Dodaj do ulubionych

Za tydzień zniknę

24.01.12, 00:11
Na jakiś miesiąc.

Wybywam na odludzie straszliwe, czyli w miemieckie Alpy. Potyrać zdeka, m.in. na kuchni.

Piszę o tym, bo wiem, że strasznie liczna tu jest frakcja kum miemieckich, które nie wątpię, podpowiedzą mi, co się tam jeść lubi najbardziej, żebym Wirtin tam oczarowała, jak sama coś w wolnej chwili przyrządzę.
Obserwuj wątek
    • smutas13 Re: Za tydzień zniknę 24.01.12, 08:35
      O...z Krysi to obieżyświat! Zazdroszczę nieco wink i powodzenia życzę! smile
      Swoimi postami udowodniła Krysia, że dużo umie i innych, czegoś nowego nauczyć potrafi,
      nie bojąc się o zdradę swoich kuchmistrzowskich tajemnic smile
    • salsadura Re: Za tydzień zniknę 24.01.12, 16:25
      Przy dobrej pogodzie widzę miemieckie Alpy,no,może nie z okna,ale prawie.Za każdym razem jak zobaczę ośnieżone szczyty,to pomyślę ciepło o tyrającej Krysi smile.
      Masz oczarować Wirtin,czy gości wink?
    • krysia2000 Ufffff... 27.01.12, 14:10
      Zwijanie majdanu to jednak ciężka sprawa. Tym bardziej, że po prawie dwóch latach pracowania w recyclingu mam silny nawyk chomikowania. Wszystko się przyda, wszystko więc trzeba spakować. I potem nie wiadomo, co począć z trzema routerami, dwoma laptopami, dwoma aparatami foto, szesnastoma komórkami, kłębowiskiem kabli, filmoteką z kinem domowym, talerzami i kubkami każdy z innej parafii, nożami, książkami, blaszkami, wycinakami, tonami mąk, makaronów i przypraw, oraz - o kurnia, żebym nie zapomniała! - mrożonymi grzbietami kurzymi i innymi takimi.

      O tak, stanowczo potrzebne mi przegrupowanie szyków, bo taki dobytek, to kula u nogi dla takiej życiowej komandoski, jak ja. ;o)
    • krysia2000 No i przepadłam 12.02.12, 23:47
      Mały apdejt, skoro chwilę czasu mam między zmywaniem garów a pieczeniem serników, brałników, bananowców, obieraniem kartoflów, kulaniem leberknedli, warzeniem sosu do dziczyzny, łyżkowaniem klusek polentowych, i co tam jeszcze.

      No więc jestem sobie w przedalpejskim szałasie i riezam. Frakcji niemieckiej zainteresowanej bliżej moim obecnym położeniem w ramach reklamy polecam obejrzenie ostatniego odcinka "Kuechen chefs" na VOXie (dzisiejsze, tzn. niedzielne wydanie powinno być powtórzone bodajże w środę).

      I mam dylemat, bo... moja obecna szefowa zaproponowała mi nauczenie się miemieckiego i pójście do szkoły gotowania. To pierwsze jak najbardziej, czemu nie, ale tak się zastanawiam, czy w tym wieku przekwalifikowywać się...?

      Podpowiedzcie proszę, mając na uwadze, że pichcenie zawodowe to nieco inna jazda, niż weekendowe bawienie się w kuchmistrzynię samozwańczą.

      PS. Serniki i brołnisy zeszły w całości, do bananowców muszą się jeszcze bawarczycy przekonać.

      --
      To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
      • 363636r Re: No i przepadłam 13.02.12, 11:20
        Rzuciło Cię Krysiu po naszej Ojropie!
        Może troszkę ogólnej refleksji - jak widzisz Niemcy w porównaniu z Wyspami? Gdzie Ci lepiej? Jak się w nowym miejscu przyjęłaś? Ciekawe to.
        Pozdrowienia
        • krysia2000 Re: No i przepadłam 13.02.12, 20:17
          To jest bardzo ciekawe zagadnienie, Rafi, ale chyba trochęza wcześnie na jakieś poważniejsze porównania. Raz, że trafiłam w specyficzne miejsce: 300-letni podalpejski szałas przerobiony na schronisko z noclegiem i kuchnią, z całym dobrodziejstwiem inwentarza: stosunkową niedostępnością/odludnością; mieszkaniem na miejscu w towarzystwie najlepszego przyjaciela z dzieciństwa jeszcze; ambitną, lecz niedoświadczoną jeszcze Wirtin, która przejęła schedę po tragicznie zmarłym ojcu, który postawił tam coś w rodzaju mechanicznej arki Noego (spytajcie może, czego nie mamy na stanie, będzie szybciej)... A dwa, to niecałe dwa tygodnie dopiero, nie do końca na trzeźwo przeżyte, więc jeszcze nie wszystko dotarło. Ale jeśli już mam porównać Irlandię z Niemcami, to:

          1. Niemcy mówią gorzej po angielsku od Irlandczyków, ale i tak o wiele lepiej niż Irladczycy zasuwają po niemiecku.

          2. Cenowo jeden obszar walutowy. Te drobne, jak na mój rozbuchany styl życia, róznice naprawdę można zaniedbać. Ale to ja, miłośniczka koniaków i chamskiego wpraszania się na salony. Choćby kuchennymi drzwiami. ;o)

          3. Samochody mają kierownice po drugiej stronie. Mimo, że ta sama fabryka dała.

          4. Niemcy są za bardzo spięci, a Irlandczycy za bardzo wyluzowani. Ale wszyscy mili i życzliwi. Z drobnymi wyjątkami, jak wszędzie.

          5. Kuchnia niemiecka nie różni się zasadniczo od polskiej. Ktokolwiek trwierdzi inaczej, dostanie chochlą bez ueb. Kuchnia irlandzka natomiast nie różni się zasadniczo od brytyjskiej. Kto twierdzi inaczej, dostanie bez ueb gazetą po fish'n'chipsach.

          6. Cisza. Przyroda w Alpach jest dyskretna. Przyroda w Irlandii lubi się popisywać.

          7. Zima. Prawdziwa, słoneczna, sucha zima w Alpach. W Irlandii pewnie jak zwykle szcza deszcz.

          8. Moją obecną szefową rozwałkowałabym na kuchennym stole na cieniutki placuszek, nasmarowała uduszonymi jabłuszkami z nasączonymi w rumie rodzynkami, zwinęła w roladkę, przesmarowała rozmąconym jajem, upiekła na złocisto i zapodała z bitą śmietaną i lodami waniliowymi. Mojego byłego szefa żywcem zluzowałabym z kości, pokroiła w sześcianiki i rzuciła lisom na pożarcie.

          ;o)
          • krysia2000 Re: No i przepadłam 13.02.12, 22:38
            9. Inny piec. Dwa chleby trzeba było upiec, aby go opanować. Unos bochenki mają aż nadty. To, co w IE wychodziło mi półokrągłym bochenkiem, niewiele wyższym od placka, w DE nadyma się jak piłka. Ale być może to kwestia mąki. Tutaj na stanie mam siedemsetkę i czterystapiątkę, obie mocno wybielone i oczyszczone. W IE używałam bardziej organicznych, szorstkich typów.

            10. Na serach to się Miemcy nie znają i to ich należy przede wszystkim obwiniać o podobną ignorację serową w kraju pochodzenia. Żółte dżeneriki w wersji z dziurą i bez dziury. Chlubny wyjątek stanowi Topfen, czyli tutejszy twarożek kremowodrobnolumpiasty, ale robią go Ci lepsi Miemcy, bo z Austrii. No i Blutwurst to nie to, co putog dubh. Masło z Kerry nie bez powodu do nabycia na wyższych półkach w Pietrze i w Pawle. Za to czarnoleska szynka to prawie parmeńska. Wiem, co mówię, choć we Włoszech nie byłam. W Australii także.

            11. Przegrzebki w podalpejskim Szeratonie to miły, choć nieporadny gest. Podobnie, jak precle czekoladowe do kawy w dublińskim centrum handlowym.

