canada53
07.08.07, 22:34
Jest lato, wakacje, a ja korzystam przez parę dni z całego mieszkania tylko
dla mnie. Zaanektowałam więc duży stół na rzecz Tarota i rozłożyłam na nim
całą talię. Ułożyłam wszystkie karty po kolei, od Głupca począwszy. I sobie
teraz na nie patrzę. Tak po prostu. Co pewien czas, kiedy przechodzę koło
stołu to rzucam okiem na leżące karty. Dobrze jest czasem o nic tych kart nie
pytać, tylko sobie z nimi pobyć. Można wtedy całkiem ciekawe rzeczy na nich
zobaczyć, można porównać je w stosunku do siebie, albo ujrzeć wewnętrzne
powiązania pomiędzy nimi, można też ogarnąć całą talię wzrokiem. Można też,
mając wszystkich zebranych razem, podyskutować sobie na przykład z kartami
dworskimi. Taki eksperyment sporo potrafi też powiedzieć o autorze talii, od
razu widać które karty wyszły mu lepsze, a w których coś jest nie tak.
Mam wrażenie, że mojemu Tarotowi też się taka odmiana podoba, bo się ta talia
do mnie ze stołu aż uśmiecha. No ale w końcu po długim czasie leżenia w ścisku
w ciemnym pudełku nagle została rozłożona i przewietrzona. A ja przy okazji
"wietrzę" sobie umysł i niczego od tych kart nie chcę, chociaż one czasami
same z siebie mają coś do powiedzenia. Na przykład, jak tylko je rozłożyłam,
to przyleciała malutka muszka i uparła się, żeby wylądowawszy na Głupcu po nim
spacerować w tę i z powrotem. Najpierw chciałam ją zgonić, ale dałam spokój i
zamiast tego obserwowałam uważnie i tę muszkę i Głupca. Co ciekawe, następnego
dnia wypadło mi mnóstwo spraw do pozałatwiania w różnych punktach miasta i
spędziłam prawie calutki dzień na przemieszczaniu się z miejsca na miejsce i
przewożeniu różnych rzeczy. Ale nie o wróżeniu "z muchy" tu chciałam napisać.
Tylko o tym, że Tarot to piękny, spójny system, na który warto od czasu do
czasu spojrzeć jako na pewną całość, a nie tylko oglądać go wyrywkowo, po
kawałku, karta po karcie.