Dodaj do ulubionych

religia w szkole czy poza szkołą ?

    • mamalgosia Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 21.09.03, 12:05
      Jestem katoliczką - z tch wierzących i praktykujących. Przekazanie mojej wiary
      dzieciom uważam za mój cel nadrzędny. Oczywiście chcę także aby się kształciły
      w zakresie religijnym w wieku przedszkolnym i szkolnym, jednak uważam, że
      spokojnie mogłoby to być w salkach katechetycznych przy kościele, nie musi to
      być w szkole. A nawet powiem więcej: myślę, że wprowadzenie religii do szkół
      zaszkodziło zarówno niewierzącym jak i wierzącym
      • praktycznyprzewodnik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 21.09.03, 15:21
        W praktyce byłoby to niemozliwe lub bardzo trudne. Nie każdy mieszka, jak tu
        ktos wspomniał, naprzeciwko koscioła. Wiele osób dość daleko ma i do szkoły i
        parafii. Skoro dzieci juz raz dowieziono do szkoły nie widze problemu, by mogły
        tam miec także lekcje religii. Weź pod uwage koszty utrzymania salek i
        katechetów. Pamietam jak musieliśmy (1964) nosić po kubełku wegla, każde
        dziecko jeden, by móc opalic zbudowana na tyłach koscioła salkę !
        Szkoły społeczne nie mają obowiązku organizowac lekcjii religii, a jednak je
        robia na wyraxne zyczenie rodziców, którzy postawieni przed faktem, ze trzeba
        bedzie dziecku inaczej lekcje zorganizowac, sami widza, ze byłoby to bardzo
        trudne.
        Problem polega raczej na tym, ze pokolenie rodziców (oczywiście tych którzy na
        religię do koscioła uczeszczali, a było takich jakies 3o % populacji - innym
        staneła na przeszkodzia bądz odległośc bądz fatalnie niski poziom tych zajęć)
        wspomina swoją katechizacje z sentymentem i nie wyobraża sobie innego modelu
        religijnej edukacji jakten wypracowany za komunizmu model. Zapewne był on
        sympatyczny, cos jak harcerstwo (małe grupki wzajemnej adoracji - dla mnie to
        było obrzydliwe, zrezygnowałam z religii w salce w klasie siódmej, bo nie byłam
        w stanie znieść tego "my" i "oni");
        Bylismy z niego dumni, ale tylko dlatego, ze w naszym bloku tylko w Polsce cos
        takiego dało sie zorganizować. Były nawet nieliczne szkoły dla katechetów
        świeckich (w Gietrzwałdzie)
        Przypominam, ze model nie dawał zadnej badz prawie zadnej WIEDZY religijnej,
        bo opierał sie głównie na uczestnictwie dzieci i młodziezy w liturgii. Dopiero
        w latach osiemdziesiatych zaczeto drukowac nowoczesniejsze, dostosowane do
        percepcji dzieci, katechizmy. Ich poziom tez był zreszta rozmaity. Powstawała
        dopiero nowoczesna, posoborowa katechetyka. A nawet i te sprzed lat dwudziestu
        lat nie nadają sie do uzytku (hermetyczny jezyk, przykłady z zycia
        przestarzałe, brak integralności z podstawa programowa...).
        tak jak zmienia sie zycie i szkoła - zmienia sie i katechizacja. Wcale nie
        mówie, ze ten system jaki mamy jest jedyny, niepodwazalny i nie ma zadnych
        złych stron. Ale jest to wielka szansa na uporzadkowanie :
        - wiedza o religii, a religii wyznawanej przez dziecko w szczególności (dzieci
        prawosławne wzbogacą swą wiedze także);
        - wychowanie do tolerancji religijnej ;
        - w miejsce 5o lat wmawiania ,ze religia to sparwa prywatna - wychowanie
        świadomości, ze religia jest faktem kultury, tym samym jest obecna w moim i
        czyims zyciu. Do umiejętnosci zycia z tym faktem.
    • Gość: mhlm Re: religia w szkole czy poza szkołą ?Średnia ocen IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 12:32
      religia w szkole jest już faktem, niestety gorzej z etyką która miała być
      alternatywą. Za to coraz częściej stawiany jest problem liczenia oceny z
      religii do średniej. W kole podstawowej do której chodzi mój syn, na zebraniu z
      rodzicami rodzice wypowiadali się w tym temacie(większość była przeciw)ale Rada
      Pedagogiczna zadecydowała inaczej. Jedni uczniowie mają więc średnią liczoną
      np. z 10 przedmiotów, a inni z 11. Czy to sprawiedliwe?
      • Gość: Nasz Dziennik Re: religia w szkole czy poza szkołą ?Średnia oce IP: 80.51.242.* 21.09.03, 15:01
        Tak, bo jesli dziecko bierze udział w konkursie wiedzy religijnej, kiermaszu
        charytatywnem organizowanym na terenie szkoły, wystepuje w przedstawieniu
        organizowanym przez katechetę itp. to jego wysiłek musi byc zauważony i
        doceniony.
        Dzieci na religii nie są oceniane za zycie sakramentalne i praktyki religijne,
        ale za wiedze religijna i gorliwość w jej zdobywaniu.
        • Gość: mistrzu A moim zdaniem wogule nie powinno byc religii IP: *.daminet.pl 21.09.03, 17:42
          Przeciez to durnota, poco tego sie uczyc jak i tak nikt sie tego nie uczy. Do
          czego to sie przyda w przyszłosci??? Robią w balona ludzi, g***o tam, religia
          to głupota, skad ludzie wogule wiecie czy Bóg istnieje, czy to jest pewne???
          Jak on powstał jak ludzi nie było??? To wszytsko było zmyslone byscie sie oto
          pytali i domyslali a ktos sobie to tylko wymyslił. Ja nie uwierzę w Boga jak go
          nie zobaczę
          • Gość: maika7 Re: A moim zdaniem wogule nie powinno byc religii IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 18:43
            mistrzu, to nie ten temat, tutaj mówimy o tych, którzy uczeszczają na religie,
            a nie rozwazamy istnienia (lub nie) Boga.
            • Gość: maika7 w szkole czy poza - uszczegółowienie pytania IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 18:50
              Może przyjąć, że pytanie początkowe brzmi: "czy religia sprawdziła sie w
              systemie szkolnym"? Bo nie o budynek tu chodzi, ale o wtłoczenie jej w system
              szkoły. Może nie musi opuszczac murów szkolnych, ale być traktowana zupełnie
              oddzielnie - tzn. odbywać się poza lekcjami (jak zajęcia dodatkowe), może nie
              musi być uwzględniana na świadectwie szkolnym (takie połaczenie dawnego z
              nowym??
              Ale nadal etyka lub religioznawstwo bardziej mi pasuje.
              M.
              • praktycznyprzewodnik Re: w szkole czy poza - uszczegółowienie pytania 21.09.03, 19:09
                Możesz poprosic o niewpisywanie Ci oceny na swiadectwie z religii.
                Zwróć uwage,ze i tak nie wiadomo na co chodziłas na religie czy etykę, ani nie
                ma danych na jaką religie (jakiego wyznania chodziłaś). Konstytucja zabrania w
                panstwowych dokumentach umieszczac informacje tego typu.
            • Gość: ten ...za to więcej lekcji ortografii! IP: 212.244.252.* 29.09.03, 10:28
    • Gość: Nasz dziennik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 21.09.03, 21:23
      www.znak.com.pl/znak/index.htm.
      Ciekawe !
    • kkujawa Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 21.09.03, 23:49
      Na wstepie przeprosiny - tu skad pisze te slowa, nie mam mozliwosci stosowania
      typowo polskich liter. Dlatego w mojej wypowiedzi ich brak.
      Po pierwsze: Religia w szkole to jej degradacja, jak degradacja wszystkiego, co
      sformalizowane, rutynowe (oczywiscie sa wyjatki, bo wyjatkowy nauczyciel, w tym
      ksiadz, moze czynic cuda!) i ... prawie obowiazkowe. Oczywiscie w teorii nie
      jest ona obowiazkowa, ale prosze sprobowac popytac uczniow o ich odczucia. Ja
      mialem taka okazje, bo jestem nauczycielem.
      Po drugie: Liczba godzin w szkole jest, rzecz jasna, ograniczona. Uczniowie nie
      moga w szkole siedziec zbyt dlugo, bo to po prostu szkodliwe. W zwiazku z tym
      jest konkurencja miedzy przedmiotami o ten czas! Niestety, dzis juz doszlo do
      absurdu, bo bywa tak ze w nowym liceum (3 - letnie) w ciagu trzech lat nauki
      religii jest 1,5 do 2 - krotnie wiecej (2 godziny tygodniowo przez 3 lata,
      czyli 6 godzin w cyklu nauczania), niz biologii, fizyki, chemii (zwykle jedna
      godzina tygodniowo). Czy naprawde chodzilo o to by kosztem religii bardzo
      powaznie obnizac poziom wiedzy przyrodniczej, od ktorej przeciez bedzie
      zalezala nasza przyszlosc? Wiara jest wazna dla czesci ludzi, ale nie zapewni
      ona swiatlego gospodarowania naszym najblizszym srodowiskiem i nasza planeta!
      Obnizanie rangi nauk przyrodniczych dzis, w dobie tak wielu zagrozen
      srodowiskowych, zmian globalnych (ocieplanie sie klimatu, wzrost populacji
      ludzkiej, itp.) i wyzwan zwiazanych z koniecznoscia (nasze panstwo podjelo taka
      decyzje juz pare lat temu!!!) realizacji tzw. zrownowazonego rozwoju to po
      prostu przejaw ignorancji!
      Po trzecie (a moze po pierwsze??) - religia w szkole wymaga deklaracji, czy sie
      bedzie uczeszczalo na te zajecia, czy nie, a to jest juz bardzo bliskie
      koniecznosci deklaracji swojego stosunku do wiary, co mozna traktowac jako
      lamanie prawa do milczenia w sprawie przekonan religijnych. Co prawda to jest
      tylko deklaracja uczestnictwa w nauce religii, a nie wiary, w praktyce jednak
      (dyskusje, uczestnictwo w np. szkolnych wigiliach) trudno jest nie byc
      zmuszonym do okreslenia swojego stosunku do wiary. Co wiecej, uczniowie na
      koncu roku sa oceniani jak ze wszystkich przedmiotow, a to tez wymusza aktywna
      postawe u osob, ktore chca miec wysoka ocene. Mozna sobie wyobrazic, ze dla
      osob niewierzacych jest to jakas forma przymusu i lamania prawa do milczenia,
      bo przeciez ten przedmiot (???) nazywa sie religia i po prostu wymaga
      emocjonalnego zaangazowania sie. A jak mozna sie pozytywnie zaangazowac w
      uczestnictwo w zajeciach religii nie bedac wierzacym??? Przeciez to
      sprzecznosc!
      Po czwarte - w Konstytucji jest napisane ze Kosciol i panstwo sa niezalezne.
      Religia w szkolach panstwowych lamie ta zasade, jak by na to nie patrzec -
      poczawszy od pomieszania kompetencji roli panstwa i Kosciola, a skonczywszy na
      tym, ze nauka religii jest finansowana w bardzo duzej mierze przez Panstwo.
      Gdzie tu konstytucyjny rozdzial Kosciola i panstwa??
      • Gość: tempus na temat wypowiedzi kkujawa IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 00:46
        Na wstępie: to o czym piszesz pojawiło się już na forum. Ale rzeczowych opinii
        nigdy za wiele! Całkowicie się zgadzam.

        Po pierwsze: Kościołowi Rzymsko-Katolickiemu nie zależy na jakości, ale na
        ilości. Kasa płynie z ilości "owieczek" a nie ich "jakości".

        Po drugie: dla Watykanu i polityków wiszących u jego klamki nie ważne, czy
        Polska będzie bogatym krajem zamieszkanym przez światłych ludzi. Ważne aby
        była KATOLICKA!!!

        Po trzecie i czwarte: sprzeczność wprowadzenia nauk Watykańskich do polskich
        szkół z Konstytucją RP jest oczywista (o tym też pisałem). Mam nadzieję, że
        prawnicy się tym wreszcie zajmą.

        Po piąte: drodzy Katolicy! Nie traktujcie takich postów jako ataków na Waszą
        religię. Czytajcie je uważnie. smile
        • Gość: maika7 Do Praktycznyprzew, kkujawa i tempus IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 10:53
          Do praktycznyprzewodnik:
          Znowu dwie sprawy:
          Nie rozumiem jednej rzeczy. Sprawa prywatności religii: czy to, że religia
          (rodzaj wyznania lub jego brak) jest sprawą prywtną kłóci się z tym, że
          religia jest faktem kultury?? Bo czyją sprawą ma byc moja (ewentualana) wiara i
          tym samym przynależność religijna?? Żyję w kulturze chrześcijańskiej, ale to
          jaką wiarę wyznaję i czy ją w ogóle wyznaję to już moja prywatna sprawa. Czy to
          nie tak?? W każdym razie tak to czuję.
          Ocena na świadectwie akurat dla mnie jest sprawą obojętną. Syn ma nie wpisaną,
          bo nie ma etyki, a na religię nie chodzi. Wspomniałam o tych świadectwach przy
          okazji pomysłu, który przyszedł mi do głowy (po lekturze wypowiedzi w tym
          wątku), a który może może być drogą połączenia potrzeby dostępu do religii w
          szkołach i pewnego większego jej odłączenia od szkolnictwa jako takiego (a tym
          samym "odlekcyjnienia") - czyli nadania rangi wyjątkowości zajęć, a
          jednocześnie większej swobody w uczestnictwie w tych zajęciach.

          Do kkujawa i tempusa:
          To bardzo istotne kwestie. Poruszył to zresztą powyżej już uczeń pierwszej
          klasy liceum z Lubuskiego (liczbę godzin religii w stosunku do innych
          przedmiotów - w tym maturalnych). Rozumiem, że obaj jesteście za
          religioznawstwem??
          Bo o istocie rozdziału państwa od kościoła itp. można by długo. W tym miejscu
          chodzi (mi przynajmniej) o to, co czują ludzie już chodzący na religię w
          szkołach, na ile te zajęcia są dla nich istotne, bo prawnie można zrobić dużo,
          ale ja chciałabym znać odpowiedź na pytanie: "czy prawo do religii w szkole
          umocniło czy osłabiło moją wiarę, czy się sprawdziło, tak, jak chodziło o to
          wprowadzającym to prawo". Chyba, że im chodziło o coś zupełnie innego.
          M.
          • apniunia Re: wzmocniło, czy osłabiło moją wiarę 22.09.03, 12:22
            niestety osłabiło
            z dziecka, które co niedzielę chodziło do kościoła i UCZESTNICZYŁO we mszy
            całym umysłem i sercem dzisiaj jestem niepraktykująca, męża mam ateistę i
            wielki problem, co zrobić z naszą dwulatką - chrześcijanizować, czy nie.
            odejście od kościoła, jest przede wszystkim odejściem od kościoła (od księży i
            ich polityki)
            religia w szkole była dolaniem oliwy do ognia
            kiedy KAZANO nam uczestniczyć w zajęciach religii (nie przypominam sobie, zeby
            ktoś mnie zapytał o zdanie) zburzono jedyny most jaki łączył mnie jeszcze z
            kościołem - religię w salce katechetycznej (bez wc, umywalki i gdzie w zimie
            było zimno i siedzieliśmy w rękawiczkach), religię i niekończące się dyskusje o
            życiu, Bogu, problemach...
            w szkole nie było już takiego klimatu, 45min 30 nastolatków i jeden ksiądz, i
            nikt nie wiedział co z tym zrobić, więc odrabialiśmy lekcje i robiliśmy ściągi.
            w salce katechetycznej też było nas ok 20 osób, ale po przekroczeniu progu
            pojawiała się atmosłera totalnego rozluźnienia, żadnej szkoły, ocen(chociaż też
            jakoś nas tam oceniano), "odbębniania" lekcji itd
            ogólne - religia w szkole to porażka
            • Gość: tempus Re: wzmocniło, czy osłabiło moją wiarę IP: *.toya.net.pl 22.09.03, 13:44
              apniunia napisała:

              > niestety osłabiło
              > z dziecka, które co niedzielę chodziło do kościoła i UCZESTNICZYŁO we mszy
              > całym umysłem i sercem dzisiaj jestem niepraktykująca, męża mam ateistę i
              > wielki problem, co zrobić z naszą dwulatką - chrześcijanizować, czy nie.
              > odejście od kościoła, jest przede wszystkim odejściem od kościoła (od księży
              i
              > ich polityki)

              Moim zdaniem religii należy uczyć dopiero dorosłych ludzi. Jaki jest sens
              nauczania takich rzeczy bezwolne dzieci? Jest to przegięcie. Ale jeżeli jesteś
              wierząca to spróbuj może z jakimś kościołem protestanckim? Jest ich pełno.
              • Gość: maika7 Re: wzmocniło, czy osłabiło moją wiarę- do tempus IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 14:28
                Z ciekawości wielkiej: od kiedy dizecko przestaje być "bezwolne"?? i czy
                wszystkie mają tak samo, czy może sie jakoś różnią??
                M.
                • Gość: tempus Re: wzmocniło, czy osłabiło moją wiarę- do tempus IP: *.toya.net.pl 22.09.03, 15:05
                  > Z ciekawości wielkiej: od kiedy dizecko przestaje być "bezwolne"?? i czy
                  > wszystkie mają tak samo, czy może sie jakoś różnią??
                  > M.

