natalia.brzeska
02.11.05, 23:52
Ostatnimi czasy zauważyłam ogromny wzrost wątków dotyczących różnego rodzaju
tzw. benefitów (szczególnie na forum "Z dala od Polski"). Co chwilę ktoś
pyta: a ile dostanę jak urodzę dziecko, a ile dostanę jak to i tamto, a jak
dostać mieszkanie za darmo, o ile mi dadzą na pieluchy?
Powiem Wam szczerze, że mnie ani razu przez głowę nie przeszło, że mogłabym
od państwa angielskiego dostać jakąs zapomogę. Bo niby z jakiej racji?
I zgadzam się tu z moich Ukochanym, który dosłownie się wkurza, gdy słyszy,
że my (i nie tylko my) sobie przyjeżdżamy do UK i tak łatwo różne benefity
dostajemy. Bo on, mimo że całe życie w UK mieszkał, i cała rodzina tam
mieszkała i płaci podatki itp, żadnych benefitów nie dostaje. I on musi
conajmniej 170k za przyzwoity 2-bedroom zapłacić, bo mu nikt councilowskiego
mieszkania nie da.
Bo teraz to chyba jakaś moda jest - pojechać do UK i benefit dostać. Przyszłe
mamy nie martwią się już o zdrowie swojego przyszłego dziecka, tylko o to ile
dostaną i co zrobić żeby jeszcze więcej dostać...
Dziecka nie ma jeszcze w planach, a już pytanie o zapomogi.
Ręce dosłownie opadają.
Weźcie się do roboty - a nie benefity chcecie!