liberum_veto
30.09.07, 07:37
Artykuł Łukasza Jastrzębia „Władca tryzuba” („P” nr 37), skądinąd
niezwykle ciekawy, wymaga w moim odczuciu pewnego komentarza.
Hagiograficzne wręcz prezentowanie sylwetek działaczy OUN
(Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) czy UPA (Ukraińska
Powstańcza Armia) na Ukrainie budzi zrozumiały niesmak w naszym
kraju. Szczególnie boleśnie muszą ten fakt przyjmować ludzie
pamiętający okrucieństwa popełniane przez nacjonalistów na kresach.
Uważam jednak za zasadne wskazanie pewnych okoliczności, które mogą
poniekąd tłumaczyć upamiętnianie ludzi uznawanych za ludobójców,
takich jak Roman Szuchewycz.
Współczesne państwo ukraińskie stało się zwornikiem dwóch odrębnych
Ukrain, zachodniej i wschodniej. To właśnie na zachodzie Ukrainy, w
Galicji Wschodniej, nazywanej ukraińskim Piemontem, wytworzyła się
więź narodowa, która przeobraziła społeczność ukraińską w naród. Na
zachodzie Ukrainy już od czasów Habsburgów prężnie rozwijało się
ukraińskie szkolnictwo, dając tym samym początek odrodzeniu
narodowemu. W XX w. Galicja Wschodnia stała się matecznikiem
ukraińskiego nacjonalizmu, do czego przyczynili się w znacznej
mierze sami Polacy. Ograniczanie szkolnictwa ukraińskiego,
niszczenie cerkwi przez Korpus Ochrony Pogranicza, przymusowe
nawracanie prawosławnej ludności na katolicyzm, niedopuszczanie
Ukraińców do stanowisk w administracji to nieliczne z grzechów władz
II Rzeczypospolitej. W czasach ZSRR natomiast władze marginalizowały
szczególną rolę Galicji Wschodniej i Wołynia w ukraińskiej historii.
Nie może zatem dziwić fakt, iż pomarańczowa rewolucja przyniosła
nowe spojrzenie na rodzimą historię. Pokojowa rewolucja rodem z
zachodniej Ukrainy podjęła próbę zbudowania nowego społeczeństwa. W
pewnym sensie pomniki działaczy OUN czy UPA stanowią przeciwwagę dla
monumentów ku czci Armii Czerwonej.
Można uznać, iż jest to walka o dusze i pamięć narodu. Każde
państwo, zwłaszcza młode, potrzebuje panteonu bohaterów (nawet
wątpliwych z moralnego punktu widzenia) w celu legitymizacji swojego
istnienia. Potrzebuje mitu, wokół którego można zbudować wspólną
tożsamość. Prawda historyczna, choć niezwykle istotna, jest w tym
przypadku sprawą drugorzędną. Dlatego uważam, że należy zachować
dystans wobec czci, jaką otacza się nacjonalistów spod znaku tryzuba
na Ukrainie. Myślę, iż czas pozwoli kolejnym pokoleniom Ukraińców na
bardziej obiektywne spojrzenie na własną historię. Dialog pozwoli
zamknąć upiory przeszłości tam, gdzie ich miejsce, w lamusie
historii.
Tomasz Rembecki, e-mail, Przegląd, nr 39 z 30.09.2007
www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=listy