Dodaj do ulubionych

Pierwszaki

21.02.08, 09:59
Od września mój synek idzie do szkoły.Zapisałam go do
najbliższej,ale..jakos nie bardzo mi się podoba.Może dlatego,że pani
w sekretariacie nie bardzo umiała odpowiedziec na zadane pytania,że
ściany odrapane z farby,albo że jestem przewrażliwiona i
wymyslam..Czym kierowałyście się przy wyborze szkoły?Czy pierwszak
musi/powinien umieć czytac,pisać,chociaż trochę liczyć? Sekretarka
nie wiedziała,mój synek niezbyt chetnie chce sie teraz uczyć-na
razie nie naciskam,żeby nie zniechęcić. Jak było u was?
Obserwuj wątek
    • lola211 Re: Pierwszaki 21.02.08, 10:10
      Szkola miala byc blisko, tak aby kolezanki mieszkaly w okolicy i
      mozna bylo sie z nimi spotkac takze poza szkola.Ale jednoczesnie
      powinna miec dobra renome.Po przeanalizowaniu sytuacji okazalo sie,
      ze szkola rejonowa spelnia te wymogi i nie musze szukac innej opcji.

      Czy pierwszak
      > musi/powinien umieć czytac,pisać,chociaż trochę liczyć?

      Po to idzie do szkoly, by sie tego nauczyc.Jak bedzie wiedzial na
      starcie za duzo, to bedzie sie nudzil.
    • majmajka Re: Pierwszaki 21.02.08, 10:12
      Cale pierwsze polrocze to wlasciwie powtorka zerowki, tyle ,ze w szybszym tepie. Ucza sie po koleji wszystkich liter, pisac i czytac. Ucza sie liczyc do 10. To tyle mniej-wiecej jesli chodzi o pierwsze polrocze w szkole. Dobrze jest jesli dziecko ma te podstawy, bo bedzie mu latwiej.
      Jesli chodzi o wybor szkoly ja kierowlam sie bezpieczenstwem dziecka. Dlatego wybralam szkole w malej miejscowosci, gdzie kazda obca osoba natychmiast zostanie wychwycona. Szkola zamykana, monitorowana. Zwroc tez uwage na to jakie zajecia dodatkowe sa oferowane dzieciom. Aha, nasza szkola jest akurat po remoncie. To tyle u nas. No i kolezanki z przedszkola tez byly istotnewink
    • e_r_i_n Re: Pierwszaki 21.02.08, 10:14
      Istotne przy wyborze szkoly były dla mnie (kolejnosc wpisu nie ma
      znaczenia): bezpieczenstwo w szkole, wysoki poziom, odpowiednie
      zapewnienie opieki po lekcjach (czyli swietlica dla kazdego rocznika
      osobno, a nie wielka zbieranina), wybor zajec pozalekcyjnych,
      odpowiednie warunki nauki (sala gimnastyczna, boisko, zadbany
      budynek).
      Dziecko zapisalam do rejonowej szkoly, ktora te warunki spelnia.

      W temacie tego, co umiec powinno - nie musi czytac, pisac. Ale
      powinno być gotowe do nauki tego - czyli znać litery, cyfry.
    • alabama8 Re: Pierwszaki 25.02.08, 09:42
      Z tym nie naciskaniem na naukę przed pójściem do szkoły to chyba
      niestety błąd. I nie będę wnikac czy wynika z lenistwa rodziców
      sądzących że jak młody pójdzie do szkoły to się nauczy. To
      niewyobrażale żeby 7-mio latek idąc do szkoły nie umiał nic.
      Z pewnością się zniechęci po pierwszych 2 tygodniach szkoły bo
      zostanie nagle wrzucony w świat wstawania o 7:00, odrabiania lekcji,
      ocen, współzawodnictwa. Fundowanie słodkiego dziecinstwa skończy się
      w tym wypadku pewnie sporą czkawką. To rodzic ma obowiązek
      wykształcenia swojego dziecka - co nie oznacza tylko posłania do
      szkoły. To rodzic ma uczyc wszystkiego i wszędzie, od wiązania
      butów, wycinania kólek po pisanie czytanie i liczenie. Nikt cię w
      tym nie zastąpi, niestety ...
      • jklk Re: Pierwszaki 27.02.08, 21:46
        > To rodzic ma obowiązek
        > wykształcenia swojego dziecka - co nie oznacza tylko posłania do
        > szkoły. To rodzic ma uczyc wszystkiego i wszędzie, od wiązania
        > butów, wycinania kólek po pisanie czytanie i liczenie. Nikt cię w
        > tym nie zastąpi, niestety ...
        Bzdura! Rodzice nie sa nauczycielami, w większości nie mają
        kwalifikacji pedagogicznych i kompetencji potrzebnych do nauczania.
        A poza tym nauczanie własnego dziecka nie jest łatwe, bo układ mama-
        dziecko to jednak coś innego niż układ nauczyciel-uczeń.
        Tak więc nie dajmy się zwariować - uczyć ma szkoła, a rodzice
        powinni wspierać, zachęcać, pilnowac odrabiania lekcji itd.
        W poście alabama8 wkurzająca jest jeszcze jedna rzecz: najpierw
        pisze, że "rodzic" ma obowiązek, ale kończy zdaniem: Nikt "cię" w
        tym nie zastąpi. A więc rodzic=matka. To niestety też typowe. Matki
        są wszystkiemu winne i za wszytko odpowiedzialne: i za to że
        zerówka jest kiepska i za to, że dziecko leniwe... smile No nie dajmy
        się zwariować!


