W nawiązaniu do wątku erotycznego. Uwaga na kontakty z Ukrainkami
www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4381321.html
- Sytuacja na Ukrainie jest krytyczna. Według najczęściej cytowanych
szacunków mamy 450 tys. zakażonych. Niektórzy specjaliści mówią
nawet o 700 tys. - mówi Olha Rudniewa, dyrektorka kijowskiej
fundacji AntiAids, największej organizacji pozarządowej zajmującej
się walką z epidemią (jej szefową jest Elena Franczuk, prywatnie
córka byłego prezydenta Kuczmy i żona najbogatszego ukraińskiego
biznesmena Wiktora Pinczuka). - Okazaliśmy się zupełnie
nieprzygotowani.
- Przewidujemy, że w 2013 r. będziemy mieli 820 tys. zakażonych. Nie
ma szans, żeby nasze państwo poradziło sobie z tym - dodaje Andrij
Klepikow z ukraińskiego oddziału organizacji International HIV/AIDS
Alliance.
Większość zakażonych Ukraińców nie wie, że żyje z wirusem. Dowiadują
się dopiero wtedy, kiedy zaczynają chorować - tak jak Iryna
Aleksandrowna.
- Oceniamy, że na Ukrainie tylko co dziesiąty zakażony wie o tym -
mówi Rudniewa.
Szacunki liczby zakażonych wszędzie na świecie obarczone są
marginesem błędu - bo w żadnym kraju nie przebadano wszystkich (czy
nawet większości) obywateli. Epidemiolodzy radzą więc sobie,
odwołując się do dość skomplikowanej matematyki. Znając mechanizmy
rozwoju epidemii, potrafią na podstawie fragmentarycznych danych,
którymi dysponują (w wielu krajach robi się np. test każdej kobiecie
w ciąży), obliczyć w przybliżeniu liczbę wszystkich zakażonych. Po
kilku latach życie weryfikuje te prognozy - bo tyle czasu upływa,
zanim człowiek zakażony HIV zacznie chorować na AIDS.
Dziś na Ukrainie pewne jest jedno - od połowy lat 90. ludzi żyjących
z HIV przybywa w lawinowym tempie. Ukraina jest pierwszym dużym
krajem uprzemysłowionym - wielokrotnie bogatszym od Zimbabwe czy
Konga - w którym epidemia całkowicie wymknęła się spod kontroli.