Do założenia wątku skłonił mnie inny na tym forum, mianowicie o nadmiernej
potliwości dzieci. Pojawiły się tam posty o lekach hormonalnych i przypomniała
mi się moja sprawa:
Moja córka 10 lat od paru lat jest pod opieka endokrynologa, skierowana tam z
powodu niskiego wzrostu. Trochę śmieszne, bo jest raczej za chuda niż za
niska, co potwierdziła doktor specjalista. Po wszechstronnym przebadaniu
oczywiście wyszło, ze jest zdrowa. Piszę "oczywiście", bo sama już wcześniej
badałam jej krew i było zawsze ok, poza tym my z mężem w jej wieku to były dwa
chudzielce- niejadki z wieczną niedowagą

Ale jak już raz się trafi do
poradni specjalistycznej, to wiadomo, że chodzi się już do pełnoletności,
trzeba dmuchać na zimne i kontrolować, sama zresztą to popieram. Wizyty u
endokrynologa są teraz raz w roku, by obejrzeć dziecko.
No i wreszcie przechodzę do meritum- ostatnia wizyta. Pani doktor po
obejrzeniu dziecka stwierdziła, że pomimo dobrych wyników zaleca lek
hormonalny, bo córka ma lekko suchą skórę, ciut za mało urosła i ona swoim
profesjonalnym okiem widzi jednak mikro- wole. Poza tym niedługo zacznie
dojrzewać i jej się to przyda (branie tego leku). Spytała, czy się zgadzam. Ja
oczywiście się zgadzam, przecież ona wie lepiej, jest lekarzem, no nie?
Oczywiście po wyjściu z gabinetu dopiero trzeźwe myślenie i wątpliwości

Wykupiłam ten nieszczęsny lek, Euthyrox N25, przeczytałam ulotkę, no i nie
podaję go córce. Wizytę mam za pół roku.
Acha, jeszcze pani doktor powiedziała coś takiego: mam podawać lek i
obserwować, jak coś mnie zaniepokoi to mam od razu do niej dzwonić. Zapytałam,
na co mam zwracać uwagę, na co ona "zapewniam, będzie pani wiedziała". Fajne, nie?
Przydałyby mi się potwierdzenia od Was, ze dobrze zrobiłam, nie podając tego
leku Oli, bo decyzję podjęłam, ale czy dobrą?