Dodaj do ulubionych

ignorancja i cynizm Grzegorza M.

    • liberum_veto powtarza propagandowe opinie banderowców 23.04.08, 07:27
      W podrozdziale „Walki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i
      Ukraińskiej Powstańczej Armii z sowiecką partyzantką” Motyka
      powtarza propagandowe opinie banderowców, że najważniejszym atutem
      UPA było poparcie udzielane przez ludność Ukrainy zachodniej,
      niechętnie patrzącej na możliwość powrotu komunistycznych rządów, co
      jest nieprawdą. Ludność ukraińska Wołynia i Halicji faktycznie nie
      życzyła sobie rządów sowieckich, ale z tego nie wypływa wniosek, że
      ona popierała OUN-UPA, co jasno wynika z opinii T. Bulby-Borowca, o
      czym będzie mowa dalej. W sposób niejednoznaczny ("ponoć") Motyka
      pisze o likwidacji tzw. "wschodniaków" przez Służbę Bezpeky OUN,
      chociaż z dokumentów archiwalnych wynika jednoznacznie, że ta
      likwidacja była nakazana przez przywództwo OUN Bandery i była
      masowa, totalna.
      W ten sam sposób, na 700 stronach, przedstawiona jest przez Motykę
      działalność OUN-UPA w Halicji, w Chełmszczyźnie, w Łemkowszczyźnie.
      Motyka patrzy na wydarzenia sprzed 60 lat oczyma dzisiejszych,
      bardzo wątpliwych i moralnie nagannych, potrzeb politycznych. Nie
      bierze pod uwagę prawa państwa (chociażby było ono w staus quo ante
      bellum), na terenie którego miały miejsce wydarzenia. Dla niego, jak
      i dla propagandy banderowskiej, OUN-UPA na tzw. "Zacurzoniu"
      walczyła "przeciwko komunistom", on tę walką usprawiedliwia, potępia
      przesiedlenie ludności ukraińskiej, prowadzonej na podstawie umowy o
      wymianie, nie usprawiedliwia tzw. "Operacji Wisła", wyszukuje
      teoretycznych możliwości innego zwalczenia OUN-UPA, nie bierze pod
      uwagę oceny banderowskiego świadka wydarzeń, działacza OUN-UPA,
      zgodnie z którą OUN-UPA nie zostałaby unieszkodliwiona bez tej
      operacji, nie porównuje kroków Państwa Polskiego z praktyką państw,
      uchodzących z wzór demokracji (Stany Zjednoczone, Kanada).
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
      • mat120 Re: powtarza propagandowe opinie banderowców 23.04.08, 20:31
        liberum_veto napisał:
        Dla niego, jak i dla propagandy banderowskiej, OUN-UPA na
        tzw. "Zacurzoniu" walczyła "przeciwko komunistom", on tę walką
        usprawiedliwia, potępia przesiedlenie ludności ukraińskiej,
        prowadzonej na podstawie umowy o wymianie, nie usprawiedliwia
        tzw. "Operacji Wisła", wyszukuje teoretycznych możliwości innego
        zwalczenia OUN-UPA, nie bierze pod uwagę oceny banderowskiego
        świadka wydarzeń, działacza OUN-UPA, zgodnie z którą OUN-UPA nie
        zostałaby unieszkodliwiona bez tej operacji, nie porównuje kroków
        Państwa Polskiego z praktyką państw, uchodzących z wzór demokracji
        (Stany Zjednoczone, Kanada).

        Niestety, Poliszczuk krytykując tu Motykę ma całkowitą rację.
        UPA nie przybyła do Polski by walczyc z komunistami ale po to aby
        usunąc z Zakerzonia polską ludnośc i objąc w posiadanie te obszary.
        Dowodów aż nadto. Także na tym forum. Rację ma także Szankiwśkij, że
        przesiedlenia ludności spowodowały klęskę banderowców.
        Słuszny jest również zarzut braku odniesienia przesiedleń AW do
        przesiedlenia np. przez demokratyczną Amerykę ponad 100 tys.
        Japończyków amerykańskich z Zachodniego Wybrzeża, potencjalnych wg.
        Amerykanów sprzymierzeńców japońskich agresorów.
    • liberum_veto Błędy potknięcia, nieprawidłowości, tendencyjności 04.05.08, 08:53
      Błędy i potknięcia
      Recenzowana książka zawiera szereg rażących błędów z zakresu języka
      ukraińskiego, co świadczy o jego nieznajomości u Motyki, a więc o
      niemożności samodzielnego przez niego prowadzenia badań, w
      szczególności badań dokumentów archiwalnych. Przykładowo tylko
      wskazać należy na te błędy – na pierwszym miejscu forma błędna, na
      drugim poprawna: wielokrotnie Prowidu, zamiast (w dopełniaczu)
      Prowodu; Dumin zamiast Dumyn; Obiednannia, zamiast Objednannia;
      Pracja zamiast Pracia; derżawotworennie, zamiast derżawotworennia;
      ruchi oporu, zamiast ruchy oporu; Kłymyw (Łehenda), zamiast Kłymiw;
      Czuprinka zamiast Czuprynka; Orlian zamiast Orłan; zahiny zamiast
      zahony; Sokiłem zamiast Sokołom; Jawira zamiast Jawora; Palijew
      zamiast Palijiw, Kljaczkiwśkyj (wielokrotnie), zamiast Klaczkiwśkyj.
      Te i podobne błędy nie są istotne dla meritum książki, ale świadczą
      jednoznacznie, że Motyka nie zna języka ukraińskiego, że "nie
      słyszy" on tego języka, że z powołaną w przypisach literaturą w
      języku ukraińskim samodzielnie nie mógł się on zapoznać, a to w
      przedmiotowej sprawie ma znaczenie zasadnicze.
      Odrębnie trzeba wskazać na, wynikający z nieznajomości geografii,
      błąd w pisowni nazwy "Mariumpol", zamiast "Mariupol". Błędem
      merytorycznym, tym razem z zakresu niedostatecznego poznania faktów,
      jest informacja o tym, że działacz melnykowski Ołeh Olżycz został
      zamordowany przez Niemców w Babim Jarze, w innym miejscu Motyka mówi
      o Olżyczu Kandybie, że został on zamordowany w Sachsenhausen. Jest
      to jedna osoba. Z tego wynika, że Motyka nie zgłębił w sposób
      dostateczny losu tego działacza OUN Melnyka. W innym miejscu
      o "Liście otwartym" T. Bulby-Borwoca do przywództwa OUN Bandery
      Motyka pisze jako o "odezwie", co oznacza, że sam z tym dokumentem
      archiwalnym nie zapoznał się, nie widział go. Szczegółowa recenzja
      książki Motyki wymagałaby opracowania na kilkaset stron, tyle w niej
      nieprawidłowości, tendencyjności.
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
    • liberum_veto brak wyraźnego sprecyzowania sprawców mordów 16.05.08, 19:51
      Bez dochodzenia do prawdy
      Nie ulega wątpliwości, że na Wołyniu 1943 roku i w Halicji 1944 roku
      miały miejsce mordy masowe na ludności polskiej, co wynika także z
      recenzowanej książki, że ich sprawcami były formacje utworzone z
      elementu ukraińskiego, zorganizowane przez OUN Bandery. Każde
      wydarzenie noszące znamiona zbrodni, nawet u ludzi bez
      wykształcenia, wśród sąsiadów, powoduje retoryczne pytanie: Kto to
      zrobił? Dlaczego? W razie odpowiedzi – „Malinowski", następuje
      kolejne pytanie: który Malinowski – Władek czy Heniek?
      Tym bardziej ustalenie konkretnego sprawcy, a także przyczyn,
      motywów zbrodni, należy do zadań najważniejszych, priorytetowych w
      pracy naukowej. Recenzowana książka nie czyni zadość tym wymogom. W
      szczególności w recenzowanej książce brak jest wyraźnego
      sprecyzowania sprawców mordów, których Motyka najczęściej
      nazywa "Ukraińcami", mimo że nazwa "Ukraińcy" obejmuje wszystkich,
      poczuwających się do narodowości ukraińskiej, ludzi, niezależnie od
      ich przekonań politycznych, wyznania, itp., żywych i umarłych.
      Żywych Ukraińców w latach 1943-1944 było około 30 milionów, zaś
      sprawcy zbrodni na ludności polskiej, z własnej woli i przymuszeni,
      stanowili niecały 1% żywych Ukraińców. Byli wśród nich gnębieni
      przez reżim stalinowski, ale byli też przekonani komuniści, Ukraińcy
      byli w partyzantce sowieckiej, byli wśród nich też ludzie
      niezaangażowani politycznie. Chociaż mordującymi byli Ukraińcy, tak
      jak Malinowskim był ojciec i każdy z jego pięciu synów, to sprawcą
      zbrodni byli określeni Ukraińcy, których trzeba nazywać zgodnie z
      ich nazwą, w tym wypadku "banderowcy", a nie nazwą
      ogólną "Ukraińcy". Błąd Motyki, który sprawców zbrodni
      nazywa "Ukraińcami", należy do błędów nienaukowej terminologii,
      spowodowany jest nieznajomością logiki, albo względami politycznymi.
      Wskazać przy tym należy na fakt, że Motyka nie uwypuklił momentu
      nader istotnego opisywanej przez niego formacji: masowego mordowania
      przez banderowców Ukraińców.
    • liberum_veto nieznajomość zasad ideologicznych OUN 03.06.08, 06:41
      Z recenzowanej książki wynika, że na Wołyniu, w Halicji i na
      tzw. "Zacurzoniu" (terenach w obrębie powojennego Państwa Polskiego)
      żyli Polacy i Ukraińcy, którzy wzajemnie wyrzynali się, walcząc o
      przyszły kształt terytorialny tych państw. Rzeczywistość była
      zupełnie inna. O tym, że ukraiński ruch nacjonalistyczny był ruchem
      ideologiczno-politycznym, nie może być sporu. O ignorancji Motyki w
      zakresie poruszanych przez niego problemów świadczy brak u niego
      wiadomości z zakresu zasad ideologicznych i założeń programowych
      integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, bez których wszelkie
      rozważania na temat zbrodni formacji tego nacjonalizmu są niepełne,
      niedostateczne. Motyka tylko powierzchownie wspomina o tych
      problemach. Tą wadą (nieznajomość zasad ideologicznych i założeń
      programowych OUN) dotknięci są historycy i politolodzy, którzy
      wyszli spod opieki prof. Tomasza Strzembosza, między nimi właśnie G.
      Motyka, a obok niego Tomasz Stryjek, Paweł Machcewicz, którzy nie
      tylko nie doceniają znaczenia problemów ideologicznych i
      programowych OUN, ale nie rozumieją pojęcia "ideologia", co wynika z
      prac wymienionych autorów, a także z ich (również prof. T.
      Strzembosza) postaw i wypowiedzi w trakcie spotkania niżej
      podpisanego, w Instytucie Nauk Politycznych PAN w 1977 roku.
      Gdyby Motykę nauczono, że badania nad działalnością ruchu
      ideologiczno-politycznego należy zaczynać od poznawania jego zasad
      ideologicznych i założeń programowych, i gdyby Motyka miał zdolność
      zrozumienia w szczególności ideologii OUN, to doszedłby do wniosku,
      że OUN przyjęła uchwałą przez I Kongres OUN w 1929 r. na uzbrojenie
      ideologiczne OUN doktrynę Dmytra Doncowa – dowód z pierwoźródła:
      Stepan Łenkawśkyj, uczestnik tego Kongresu, członek jego komisji
      ideologicznej. Według tej doktryny nacja stanowi gatunek w
      przyrodzie (species) i jako taka prowadzi permanentne wojny o byt i
      przestrzeń z innymi nacjami, a więc i z Polską, że w toku walk z
      innymi nacjami nacja ukraińska ma kierować się nienawiścią,
      bezwzględnością, fanatyzmem, amoralnością, nie licząc się z ofiarami.
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
      • pisz_pan_na_berdyczow Tomasz Stryjek 03.06.08, 13:37
        Absolutnie sie nie zgadzam w ocenie Tomasza Stryjka. Dla mnie jest
        to jak na razie jedyny naukowiec (nie tylko w Polsce), który
        rzetelnie scharakteryzował ukraińskie doktryny polityczne -
        nacjonalistyczne ale i nie tylko nacjonalistyczne.
        • preminger Re: Tomasz Stryjek 03.06.08, 14:50
          pisz_pan_na_berdyczow napisał:

