
              sir.vimes napisała:

              > zauważ, ze to zerówka.
              > Dzieci nie musza chodzić do zeróki szkolnej.
              >
              > Nie chodzi o to by te "bardziej bojące" ukrzywdzić poprzez
              wyrzucenie mamy ze
              > szkoływink...
              > Chodzi o to, ze nie one same nie muszą być w szkole.
              > Zerówka przedszkolna jest tak samo dobra, dziecko intelektualnie
              nic nie straci
              > rozpoczynając "szkolną przygodę" w 1 klasie.


              Ale jezeli dziecko nie chodzilo do przedszkola, to co to zmieni w
              jego przypadku, ze wysla go do zerowki w przedszkolu czy szkole?
              Wedlug mnie nic, stres taki sam.

              Pozdr.
              • sir.vimes Wiele zmieni 16.10.07, 19:36
                Przede wszystkim bedzie wśród największych, najstarszych nie wśród najmniejszych.
    • justi54 Re: Mama siedzi na lekcjach 15.10.07, 11:38
      W przedszkolu przesiadują w szatni, w szkole na lekcjach a w noc
      poślubną pod łóżkiem.
      • mallard Re: Mama siedzi na lekcjach 16.01.08, 00:45
        justi54 napisała:

        > W przedszkolu przesiadują w szatni, w szkole na lekcjach a w noc
        > poślubną pod łóżkiem.

        Juuusti! wink
    • lila1974 Babcia siedzi nadal, 13.01.08, 18:25
      wychowawczyni zgrzyta zębami tongue_out
    • srebrnarybka Re: Mama siedzi na lekcjach 14.01.08, 00:06
      Nie zaimponujecie mi. Ja wykładam na wyższej uczelni w niewielkim
      mieście i kiedyś widziałam, jak mama dobrej studentki, lat wówczas
      23, jeżdziła z nią do Wwy do biblioteki, bo uczelniana na miejscu
      jest zbyt skromna, gdzy dziewczę zbierało materiały do pracy mgr.
      Dziewczyna szła do czytelni, a matka siedziała pod czytelnią i potem
      odprowadzała ją do pociągu. Miałam też telefon od matki studenta II
      roku, któremu nie zaliczyłam pracy zaliczeniowej, bo stwierdziłam
      plagiat. Mamusia, niebędąca specjalistką w dziedzinie, którą studije
      syn, zadzwoniła do mnie z pretensjami, że ona mu pracę sprawdziła i
      jej się podobała, więc dlaczego niezaliczona.
    • vicky1 Re: Mama siedzi na lekcjach 14.01.08, 08:32
      czy moze mi ktos wytlumaczyc dlaczego wszyscy uznaja, ze niedowidzenie jest powodem aby matka siedziala na zajeciach?
      bo ja nie rozumiem...
      sama mam baaardzo duza wade wzroku. Calkowita utrata wzroku w jednym oku, krotkowzrocznosc drugiego. Przedszkole - od 4 roku zycia. Szkola planowo - calkowicie samodzielnie. Studia dzienne. Na zadnym z etapow edukacji nie stosowano ulg. Szkoly nie byly informowane - z wyjatkiem lekcji wf gdzie byla lekka zmiana kryteriow oceniania.
      na zadnym z etapow edukacji Mama nie siedziala za mna na lekcjach. Bylo wiadomo, ze musze pracowac i starac sie.Mam pracowac jak kazde dziecko inne. I tak sie wlasnie czulam. A jesli mam wade wzroku to wiecej pracowac nawet. Skutek - studia skonczone z wyroznieniem, dwa kierunki. pelna samodzielnosc - pracuje, w pracy nikt nie wie o wadach bo i po co.
      Mysle, ze taka matka wyrabia w dziecku swiadomosc jakie to ono biedne, niedowidzace, jak to wymaga szczegolnego traktowania
      nie rozumiem...
      • dorcia1234 Re: Mama siedzi na lekcjach 14.01.08, 09:49
        dokładnie. Mam koleżankę która podobnie jak Vicky na jedno oko nie widzi, na drugie słabo. Pracuje i robi doktorat. W życiu bym jej nie posądziła o chorobę, energii miała zawsze tyle że mogła nia obdzielić jeszcze 4 osoby
      • lila1974 Re: Mama siedzi na lekcjach 17.01.08, 15:17
        Tak się utarło, że dla mam dzieci nie w pełni sprawnych mamy wiecej
        zrozumienia. Mama ta szybko przekonała się, że jej córa daje radę i
        odpuściła, gdy tym czasem innej dziewczynce mama i babcia nie dają
        się wykazać, tylko zakładają bez pytania jej, że jest nie gotowa na
        zostanie w klasie samej.

        Któregoś dnia babcia w szatni narzekała, że musi mała gdzieś ze sobą
        zabrać, bo nie będzie miała co z nią zrobić, a lekcji tego dnia nie
        było, bo szli bodaj o 10:00 do teatru. Zaproponowałam tej babci, że
        jeśli chce to może przyprowadzić wnuczkę do mnie a ja ją odprowadzę
        do szkoły na zbiórkę, tak jak swoją odprowadzam.

        Babcia zaprotestowała gwałtownie słowami - "ona nigdy nigdzie sama
        nie zostanie" ... no ja wiem, ze obca baba w sumie jestem i może się
        babci takie zostanie nie podobać, ale z drugiej nawet małej nie
        zapytała, co ona na to. Dla mnie to dziecko jest kompletnie
        ubezwłasnowolnione.
        • pukomte Re: Mama siedzi na lekcjach 04.02.08, 00:21
          "Babcia zaprotestowała gwałtownie słowami - "ona nigdy nigdzie sama
          > nie zostanie" ... no ja wiem, ze obca baba w sumie jestem i może się
          > babci takie zostanie nie podobać, ale z drugiej nawet małej nie
          > zapytała, co ona na to. Dla mnie to dziecko jest kompletnie
          > ubezwłasnowolnione. "

          A może babcia dobrze zna jej reakcje i dlatego tak powiedziała. W sumie nawet
          się nie dziwię, bo ja o moim synu powiedziałabym tak samo. Znam doskonale jego
          odpowiedź. Mimo, że namawiam go zawsze do samodzielności to wiem, że za skarby
          świata nie zostałby z obcą osobą. Toleruje tylko rodzinę i panie z przedszkola.
          Więc z oszczędności czasu odpowiedziałabym tak samo.
          • lila1974 Re: Mama siedzi na lekcjach 19.02.08, 12:54
            A może właśnie warto zapytać, a nie zakladać z góry?
            Moze odpowiedź dziecka Cię zaskoczy?
            Przecież kiedyś musi być ten pierwszy raz smile
      • sir.vimes Re: Mama siedzi na lekcjach 04.02.08, 10:25
        > czy moze mi ktos wytlumaczyc dlaczego wszyscy uznaja, ze niedowidzenie jest pow
        > odem aby matka siedziala na zajeciach?
        > bo ja nie rozumiem...

        Oprócz odczuć dziecka liczą się w tym przypadku też odczucia matki - a matka
        dziecka niewidomego, słabowidzącego ma pełne prawo być niepewna i zdenerwowana -
        chcieć przez kilka tygodni towarzyszyć dziecku (chocby po to by mieć pewnośc, ze
        poznało droge do łazienki itp). To czy jest to słuszna postawa (jeżeli chodzi o
        przyszłą samodzielnośc czy inne takie dziecka) to już nie jest sprawa innych
        matek. Nie uważam też, ze dziecko z jakąś niepełnosprawnością nie może być
        traktowane w sposób odrobinę "uprzywilejowany" (i czy to rzeczywiscie jest
        jakiekolwiek uprzywilejowanie?) i, że trzeba od początku uczyć je, że "musi
        więcej".

        Zresztą, nie wszystkie wady wzroku da się "pokonać" i ukryć przed otoczeniem w
        szkole czy w pracy (zreszta - po co?).

        > Mysle, ze taka matka wyrabia w dziecku swiadomosc jakie to ono biedne, niedowid
        > zace, jak to wymaga szczegolnego traktowania
        > nie rozumiem...

        Jeżeli wymaga szczególnego traktowania - to wymaga. Nie nam to oceniać.

        • srebrnarybka Re: Mama siedzi na lekcjach 04.02.08, 13:01
          Oprócz odczuć dziecka liczą się w tym przypadku też odczucia matki -
          a matka
          > dziecka niewidomego, słabowidzącego ma pełne prawo być niepewna i
          zdenerwowana
          > -
          > chcieć przez kilka tygodni towarzyszyć dziecku (chocby po to by
          mieć pewnośc, z
          > e
          > poznało droge do łazienki itp). To czy jest to słuszna postawa
          (jeżeli chodzi o
          > przyszłą samodzielnośc czy inne takie dziecka) to już nie jest
          sprawa innych
          > matek

          - tu właśnie jest sedno sprawy. Jest bardzo mozliwe, ze te matki
          siedzą na lekcjach nie dlatego, że dzieci realnie tego potrzebują,
          ale dlatego, że potrzebują tego matki. I wyrządzają w ten sposób
          dzieciom krzywdę po to, by same poczuć się DOBRYMI MATKAMI. Dobro
          dziecka w rzeczywistości się nie liczy.
          • sir.vimes Re: Mama siedzi na lekcjach 04.02.08, 13:14
            Tak, to możliwe.

            Ale matce dziciaka niedowidzącego można to "wybaczyć" bo nie do końca ozumiemy
            jej stresy.

            Reszta dzieci jest w tej samej sytuacji i matki muszą się do tego jakos
            dostosować. Jasne- indywidualnie kazdemu moze sie zdawać, ze jego dziecko "jest
            najwrażliwsze i napewno bez mamci cierpi" ale nie ma powodu by wprowadzać przez
            to chaos i utrudniać życie innym dzieciom.
            W przypadku dziecka chorego czy niepełnosprawnego - można pozwolić na
            "uprzywilejowanie" nie burząc całości. Dla każdego jest mniej wiecej zrozumiałe,
            że jest to sytuacja wyjątkowa i dlatego można wyjątkowo ją potraktować.

            Natomiast to czy towarzyszenie dziecku niedowidzacemu pomoże mu czy zaszkodzi
            nie powinno podlegac ocenie innych matek/osób , bo to już nie ich sprawa. Jeżeli
            do takiego wniosku (że te kilka tygodni prowadzenia dziecka do toalety strasznie
            zaszkodzi na samodzielność) dojdzie pedagog, psycholog i okulista zajmujący się
            dzieckiem - z pewnością matka się o tym dowie i dostosuje do ich porad, prawda?
    • corkaswejmamy Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 17.01.08, 17:38
      Absolutnie nie zgodziłabym sie na obecność jakiekolwiek z mam na prowadzonych
      przeze mnie lekcjach.No, może warunkowo wyraziłabym zgode na obecność mamy
      chorego dziecka. Szkoła to nie przedszkole, w którym również panuja okreslone
      zasady. Ale chce zwrócić uwage na inna kwestię. Naprawde niewielki odsetek
      rodziców przygotowuje swoje dzieci do pójścia do przedszkola bądź szkoły.
      Najczęściej jest tak, że rodzic jest zaskoczony trudnościami adaptacyjnymi
      swojego dziecka. Wtedy nic tylko pozostaje zapytać co zrobil/a by przygotować
      dziecko do takiej społecznej samodzielności. Bo powiedzenie dziecku, że niedługo
      pójdzie do przedszkola(bądź do szkoły) to naprawdę za mało. Nalezy poświęcić
      temu zdecydowanie więcej uwagi . Druga sprawa, że rodziców tak naprawde nikt nie
      uświadamia. Powinno sie organizować zebrania dla rodziców, którch dzieci za mc
      nppójdą do szkoły bądź do przedszkola. Wiem jednak, jestem o tym święcie
      przekonana, że frekwencja na takich spotkaniach mogłaby zniechęcić najbardziej
      oddanego pracy i dzieciom nauczyciela.
      • pukomte Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 04.02.08, 00:28
        "Absolutnie nie zgodziłabym sie na obecność jakiekolwiek z mam na prowadzonych
        przeze mnie lekcjach."

        Tak z ciekawości zapytam, a co zrobiłabyś w sytuacji gdy dziecko histerycznie
        płacze i kurczowo trzyma się mamy? Wciągnęłabyś je na siłę czy zamknęła przed
        nim drzwi?

        "Najczęściej jest tak, że rodzic jest zaskoczony trudnościami adaptacyjnymi
        swojego dziecka. Wtedy nic tylko pozostaje zapytać co zrobil/a by przygotować
        dziecko do takiej społecznej samodzielności. Bo powiedzenie dziecku, że niedługo
        pójdzie do przedszkola(bądź do szkoły) to naprawdę za mało. Należy poświęcić
        temu zdecydowanie więcej uwagi"

        Jak więc trzeba dziecko przygotować? Chętnie posłucham sugestii wszelkich, żeby
        nie być zaskoczoną przed debiutem mojego pierwszoklasisty we wrześniu.

        • guderianka Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 04.02.08, 10:39
          pukomte-jak dziecko przygotować? Np. zapisać je do przedszkola i nie
          pozwolić na to, by szkolna zerówka była dla dziecka pierwszym tego
          typu doświadczeniem. Dziecko, które stale przebywa w domu z mamą,
          które nie wie czym jest bycie poza domem (przedszkole)przez 8
          godzin , będzie odczuwać ogromny lęk separacyjny.
          • pukomte Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 04.02.08, 10:48
            U mojego syna lęk separacyjny był taki sam w wieku 4-lat, 5-lat jak i w zerówce.
            Zapisałam go do tego samego przedszkola / zerówki.
            U nas, jako że miejscowość jest mała, funkcjonuje jedna instytucja tego typu.
            Jest to zerówka przedszkolna, ale Pani ciepła jak mama, 13 dzieci, więc warunki
            idealne na oswajanie. A jednak się nie oswoił.
            Szukam więc teraz winy w sobie - co jeszcze mogłam zrobić / co jeszcze mogę
            zrobić żeby było lepiej.
            8 godzin poza domem to dla niego jakiś kosmos.
            • guderianka Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 04.02.08, 16:14
              pukomte-a może to "taki typ"? Może jemu potrzeba wiecej czasu na
              osiągniecie dojrzałości szkolnej?
              Czy on jest wrażliwym,niesmiałym introwertykiem ze skłonnościami do
              złości ?
              • pukomte Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 08.02.08, 01:23
                guderianko - skłonności do złości ma, skłonności do marudzenia także, nazbyt
                śmiały nie jest, wrażliwy jest.
                Jutro kończymy ferie - ciekawe co będzie w poniedziałek? Czy znowu płacz przed
                wyjściem z domu?
                • guderianka Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 08.02.08, 09:39
                  Pukomte-a może zapisz go na jakieś warsztaty psychologiczne?
                  Albo zorganizuj spotkanie/zabawę dla dzieci z klasy-żeby bardziej
                  się zgrali?Może jak nawiąze bliższe więzi to poczuje sie lepiej?

                  Daj znać po pierwszym dniu po przerwie
                  • pukomte Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 14.02.08, 23:49
                    Guderianko - daję znać, że poszło gładko smile)
                    Chyba już się całkiem oswoił.
                    • guderianka Re: Jak dla mnie sytuacja niedopuszczalna. 19.02.08, 13:18
                      Dobre wieści smile)
    • rayon_de_soleil Re: Mama siedzi na lekcjach 20.02.08, 17:59
      No to tylko w Polsce coś takiego może się zdarzyć smile. We Francji
      Rodzice czekają na swoje pociechy przed drzwiami szkoły. Podobnie z
      odprowadzaniem. Dziecko doprowadzane jest do drzwi szkoły a potem
      idzie samo do klasy, a te młodzsze (bo dzieci zaczynają szkołę w
      weku 3 lat) są odbierane przy drzwiach przez tzw. opiekunów klasy i
      z nimi czekają aż cała klasa się zbierze.
      • aniagali Nie radze być tak ślepo zapatrzonym w Francje 03.03.08, 16:16
        czy inne kraje, w których dzieci wcześnie rozpoczynają naukę...Warto
        popatrzeć jak wczesne posyłanie do szkoły i wogóle traktowanie "po
        dorosłemu" dzieci wpływa na późniejsze życie dzieci...Może warto sie
        zainteresować ile ludzi w Francji ma problemy ze sobą i potrzebuje
        psychoterapii...Są nawet badania, które potwierdzają tą zależność.
        Swojego czasu miałam styczność z ludźmi siedzącymi w tym temacie
        (pedagodzy robiący doktoraty i habilitacje) i co najciekawsze co
        niektórzy najchętniej posłąli by swoje dzieci dopiero do pierwszej
        klasy gdyby zerówka niebyła obowiązkowa. Jedna znajoma wspomniałą
        nawet,że kraje te chcą sie wycofać z tak wczesnej edukacji, ale ta
        ostatnia informacja jest niczymnie poytwierdzona,więc nie wiem
        napewno.
Pełna wersja