        • alabama8 Re: Pierwszaki 28.02.08, 09:27
          > Bzdura! Rodzice nie sa nauczycielami, w większości nie mają
          > kwalifikacji pedagogicznych i kompetencji potrzebnych do
          nauczania.>

          Oczywiście! Dlatego sama nie ubieram mojego dziecka - nie ma do tego
          odpowiednich kwalifikacji - raz w miesiącu chodzimy do stylisty
          który dobiera skarpetki do spodni i kapelusiki do płaszczyków.
          Jazdy na rowerze uczy szkółka rowerowa, kwalifikacji logopedycznych
          też nie mam i boję się że nauczę dziecko złej wymowy (brakuje mi
          lewej górnej ósemki i obawiam się że dziecko przejmie drobną wadę
          wymowy z tym związaną) dlatego też generalnie z dzieckiem nie
          rozmawiam, chodzimy 5 razy w tygodniu do logopedy. To trochę męczące
          bo zaraz potem gnamy do dietetyka który dobiera nam menu na cały
          tydzień (nie jestem niestety wykwalifikowanym dietetykiem).
          Zdolności manualne dziecko nabiera w artystycznym ognisku
          opiekuńczym. Naukę samodzielnego wypróżniania rozpoczeliśmy w
          Wiejskim Kole Nocnikowym pod okiem wykwalifikowanego proktologa
          wspieranego przez psychologa - boje się że dziecko może miec blokadę
          psychiczną i w rezultacie do końca życia robic w pieluchę.

          Secundo - świadomie używałam słowa rodzic, a nie matka więc daruj
          sobie nadinterpretację - wyczytałaś coś czego nie napisałam.


          • jklk Re: Pierwszaki 28.02.08, 12:11
            Do ćwiczenia z dzieckiem życiowych, codziennych funckji, takich jak
            ubieranie, jedzenie, siusianie itd. jak najbardziej masz kompetencje
            (i ja też, i tatusiowie również, choć niektórzy udają, ze nie smile.
            Chodzi tu tak naprawdę nie o nauczenie, lecz dzielenie się z
            dzieckiem doświadczeniem zyciowym, które wszyscy posiadamy.
            Ale z nauczaniem, to jednak nieco inna sprawa. Wejście w funcję
            nauczyciela grozi takimi konsekwencjami, ze za kilka lat staniesz
            przed problemem uczenia dziecka nie tylko literek, ale też chemii,
            fizyki, historii itd - i tu w pewnym momencie siłą rzeczy pojawi się
            problem. Poza tym im bardziej rodzice uczestniczą np. w odrabianiu
            lekcji przez dziecko, tym mniej samemu dziecku zależy. Problemem
            jest tez to, że układ między rodzicami a dzieckiem to coś innego niż
            między nauczycielem a dzieckiem. Nauczycielowi łatwiej bywać
            wymagającym i surowym, jeśli zachodzi taka potrzeba. Dopóki dziecko
            chce czytać razem z mamą, to nie ma problemu. Ale kiedy nie chce, to
            łatwiej tę niechęć przełamac w sytuacji szkolnej, kiedy to
            nauczyciel, ze swym autorytetem, coś od dziecka wymaga.
            Piszę to z pozycji matki leniwej pierwszoklasistki, z którą wciąż
            nie mogę wypracowac właściwego scenariusza odrabiania lekcji... I
            generalnie już na poziomie tej pierwszej klasy mam czasem problemy z
            kompetencjami - np. córka uczy się w szkole francuskiego, którego ja
            nie znam... Z matematyki ma zrobić jakieś wykresy obrazujące
            dodawanie, a ja nie wiem, jak to powinno wyglądać. Nie wiem i nie
            musze wiedzieć, tak na prawdę. W końcu jako matka mogłabym być nawet
            niewykształconą babą z ośmioma klasami. I co wtedy by było?
            • alabama8 Re: Pierwszaki 29.02.08, 09:14
              Dajmy sobie trochę luzu. Zdaję sobie sprawę że pewne na poziomie 2-3
              klasy sama polegnę, może nawet już wcześniej. Ale sama chodziłam do
              szkoły i wiem że ufanie w kompetencje i zaangażowanie nauczycieli
              może skończyc się fiaskiem. Przeszłam przez wiele szkół, a maturę
              zdałam na 5 w szkole w której do nauczycieli i dyrektora mówiło się
              po imieniu!
              Myślę że ja też muszę byc w pewnym stopniu policjantem w domu. Jest
              czas na zabawę i spoufalanie i jest czas na robotę - i obowiązki
              szkolne i obowiązki domowe. Patrzę z innej perspektywy niż ty, ja
              sama wychowuję syna i nie mam na kogo zwalic roboty czy cześci
              odpowiedzialnosci, Szkoda.
              • jklk Re: Pierwszaki 01.03.08, 21:31
                To prawda, że ślepego zaufania do szkoły nie można i nie należy
                mieć. Trzeba trzymac rękę na pulsie i kontrolować, jak to dziecko
                jest nauczane.
                Ale przygniata mnie taka perspektywa, że to ja miałabym miec pełną
                odpowiedzianość za wykształcenie dziecka. Wolę dzielić tę
                odpowiedzialnośc z mężem, ze szkołą. No i z samym dzieckiem. Bo
                niestety widzę po mojej córce już w tej pierwszej klasie, że czym
                bardziej mi zalezy na jej nauce, tym mniej ona sama jest
                zaangażowana. Po co ma pamiętać o odrabianiu lekcji, skora wiadomo,
                że jest ktoś inny, kto o tym pamięta?