          > rzetelnie scharakteryzował ukraińskie doktryny polityczne -

          fragment internet. recenzji ksiązki Stryjka:
          "Wprowadza czytelnika w polityczny, ideologiczny i intelektualny kontekst "walki
          o historię" w kraju, krórego historyczne położenie "między Wschodem a Zachodem"
          skłania do łączenia różnych systemów wartości i różnych ocen przeszłych wydarzeń."

          Nic dodać, zamienił Stryjek siekierkę na ... Motykę smile
        • liberum_veto Tomasz Stryjek - Lista hańby 07.06.08, 08:03
          Nie znam twórczości p. Stryjka, ale ponieważ figuruje on na
          liście "polskich intelektualistów" protestujących przeciwko budowie
          pomnika ofiar ludobójstwa ukraińskiego popełnionego na Kresach
          Wschodnich, to jego rzetelność naukowa nie wzbudza mojego zaufania
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=48782&w=79770223&a=79770592
    • liberum_veto przemilczanie dowodów zbrodniczości OUN 20.06.08, 06:24
      Struktura wewnętrzna nacji ukraińskiej zbudowana jest na zasadzie:
      na czele nacji – wódz, mający do swej dyspozycji "mniejszość
      inicjatywną" (OUN, odpowiednik "czarnych koszul" we włoskim
      faszyzmie i "brunatnych koszul" w hitlerowskim nazizmie), reszta zaś
      narodu ukraińskiego w tej doktrynie, to tłum, czerń, wobec
      której "mniejszość inicjatywna" stosuje twórczą przemoc. Celem
      strategicznym OUN jest zbudowanie ukraińskiego państwa
      nacjonalistycznego na wszystkich, według arbitralnych ocen OUN,
      ukraińskich terytoriach etnograficznych, w skład których miałyby
      wejść przede wszystkim południowo-wschodnie obszary II RP (jak też
      obszary południowo-wschodnie Polski powojennej) oraz części
      terytoriów Rosji, Białorusi, Mołdawii, Słowacji, razem 1.200.000 km2.
      Właśnie ta ideologia i te programy polityczne były motorem
      działalności OUN. Ukraiński ruch nacjonalistyczny w formie
      zorganizowanej w OUN nie był ruchem narodowowyzwoleńczym narodu
      ukraińskiego, a takim go prezentuje Motyka i w tej konwencji pisze
      swoją nienaukową książkę. Powiedziane wyżej stanowi dowód ignorancji
      G. Motyki co do podjętego przezeń problemu.
      Cynizmem G. Motyki jest przemilczanie niewygodnych dla niego dowodów
      zbrodniczości OUN. Przemilcza on dowód bezpośredni z dokumentu
      archiwalnego, autorstwa działacza OUN, który potwierdza
      przynależność OUN do międzynarodówki faszystowskiej w okresie
      międzywojennym (z siedzibą w Stuttgarcie). Cynizmem Motyki jest
      korzystanie w zasadzie z ukraińskiej nacjonalistycznej literatury.
      Cynizmem Motyki jest zaprzeczanie udziału ukraińskich
      nacjonalistycznych formacji w tłumieniu Powstania Warszawskiego,
      cynizmem jest, z uporem powtarzane za melnykowską propagandą,
      twierdzenie, że w kwietniu-maju 1945 roku powstała w Niemczech
      Ukraińska Narodowa Armia (UNA), włączająca dywizję SS-Galizien. Taka
      armia nigdy nie powstała, dowódcą tej dywizji do momentu jej
      poddania się Brytyjczykom był Fritz Freitag (wzorem pruskich
      oficerów, po poddaniu dywizji, popełnił samobójstwo), żołnierze,
      podoficerowie i oficerowie tej dywizji otrzymują niemiecką rentę
      wojskową za czas służby w dywizji i za czas przebywania w obozie
      jenieckim w Rimini. Fakty te są znane badaczom, z nimi Motyka nie
      liczy się, ignoruje je, co też jest cynizmem. Cynizmem Motyki jest
      zlekceważenie w książce problemu mordów masowych OUN Bandery na
      cywilnej ludności ukraińskiej, których ofiarą w latach 1941-1950
      padło co najmniej 80 tysięcy bezbronnych ludzi.
      (dr hab. Wiktor Poliszczuk)
      • bastion44 Re: przemilczanie dowodów zbrodniczości OUN 07.07.08, 16:57
        Książka Grzegorza Motyki pt."Ukraińska partyzantka 1942-1960" już
        samym tytułem uwłaszcza prawdziwym partyzantom{w tym i ukraińskim,bo
        tacy byli,chociaż czerwoni},walczącym z faszyzmem
        hitlerowskim.G.Motyka nie pisze o tym,że UPA nie była ani
        ukraińska,ani powstańcza,ani nie była nawet armią.Nie
        była "Ukraińską",ponieważ jej członkowie stanowili 1% całego narodu
        ukraińskiego,a ponad to byli jego marginesem.Nie
        była "Powstańczą",bo jej członkowie jawnie kolaborowali z
        Niemcami.90% jej członków stanowili przymusowo wcieleni,powiązani
        wzajemnie mordami.Nie była "Armią",ponieważ ponieważ nie podlegała
        emigracyjnemu rządowi Ukraińskiej Republiki Ludowej.Emigracyjne
        rządy Polski i URL zgodnie orzekły,że tzw."ruch Bandery",jest
        rebelią obywateli polskich narodowości ukraińskiej.Nawet nazwę UPA
        ukradli od M.Borowca{T. Bulba}.Nazywanie rizunów UPA partyzantami
        jest wielkim nietaktem w stosunku do ich ofiar.Ten pseudo-historyk
        na str.557 swojego bubla pisze:"Od 1945r. tereny dzisiejszej Polski
        [...},miały dla ukraińskiego podziemia znaczenie drugorzędne".Czyżby
        zapomniał,że już w kwietniu 1944r.powstały wilcze sotnie
        kurenia "Żeleźniaka"{I.Szpontak},które wprawy w mordach nabrały w
        pacyfikacji wiosek:Nowa Grobla,Mołodycz,Łówcza,Rudka,czy
        Chotylub.Rozpacza nad tymi,którzy zginęli w
        Pawłokomie,Piskorowicach,i Małkowicach.Zapomniał tylko dodać,że
        akcja odwetowa przeprowadzona przez "Wołyniaka" w Piskorowicach,była
        zapłatą za spalenie i wymordowanie przez UPA wsi Wiązownica.Na
        str.581 pisze:"Oddziały UPA odniosły wiele sukcesów w walce z WP
        {wymienia miejscowości}.Tylko zapomniał dodać ofiary po stronie
        polskiej.W lutym 1946r. sotnia "Tuczy",stoczyła bój w Radawie z
        oddziałem WP{około 40 zabitych żołnierzy i oficerów}.W kilku
        zasadzkach zorganizowanych przez UPA na drodze Jarosław-Lubaczów
        zginęło około 200 żołnierzy WP w latach 1944-47.Dokładnie w
        miejscowości Zapałów-Bachory.Na tej samej stronie pisze:"Do lasu
        poszły wówczas całe oddziały SKW".Oddziały SKW były oddziałami
        samoobrony ukraińskiej,a z sotniami UPA,łączyły się tylko w czasie
        większych akcji.Często myli również nazwiska ukraińskich
        dowodców.Zaniża też liczbę członków UPA w Polsce.Najbardziej
        denerwujące jest stwierdzenie Motyki:"Wiele kontrowersji budzi
        antypolska akcja UPA".Boi się nazwać rzecz po imieniu.PRZECIEŻ TO
        BYŁO CZYSTE LUDOBÓJSTWO W PEŁNYM SŁOWA TEGO ZNACZENIU!!!.
        • liberum_veto "motykowanie" historii 07.07.08, 18:44
          Bardzo trafna analiza. Motyka to typowy przykład zaprzaństwa
          narodowego, buduje swoją karierę "naukową" według aktualnie
          obowiązującej mody, w tym przypadku mody na Ukrainę. Obserwuję
          ostatnio pewną korzystną ewolucję jego poglądów, w większym stopniu
          uwzględniających polską rację stanu. Może za wcześnie wziął się za
          pisanie książki na temat tzw. UPA. Nie był do tego jeszcze
          przygotowany i popełnił katastrofalne błędy, poczynając od tytułu
          tej publikacji, wskazującej na sympatię do okrutnych zbrodniarzy,
          którzy wymordowali setki tysięcy bezbronnych ofiar
          www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=11315
          Monika Śladewska odpowiada Grzegorzowi Motyce z IPN na jego oceny
          działań UPA
          Pana publikacje nie tylko wywołują dyskusje, ale również protesty.
          Wielu kresowian po przeczytaniu Pana tekstów pyta, kto to jest
          Motyka i czyje interesy reprezentuje w IPN. Listy dotyczące Pana
          działalności publicystycznej są zamieszczane w historycznym
          czasopiśmie "Na rubieży", zapewne je Pan czyta. Mimo że od dawna
          funkcjonuje termin "motykowanie historii", dotąd pozostają bez
          odpowiedzi. Na mój tekst zamieszczony w 34. numerze "Przeglądu"
          zareagował Pan gwałtownie i w tym miejscu muszę podziękować
          Redaktorowi Naczelnemu "Przeglądu" za udostępnienie łamów tygodnika
          o zasięgu ogólnokrajowym, problem bowiem dotyczy poważnej zaszłości.
          W 36. numerze "Przeglądu" z przykrością przeczytałam, że mijam się z
          prawdą, przypisując Panu pogląd za pomocą zmanipulowanego cytatu, iż
          prowokacje sowieckiej partyzantki dały "początek napadom na polskie
          miejscowości". Otóż mam przed sobą "Zeszyt Historyczny" nr
          138/Instytut Literacki, Paryż 2001/ tom 517, s. 205. Grzegorz Motyka
          pisze: "W opracowaniu Siemaszków brakuje też szerszego tła [...],
          niewiele jest w książce informacji o licznych sowieckich oddziałach
          partyzanckich, które próbowały narzucić miejscowej ludności totalną
          wojnę partyzancką, są podstawy, aby przypuszczać, iż właśnie
          prowokacja sowieckiej partyzantki doprowadziła do dezercji
          ukraińskiej policji do UPA, dało to początek napadom na polskie
          miejscowości". Są to Pana słowa i z gruntu fałszywe domniemania,
          więc kto manipuluje?
          W moim artykule "Polityka nie zastąpi pamięci" podkreśliłam, iż sam
          fakt wysunięcia takiej tezy wskazuje na braki w edukacji
          historycznej. Do tego dodam, że historyk domniemywać nie powinien,
          naukowiec musi wiedzieć, że nauka polega na obiektywnym badaniu, a
          jeśli jest się pracownikiem IPN, nie może być w niej miejsca na
          własne poglądy, chyba że kierownictwo instytutu je podziela.
          Dokumenty autorstwa OUN, radzieckie i niemieckie jednoznacznie
          wskazują inspiratorów i realizatorów mordów planowych, doktrynalnych
          i okrutnych.
          • mat120 Re: "motykowanie" historii 07.07.08, 20:14
            liberum_veto napisał:
            "Może za wcześnie wziął się za pisanie książki na temat tzw. UPA.
            Nie był do tego jeszcze przygotowany i popełnił katastrofalne
            błędy,"

            Taka ocena Grzegorza Motyki najbardziej trafia mi do przekonania.
            Mimo wszelkiej krytyki jaką zebrał i nadal zbiera to nikt nie jest
            w stanie zaprzeczyc, że poglądy i spojrzenie Grzegorza Motyki na
            polsko-banderowską historię wyraźnie ewolują; od tekstów w stylu
            opowiadań starego rzeźnika z UPA do mimo wszystko sensownej
            książki "Ukraińska partyzantka....". Oczywiście również nie zgadzam
            się z wieloma tam zawartymi sformułowaniami czy tezami, z grubsza
            jednak biorąc oddaje istotę problemu. W końcu nie tylko G. Motyce
            trudno było uwierzyc w to, co się stało na kresach i do jakiego
            potwornego barbarzyństwa zdolna była częśc ukraińskiej mniejszości
            narodowej na swoich sąsiadach - Polakach, Żydach, Czechach,
            Ormianach itd.
            Wydaje się, że hasłem wczesnej twórczości G. Motyki było hasło:
            jak przedstawiac wspólną historię by pogodzic pamięc polską
            i ukraińską /tak się kiedyś publicznie wypowiadał na łamach GW/.
            To nie była postawa godna poważnego historyka i tym zraził do siebie
            nie tylko mnie. Chyba jednak taki sposób uprawiania historii p.
            Grzegorz już porzucił.
            • liberum_veto Re: "motykowanie" historii 08.07.08, 17:33
              Błędem Motyki było, że jako dość początkujący jeszcze naukowiec
              porwał się na pisanie książki o tzw. UPA. A winno to być dzieło
              życia doświadczonego historyka, o ugruntowanej pozycji w środowisku
              naukowym i odpowiednim warsztacie naukowym. To zbyt poważny temat na
              swawolne igraszki młodego doktoranta. Taką książkę Motyka powinien
              napisać dopiero jako profesor. Porwał się jednak za młodu, "z motyką
              na słońce". Z tego, co obserwuję, tupetu mu rzeczywiście nie brak...
              Ale podstawowym zarzutem wobec Motyki jest to, że pomimo tak dobrej
              znajomości faktów historycznych, nie kwalifikuje on rzezi wołyńskiej
              w kategorii ludobójstwa. A jako pracownik IPN w Lublinie przyczynił
              się chyba do tego, że śledztwo IPN w sprawie zbrodni OUN-UPA
              popełnionych na Kresach Wschodnich utknęło w martwym punkcie.
              Generalnie więc Motyka ma duże zasługi w wybielaniu tzw. UPA,
              fałszowaniu i zakłamywaniu tragedii narodu polskiego na Wołyniu. I
              mam wrażenie, że robi to głównie dla kariery...
              www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=11315
              Pisze Pan dalej, że ucieczka policji ukraińskiej nie miała nic
              wspólnego z planami likwidacji polskiej ludności, przygotowanymi
              przez OUN-B i UPA. Otóż miała, Panie doktorze. Ta policja
              ideologicznie podlegała OUN-B i skutecznie pomagała Niemcom już w
              1942 r. w likwidacji nie tylko Obórek czy Jezierców. Na skutek
              donosów napadała na gospodarstwa Polaków, których właściciele
              należeli do przedwojennych organizacji wojskowych, i tak w dniu 18
              marca 1943 r. do gospodarstwa mojej ciotecznej siostry w Chobucie
              przyjechali Niemcy z policją ukraińską, polecili kopać dół, jej mąż
              mimo zranienia zdołał uciec, natomiast kuzynkę, spodziewającą się
              dziecka, ukraińscy policjanci wgonili w druty i pocięli bagnetami. W
              dole zostało pięć osób, dwóch mężczyzn zbiegło. Wówczas z rąk
              niemieckiej żandarmerii i ukraińskich policjantów w sąsiednich
              wsiach zginęło 80 osób. Te fakty są dobrze opisane, tylko Pana
              uczciwość intelektualna nie pozwala o nich wspominać. I o tym, że
              owa policja uciekła w lasy z bronią i całym ekwipunkiem - miała czym
              mordować bezbronnych Polaków.
              Napisał Pan: "Nieprawdą jest również, abym nie uważał zbrodni na
              Wołyniu za ludobójstwo". Śledzę Pana teksty i dotąd nie
              przeczytałam, że OUN-UPA odpowiada za zbrodnie ludobójstwa
              popełnione na kresowej ludności polskiej, i nie tylko, także
              ukraińskiej, oraz za pomoc Niemcom w likwidacji Żydów.
              (Monika Śladewska, To były planowane mordy, Przegląd nr 39/2006)
    • liberum_veto Bulba o "putiarach" i "siekiernikach" 06.07.08, 01:40
      Wyrzut w postaci Bulby
      Cynizmem jest nieuzględnienie lub nierozprawienie się w książce z
      twierdzeniami Tarasa Bulby-Borowca co do charakteru i celów działań
      OUN-UPA. T. Bulba-Borowiec nie był komunistą, nie był polonofilem,
      był on uczestnikiem i świadkiem wydarzeń na Wołyniu 1943 roku. W tym
      stanie rzeczy koniecznym jest przytoczenie wyjątków z tych "Listów
      otwartych" (nie "odezwy", jak pisze Motyka, co uzasadnia
      podejrzenie, że on ich nigdy samodzielnie nie czytał, nie widział
      ich tekstów), na które OUN Bandery nigdy nie odpowiedziała, nawet po
      wojnie nie ustosunkowała się do nich. Oto co między innymi pod
      adresem OUN Bandery pisał T. Bulba-Borowiec:
      „Wy wyznajecie faszystowską zasadę bezwzględnej dyktatury waszej
      partii (...) Czy prawdziwy rewolucjonista [za jakiego uważał się T.
      Bulba-Borowiec - W.P.] może podporządkować się przywództwu partii,
      która budowę państwa rozpoczyna od wyrzynania mniejszości narodowych
      (...) Czy kiedykolwiek istniała na Ukrainie taka rewolucyjna
      organizacja, której by własny naród bał się bardziej od najgorszego
      wroga, a jej członków nazywał nie inaczej, jak "putiarami"
      i "siekiernikami"? Czy istniała taka organizacja, która mordowałaby
      uczciwych i świadomych Ukraińców gorzej od Gestapo czy NKWD? Co
      wspólnego z wyzwoleniem Ukrainy mają banderowskie usiłowania już
      teraz podporządkować masy ukraińskie swojej partyjnej dyktaturze i
      faszystowskiej ideologii, która jest ohydna dla narodu ukraińskiego
      i przeciwko której walczy cały świat?”.
      Polaków mordowali za to tylko, że byli Polakami, polskich ofiar OUN-
      UPA było nie mniej 120 tysięcy. Motyka nie kwalifikuje tych
      masowych, planowych, doktrynalnych mordów jako ludobójstwo, chociaż
      było to ludobójstwo klasyczne. Motyka usiłuje je usprawiedliwiać,
      trzeba więc, aby kierownictwo Instytutu Nauk Politycznych PAN
      wytłumaczyło mu, że ludobójstwo nie może być niczym
      usprawiedliwione. Instytut Studiów Politycznych PAN skompromitował
      się, wydając recenzowaną książkę.
      Dr Wiktor Poliszczuk
      www.myslpolska.org/?article=131
    • liberum_veto polskie wsie go nie obchodzą 22.07.08, 19:48
      Docent Motyka popełnił artykuł w GW "Zapomnijcie o Giedroyciu",
      który wywołał ostry sprzeciw Światowego Związku Żołnierzy AK
      www.wolgal.pl/art40.html
      Po kolei ustosunkujemy się do kontrowersyjnych wypowiedzi doktora
      Motyki.
      -„Polacy nie ograniczali się tylko do samoobron - miały też miejsce
      krwawe akcje odwetowe". Można sądzić, iż p. Motyka jest zdania, że
      Polacy nie powinni byli stosować wszystkich dostępnych sposobów
      ratowania ginących kobiet i dzieci polskich, tylko takie, które będą
      w przyszłości przez Grzegorza Motykę akceptowane.
      - „Na Wołyniu akcje przeciw ukraińskiej ludności cywilnej prowadziła
      przede wszystkim polska policja na służbie niemieckiej". Najpierw
      ukraińscy nacjonaliści mordują lub wypędzają z ich siedzib Polaków,
      a teraz dr Motyka wyciąga zarzut (w domyśle), że uratowani młodzi
      ludzie, już bez rodzin oraz domów i środków utrzymania, dołączają do
      policji okupanta występując przeciw sprawcom ich nieszczęścia.
      - „Na Lubelszczyźnie oddziały polskiej partyzantki podjęły ofensywę
      w marcu 1944 roku, paląc ponad 20 wsi ukraińskich". Oto pierwszy
      przykład manipulacji, żeby nie powiedzieć fałszerstwa, autora.
      Przemilcza on doskonale mu znany fakt przeprawy 11 sotni UPA w I
      kwartale tego roku, na zachodnie brzegi Bugu i Sanu. Sotnie te miały
      za sobą rzeź Polaków i, co oczywiste, Polacy musieli je zwalczać.
      Ten fakt p. Motyka nazywa ofensywą polską. Autor wie dobrze, ale nie
      wspomina o tym, że przez kilka miesięcy na rzece Huczwie stał
      stukilometrowy front polsko-ukraiński z kilometrową ziemią niczyją i
      wypalonymi wsiami. O ukraińskich wsiach zniszczonych w tej lokalnej
      wojnie mówi dobitnie. Polskie wsie go nie obchodzą.
      (Andrzej Żupański)
    • liberum_veto przemilczenia i ignorancja dr Motyki 07.08.08, 06:23
      - „Pomiędzy lutym a kwietniem l945 roku, spalono szereg wsi
      ukraińskich w pasie od Lubaczowa po Sanok". Oto drugie przemilczenia
      dr Motyki: Ignoruje on doskonałe prace dr Zdzisława Koniecznego,
      który przez wiele lat badał tą lokalną wojnę. O licznych polskich
      wsiach okrutnie spacyfikowanych na wymienionym przez autora terenie
      nie ma żadnej wiadomości w artykule.
      - „Wydarzeniem szczególnie bolesnym dla Ukraińców była
      przeprowadzona w 1947 roku akcja Wisła". Nie słyszeliśmy nigdy, aby
      dr Motyka w podobnym tonie wyraził się o odczuciach Polaków,
      dotyczących wymordowania 100 tys. i wypędzenia wielokrotnie więcej
      naszych braci. Nie wpływa na p. Motykę znany mu fakt, że wysiedleni
      Ukraińcy byli w części sprawcami akcji, a mordowanym Polakom nie
      można czegokolwiek zarzucić.
      - „W sumie w latach 1943-1947 zginęło 80-100 tys. Polaków oraz 10-20
      tysięcy Ukraińców". Dr Motyka już od dłuższego czasu używa liczby
      20000 jako ilości cywilnych Ukraińców zamordowanych przez Polaków.
      Nigdy jednak nie podał źródła, na którym się w tej sprawie oparł.
      Jest oczywiste, że szacunek ten nie może być trafny, choćby z powodu
      szczupłości sił polskich, które mogłyby dokonać takiej liczby
      zabójstw, mając za głównego przeciwnika, znacznie liczniejsze
      oddziały UPA. Autor, mimo uczestnictwa w IX seminarium „Polska-
      Ukraina: trudne pytania", na którym wspólnie historycy z obu krajów
      dyskutowali ten temat, nigdy się nań nie powołał. Protokolarnie
      ustalono wówczas szacunkowo (z braku przeprowadzonych badań tego
      tematu przez obie strony), że straty Ukraińców z rąk polskich „szły
      w tysiące".
      (Andrzej Żupański)
      www.wolgal.pl/art40.html
    • liberum_veto Co było ludobójstwem? 01.02.09, 08:07
      - „Tak ogromna tragedia nie może nie budzić emocji społecznych.
      Polscy historycy w zasadzie (podkreślenie nasze) są zgodni, że
      ukraińskie czystki miały charakter barbarzyński i nie mogą być
      usprawiedliwione". Czytamy ten akapit ze zdumieniem i zastanawiamy
      się, który polski historyk nie chciałby ich uznać za barbarzyńskie,
      a pragnął usprawiedliwić? Czy dr Motyka wie o kogo może chodzić?
      Jaki był cel autora, gdy pisał to zdanie nie wyrażając oburzenia na
      człowieka, który jest w stanie usprawiedliwić morderstwo 100 tysięcy
      niewinnych ludzi.
      - „Jakby jednak nie oceniać działań OUN i UPA, jej członkowie byli
      obywatelami II Rzeczpospolitej, którzy wystąpili przeciwko polskim
      współobywatelom, a nie najeźdźcami". To bardzo zdumiewające zdanie.
      Czyżby p. Motyka uważał, że współobywatelstwo było okolicznością
      łagodzącą winę za dokonany masowy mord? W takim razie prawdopodobnie
      zagłodzenie milionów Ukraińców przez bolszewików w latach
      trzydziestych, według autora nie było ludobójstwem, bo bolszewicy
      byli obywatelami tego samego państwa,
      - „Zbrodnie UPA nie miały znamion ludobójstwa. Do tego poglądu
      skłania się dziś większość polskich historyków". Po raz kolejny nie
      wiadomo na jakiej podstawie autor wygłasza to twierdzenie. A może
      jest to jego zdanie, które chciałby rozpowszechnić? W tym samym
      akapicie jest jeszcze dziwnie kontrastujące twierdzenie: „Nie ulega
      bowiem wątpliwości, że w latach 1943-45 mieszkańcy Wołynia i Galicji
      Wschodniej ginęli tylko za to, że byli Polakami". Nie możemy
      zrozumieć, jak w tak poważnej sprawie można na wypisywanie takich
      rzeczy sobie pozwolić. Dla autora Polacy najwidoczniej nie mogą być
      ofiarami ludobójstwa!
      (Andrzej Żupański)
      www.wolgal.pl/art40.html
      • preminger Re: Co było ludobójstwem? 01.02.09, 09:37
        > Dla autora Polacy najwidoczniej nie mogą być
        > ofiarami ludobójstwa!

        ta konstrukcja jest trochę na wyrost "nie mogą być", gdyby tak było Polska
        byłaby rajem na ziemi. Dla trzymających się wszelkich "konwencji" ludobójstwem
        "Wołyń" nie był, ponieważ casus ten zastrzeżony jest obecnie jest dla Żydów
        ("Polaków z obywatelstwa") oraz plemion Tootsi i Hootu
        • liberum_veto Re: Co było ludobójstwem? 01.02.09, 17:14
          Nie tylko, za ludobójstwo jest też np. uważana masakra bośniackich
          muzułmanów w Srebrenicy w 1995 roku
          pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_w_Srebrenicy
          Historia ludzkości zna wiele przypadków ludobójstwa, m.in.
          eksterminacja Indian w USA czy Jaćwingów przez Krzyżaków. Historia
          cywilizacji ludzkiej to także historia wyrzynania się różnych plemion
          pl.wikipedia.org/wiki/Ludob%C3%B3jstwo
          Z ludobójstwem, w jego obecnym rozumieniu prawnym, jest jednak ten
          problem, że termin ten do wprowadzono dopiero w 1948 roku, a próbuje
          rozciągać się go na wydarzenia wcześniejsze, co stanowi złamanie
          kardynalnej rzymskiej zasady, że prawo nie działa wstecz...
          • preminger Re: Co było ludobójstwem? 01.02.09, 18:36
            liberum_veto napisał:
            > Nie tylko, za ludobójstwo jest też

            Męczeństwo Słowian Połabskich i gwałt na Jaćwingach, kładą się cieniem na
            dyplomacji europejskiej.
      • mat120 Re: Co było ludobójstwem? 01.02.09, 21:46
        liberum_veto napisał:

        „Zbrodnie UPA nie miały znamion ludobójstwa. Do tego poglądu
        skłania się dziś większość polskich historyków".

        Dziwne zdanie, zwłaszcza w kontekście kolejnego: "...Po stronie ukraińskiej
        ludobójczy charakter miała zatem cała akcja antypolska,...". Widać, że pan
        Grzegorz się mota; zarzuty jakie czyni mu Żupański są jak najbardziej słuszne i
        uzasadnione.



        • liberum_veto Re: Co było ludobójstwem? 02.02.09, 16:32
          Motyka się nie mota, tylko "motykuje" historię. Prowadzi rozsądny
          wywód na temat ukraińskich zbrodni ludobójstwa, tylko wnioski
          wyciąga z tego fatalne i zupełnie nielogiczne. Co więcej,
          potwierdza, że znamiona ludobójstwa spełniają pojedyncze zbrodnie
          popełnione przez oddziały polskiego podziemia. Nie spełniają ich
          zaś, jego zdaniem, masowe zbrodnie popełnione przez OUN-UPA. Facet
          chciał coś napisać na zasadzie "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek",
          a wyszedł po prostu na idiotę.
          wyborcza.pl/1,76842,5240814,Zapomnijcie_o_Giedroyciu__Polacy__Ukraincy__IPN.html
          A to, że zbrodnie UPA nie nosiły znamion ludobójstwa. Do tego
          poglądu skłania się dziś większość polskich historyków. Nie ulega
          bowiem wątpliwości, że w latach 1943-45 mieszkańcy Wołynia i Galicji
          Wschodniej ginęli tylko za to, że byli Polakami. Problem polega
          jednak na tym, że znamiona ludobójstwa mogą też spełniać niektóre
          akcje polskiego podziemia. Taką właśnie konkluzją kończą się
          ustalenia śledztwa prokuratorów IPN-u na temat zabójstwa
          kilkudziesięciu Białorusinów, popełnionego przez oddział podziemia
          narodowego w 1946 r. w powiecie Bielsk Podlaski. A była to zbrodnia
          podobna do tych, które miały miejsce w niektórych wsiach
          ukraińskich - np. w Wierzchowinach, gdzie zgrupowanie Narodowych Sił
          Zbrojnych zabiło w czerwcu 1945 r. prawie 200 Ukraińców.
          • mat120 Re: Co było ludobójstwem? 02.02.09, 19:36
            liberum_veto napisał:
            Facet chciał coś napisać na zasadzie "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek", a
            wyszedł po prostu na idiotę.

            I to jest chyba sedno problemu Motyki. Wspominałem już gdzieś wyżej, że kiedyś
            Motyka zastanawiał się na łamach GW, jak przedstawiać wspólną historię by
            pogodzić pamięć polską i ukraińską. Miałem nadzieję, że z tego wyrósł. Okazuje
            się, że jednak nie. Ciekawe, że w "Ukraińskiej partyzantce...." facet pisze,
            "...ludobójstwo dobrze oddaje kwalifikację prawną ówczesnych wydarzeń" po czym
            by diabłu ogarek oddać dodaje, że "taki charakter mogły mieć także niektóre
            akcje polskiego podziemia".
            Jeśli nie da się już pomniejszyć ukraińskiego barbarzyństwa to trzeba podbarwić
            nieco akcje polskiego podziemia by maksymalnie , ile się da zbliżyć ich
            charakter do banderowskich rzezi.
            Takim przykładem jest np. opisana akcja polskiej partyzantki na kuszcz
            sachryński w I dekadzie marca 1944r.
            Na stronie 396 pisze, że w marcu 1944r. hrubieszowskie
            i tomaszowskie oddziały AK podjęły ofensywę paląc ponad 20 ukraińskich wsi. Po
            złamaniu oporu ukraińskich samoobron doszło do zabijania cywilów. I tyle. Ani
            słowa wyjaśnienia czym ta akcja, nie tylko zresztą na kuszcz sahryński, była
            spowodowana. Ani słowa o bandyckiej działalności tych kuszczy, o panicznej
            ucieczce polskiej ludności, o wielotysięcznych ewakuacjach przeprowadzonych
            przez AK
            z zagrożonych terenów. Ani słowa o wydanych zakazach zabijania ludności
            cywilnej. Ani słowa, że wsie nie zostały spalone, tylko spłonęły w czasie walki.
            Te wszystkie "niedoróbki" rzucają oczywiście złowrogi cień na akowców i
            "uprawniają" czytelników generalnie do rzucania na polską partyzantkę
            niezasłużonych oskarżeń o czyny podobne do UPA - "też palili wsie i mordowali
            cywilów". Przykładów takich relatywizacji jest więcej - diabeł dba
            o to by ogarek nie zgasł i próbuje nawet w Sahryniu pomnik ukraińskim esesmanom,
            którzy tam również byli, postawić.
            Nie zmienia to jednak mojej ogólnej oceny tej książki. Mimo licznych niedoróbek
            i mankamentów oraz ~ślizgania się po temacie ogólne wnioski, choć nieraz
            zakamuflowane, są w miarę prawidłowe.
            To, że autor w innych publikacjach wypowiada się w sprzeczności
            z nimi ~świadczy, że jeszcze 100-procentowym historykiem nie jest.
            • liberum_veto Re: Co było ludobójstwem? 03.02.09, 08:04
              W tej swojej pseudonaukowej analizie Motyka używa także
              absurdalnego "argumentu", że zbrodnie OUN-UPA nie były ludobójstwem,
              gdyż zostały popełnione przez współobywateli II Rzeczypospolitej, a
              nie przez najeźdźców. Wynika z tego, że gdyby ktoś dzisiaj wpadł na
              pomysł wymordowania wszystkich Ukraińców w Polsce, to nie byłoby z
              tym żadnego problemu, bo to nasi współobywatele III RP. Żadne tam
              ludobójstwo, według doktora Motyki. Żenada.
              wyborcza.pl/1,76842,5240814,Zapomnijcie_o_Giedroyciu__Polacy__Ukraincy__IPN.html
              Tak ogromna tragedia nie może nie budzić emocji społecznych. Polscy
              historycy w zasadzie są zgodni, że ukraińskie czystki miały
              charakter barbarzyński i nie mogą być usprawiedliwione. Nie oznacza
              to jednak, że uczeni nie różnią się głęboko w ocenie wydarzeń.
              Zdaniem niektórych historyków popieranych przez tzw. środowiska
              narodowo-kresowe działania Ukraińców trzeba zestawić ze zbrodniami
              popełnionymi przez nazistowskie Niemcy i Związek Sowiecki. Były
              one "trzecim ludobójstwem", które w istocie "znacznie przewyższa
              ludobójstwa niemieckie i sowieckie", i może być porównywane jedynie
              z Holocaustem.
              Trudno moim zdaniem zgodzić się z tak radykalną opinią. Antypolskie
              czystki były niewątpliwie jednym z najkrwawszych polskich epizodów
              II wojny. Jakby jednak nie oceniać działań OUN i UPA, jej członkowie
              byli obywatelami II Rzeczypospolitej, którzy wystąpili przeciwko
              polskim współobywatelom, a nie najeźdźcami dokonującymi brutalnej
              agresji zewnętrznej.
              III Rzesza i ZSRR były podmiotami prawa międzynarodowego, a OUN
              tajną organizacją terrorystyczną. Celem niemieckiej i sowieckiej
              polityki okupacyjnej było zniewolenie całej Polski, Polaków i
              Ukraińców zaś podzielił spór o przyszłą granicę. Wreszcie dla
              ukraińskich nacjonalistów Polacy byli znienawidzonymi okupantami,
              dla nazistów zaś - stojącymi na niższym szczeblu rasowym podludźmi,
              których należało zamienić w naród niewolników. Z kolei dla Sowietów
              społeczeństwo polskie jawiło się jako przedmiot gigantycznego
              eksperymentu społecznego, w trakcie którego należało zniszczyć
              wszystkich "wrogów klasowych". Jeśli już gdzieś szukać analogii, to
              należałoby raczej spojrzeć na ówczesne relacje pomiędzy Chorwatami i
              Serbami - choćby dlatego, iż chorwaccy ustasze pod wieloma względami
              przypominali członków OUN.
              • mat120 Re: Co było ludobójstwem? 03.02.09, 08:41
                liberum_veto napisał:
                Wynika z tego, że gdyby ktoś dzisiaj wpadł na pomysł wymordowania
                wszystkich Ukraińców w Polsce, to nie byłoby z tym żadnego problemu,
                bo to nasi współobywatele III RP. Żadne tam ludobójstwo, według
                doktora Motyki.

                Dobre. Zbrodnia popełniona przez byłych współobywateli, choćby
                spełniały wszelkie znamiona ludobójstwa, nie może być za takie
                uznana. A niby dlaczego? Pamiętajmy, że Hłodomor, pomijając
                katastrofalną suszę, spowodowany został też przez współobhywateli
                byłego ZSSR. Więc dlaczego tu p. dr. nie protestuje przeciw
                nazywaniu tej tragedii ludobójstwem?
                Śmieszne jest też atakowanie endecji, co i ostatnio L.Kaczyńskiemu
                sie udzieliło. Przy wszystkich jej wadach, historia właśnie jej
                przyznała rację - ugodowa polityka wobec wojującego nacjonalizmu
                ukraińskiego obróciła się przeciw nam wszystkim. Jest to czywista
                prawda czy się to panu Motyce podoba czy nie.

                • pisz_pan_na_berdyczow Re: Co było ludobójstwem? 04.02.09, 20:57
                  Ja dalej bronię Motyki jako historyka...tylko niepotrzebnie zajmuje
                  się on sprawami na których się nie zna! Kwestią kwalifikacji zbrodni
                  jako ludobójstwo powinni zajmować się prawnicy, ewentualnie
                  historycy, ale tacy którzy znają sie na historii prawa. Motyka
                  udowodnił, ze nie ma o tym zielonego pojęcia, można wręcz
                  powiedzieć, że pisze bzdury!
    • liberum_veto Re: ignorancja i cynizm Grzegorza M. 26.02.09, 12:58
      Artykuł jest zbiorem różnych, często sprzecznych twierdzeń i
      czytelnikowi czasem trudno zrozumieć, co autor miał na myśli. Zaraz
      po powyższym twierdzeniu, że zamordowani Polacy nie mogą być
      ofiarami ludobójstwa, pisze: Problem polega jednak na tym, że
      znamiona ludobójstwa mogą też spełniać niektóre akcje polskiego
      podziemia (!). Następny akapit jest już w zupełnie innym tonie: „Nie
      można postawić znaku równości pomiędzy planową eksterminacją Polaków
      na Wołyniu i w Galicji Wschodniej a lokalnymi akcjami odwetowymi. Po
      stronie ukraińskiej mieliśmy bowiem do czynienia z odgórnie
      kierowaną czystką etniczną natomiast z polskiej strony z
      inicjatywami lokalnych komendantów łamiących instrukcje napływające
      z góry. Potem jednak, przecząc poprzednim swym twierdzeniom pisze:
      Po stronie ukraińskiej ludobójczy charakter miała zatem cała akcja
      antypolska, po polskiej — poszczególne akcje (!).
      Następny akapit jest znów mieszaniną różnych twierdzeń, lecz zdania
      zajmowanego przez autora nie można z niej wyłuskać. Na zakończenie
      tego rozdziału p. Motyka zarzuca środowiskom kresowym nieskrywaną
      chęć zmuszenia historyków, aby ukazywali przeszłość z „jedynie
      słusznej" perspektywy, w ramach której każda wątpliwość czy zwykły
      odruch współczucia dla cierpień Ukraińców, są traktowane jako akt
      sprzeniewierzenie się interesowi narodowemu. Ciekawi jesteśmy, czy
      gdyby przodkowie dr Motyki zginęli zamordowani okrutnie w tamtych
      czasach, zachowywałby się inaczej, niż ci krytykowani Kresowiacy.
      Nie interesuje bowiem autora fakt, że Ukraińcy jak dotąd ani nie
      wyrażają współczucia dla Polaków z powodu wielotysięcznych ofiar,
      ani też zbrodni jak dotąd nie potępiają.
      (dr Andrzej Żupański)
      www.wolgal.pl/art40.html
      • dr_rizun Re: ignorancja i cynizm Grzegorza M. 26.02.09, 16:29
        Tylko gadanina wam została. Zresztą kto tam na was uwagę zwraca.
        Hahaha. Nikt
        • liberum_veto Re: ignorancja i cynizm Grzegorza M. 26.02.09, 18:05
          Dużo uwagi poświęcają nam np. różne "rizuny". I o to właśnie chodzi.
          To forum ma misję edukacyjną.
          PS. Podpisałeś się "Nikt", bardzo słusznie. Doceniam i popieram.
          To rzadko spotykany wśród banderowców przypadek samokrytycyzmu smile
    • liberum_veto Wywalić "arcydzieła" Grzegorza Motyki 16.03.09, 12:14
      Spierałem się ostatnio z jedną z organizacji kombatanckich, aby na
      swojej stronie internetowej nie zamieszczała "arcydzieł" Grzegorza
      Motyki, specjalisty od relatywizowania zbrodni Ukraińskiej Armii
      Powstańczej. Ten były pracownik IPN ma rzeczywiście dużą wiedzę na
      temat owej przestępczej organizacji. Czytałem kilka jego tekstów,
      zachwalanych głównie przez "Gazetę Wyborczą", i muszę powiedzieć, że
      są one obrzydliwie tendencyjne. Coś w rodzaju Jana Grossa. Po ich
      przeczytaniu można bowiem dojść do wniosku, że UPA to była taka
      druga Armia Zbawienia, która w czasie wojny chodziła po polskich
      wioskach na Kresach, rozdając dzieciom cukierki i pomagając polskim
      chłopom w pracach polowych. Jeżeli jednak wymordowała 150 tys. osób
      to był to tylko małoznaczący wypadek przy pracy.
      Dobrze więc, że IPN rozważa usunięcie ze szkół tzw. tek Grzegorza
      Motyki.
      (ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, 2008-08-29)
      www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=8&nid=1069
    • liberum_veto Przykrywanie prawdy kłamstwem [Rzeczpospolita] 19.05.09, 12:58
      W porozumieniu z prezesem IPN prof. Januszem Kurtyką, uznałem, że
      pewne tematy badawcze wymagają twórczego rozwinięcia. Szczególnie
      te, na które czeka znaczny odłam społeczeństwa, a IPN tym
      oczekiwaniom nie sprostał. Stosunki polsko-ukraińskie były w latach
      2000-2006 zagospodarowane przez jedną opcję historyczno-ideową,
      której znakiem firmowym był dr hab. Grzegorz Motyka (na marginesie,
      prof. Friszke oraz G. Motyka, kilkakrotnie już kłamliwie
      przedstawiają historię rozstania się tego wybitnego skądinąd badacza
      z IPN, pomawiając mnie, iż byłem sprawcą jego wyrzucenia z pracy. Za
      pierwszym razem próbowałem polemizować z artykułem Motyki w „Gazecie
      Wyborczej”, ta jednak po kilku tygodniach zwodzenia, odmówiła mi
      publikacji sprostowania. Napisałem wówczas e-mail do Motyki, mówiąc
      mu, że gratuluję wyboru medium, które cenzuruje polemistów, a zatem
      gwarantuje mu bezkarność. Niestety, mimo tego, po roku bodaj
      powtórzył swoje pomówienia, a prof. Friszke twórczo je rozwinął w
      kolejnej swojej filipice anty-IPN-owskiej. Niestety, przy takiej
      postawie dialog się kończy). W ciągu tych trzech lat BEP IPN,
      podjęliśmy kilka istotnych projektów, które miały spowodować
      równowagę w traktowaniu podmiotów polskich (szczególnie
      poszkodowanych i poranionych środowisk Wołyniaków) zainteresowanych
      tą tematyką. Krótko mówiąc dopuściliśmy do głosu Ewę Siemaszko, nie
      stroniliśmy od kontaktów z dr Lucyną Kulińską, a przede wszystkim
      współpracowaliśmy z panem Szczepanem Siekierką, itd. Codziennie
      przyjmowałem w swoim gabinecie ludzi reprezentujących różne
      środowiska, w tym kombatanckie oraz poranionych przez komunistów,
      czy też przez współczesnych gwałcicieli polskiej wrażliwości, i
      widziałem jak bardzo IPN jest im potrzebny. Rozpoczęliśmy
      prowadzenie projektów badawczych, na czele których – o zgrozo – nie
      stał tylko i wyłącznie Grzegorz Motyka (oczywiście był koordynatorem
      ważnego projektu, ale nie jedynego). Tomasz Bereza podjął się
      koordynacji projektu o stratach osobowych polskich i ukraińskich na
      Podkarpaciu, z kolei Romuald Niedzielko wspólnie ze mną zorganizował
      konferencję naukową w 65 rocznice ludobójstwa na Wołyniu.
      Równocześnie jednak, Grzegorz Motyka zajmował się wraz z m.in. dr
      Jarosławem Syrnykiem projektami o mniejszościach narodowych, a dr
      hab. Igor Hałagida pisał o aparacie bezpieczeństwa wobec UPA oraz o
      ks. Bazylim Hrynyku. Nadto, Mariusz Krzysztofiński koordynował pracę
      zespołu polsko-ukraińskiego (partnerem jest Uniwersytet Katolicki we
      Lwowie) na temat represji wobec Kościoła katolickiego trzech
      obrządków metropolii lwowskiej (1939 – 1990). Pion archiwalny z
      kolei podjął się wydania – we współpracy z odpowiednikiem IPN w
      Kijowie – nowej serii edycji źródeł (przy merytorycznym wsparciu BEP
      IPN). Grzegorz Motyka — jak rozumiem – stracił pozycję monopolisty,
      więc zechciał sobie odejść. I tyle.
      (prof. Jan Żaryn)
      www.rp.pl/artykul/297804.html
    • liberum_veto Walka na insynuacje i pomówienia [Rzeczpospolita] 05.06.09, 16:04
      Roszczenia Ukraińców
      Żarty się jednak kończą, gdy przychodzi mi polemizować z tekstem Grzegorza
      Motyki. Autor stwierdził w nim m.in., że piszę „zwykłe kłamstwa”, że jestem
      zwolennikiem tezy, iż akcja „Wisła” to przykład „usprawiedliwienia przymusowego
      wysiedlenia narodową racją stanu”, a w końcu, iż „w 2007 r. dyrektor BEP IPN Jan
      Żaryn naciskał na organizatorów konferencji na temat akcji „Wisła”, by
      zrezygnowali z poproszenia mnie [Grzegorza Motyki] o wygłoszenie referatu”.
      Otóż, równie uprzejmie informuję, że mojemu polemiście pomylił się szyk zdania.
      To nie ja naciskałem, a za to wraz z prezesem IPN byliśmy naciskani w rzeczonej
      sprawie, czyli konferencji, której współorganizatorem był IPN. Sprawa nie jest
      incydentalna, a rzeczywiście bardzo ważna. Także dla przyszłych prezesów i
      dyrektorów w IPN.
      Otóż, swego czasu przybyła do prezesa IPN delegacja Związku Ukraińców w Polsce,
      która w sposób daleki od form przyjętych w cywilizowanych krajach wystąpiła z
      roszczeniem, by IPN uznał de facto polskie zbrodnie, jakich się dopuszczaliśmy
      przez lata na narodzie ukraińskim. Następnie podyktowano nam obsadę i tytuły
      referatów, w tym autorów z IPN, którzy mogą wystąpić podczas konferencji.
      Wrażliwość współczesnych Ukraińców jest mi bliska, ale nie na tyle, bym
      zapomniał o polskiej. Drogi czytelniku, proszę mieć świadomość, że są takie
      instytucje w Polsce i takie tematy historyczne w najnowszych dziejach, które
      podlegają testom wytrzymałości i uległości polskich decydentów. Otóż, mam
      nadzieję, że żaden podmiot – nawet tak szacowny jak jeden Związek – nie będzie
      narzucać Instytutowi Pamięci Narodowej wersji historii burzącej polską
      wrażliwość i pamięć o haniebnych czynach naszych sąsiadów bądź współobywateli.
      (prof. Jan Żaryn)
      www.rp.pl/artykul/9157,304924_Zaryn__Walka_na_insynuacje_i_pomowienia_.html
      • liberum_veto Walka na insynuacje i pomówienia II 23.06.09, 06:43
        W środku sporu
        Testowanie takie w okresie, gdy byłem dyrektorem BEP IPN, nie
        ograniczało się – rzecz jasna – do kwestii stosunków polsko-
        ukraińskich. Grzegorz Motyka stał się poniekąd ofiarą sporu
        fundamentalnego, przy czym, podejmując decyzję o wycofaniu jego
        głosu z konferencji, liczyłem na jego lojalność wobec argumentacji,
        a nie dyrektora BEP.
        Dodatkowym argumentem, poza oczywistym, że nie będziemy przyjmować
        dyktatu, był fakt, że Grzegorz Motyka chciał opowiadać o napięciach
        wśród historyków polskich badających skomplikowane dzieje tych dwóch
        narodów w XX wieku. W moim pojęciu było czymś nagannym, by temat ten
        zaprezentował badacz, który tkwi w środku tego napięcia, jest stroną
        dyskusji.
        Z kolei opowiadanie, że kierownictwo IPN zabroniło Motyce wypowiadać
        się na temat wymordowania Ukraińców w Pawłokomie (a wie polemista o
        śledztwie prowadzonym w tej kwestii), jest ilustracją megalomanii,
        która go opanowała. Niemal każdy liczący się pracownik BEP i OBEP
        otrzymywał polecenie służbowe, by z powodów znanych w instytucji
        publicznej jedynie prezesowi, wstrzymał się do czasu otrzymania
        zgody od swego szefa z publiczną wypowiedzią, która mogłaby być
        traktowana w kategoriach oficjalnego stanowiska IPN (jak wiedzą
        czytelnicy BEP nie jest jedynym biurem występującym pod logo IPN). I
        znów, Grzegorz Motyka o tym wie, lecz insynuuje, że kierownictwo IPN
        to sami cenzorzy zamykający usta swoim pracownikom – wolnym badaczom.
        Mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze czas, by porozmawiać poważnie o
        polityce historycznej uprawianej przez IPN; mam nadzieję, że nie
        będziemy kontynuowali tego sporu, prowokowani przez polemistów
        rzucających insynuacje, pomówienia i wykluczające etykiety.
        Na koniec bardzo dziękuję panu Danielowi Passentowi, który
        naśmiewając się ze mnie w ostatnim numerze „Polityki”, przypomniał,
        by w zapale walki polemicznej na słowa nie tracić miary w opisie
        swych osiągnięć. Ma rację!
        (prof. Jan Żaryn)
        www.rp.pl/artykul/9157,304924_Zaryn__Walka_na_insynuacje_i_pomowienia_.html
        • stefka_z_kuzminy Re: Walka na insynuacje i pomówienia II 23.06.09, 07:14
          liberum_veto napisał:

          > W środku sporu


          "Otóż, swego czasu przybyła do prezesa IPN delegacja Związku
          Ukraińców w Polsce, która w sposób daleki od form przyjętych w
          cywilizowanych krajach wystąpiła z roszczeniem, by IPN uznał de
          facto polskie zbrodnie, jakich się dopuszczaliśmy przez lata na
          narodzie ukraińskim. Następnie podyktowano nam obsadę i tytuły
          referatów, w tym autorów z IPN, którzy mogą wystąpić podczas
          konferencji.

          Wrażliwość współczesnych Ukraińców jest mi bliska, ale nie na tyle,
          bym zapomniał o polskiej. Drogi czytelniku, proszę mieć świadomość,
          że są takie instytucje w Polsce i takie tematy historyczne w
          najnowszych dziejach, które podlegają testom wytrzymałości i
          uległości polskich decydentów. Otóż, mam nadzieję, że żaden podmiot –
          nawet tak szacowny jak jeden Związek – nie będzie narzucać
          Instytutowi Pamięci Narodowej wersji historii burzącej polską
          wrażliwość i pamięć o haniebnych czynach naszych sąsiadów bądź
          współobywateli. "

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka