canada53
07.01.08, 18:49
Przenieśmy się ponad pół wieku w przeszłość do roku 1938: w czasy, kiedy moi
dziadkowie byli jeszcze młodymi, wolnymi ludźmi. Poznali się jakiś czas
wcześniej i jak to się wtedy mówiło mieli się ku sobie. Ona - właśnie
skończyła studia i pomimo wesołego usposobienia poważnie myślała o życiu i o
założeniu rodziny. On - ponad 11 lat od niej starszy uwielbiał się bawić,
tańczyć i jeździć w góry. Jako że życie kawalerskie bardzo mu się podobało
robił co tylko można, żeby trwało ono dla niego jak najdłużej. Miał on
wcześniej już wiele innych sympatii, ale z żadną nie związał się na stałe.
Były to czasy, kiedy nie można było za długo ze sobą "chodzić", życie na kocią
łapę nie wchodziło w rachubę, a rodziny wywierały silny nacisk żeby albo
zawrzeć ślub albo ze sobą zerwać. W końcu ona postawiła mu ultimatum, żeby
wreszcie się zdeklarował. Ale widząc jego wahanie oraz niezdecydowanie
obraziła się na niego, wyjechała na wakacje do innej miejscowości nie
informując go gdzie jedzie (równocześnie zabraniając komukolwiek z rodziny
podawania jemu jej adresu) i postanowiła że wyrzuci niewdzięcznika z serca na
zawsze.
Jako, że już wspomniałam, iż ta historia dotyczy moich dziadków - nie trzeba
być wróżką żeby się domyślić że miała ona jednak ciąg dalszy. Jaki? W jaki
sposób się zeszli, kto to zainicjował i kiedy oraz w jakich okolicznościach
się spotkali po opisanym wyżej rozstaniu?