    • loola_kr Re: Pierwszaki 25.02.08, 13:13
      My posłaliśmy córkę do najblizszej państwowej bo tak się dobrze
      złożyło, że to jedna z najlepszych w mieście.
      Dla mnie najważniejszy był poziom i bezpieczeństwo a obdrapane
      ściany już dużo mniej... Poza tym zebraliśmy opinie o wychowaczyni,
      były dobre a w rzeczywistości okazała się doskonałą nauczycielką i
      wspaniałą osoba. Bardzo, bardzo dużo zależy od wychowawcy!
      • k1234561 Re: Pierwszaki 26.02.08, 19:46
        Ja jestem na tym samym etapie co autorka wątku.Moja córka jest juz
        zapisana od września zeszłego roku do podstawówki,mimo,ze obecnie
        chodzi do zerówki.Przy wyborze szkoły kierowałam się tym,aby panie
        uczące tam były tzw.prawdziwymi nauczycielkami,żeby ilość dzieci w
        klasach była mała,aby pani mogła skupić się na poszczególnych
        uczniach,żeby szkoła to nie był osiedlowy moloch,aby było
        bezpiecznie.Okazało się,że jedyną szkołą w moim mieście która
        spełnia w/w kryteria,jest prywatna szkoła katolicka i do niej
        zapisałam córkę.
        Teraz chodzi do szkolnej zerówki,ale przy "zwykłej" szkole
        podstawowej.Niestety alabama8 ma rację.Słodkie dzieciństwo może się
        odbić póżniej czkawką.
        W zerówce nasza pani poiformowała co dziecko powinno umieć kończąc
        zerówkę.Jest to znajomość liter i cyfr.Literowanie wyrazów,dzielenie
        na sylaby poprzez wyklaskiwanie ze słuchu,czytanie
        sylabami,dodawanie i odejmowanie w zakresie 10.
        To tyle teorii,w praktyce to większość dzieci z grupy mojej córki
        czyta i dodaje i odejmuje ( nie na palcach) do 10.
        Dodam,że moja córka ma problemy z czytaniem,dlatego codziennie
        siadamy i czytam z nią parę linijek tekstu ze specjalnego
        elemetarza,gdzie właśnie sylaby w wyrazach są zaznaczone na różne
        kolory.To ułatwia dziecku rozróżnienie ich.Z tzw.matematyką córka
        nie ma problemów,ale mimo to chce abym dodatkowo coś z nią
        robiła,więc kupiłam kilka książeczek z zadaniami dla 6-latków i
        sobie "rozwiązujemy".Potem trochę z nią czytam,ale jak widzę,że ma
        dosyć,to nie zmuszam jej do niczego.Niemniej czytania nie odpuszczam
        i po trochu codziennie czytamy.
        Stwierdzenie ,że jak pójdzie do szkoły to się nauczy, można niestety
        między bajki włożyć.
        Czeka nas ,rodziców niezła orka przed tą pierwszą klasą i pożniej
        też aby zaległości sobie nie narobić.Chyba,że masz w domu wybitnie
        zdolny egzemplarz co to chwyta w lot i dużo z lekcji będzie
        wynosić,czego Ci z całego serca życzę.
        • barbaram1 Re: Pierwszaki 02.03.08, 22:35
          Ja też mam dziecko w zerówce. W grupie wszystkie dzieci płynnie
          czytają, a moja tak sobie. Sądziłam, ze mamy jeszcze czas, ale
          koleżanka, która ma dziecko w szkole podpowiedziała mi abym trochę z
          małą popracowała, bo jej syn,który idąc do szkoły nie czytał na
          dzień dobry miał doczepioną łatkę mniej uzdolnionego i posłany na
          zajęcia wyrównawcze (nota bene zaczynające się przed lekcjami - o
          7.30!). Jest teraz w drugiej klasie i strasznie marudzi z tym
          wcześniejszym wstawaniem, a czyta już płynnie, ale łatka została.
          Dlatego też codziennie sobie czytamy kilka linijek - efekty widać po
          miesiącu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka