Dodaj do ulubionych

Pan Sanżerewski???

19.04.04, 12:16
Witam serdecznie:)
W związku z pewnym zawirowaniami życiowymi, które dopadły mnie - jak to bywa
stadnie - umówiłam sie na spotkanie. I stąd pytanie - czy ktoś z Was był u
tego Pana? CZego mam sie spodziewać, może powinnam sie jakoś przygotować...
Tyle we mnie wątpliwości...
Ściskam,
Kasia
Obserwuj wątek
    • hadasza84 Re: Pan Sanżerewski??? 19.04.04, 13:51
      Bylam u niego juz jakis czas temu. Wielkie nadzieje, opowiesci znajomych,
      poddenerwowanie. W rzeczywistosci nie bylo tak, jak to sobie wyobrazalam.
      Korzysta z astrologii, tarota, run, chiromancji, itp. Przygotuj sobie
      najwazniejsze pytania. W moim przypadku raz wyszla odpowiedz twierdzaca, po
      ponownym rozlozeniu kart przeczaca. W sumie nie wiem, czy cos z tego spotkania
      wynioslam. Moze za bardzo sie nastawialam, wierzylam w jego wielki talent
      jasnowidzenia. Jesli idziesz, nie traktuj tej wizyty smiertelnie powaznie, bo
      nie warto.
    • katka16 Re: Pan Sanżerewski??? 19.04.04, 14:08
      Ja u niego byłam 4 lata temu. Sama atmosfera była jak w przychodni. Wchodzi do
      niego jedna osoba za drugą. Czytał ze zdjęcia i z aury. Na mój rozum przy takim
      przemiale, jak na izbie przyjęć, trudno cokolwiek wyczytać z aury.
      Nie wiem czy p. Sanżerewski miał zły dzień czy chodzi o co innego, w każdym
      razie trafiał w co druga rzecz i moim zdaniem sie platał.
      Osobiście nie polecam, szkoda kasy. Poza tym uważam, ze jeżeli ktos o takich
      zdolnościach robi z tego daru niezłe źródło dochodu, to cos jest nie tak.
      Pozdr
    • kasia_gol Re: Pan Sanżerewski??? 19.04.04, 14:26
      Właśnie dlatego wciąż się mam watpliwości. Słyszałam tak różne opinie, że
      obowiam się, iż prawdopodobieństwo trafienia na "gorszy" dzień niepokojąco
      rośnie...
      Kasia
    • justinne Re: Pan Sanżerewski??? 19.04.04, 21:19
      hej
      tez bylam i nie polecam, zadnych konkretow.
    • ikkala Re: Pan Sanżerewski??? 11.05.04, 18:06
      Ja polecam. Moze faktycznie trafilam na dobry dzien. Sprawdzilo sie, zwlaszcza
      zdrowie.
    • pawpos Odradzam 13.05.04, 15:16
      Witaj,

      Szczerze odradzam - poniżej nasza historia - w razie pytań proszę o kontakt
      sop@plusnet.pl

      A oto moja historia podzielona na dwie części: teoretyczną i praktyczną. Obie
      te części pokazują jednak to samo - siła, która stoi za ezoteryką (w naszym
      przypadku Tarot, wahadełko, i numerologia) - możemy ją nazwać złem - nienawidzi
      ludzi i dąży do jego unicestwienia. Dlaczego? Ponieważ człowiek jest (póki co)
      najdoskonalszym boskim dziełem (m.in. dlatego, że ma świadomość, wolną wolę
      itd. - czego np. zwierzęta i rośliny nie mają. Walka o unicestwienie człowieka
      jest realna a bycie nieostrożnym można przypłacić życiem. Co więcej jeżeli to
      robimy bez Boga to jakbyśmy się nie starali i tak jesteśmy przegrani, ponieważ
      zło jest mocniejsze od nas. Zawsze nas złamie.....

      Najważniejsze jest to co w sercu każdego z nas. Uważam, że lepiej jest szukać i
      wyrywać nieprawość z własnego wnętrza, niż szukać wytłumaczeń. Przy czym chce
      zaznaczyć, że ten komentarz jest Pytam siebie - co ja z tym wszystkim zrobię.
      Za to jestem odpowiedzialny i na to mam wpływ. Kościół (a w zasadzie konkretni
      ludzie w kościele) mają swoją odpowiedzialność.


      NASZA HISTORIA
      Nasza historia dotyczy tzw. sfery duchowej. To ważne - nasza historia
      uświadomiła nam bowiem, że świat duchowy jest realny, nie są to wymysły
      starszej babci, ale całkiem namacalna rzeczywistość, w której istnieją byty, są
      ustalone pewne zasady itd.

      Początek
      Poznaliśmy się z moją żoną 5 lat temu i byliśmy bardzo w sobie zakochani.
      Szybko zdecydowaliśmy na dziecko. Urodził się nam pierwszy synek - Tomcio,
      potem drugi - Kubuś. Żyliśmy dostatnio, dość komfortowo, spokojnie. A
      jednak.... Od czasu do czasu nachodziły nas dziwne sytuacje - ataki złości i
      agresji, złego nastroju bez powodu. Sytuacje te się nasilały - pojawiła się
      obojętność; agresja i złość nasilały się. Dotyczyło to głównie mojej żony, ale
      nie tylko.

      Kłopoty
      W naszym domu moja żona zaczęła odczuwać czyjąś obecność, a w pewnym momencie
      nasze dzieci zaczęły "widzieć" postacie, których myśmy nie widzieli. Wtedy
      jednak nie zwracaliśmy na to uwagi. Moja żona była wróżką
      (www.republika.pl/adibea), więc te sprawy nie były jej tak bardzo obce. Oboje
      dopuszczaliśmy do siebie możliwość istnienia duchowej rzeczywistości, choć ja
      we wróżeniu nie uczestniczyłem. A jednak.... sytuacja stawała się coraz cięższa
      i cięższa. Obojgu nam bardzo zależało na małżeństwie i rodzinie. Staraliśmy się
      bardzo – wspólnie planowaliśmy, spędzaliśmy wspólnie czas bez dzieci,
      korzystaliśmy z rodzinnych i indywidualnych terapii.

      W kocu sytuacja nabrzmiała do tego stopnia, że kilka razy rozmawialiśmy o tym,
      że w zasadzie nie jesteśmy już razem. Oboje bardzo to przeżywaliśmy, ale nie
      mogliśmy znaleźć rozwiązania - bo też nie znaliśmy przyczyny. Tłumaczyliśmy to
      sobie wpływem doświadczeń z dzieciństwa itd. Koniec końców pod koniec 2002 było
      już tak źle, że np. ja nie byłem w stanie praktycznie pracować - przychodziłem
      do pracy i praktycznie byłem w stanie wykonywać jedynie mechaniczne czynności -
      i to z trudem. Trudno mi było się zmobilizować, skoncentrować. Mój poziom
      energii był bardzo niski –byłem jakby "odłączony". Później dowiedziałem się, że
      okultyści nazywają to stanem "duchowej śmierci", zresztą biblia nazywa to mniej
      więcej tak samo.

      Wtedy "przez przypadek" poznałem kilku Chrześcijan i postanowiłem prosić Boga o
      ratunek. Nie potrafiłem sobie poradzić z całą sytuacją i Chrystus wydawał się
      być jedynym ratunkiem. Zresztą słusznie. Gorąco modliłem się o kilka rzeczy:
      aby Ojciec zaopiekował się nami, dał nam mądrość co robić i siłę aby zrobić to
      co zrobić należało.

      Wtedy stało się. Spotkaliśmy "przez przypadek" ludzi związanych z okultyzmem
      (różnymi jego odmianami) i okazało się, że nasze doświadczenia nie są im obce.
      Okazało się, że stany nerwowe, problemy ze snem itp. zdarzają się praktycznie
      wszystkim. Najczęściej kończyło się to jakimś złem: zdradą, rozwodem, myślami
      samobójczymi lub wręcz próbami samobójstwa.

      Wtedy postanowiliśmy z tym skoczyć. Zaufaliśmy słowu bożemu, które mówi:
      1) okultyzm jest niczym innym jak wykorzystywaniem sił demonicznych - one na
      początku dają hojnie, prędzej czy później jednak przychodzi zapłacić rachunek
      2) korzystanie z wróżb oraz kontaktowanie się z duchami zmarłych jest jedną z
      nielicznym rzeczy za które będziemy potępieni.
      3) konsekwencje takich praktyk "ciągną" się za kolejnymi 3-4 pokoleniami
      4) ratunkiem jest wyraźne zwrócenie się kontra, zaprzestanie praktyk i
      zniszczenie (spalenie) wszystkich "akcesoriów". Co więc uczyniliśmy -
      spaliliśmy wszystko.

      Z perspektywy dzisiejszej – okultyzm został praktycznie wyciśnięty z naszego
      życia - jak tubki od pasty. Nasz udział w całym tym procesie był naprawdę
      niewielki. Sprawy same się działy. Kolejni
      ludzie, kolejne świadectwa, kolejne decyzje. Sytuacja dzisiejsza Dziś nasze
      małżeństwo i rodzina przeżywa bardzo dobry czas. Większość rzeczy sobie
      wybaczyliśmy. Jak lubię to nazywać - "inaczej oddychamy".

      Zawierzenie naszej rodziny Chrystusowi i w konsekwencji zaprzestanie wróżenia
      było praktycznie jedyną rzeczą, którą zrobiliśmy. Ponieważ w tzw. międzyczasie
      zdobyliśmy jakiś fragment wiedzy nt. wpływu okultyzmu na życie postanowiliśmy
      wykorzystywać zdobyte doświadczenia do tego aby przestrzegać innych. Osobom,
      które korzystają lub zajmują się tym grozi bowiem śmiertelne niebezpieczeństwo.
      Nie chcę brzmieć jak "nawiedzony", ale wiele w międzyczasie widziałem i widzę.

      Nie wiem w 100% dlaczego dzieją się te rzeczy. Wiem jednak, że jedną z przyczyn
      może być udział lub przywiązanie do np. horoskopów. Istnieje też możliwość, że
      w przeszłości ktoś z rodziny (nawet kilka pokoleń wstecz) takimi praktykami się
      zajmowali.

      Dodatkowo: sprawy, których dotykamy są duchowe - nie z naszego świata. One
      funkcjonują inaczej niż sprawy na Ziemi, wśród nas. Jeśli więc chcemy np. od
      czegoś uwolnić się wtedy musimy skorzystać z sił duchowych – nasze "ziemskie"
      metody nie bardzo działają. W naszym przypadku "duchowym" wybawcą był Chrystus.

      Do tej pory nie spotkałem nikogo, kto byłby wybawiony w inny sposób.

      To część teoretyczna - Księga Kapłańska - stary testament - rozdział 29
      (31) Nie będziecie się zwracać do wywołujących duchy ani do wróżbitów. Nie
      będziecie zasięgać ich rady, aby nie splugawić się przez nich.
      • ikkala Re: Odradzam 13.05.04, 20:31
        Znowu Cie spotykam. Wszedzie Cie pelno i wszedzie to samo piszesz. To
        troszeczke nudne, nie uwazasz? Widziales w ogole tego czlowieka na oczy, czy
        tez losowo wybierasz posty i wklejasz swoja historie? Podziwiam Twoj upor, ze
        tez masz na to czas.
        Pozdrawiam
    • agrentowy4321 Re: Pan Sanżerewski??? 09.03.23, 13:18
      Sporo czytałam na ten temat
    • irona.sonata Re: Pan Sanżerewski??? 30.04.23, 02:18
      Oniemiałam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka