Na forum Tawnyrobertsa admin dośc jednostronnie referuje niedzielne
zebranie wiejskie w Jaworniku. Wynika z tej relacji, że miały tam
miejsce "antyukraińskie" ekscesy z udziałem władzy gminnej
a i duchowej. Jak się jednak dobrze wczytac to okaże się, że powodem
całego zamieszania był nie kto inny jak autor słów, że "Zakerzonia
to ukraińskie etniczne ziemie, które w wyniku wojny znalazły się w
granicach państwa polskiego" a takze gośc, który nie tak
dawno "przesłuchiwał" wojewodę rzeszowskiego, pytając go m. in. czy
na krzyż upamiętniający zamordowanych Polaków a stojący przy
kościele w Pawłokomie uzyskano pozwolenie.
Jeśli na zebraniu w Jaworniku zachowywał się podobnie to powinien
mówic o szczęściu, że udało mu się samodzielnie opuścic świetlicę.
Ktoś mógł przecież nie wytrzymac i najnormalniej w świecie
go "huknąc". Ale to tylko domysły. Czy ktoś mógłby powiedziec co się
działo wewnątrz świetlicy i co naprawdę było powodem całego tego
zamieszania? Może jakieś wypowiedzi władzy gminnej?
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=49301&w=77234980&a=78961168
Do Jawornika przyjechałem kilka minut przed piętnastą. Widząc, że
przed wejściem do wiejskiej świetlicy (notabene dawnej czytelni)
jest jeszcze spory tłum, „zaparkowałem” rower przed cerkwią i
postanowiłem nieco odsapnąć, a przy okazji rozejrzeć się trochę w
sytuacji. Szybko połapałem się, że dzieje się coś niedobrego...
Z rozmów, które bardzo dobrze słyszałem wynikało, że w świetlicy
jest dziennikarz jakiejś ukraińskiej gazety („Naszego Słowa”

i to
bardzo podenerwowało zebranych ludzi. Jeden mężczyzna krzyczał,
że „jeśli te Ukraińce się stąd nie wyniosą, to zebrania nie będzie”,
albo „czego tutaj szukają, przecież mają swoją Ukrainę”. Jakaś
kobieta, swoją drogą wyjątkowo aktywna, biadoliła, że „mieszkańców
Jawornika – Polaków, jest tylko garstka, jak przyjdą tutaj Ukraińcy,
to w jedną noc wszystkich wymordują”. Z kolei ksiądz proboszcz z
Borownicy latał jak oparzony i wołał, że „to prowokacja”, „oni są tu
tylko po to, żeby jątrzyć”, „my chcemy tylko świętego spokoju” itp.
Wszyscy zachodzili w głowę, jakim cudem o spotkaniu, które
najwyraźniej miało być tajne, dowiedział się dziennikarz ukraińskiej
gazety. Rozhisteryzowany ksiądz zaproponował nawet przeniesienie
zebrania do pobliskiego kościoła, na co część zebranych nie wyraziła
zgody, bo „niby czemu mamy ustępować tym Ukraińcom”. Co chwilę ktoś
z tłumu wpadał rozjuszony do świetlicy i wymyślał dziennikarzowi
od „bandytów”, „rezunów” itp.
Po cichu liczyłem, że przybycie wójta uspokoi trochę wzburzony tłum,
ale srodze się przeliczyłem. Wójt zamiast wytłumaczyć ludziom, że na
wiejskim zebraniu ma prawo być każdy, kto tylko zechce i nikomu nic
do tego, dolał jeszcze swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem oliwy do
ognia. Najpierw bardzo się oburzył, że wiadomość o planowanym
zebraniu „wyciekła” do mediów, a potem powiedział, że „skoro są
tutaj Ukraińcy, to ja odwołuję zebranie”. To była woda na młyn
rozwścieczonych ludzi. Widząc, że jest naprawdę niebezpiecznie,
dziennikarz „Naszego Słowa” zdecydował się opuścić świetlicę. Przy
wyjściu jakiś młody człowiek groził mu pobiciem i tylko dzięki
stoickiemu spokoju żurnalisty nie doszło do większych ekscesów.
Niestety nie uspokoiło to księdza, który na kolejną ofiarę upatrzył
sobie moją skromną osobę, bo zauważył, że stoję i przyglądam się
całemu zajściu. Przybiegł do mnie i zaczął wypytywać czego tutaj
szukam, czy to wszystko nagrywam, czy też jestem z nimi w zmowie
itd. Tłumaczyłem mu, że dziennikarz ma prawo być na wiejskim
zebraniu, że wójt obiecał o terminie głosowania powiadomić
przedstawiciela Fundacji, a tego nie uczynił, ale ksiądz na rzeczowe
argumenty w ogóle nie reagował. Na koniec zagroził, że zadzwoni na
policję i nas wszystkich pozamyka, po czym wsiadł do swojego
terenowego auta i wściekły odjechał w kierunku Borownicy.
Tymczasem wójt i zebrani ludzie, zadowoleni, że pozbyli się
intruzów, udali się do świetlicy na zebranie. Ja już nie miałem
odwagi tam wejść, a przecież przyjechałem tylko po to, żeby, zapewne
podobnie jak dziennikarz „Naszego Słowa”, poznać opinię mieszkańców
Jawornika w sprawie przekazania budynku dawnej ukraińskiej czytelni.
To co tam zobaczyłem i czego doświadczyłem w życiu nie przyszłoby mi
nawet do głowy. Wstyd i kompromitacja! Ksenofobia i skrajny
szowinizm! Całkowity brak tolerancji i poszanowania jakichkolwiek
praw! Cisną mi się na usta niewybredne epitety pod adresem księdza,
wójta i mieszkańców Jawornika, ale je sobie daruję. Niech każdy, kto
przeczyta ten tekst sam wyrobi sobie pogląd na tę smutną sprawę i
jej „bohaterów”. Powiem tylko, że jeśli tak mają wyglądać
chrześcijańskie wartości, tradycyjna polska gościnność i
poszanowanie praw mniejszości to... „szczęść Boże”. Amen!
P.S. Byłem świadkiem wszystkich opisanych powyżej wydarzeń. To co
widziałem i słyszałem opisałem zgodnie z prawdą.