kita32
13.03.11, 19:57
W młodości byłam bardzo wysportowana. Lubiłam ruch, wysiłek i odpoczynek po wysiłku. We wszystkich szkołach uczęszczałam na szkolne kółka sportowe, ale to była zabawa, a nie treningi. Nie czułam, że zdobywam umiejętności sportowe z powodu ćwiczeń i szkolnych zajęć, ale czułam się obdarowana od losu umiejętnościami, które przychodziły mi bez trudu, bez nauki, po prostu umiałam robić to, co inni musieli się dopiero uczyć. Tak było z wieloma sportowymi umiejętnościami, np. z siatkówką. Jak serwowałam, to piłka przelatywała tuż nad siatką i spadała tam gdzie miała spaść. Jak odbijałam piłkę, to też mnie słuchała.
W szkole średniej nauczycielka wf-u stwierdziła, że marnuję talent niczego nie trenując i zapisała mnie na trening siatkówki dla młodzieży szkolnej. Tam szybko robiłam postępy i trenerka (p. Grabowska) powiedziała, że marnuję się w tej grupie – i zapisała mnie na treningi AZS-u ze starszymi o kilka lat zawodniczkami. Zaczęłam tam trenować pod okiem p. Schindler (notabene ojca mojej koleżanki szkolnej), który na okres sesji połączył grupę kobiet z grupą mężczyzn.
Pytania: co było dalej? Jak mi się trenowało, czy odniosłam jakieś sukcesy sportowe, czy nie?
Jak traktował mnie trener, zawodniczki, zawodnicy?
Jak wspominam tamten czas związany z trenowaniem siatkówki?
Co mi zostało z umiejętności gry w siatkówkę?