                  Gdy staje się dorosłym człowiekiem i może w pełni o sobie decydować. Kiedy
                  dokładnie? A skąd ja mam wiedzieć? Na pewno nie w wieku kilku lat gdy już
                  zaczyna się religijne pranie mózgów (niekoniecznie katolickie).
                  • Gość: maika7 Re: wzmocniło, czy osłabiło moją wiarę- do tempus IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 19:07
                    No dobrze, a co zrobić, według Ciebie, gdy dziecko w wieku lat kilku, ledwo
                    odrośnięte od podłogi zadaje pytania, co sie dzieje po śmierci, dlaczego ludzie
                    chodzą do kościoła itp. Nie potraktować tego poważnie tylko poczekać aż
                    dorośnie?? Z wiekiem (przedszkole) pytań jest coraz więcej i sa coraz
                    dociekliwsze. Dalej czekać?? Drążę, bo tak mi wynikało z Twojej wypowiedzi i
                    odpowiedzi na maoje pytanie.
                    M.
              • apniunia Re: wzmocniło, czy osłabiło moją wiarę 23.09.03, 14:38
                Gość portalu: tempus napisał(a):

                > Moim zdaniem religii należy uczyć dopiero dorosłych ludzi. Jaki jest sens
                > nauczania takich rzeczy bezwolne dzieci? Jest to przegięcie.

                masz rację, ale ja mieszkam w Polsce i w polskich realiach,nie będę przytaczac
                za i przeciw (dosyc już się pojawiło argumentów w poprzednich postach i wątkach)
                dlaczego dziecko powinno lub nie powinno uczestniczyć we wszech otaczającym je
                religijnym światku
                nie chcę skrzywdzić swojego dziecka, mąż dał mi całkowicie wolną rękę i to do
                mnie należy decyzja jak będzie wyglądało dzieciństwo i najmłodsza edukacja
                mojej córki
                jak będzie ona dorosła (nie koniecznie wiekiem) to sama podejmie decyzje, ale
                teraz ta odpowiedzialność spoczywa na mnie i nie jest mi łatwo
                bo nie ma złotego środka (tzn oprócz zamieszkania w jakimś normalnym kraju)


                Ale jeżeli jesteś
                > wierząca to spróbuj może z jakimś kościołem protestanckim? Jest ich pełno.
                nie chcę szukać innej wiary, czy kościoła, to nie rozwiązuje problemu, bo
                ja "nie uwierzę", a jeśli rodzice w coś nie wierzą, to jak mają nauczać swoje
                dziecko by postępowało zgodnie z wiarą
                i niestety dodam, że mój chrześcijanizm, to ja juz sama nie jestem pewna, czy
                to wiara (kiedy trwoga to do Boga), czy tradycja i jakby nie patrzył
                wieloletnie "pranie mózgu"sad
                i stąd bierze się mój dylemat
                • Gość: Palnick Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzystać. IP: *.stenaline.com 27.09.03, 15:59
                  Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzystać

                  Wydawać by się mogło, że nauka religii w przedszkolach i szkołach leży w
                  interesie kościoła a nie państwa.
                  Jest to oczywiste, choć państwu łatwiej manipulować ukształtowanymi
                  przez kosciół bezwolnymi ludźmi. Stąd niezrozumiała na pierwszy rzut oka
                  symbioza kleru z kazdą władzą - nawet lewicową. Celem ostatecznym nauczania
                  religii jest uzyskanie zastraszonego, działajacego odruchowo, bojącego sie
                  myśleć parafianina (obywatela).
                  Sporą rolę w utrzymaniu tego zaklętego kręgu hierarchowie przewiduja dla
                  ogłupionych przez siebie w dzieciństwie rodziców. Oto przykład instrukcji
                  wymarzonego przez kler postępowania parafianina z własnym dzieckiem:

                  "Niech w waszym domu znajdzie się obraz religijny. To musi być piękny obraz.
                  Jezusa, Rodziny Świętej, Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Jeżeli
                  Częstochowska, niech to będzie wierna kopia. Wyraźna. Niech dzień będzie
                  witany i żegnany pacierzem. I to od najmłodszych lat, od – „Zrób Bozi pa”.
                  Dziecko w stronę obrazu zrobi „Boziu, pa, pa”, prześle całusa, a potem
                  zacznie się modlić. Na klęczkach. Nie szkodzi, że dziecko jeszcze słabo
                  wymawia, że nie pamięta, że nie rozumie, że nie pojmuje, że myli.

                  (Ks. Mieczysław Maliński, „Dziennik Polski”, Internet, 4.04.2003)

                  Ostatnie zdanie dotyczy wszystkich parafian. Niczego nie muszą rozumieć - mają
                  jedynie automatycznie wykonywać pewne czynności. Z naciskiem na ruch ręki z
                  banknotem w kierunku tacy.

                  • Gość: Palnick Re: Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzysta IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.03, 13:45
                    Nauka religii powinna być wręcz zakazana w szkolach. To jest oglupiająca
                    indoktrynacja szkodliwa dla dzieci.
                    • apniunia Re: Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzysta 01.10.03, 08:46
                      Ty to wiesz, ja to wiem, Oni też to wiedzą
                      I CO Z TEGO
                      "możesz się odwołać, przez okno, tylko uważaj żebyś nie wypadł" - Smoleń już
                      wtedu mądrze gadał
                      • Gość: para Re: Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzysta IP: *.lublin.pl / *.lublin.pl 06.10.03, 16:28
                        Religia w szkole czy poza nią? Tu chodzi o wpływy a nie o żadną
                        filozofię,naukę,Boga .Z takich zdobyczy tak łatwo nikt nie zrezygnuje.
                        Szkoła to "masa" do wywierania i utwierdzania swoich wpływów, wciągnięci są
                        w to nauczyciele,rodzice.-Kto ma wpływy ten rządzi.To walka o byt.
          • Gość: Praktycznyprzwodni Re: Do Praktycznyprzew, kkujawa i tempus IP: 80.51.242.* 22.09.03, 16:26
            Ja juz w dyskusji o religii w przedszkolu powiedziałam wyraźnie, ze jestem za
            religią w szkole dzieci młodszych. Co do gimnazjum - mam zdanie mieszane.
            zasadniczo byłoby bardzo wychowawcze gdyby dzieci chodziły na zajęcia w
            kościle. To jednak napotyka na rozmaite przeszkody w watku omówione (dojazdy,
            sprawa bezpieczeństwa itp).Po bierzmowaniu religia powinna byc w salkach. tak
            byłoby lepiej z wielu wzgledów.
            Zwracam jednak uwage, ze i w salce mógłby zdarzyc się nieudolny katecheta,
            nieciekawe zajęcia, brak tolerancji dla niechodzacych itd.
            Co do dzieci młodszych w parafii - argumentem za jest mobilizacja rodziców i
            związanie z parafią. Gdy dziecko chodzi do szkoły, szkoł ma zająć się kolejnym
            problemem w jego zyciu tak jak zajmuje sie szczepeiniami, zebami, dyslekcją -
            a rodzic słodko spi.
            • Gość: maika7 Re: Do Praktycznyprzew, IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.09.03, 19:10
              Chyba moim błędem było zamieszczanie pytań do Ciebie, kkujwa i tempus w jednym
              poście, ale nie chcę ich (tych postów) mnożyć nad miarę, a pytania rózne
              przychodzą mi do głowy. Ciebie pytałam głownie o tą sprawę prywatności religii.
              Jak ją widzisz? Pisałam, że kultura, w której żyjemy jest rzeczywistością, ale
              to jacy (my - ludzie) w tej kulturze jesteśmy jest chyba jednak naszą prywatną
              sprawą. Ważne jest dla mnie Twoje zdanie, bo jesteś konsekwentnym głosem z
              drugiej (w stosunku do mnie) strony.
              Cieszę się też, że wypowiedziałas się wyraźnie na temat religi tu i tu, bo
              raczej odczytywałam trochę inaczej Twoje stanowisko. Wydawało mi się, że jesteś
              zupełnie za religią w szkole niezależnie od rodzaju szkoły i wieku młodzieży
              M.
              • Gość: Pr.Prz Re: Do Praktycznyprzew, IP: 80.51.242.* 22.09.03, 21:48
                Rozumiem to w ten sposób, ze sa sprawy które nie podlegaja formalnej kontroli
                społecznej. Np. prywatną sprawa jest to, "kto z kim spi". Ale do czasu: jesli
                spi z nieletnia - przestaje być to jego prwatną sprawą.
                Religia, zycie duchowe, kult, praktyki religijne - kazde z tych pojęc znaczy
                cos innego. Nie mam w tej chwili głowy, by zając się szczegółowymi definicjami,
                musiałabym to przemysleć dokładnej. Ale wydaje mi się, ze to co
                nazywamy "zyciem duchowym", "zyciem religijnym" to sprawa prywatna, a "kult"
                już nie.
              • Gość: PP Re: Do Praktycznyprzew, IP: 80.51.242.* 22.09.03, 22:01
                Ucieło mi przed czasem...
                Chodzi o rozdzwiek pomiedzy wiara a zyciem, który jest chorobą
                chrzescijanstwa.Także polskich katolików.
                Dlatego wydaje mi się, ze "szkolne lekcje religii" w jakims sensie wypełniły (
                jak umiały) ponad 4o letnia schizofrenie nieobecności zagadnien religijnych w
                zyciu politycznym, społecznym,kulturalnym. Przeciez instytucje swieckie i
                religijne dotycza zycia tych samych ludzi. I ludzie ci mają dzieci, które
                (jesli taka wola) powinny byc kształtowane wg. tego samego systemu wartosci.
                Zapewne z czasem programy szkolne w rozumny sposób podejmą szerzej zagadnienia
                religii w zyciu człowieka w róznych aspektach i lekcje religii w takicm
                kształcie jak mamy je teraz staną sie w szkole zbedne.
                Pozostanie kształtowanie zycia wiary i umiejetnosci uczestnictwa w liturgii. I
                to z powodzeniem zrobi "katecheza (nie "lekcja religii") parafialna".
                Na marginesie - słowo katecheza odnosi się do wszystkich członków Koscióła -
                takze dorosłych. Co do dzieci mamy: "katechizację szkolna" i ewentualnie
                parafialną."
                • Gość: maika7 Re: Do Praktycznyprzew, IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 09:41
                  Dalej nie wiem, czy rozumiem Cię dobrze. Według Ciebie, jeśli ja nie wierzę to
                  gdzie się kończy moja prywatność w tym względzie (ja mam pojęcie gdzie się
                  kończy, ale chciałabym sobie skonfrontować z Twoim zdaniem - odchodzac trochę
                  od wątku zasadniczego) w tej chrześcijańskij kulturze?
                  Jeszcze taki drobiazg - w ciągu tych lat nieobecności religii w życiu
                  politycznym, itd. to akurat w kulturze ona była, gdzie nie dotkniesz tekstu
                  europejskiego od czasów średniowiecza, zabytku, pieśni itd... wszedzie
                  praktycznie przewija się zagadnienie wiary... Nie sposób tego uniknąć.
                  Instytucje świeckie "obsługują" większą pulę obywateli, a instytucje religijne -
                  mniejszą, bo ograniczoną przez wyznawaną religię. Stąd i systemy wartości
                  pokrywające się w dużej części, jednak w instytucjach świeckich mają trochę
                  inaczej ustawione "granice".

                  Nie za bardzo wiem gdzie umieszczać te pytania do różnych ludzi, bo mam
                  wrażenie, że przy rozrastającej się w "dół" liście głosów te do konkretnych
                  postów z wcześniejszych dat się gubią.
                  M.
                  • Gość: PP Re: Do Praktycznyprzew, IP: 80.51.242.* 23.09.03, 17:25
                    Jakoś tak to rozumiem te przywatność religii, że prywatność polega na tym, że
                    społecznej kontroli nie podlega fakt moich zachowan religijnych (do pewnego
                    mementu oczywiscie - tj. gdy nie szkoddze wyraźnie innym w imię tych praktyk).
                    Np. nikt mnie nie moze wsadzic do wiezienia za przezegnianie sie - bądz brak
                    przezegnania przed przydrozna figura. Nikt nie kontroluje i nie sankcjonuje
                    tego czy chodze do kościoła, do spowiedzi. Moge to robic, albo nie. Ale moja
                    prywatność jest naruszona, kiedy nie moge praktyki religijnej wykonywać, choć
                    chcę, a nikomu nie szkodzę (choć moge oczywiście przeszkadzać, być "solą w
                    oku"). A więc jesli chcę modlę sie w miejscu publicznym, nosze krzyzyk, gdy
                    jestem muzułmanką nosze chustkę ( to akurat wcale nie jest takie odległe od
                    naszych polskich spraw, na wymiane z Niemcami przyjeźdzają gimnazjalisci-
                    muzułmanie, emigranci z Turcji... i na naszych lekcjach siedzą ubrane po
                    swojemu), modle sie przed posiłkiem, a nawet jak jestem prezydentem de
                    Gaulle'em to zastrzegam sobie w czasie wizyty dyplomatycznej czas na codzienna
                    msze swiętą. I nikt mi nie może powiedzieć, ze nie moge tego robić, zabronic mi
                    w imię np. zajmowanego stanowiska.
                    To jest dla mnie prywatnośc religii. A nie że nie mogę sie publicznie pomodlić,
                    nosic jako nauczycielka krzyzyka itd. , bo religia to sprawa prywatna.
                    Dlatego uważam, ze jesli grupa osób mających dzieci w publicznej szkole ma
                    okreslone problemy, to obowiązkiem szkoły (tak stanowia przepisy) jest wyjscie
                    na przeciw tym potrzebom. A więc zorganizowac dożywianie (żadna łaska, to
                    szkoła publiczna - ale dożywianie (po cenach kosztu) nie dla wszystkich, tylko
                    dla tych, którzy tego potrzebują, bo sa biedni; zorganizowac podręczniki i
                    inne pomoce do nauki; zorganizowac zajęcia wyrównawce, integrujące (Romowie)
                    czy dla grup mniejszości narodowych (słask, Litwini, Łemkowie). Jesli jest
                    zapotrzebowanie na znajomość niemieckiego, rosyjskiego na terenach
                    przygranicznych ... itp. I nie jest to zadna łaska, ale prawo. Bo szkoła jest
                    publiczna, a nie państwowa, czyli ma działć w służbie zainteresowanych.
                    Religia w szkole i w salce towielki panel argumentów za i przeciw. Nie ma
                    złotego rozwiązania. Dla mnie zaletą jest m.in. walor wychowawczy w sensie
                    szerszym, srodowiskowym, społecznym. Ta religia w salkach to było cos chorego,
                    takie grupki "towarzystwa wzajemnej adoracji", milusińscy odcieci
                    od "okropnego komunistycznego swiata". A jakie swięte (świętoszkowate) to
                    było...ho, ho. Do tego stopnia, ze ktos tu wyciągnął argument obesności krzyża
                    w salce pełnej rozhukane dzieciarni. Niby, ze poczucie sacrum umyka. A dla mnie
                    jest to prymitywna mitologia, a nie wiara i swiadczenie.
                    Jesli jestes niewierzaca, to Twoja prywatnośc polega na tym, ze wierzacy muszą
                    być wychowani do tego, ze nie tylko nie donmosza na Ciebie na polcje, ale nie
                    robią komentarzy, nie organizuja misji nawracania majki... dlatego, ze nie
                    praktykujesz. Oni chodza na religie, a Ty nie. Oni jedzą na obiad korniszony i
                    schab, a Ty potrawy chińskie.
                    Polska jest bardzo zasciankowa i bardzo powoli, w bólach (jak dowodzi ta
                    dyskusja) z tej zasciankowosci wychodzi. A religia w szkole może w tym tylko
                    pomóc, choc pozornie wydaje sie odwrotnie.
                    • Gość: tempus Re: Do Praktycznyprzew, IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 18:32
                      > ... Np. nikt mnie nie moze wsadzic do wiezienia za przezegnianie sie - bądz
                      brak
                      > przezegnania przed przydrozna figura. Nikt nie kontroluje i nie sankcjonuje
                      > tego czy chodze do kościoła, do spowiedzi. Moge to robic, albo nie. Ale moja
                      > prywatność jest naruszona, kiedy nie moge praktyki religijnej wykonywać,
                      choć
                      > chcę, a nikomu nie szkodzę (choć moge oczywiście przeszkadzać, być "solą w
                      > oku"). A więc jesli chcę modlę sie w miejscu publicznym, nosze krzyzyk ...

                      Prywatność w sprawach religijnych ma dużo większy zasięg. W szkole publicznej
                      nie powinno być widać kto jest katolikiem, a kto nie. A jest inaczej!

                      > ... To jest dla mnie prywatnośc religii. A nie że nie mogę sie publicznie
                      pomodlić,
                      >
                      > nosic jako nauczycielka krzyzyka itd. , bo religia to sprawa prywatna.
                      > Dlatego uważam, ze jesli grupa osób mających dzieci w publicznej szkole ma
                      > okreslone problemy, to obowiązkiem szkoły (tak stanowia przepisy) jest
                      wyjscie
                      > na przeciw tym potrzebom.

                      To czysta teoria. Jeżeli jako nauczycielka obnosisz się ze swoją wiarą, to
                      moim zdanie nie jest w porządku. Szczególnie w przypadku młodszych dzieci dla
                      których nauczyciel jeszcze może być autorytetem.

                      > ... Religia w szkole i w salce to wielki panel argumentów za i przeciw. Nie
                      ma złotego rozwiązania...

                      Moim zdaniem jest: pozwolić każdemu na nauczanie własnej religii, ale nie za
                      publiczne pieniądze i nie w publicznej szkole.

                      > Jesli jestes niewierzaca, to Twoja prywatnośc polega na tym, ze wierzacy
                      muszą
                      > być wychowani do tego, ze nie tylko nie donmosza na Ciebie na polcje, ale
                      nie
                      > robią komentarzy, nie organizuja misji nawracania majki... dlatego, ze nie
                      > praktykujesz. Oni chodza na religie, a Ty nie.

                      W polskim ciemnogrodzie, gdzie większość dzieci jest otumaniana od małego
                      przez Kościól Kat., gdzie ludzie mają zerową wiedzą na temat innych wyznań to
                      fikcja.

                      > Polska jest bardzo zasciankowa i bardzo powoli, w bólach (jak dowodzi ta
                      > dyskusja) z tej zasciankowosci wychodzi. A religia w szkole może w tym tylko
                      > pomóc, choc pozornie wydaje sie odwrotnie.

                      W czym może pomóc nam religia katolicka w szkole która przez swoich biskupów i
                      księży próbuje narzucać wszystkim swoje poglądy??? Chyba tylko w tym aby
                      Polska była nadal kolonią Watykanu i żeby dla facetów w czarnych sukienkach
                      nadal był to raj (chyba ostatni na świecie smile).
                      • Gość: maika7 Do tempus z odniesieniami do pp IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 19:46
                        Przepraszam tempus, ale nie mogłam się powstrzymać przed komentarzem tego, co
                        napisałeś w odpowiedzi do PP:

                        Piszesz:
                        "Prywatność w sprawach religijnych ma dużo większy zasięg. W szkole publicznej
                        nie powinno być widać kto jest katolikiem, a kto nie. A jest inaczej!"

                        Skoro w naszym kraju jest wolność wyznania to dlaczego nie może być widać kto
                        jest jakiego wyznania, przecież konkretnym religiom, czy systemom filozoficznym
                        sa przypisane czesto okreslone "znaki" (ubiór, emblemat, itp..). Dlaczego w
                        wolnym kraju nie wolno mi założyć habitu skoro jestem np. siostrą zakonną
                        uczącą bilogii w świeckiej szkole, zatrudnioną przez świeckie władze i uczę w
                        sposób neutralny??
                        Obnoszenie sie z wiarą ??
                        Moja mama zarzuca mi, że obnoszę się ze swoją niewiarą.... Wyobrażasz sobie??

                        Autorytem jest dany czlowiek niezależnie od tego jakiego jest wyznania. Dla
                        nawet małych dzieci autorytetem będzie ktos, kto do nich trafi, a nie ktoś kto
                        nosi lub nie nosi krzyżyka...

                        Napisałeś też, że:

                        "W polskim ciemnogrodzie, gdzie większość dzieci jest otumaniana od małego
                        przez Kościól Kat., gdzie ludzie mają zerową wiedzą na temat innych wyznań to
                        fikcja."

                        To, czy to będzie fikcją czy nie zależy nie tylko od koscioła, ale od nas
                        samych, od naszej otwartości na inne postawy. Mój mąż (agnostyk) stwierdził
                        kiedyś (jak za bardzo przejmowalam się wpływem świata zewnętrznego na nasze
                        dzieci), żebym nie przeceniała wpływów zewnętrznych - i akurat u nas, jak na
                        razie, to się sprawdza.

                        Zadałam Ci jeszcze jedno pytanie odnośnie dzieci (kilka postów wyżej),
                        pominąłeś je specjalnie, czy nie zauważyłeś??

                        M.
                        • Gość: tempus Re: Do tempus z odniesieniami do pp IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 22:42
                          > Skoro w naszym kraju jest wolność wyznania to dlaczego nie może być widać
                          kto
                          > jest jakiego wyznania, przecież konkretnym religiom, czy systemom
                          filozoficznym
                          >
                          > sa przypisane czesto okreslone "znaki" (ubiór, emblemat, itp..). Dlaczego w
                          > wolnym kraju nie wolno mi założyć habitu skoro jestem np. siostrą zakonną
                          > uczącą bilogii w świeckiej szkole, zatrudnioną przez świeckie władze i uczę
                          w
                          > sposób neutralny??

                          Uważam, żer w przypadku dzieci małych nie można być neutralnym religijnie
                          prezentując na zewnątrz swoją religię. Gdybyś chciała uczyć w sposób neutralny
                          będąc siostrą zkonną musiałabyś dzialać wbrew swojej religii katolickiej.

                          > Autorytem jest dany czlowiek niezależnie od tego jakiego jest wyznania. Dla
                          > nawet małych dzieci autorytetem będzie ktos, kto do nich trafi, a nie ktoś
                          kto
                          > nosi lub nie nosi krzyżyka...

                          Dla małych dzieci nie ważne czy nosisz krzyżyk czy półksiężyc - jako
                          nauczycielka będziesz autorytetem. Nie dlatego że masz rację, lub twoja
                          religia jest bardziej "słuszna". Małe dzieci takie są!

                          > To, czy to będzie fikcją czy nie zależy nie tylko od koscioła, ale od nas
                          > samych, od naszej otwartości na inne postawy. Mój mąż (agnostyk) stwierdził
                          > kiedyś (jak za bardzo przejmowalam się wpływem świata zewnętrznego na nasze
                          > dzieci), żebym nie przeceniała wpływów zewnętrznych - i akurat u nas, jak na
                          > razie, to się sprawdza.

                          Nie masz racji. Dziecko nie chodzące na religię katolicką ("jedynie słuszną")
                          może i często jest dyskryminowane przez inne dzieci "katolickie". I to jest
                          wina polskiego Ciemnogrodu

                          Powtórz pytanie ,nie mogę go wyłapać. Obiecuję, że odpowiem jeżeli nie
                          będziesz mi pisać że mój nick mówi sam za siebie lub że religia katolicka
                          pochodzi od Boga i dlatego jest słuszna smile.

                          Kilka cytatów z Konstytucji RP:

                          Art. 25. 2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej

                          zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych,

                          światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę

                          ich wyrażania w życiu publicznym.

                          Art. 32. 1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają

                          prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

                          Art. 48. 1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci

                          zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno

                          uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność

                          jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

                          Art. 53. 1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i

                          religii.

                          Art. 53. 1. 2. Wolność religii obejmuje wolność

                          wyznawania lub przyjmowania religii według własnego

                          wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi,

                          publicznie lub prywatnie, swojej religii przez

                          uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach,

                          praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje

                          także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w

                          zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób

                          do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się

                          znajdują.

                          Art. 53. 4. Religia kościoła lub innego związku

                          wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być

                          przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być

                          naruszona wolność sumienia i religii innych osób.

                          Art. 53. 6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia

                          ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.

                          7. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy

                          publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu,

                          przekonań religijnych lub wyznania.

                          Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania

                          swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania

                          informacji.

                          • Gość: maika7 Re: Do tempus z odniesieniami do pp- ciąg dalszy IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 12:33
                            Napisałeś:
                            "Uważam, żer w przypadku dzieci małych nie można być neutralnym religijnie
                            prezentując na zewnątrz swoją religię. Gdybyś chciała uczyć w sposób neutralny
                            będąc siostrą zkonną musiałabyś dzialać wbrew swojej religii katolickiej."

                            Czekaj, nie wiem czy dobrze rozumiem. Mieszają mi się dzieci "prywatne"
                            z "nieprywatnymi". Powyżej mówisz o dzieciach "nie moich"? Uwazam, że dzieci
                            żyjące w określonej kulturze trzeba adaptować do niej. To znaczy nie ukrywac
                            przed nimi faktu, że są na świecie ludzie różnych wyznań. Zakładając, że to co
                            piszesz jest racją, to nawet nie mogłabym wyjść w habicie na ulicę, czy do
                            teatru, bo może spotkałoby mnie dziecko innego wyznania lub niewyznaniowe. To
                            czy mam na sobie habit jest czymś innym niż to, co przekazuję. Nie rozumiem
                            dlaczego ucząc historii, czy biologii działabym wbrew religii??

                            Napisałeś też:
                            "Dla małych dzieci nie ważne czy nosisz krzyżyk czy półksiężyc - jako
                            nauczycielka będziesz autorytetem. Nie dlatego że masz rację, lub twoja
                            religia jest bardziej "słuszna". Małe dzieci takie są!"

                            Mam dzieci i pisząc o dzieciach opieram się na moich z nimi doświadczeniach,
                            dlatego nie chcę uogólniać na resztę dzieci w Polsce. Autorytety moich dzieci
                            zostały skorygowane przez czas. W sposób w pewnym sensie oczekiwany przeze
                            mnie. Nieliczni nauczyciele się tam ostali...

                            Napisałeś też:

                            "Nie masz racji. Dziecko nie chodzące na religię katolicką ("jedynie słuszną")
                            może i często jest dyskryminowane przez inne dzieci "katolickie". I to jest
                            wina polskiego Ciemnogrodu"

                            O dyskryminacji napisałam w wątku pokrewnym (o komunii niewierzących). Nie
                            twierdzę, że jej nie ma. Twierdzę, że moja rodzina jej niedoświadczyła. Córka,
                            która chodzi nadal na religię jako jedyna nie poszła do komunii (syn też, ale
                            on był absolutnie nie chciał). Swoją drogą uważam, że i chrzest i komunia jest
                            zbyt wcześnie i dotyczy zbyt małych dzieci, ale to już inna sprawa.

                            I ostatnia sprawa:
                            "Powtórz pytanie ,nie mogę go wyłapać. Obiecuję, że odpowiem jeżeli nie
                            będziesz mi pisać że mój nick mówi sam za siebie lub że religia katolicka
                            pochodzi od Boga i dlatego jest słuszna smile."

                            Twój nick kojarzy mi się z czasem (tak jakoś z łaciny nie??), więc mam inne
                            skojarzenia niż koleżanka z pokrewnego wątku..). A jako ateistka uważam, że
                            religia pochodzi od ludzi...
                            A pytanie (zostalo gdzieś w powyżej, ale jest tam na pewno), dotyczylo tej
                            bezwolności dzieci (do której się doczepiłam) i brzmialo co zrobić z pytaniami
                            dzieci malutkich (takie przedszkolaki), które nagle chcą wiedzieć co sie dzieje
                            jak ktoś umrze, i po co ludzie chodzą do kościoła. Co wtedy robisz, czekasz aż
                            dorosną czy odpowiadasz?? i jak odpowiadasz??

                            Cytaty z konstytucji zostawiam na potem. Ale część z nich chyba interpretuję
                            odmiennie od Ciebie.

                            A nadal jestem ciekawa odpowiedzi forumowiczów na główne pytanie i boję się
                            zdominowania tego wątku przez siebie, PP, Ciebie i jeszcze kilka osób.
                            M.
                            • Gość: maika7 Re: Do tempus o konstytucji... IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 14:41
                              A teraz ta konstytucja:

                              Art. 25. 2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej
                              zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych,
                              światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę
                              ich wyrażania w życiu publicznym.

                              Jak więc rozumiesz "swobodę ich wyrażania w życiu publicznym"?? skoro nawet mi
                              habitu do pracy w/g Ciebie nie wolno...

                              Art. 32. 1. Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają
                              prawo do równego traktowania przez władze publiczne.

                              To jasne (mam nadzieję).

                              Art. 48. 1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci
                              zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno
                              uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność
                              jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.

                              Tu chyba najbardziej się mijamy. Bo ja jestem zdania, że rodzice wierzący
                              przekazują swoją wiarę i wychowują w niej od początku, a niewierzący przekazują
                              swoją niewiarę, nie narzucając jednak (jedni i drudzy) dróg wyboru jeśli
                              dziecko do tych wyborów dojrzeje. A Twoje zdanie usiłuję sobie jakoś wyobrazić
                              po odpowiedziach na różne posty, ale nie bardzo je znam.

                              Art. 53. 1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.

                              No właśnie, wolność...

                              Art. 53. 1. 2. Wolność religii obejmuje wolność
                              wyznawania lub przyjmowania religii według własnego
                              wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi,
                              publicznie lub prywatnie, swojej religii przez
                              uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach,
                              praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje
                              także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w
                              zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób
                              do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.

                              Tu szczególnie interesuje mnie to uzewnętrznianie publiczne (w aspekcie naszej
                              rozmowy) - to mogę w tym habicie czy nie mogę??

                              Art. 53. 4. Religia kościoła lub innego związku
                              wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być
                              przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być
                              naruszona wolność sumienia i religii innych osób.

                              No tu jest jeszcz etrochę do zrobienia..

                              Art. 53. 6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia
                              ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.

                              Co to znaczy "zmuszany"?? Bo tu jest pole dla interpretacji..

                              7. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy
                              publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub
                              wyznania.

                              No, jasne.

                              Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania
                              swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania
                              informacji.

                              Tu też chyba mijamy się w interpretacji, bo ja uważam, że tak jak ja mam
                              wolność do wyrażania... tak samo mają osoby wierzące.

                              Tyle moich refleksji odnośnie konstytucji.
                              M.
                              • Gość: tempus Re: Do tempus o konstytucji... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 18:56
                                Gość portalu: maika7 napisał(a):

                                > A teraz ta konstytucja:
                                >
                                > Art. 25. 2. Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej
                                > zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych,
                                > światopoglądowych i filozoficznych, zapewniając swobodę
                                > ich wyrażania w życiu publicznym.
                                >
                                > Jak więc rozumiesz "swobodę ich wyrażania w życiu publicznym"?? skoro nawet
                                mi
                                > habitu do pracy w/g Ciebie nie wolno...

                                Swobodę tak, ale nie dla nauczycieli małych dzieci. U nas jest swoboda, ale
                                państwo wyraznie preferuje katolicyzm!

                                > Art. 48. 1. Rodzice mają prawo do wychowania dzieci
                                > zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno
                                > uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność
                                > jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania.
                                >
                                > Tu chyba najbardziej się mijamy. Bo ja jestem zdania, że rodzice wierzący
                                > przekazują swoją wiarę i wychowują w niej od początku, a niewierzący
                                przekazują
                                >
                                > swoją niewiarę, nie narzucając jednak (jedni i drudzy) dróg wyboru jeśli
                                > dziecko do tych wyborów dojrzeje. A Twoje zdanie usiłuję sobie jakoś
                                wyobrazić
                                > po odpowiedziach na różne posty, ale nie bardzo je znam.

                                Gdy rodzice (niewierzący, bądź niekatolicy) chcą "wychowania dzieci
                                > zgodnie z własnymi przekonaniami", to mają w tym kraju problem... sad

                                > Art. 53. 1. Każdemu zapewnia się wolność sumienia i religii.
                                >
                                > No właśnie, wolność...

                                Wolność, ale głównie dla katolików. Ateiści też muszą ich wspomagać swoimi
                                podatkami. A wyznawcy innych wyznań lub religii musząpłacić na katolików i
                                swoja religie/wyznania.

                                > Art. 53. 1. 2. Wolność religii obejmuje wolność
                                > wyznawania lub przyjmowania religii według własnego
                                > wyboru oraz uzewnętrzniania indywidualnie lub z innymi,
                                > publicznie lub prywatnie, swojej religii przez
                                > uprawianie kultu, modlitwę, uczestniczenie w obrzędach,
                                > praktykowanie i nauczanie. Wolność religii obejmuje
                                > także posiadanie świątyń i innych miejsc kultu w
                                > zależności od potrzeb ludzi wierzących oraz prawo osób
                                > do korzystania z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdują.
                                >
                                > Tu szczególnie interesuje mnie to uzewnętrznianie publiczne (w aspekcie
                                naszej
                                > rozmowy) - to mogę w tym habicie czy nie mogę??

                                W habicie możesz chodzić po ulicy, ale nie jako nauczycielka w szkole
                                publicznej. Mam wrażenie, że nie wypowiedziałem się w tej kwestii jasno - moja
                                wina.

                                > Art. 53. 6. Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia
                                > ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych.
                                >
                                > Co to znaczy "zmuszany"?? Bo tu jest pole dla interpretacji..

                                No właśnie. Nasz system niekiedy może nie zmusza ale wymusza pewne zachowania.

                                > 7. Nikt nie może być obowiązany przez organy władzy
                                > publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań religijnych lub
                                > wyznania.
                                >
                                > No, jasne.

                                Ale nie dla naszych polityków!!! Jak ktośnie chodzi w szkole na Watykańską
                                religię to nie jest zmuszony "nie chodzeniem" do ujawnienia swojego
                                światopoglądu???

                                > Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania
                                > swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania
                                > informacji.
                                >
                                > Tu też chyba mijamy się w interpretacji, bo ja uważam, że tak jak ja mam
                                > wolność do wyrażania... tak samo mają osoby wierzące.

                                Zgadzam się.
                            • Gość: tempus Re: Do tempus z odniesieniami do pp- c.d. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 18:33
                              Gość portalu: maika7 napisał(a):

                              > Napisałeś:
                              > "Uważam, żer w przypadku dzieci małych nie można być neutralnym religijnie
                              > prezentując na zewnątrz swoją religię. Gdybyś chciała uczyć w sposób
                              neutralny
                              > będąc siostrą zkonną musiałabyś dzialać wbrew swojej religii katolickiej."
                              >
                              > Czekaj, nie wiem czy dobrze rozumiem. Mieszają mi się dzieci "prywatne"
                              > z "nieprywatnymi". Powyżej mówisz o dzieciach "nie moich"? Uwazam, że dzieci
                              > żyjące w określonej kulturze trzeba adaptować do niej. To znaczy nie ukrywac
                              > przed nimi faktu, że są na świecie ludzie różnych wyznań. Zakładając, że to
                              co
                              > piszesz jest racją, to nawet nie mogłabym wyjść w habicie na ulicę, czy do
                              > teatru, bo może spotkałoby mnie dziecko innego wyznania lub niewyznaniowe.
                              To
                              > czy mam na sobie habit jest czymś innym niż to, co przekazuję. Nie rozumiem
                              > dlaczego ucząc historii, czy biologii działabym wbrew religii??

                              Uważam, że gdybyś była nauczycielką w szkole i uczyła małe dzieci, to nie
                              powinnaś okazywać żadnych religijnych cech. Jak np. noszenie krzyżyka,
                              chodzenie w habicie (w przypadku sióstr zakonnych). Dla małego dziecka (dla
                              starszych niekoniecznie) nauczyciel jest autorytetem i oddziaływanie takich
                              oznak przynależności do jakiejś religii mogłoby być duże. I to mi chodziło, o
                              nauczycieli! Na ulicy, to co innego.

                              > A pytanie (zostalo gdzieś w powyżej, ale jest tam na pewno), dotyczylo tej
                              > bezwolności dzieci (do której się doczepiłam) i brzmialo co zrobić z
                              pytaniami
                              > dzieci malutkich (takie przedszkolaki), które nagle chcą wiedzieć co sie
                              dzieje
                              >
                              > jak ktoś umrze, i po co ludzie chodzą do kościoła. Co wtedy robisz, czekasz

                              > dorosną czy odpowiadasz?? i jak odpowiadasz??

                              No cóż, moje 3,5 letnie dziecko o to jeszcze nie pyta. Ale powiem chyba, że są
                              ludzie którzy wierzą, że po śmierci jest inne życie, a inni uważają że nie ma
                              (albo może jakaś inna forma energii - niekoniecznie raj lub piekło jak uczy
                              chrześcijaństwo. A po co chodzą do kościoła? Bo wierzą, że to jest słuszne.
                              Oczywiście rzeczywistość i postawa dziecka mogą zmienić moje podejście do
                              tematu. I mam jeszcze inny problem: żonę - wierzącą protestantkę. Ona będzie
                              uczyła dziecko trochę inaczej (ale ma na to bardzo mało czasu - w sensie
                              wolnych godzin w tygodniu). Ale może się dogadamy smile.
                              • Gość: maika7 Re: Do tempus o konstytucji i innych sprawach IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 20:06
                                Fajnie, że mnie znalazleś w tym gąszczu dat i postów.

                                Napisałeś:

                                "Uważam, że gdybyś była nauczycielką w szkole i uczyła małe dzieci, to nie
                                powinnaś okazywać żadnych religijnych cech. Jak np. noszenie krzyżyka,
                                chodzenie w habicie (w przypadku sióstr zakonnych). Dla małego dziecka (dla
                                starszych niekoniecznie) nauczyciel jest autorytetem i oddziaływanie takich
                                oznak przynależności do jakiejś religii mogłoby być duże. I to mi chodziło, o
                                nauczycieli! Na ulicy, to co innego."

                                Rozumiem teraz o co Ci chodzi, ale ja uważam inaczej, tzn. uważam, że
                                nauczycieli tez dotyczy prawo do wolności w wyrażaniu swojego wyznania.
                                Nawet wychowawców w żłobku i pan przedszkolanek... Tzn. ujmując problem
                                inaczej - nie boję się posyłać swoich dzieci do placówek, w których spotkają
                                sie z różnorodnością kulturowo-religijną (pod warunkiem, że przedstawiciele
                                danej kultury nie porywają dzieci itp.)

                                Napisaleś też:
                                "No cóż, moje 3,5 letnie dziecko o to jeszcze nie pyta. Ale powiem chyba, że są
                                ludzie którzy wierzą, że po śmierci jest inne życie, a inni uważają że nie ma
                                (albo może jakaś inna forma energii - niekoniecznie raj lub piekło jak uczy
                                chrześcijaństwo. A po co chodzą do kościoła? Bo wierzą, że to jest słuszne.
                                Oczywiście rzeczywistość i postawa dziecka mogą zmienić moje podejście do
                                tematu. I mam jeszcze inny problem: żonę - wierzącą protestantkę. Ona będzie
                                uczyła dziecko trochę inaczej (ale ma na to bardzo mało czasu - w sensie
                                wolnych godzin w tygodniu). Ale może się dogadamy smile."

                                No to dlaczego pisałeś, że dziecko jest bezwolne i nic nie rozumie. Takie
                                rozmowy przeprowadzałam ze swoim synem, który wtedy był może troszkę starszy od
                                Twojej córki. Pytał o rózne rzeczy i tak mu właśnie tłumaczyłam, że różnie
                                różni ludzie uważają i mówiłam co ja o danej rzeczy sądzę. Hm.. wygląda na to,
                                że tu się zgadzamy. Z żoną pewnie się dogadacie, jeśli będzie Wam obojgu na tym
                                zależało... A dziecko pewnie i tak zrobi po swojemu jak dorośnie...

                                I jeszcze ciąg dalszy konstytucji

                                W komentarzach do moich odpowiedzi napisałeś:

                                "Gdy rodzice (niewierzący, bądź niekatolicy) chcą "wychowania dzieci
                                zgodnie z własnymi przekonaniami", to mają w tym kraju problem... sad"

                                Złapałam się na tym, że często problem tkwi we mnie, w moim podejściu. I od tej
                                pory staram się podchodzić do "kłód pod nogi rzucanych" z dystansem. Dość łatwo
                                mi, bo nie spotkałam się z jakimiś drastycznymi sytuacjami (takimi jak niektóre
                                tu opisywane). Trudno nie mieć problemu w kraju o takiej historii, kulturze i z
                                praktycznie jedną religią i dość niesympatycznie rysowanemu portretowi
                                ateisty... Ale może z czasem coś się zmieni - jak mówiła pp - może nauczymy się
                                współistnieć pomimo różnic..

                                Napisałeś też:
                                "Wolność, ale głównie dla katolików. Ateiści też muszą ich wspomagać swoimi
                                podatkami. A wyznawcy innych wyznań lub religii musząpłacić na katolików i
                                swoja religie/wyznania."

                                No wiem, że sprawy podatków są chore, ale mam tyle zastrzeżeń w "tym temacie",
                                że unikam jak ognia rozmów o pieniądzach...

                                Napisałeś też:
                                "W habicie możesz chodzić po ulicy, ale nie jako nauczycielka w szkole
                                publicznej. Mam wrażenie, że nie wypowiedziałem się w tej kwestii jasno - moja
                                wina."

                                Nie, wypowiedziałeś się chyba jasno, ale kostytucja nie mówi o wszystkich
                                oprócz nauczycieli w szkołach publicznych, tu też się rozmijamy (ale pisałam o
                                tym powyżej). Moje dzieci (niekatolickie) mogą byc uczone nawet przez same
                                zakonnice i księży pod warunkiem, że treści przekazywane będą neutralne... Mnie
                                to nie przeszkadza.

                                Napisaleś też, że:
                                "No właśnie. Nasz system niekiedy może nie zmusza ale wymusza pewne zachowania."

                                Nie wiem, czy system (bo bez konkretnych przykładów trudno rozmawiać), ale my
                                sami (my, ludzie) bezwolnie poddajemy się różnym sytuacjom nieneutralnym.

                                I jeszcze napisałeś (oj, dużo pisałeś..)

                                "Ale nie dla naszych polityków!!! Jak ktoś nie chodzi w szkole na Watykańską
                                religię to nie jest zmuszony "nie chodzeniem" do ujawnienia swojego
                                światopoglądu???"

                                W pewnym sensie nie jest - może być katolikiem i nie chodzić... (żartowałam,
                                nie denerwuj się). Dlatego jestem za religioznawstwem. Jest neutralne (w
                                założeniu przynajmniej..)

                                No, to tyle na ten temat. Mniej więcej wiem jakie masz poglądy.
                                M.
                        • inkaszon Re: Do tempus z odniesieniami do pp 27.09.03, 23:12
                          majka, Twój list mi się podobał BRAWO
                      • praktycznyprzewodnik Re: Do Praktycznyprzew, 23.09.03, 20:48
                        Gość portalu: tempus napisał(a):

                        > Prywatność w sprawach religijnych ma dużo większy zasięg. W szkole publicznej
                        > nie powinno być widać kto jest katolikiem, a kto nie. A jest inaczej!

                        Dlaczego nie powinno być widać ? Nie powinno sie na swiadectwie szkolnym
                        umieszczac adnotacji o tym, jakiej jest ktos religii. Ale jesli ktos sobie
                        zyczy deklarowac, ze jest katolikiem, swaidkiem jehowy czy buddysta anie
                        powinno mu sie tego zabraniać, chyba ze zakłoca spokoj, powoduje zamieszanie.

                        Porównaj z problemem chust u dziewczat islamnskich. Chusta jeszcze zamieszania
                        w szkole nie wywołuje, ale powstał inny problem - one nie chca sie rozbierac na
                        w-f i nie cwicza jesli w sali sa chłopcy. I teraz pytanie: pozwolić w imię
                        wolności swiatopoglądowej, czy zabronic, bo szkoła jest swiecka?
                        Jesli ktos nie zgłasza dziecka na zajecia religijne - jakiegokolwiek obrzadku,
                        on nie deklaruje ze jest niewierzacy, ani nie deklaruje ze nie jest katolikiem.
                        On tylko deklaruje, ze nie ma ochoty, by jego dziecko uczestniczyło w tych
                        zajęciach. Nic wiecej z tego nie wynika.

                        > To czysta teoria. Jeżeli jako nauczycielka obnosisz się ze swoją wiarą, to
                        > moim zdanie nie jest w porządku. Szczególnie w przypadku młodszych dzieci dla
                        > których nauczyciel jeszcze może być autorytetem.

                        "Obnosic się " z czymkolwiek jest nieelegancko, ale mam pełne prawo deklarować
                        publicznie swoje poglądy religijne. Forma w jakiej to robię jest to kwestia
                        obyczaju, wyczucia norm (na przykład wielkośc krzyzyka na szyji - inny uchodzi
                        u zakonnicy, inny u usoby swieckiej). I własnie dlatego uwazam, ze lekcje
                        religii w szkole mają spore znaczenie wychowawcze. uczą w kulturalny spsob, z
                        wyczuciem obyczaju i zwyczajów swiadczyc o swojej wierze.


                        > Moim zdaniem jest: pozwolić każdemu na nauczanie własnej religii, ale nie za
                        > publiczne pieniądze i nie w publicznej szkole.

                        Publiczne pieniądze to takze MOJE pieniądze, które powinny byc uzyte zgodnie z
                        oczekiwaniami podatników. Przypominam pieniądze wydawane na programy
                        integracji Romów (oni podatków z reguły nie płaca, ale słusznie, ze my wydajemy
                        pieniądze na nich. Bo w naszym interesie jest, by dzieci romskie - w
                        przyszłosci obywatele panstwa - potrafili pisac, czytać, czyli z ogółem
                        społeczeństwa sprawnie sie komunikować )

                        > > W polskim ciemnogrodzie, gdzie większość dzieci jest otumaniana od małego
                        > przez Kościól Kat., gdzie ludzie mają zerową wiedzą na temat innych wyznań to
                        > fikcja.


                        Totez podkreslam walor tych lekcji, którym jest wiedza, a nie tylko
                        kształtowanie wiary i zachowań liturgicznych jak było przez lata
                        sześćdziesiąte do 199o roku.

                        > W czym może pomóc nam religia katolicka w szkole która przez swoich biskupów
                        i
                        > księży próbuje narzucać wszystkim swoje poglądy??? Chyba tylko w tym aby
                        > Polska była nadal kolonią Watykanu i żeby dla facetów w czarnych sukienkach
                        > nadal był to raj (chyba ostatni na świecie smile).


                        Jak religia może narzucac poglądy. Poglady to zbiór pojęc grupy. A ta grupą
                        jestesmy my. Mamy takie poglady jakie mamy i one sie zmieniają. Im wiecej sie
                        otwarcie dyskutuje, wymienia poglady - tym lepeij dla sprawy. Masz dziwaczną
                        spsikowa wizje Koscioła.


                    • Gość: maika7 Re: Do Praktycznyprzew, IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 23.09.03, 19:41
                      Napisalaś:
                      "Jakoś tak to rozumiem te przywatność religii, że prywatność polega na tym, że
                      społecznej kontroli nie podlega fakt moich zachowan religijnych ............
                      nie że nie mogę sie publicznie pomodlić, nosic jako nauczycielka krzyzyka
                      itd. , bo religia to sprawa prywatna."

                      Zgadzam się z Tobą, jako osoba wierząca w/g mnie masz prawo do dawania oznak
                      tego w codziennym życiu i nie można (dalej według mnie) traktowac tego jako
                      demonstrację wiary, tylko jako jej zewnętrzny przejaw.

                      Napisalaś też:
                      "Dlatego uważam, ze jesli grupa osób mających dzieci w publicznej szkole ma
                      okreslone problemy, to obowiązkiem szkoły (tak stanowia przepisy) jest wyjscie
                      na przeciw tym potrzebom. A więc ..... Bo szkoła jest publiczna, a nie
                      państwowa, czyli ma działć w służbie zainteresowanych."

                      Tutaj mam już mieszane odczucia. Ale to też na inny wątek.

                      Napisalaś też, że:

                      "Religia w szkole i w salce to wielki panel argumentów za i przeciw. Nie ma
                      złotego rozwiązania. Dla mnie zaletą jest m.in. walor wychowawczy w sensie
                      szerszym, srodowiskowym, społecznym. Ta religia w salkach to było cos chorego,
                      takie grupki "towarzystwa wzajemnej adoracji", milusińscy odcieci od "okropnego
                      komunistycznego swiata". A jakie swięte (świętoszkowate) to było...ho, ho. Do
                      tego stopnia, ze ktos tu wyciągnął argument obesności krzyża w salce pełnej
                      rozhukane dzieciarni. Niby, ze poczucie sacrum umyka. A dla mnie jest to
                      prymitywna mitologia, a nie wiara i swiadczenie."

                      O tym już pisałam wcześniej, obraz religii tamtych lat jest bardzo różny u
                      różnych ludzi. Myslę, że trochę za bardzo uogólniasz w tym miejscu. Ci, którzy
                      wspominali "stare, parafialne czasy" mówili raczej o wartościach duchowych
                      właśnie...

                      I jeszcze jedna kwestia, napisałaś:
                      "Jesli jestes niewierzaca, to Twoja prywatnośc polega na tym, ze wierzacy muszą
                      być wychowani do tego, ze nie tylko nie donmosza na Ciebie na polcje... A
                      religia w szkole może w tym tylko pomóc, choc pozornie wydaje sie odwrotnie."

                      To, co napisałaś to podstawa, ale moje oczekiwania są trochę dalej idące.
                      Chcialabym nie czuć się zmuszana do opowiadania się publicznego (jeśli tego nie
                      chcę) czy jestem religijna, czy nie. (chodzi mi o sytuacje, kiedy w miejscu
                      publicznym stwarza sie sytuacje nie neutralne np. boisko szkolne, koniec roku
                      szkolnego, ja wśród rodziców zaproszonych po odbiór listu gratulacyjnego,
                      wychodzi ksiądz i zarządza wspólną modlitwę. Rodzice wstają... ja siedzę). W
                      koncu przyszłam tylko odebrac list... itp.

                      Cały czas myślę, że religia prowadzona w sposob mądry, może dać bardzo wiele,
                      ale religioznawstwo byłoby też dostępne dla moich dzieci (i też mogłyby się
                      czegoś więcej nauczyć), a neutralne..

              • galadren Re: Do Praktycznyprzew, 04.10.03, 14:27
                Widzisz,chodzi o to, że wiara katolika nigdy nie jest jego "prywatną sprawą".
                Katholicos znaczy powszechny, wspólny, dotepny dla wszystkich. Mój grzech
                dotyka innych, moją słabość ktoś podtrzymuje swoją modlitwą ( np. siostry z
                zakonów kontemplacyjnych). Być członkiem Kościoła powszechnego, to godzić się
                na tę "nieprywatność" w sprawach wyznaniowych.Nie popieram gwałtu na uczuciach
                innych, nie sądzę, aby zmuszanie było odpowiednią formą ewangelizacji, uważam,
                że religia w szkole to błąd i jest źle prowadzona - ale moja religijność, to
                nie tylko moja "prywatna sprawa". Jestem katoliczką i znam tego konsekwencje.
                Ktoś się za mnie modli, ktoś za mnie odprawia mszę - czuję za to wdzięczność i
                sądzę, że inni mają prawo mnie upominać, jeśli robią to z miłością.Jeśli nie
                możesz z Tym żyć - może lepiej będzie, jeśli znajdziesz sobie inny Kościół?Po
                co trwać w poczuciu dyskomfortu psychicznego, w niewolnictwie pozorów? Uważam,
                że twoje poszukiwania są cenne, maika, ale chyba zwiodły Cię trochę
                współczesne zapasy między tolerancja a zezwoleniem na wszystko. Wolność to
                tylko jedna z najważniejszych wartośći, ale nie najważniejsza. Pozdrawiam. Nie
                bój się wspólnotowości Kościoła.
                • Gość: maika7 Re: do galadren IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 12:11
                  Napisałaś:
                  "Widzisz,chodzi o to, że wiara katolika nigdy nie jest jego "prywatną sprawą".
                  Katholicos znaczy powszechny, wspólny, dotepny dla wszystkich. Mój grzech
                  dotyka innych, moją słabość ktoś podtrzymuje swoją modlitwą ( np. siostry z
                  zakonów kontemplacyjnych). Być członkiem Kościoła powszechnego, to godzić się
                  na tę "nieprywatność" w sprawach wyznaniowych."

                  Prywatność rozumiem tak, że to To w CO wierzę jest moją prywatną sprawą. Jeśli
                  jestem katoliczką to mam poczucie wspólnoty z katolikami, jeśli jestem
                  protestantką to z protestantami itd... Tak to rozumiem - prywatność w WYBORZE
                  drogi...

                  Napisałaś też:
                  "Nie popieram gwałtu na uczuciach innych, nie sądzę, aby zmuszanie było
                  odpowiednią formą ewangelizacji, uważam, że religia w szkole to błąd i jest źle
                  prowadzona - ale moja religijność, to nie tylko moja "prywatna sprawa". Jestem
                  katoliczką i znam tego konsekwencje. Ktoś się za mnie modli, ktoś za mnie
                  odprawia mszę - czuję za to wdzięczność i sądzę, że inni mają prawo mnie
                  upominać, jeśli robią to z miłością."

                  Mniej więcej sądzę podobnie, to znaczy jasne jest dla mnie to, że konkretny
                  wybór powoduje konkretne konsekwencje.

                  Napisałaś też :
                  "Jeśli nie możesz z Tym żyć - może lepiej będzie, jeśli znajdziesz sobie inny
                  Kościół?Po co trwać w poczuciu dyskomfortu psychicznego, w niewolnictwie
                  pozorów? Uważam, że twoje poszukiwania są cenne, maika, ale chyba zwiodły Cię
                  trochę współczesne zapasy między tolerancja a zezwoleniem na wszystko. Wolność
                  to tylko jedna z najważniejszych wartośći, ale nie najważniejsza. Pozdrawiam.
                  Nie bój się wspólnotowości Kościoła."

                  I tu chyba nie rozumiem. Może jest to wynikiem, że czasem nie piszę dość jasno,
                  ale wydawało mi się, że określiłam się w kilku postach bardzo wyraźnie. Ja nie
                  poszukuję. Ja znalazłam swoją drogę - jestem poza kościołem, poza wiarą. I
                  staram się konsekwentnie realizować swoją drogę.

          • Gość: Krzys52 A moze teraz nieco inaczej Maiko IP: *.proxy.aol.com 26.09.03, 04:55
            Wyobraz sobie, ze w Twoim spoleczenstwie znajduja sie jednostki takie jak ja -
            niewierzace i nie majace ochoty lozyc zarowno na religie Twoich dzieci, jak i
            na utrzymanie calego Twojego kosciola. Otoz z tego punktu widzenia, a znam go
            bardzo dobrze, dobro religijnego wychowania Twojego dziecka (czy lepiej w salce
            czy klasie) zwisa mi cienkim kalafiorem, wyobraz sobie.
            Gdy o mnie idzie - zycze mu jak najgorzej gdyz nikt nie pytal mnie o zgode na
            finansowanie Twoich religijnych fanaberii. Wedlug mnie jest to sprawa prywatna
            i jako taka winna byc oplacana przez Ciebie oraz reszte zainteresowanych. To
            nie "panstwo" placi lecz ja - podatnik. Niewierzacy badz/oraz nie
            zainteresowany utrzymywaniem religii.
            Nie traktuj tego prosze jako napad na Ciebie - nie mialem takich intencji.
            Podejdz do mego listu jak do szczerze wyznanej opinii czlowieka ktory wolalby
            nie byc Ci niezyczliwy. Opinii zapewne gorzkiej i niemilej, ale uczciwej i
            szczerej.
            .
            K.P.
      • Gość: Krzys52 Gdzie tu konstytucyjny rozdzial Kosciola i panstwa IP: *.proxy.aol.com 26.09.03, 03:49
        I to jest to pytanie na ktore czekalem. Znakomita wypowiedz. Zgadzam sie i
        popieram.
        Przyjmij prosze wyrazy uznania.
        .
        K.P.
        • Gość: Krzys52 Gdzie tu konstytucyjny rozdzial Kosciola i panstwa IP: *.proxy.aol.com 26.09.03, 03:56
          Moj zasadniczy post odpowiada na list KKujawy. Zapomnialem zaznaczyc gdyz nie
          sadzilem, ze moja odpowiedz poleci tak bardzo do dolu, ze az nie bedzie wiadomo
          komu odpowiadalem.
          Zatem raz jeszcze - Brawo! KKujawa smile)
          .
          K.P.
    • psyhodelfin Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 22.09.03, 13:27
      Zdecydowanie powinno się wywalić religie ze szkoły.Ja pamiętam jak na religie
      chodziłem do kościoła tzn do takiej jakiejś kapliczki religijnej nie była ona w
      szkole jako budynku ale obecnośc była obowiązkowa.To jest ze strony Kościoła
      natręctwo, nie nawidze tej instytucji i tej "czarnej mafii"
    • j.wierny Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 22.09.03, 14:49
      Gość portalu: maika7 napisał(a):

      > Czy lepsze
      > byłoby "wyprowadzenie" religii ze szkół,
      > albo zastąpienie bardziej dostępnym
      > dla ludzi o innych światopoglądach religioznawstwem??
      >
      Religioznawstwo, polaczone z etyka to bardzo dobry pomysl pod warunkiem, ze
      przedmiot nie bedzie prowadzony przez katolickiego ksiedza smile ani oczywiscie
      duchownego zadnego innego wyznania, lecz przez odpowiedniego specjaliste, o w
      miare neutralnym swiatopogladzie.

      jw

      jw
      • Gość: anonimowa Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 195.205.186.* 22.09.03, 16:01
        MAM 15 LAT. Dyskutowany problem dotyczy mnie bezpośrednio. Trzeci rok uczę się
        w gimnazjum, trzeci rok mam religię z tym samym księdzem. Cała moja klasa go
        NIENAWIDZI. Piszę szczerą prawdę - to głupota aby tak istotne sprawy jak
        religia wykładała osoba bez wykształcenia pedagogicznego, bez JAKIEGOKOLWIEK w
        tym kierunku talentu. Lekcje religii są przez nas całkowicie lekceważone -
        każdy rysuje, odrabia lekcje, robi wszystko oprócz słuchania księdza. Bo i też
        nie ma czego słuchać - są to tematy potwornie nudne, nie poruszające
        nurtujących nas kwestii. Mogę przytoczyć ciąg kilku: kim jest człowiek?
        godność człowieka, prawa naturalne, drogi do szczęścia. Kolejnym totalnym
        nieporozumieniem jest prowadzenie zeszytu do którego wpisujemy zupełnie
        bzdurne notatki w stylu:

        "Człowiek to byt myślący, dlatego często źródłem jego szczęścia są wartości
        poznawcze: odkrywanie, refleksje, dyskusja, postrzeganie piękna, blablablabla"

        Kiedy uda nam się zmusić księdza do dyskusji na nurtujące nas tematy, rozmowa
        wygląda dyktatorsko - kiedy padają argumenty, na które nie chce lub nie
        potrafi odpowiedzieć rzuca hasłami w stylu "ty nie bądź mądrzejszy od Pana
        Boga". Mało tego - jako przygotowanie do bierzmowania musimy zdać wszystkie
        cztery ewangelie, przeczytać a potem opowiedzieć z pamięci. Nie dziwota, że
        prawie 100% klasy ma w dzienniku jedynki. Wynikiem takiego prowadzenia
        przedmiotu jest odejście od Kościoła znacznej części moich znajomych -
        przestali chodzić właśnie przez tego księdza. Ponadto uważam, że
        religioznawstwo byłoby cudownym pomysłem - ludzie nie mają zielonego pojęcia o
        buddyzmie, muzułmaństwie, czy nawet innych odłamach chrześcijaństwa. Poza tym,
        BARDZO WAŻNE, pragnę zaznaczyć, że w mojej szkole brakuje klas - uczniowie
        muszą uczyć się nawet do szóstej wieczorem. I jeśłi mam takiej religii dwie
        godziny razy 22 klasy to 44 godziny!!!
        A dodatkowo czemu biologii, fizyki, informatyki mam tylko po jednej godzinie i
        uczę się jednego języka, a religię w komfortowych warunkach mam dwa razy w
        tygodniu??????????????????
        • smultronstallet Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 22.09.03, 19:14
          Gość portalu: anonimowa napisał(a):

          > MAM 15 LAT. Dyskutowany problem dotyczy mnie bezpośrednio. Trzeci rok uczę
          się
          > w gimnazjum, trzeci rok mam religię z tym samym księdzem. Cała moja klasa go
          > NIENAWIDZI. Piszę szczerą prawdę - to głupota aby tak istotne sprawy jak
          > religia wykładała osoba bez wykształcenia pedagogicznego, bez JAKIEGOKOLWIEK
          w
          > tym kierunku talentu. Lekcje religii są przez nas całkowicie lekceważone -
          > każdy rysuje, odrabia lekcje, robi wszystko oprócz słuchania księdza. Bo i
          też
          > nie ma czego słuchać - są to tematy potwornie nudne, nie poruszające
          > nurtujących nas kwestii. Mogę przytoczyć ciąg kilku: kim jest człowiek?
          > godność człowieka, prawa naturalne, drogi do szczęścia. Kolejnym totalnym
          > nieporozumieniem jest prowadzenie zeszytu do którego wpisujemy zupełnie
          > bzdurne notatki w stylu:
          >
          > "Człowiek to byt myślący, dlatego często źródłem jego szczęścia są wartości
          > poznawcze: odkrywanie, refleksje, dyskusja, postrzeganie piękna, blablablabla"
          >
          > Kiedy uda nam się zmusić księdza do dyskusji na nurtujące nas tematy, rozmowa
          > wygląda dyktatorsko - kiedy padają argumenty, na które nie chce lub nie
          > potrafi odpowiedzieć rzuca hasłami w stylu "ty nie bądź mądrzejszy od Pana
          > Boga". Mało tego - jako przygotowanie do bierzmowania musimy zdać wszystkie
          > cztery ewangelie, przeczytać a potem opowiedzieć z pamięci. Nie dziwota, że
          > prawie 100% klasy ma w dzienniku jedynki. Wynikiem takiego prowadzenia
          > przedmiotu jest odejście od Kościoła znacznej części moich znajomych -
          > przestali chodzić właśnie przez tego księdza. Ponadto uważam, że
          > religioznawstwo byłoby cudownym pomysłem - ludzie nie mają zielonego pojęcia
          o
          > buddyzmie, muzułmaństwie, czy nawet innych odłamach chrześcijaństwa. Poza
          tym,
          > BARDZO WAŻNE, pragnę zaznaczyć, że w mojej szkole brakuje klas - uczniowie
          > muszą uczyć się nawet do szóstej wieczorem. I jeśłi mam takiej religii dwie
          > godziny razy 22 klasy to 44 godziny!!!
          > A dodatkowo czemu biologii, fizyki, informatyki mam tylko po jednej godzinie
          i
          > uczę się jednego języka, a religię w komfortowych warunkach mam dwa razy w
          > tygodniu??????????????????

          Miałam podobną sytuację w liceum; na religię chodziłam "dla mamy", bo co ludzie
          powiedzą...ale do czasu, tj. do połowy 3 klasy. Ksiądz ignorował nasze poglądy,
          nie umiał z nami dyskutować, tylko próbował wtłoczyć nam suchą teorię bez
          jakichkolwiek rozmów na dany temat. "Jest tak i koniec" - mówił. Mnie również
          doświadczyła religia w wymiarze 2 godzin tygodniowo (i to jeszcze w środku
          zajęć, tak, ze "urwanie się" wcześniej do domu było nie możliwe).
          Osobiście uważam, że religia mogłaby byc poza szkołą, tak, zeby nikt o innym
          wyznaniu nie czuł się pokrzywdzony. Całkiem racjonalnym rozwiązaniem mogłaby
          byc też/albo etyka.
          Pozdrawiam
    • mlyczek Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 22.09.03, 19:23
      Religia powinna być w szkole. Nie chodzenie na nią wiąże się z niobecnością, a
      w parafii na religię zawsze można bezkarnie nie przyjść.
      • tempus Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 23.09.03, 08:03
        mlyczek napisał:

        > Religia powinna być w szkole. Nie chodzenie na nią wiąże się z niobecnością,
        a
        > w parafii na religię zawsze można bezkarnie nie przyjść.

        Czyli każdy mieszkaniec Polski musi być katolikiem. Jesteś księdzem, czy
        jakimś biskupem?
        • Gość: Abel Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.polsl.gliwice.pl / *.polsl.gliwice.pl 23.09.03, 09:52
          Chodziłem do szkół w Polsce w latach 1946-1951, cały czas była nie tylko
          obowiązkowa religia, ale w niedziele trzeba było przyjść do szkoły, aby w
          zwartych szeregach pomaszerować do kościoła (na 9.00).
          Sens nauczania religii w przedszkolu i szkołach jest taki, żeby mniej myślący
          uważali obopwiazek przynależnosci do jedynego słusznego wyznania za oczywisty.
          Odszedłem od Kościoła nie w wyniku komunistycznej indoktrynacji, ale po
          przeczytaniu Nowego Testamentu (polecam Mt. 5-7).
          • Gość: NDz Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 23.09.03, 17:05
            Ale wiary nie straciłeś, Jezusa znasz i za Zbawiciela uznajesz?
            • Gość: Abel Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.polsl.gliwice.pl / *.polsl.gliwice.pl 25.09.03, 14:35
              Pytanie chyba nie precyzyjne. Ale odpowiem sam formułując je inaczej: Czy
              wierzę w Boga? Na pewno Boga nie obudowanego dogmatami wymyślonymi bez podstaw
              w źródłach. Deklaruję się jako "wątpiący materialista".
    • Gość: dolby2 Jedna lekcja historii, dwie lekcje religii... IP: 212.244.252.* 23.09.03, 10:01
      To chyba coś nie tak, nieprawdaż? Niestety, tak jest rzeczywistość w czwartej
      klasie szkoły podstawowej. A co dzieci robią na lekcji religii? Uczą się
      historii życia świętych, deklamują pacierze, malują bezsensowne obrazki...
      Zastrzeżenie dyrekcji szkoły co do poziomu takiej edukacji nie przynoszą
      rezultatu, bo za poziom nauczania odpowiada proboszcz miejscowej parafii. A że
      parafia ma nowego proboszcza to i katacheci są nowi... Moja córka, kiedy pytam
      ją o lekcje religii, uśmiecha się z politowaniem... Rzecz dotyczy szkoły numer
      220 w Warszawie, w samym centrum stolicy! A co się dzieje na prowincji?
      • Gość: jagoda Re: Jedna lekcja historii, dwie lekcje religii... IP: *.sptelek.com.pl 23.09.03, 15:22
        lekcje religii w szkole to jedna wielka pomylka i czas wielki żeby ktoś
        wreszcie zdał sobie z tego sprawę.
        2 gogz religii w szkole przez całą podstawowkę , gimnazjum i szkołę średnią
        to prawie seminarium. I ocena z religii jeszcze liczona jest do średniej ocen.
    • dorotace Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 23.09.03, 16:20
      Przede wszystkim to nie jest religia, tylko religia katolicka. Jeżeli ktoś nie
      jest katolikiem, to o swoim wyznaniu może porozmawiać na najwyżej jednej lekcji
      jeśli w ogóle (porozmawiać z księdzem katolickim oczywiście).
      • Gość: NDz Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 23.09.03, 17:04
        Nawet jak w Twojej szkole ocena z religii jest liczona do sroedniej, to możesz
        zastrzec, ze sobie nie zyczysz tego. I policza ci z mniejszej ilości
        przedmiotów. A jak ktos się stara, to jego wysiłek powinien byc zauwazony.
        Mozesz nawet poprosić,zeby ci na swidectwie oceny z religii nie wpisywali.
    • caerme Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 23.09.03, 20:53
      witam
      religia [strocte konkretna] powinna byc wylacznie poza jakakolwiek edukacja
      publiczna - jesli ktos chce - niech chodzi nikt mu nie broni wolna wola. szkla
      to pewien przymus [tak czy inaczej oficjalny czy mniej oficjalny] i takaz jest
      religia w szkole. a tak przy okazji jaka jest wyzszosc chrzescinstwa nad
      rzymskim katolicyzmem protestantyzmem islalem czy wiara w swiatowida - jak dla
      mnie w ilosci zabitych w imie boga i wieloscia klamstw w imie jego czynionych.
      bo bazowe prawdy sa te same.
      w szkolach prywatnych: wolnoc tomku w swoim domku...
      w panstwowych cois ew. na ksztalt religioznawstwa: czyli katoliczm to jest to
      smo, islam tamto o siamto etc. a bazowe prawdy sa te same.
      pozdr
      • praktycznyprzewodnik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 23.09.03, 21:16
        W Polsce nie mamy już szkół panstwowych tylko publiczne, a te mają służyc
        potrzebom powołujących ich społeczności, czyli mieszkańców gminy, którzy na nie
        łożą.
        • Gość: Aram Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.03, 00:39
          Wyłącznie poza szkołą! Nauka religi w szkole to zdewocenie oświaty! To wstyd i
          hańba w demokratycznym państwie!
    • Gość: carpet Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.futuro.pl 24.09.03, 09:30
      Religia nie powinna być nauczana w szkole. Niby dlaczego tylko jedna grupa
      wyznaniowa ma mieć patent na rozpowszechnianie wiary w szkole?!

      Pozatym szkoła ma uczyć, a nie zaciemiać.
      • Gość: nasz Dziennik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 24.09.03, 14:34
        Dlaczego jedna grupa ? kazda grupa wyznaniowa ma to prawo, wystarczy ze w calej
        szkole zbierze sie siedem osób (tj. siedmioro dzieci).
    • Gość: M OCZYWIŚCIE, ŻE POZA..... IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 24.09.03, 16:19
    • Gość: slepajula Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 07:04
      religii powinni nauczać sami rodzice.Szkoła a ani kosciół ich nie zastąpi.
      Czy rodzice są na tyle głupi ,że nie mogą tego zrobić.
      Szkoła jest państwowa i nie powinno być religii w niej. Moje dzieci z powodu
      religii w szkole są dyskryminowane ,bo szkoła nie wie co znimi zrobić.Najlepiej
      byłoby ich gdzieś przywiaząc,tym bardziej ,że nie ma swietlicy ,stołówki ani
      nic.Od lat wysłuchuję na wywaidówkach ,że najgorzej dzieciaki zachowuja się na
      religii.a wogóle to ddlaczego zakonnica ucząca religii na widok moich dzieci
      krzyżuje palce i syczy apage satane? No dlaczego?
    • Gość: b Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.09.03, 14:03
      h
    • Gość: Krzys52 Wszystko pieknie ale co z KASA? IP: *.proxy.aol.com 26.09.03, 04:11
      Powyzej znajduje sie post KKujawy z ktorym w zsadzie sie utozsamiam, wiec nie
      bede go powtarzal.
      Dodam jedynie na temat kasy, ktora takze ma zwiazek z rozdzialem religii od
      panstwa. Po to chocby by nikt nie byl przymuszany do wyznawania konkretnego
      swiatopogladu czy religii. Ale nie tylko, gdyz w ramach przymuszania miesci sie
      takze przymuszanie jednych do finansowania religijnych potrzeb innych ludzi. A
      to juz jest bandytyzm i zlodziejstwo.

      Przeczytalem szereg rozwazan roznych mamus, prowadzonych zazwyczaj z punktu
      widzenia dobra dziecka, niemniej sa to wszystko rozwazania w ktorych
      apriorycznie przyjete jest finansowanie religii przez tzw. "panstwo".

      Tymczasem, drogie mamusie, na ureligijnianie waszych pociech placicie nie tylko
      Wy, ze swych podatkow, lecz takze wasz sasiad ktory niekoniecznie jest osoba
      wierzaca, oraz chetna oplacaniu Waszych religijnych fanaberii.
      Zaskakujace prawda? No wiec wyobrazcie sobie, ze ow sasiad nie dlatego nie
      odzywa sie, ze zachwycony jest indoktrynacja waszych pociech lecz dlatego, ze
      sie Was boi. Sasiad boi sie, otoz, ze go zaszczujecie za publiczna prezentacje
      wlasnych pogladow.

      Ta dyskusja, uczciwie sprawe stawiajac, powinna miec miejsce w ramach samej
      spolecznosci katolickiej, ktora samodzielnie finansuje wlasna religie. Bez
      okradania innych. Spolecznosc katolicka tymczasem uwaza, ze jest calym
      spoleczenstwem wiec nie musi zawracac sobie glowy takimi duperelami jak lamanie
      przykazania mowiacego o okradaniu. O nim powinni pamietac inni.
      .
      K.P.
      • Gość: maika7 Do krzys52 od maika7 IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.03, 10:14
        Napisałeś:
        "Wyobraz sobie, ze w Twoim spoleczenstwie znajduja sie jednostki takie jak ja -
        niewierzace i nie majace ochoty lozyc zarowno na religie Twoich dzieci, jak i
        na utrzymanie calego Twojego kosciola. Otoz z tego punktu widzenia, a znam go
        bardzo dobrze, dobro religijnego wychowania Twojego dziecka (czy lepiej w salce
        czy klasie) zwisa mi cienkim kalafiorem, wyobraz sobie.Gdy o mnie idzie - zycze
        mu jak najgorzej gdyz nikt nie pytal mnie o zgode na finansowanie Twoich
        religijnych fanaberii. Wedlug mnie jest to sprawa prywatna i jako taka winna
        byc oplacana przez Ciebie oraz reszte zainteresowanych. To nie "panstwo" placi
        lecz ja - podatnik. Niewierzacy badz/oraz nie zainteresowany utrzymywaniem
        religii.Nie traktuj tego prosze jako napad na Ciebie - nie mialem takich
        intencji. Podejdz do mego listu jak do szczerze wyznanej opinii czlowieka ktory
        wolalby nie byc Ci niezyczliwy. Opinii zapewne gorzkiej i niemilej, ale
        uczciwej i szczerej..
        K.P."

        Czy to na pewno do mnie pisałeś?? Nie bardzo wiem, o który mój pogląd Ci
        chodzi. Nie chciałam rozmawiać w tym wątku o podatkach, bo jest to duży,
        zupełnie osobny temat nadający się na osobny wątek. Dlatego "gaszę" wszelkie
        finansowe dyskusje. Ten wątek o religii w szkole powstał dlatego, że w
        pokrewnym wątku o religii w przedszkolu doszło do dyskusji na temat tego czy
        rodzice gremialnie chcą religii w szkole i czy te lekcje mają sens. Ponieważ
        byłam odmiennego zdania od "współforumowiczki', postanowiłam zapytać innych co
        sądzą o nauczaniu religii w szkole, ale tylko w kontekście wartoći duchowych.
        Sprawa pieniędzy (ważna bardzo) jest sprawą osobną. Nie wiem, czy czytałeś inne
        moje posty. Nie jestem szczególnie zainteresowana wychowaniem religijnym moich
        dzieci...


        Napisałeś też:
        "Powyzej znajduje sie post KKujawy z ktorym w zsadzie sie utozsamiam, wiec nie
        bede go powtarzal. Dodam jedynie na temat kasy, ktora takze ma zwiazek z
        rozdzialem religii od panstwa. Po to chocby by nikt nie byl przymuszany do
        wyznawania konkretnego swiatopogladu czy religii. Ale nie tylko, gdyz w ramach
        przymuszania miesci sie takze przymuszanie jednych do finansowania religijnych
        potrzeb innych ludzi. A to juz jest bandytyzm i zlodziejstwo."

        Post kkujawy jest bardziej wyważony i taka postawa bardziej mi odpowiada.

        Napisałeś też:
        "Przeczytalem szereg rozwazan roznych mamus, prowadzonych zazwyczaj z punktu
        widzenia dobra dziecka, niemniej sa to wszystko rozwazania w ktorych
        apriorycznie przyjete jest finansowanie religii przez tzw. "panstwo".
        Tymczasem, drogie mamusie, na ureligijnianie waszych pociech placicie nie tylko
        Wy, ze swych podatkow, lecz takze wasz sasiad ktory niekoniecznie jest osoba
        wierzaca, oraz chetna oplacaniu Waszych religijnych fanaberii.Zaskakujace
        prawda? No wiec wyobrazcie sobie, ze ow sasiad nie dlatego nie odzywa sie, ze
        zachwycony jest indoktrynacja waszych pociech lecz dlatego, ze sie Was boi.
        Sasiad boi sie, otoz, ze go zaszczujecie za publiczna prezentacje wlasnych
        pogladow.
        Ta dyskusja, uczciwie sprawe stawiajac, powinna miec miejsce w ramach samej
        spolecznosci katolickiej, ktora samodzielnie finansuje wlasna religie. Bez
        okradania innych. Spolecznosc katolicka tymczasem uwaza, ze jest calym
        spoleczenstwem wiec nie musi zawracac sobie glowy takimi duperelami jak lamanie
        przykazania mowiacego o okradaniu. O nim powinni pamietac inni."

        Tatusiowie też pisali... z rzadka, ale się zdarzało. Zauważ, że wypowiadały się
        tutaj osoby zarówno wierzące, jak i nie wierzące. Jeśli mamy porozmawiać o
        podatkach i finansowaniu religi, to proszę załóż osobny wątek, bo to temat
        rzeka.

        Przez kilka dni będę nieobecna "w sieci" więc gdybyś mnie o coś pytał to milczę
        nie z powodu osobistej "obrazy wielkiej", a z powodu braku łączy...
        M.

    • Gość: Salena Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 217.153.159.* 26.09.03, 13:28
      to my jako rodzice decydujemy o edukacji naszego dziecka wiec jezeli religia
      wystepuje jako przedmiot w szkole uczeszczanie na nie jest czesto obowiazkowe
      wiec lepiej moze by bylo wtedy gdy katechezy odbywaly sie w pobliskich
      kosciolach
      • Gość: PP Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: 80.51.242.* 26.09.03, 18:17
        Jesli jest pobliski czemu nie. A jesli nie jest pobliski to nie rozumiem
        dlaczego mam płacic podatki na realizowanie programów walki z przestepczością w
        szkole skoro moje dziecko nie przestepca. I dlaczego szkoła muzyczna kształci z
        moich podatków dzieci uzdolnione muzycznie, jesli takie zdolne niech rodzice
        na ich edukacje muzyczną łożą sami. Dlaczego szkoła komus finansuje obiady z
        moich podatków, ja tego dziecka nie rodziłam i moje obiady opłaciłam,a bar Sw.
        Marty na Dworcu Centralnym powinien swiadczyc obiady tylko tym, którzy daja na
        tace w kościele.
        • Gość: tempus Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.09.03, 21:02
          Gość portalu: PP napisał(a):

          > Jesli jest pobliski czemu nie. A jesli nie jest pobliski to nie rozumiem
          > dlaczego mam płacic podatki na realizowanie programów walki z
          przestepczością w
          >
          > szkole skoro moje dziecko nie przestepca.

          Choćby dlatego, żeby Twoje dziecko nie zostało ofiarą tej przestępczości.

          > I dlaczego szkoła muzyczna kształci z moich podatków dzieci uzdolnione
          > muzycznie, jesli takie zdolne niech rodzice
          > na ich edukacje muzyczną łożą sami.

          Kształcenie dzieci, szczególnie uzdolnionych leży w interesie państwa i moim
          zdaniem jest słuszne. A robienie za państwowe pieniądze katolików z dzieci
          służy tylko interesom Watykanu dla którego Polska jest chyba ostatnim
          bastionem ciemnoty rodem ze średniowiecza.

          Dlaczego szkoła komus finansuje obiady z
          > moich podatków, ja tego dziecka nie rodziłam i moje obiady opłaciłam,a bar
          Sw.
          > Marty na Dworcu Centralnym powinien swiadczyc obiady tylko tym, którzy daja
          na
          > tace w kościele.

          Biednym trzeba pomagać. Tak się składa że dzieci muszą być dobrze odżywione, a
          katolikami być nie muszą. Jezus uzdrawiał za darmo. Dobrze, że Kościoł Kat.
          pomaga ludziom. Ale szkoda, że tyle kasy wyciąga z budżetu np. na szerzenie
          swoich nauk.
        • Gość: Krzys52 Re: religia z wlasnego czy kradzionego? IP: *.proxy.aol.com 26.09.03, 23:09
          innymi slowy pytasz dlaczego, pod obecnosc wymienionych wydatkow budzetowych,
          kwestionowane jest finansowanie religii z podatkow - nieprawdaz?

          OK, to ja ci odpowiem. Bo tak bedzie lepiej dla Twojej religii. W przeciwnym
          wypadku, bowiem, doloze wszelkich staran bys za kilka lat sama jej nie
          rozpoznala. Juz to robie
          .
          K.P.

    • Gość: Palnick Szkoła nie może narażać dzieci na indoktrynację ! IP: *.stenaline.com 27.09.03, 02:08
      Zacznę od tego, że kult i indoktrynacja religijna powinna odbywać się w miejscu
      do tego przeznaczonym. Może to być prowadzone wyłącznie za zgodą rodziców i z
      chęci dziecka. Dobrze jest kiedy państwo dba o zachowanie porządku w tej
      kwestii. Kościół, szalet, szkoła hala sportowa - każde z tych miejsc ma swoje
      przeznaczenie. Mieszanie przeznaczeń prowadzi do absurdów.

      Sądzę więc, że religia, kult, indoktrynacja powinny się odbywać wyłącznie w
      kościele.

      Należałoby się też zastanowić od jakiego wieku dzieci mogłyby uczęszczać na
      religię. A to ze względu na treści, jakie ona z sobą niesie a które moga byc
      bardzo szkodliwe dla dziecka. Rodzice wcale sie nad tym nie zastanawiają a to
      bardzo poważna sprawa. Rozumiem, że hierarchowie chcieliby mieć wpływ na umysły
      jak największej liczby dzieci, od jak najwcześniejszych lat i możliwie jak
      najdłużej. Wówczas moga liczyć na skuteczne pranie mózgów i uzależnienie
      obywateli od siebie. Nie wiem czy więcej jeszcze mogliby w Polsce uzyskać. Cóż
      takiego groźnego dla dziecka niesie z sobą chrześcijaństwo?

      Pełno w nim absurdów i wiele elementów zasługujących na ostrą krytykę.
      Przede wszystkim stare pogańskie przekonanie, że można być zbawionym poprzez
      ofiarę krwi. Jest to okrutny pogański mit, łączący się ze składaniem ofiar z
      dzieci, co zwykle przypisuje się wrogom. Grecy pomawiali o to Fenicjan,
      chrześcijanie Żydów. Inni są zawsze ludożercami lub podludźmi.
      Jak można uznawać Abrahama za latarnię wiary za to, że był gotów zamordować
      własnego syna Izaaka? Jak z tych pogańskich potworności wykroić chrześcijańską
      Radosną Nowinę ?
      Papież w swoim "Tryptyku Rzymskim" aż pieje z zachwytu nad sytuacją w
      jakiej Abrahama postawił "miłosierny bóg".
      Następnie wrogość chrześcijaństwa do kobiet. Co prawda wszystkie kultury są
      seksistowskie zgodnie z mottem, że kobieta nie może ujeżdżać mężczyzny, ale w
      chrześcijaństwie w ogóle, a w katolicyzmie w szczególności, wrogość do kobiet
      jest skrajna.
      I wreszcie okrucieństwo. Jak można wmawiać ludziom, że Bóg - mężczyzna
      poświęcił swego syna, skazując go na potworne męki, by w ten sposób zbawić
      człowieka. Czy nie lepiej byłoby, gdyby to Maria z dzieciątkiem była symbolem
      chrześcijan a nie krzyż - to narzędzie tortur, kojarzące się nie tylko z męką
      Jezusa, ale również czarownic palonych na stosach. Pokazywanie trupa
      sześcioletnim dzieciom ma być czymś dobrym! Przecież to burzy cały gmach uczuć
      dziecka. To wywołuje lęki, a z czasem zobojętnienie.
      Wszystko jedno przy tym, co się myśli o kolejnym absurdzie - dzieworództwie.
      Dziewica jako matka zawsze jest sympatyczniejsza niż ojciec-kat własnego syna.
    • grrrrw Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 27.09.03, 09:13
      Jedynym symbolem religijnym, jaki wolno wieszać na ścianach w szkołach
      publicznych jest krzyż, oświadczyła włoska minister oświaty Letizia Moratti,
      powołując się na obecne ustawodastwo.

      Odpowiadała ona na interpelację parlamentarną w związku z epizodem, jaki miał
      miejsce kilkanaście dni temu w jednej ze szkół podstawowych, uczęszczanych
      przez synów lidera związku muzułmanów włoskich Adela Smitha.

      Minister wyjaśniła, że obecne ustawodawstwo nie przewiduje innych symboli
      religijnych poza krucyfiksem.

      Smith, w klasie, do której uczęszcza jego syn, samowolnie umieścił obok krzyża
      fragment Koranu. Kiedy dyrekcja szkoły go usunęła, skierował sprawę do sądu.
      Jednocześnie zapowiedział, że nie będzie posyłać dzieci do szkoły do momentu,
      gdy "uzyska satysfakcję od władz oświatowych". Szybko jednak zrezygnował z tej
      formy protestu, która naraziłaby go na zarzut zaniedbywania obowiązku
      szkolnego, i wysłał swych synów w koszulkach z reprodukcją wspomnianego
      fragmentu.
      • Gość: Krzys52 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.proxy.aol.com 27.09.03, 16:26
        Czy opowiedziales te historie w celu przypomnienia o identycznym ustawodawstwie
        w Polsce?
        • Gość: DZICZU Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.daminet.pl 27.09.03, 18:35
          Tempus napisał: "No cóż, moje 3,5 letnie dziecko o to jeszcze nie pyta. Ale
          powiem chyba, że są
          ludzie którzy wierzą, że po śmierci jest inne życie, a inni uważają że nie ma
          (albo może jakaś inna forma energii - niekoniecznie raj lub piekło jak uczy
          chrześcijaństwo. A po co chodzą do kościoła? Bo wierzą, że to jest słuszne.
          Oczywiście rzeczywistość i postawa dziecka mogą zmienić moje podejście do
          tematu. I mam jeszcze inny problem: żonę - wierzącą protestantkę. Ona będzie
          uczyła dziecko trochę inaczej (ale ma na to bardzo mało czasu - w sensie
          wolnych godzin w tygodniu). Ale może się dogadamy smile".

          NO TO MACIE WIELKI PROBLEM>>>>CIEKAWE JAK GO ROZWIĄŻECIE

          • Gość: Kafar Jak kościól produkuje kapuściane glowy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.03, 01:51
            Sprawowanie rządów w państwie, które oprócz opętanego gromadzenia dóbr
            doczesnych jest jedynym celem kościoła katolickiego, realizowane jest według
            bardzo prostej a niezwykle skutecznej recepty.

            I tu KK w swoim cynicznym geniuszu skupia się na trzech sprawach:

            1. chrzest nieświadomych niemowląt przez spętanych obyczajowo dorosłych.
            2. pranie mózgu dzieci od 5 lat tak aby uzyskać spętanych obyczajowo dorosłych.
            3. wywieranie presji na przygotowanych wg. pkt.1 i 2 dorosłych aby chrzcili
            niemowlęta.

            Ten prosty, genialny system działa od wieków okraszony strachmi,ogniem
            piekielnym itp. Pozwala to w niezakłócony sposób okradać otumanionych ludzi.
            Pierwsza zaś komunia to etap pkt.2. Taka ona święta jak cały ten kościelny,
            genialnie prosty, biznes.

            Cóż więc może zrobić człowiek świadomy? Przerwać ten zaklęty krąg w jednym z
            trzech punktów a cała układanka rozsypie się. Wymaga to jednak odwagi
            odpowiedzialności za siebie i bliskich, odwagi przełamania presji środowiska,
            odwagi zmierzenia się z lękami egzystencjalnymi, odwagi poszukiwania odpowiedzi
            na pytania a nie tłumaczenia wszystkiego wiarą i dogmatem, odwagi, odwagi...
            Tego życzę wszystkim Polakom, odwagi właśnie w korzystaniu z danej przez boga
            wolnej woli - tak usilnie tłamszonej przez Watykan.
    • Gość: Palnick Religia w kosciele! Co w szkole? Nauka !!! IP: *.stenaline.com 28.09.03, 01:36
      Również nauka takiego myślenia o świecie i innych ludziach jaka wynika z
      ponizszego cytatu:
      "Możemy odrzucić wszystko: religię, ideologię, nabytą mądrość. Niezbędne jest
      tylko jedno: miłość i współczucie. To jest właśnie moja prawdziwa religia,
      moja prosta wiara. Z jej punktu widzenia nie potrzebujemy świątyń, kościołów,
      meczetów, synagog ani wyrafinowanych filozofii, doktryn i dogmatów. Świątynią
      jest nasze własne serce i nasz własny umysł. Doktryną - współczucie.
      Wszystko, czego nam trzeba - to miłość do innych i szacunek dla ich praw i
      godności, niezależnie od tego, kim lub czym są. Dopóki praktykujemy tę miłość
      i szacunek w codziennym życiu, dopóki mieszka w nas współczucie wobec innych
      i, powodowani poczuciem odpowiedzialności, postępujemy powściągliwie, to -
      wykształceni czy prości, wierzący w Buddę, Boga, coś innego lub zgoła nic -
      bez wątpienia będziemy szczęśliwi."
      • Gość: Kafar Re: Religia w kosciele! Co w szkole? Nauka !!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.03, 23:24

        Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzystać

        Wydawać by się mogło, że nauka religii w przedszkolach i szkołach leży w
        interesie kościoła a nie państwa.
        Jest to oczywiste, choć państwu łatwiej manipulować ukształtowanymi
        przez kosciół bezwolnymi ludźmi. Stąd niezrozumiała na pierwszy rzut oka
        symbioza kleru z kazdą władzą - nawet lewicową. Celem ostatecznym nauczania
        religii jest uzyskanie zastraszonego, działajacego odruchowo, bojącego sie
        myśleć parafianina (obywatela).
        Sporą rolę w utrzymaniu tego zaklętego kręgu hierarchowie przewiduja dla
        ogłupionych przez siebie w dzieciństwie rodziców. Oto przykład instrukcji
        wymarzonego przez kler postępowania parafianina z własnym dzieckiem:

        "Niech w waszym domu znajdzie się obraz religijny. To musi być piękny obraz.
        Jezusa, Rodziny Świętej, Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Jeżeli
        Częstochowska, niech to będzie wierna kopia. Wyraźna. Niech dzień będzie
        witany i żegnany pacierzem. I to od najmłodszych lat, od – „Zrób Bozi pa”.
        Dziecko w stronę obrazu zrobi „Boziu, pa, pa”, prześle całusa, a potem
        zacznie się modlić. Na klęczkach. Nie szkodzi, że dziecko jeszcze słabo
        wymawia, że nie pamięta, że nie rozumie, że nie pojmuje, że myli.

        (Ks. Mieczysław Maliński, „Dziennik Polski”, Internet, 4.04.2003)

        Ostatnie zdanie dotyczy wszystkich parafian. Niczego nie muszą rozumieć - mają
        jedynie automatycznie wykonywać pewne czynności. Z naciskiem na ruch ręki z
        banknotem w kierunku tacy.

    • szlutek Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 29.09.03, 13:06
      Za Boyem Żeleńskim ,proponuję oddzielić religię od klerykalizmu ,za pieniądze
      które idą na płace dla katechetów lepiej starać się wyrównywać poziom nauki w
      szkołach mniejszych aglomeracji . Dla mnie religia jako przedmiot to
      profanacja . Może sprowadżmy oświatę do poziomu szkółek niedzielnych , po co
      nam ludzie w miarę wykształceni , niech żyje Ciemnogród w nim ludzie są
      bardziej pokorni .
      • praktycznyprzewodnik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 29.09.03, 15:07
        Boy Zeleński był równiez zwolennikiem eutanacji, aborcji na zadanie do 20
        tygodni ciazy, rozwodów na zadanie bez sprawy sadowej i tysięcy innych głupstw.
        • Gość: tempus Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.toya.net.pl 29.09.03, 16:01
          praktycznyprzewodnik napisała:

          > Boy Zeleński był równiez zwolennikiem eutanacji, aborcji na zadanie do 20
          > tygodni ciazy, rozwodów na zadanie bez sprawy sadowej i tysięcy innych
          głupstw.

          Czyli wszystko co niezgodne z naukami Watykanu to "głupstwa"?
          • Gość: Edziak Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.bulldogdsl.com 30.09.03, 10:18
            Ja jestem z tego pokolenia co mialo religie poza szkola a potem jak byla ta
            zmiana to mialam w szkole. I musze przyznac ze wolalam jak bylo to poza szkola,
            bardziej to mialo dla mnie sens, wiara jest osobista sprawa i nie powinna byc
            traktowana jako przedmiot nauczania w szkole.
          • Gość: DZICZU Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.daminet.pl 30.09.03, 19:36
            NIE-WSZYSTKO CO PRZECZY PRAWU DO ŻYCIA>>>>WSZYSTKO CO ZABIJA TEMPUSIE>
            • Gość: Kafar Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.03, 23:18
              --------------------------------------------------------------------------------
              Zacznę od tego, że kult i indoktrynacja religijna powinna odbywać się w miejscu
              do tego przeznaczonym. Może to być prowadzone wyłącznie za zgodą rodziców i z
              chęci dziecka. Dobrze jest kiedy państwo dba o zachowanie porządku w tej
              kwestii. Kościół, szalet, szkoła hala sportowa - każde z tych miejsc ma swoje
              przeznaczenie. Mieszanie przeznaczeń prowadzi do absurdów.

              Sądzę więc, że religia, kult, indoktrynacja powinny się odbywać wyłącznie w
              kościele.

              Należałoby się też zastanowić od jakiego wieku dzieci mogłyby uczęszczać na
              religię. A to ze względu na treści, jakie ona z sobą niesie a które moga byc
              bardzo szkodliwe dla dziecka. Rodzice wcale sie nad tym nie zastanawiają a to
              bardzo poważna sprawa. Rozumiem, że hierarchowie chcieliby mieć wpływ na umysły
              jak największej liczby dzieci, od jak najwcześniejszych lat i możliwie jak
              najdłużej. Wówczas moga liczyć na skuteczne pranie mózgów i uzależnienie
              obywateli od siebie. Nie wiem czy więcej jeszcze mogliby w Polsce uzyskać. Cóż
              takiego groźnego dla dziecka niesie z sobą chrześcijaństwo?

              Pełno w nim absurdów i wiele elementów zasługujących na ostrą krytykę.
              Przede wszystkim stare pogańskie przekonanie, że można być zbawionym poprzez
              ofiarę krwi. Jest to okrutny pogański mit, łączący się ze składaniem ofiar z
              dzieci, co zwykle przypisuje się wrogom. Grecy pomawiali o to Fenicjan,
              chrześcijanie Żydów. Inni są zawsze ludożercami lub podludźmi.
              Jak można uznawać Abrahama za latarnię wiary za to, że był gotów zamordować
              własnego syna Izaaka? Jak z tych pogańskich potworności wykroić chrześcijańską
              Radosną Nowinę ?
              Papież w swoim "Tryptyku Rzymskim" aż pieje z zachwytu nad sytuacją w
              jakiej Abrahama postawił "miłosierny bóg".
              Następnie wrogość chrześcijaństwa do kobiet. Co prawda wszystkie kultury są
              seksistowskie zgodnie z mottem, że kobieta nie może ujeżdżać mężczyzny, ale w
              chrześcijaństwie w ogóle, a w katolicyzmie w szczególności, wrogość do kobiet
              jest skrajna.
              I wreszcie okrucieństwo. Jak można wmawiać ludziom, że Bóg - mężczyzna
              poświęcił swego syna, skazując go na potworne męki, by w ten sposób zbawić
              człowieka. Czy nie lepiej byłoby, gdyby to Maria z dzieciątkiem była symbolem
              chrześcijan a nie krzyż - to narzędzie tortur, kojarzące się nie tylko z męką
              Jezusa, ale również czarownic palonych na stosach. Pokazywanie trupa
              sześcioletnim dzieciom ma być czymś dobrym! Przecież to burzy cały gmach uczuć
              dziecka. To wywołuje lęki, a z czasem zobojętnienie.
              Wszystko jedno przy tym, co się myśli o kolejnym absurdzie - dzieworództwie.
              Dziewica jako matka zawsze jest sympatyczniejsza niż ojciec-kat własnego syna.
    • Gość: Slon Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.trade / 217.97.129.* 30.09.03, 12:13
      Oczywiście, że poza szkołą.

      Wprowadzenie religii do szkół za sprawą Mazowieckiego było jawnym pogwałceniem
      rozdziału kościoła od państwa. Niestety, mimo niewątpliwych zasług, było to
      jedno z zaślepień ówczesnych elit. To oderwanie od rzeczywistości mści się o
      wiele ważniejszymi konsekwencjami. Bujanie w obłakach stało się jedną z
      praprzyczyn fasadowości poglądów i postaw w życiu codziennym.
      Patrz postawy elit, czy sytuacja w szkolnictwie, służbie zdrowia, sądownictwie.
      Relgia jest w szkołach a zasad, nawet najelementarniejszych, nie ma nigdzie!

      Slon
      • kajtek43 Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 30.09.03, 13:57
        TYLKO I WYŁACZNIE POZA SZKOŁA! Fasadowość naszej religii i jej powierzchowność,
        zaiste, jest obrzydliwa. Miałam bardzo złe uczucia, kiedy na każdym kroku
        ekipie AWS towarzyszyli wszędzie księża z kropidłami. Odeszłam wtedy od
        kościoła...
        • neyka Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 30.09.03, 18:57
          Wyłącznie poza szkołą publiczną.
          • Gość: Kafar Re: religia w szkole czy poza szkołą ??? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.03, 23:23

            Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzystać

            Wydawać by się mogło, że nauka religii w przedszkolach i szkołach leży w
            interesie kościoła a nie państwa.
            Jest to oczywiste, choć państwu łatwiej manipulować ukształtowanymi
            przez kosciół bezwolnymi ludźmi. Stąd niezrozumiała na pierwszy rzut oka
            symbioza kleru z kazdą władzą - nawet lewicową. Celem ostatecznym nauczania
            religii jest uzyskanie zastraszonego, działajacego odruchowo, bojącego sie
            myśleć parafianina (obywatela).
            Sporą rolę w utrzymaniu tego zaklętego kręgu hierarchowie przewiduja dla
            ogłupionych przez siebie w dzieciństwie rodziców. Oto przykład instrukcji
            wymarzonego przez kler postępowania parafianina z własnym dzieckiem:

            "Niech w waszym domu znajdzie się obraz religijny. To musi być piękny obraz.
            Jezusa, Rodziny Świętej, Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Jeżeli
            Częstochowska, niech to będzie wierna kopia. Wyraźna. Niech dzień będzie
            witany i żegnany pacierzem. I to od najmłodszych lat, od – „Zrób Bozi pa”.
            Dziecko w stronę obrazu zrobi „Boziu, pa, pa”, prześle całusa, a potem
            zacznie się modlić. Na klęczkach. Nie szkodzi, że dziecko jeszcze słabo
            wymawia, że nie pamięta, że nie rozumie, że nie pojmuje, że myli.

            (Ks. Mieczysław Maliński, „Dziennik Polski”, Internet, 4.04.2003)

            Ostatnie zdanie dotyczy wszystkich parafian. Niczego nie muszą rozumieć - mają
            jedynie automatycznie wykonywać pewne czynności. Z naciskiem na ruch ręki z
            banknotem w kierunku tacy.

      • praktycznyprzewodnik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 30.09.03, 21:01
        We wszystkich krajach Europy zachodniej z wyjatkiem Francji mamy lekcje religii
        w szkołach panstwowych.A we Francji tylko w wyznaniowych, dzieci w szkołąch
        panstwowych mają czwartek wolny od szkoły właśnie dlatehgo aby mogły iść na
        religie tam, gdzie ją organizują. Jest to przedmiot z wyboru lub obowiązkowy (
        wymienny na etyke).\\w \niemczech w wielu landach z religii mozna nie zdać.
        Obojetnie jak to oceniać, ale nie jest to napewno pogwałcenie zasady rozdziału
        państwa i Koscioła. A poza tym, ten rozdział to już historia, dzis mówi sie o
        wspólpracy i uzupełnianiu sie.
        • Gość: Odpowiedz Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.trade / 217.97.129.* 01.10.03, 13:34
          Nie masz racji z dwóch powodów.
          Po pierwsze w tamtych państwach religia była w szkołach od zawsze i jej
          wyprowadzenie ze szkoły to zupełnie inny proces.
          Po drugie mnie nikt nie pytał, czy ja tego chcę, zrobiono to ze moimi plecami,
          podczas gdy jest to sprawa z kategorii wymagających moim zdaniem referendum.

          Slon
    • Gość: pstrongi Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 15:39
      a znacie historie o tym jak to p. H Skrzydlewska puscila sie z panem bbiskupem
      Ziolkiem a owocem ich namietnosci jest potentat w branzy skorzanej W
      Skrzydlewski. A tak na marginesie, ciekawe ktory duchowny jest tatusiem corki
      p. W Skrzydlewskiego, niedoszlej p dwudziestoletniej poslanki RP?
      • Gość: DZICZU Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.daminet.pl 30.09.03, 19:37
        Może zainteresuj się kto jest twoim tatusiem....albo może czyim ty jestem
        tatusiem.
        • praktycznyprzewodnik Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 30.09.03, 21:02
          Wyglada na to,ze argumanty sie wyczerpały i czas ten watek zakończyc.
          • Gość: Kafar Re: religia w szkole czy poza szkołą ?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.03, 23:20
            --------------------------------------------------------------------------------
            Zacznę od tego, że kult i indoktrynacja religijna powinna odbywać się w miejscu
            do tego przeznaczonym. Może to być prowadzone wyłącznie za zgodą rodziców i z
            chęci dziecka. Dobrze jest kiedy państwo dba o zachowanie porządku w tej
            kwestii. Kościół, szalet, szkoła hala sportowa - każde z tych miejsc ma swoje
            przeznaczenie. Mieszanie przeznaczeń prowadzi do absurdów.

            Sądzę więc, że religia, kult, indoktrynacja powinny się odbywać wyłącznie w
            kościele.

            Należałoby się też zastanowić od jakiego wieku dzieci mogłyby uczęszczać na
            religię. A to ze względu na treści, jakie ona z sobą niesie a które moga byc
            bardzo szkodliwe dla dziecka. Rodzice wcale sie nad tym nie zastanawiają a to
            bardzo poważna sprawa. Rozumiem, że hierarchowie chcieliby mieć wpływ na umysły
            jak największej liczby dzieci, od jak najwcześniejszych lat i możliwie jak
            najdłużej. Wówczas moga liczyć na skuteczne pranie mózgów i uzależnienie
            obywateli od siebie. Nie wiem czy więcej jeszcze mogliby w Polsce uzyskać. Cóż
            takiego groźnego dla dziecka niesie z sobą chrześcijaństwo?

            Pełno w nim absurdów i wiele elementów zasługujących na ostrą krytykę.
            Przede wszystkim stare pogańskie przekonanie, że można być zbawionym poprzez
            ofiarę krwi. Jest to okrutny pogański mit, łączący się ze składaniem ofiar z
            dzieci, co zwykle przypisuje się wrogom. Grecy pomawiali o to Fenicjan,
            chrześcijanie Żydów. Inni są zawsze ludożercami lub podludźmi.
            Jak można uznawać Abrahama za latarnię wiary za to, że był gotów zamordować
            własnego syna Izaaka? Jak z tych pogańskich potworności wykroić chrześcijańską
            Radosną Nowinę ?
            Papież w swoim "Tryptyku Rzymskim" aż pieje z zachwytu nad sytuacją w
            jakiej Abrahama postawił "miłosierny bóg".
            Następnie wrogość chrześcijaństwa do kobiet. Co prawda wszystkie kultury są
            seksistowskie zgodnie z mottem, że kobieta nie może ujeżdżać mężczyzny, ale w
            chrześcijaństwie w ogóle, a w katolicyzmie w szczególności, wrogość do kobiet
            jest skrajna.
            I wreszcie okrucieństwo. Jak można wmawiać ludziom, że Bóg - mężczyzna
            poświęcił swego syna, skazując go na potworne męki, by w ten sposób zbawić
            człowieka. Czy nie lepiej byłoby, gdyby to Maria z dzieciątkiem była symbolem
            chrześcijan a nie krzyż - to narzędzie tortur, kojarzące się nie tylko z męką
            Jezusa, ale również czarownic palonych na stosach. Pokazywanie trupa
            sześcioletnim dzieciom ma być czymś dobrym! Przecież to burzy cały gmach uczuć
            dziecka. To wywołuje lęki, a z czasem zobojętnienie.
            Wszystko jedno przy tym, co się myśli o kolejnym absurdzie - dzieworództwie.
            Dziewica jako matka zawsze jest sympatyczniejsza niż ojciec-kat własnego syna.
    • Gość: Ala Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.03, 22:03
      Moim zdaniem religia powinna być w szkole, ponieważ oszczedzi to fatygi
      dzieciom. Te które nie chodzą na religie mogą poczekać. Religia może być z
      resztą ostatnią lekcją.
      • Gość: Kafar Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.09.03, 23:22

        Szybko nauczyć odruchów, ogłupić i wykorzystać

        Wydawać by się mogło, że nauka religii w przedszkolach i szkołach leży w
        interesie kościoła a nie państwa.
        Jest to oczywiste, choć państwu łatwiej manipulować ukształtowanymi
        przez kosciół bezwolnymi ludźmi. Stąd niezrozumiała na pierwszy rzut oka
        symbioza kleru z kazdą władzą - nawet lewicową. Celem ostatecznym nauczania
        religii jest uzyskanie zastraszonego, działajacego odruchowo, bojącego sie
        myśleć parafianina (obywatela).
        Sporą rolę w utrzymaniu tego zaklętego kręgu hierarchowie przewiduja dla
        ogłupionych przez siebie w dzieciństwie rodziców. Oto przykład instrukcji
        wymarzonego przez kler postępowania parafianina z własnym dzieckiem:

        "Niech w waszym domu znajdzie się obraz religijny. To musi być piękny obraz.
        Jezusa, Rodziny Świętej, Matki Najświętszej z Dzieciątkiem. Jeżeli
        Częstochowska, niech to będzie wierna kopia. Wyraźna. Niech dzień będzie
        witany i żegnany pacierzem. I to od najmłodszych lat, od – „Zrób Bozi pa”.
        Dziecko w stronę obrazu zrobi „Boziu, pa, pa”, prześle całusa, a potem
        zacznie się modlić. Na klęczkach. Nie szkodzi, że dziecko jeszcze słabo
        wymawia, że nie pamięta, że nie rozumie, że nie pojmuje, że myli.

        (Ks. Mieczysław Maliński, „Dziennik Polski”, Internet, 4.04.2003)

        Ostatnie zdanie dotyczy wszystkich parafian. Niczego nie muszą rozumieć - mają
        jedynie automatycznie wykonywać pewne czynności. Z naciskiem na ruch ręki z
        banknotem w kierunku tacy.

        • ugo Re: religia w szkole czy poza szkołą ? 30.09.03, 23:45
          Nie dla religii w szkole. Niech księża wciskają dzieciom kity w kościołach a
          nie w szkole za pieniądze podatników.
    • Gość: Kafar Wychowanie seksualne po katolicku ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.03, 00:32

      Oficjalny Katolicki Regulamin Odbywania Stosunków Plciowych z Osobami Wierzacymi

      1. Przygotowania do odbycia stosunku płciowego.

      Całość przygotowań do odbycia stosunku płciowego dzielimy na:

      - spowiedź
      - zadumę
      - skupienie
      - członków umywanie
      - serca oczyszczenie


      Uwagi: Co się tyczy zadumy i skupienia, to szczegółowe zalecenia w tym
      względzie należy odszukać w encyklice Papieża Sektusa CXL VI "Sursum penis".
      Członków umywanie opisane jest natomiast w książce Ignacego Loyoli "Societatis
      Jesu et Psychopathia Sexualis", wydanej przez Pomyłkę w Rzymie w 1957 r. Serca
      oczyszczenie polega na zmówieniu modlitw adekwatnych do sytuacji. Zalecane
      szczególnie są Psalm XXXI, od wersetu: "Jakobym Patrzeć nie chciał, takom
      zawżdy jeno sromotę postrzegał, a niewiasty, co spać ze mną pragnęły, szybkom
      zapładniał ku większej chwale Twojej i radości Syna Twego..."; Hymn: "Panie, i
      wybacz grzech nasz śmiertelny, musim jednak ku pożytkowi własnemu, a coby
      niewiasta nudzić się nie zaczęła, począć to małe dziecię na chwałę Twoją
      wieczną, a bez grzechu nijak się nie uda. Niechaj gniew Twój Panie przeciw
      innym się obróci, oko przymknij i pozwól nam szybko dokonać czynu tego
      grzesznego w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, Amen", a także Psalm LVI od
      wersetu: "Miłość ma, Panie, bezgraniczna do stworzenia wszelakiego, lebo
      niewiastę jeno przy poczęciu pokochać zdolnym, aliści Tyś tak chciał za co
      chwała Ci na wieki wieków". Kobiety powinny natomiast w takiej sytuacji zmówić
      następującą modlitwę: "Azaliż nie Pan nasz z żebra Adamowego stworzył
      niewiastę, coby radość tworzenia dała dziecku Jego? Czy nie ku większej chwale
      Pańskiej między nogi moje wniknie jasność wielkiego aktu Tworzenia? O Panie,
      choćby nawet ból ciało me przeszył na wskroś, a cierpienie rozerwało serce, dam
      ci te dziecię, aby imię chwały Twojej niosło poprzez świat na wieki wieków.
      Gloria, gloria in excelsis Deo!" Obowiązkowym zakończeniem każdej modlitwy jest
      słowo "Amen".


      2. Wprowadzenie się w stan podniecenia.


      Po odbyciu niezbędnych przygotowań należy wprowadzić się w stan podniecenia, co
      najlepiej wykonać po ciemku i z zamkniętymi oczami. Kobiety w stan podniecenia
      wprowadzać nie należy, ponieważ wówczas może zostać zakłócony normalny porządek
      rzeczy. Podniecone kobiety zaczynają domagać się jakiejś "przyjemności" i jej
      brak - naturalnie przyjemność jest niemożliwa do uzyskania w żaden sposób -
      doprowadza je do stanu frustracji i chęci odbywania stosunku z innym mężczyzną,
      na ogół Szatanem. To zrozumiałe, że do takiej sytuacji dopuścić nie można.
      Dlatego kobieta powinna do ostatniej chwili zajmować się sprawami domowymi. W
      opisanej sytuacji mężczyzna może wprowadzić się w stan podniecenia ręcznie,
      chociaż da się spróbować innych sposobów. Kościół jednak stanowczo nie zachęca
      do oglądania filmów o treści pornograficznej i niebanalnej. Zalecane filmy
      to: "Jak Pan to robił"; "Ręka Pańska"; "Cierpienie tworzenia"; "Serce w smutku,
      dłoń w rozporku". Ręczne wprowadzenie w stan podniecenia polega na długotrwałym
      ściskaniu i głaskaniu penisa w części czołowej. Kiedy osiągnie on maksymalny
      rozmiar i dalsze głaskanie i ściskanie nic nie daje poza bólem, należy zawołać
      żonie i kazać jej ściągnąć majtki. Nic więcej nie powinna. (No, chyba że nosi
      spodnie, ale jaka katoliczka nosi spodnie!?)


      3. Czynności poprzedzające akt stosunku płciowego.

      3.1. Ułożenie ciał osób odbywających stosunek płciowy.


      W celu odbycia stosunku płciowego z osoba płci żeńskiej należy po
      przygotowaniach omówionych w punkcie 1 "Regulaminu" i wprowadzeniu się w stan
      podniecenia zająć pozycję, umożliwiającą sprawne wsunięcie penisa do vaginy.
      Kobieta więc kładzie się na wznak na jakiejkolwiek płaszczyźnie poziomej
      (zalecane jest łóżko, lecz mogą to np.. być drzwi wyjęte z zawiasów, lub deska
      do prasowania), natomiast mężczyzna umieszcza swoje ciało w płaszczyźnie
      równoległej do ułożenia ciała kobiety, celując penisem w otwór sromu,
      znajdujący się mniej więcej w odległości 1 i 1/3 długości przeciętnego penisa w
      stanie podniecenia poniżej pępka niewiasty, między jej udami. Srom najczęściej
      jest pokryty włosiem, co stanowi dodatkowy element ułatwiający rozpoznanie tego
      miejsca. Uwaga! NIE należy próbować celować penisem w inne owłosione miejsca na
      ciele kobiety, ani tym bardziej inne otwory.


      3.2. Wkładanie penisa do vaginy.

      Po przyjęciu odpowiednio wygodnej pozycji należy spróbować umieścić penisa w
      vaginie. Nie jest to proste; najlepiej w tym celu poprosić o pomoc kobietę.
      Powinna ona ująć penisa palcami kciukiem i wskazującym lewej dłoni, zaś
      następnie spróbować palcami ręki prawej namacać otwór sromu i wsunąć do niego
      penisa. W tym czasie mężczyzna utrzymuje się ponad kobietą, podpierając rękoma.
      Uwaga! W sytuacji, gdy kobieta nie ma rąk, penisa powinna wsadzać osoba
      trzecia, najlepiej wujek, ciocia lub ewentualnie proboszcz odpowiedniej
      parafii. Gdy zaś nie ma rąk mężczyzna, to w zasadzie nie ma problemu.


      4. Przebieg stosunku płciowego.


      Po włożeniu penisa do vaginy mężczyzna, starając się utrzymywać dłońmi w pewnym
      oddaleniu od kobiety (nie jest to konieczne; kobietę można z powodzeniem
      przywalić swoim ciałem, żeby oduczyć ją raz na zawsze chęci do stosunku),
      porusza rytmicznie biodrami, starając się nieci wysuwać i na przemian wsuwać
      penisa głębiej do vaginy. Siła tych ruchów nie jest istotna. Należy pchać tym
      mocniej, im głośniej kobieta krzyczy z bólu.


      5. Poczęcie.


      Akt poczęcia należy do najważniejszych podczas całego stosunku. Można wręcz
      rzec, że stosunek jest nieważny i gdyby dało się począć naturalnie inną drogą,
      to byłby w ogóle niewskazany. Jak na razie niestety nie dało się. (To znaczy
      można począć w sposób sztuczny, lecz jest to mało katolickie i wprost
      potworne). Dlatego poczynać należy jednak najszybciej: optymalna ilość ruchów
      penisem w vaginie od momentu rozpoczęcia stosunku do aktu poczęcia nie powinna
      przekraczać 10. Może to liczyć kobieta dla odpędzenia nudy. Najlepiej, żeby
      liczyła głośno i po doliczeniu do dziesięciu robiła mężczyźnie wymówki, że
      jeszcze nie począł. Każdy normalny człowiek wie chyba, na czym polega poczęcie,
      więc opisywać go nie trzeba. W razie gdyby były jakieś wątpliwości, to prosimy
      się zgłosić do najbliższej Poradni Katolickiej przy kościele parafialnym.
      Generalnie przyjmuje się, że jeśli mężczyzna poczuje ulgę i zachce mu się spać,
      to już na pewno jest po poczęciu. Niezłym sposobem na skrócenie czasu
      poczynania jest poprzedzające akt stosunku długotrwałe masowanie penisa w
      części czołowej. Należy jednak przy tym uważać, aby poczęcie nie nastąpiło bez
      kobiety, albowiem wówczas cały akt jest nieważny i należy przed kolejną próbą
      udać się do spowiedzi.


      6. Zakończenie.


      Po zakończeniu mężczyzna powinien natychmiast wysunąć penisa z vaginy.
      Najlepiej, gdy zajmuje się np. przeglądaniem Biblii, lub najnowszego
      numeru "Rycerz Niepokalanej", jeśli oczywiście umie czytać. Kobieta natomiast
      chwilę leży na wznak, by lepiej się poczęło, a potem może np. posprzątać lub
      uprać skarpetki. Po wieczornej lub porannej mszy oboje natychmiast przystępują
      do spowiedzi, dokładnie zdając relację księdzu zarówno z poczynionych uprzednio
      przygotowań, jak i samego przebiegu samego stosunku płciowego. W szczególności
      należy nadmienić o:


      - przebiegu wprowadzenia się w stan podniecenia i z jakich środków w tym celu
      skorzystano (w razie, gdyby były wykorzystane jakieś filmy, należy przynieść do
      Kościoła dla ocenzurowania);
      - ilości ruchów penisa w vaginie od początku stosunku aż do aktu poczęcia;
      - zachowaniu kobiety podczas aktu.



      Ksiądz spowiednik ma prawo zażądać od kobiety, aby poddała się oględzinom w
      celu stwierdzenia, czy stosunek odbyty został prawidłowo i nie spowodował
      jakowych zmian w stanie fizycznym jej ciała. Kobieta powinna ułatwić księdzu
      wszystkie te czy
      • Gość: Krzys52 Re: Wychowanie seksualne po katolicku ;) IP: *.proxy.aol.com 01.10.03, 04:46
        Ksiądz spowiednik ma prawo zażądać od kobiety, aby poddała się oględzinom w
        celu stwierdzenia, czy stosunek odbyty został prawidłowo i nie spowodował
        jakowych zmian w stanie fizycznym jej ciała. Kobieta powinna ułatwić księdzu
        wszystkie te czynnosci.
        .
        :::
        Czesc Kafar,
        sadze otoz, ze jest sposob na szybkie i sprawne dokonywanie przegladu. Otoz akt
        komunii sw. stwarza taka mozliwosc w sposob naturalny. Wystarczy, by ustalic ze
        kobiety przystepuja np. w pierwszej kolejnosci.
        Zatem podczas aktu przyjmowania proboszcz mialby, tradycyjnie, mozliwosc
        zagladania do otworow gebowych gdy tymczasem, po przeciwnej stronie kleczacej
        tyraliery, podobnego przegladu dokonywalby wikary.
        Co Ty na to, bo mnie sie wydaje, ze Opus Dei ozloci mnie za ten pomysl
        racjonalizatorski.
        .
        Pzdr.
        K.P.



        • Gość: Kafar Re: Wychowanie seksualne po katolicku ;) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.03, 12:50
          Gość portalu: Krzys52 napisał(a):

          > Ksiądz spowiednik ma prawo zażądać od kobiety, aby poddała się oględzinom w
          > celu stwierdzenia, czy stosunek odbyty został prawidłowo i nie spowodował
          > jakowych zmian w stanie fizycznym jej ciała. Kobieta powinna ułatwić księdzu
          > wszystkie te czynnosci.
          > .
          > :::
          > Czesc Kafar,
          sadze otoz, ze jest sposob na szybkie i sprawne dokonywanie przegladu. Otoz akt
          komunii sw. stwarza taka mozliwosc w sposob naturalny. Wystarczy, by ustalic ze
          kobiety przystepuja np. w pierwszej kolejnosci.
          Zatem podczas aktu przyjmowania proboszcz mialby, tradycyjnie, mozliwosc
          zagladania do otworow gebowych gdy tymczasem, po przeciwnej stronie kleczacej
          tyraliery, podobnego przegladu dokonywalby wikary.
          Co Ty na to, bo mnie sie wydaje, ze Opus Dei ozloci mnie za ten pomysl
          racjonalizatorski.
          > .
          > Pzdr.
          > K.P.
          ==============
          Pomysl jest świetny. Znakomicie urozmaicilby nudnawe przedstawienie zwane mszą.
          Sądzę też, że wzróslby odsetek wierzących praktykujących wink. Mozna by pomysleć
          o wlączeniu parafian w lustrowanie od tylu. Zaszczytu tego dostępować by mogli
          najwiecej kladący na tacę np. wink
          Pozdr.
          K.
          • Gość: Dwik Do Krzys52 i Kafar IP: *.lubin.dialog.net.pl 02.10.03, 14:25
            WITAM!
            MAM TYLKO JEDNO PYTANIE: CZY WIDZIELIŚCIE KIEDYŚ DEBILI?; JEŚLI NIE TO POLECAM
            SPOJRZEĆ W LUSTRO!!!! MOŻE PEWNE RZECZY SIĘ WAM ROZJAŚNIĄ?!
            • Gość: maika7 Re: Do Krzys52 i Kafar IP: *.leszno.cvx.ppp.tpnet.pl 05.10.03, 12:13
              Panowie, ten wątek dotyczy zupełnie czegoś innego. Odbiegliście od tematu dość
              daleko....
              M.
    • Gość: gagu Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 01.10.03, 15:56
      sorry, nie doczytałem do końca wszystkich wypowiedzi, ale na podstawie
      przynajmniej połowy wypowiedzi, wystąpie z propozycją do rządu, aby stworzył
      ministerstwo katolicyzmu i powołał na ministra jakiegoś księdza. Ludzie, wiara
      to wiara, kościół to kościół, religia to religia, szkoła to szkoła, itp...
      wszystko spełnia swoje jakieś funkcje i role. Nie mieszajmy, nie róbmy kogla-
      mogla, może ja pójdę na baletnicę, chociaż dwóch kroków nie umiem zatańczyć.
      Niech każdy zajmie się swoim, a może w tym kraju będzie lepiej.
      Pozdrawiam tych którzy są przeciwni religii w szkole (nawet jest Was dużo).
      • Gość: wujek chlodek Re: religia w szkole czy poza szkołą ? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.10.03, 01:32
        gdzie zrobić kupę? w kosciele ? nie! w szalecie? tak!
        Nie mieszajmy miejsc i pojęc a wszyscy odczują ulgę.
        Każda aktywność ma swoje miejsce. To cudowny porządek. Religia w kosciele.
        Nauka w szkole. Kupa w szalecie.
        Zachwianie tego porządku prowadzi do chaosu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka