pani.jazz
08.03.07, 21:52
Wyciagnelam ja jako karte-rade dwa dni pod rzad - wczoraj i dzis - i jeden dzien byl gorszy od drugiego. Jestem przemeczona, nerwowa, chora, za wiele wymagam od siebie i od lubego, co tylko pogarsza nasza wspolna nerwowosc - slowem, niedobrze. A przeciez Gwiazda to jedna z kart opiekunczych, dajaca nadzieje, radosc, niosaca dalekosiezne plany, na ktore patrzymy z ufnoscia i wiara. Idac za jej glosem, postanowilam porozmawiac z lubym o tym, z czym czuje sie zle. Wczoraj czekalam, ze on podejmie temat zainicjowany poprzedniego wieczora - przeliczylam sie. Dzis wiec podjelam temat sama i liczylam, ze rozmowa przyniesie dobre efekty - przyniosla tylko lzy.
Co zrobic, zeby wyciagnac z tej karty jak najlepsze rezultaty? Wiem, ze mowi o poszerzaniu horyzontow, umiejetnosci zrozumienia drugiego czlowieka. Moze tego mi zabraklo. Pytanie zostaje mi jednak: jak wiele mozna zniesc i gdzie jest ten moment, kiedy zapala sie czerwone swiatelko alarmowe i trzeba zaczac walczyc o swoje? Gdzie sie konczy granica tolerancji na trudy drugiego czlowieka? Jak polaczyc problemy wlasne z cudzymi, nie raniac zadnej ze stron i pozostajac na zdrowych zasadach bycia ze soba?
Gdzie tu ta Gwiazda? Ktore z jej znaczen mi umknelo?
Bede wdzieczna za slowa obiektywne,
jazz