elissa2
25.04.24, 22:07
Coś się wczoraj wydarzyło i postanowiłam opowiedzieć Wam o tym.
Nasz sąsiad Peter (lat 74) doznał wczoraj rozległego zawału podczas porannego spaceru z psem.
Peter codziennie, od dawna, karmił czaplę. Kupował dla ptaka małe rybki sardele lub małe sardynki lub jakieś filety.
Codzienny rytuał. Ok 8:00 rano wychodził na spacer z psem a czapla już czekał (bo to samiec) naprzeciwko jego domu. Gdy Peter wracał, czapla leciała w jego stronę i dreptała za nim. Potem Peter serwował ptakowi śniadanie a przy okazji gołębiom coś tam dawał.
Wczoraj czapla nie doczekała się śniadania. Peter upadł jakieś 20 m od domu, koło lampy. Ludzie wezwali pogotowie, sąsiadka próbowała go reanimować. Przyjechał ambulans. Przez cały ten czas czapla stała na lampie i obserwowała Petera. Nawet ambulans i zamieszanie jej nie spłoszyło.
Zabrali Petera do szpitala, gdzie wkrótce zmarł. To był drugi lub trzeci zawał.
A czapla przez wiele godzin stała na tej lampie i patrzyła w dół, gdzie rano leżał jej dobroczyńca. (Choć nigdy przedtem nie zatrzymywała się na tej lampie bo to dość ruchliwe miejsce.)