            12. No i za nieporadność w sprawie jagnięciny to Serwusowa by chyba udusiła. Musiałam wczoraj dojeść kaloryfera za takiego jednego hochdojcza. Biedak nadgryzł jedno żeberko z boku i stwierdził, że już nic mięska nie ma.

            13. Ludzie kontynentalni wydają się proporcjonalniej zbudowani. Ale to może moje środkowoeuropejskie skrzywienie.
              • krysia2000 Re: No i przepadłam 14.02.12, 13:01
                Do samej chaty autem się nie dojedzie, ani latem, ani zimą. Można zaparkować na dole, zaraz za Spitzingsee, przy Untere Maxlraineralm, u kumy Iglerowej, i potem się wdrapywać na berg; albo wjechać kolejką linową na Gołębią Skałę i się stamtąd sturlać nieco w dół.
                • mallina Re: No i przepadłam 15.02.12, 15:30
                  miejsce w ktorym bylam w styczniu mialo podobnie. podobnie, bo jednak latem jest tam dojazd.
                  teraz tylko gondola. ludzie pracujacy przy wyciagach, czy innych miejscach w tej gorskiej wiosce tez wjezdzali gondola, ale juz na dol mozna bylo zjechac na nartach, na desce. owszem mozna bylo wejsc i zejsc sciezka, co zabieralo iles tam czasu(ale bylo przyjemnewink

                  a lokale do jedzenia polecaly pizze, roesti, zupy, kotlety, devolaje, prosiaka takiego w calosci nie spotkalamwink. ale u Was byl chyba tylko z okazji krecenia programu, czy zagoscil na dluzej?wink
                  • krysia2000 Re: No i przepadłam 15.02.12, 18:52
                    Jeśli chodzi o ofertę gastronomiczną to szef kuchni jest w pełni profi (z wyjątkiem wypieków, gdzie rządzę ja) i oprócz typowej turystycznej wyżerki, czyli kariwurstów z frytkami, spadżetich i innych takich zapchajzmarzłychdziur oferujemy dinery z tego, co się komu zamarzy i będzie do zdobycia. Zaplecze techniczne i know-how jest na ucztę Babette. Właśnie w kotle dochodzi gulasz z jelenia (poczekaj, sprawdzę... mmmm! ślicznie się mięsko rozpadło, tylko dosmaczyć trzeba), który przyjdzie nam wtranżolić samym, bo z powodu ostrej zamieci klienci nam nie dojadą. A ja tymczasem trzeci chleb piekę i zaraz po nim trzeci sernik wjeżdża do suszary. To plus brownies i może jeszcze bananowiec i powinniśmy mieć weekend obstawiony na słodkości.

                    --
                    To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
      • fettinia Re: No i przepadłam 13.02.12, 13:47
        oo przegapilam szkodasad nie widze powtorki ale poczytac moznasmile
        www.vox.de/epg/format/artikel/sendung/82783/tv/diekuechenchefs/die-kuechenchefs-obere-maxlraineralm-spitzingsee
        Wiesz Krycha-jesli sama szefowa ci to mowi znaczy odkryla w Tobie iskresmileI warto nad tym pomyslecsmileNiemiecki nie taki trudny w koncu a gotowac lubisz i umieszsmileA chyba nie ma nic fajniejszego jak z hobby zawod zrobicsmile
        Zrob sobie liste plusow i minusow zycia tu w DE oraz w Irlandii i zobacz co ci wyjdziesmile
      • mallina Re: No i przepadłam 13.02.12, 16:21
        Ladne miejsce, mila szefowa, imponujacy grill i zapewne smaczny prosiaksmile

        A jaki wiek jest zly na przekwalifikowanie sie jesli wiadomo, ze potem robota bedzie?
        Poza tym Krysiu mloda jesteswink
        tylko potem bedziesz musiala sygnaturke zmienic: kuchmistrzyni wyszkolona, zadna samozwancza.

        jakbym byla Toba, to bym w to weszla
    • krysia2000 Krótki update 29.02.12, 14:59
      Wstyd o tym pisać, poza tym kilka kum już wie, ale napiszę, skoro są osoby, co chciałyby wiedzieć.

      W zeszłym tygodniu miałam wypadek w pracy, poślizgłam się na tajejącym śniegu, wylądowałam na dupie a na kolano spuściłam sobie skrzynkę z towarem, który taszczyłam.

      Jak łatwo sobie wyobrazić odniesiona kontuzja nie pozwoliła mi sprostać wygórowanym obowiązkom w robocie. Dwa dni później odmówiłam kontynuowania pracy przez kolejną, piętnastą godzinę tego dnia i... zostałam zwolniona.

      W sobotę na sztywnym kolanie dokuśtykałam z powrotem na moją wieś. Nie zostałam z otwartymi... zresztą, mniejsza o to. Chociaż nie jest przyjemnie usłyszeć, że na nic lepszego nie powinnam liczyć. Przecież ja ta fajtłapowata jestem frajerka, no nie?

      Lekarz na szczęście stwierdził, że niczego nie połamałam, ścięgna i przyczepy prawdopodobnie też są ok. Spora hemartroza, którą trzeba przeleczyć. 6-8 tygodni i zwijam się dalej. Jak najdalej od zgarbiaczy i przyciskaczy do muru.
      • alinka_li Re: Krótki update 29.02.12, 15:22
        Kurde, Krysia, gdzie Ciebie się to stało? W tym szałasie górskim? To tam tak wykopują bez cienia litości, jak tylko człowiek się trochę zepsuje? W życiu tam nie pójdę! (tak w ramach solidarności)
        A Tobie serdecznie współczuję i szybkiego powrotu do zdrowia życzę
      • at.at Re: Krótki update 29.02.12, 16:38
        Krysiu, to życzę powrotu do zdrowia. Nieładnie się z Tobą obeszli, oj nieładnie. Ale pamiętaj, wyrządzona krzywda wraca do tego, kto ją sprawił...
      • fettinia Re: Krótki update 01.03.12, 19:49
        ech Krycha no juz wiemuncertain
        ale nie wiem na jakich warunkach pracowalas-normalnie wypadek przy pracy to odszkodowanie sie nalezy
        a jaesli 15 godzin pracowalas z rozwalonym kolanem to juz szczyt szczytow!
        • mariposa Re: Krótki update 03.03.12, 23:27
          No jak tak mozna z ludzmi postepowac?

          szybkiego powrotu do zdrowia Ci zycze. Twoje posty kulinarne (i podroznicze i wszystkie w ogole) sa fantastyczne. Mam nadzieje, ze kiedys ksiazke wydasz smile

          m.
      • bene_gesserit Re: Krótki update 04.03.12, 17:30
        Noi moze - paradoksalnie - dobrze sie stalo, ze wyszlo szydlo z worka tak szybko, zanim krysia przerzuciła swoje zycie na te zapomniana przez boga i ludzi wioskę. Lepiej spadac z kucyka niz z perszerona, droga krysiu. Na kolanko najlepsze zelki (doustnie) i zel z arniki (smarowac).
        • krysia2000 Re: Krótki update 05.03.12, 13:44
          Jest coraz lepiej, dziękuję. Właśnie rano pobiegać poszłam (wiem, że to niegramatycznie, powinno być "pobiegać poszedłam"), żeby powoli powrócić na wysokie obroty, bo od tego siedzenia przez 2 tygodnie (a także od miemieckiej diety składającej się z dwóch obiadów dziennie, knedle, mnięso i sos w każdym, do tego helles albo dwa) to 3 kilo jest mnie więcej.
    • krysia2000 No i w komorze statycznej... 06.03.12, 23:52
      ... albo w ciemnej dupie, sama nie wiem.

      Coś miałam... uczynić, napisać, przypomnieć sobie, przywrócić, odmienić, ruszyć, zastanowić się, zaniechać, uniknąć, przedsięwziąć, zostawić, sprawdzić, obdzwonić, załatwić, przeczytać... Nie dość, że zapomniałam doszczętnie co, to nawet nie pamiętam, jak sobie o tym przypomnieć. Co ja gadam! Nawet nie pamiętam, jak się zaniepokoić na tę krótką chwilę przed zaśnięciem, że to coś bardzo ważnego było. I to obecne, powodujące ten wpis, zaniepokojenie brakiem zaniepokojenia też jakieś nieautentyczne jest. Bez smaku...

      Właśnie! Zatraciłam smak. Życia. Nie wiem, czy tak macie, albo kiedykolwiek mieliście i szczerze wątpię, żebym się kiedykolwiek dowiedziała, bo kiedy się traci smak, traci się kontakt. Z ludźmi i całym światem wokół. Nawet zwierzętami - tymi na tyle inteligentnymi, żeby rozumieć ludzi, i na tyle głupimi, żeby nie rozumieć ich trosk. To nawet nie jest tak, że się rzeczy dzieją obok, albo pozwala im się dziać obok. To jest tak, jakby rzeczy się nie działy w ogóle. Jakby właśnie się wymyślały nieporadnie we własnej głowie i to tak od niechcenia, na pół gwizdka, jak młodzieńcze fantazje, co rusz przemeblowywane pstrokatą, rozkojarzoną wyobraźnią, a potem zarzucane z zażenowaniem, bo trochę za bardzo odjechane się zrobiły...

      Wiem, wiem, plotę trzy po trzy i zastanawiacie się pewnie, jakiego szaleju się opiłam. To znaczy wyobrażam sobie teraz, że gdzieś tam, ktoś teraz czyta to i mimo zniesmaczenia niejasnością wpisu, próbuje przezeń mimo wszystko przebrnąć i dostrzec, a raczej wyobrazić sobie skołowaną bezładem i bezwładem własnego życia moją osobę. Tę prawdziwą, z oczami znamionującymi żywą (jeszcze) duszę. Wyobrażam sobie resztkami nadziei, bo tutaj, po drugiej stronie monitora, powoli przestaję się łudzić, że jeszcze jako posiadaczka tych oczu posiadam jakiekolwiek znaczenie.

      Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby poranek nazajutrz po tym, gdybyście w niewyjaśnionych okolicznościach po prostu zniknęli? Ot tak, pstryk! Jakby nigdy was nie było? Nie żadne dramatyczne odejścia, samobójstwa, porwania, nieszczęśliwe wypadki - nic z tych rzeczy. Po prostu: jak zubożałby świat, jakkolwiek mały czy też bezmierny, bez mojej obecności?

      Nie obżerajcie się po nocach.

      Nie grajcie w videogry całymi dniamitygodniamilatami.

      Nie zakochajcie się we własnych chuciach.

      Nie przeglądajcie się w mrocznym zwierciadle internetu.

      --
      To pisałam ja, Krysia2000, kuchmistrzyni samozwańcza.
      • alinka_li Re: No i w komorze statycznej... 07.03.12, 01:39
        "Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądałby poranek nazajutrz po tym, gdybyście
        > w niewyjaśnionych okolicznościach po prostu zniknęli? Ot tak, pstryk! Jakby ni
        > gdy was nie było? Nie żadne dramatyczne odejścia, samobójstwa, porwania, nieszc
        > zęśliwe wypadki - nic z tych rzeczy. Po prostu: jak zubożałby świat, jakkolwiek
        > mały czy też bezmierny, bez mojej obecności?"

        Kryśka, napisałam wiele i wykasowałam, ale powiem tylko krótko: świat to menda i po jednostkach jedzie jak czołg, nie znaczymy nic. Nie tylko Ty - i ja, i pan Czesio ze sklepu za rogiem, i Paris Hilton też.
        Zapytaj samą siebie, ile TY byś straciła. Ty tworzysz swój własny prywatny świat/światek. Jesteś Bogiem. Zrób sobie ten świat na nowo, jeśli stary jakiś taki niewydarzony.
      • 363636r Re: No i w komorze statycznej... 07.03.12, 15:12
        Ty jesteś światem, ja jestem światem. Jeśli Ciebie zabraknie świat zniknie, jeśli mnie nie będzie świata nie będzie. Bezcelowym jest zastanawianie się jakby świat wyglądał gdyby nas brakło, bo by go po prostu nie było smile
        Wiesz co jedynie pomaga w takich razach?

        "Jednych ust trzeba ...
        I oczu dwoje, gdzie bym patrzał śmiało
        Widząc się świętym pomiędzy świętemi"

        Sam nie rozkminisz... sad

        W ostateczności wódki można się napić.
        • krysia2000 Przewrotnie... 09.03.12, 11:51
          ... może złośliwie i gorzko, ale szczerze:

          Do leczenia to , IMNSHO, nadawałaby się osoba, na której żadnego piętna nie odcisnęłyby cztery lata patrzenia jak umiera jej matka (postać w jej życiu kluczowa, obecnie zepchnięta w najbardziej zamglone zakamarki wspomnień); następujący po jej śmierci natychmiastowy rozpad rodziny (przynajmniej na linii dzieci-ojciec); kilka lat odnajdywania sobie nowego kąta w czasie, kiedy powinno się napierdalać na garba, piwny brzuszek, auto na raty, domek od developera, dzieciaki-misiaki i przedwczesną łysinę; wyjazd za granicę i napotkanie na miejscu więcej rodaków i jeszcze bardziej wykolejonych niż w ojczyznie; trzy lata nocnej pracy w towarzystwie kolesia, co jest jak nuuuuudna radiowa audycja, której wyłączyć nie sposób; utratę wieloletniego partnera tam (albo tu?) i przysposobienie sobie nowego tu (albo tam?) - i na krótką chwilę, kiedy już postanowiło się dla tego nowego zakończyć odyseję, ten nowy oznajmia (nowocześnie, najpierw smsami, a potem przez telefon), że nie pamięta, nie wie, kim jesteś; a w międzyczasie chałturzenie na stacji benzynowej, w pizzerii, na kuchennej szmacie, w śmieciorach i dostosowywanie tonu własnej osoby do charakteru wykonywanego zajęcia (grubo się myli ten, kto uważa, że łatwo jest okularnikom-yntelektualistom ze schyłkowego okresu blokowego socjalizmu odnaleźć się w roli riezacza, co pionę przybijać będzie kolegom, których weekend zaczyna się od telefonu: "masz coś dla mnie? ile? piętnascie? będę za piętnaście." a potem przy wódeczce i pasztecikach poogląda się na cyfrowym Polsacie Plus pojedynek Adamka z Mechagodzillą); i pomieszkiwanie kątem na cudzym, z własnym dobytkiem co rusz zamrażanym po strychach, magazynach i czeluściach szaf tak głęboko, że kiedy się już odmraża (nigdy nie wiadomo, na jak długo), to trochę tak, jakby w ramch programu ochrony świadków nową tożsamość ktoś narzucał: "to moje? to naprawdę moje? to niby kiedyś nosiłam? a to do czego?"...

          Ufff, zapędziłam się zdeko. Anyway, jak widzisz, moja droga... Albo może inaczej: jak usiłowałam wykazać, to są całkiem normalne przypadki i takie rzeczy się zdarzają żonatym żołnierzom. Frikiem byłby ten, co udawałb, że deszcz pada, choć rozumiem, że takich rzeczy nie wypada... I pewnie dlatego, że nie wypada elementem zakrzywiającm dramatycznie i przesadnie odbiór może być, znowu moim nieskromnym zdaniem, zbyt łatwa dostępność do urządzeń masowego propagowania nastrojów. Czyli klawiatur podłączonych do Internetu. O ile posiadam dość skromną kolekcję poduszek do wypłakiwania (i nie mogę ich położyć wygodnie na własnej, a co najwyżej wynajmowanej, sofie, a to już nie to samo, tu już się człowiek krępuje), ramion do oparcia głowy i ciepłych cycków do przytulenia i wyszeptania, że chociaż one cokolwiek rozumieją my plight też jak na lekarstwo, chlam umarkowanie, przed narkolami się wzdragam, bicia i awantur nie lubię, sporty niewyczynowo tylko, hobby staram się realizować, ale sama tyle przecież nie zeżrę, bo chcę być zdrowa i jako tako piękna... to zsieciowanych kompiuterów na wyciągnięcie ręki - od wyboru do koloru: jest dell, jest vaio, jest ps3, jest iPad, i iPhone był też. No i przypominać nie muszę o mojej przewlekłej grafomanii. Jeśli TO jest szaleństwo, to z TEGO proszę mnie wyleczyć. Ale miło i sympatycznie, bo ja gruncie rzeczy delikatna jestem.
          • mhr2 Re: Przewrotnie... 10.03.12, 10:35
            krysia2000

            ktos mi polecil ta strone, czytalam czasami,

            ale to co piszesz to dramat, czy to zeczywistosc?
            prawde mowiec to bardzo ciezko mi w to wiezyc,
            jezeli tak, to jak moglas sobie na to pozwolic,
          • bene_gesserit Re: Przewrotnie... 12.03.12, 19:28
            Nie sądze, abys sam mial szanse sie z tego wyciągnąc, to raczej wyglada na probe wyciagniecia sie z bagna za wlasny warkocz, ktorego wszak nie masz.
            Twoja otwartosc na necie wskazuje na pewną gotowość, ale na necie nikt ci nie pomoże. Netowe poklepywanki to raczej przyklepywanki.
            Nie mozesz zmienic rzeczy, zmien stosunek do rzeczy. Nie mozesz zmienić stosunku, bierz pigułki. Moze sobie to przemysl, tyle sugeruję. Na tym zakanczam, bo to tylko net itd.
      • czarna9610 Re: No i w komorze statycznej... 10.03.12, 19:23
        Tak zastanawiam się coby było gdybym zniknęła. Świat toczyłby się dalej. Tylko psiakrew, nie da sie tak zrobić żebym zniknęła i nikt tego nie zauważył. I czasem tak bardzo żałuję, że gdzieś kiedyś tak bardzo może do przesady matka ukształtowała we mnie poczucie odpowiedzialności, że ja to muszę jednak dźwigać i jestem w tej całej machinie najmniej ważnym trybikiem. I ten najmniej ważny trybik nie pozwoli sobie, żeby wyjść i już nie wrócić - bo dziecko, bo pies. Ten trybik czasem jak jest sam w domu pośpiewa z Martyną Jakubowicz wypije piwo i kilka godzin popłacze, a następnego dnia obudzi się, pomaluje i będzie jak zwykle bez zarzutu funkcjonował.
        Pisze to Krycha, żebyś wiedziała że rozumiem Cię i współczuję. Szkoda, że komorach statycznych jest tak przeraźliwie zimno i ciemno
        • smutas13 Re: No i w komorze statycznej... 11.03.12, 11:02
          Kryśku
          Wyłaź z tej komory! Rozejrzyj się dookoła. Może ktoś też potrzebuje Twojej pomocy.
          Wiem, są dni, w których wszystko nas przygniata. Wydaje się, że nic nie ma sensu...
          Jedno złe miejsce ze złymi ludźmi, to nie cały świat. To tylko malutki punkcik na mapie.
          Szukaj dalej. Na pewno, i dla Ciebie, też zaświeci słońce.
          Wytrwałości Ci życzę.
          • krysia2000 Dzięki wszystkim! 11.03.12, 11:26
            I za okazane wsparcie i za zdiagnozowanie choroby afektywnej dwubiegunowej. ;o) Od razu mi lepiej.

            I jednocześnie za zaśmiecanie sieci swoją osobą przepraszam. Kota.petera imiennie. Przecież... www.youtube.com/watch?v=ijZRCIrTgQc&ob=av3e
            • felinecaline Re: Dzięki wszystkim! 12.03.12, 20:21
              Krysiu !Jutro najpiekniejszy dzien w roku, 13 zawsze jest wiosna i mam nadzieje, ze pozimowe miazmaty szybka Cie opuszcza, czego Ci z calego sercucha zycze.Machnij reka na wszystko co zle, popiesc sie troche samaze soba a potem - noooo, musialabym zacytowac takiego jednego "molojca" ale oszczedze Ci allelujania - byle do przodu!
              Wez Ty otwoz jaka garkuchenke a po pol roku zrobisz panlondynska kariere.
              3m sie!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka