jak na nie patrzę i patrzę i napatrzę sie porządnie, to mnie taka złość bierze, ze ich sie odechciewa.....
A to dlatego, ze lat temu jakieś może z 10 będzie raz, powtórzę RAZ postanowiłam coś ze szparagów zrobić. Okazały się łykowate, drewniane, bez smaku. Potem kilka razy w restauracjach wszelakich próbowała, ale uprzedzenia brały górę nad doznaniami rzeczywistymi i nigdy nie poczułam szparagowego bluesa

ale tej wiosny powiedziałam sobie DOŚĆ! mam wyszperanych kilka przepisów, w tym na belgijską chyba zupę ze szparagami, dziś kupiłam pęczek ślicznych, zielonych, cieniutkich szparagów i jutro będę z nimi walczyć. Zobaczymy kto kogo wykończy

ale jakby co, dam znać. Czy jakś światłe wskazówki chcielibyście mi przekazać?
nigdy nie obieraj od dołu... zawsze lewą ręką... pluń przez prawe ramię tudzież złap za ogon czarnego kota no za każdą radę będę niezmiernie.
A tymczasem łykam kolejną aspirynę + 2 gripexy popijając syropem aroniowym i idę teorię przepisów na szparagi wkuwać na jutro

Na szczęście na forum nie trzeba strun głosowych używać, bo im głos odjęło.
________________________
www.ChilliBite.pl