Dodaj do ulubionych

boję się przeprowadzki

29.03.08, 17:30
Witam,
Sama wychowuję synka (6 lat) i noszę się z zamiarem zmiany miejsca
zamieszkania. Synek jest oczywiście gorącym przeciwnikiem tego pomysłu (dodam,
nie chodzi o kolegów z piaskownicy ani z przedszkola), a ja, jak pomyślę, że
sama będę miała chandrę (bo dorośli to też ludzie) wśród nierozpakowanych
pudeł i ogólnie z przemęczenia i jeszcze będę musiała ratować Bóg wie jak
wyrażające się tąpnięcia nastroju Młodego, to odechciewa mi się wszystkiego.

Z wielu względów (m.in. postępujące zasmrodzenie spalinami) obecne miejsce
zamieszkania uważam za nieprzyszłościowe, chociaż do wielu rzeczy jestem
przywiązana (sympatyczny właściciel sklepiku osiedlowego, sąsiad, miejsca,
które lubię) tak samo jak Młody, i nie będę przecież decyzji o przeprowadzce
konsultować z 6 latkiem. Z drugiej strony w nowym miejscu wiele czasu upłynie,
zanim znajdziemy sobie znajomych, a Młody znajdzie kolegów, a przez ten czas
pewnie przyszłoby mi walczyć z rozmaitymi "irracjonalnymi" zachowaniami typu:
nie pójdę do przedszkola (już zerówki), nie zrobię tego i tamtego.

Rozważam albo przeniesienie się do miasteczka oddalonego o 30 min podróży PKP
od centrum W-wy (a do stacji PKP jest bliżej na piechotę niż teraz mamy do
przystanku tramwajowego i autobusowego), gdzie poza tym nikogo nie znam, więc
wydawałoby się jaka to różnica pomiędzy tym, a inną dzielnicą W-wy nie
stanowiącą jej śródmieścia, albo przeuroczą perspektywą zakupienia lokum w
bloku z wielkiej płyty albo może ramy H na Ursynowie. Syn już teraz mówi, że
nie chce się wyprowadzać z W-wy, bo tu jest dużo tramwajów i autobusów (a ma
kompletnego bzika na punkcie tych pojazdów: dostrzega różnice w wyglądzie
drzwi, lusterek, baardzo często o tym mówi, pyta się mnie ile kosztuje
tramwaj, bo on będzie miał własny, jak dorośnie). Z jednej strony dla mnie
branie pod uwagę takich argumentów jest nieco niepoważne, z drugiej strony w
miejscu, gdzie się chcę przeprowadzić nikogo nie znam, niewiele jestem w
stanie się o nim dowiedzieć, bo tamtejsze lokalne forum jest tak aktywne jak
ślimak w upalny dzień, wielkomiejski styl życia postrzegam jako spędzania
bezsensownie dużej ilości czasu w środkach komunikacji w celu załatwienia
czegokolwiek: zakupów, odebrania przesyłki z poczty, pojścia z dzieckiem do
lekarza, i w związku z tym wdychania (przez dziecko głównie, jak ja byłam
dzieckiem, powietrze było nie takie brudne) powietrza przekraczającego
kilkakrotnie różne normy. A jak się komuś nie podoba park o powierzchni
hektara otoczony z 4 stron ruchliwymi ulicami, to musi na alternatywę
przeznaczyć cały dzień, co zwykle poza weekendem jest niemożliwe.

Najgorsze w tym wszystkim jest to że zwalczanie wszelkich złych nastrojów
typu: "ja nie chcę tu mieszkać" spadnie na mnie i tylko i wyłącznie na mnie, a
plusy i minusy różnych miejsc dostrzega się dopiero, jak upłynie kilka lat. I
co można powiedzieć w takiej sytuacji 6-latkowi, co by go pocieszyło?
Obserwuj wątek
    • verdana Re: boję się przeprowadzki 29.03.08, 17:42
      Zastanow się. Moi znajomi licznie poprzenosili sie do uroczych
      miasteczek pod Warszawą, gdy ich dzieci byly małe. I wtedy bylo OK -
      czyste powietrze, spacery, kolejka.
      Ale dzieci szybko rosną - i nagle okazało się, ze dobrego gimnazjum
      i liceum w okolicy nie ma, ze dziecko musi dojeżdzac kolejka do
      Warszawy, a wiec wstawać o obłędnie wczesnej porze, ze kazde zajęcia
      pozalekcyjne w szkole to dramat - bo wieczorem puscić kolejka samego
      13 latka strach, ze wyjscie do kina z przyjaciółmi, czy spontaniczny
      spacer po szkole jest niemożliwy - bo pociąg ucieknie.
      W sumie moi znajomi spedzili wiele lat jako kierowcy swoich dzieci.
      A mlodziez oklinała urocze, małe miasteczka.
      • jogo2 Re: boję się przeprowadzki 29.03.08, 19:06
        Verdano,
        Dziękuję bardzo za szybką odpowiedź i wyrażenie zdecydowanej opinii. Nie sposób
        się zgodzić z punktem widzenia, który przedstawiłaś. Z drugiej strony mam
        następujące przemyślenia: 1) nie Ty pierwsza przedstawiłaś absurd wyprowadzki na
        suburbia po to tylko, żeby tam nocować - z drugiej strony zastanawiająco dużo
        ludzi tak robi, bierze taką możliwość pod uwagę lub taki krok planuje, bo nie
        może znieść życia w smrodzie, brudzie i spalinach; 2) czy być mieszkańcem W-wy
        to szczęście czy nieszczęście - sama nie wiem, z jednej strony argument w
        postaci dobrego liceum, dobrych zajęć pozalekcyjnych odczuwam już teraz mając
        dziecko w wieku lat 6 i instruktora, którego dziecko lubi, a z drugiej strony -
        jak sobie radzi reszta Polaków (nie chcę tu przeciwstawiać dla kontrastu
        mieszkańców miejscowości o liczbie mieszkańców nie przekraczającej 10 tys),
        która nie mieszka w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku itp. Czy
        życie mieszkańca Gorzowa, Płocka, Leszna i paru innych miejsc jest z góry
        skazane na porażkę, bo nie może on (taki mieszkaniec) finalizować swojej
        edukacji w Reju czy innym renomowanym liceum? Wśród postaci życia publicznego
        mało jest rodowitych mieszkańców dużych miast (T. Lis - Zielona Góra, M.
        Szczygieł (o którym słuch trochę zaginął) - Złotoryja, M. Olejnik - nie wiem? M.
        Niedźwiecki - jakieś małe miasteczko, nie potrafię podać dalszych przykładów -
        więc mogę się wyłożyć na tym argumencie, ale jestem prawie pewna, że tak jest,
        tzn. że wśród osób publicznie znanych (za coś innego niż liczne burdy, pijaństwo
        i udział w seksaferach) przeważa liczba osób z mniejszych miejscowości - nie
        wiem do końca dlaczego.

        Sama pochodzę z małego miasta i pamiętam, że ilość czasu, jaką mogłam
        przeznaczyć na pogłębianie swoich zainteresowań była wprost proporcjonalna do
        ilości czasu, jakiego nie musiałam zmarnować przemieszczając się z miejsca na
        miejsce).

        Z drugiej strony mieszkanie w dużym mieście musi mieć wiele plusów (nie mam tu
        na myśli wyprzedaży), bo jakoś wprowadzić się było łatwo, a podjąć decyzję w
        odwrotnym kierunku jest trudno.

        Wszystko to jest takie trochę trudne do zdefiniowania. Warszawa się na pewno
        rozrasta i na pewno jest coś takiego jak ścisłe centrum oferujące rozmaite
        udogodnienia a jednocześnie trudne do życia na codzień i suburbia, gdzie jest
        cisza, zieleń i trasy spacerowe, a jednocześnie nie wiedzieć czemu pustka
        kulturalno-oświatowa.
        • verdana Re: boję się przeprowadzki 29.03.08, 19:56
          Wszytko zalezy.
          pamietaj, ze ludzie urodzeni i mieszkajacy "od zawsze" w jakiejś
          miejscowosci mają nieco inne warunki niz ci, ktorzy się przeniesli.
          Maja rodzine, znajomych, przyjaciół - nie sa sami, latwiej im pewne
          rzeczy rowiązać (wspólne dowożenie dzieci, wspolne dodatkowe lekcje
          jezyka). Znaja też "miejscowych" i latwiej im wybrac dobra
          nauczycielke czy klasę w szkole, niz osobie przyjezdnej i obcej.
          Wiele z nich nie czuje się też źle, wiedzac ze kazdy ich ruc jest
          wiedziny i oceniant - do tego przywykli, lepiej się czują w
          spókecznosci niz anonimowi (a Ci, ktorzy tego nie znosza uciekają do
          wiekszych miast).
          Nie wszyscy tez maja ambicje bardzo starannego ksztalcenia dzieci.
          Sporo osob uznaje (czesto całkiem zasadnie), ze wystarczy miejscowe
          gimnazjum i liceum, nie ma co zawracać sobie glowy z dojazdami. Ale
          znani mi "przesiedleńcy" z Warszawy z reguły wysylaja dzieci do
          wiekszego miasta, liczac na wyzszy poziom. Na, a czasem same dzieci
          decydują - syn znajomego, wybitny matematyk, wybral Staszica i
          dojazdy zajmowały mu 5 godzin dziennie...
          Nie da się ukryć, ze na renomowanych uczelniach warszawskich jest
          więcej dzieci z duzych miast, albo dzieci zamoznych rodziców,
          ktorych stać na dowozenie i lekcje, niż mieszkańców małych
          miasteczek i absolwentow szkół prowincjonalnych - choć i tacy
          oczywiście są.
          Wsród osób pubklicznie znanych MUSI gyż więcej osób z małych miast,
          bowiem statystycznie bez porownanie więcej Polaków z nich się
          wywodzi. I w dodatku w pokoleniu , ktore konczyło szkoły jeszcze 15
          lat temu , sytuacja edukacyjna byla zupełnie inna. Znacznie mniej
          osob konczylo licea, a róznica pomiędzy poziomami poszczególnych
          szkół byla mniejsza - tak wiec ten przyklad nie jest dobrze dobrany.
          • srebrnarybka Re: boję się przeprowadzki 01.04.08, 22:14
            Moim zdaniem wyprowadzając się pod Warszawę, ale pozostając w pracy
            w Wwie, bo chyba to planujsze, skoro zależy Ci na bliskości PKP do
            Wwy, czyli w pozostając w orbicie Wwy, skazujesz się na jeszcze
            większe uzależnienie od spalin, niż mieszkając w Wwie. Bo i tak
            wszystkie życiowe sprawy będziesz załatwiać w Wwie, zatem po to, by
            załatwić cokolwiek, będziesz musiała jechać z domu pół godz. +
            odczekać drugie pół na kolejkę w godzinach szczytu, a poza godzinami
            szczytu godzinę, bo kolejka tak chodzi. Zatem głównie będziesz
            spędzać czas w kolejkach, a jeśli kiedyś dorobisz się samochodu, to
            w korkach, wracać do domu bedziesz o 18-19, bo przeciez po pracy
            musisz w Wwie załatwić zakupy, pralnie lekarza, fryzjera,
            kosmetyczke etc. etc., podczas, gdy w Wwie możesz te rzeczy załatwić
            w dowolnym punkcie usługowym 10 min. od domu, czyli np. po poworcie
            z pracy wziąć dziecko na spacer i przy okazji oddać płaszcz do
            pralni. Jak się wyprowadzisz - odpada, w przepełnionej rannej
            kolejce będziesz wiozła np. 3 płaszcze do pralni, a wracać będziesz
            z koszme zakupów. Nigdy nie pójdziesz do kina ani teatru, bo nie
            zdążysz na ostatnią kolejkę etc. etc. Na to, żeby się nacieszyć
            czystym powitrzem Piastowa czy czeogś podobnego czasu mieć nie
            będziesz w ciągu tygodnia. A jeśli lubisz czyste powietrze, to
            przecież nic nie stoi na przeszkodzi, by mieszając w Wwie w
            niedzielę wybrać się na wyprawę do Kampinosu?
            A jeżeli tak bardzo nie lubisz spalin, jest oczywiście inna
            możliwość. Wyprowadzasz się nie do małego miasteczka pod Wwą, ale na
            Mazury w środek lasu, uznajesz, że spacer po lesie jest dla Ciebie
            wiekszą rozrywką niż teatr, i rozkoszujesz się wyłącznie dobrym
            powietrzem. OK, ten wariant zakłada jednak, że:
            1. Od gimnazjum dziecko musi mieszkać w internacie.
            2. nigdy w życiu nie przeczytasz już poważnej książki, bo do
            dyspozycji będziesz mieć gminną bibliotekę z Harlequinami i Trylogią
            sprzed 50 lat, a w księgarni w najbliższym miasteczku można będzie
            kupić tylko książkę kucharską i atlas grzybów.
            3. nigdy w życiu nie będziesz w teatrze, kinie, na wystawie,
            koncercie etc.
            4. jeśli zachorujesz, możesz mieć poważna kłopoty z lekarzem,
            jedynym na całą okolicę.
            Ale w tym drugim wariancie przynajmniej rozkoszujesz się przyrodą.
            Niektórzy to lubią - Twój wybór.
            Co do mody na przeprowadzki:
            1. znam już ludzi, którzy z opisanych przez Verdanę powodów dokonuja
            manerwru odwrotnego.
            2. na ogół mają samochody i dość kasy, by dziecko nastoletnie
            wróciło z teatru albo imienin koleżanki w Wwie taksówką np. do
            Piaseczna.
            3. ludzie przeprowadzający się na peryferie często aspokajają
            potrzebę zademonstrowania, że na to ich stać - to chyba nie jest
            Twój przyadek, a potem nieraz latami się męczą.
            Lis czy Olejnik (chyba akurat wwianka) nie odzwierciedlają żadnej
            przeciętnej. Swoją pozycję osiągnęli dzięki pwenym szczególnym
            cechom, wskutek których są nie do zastąpienia. Nie możesz liczyć na
            to, że Twoje dziecko akurat w takie cechy jest wyposażone. Chodząc
            do porządnej wwskiej szkoły może nie zostać gwiazdą ekranu, bo
            zostaje nimi mniejszość ludzi, ale ma większe szanse zostać solidnie
            wykształconym lekarzem, inżynierem, prawnikiem czy nauczycielem.
            • mika_007 Re: boję się przeprowadzki 02.04.08, 19:13
              srebrnarybka napisała:

              > 1. Od gimnazjum dziecko musi mieszkać w internacie.
              > 2. nigdy w życiu nie przeczytasz już poważnej książki, bo do
              > dyspozycji będziesz mieć gminną bibliotekę z Harlequinami i
              Trylogią
              > sprzed 50 lat, a w księgarni w najbliższym miasteczku można będzie
              > kupić tylko książkę kucharską i atlas grzybów.
              > 3. nigdy w życiu nie będziesz w teatrze, kinie, na wystawie,
              > koncercie etc.
              > 4. jeśli zachorujesz, możesz mieć poważna kłopoty z lekarzem,
              > jedynym na całą okolicę.

              -gimnazja są i patrząc pod względem ocen przed i pogimnazjalnych -
              całkiem nie złe

              -a ile DOBRYCH bibliotek masz w W-wie? też gnasz żeby poszukać -
              równie dobrze można wypożyczać w stolicy -no problem smile

              -księgarnie na tych "zadupiach" jak twierdzisz zawsze miały te
              książki których nie mogłam zna;eźć w W-wie wink

              -kino/teatr/koncert? - nawet jeśli ktoś chodzi raz na miesiąc to nie
              tragedia ,a toć ludzie jak pójdą raz na pół raz na rok to full wink

              -lekarz? wybacz,ale tak dziadowskiej państwowej SZ jak w dużych
              miastach to ja nie widziałam
              tu na dzień dobry mam prywatną przychodnię (jest ich z 10-15)z
              podpisanym kontraktem z NFZ -nie płacę,nie wiem co to chore zapisy
              na bóg wie kiedy -dzwonię i jestem przyjęta tego samego dnia
              Warszawa nie ma czegoś takiego jak lekarz rodzinny -jeśli nie ma
              pediatry nikt dziecka nie zbada -tu idę do rodzinnego bez problemów
              Dzięki mniejszym ilościom pacjentów dostanie się do specjalisty jest
              szybsze
              Do szpitali w razie jakby co też mam rzut beretem wink

              • srebrnarybka Re: boję się przeprowadzki 02.04.08, 19:32
                -gimnazja są i patrząc pod względem ocen przed i pogimnazjalnych -
                > całkiem nie złe
                - gomanzjum nie ma w KAŻDEJ WSI, a jak dziecko ma dojeżdzać 10 km
                jedynym autobusem, który jest, to już jest proble,/

                -a ile DOBRYCH bibliotek masz w W-wie? też gnasz żeby poszukać -
                > równie dobrze można wypożyczać w stolicy -no problem smile

                - poza naukowymi: Koszykowa, Centralna Biblioetka Wojskowa,
                biblioteki dzielnicowe znacznie lepiej zaopatrzone. W większości z
                nich wymagają zameldowania w Wwie.

                księgarnie na tych "zadupiach" jak twierdzisz zawsze miały te
                > książki których nie mogłam zna;eźć w W-wie wink

                - zawsze, tzn. w PRL, kiedy z rozdielnika dostawały książki, którymi
                na prowinci nikt nie był zainteresowany. Obecnie
                działa "niewidzialna ręka rynku" i prywatny księgarz nie będzie
                zamawiał ksiażek, które nikogo nie interesują.

                -kino/teatr/koncert? - nawet jeśli ktoś chodzi raz na miesiąc to nie
                > tragedia ,a toć ludzie jak pójdą raz na pół raz na rok to full wink

                - nie pójdą w ogóle. Jak się mieszka w mieście, to też nie chodzi
                się codziennie, ale fakt, że można pojść, że to jest w zasięgu ręki,
                ułatwia podjęcie decyzji, żeby pójść od czasu do czasu. Jak nie
                tylko musisz kupić bilet i załatwić opiekę do dziecka (w wypadku
                samotnego domu na wsi także dla nastolatka, bo 12 latka zostawisz
                samego wiecozrem na 3 god. w bloku, ale nie na całą noc samego w
                domu, jeszcze odległym od innych gospodarstw na przykład), ale
                jeszcze pojechać pociągiem czy autobusem i zalawić nocleg w mieście,
                to się na to nie zdecydujesz za Chiny ludowe. Za trudno.

                -lekarz? wybacz,ale tak dziadowskiej państwowej SZ jak w dużych
                > miastach to ja nie widziałam
                > tu na dzień dobry mam prywatną przychodnię (jest ich z 10-15)z
                > podpisanym kontraktem z NFZ -nie płacę,nie wiem co to chore zapisy
                > na bóg wie kiedy -dzwonię i jestem przyjęta tego samego dnia
                > Warszawa nie ma czegoś takiego jak lekarz rodzinny -jeśli nie ma
                > pediatry nikt dziecka nie zbada -tu idę do rodzinnego bez problemów
                > Dzięki mniejszym ilościom pacjentów dostanie się do specjalisty
                jest
                > szybsze
                > Do szpitali w razie jakby co też mam rzut beretem wink

                - ja chodzę do bardzo dobrego lekarza rodzinnego w Wwie i na umowę z
                NFZ, nie płacę, nie czekam. A jak mi się ten lekarz znudzi mogę się
                obrazić i pójść do następnego - w małej miejscowości nie masz
                wyboru. Poza tym jedna szpital na miejscu ma znaczenie.



      • sir.vimes Re: boję się przeprowadzki 01.04.08, 10:20
        Ale np. w Milanówku czy Pruszkowie można miec jakieś życie towarzyskie i zajecia
        dodatkowe; w Falenicy czy Józefowie też - są tam prężnie działające domy
        kultury itp... A dojazd do centrum to około półgodziny - mniej niz z niektórych
        dzielnic Warszawy.

        Wolałabym mieszkać w Pruszkowie tudzież Milanówku niż np. na Jelonkach, czy
        Bródnie... Bo tam bałabym sie wypuscic dziecko na podwórko - a z dojazdami byłby
        ten sam problem, dwa zapchane autobusy na godzinę.

        Najfajniej jest mieć mieszkanie w starych, zielonych dzilenicach - Żoliborz,
        ochota, muranów... Ale to są nieporównywalne koszty - mieszkanie pod Warszawą
        może być dwukrotnie tańsze.
        • alabama8 Re: boję się przeprowadzki 01.04.08, 10:26
          jogo2,
          coś mi świta w łepetynie że ty chyba też masz bobasa z AZS-em, już
          podrośniętego, i pisywałaś na 'Alergie". Ja też mam AZS-iaka w wieku
          podobnym do twojego. Jak będziesz potrzebowac pomocy z tymi pudłami
          przy przeprowadzce to daj znac smile
          • jogo2 Re: alabama8 01.04.08, 17:36
            Dzięki za kolejnego posta. Wszystko się zgadza. Chyba coś skrobnę do Ciebie na
            priva.

            Pozdrawiam,
        • srebrnarybka Re: boję się przeprowadzki 01.04.08, 22:19
          Dojazd do centrum z MIlanówka to jest 45 min. kolejką + pół godziny
          czekania w godzinach szczytu, a poza szczytem godzinę. No i koejka
          nie odchodzi spod domu, trzeba do niej dojść, i też niekoniecznie
          dojeżdża w to miejsce Wwy, dokąd chceym dojechać. CZyli z kolejki
          trzeba przesiadać się na tramwaj. Z pół godziny robią się 2,5.
          • alabama8 jogo2 02.04.08, 11:22
            do jogo2: ośmieliłam się do ciebie napisac na adres gazetowy, ale z
            mojej skrzynki pracowej bo gazetową mam zablokowaną

            do srebrnarybka:

            no co za koszmarny paszkwil na przedmiescia. Naprawdę nie jest tak
            źle. Wyprowadziłam się z Warszawy do miejscowości podmiejskiej i nie
            widzę różnicy. Mając dobrą orientację przestrzenną można migusiem
            dostac się do Warszawy w każde miejsce.
            Kurcze, to jest portal dla rodziców, ile razy w tygodniu chodzimy do
            kina czy do teatru? Czy tak często włóczymy się po knajpach że
            musumy miec sprawny dojazd? Matki balują po nocach tylko w
            sylwestra.
            Po drugie nie wydaje mi się żeby młody człowiek w wieku gimnazjalnym
            nie mógł wsiąśc do Kolei Mazowieckich i dojechac do szkoły w
            Warszawie. Mój 9-cio letni siostrzeniec mieszkający 60 km od
            Warszawy na wsi regularnie dojeżdża do szkoły muzycznej czy do
            jednego z Warszawskich teatrów gdzie występuje. Sam.
            Ja w wieku 9-13 lat jeździłam na treningi z Żoliborza na Ursynów
            codziennie o 6 rano. Jak dzieciak chce chodzic do szkoły w Warszawie
            to samodzielny dojazd gimnazjalisty z Milanówka to żaden problem.


            • srebrnarybka Re: jogo2 02.04.08, 20:56
              Kurcze, to jest portal dla rodziców, ile razy w tygodniu chodzimy do
              > kina czy do teatru? Czy tak często włóczymy się po knajpach że
              > musumy miec sprawny dojazd? Matki balują po nocach tylko w
              > sylwestra

              - dlaczego rodzice nie mają chodzić do kina albo teatru? I właśnie
              wieczorem, kiedy dziecko śpi, można na to znaleźć czas. I jak się
              mieszka w mieście, łatwiej poprosić bezdzietną przyjaciółkę
              mieszkającą 3 ulice dalej, by posiedziała z dzieckiem, niż by
              przyjeżdżała w tym celu do Otwocka albo Milanówka. Albo umówić się z
              inną matką małego dziecka, podrzucić jej na noc swojego potomka i
              zostawić własne oraz jej potomstwo pod opieką męża, a same wieczorem
              na film albo do teatru. To chyba tylko wyjdzie na zdrowie dzieciom.
          • alabama8 jogo2 02.04.08, 11:22
            do jogo2: ośmieliłam się do ciebie napisac na adres gazetowy, ale z
            mojej skrzynki pracowej bo gazetową mam zablokowaną

            do srebrnarybka:

            no co za koszmarny paszkwil na przedmiescia. Naprawdę nie jest tak
            źle. Wyprowadziłam się z Warszawy do miejscowości podmiejskiej i nie
            widzę różnicy. Mając dobrą orientację przestrzenną można migusiem
            dostac się do Warszawy w każde miejsce.
            Kurcze, to jest portal dla rodziców, ile razy w tygodniu chodzimy do
            kina czy do teatru? Czy tak często włóczymy się po knajpach że
            musumy miec sprawny dojazd? Matki balują po nocach tylko w
            sylwestra.
            Po drugie nie wydaje mi się żeby młody człowiek w wieku gimnazjalnym
            nie mógł wsiąśc do Kolei Mazowieckich i dojechac do szkoły w
            Warszawie. Mój 9-cio letni siostrzeniec mieszkający 60 km od
            Warszawy na wsi regularnie dojeżdża do szkoły muzycznej czy do
            jednego z Warszawskich teatrów gdzie występuje. Sam.
            Ja w wieku 9-13 lat jeździłam na treningi z Żoliborza na Ursynów
            codziennie o 6 rano. Jak dzieciak chce chodzic do szkoły w Warszawie
            to samodzielny dojazd gimnazjalisty z Milanówka to żaden problem.


    • imp9 Re: boję się przeprowadzki 29.03.08, 21:15
      Ja w podobnej sytuacji będę za 1,5 roku ( jak wszystko pójdzie po
      mojej myśli).
      Zamierzamy się przeprowadzic pod Warszawę, gdzie ze środków
      ogólnodostępnej komunikacji chodzi tylko kolejka. Dojadę nią w 25
      minut do śródmieścia. Też się zastanawiałam jak to będzie, ale
      jestem dobrej myśli, nie przeraża mnie to, że nikogo nie znam - mam
      nadzieję, że poznam. Pierwszym krokiem będzie pewnie zaproszenie
      kilkorga dzieci z klasy, które zapewne przyjdą z rodzicami (lub
      zostaną przez nich przyprowadzone). Do sąsiadów też można zagadnąc :-
      ). Gorzej może by, jak dzieci podrosną, ale też jestem dobrej myśli
      ( stąd gdzie mieszkam obenie do centrum tramwajem jadę też te 25
      minut i teraz również nie mam pod nosem dobrego liceum, najlepszego
      gimnazjum ani uniwersytetu.
      A co do znajomych, to ja jak miałam 7 lat przeprowadziłam się z
      domku dziadków do typowego na tamte czasy blokowiska, gdzie
      anonimowoś jest więsza niż w małych miejscowościach. I jakoś wszyscy
      daliśmy radę, ja zmnieniłam szkołę i nie zapamiętałam tego jako
      jakąś traumę. Także u Ciebie też myślę wszystko się ułoży.

      Pozdrawiam

      Inka
    • paszczakowna1 Re: boję się przeprowadzki 29.03.08, 21:41
      > stanowiącą jej śródmieścia, albo przeuroczą perspektywą zakupienia lokum w
      > bloku z wielkiej płyty albo może ramy H na Ursynowie.

      Trochę OT, ale bloki z ramy H na starym Ursynowie (osiedla Jary i Stoklosy) to
      wbrew pozorom b. atrakcyjne miejsce - duzo przestrzeni, zielen, niezle
      powietrze, niezgorszy dojazd do centrum (metrem znaczy, samochodem to koszmar) i
      dzieci chodza do szkoly bez przechodzenia przez jezdnie.
      • igge Re: boję się przeprowadzki 30.03.08, 20:13
        mój syn "przeprowadzony" do lasu w wieku prawie 4 lat molestował
        mnie raz o zawiezienie go do miejsca gdzie są domy nie drzewa tylko,
        szczególnie "doskwierał" mu brak wysokiej zabudowy (tutaj same
        parterowe zabudowania) ale piorunem mu minęło i teraz alergicznie
        reaguje na jakąkolwiek wzmiankę o zabranie go " do miasta".
        Twierdzi, że w centrum śmierdzi strasznie i rzeczywiście u nas
        pachnie pięknie lasem i wakacjami za to zaczął mi też przeszkadzać
        miejski smród kiedy muszę coś załatwić na mieście. Sprawunki
        nauczyłam się załatwiać na miejscu, nowych znajomych poznaliśmy
        szybko starzy znajomi rzeczywiście kręcą nosem na odległość chociaż
        to my częściej do nich dojeżdżamy. Do gimnazjum poślę najbliższego,
        jest średnioświetne a dziecko mam bardzo zdolne. Na razie dowożę
        dwójkę do nierejonowych podstawówek. Uważam, że mieszkam w świetnym
        miejscu i nie chciałabym za nic wrócić do centrum. Ja tu po prostu
        naprawdę oddycham i odpoczywam.
        • peilin Re: boję się przeprowadzki 30.03.08, 21:27
          Ja mieszkam w uroczej podwarszawskiej miejscowosci (Izabelin) i
          coraz czesciej mysle, ze jak dzieci podrosna i pojda do szkoly, to
          przeprowadzimy sie do miasta. Z powodow opisanych przez Verdane:
          liceum brak, zajec dodatkowych zbyt duzo nie ma, ja sama bede znowu
          pewnie pracowac w Warszawie i nie mam zamiaru tracic czasu na
          dojazdy. Poza tym nie bardzo wiadomo jak mieszkajac pod miastem
          rozwiazac to logistycznie tzn jak dziecko w lokalnej szkole - trzeba
          nianie na caly dzien, jak dowozone do miejskiej to nie wiadomo co z
          nim zrobic w godzinach kiedy nie ma szkoly, a rodzice wciaz w pracy.
          Trzeba tez wziac pod uwage, ze zycie towarzyskie dziecka
          mieszkajacego pod miastem jest bardzo trudne - autobusy chodza
          rzadko, pozostaja rodzice jako kierowcy (nie bardzo mi pasuje smile),
          albo taksowki (niestety drogo, bo daleko).
          Pozdrawiam
    • alabama8 Re: boję się przeprowadzki 31.03.08, 13:46
      A to twoje nowe miasteczko to nie zaczyna się na Pr ... - bo jak tak
      to znajomych już masz smile
      Ale do rzeczy. Sama przeprowadziłam się z Warszawy do
      takiego "miasteczka 30 min pociągiem" i właściwie nie widzę różnicy.
      Do roboty jadę tyle samo ile np. z Żoliborza, pociągi nie stoją w
      korkach więc raczej się nie spóźniam. To żadna różnica czy do kina
      jadę 30 min tramwajem czy 30 min pociągiem.
      A nowych ludzi poznac można wszędzie, bryknij na plac zabaw i
      zagadaj do kobitek.
      • jogo2 Re: boję się przeprowadzki 31.03.08, 15:18
        Alabama,
        Dzięki za przesympatycznego posta. Nie, nie nazywa się na Pr ale na M więc
        przypuszczam, że jest po prostu 2 stacje dalej. Ja już sama nie wiem co robić.
        Pozdrawiam,
        Jogo
        • alabama8 Re: boję się przeprowadzki 01.04.08, 09:52
          Chyba masz ten sam problem co ja. Ja też sama wychowuję chłopaka (5
          l.) i łapię się na tym że mam problemy ze zwykłym podejmowaniem
          decyzji. W normalnej rodzinie zawsze masz drugą osobę z którą się
          konsultujesz, a ja głupia dzieciaka pytam nawet o to co chce na
          kolację. Brakuje mi czasem tego żeby mi ktoś powiedział co mam
          zrobic, odciążył w podejmowaniu decyzji. No ale nie mam wyboru i
          dlatego młodego wychowuję w atmosferze wiecznych konsultacji.
          Z drugiej jednak strony widzę że dziecko nie jest w stanie ogarnąc
          całego skomplikowana sytuacji związanej z np. przeprowadzką. Ty
          bierzesz pod uwagę 150 czynników (koszty, dojazd, utrzymanie,
          sklepy, zdrowie, komfort ... ) a dziecko nie zastanawia się nad
          takimi detalami. Dlatego w tej sytuacji chyba nie warto pytac
          malucha o zdanie. Co innego gdyby miał 12-15 lat. Podejmij decyzję i
          wytłumacz w miarę przystępnie co i dlaczego, i nie roztaczaj
          cudownych wizji - jak to będzie wspaniale, popros swojego malucha o
          wsparcie i pomoc, uswiadom mu że przeprowadzka to wielka rzecz i
          trzeba ci jego pomocy.
          • mira31 Re: boję się przeprowadzki 01.04.08, 11:41
            my 7 lat temu zamieszkaliśmy w uroczym miasteczku oddalonym od
            CENTRUM warszawy o 25 km, a od jej granic o 7 km. urodziło sie
            dziecko, podrosło i okazało się, że jestem szoferem, dojazd na 9
            rano do warszawy wiąże się z tym, że trzeba wyjechać o 6, bo jak
            wyjedziesz o 7 to już nie zdąższysz. wyjscie z pracy o 16 skutkuje
            byciem w domu o 18. kolejka zapchana, gimnazjów przyzwoitych brak,
            do basemu trzeba dojechać samochdem, a o 18 na ulicach pustki,
            niemrawy samorząd lokalny.
            ZA 2 miesiące będę mieszkaną OChoty - okolice Parku
            SZczęśliwickiego!!!!!
            Za miastem można mieszkać bez dzieci lub jak się ma wolny zawód.
            PS moja siostra dojeżdża do warszawy do liceum, codzienne dojazdy to
            ok. 4 godz. ,życia towarzyskiego brak, i marzy o tym ,abyśmy
            zamieszkali w warszwie to będzie u nas nocować. wieczorem nie
            wyjdziesz nigdzie, bo nie będziesz miała jak wrócić do domu. NIE,
            nigdy wiecej podwarszawskich klimatów.
            • jogo2 Re: demoniczne wizje 02.04.08, 11:43
              Dziękuję za szeroki odzew, co jest naprawdę przyjemne. Głównie korci mnie, żeby
              odpowiedzieć srebrnej rybce, bo o ile na pewno nie można mieć wszystkiego na
              raz, to jednak wydaje mi się, że wizja, którą przedstawiasz jest zbyt czarna.
              • verdana Re: demoniczne wizje 02.04.08, 17:49
                Myślę, ze to po prostu zalezy od pokolenia. Rozmawiajac z młodymi
                ludźmi, ktorzy wyjechali z malymi dziecmi (Twoja sytuacja) ma się
                wrazenie, ze sa zadowoleni z decyzji. Dziesięć lat później Ci sami
                ludzie klną na czym świat stoi.
                • srebrnarybka Re: demoniczne wizje 02.04.08, 19:21
                  Mam też kuzynów, którzy, póki dzieci były małe, mieszkali u uroczym
                  domku w uroczej podwarszawskiej miejscowości, wyposażeni w dwa
                  samochody, a jak dzieci podrosły (10-12 lat), kupili sobie
                  apartament w centrum Mokotowa. Tyle, że oboje są zamożnymi
                  japiszonami pracującymi w sanowanych zawodach na topie
                  (przedstawiciel handlowy międzynarodowego koncernu farmaceutycznego,
                  pracownik jednej z ważniejszych prywatnych i płatnych TV), a do
                  opieki nad dziećmi były poza tym chętne dwie babcie, więc nie
                  przeszadzało, że z pracy wraca się o 18-19. Zdaje się, że to nie
                  jest Twoja sytuacja.
                  Mam też znajomą, która mieszkała w centrum dużego miasta (ale nie
                  Wwy) w prywatnej kamienicy należącej do jej rodziny, w pięknym
                  wielopokojowym mieszkaniu blisko instytucji, gdzie pracowali oboje z
                  mężem. No, ale klasa średnia powinna mieszkać we własnym domu na
                  obrzeżach, jak Pan Bóg przykazał, a nie w jakiejś kamienicy
                  wielorodzinnej, więc zadłużając się i tyrając ponad siły wybudowali
                  dom w uroczej podmiejskiej wsi, a dokładnie w polu. Do przystanku
                  autobus podmiejskiego 15 min. przez pole, na samochód stać ich tylko
                  jeden, kilkoro dzieci, które trzeba rozwieźć do szkół etc. etc.
                  Opieki do dzieci czy gosposi do takiego domu się nie znajdzie
                  (wcześniej mieli studentkę, która wynajmowała pokój za pomoc przy
                  dzieciach). Ostatecznie szczęśliwa posiadaczka włąsnego domu śni po
                  nocach o starym mieszkaniu i leczy depresję ...
                  Co do Milanówka - to urocze miasteczko znam bardzo dobrze i wiem,
                  jak wygląda tam np. możliwość wyboru szkoły dla dziecka.
    • mika_007 Re: boję się przeprowadzki 02.04.08, 19:03
      całe życie mieszkałam w W-wie,tu gdzie mieszkam byłam weekendową
      przyjezdną
      ale tak się życie potoczyło,że chciał nie chciał musiałam tu
      zamieszkać
      i ... nikt mnie już nie wygoni
      nie wyobrażam sobie bloków okno w okno,tylu ludzi,ruchu samochodowego
      zawsze z W-wy wracam z bólem głowy wink


      szkoła i zajęcia pozaszkolne?
      a kto powiedział,że pod W-wą szkoły są gorsze?
      wystarczy sprawdzić jak prezentują się w rankingach smile
      a mieszkając w W-wie też rodzice wożą dzieci na drugi koniec miasta
      żeby było w lepszej,a potem wracają w przeciwną stronę do pracy?
      jeśli już to niewielu
      często nawet szukają szkół bliżej pracy żeby było wygodniej -
      przestają patrzeć na to które lepsze
      dostęp do sklepów,centr handlowych itp? mam bliżej niż nie jeden
      warszawiak -10 minut samochodem
      do Arkadii jadę tyle samo (pociąg+tramwaj) ile kumpela z Żoliborza -
      35-40 minut

      plusem mojej wsi jest to,że jest tu zdecydowanie taniej
      (wędlina,mięso,warzywa,owoce)
      do szkoły dzieciaki spokojnie mogą chodzić same
      w szkole zajęcia dodatkowe ,zajęcia w DK,szkoły językowe
      parki,lasy,place zabaw -wszystko góra 10 min. piechotą od domu
      nawet 2 jeziorka z plażami -na lato jak znalazł wink
      nie ma takiej anonimowości -ludzie się znają z widzenia,znają
      dzieci -jedne biegaja do drugich,po drodze zawsze sąsiad rzuci okiem
      widząc znajome mu dziecko
      fakt-na początku traktowałam to jak wścibstwo
      ale teraz doceniam -nikt do furtki nawet nie podejdzie jeśli nas nie
      ma -zaraz ktoś wychodzi i pyta się czego obcy szuka wink
      Ja tam lubię swoją wieś wink
      tylko do mnie można przyjechać na grila,iść na grzyby,nad wodę lub
      po prostu walnąć się na leżak z nogami w basenie i poopalać nie
      martwiąc się o podglądaczy

      no i w W-wie nie miałabym własnoręcznie sadzonych
      poziomek,wiśni,winogron itp wink
      • jogo2 Re: demoniczne wizje c.d. 02.04.08, 21:57
        Przy rozpoczynaniu tego wątku towarzyszyło mi uczucie niepewności związanej z
        planowaną przeprowadzką w nowe miejsce, którego nie znam dobrze. Nadal takie
        uczucie mi towarzyszy, a miejsce nie wiadomo jakie się okaże przy bliższym
        poznaniu. Cieszę się, że dostałam aż tyle odpowiedzi na swój post i wszystkim
        bardzo dziękuję. Natomiast niektóre tezy naprawdę wydają mi się mocno przesadzone.
        Sama wyrosłam w niewielkim mieście i jakoś nie przeszkodziło mi to dostać się na
        studia i mieć takiej kariery zawodowej, jaką chcę. Natomiast spotkałam
        dziewczynę pochodzącą z W-wy wręcz naznaczoną pędem do wszystkiego co nosi
        stempelek renomowane. Nie powiem, żeby to była osoba o horyzontach szerszych niż
        moje i w związku z tym nie wzbudziła ona mojego podziwu. Nawet fakt, iż teraz
        jest ona posiadaczką domku jednorodzinnego i samochodu, a ja nie, nie wtrąca
        mnie na dno studni rozpaczy. Skądinąd też miałabym ten domek i samochód i to
        naprawdę nie dlatego, że nie skończyłam prestiżowego liceum warszawskiego się
        tak stało. Tak samo należałoby zdefiniować, co jest miarą szczęścia. Bo gdy
        czyta się niektóre wypowiedzi to w sposób może nawet niezamierzony przez autora
        między wierszami można wyczytać że: uczęszczanie do "dobrego" (co ten termin
        oznacza) liceum jest niezbędne do tegoż szczęścia. Że ludzie, którzy nie
        uczęszczają do takiego liceum muszą czuć się nieszczęśliwi, a jak już
        uczęszczają, a nie mieszkają dostatecznie blisko, to czują się nieszczęśliwi w
        dwójnasób. Ja sądzę, że to po pierwsze rodzicom zależało, żeby dzieci posłać do
        liceum jakiegoś tam w nadziei, iż sam fakt chodzenia zastąpi silną wolę i chęć
        osiągnięcia celu. Nie twierdzę, że łatwo jest wychować nastolatka, który w
        odróżnieniu od większości rówieśników będzie wykazywał silną dążność do
        osiągnięcia celów, jakie sobie wyznaczy. Z drugiej strony, chęci dążenia do celu
        nie zastąpi ani nie wytworzy najbardziej nawet renomowane liceum. Wydaje mi się,
        że to co wykazują dotychczasowe statystyki powtórzy się także i w przyszłości -
        wśród ludzi wybitnych w różnych dziedzinach reprezentacja osób z dużych miast
        nie ulegnie zmianie. Natomiast warto zwrócić uwagę na syndrom zagłaskiwania
        kotka na śmierć. Widoczny jest on zwłaszcza w fakcie, że dzieci wybitnych
        rodziców rzadko same są wybitne, mimo iż przeważnie są inteligentnymi i zdolnymi
        ludźmi. Przysłowie mówi: "W cieniu wielkiego drzewa nic nie wyrośnie". To samo
        można powiedzieć o chęci zapewnienia dziecku z wszelką cenę, a kierując się
        owczym pędem i z góry ustaloną opinią co to jest to najlepsze, wszystkiego
        najlepszego: najlepszej szkoły, najlepszej nauczycielki/nauczyciela, najlepszych
        zajęć dodatkowych, najlepszego obozu latem i zimą, najlepszych ciuchów itp.,
        itd. Dziecko faszerowane chęciami rodziców(a) do zapewnienia mu wszystkiego
        najlepszego ugina się pod ciężarem pokładanych w nim nadziei jak drzewko owocowe
        w Grójcu, tak samo ono już nie musi niczego osiągać, wszystko zostało mu już
        zapewnione, i w rezultacie wyrasta na mniej lub bardziej szczęśliwego
        przeciętniaczka, po drodze przechodząc kilka buntów i kryzysów. Tak więc nie
        warto się szarpać zanadto jeżeli chodzi o te renomowane szkoły, do których
        dziecko MUSI pójść.
        Tak samo nie interesuje mnie, jakie błędy popełnili ludzie, dla których głównym
        celem życia było zamieszkać w domku.
        Nie chodzi mi o to, że szczęście leży na prowincji, albo szczęście leży w
        Warszawie, ale o argumenty przeciw wyprowadzeniu się z W-wy.
        Sama widzę, że ludzie w małych miasteczkach często nie potrafią zainteresować
        młodych ludzi odpowiednio, ale tak samo można wiele złego powiedzieć i o
        mieszkańcach dużych miast.
        Nie mogę uwierzyć, aby komunikacja między Milanówkiem a W-wą była aż tak zła,
        jak przedstawia ją srebrnarybka. Byłam kilkakrotnie w M. W dzień powszedni jest
        kilka kursów PKP w ciągu godziny, czyli średnio częściej niż co 30 minut. Do
        pociągu zazwyczaj mieszczą się wszyscy chętni, więc skąd te relacje o czekaniu
        pół godziny na następny. Nie wspomnę już o WKD, które mimo, że jedzie długo, też
        stanowi środek transportu. Z zegarkiem w ręku a także zgodnie z rozkładem jazdy
        pociąg jedzie ze Śródmieścia (które stanowi centrum W-wy, a nie wszyscy jej
        mieszkańcy mieszkają w samym centrum) pociąg jedzie 30 minut, a nie 45 min. Po
        drodze mija W-wę Zachodnią (w pobliżu Woli) i W-wę Ochota, jeżeli ktoś ma ochotę
        tam coś załatwić. Mieszkańcowi Pragi też jest trudno mieć często sprawy do
        załatwienia na dalekim Bemowie, pod tym względem nie za bardzo się jego sytuacja
        różni od mieszkańca M. Poza tym ja nie porównywałabym sytuacji mieszkańca M. z
        sytuacją mieszkańców np. Nowej Iwicznej, która naprawdę na razie stanowi puste
        pole pokryte domkami bez cienia tzw. infrastruktury, szewca, pralni, itp. Tacy
        ludzie to naprawdę rano wstają, biorą kluczyki, spędzają większość dnia w
        samochodzie i w pracy i żeby załatwić dosłownie wszystko muszą wziąć samochód
        (bo przecież nie rower, prawda?) Pod tym względem uważam, że srebrnarybka
        przesadza. Chyba pralnię i szewca, a nawet księgarnię, zdążyli już w Milanówku
        otworzyć.
        Tak samo chciałabym zaprotestować przeciwko wizji, iż w bibliotece na prowincji
        można znaleźć tylko harlequiny i kryminały. Sama znam bardzo dobrze zaopatrzoną
        bibliotekę w miejscu, w którym nikt by się nie spodziewał takiej znaleźć. Idzie
        się do niej 10 minut mijając po drodze drzewa i ptaki.

        Podsumowując, prowincja to nie miejsce zamieszkania, ale stan ducha.
        Po prostu
        • srebrnarybka Re: demoniczne wizje c.d. 02.04.08, 22:58

          Rozumiem, że decyzję już podjęłaś i strasznie chcesz się do tego
          Milanówka przeprowadzić. Cóż, kto co lubi. Ja znam Milanówek dobrze,
          bo mam tam bliską rodzinę, więc wiem co nie co z praktyki.
          1. Dojazdy - w rozkładzie jest nieco powyżej 30 min., 30 min.
          dokładnie to tylko jeden kurs w nocy. Poza tym, poza szczytem,
          pociągi kursują co pół godziny, a potem co godzina. O co chodzi mi z
          czekaniem pół godziny - o to, że musisz dostosowywać swój plan dnia
          do rozkładu jazdy, Kończysz zakupy w Wwie (upieram się, że je tam
          głownie będziesz robić) i chciałabyś już wrócić do domu, ale
          najbliższa kolejka jest za 25 min., więc te 25 min. musisz doliczyć
          do czasu jazdy. Tramwaje i autobusy w Wwie kursuja częściej, więc po
          skończeniu zakupów w tramwaj wsiadasz powiedzmy po 10 min. 15 min.
          do przodu. Kolejka może przyjeżdżać np. 25 min. przed rozpoczęciem
          Twojej pracy, chociaż z dworca idziesz do pracy 10 min. Znów tracisz
          15 min. Poza tym tramwajem w Wwie podjeżdżasz pod dom, w Milanówku
          być może nie będziesz mieszkala tuż przy stacji. A czy pracuejsz
          dokładnie tuż przy dworcu kolejki czy może będziesz musiała dalej
          dojechać trawajem etc. etc.
          2. W Milanówku są 2 szkoły podstawowe do wyboru: państwowa i
          prywatna i tak sama z gimanzajami. Państwowe szkoły ponoć
          nienajlepsze, a prywatne drogie i też nienajlepsze. Chodził do nich
          mój bratanek i dużo mogę na ten temat powiedzieć.
          3. Oczywiście nie każdy, kto chodził do renomowanej szkoły, musi być
          geniuszem, a w prowaincjonalnych szkołach uczą się tez z powodzeniem
          ludzie zdolni. Tyllko, że mają trudniej i nie mają wyboru. Więc
          dlaczego na starcie ograniczać wybór swojemu dziecku?
          4. Jeżeli świeże powietrze jest dla Ciebie tak ważne, to zarówno
          mieszkając w Wwie, jak i w Milanówku możesz pojechać w niedzielę na
          spacer do Kampinosu. Mieszkając w Milanówku w tygodniu tak samo nie
          będziesz miała czasu rozkoszować się tamtejszym czystym powietrzem,
          jak nie masz w Wwie. Zresztą w Milanówku będziesz głównie spała.
          Pozdrawiam
          • jogo2 Re: nieścisłości 03.04.08, 00:04
            Srebrnarybko,
            Piszesz z dużą znajomością rzeczy, ale jednak popełniasz nieścisłości, więc
            trudno też i wierzyć w stanowisko, które prezentujesz. Szkół podstawowych w
            Milanówku jest pięć, a nie dwie, ani nawet trzy. Wystarczy otworzyć książkę
            telefoniczną, żeby się o tym przekonać. Trzy państwowe i dwie prywatne.
            Argument z pociągiem jeżdżącym w niektórych porach co godzinę jest też nie do
            końca uściślony. Zależy o jakie pory chodzi: 4.00 - 6.00, 22.00 - 0.00? Wtenczas
            może sobie chodzić co godzinę.
            Dodam, że nie będę zmuszona do codziennych dojazdów do W-wy, co może wiele
            wyjaśnia, chociaż pewnie będę musiała zmienić dużo ze swoich przyzwyczajeń.
            Oczywiście, czas pokaże które stanowisko jest i w mojej i w Twojej opinii słuszne.
            Jednak gdy popełniasz tyle nieścisłości w swoich wypowiedziach, odnosi się
            wrażenie, że masz bardzo emocjonalny stosunek do tej kwestii i są to emocje
            negatywne. Być może jest to uzasadnione. Ale jakoś wprost tego nie potrafię
            wyczytać z Twojej wypowiedzi.
            Pozdrawiam,
            • jogo2 Re: Kampinos 03.04.08, 00:08
              jeszcze o tym Kampinosie. Od 20 lat mieszkam w W-wie, więc naprawdę wiem jak to
              jest z tymi wypadami na łono natury. To, że w samym Milanówku jest więcej
              zieleni to widać od razu gołym okiem, nie musi być zaraz Park Narodowy.

              Znowu, jak już wspomniałam, czas pokaże ....., tyle tylko, że takie argumenty
              jak ten o Kampinosie to są nieadekwatne. Przyznajmy chociaż to, że jest w tym
              Milanówku więcej zieleni, będzie to bardziej zgodne z faktami.
              • srebrnarybka Re: Kampinos 03.04.08, 00:40
                Widocznie szkoły otworzyli nowe, albo są one na jakichś peryferiach
                Milanówka. Ja piszę o doświadczeniach mojego brata, który miał
                kłopoty ze znalezieniem szkoły dla bratanka, tzn. w zasadzie nie
                miał kłopotów, bo nie miał wyboru. Młody w tym roku idzie do liceum.
                Prywatną podstawówkę i gimnazjum odradzam głęboko - tam chodzą
                dzieci osób znanych z TV i Twoje dziecko na wstępie będzie miało
                przechlapane, bo nie masz samochodu i nie zawsze będziesz kupowała
                mu wszystko markowe. Nie mówiąc o tym, co myślę o metodach
                wychowawczych ciała.
                Cóż, jeżeli NIGDY nie bywasz na niczyich imieninah, w teatrze, kinie
                etc, ani też nawet nie przyjeżdżasz w czasie wakacji pociągiem z
                Gdyni o 23 do Wwy, to kolejki nocne Cię nie interesują. Nie mówiąc o
                tym, że do Milanówka nikt nie przyjedzie posiedzieć z Twoim śpiącym
                dzieckiem wieczorem, żebyś mogła do tego teatru pójść, a w Wwie
                byłoby o to łatwiej - taki system praktykuje się wśród moich
                znajomych.
                A co do przyrody - nie musi być Kampinos, może być np Powsin albo
                lasy w okolicach Otwocka. A pół trawniczka więcej w Milanówku,
                zasmrodzonym samochodami rónych mieszkających tam znakomitości,
                niespecjalnie robi mi różnicę. Zwłaszcza, że i tak w Milanówku
                będziesz głównie spała. Dla mnie, jeśli dla ogoś ważna jest
                przyroda, to jeździ często do lasu, ale do prawdziwego lasu, a nie
                siedzi w ogródku. Ale kto co woli, jesteś zdecydowana - nie każdy
                musi mieć taki sam gust.
                • jogo2 Re: Kampinos 03.04.08, 01:05
                  Faktycznie, już starożytni Rzymianie zauważyli, że ludzie różnią się pod
                  względem gustów.

                  Nie prosiłam o rady w wyborze szkoły.

                  Szkoły nie są na peryferiach. Można to sprawdzić porównując podany adres z
                  planem miasta.

                  Pozdrawiam,
                  • srebrnarybka Re: Kampinos 03.04.08, 01:14
                    Słusznie, i dlaego świat jest ciekawy. Oczywiście, jeżeli dla Ciebie
                    te pół trawniczka więcej, które będziesz mijała o 19 idąc z tobołami
                    z kolejki jest aż takie ważne - to się przenoś. Ja piszę to, co
                    piszę, bo teraz jest taki snobizm, żeby się przenosić na obrzeża,
                    wiele osób traktuje to jako sprawę prestiżową (przecież nie pozwolę,
                    żeby mi hołota chodziła po suficie etc.)i w powszechnym szumie
                    infrmacji gubią się te negatywne strony, które są dla mnie
                    cczywiste. I wielu ludzi faktycznie temu ulega, tak, jak moja
                    znajoma z niepodanego przeze mnei dużego miasta, która teraz leczy
                    depresję. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze.
                    Pozdrawiam
                    • jogo2 Re: no i wyszło szydło z worka 03.04.08, 09:48
                      Aha więc srebrnarybko, te negatywne emocje tchnące z Twojego postu to
                      przekonanie, iż moje zamiary podyktowane są snobizmem, bo już sobie tego inaczej
                      nie potrafię wytłumaczyć. Po co pisać "pół trawniczka" "szła z tobołami". Nie
                      podoba Ci się, to nikt Ci nie każe żyć tak jak nie chcesz, ja się o Twoim stylu
                      życia nie wyrażam. Wprawdzie to i tak nic w porównaniu do niektórych wypowiedzi,
                      jakie można przeczytać i mnie też emocje potrafią ponieść, ale mimo wszystko. Ja
                      się nie unoszę, jak z Tobą rozmawiam, a też mogłabym napisać co nieco.
                      • srebrnarybka Re: no i wyszło szydło z worka 03.04.08, 13:11
                        Nie miałam na myśli, że Ty chcesz się przenosić przez snobizm,
                        tylko, że oanuje w tej chwili powszechny snobizm na przenoszenie się
                        do podmiejskich miejscowości, a mieszkanie w dużym mieście uchodzi
                        za coś gorszego. Wpajają nam to rozmaite pisma, rozmowy ze
                        znajomymi, programy TV, a nawet elementarze dla dzieci. Upowsechnia
                        się przekonanie, że w mieście po prostu mieszkać się nie da. I w tym
                        szumie gubią się informacje o niedogodnościach mieszkania pod
                        miastem, zwłaszcza dla ludzi mniej zamożnych, których nie stać na 2
                        samochody, stałą służącą i niankę, płacenie firmie ochroniarskiej za
                        ochronę, płacenie osobom, które będą tam mieszkały w czasie wakacji
                        czy ogrodnika, żeby nie być uwiązanym do ogródka, kiedy chce się
                        wyjechać na wakace, ale właśnie trzeba posadzić nagietki czy co
                        innego etc. etc. Jeżeli uwagę o snobizmie wzięłaś do siebie -
                        przepraszam, widać wyraziłam się w sposób nie zrozumiały. Chodziło
                        mi o to, że powszechny snobizm w tej dziedzinie generauje
                        nieprawdziwy obraz zamieszkiwania w takich miejscowościach. I potem
                        można trafić tak, jak moja znajoma, która leczy depresję, bo te
                        wszystkie trudności nie przyszły jej przedtem do głowy.
                        Podobnym przykładem snobizmu jest np. spotykane w pewnych
                        środowiskach przekonanie, że jeździć koleją po prostu się nie da, bo
                        koleją jeżdżą tylko bandyci i normalny człowiek z tak
                        niebezpiecznego miejsca, jak pociąg, nie korzysta, żeby się nie
                        narażać. Ja poruszam się wyłącznie publicznym transportem, bo jako
                        snobka nie mam i nie zamierzam mieć samochodu i żyję, a podróżuję
                        dużo, ale spotkałam się już z tym, że ktoś wpadał w histerię,
                        słysząc, że idę do pociągu. Spotykałam się też z cyzmś takim, że na
                        pytanie do dojazd do jakiejś miejscowości, gdzie musiałam dojechać z
                        powodów zawodowych, słyszałam odpowiedź np. "E16" i dopiero
                        zdumienie, że E16 mnie nie urządza, mnie interesuje pociąg albo
                        autobus. Mimo to uważam, że ludzie niezmotoryzowani mają prawo żyć i
                        że można całkiem wygodnie funkcjonować bez samochodu. Podobnie można
                        wygodnie mieszkać w Wwie, bo oszczędza się masę czasu, który można
                        przeznaczyć na porządną leśną wyprawę w niedzielę.
                        Pozdrawiam
                • mika_007 Re: Kampinos 03.04.08, 10:23
                  srebrnarybka napisała:

                  > Widocznie szkoły otworzyli nowe, albo są one na jakichś
                  peryferiach Milanówka.

                  ee teraz zaprzeczasz sama sobie -w Warszawie byś woziła przez pół
                  miasta do dobrej szkoły a w milanówku już za daleko?
                  zobacz jaki poziom ma prywatna podstawówka-takimi osiągnięciami NIE
                  pochwali się zapewne ponad 60% szkół warszawskich
                  to samo z gimnazjum

                  a poziom wszystkich można sprawdzić na
                  egzaminy.scholaris.pl/2007/index.php
                  w/g mnie szkoły mające takie wyniki w nauce są dobre i uczą na
                  poziomie dużo wyższym niż większość szkół w W-wie
                  a prywatne zapewne będą tańsze jak w mieście wink
                  • srebrnarybka Re: Kampinos 03.04.08, 12:56
                    jakie "osiągnięcia" ma prywatna podstawówka w Milanówku, wiem
                    dobrze, bo chodził do niej mój bratanek i nie muszę czytać gazet. I
                    nikomu nie radziłabym posyłać tam dziecka.
                    • mika_007 Re: Kampinos 03.04.08, 13:00
                      aaa znaczy,że oceny z egzaminów są wyssane w palca?
                      to na podstawie czego sprawdzasz szkołę? nie obiektywnej opinii
                      rodziców czy faktów jakimi są oceny określające poziom nauki?
                      • srebrnarybka Re: Kampinos 03.04.08, 13:17
                        na podstawie wiedzy o tym, czego uczony był mój bratanek, jakie
                        dostawał polecenia domowe. Poza tym bardzo nie podobałą mi się
                        atmosfera w szkole. Najistotniejsze doświadczenie, które wyniósł ze
                        szkoły, do której chodził razem z dziećmi różnych nuworyszy, to to,
                        że świetnie zna marki odzieży czy butów i musi mieć (tzn. nie ma,
                        ale chciałby) skarpetki za 60 zł para, bo takie dostają koledzy i że
                        najważniejszą rzeczą w życiu jest mieć kasę na to wszystko. Szkoła i
                        atmosfera w niej panująca przyczyniała się do kształtowania takich
                        postaw.
                        • srebrnarybka Re: Kampinos 03.04.08, 13:19
                          a co do wożenia "przez pół miasta": w Wwie łatwiej jest wozić, bo
                          jest rozwinięta sieć transportu publicznego. W Milanówku na drugi
                          koniec miasteczka trzeba chodzić.
                        • mika_007 Re: Kampinos 03.04.08, 14:06
                          no fakt -z tym się zgodzić muszę
                          co nie zmienia faktu,że w mieście też takie szkoły są i być=mieć też
                          jest często na porządku dziennym
                          ale dlaczego skreślać państwowe szkoły w mniejszych miastach?
                          u mnie są 3 -2 odpadły bo mają system zmianowy,została jedna która
                          jest mniejsza,całkiem niezła
                          gdybym została w W-wie dzieciaki poszłyby do najbliższej-bo
                          najwygodniej
                          gimnazjum jest państwowe,na poziomie szkół warszawskich
                          z tutejszego ogólniaka uczniowie dostają się na studia

                          uważam,że zdolne dziecko chcące rozwijać swoje zainteresowania
                          poradzi sobie w każdej szkole o ile pomoże mu w tym kadra
                          pedagogiczna - a to nie zależy od miejsca gdzie się uczy

                          dlaczego ludzie uciekają z miasta?
                          bo często jest taniej,a życie w centrum drogie
                          można mieć dom nie mając ochrony,ogrodnika itp -ot normalny dom
                          którego budowa wynosi tyle co zakup mieszkania a in plus jest się
                          posiadaczem własnego podwórka a opłaty za 150m będą takie jak w
                          mieście za 50
                          nikt biedny nie wynajmuje w mieście mieszkania za 2tys czy nawet za
                          1,5
                          nie przeczę,że uciekają też snoby ale jest ich raczej niewielu
                          a ja uciekają staraja się szukać "swoich" (czyt. innych snobów) wink
                          • jogo2 Re: trzeba chodzić? 03.04.08, 16:52
                            Srebrnarybko,
                            Jednak jesteś sympatyczna, chociaż uważasz swój model życia za hm.., tak
                            słuszny, że aż inne nie mogą być aż tak słuszne.

                            Tu Cię mam.... chodzić trzeba... mówisz. A ja właśnie z tego powodu bym się
                            przeprowadziła. ja się wychowałam w miejscowości 46 tys. mieszkańców, gdzie
                            komunikacja miejska była tak zawodna, że nie można było na nią liczyć wcale (co
                            prawda na ulicach też było mneij samochodów, więc spacer to było coś zdrowego) i
                            5 km dziennie na piechotę to nie było nic nadzwyczajnego.

                            Podobno ruch to zdrowie, nie ten snobistyczny po 60 PLN za godzinę, tylko zwykły
                            taki ruch, od którego jak widać odwykłaś i który uważasz za jakieś zło.
                            • srebrnarybka Re: trzeba chodzić? 03.04.08, 17:31
                              przykro mi, ale pudło. Mieszkam w centrum Wwy i nawet nie mam biletu
                              miesięcznego czy, jak to się teraz nazywa, karty zbliżeniowej
                              (brrr ... co za nazwa), bo do większości miejsc, do których
                              potrzebuję dojść, chodzę na piechotę. Jak jest daleko, pada albo mam
                              ciężką paczkę, to kupuję bilet, czasem dobówkę i wychodzi mi taniej,
                              niż karta do zbliżeń. Bardzo lubię chodzić i bardzo chętnie chodzę
                              na długie spacery w czasie wakacji, krótkich niestety. Ale co innego
                              chodzić mając w zanadrzu możliwość podjechania autobusem, jak śnieg,
                              plucha czy zawieja, a co innego musieć chodzić zawsze, bo autobusu
                              nie ma. I to, jak w wypadku Twojego Potomka, musieć codziennie iść
                              duży kawał do szkoły, co już samo w sobie, nawet na krótki dystans,
                              jest jednak zawsze obowiązkiem, nawet, jeśli sie szkołę lubi.
                              Poza wszystkim jestem uważam, że lepiej, żeby do szkoły było blisko,
                              bo to daje możliwość podtrzymywania po lekcjach kontaktów z
                              kolegami. I np. w moim najbliższym sąsiedztwie są ze 3 podstawówki,
                              do których można bez zbędnej uciążliwości dojść na piechotę w
                              parę/kilka minut.
                              Jaki ruch można mieć za 60 zł/godz., nie mam pojęcia. Nie jestem
                              biegła w tym, co jest modne u nuworyszy, bo tego mózg nie obejmie i
                              prawdę powiedziawszy, nie interesuje mnie to.
                              Pozdrawiam
                              • jogo2 Re: trzeba chodzić? 03.04.08, 18:20
                                No to jeżeli lubisz chodzić, to o co ci chodzi z tym Milanówkiem. Przecież tam
                                jest wszędzie blisko. To albo lubisz chodzić, albo nie lubisz. Wygląda mi na to,
                                że: 1) jednak nie lubisz chodzić aż tak bardzo, mimo Twoich deklaracji, lub 2)
                                za wszelką cenę należy jakoś udowodnić tezę iz wyprowadzanie się z centrum
                                Warszawy jest be, bo akurat Ty tak uważasz.
                                Wydaje mi się, że jednak o chodzeniu jako o sposobie przemieszczania się
                                niewiele wiesz skoro: a to musisz mieć jakąś wyjątkowo śliczną pogodę, a to
                                Milanówek jest za duży, żeby tak chodzić po nim zawsze. Jeżeli dla Ciebie wadą
                                mieszkania w Milanówku jest to, iż tam trzeba wszędzie dojść, to wybacz. W
                                brzydką pogodę też się chodzi o ile to nie jest huragan albo ulewa. Ja tak
                                chodziłam jak byłam mała po większej miejscowości niż Milanówek i nie umarłam,
                                tylko wtedy nie było takiego rozpasania motoryzacyjnego jak teraz i KONIECZNOść
                                a nie wybór przejścia kawałka drogi nie oznaczał końca świata.
                                • chalsia Re: trzeba chodzić? 03.04.08, 23:02
                                  Jogo, po kiego grzyba Ty dalej wdajesz się w dyskusję o tym samym z kimś, kto po
                                  raz któryś pisze w taki sposób, że rzuca Ci tymi nuworyszami w twarz - bo
                                  bedziesz mieszkać w, apage satanas, Milanówku.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka