Gość: DanutaGdańsk
IP: *.nplay.net.pl
11.01.09, 12:30
Na Białorusi byłam w listopadzie 2008 roku, po raz pierwszy w życiu.
Nie spotkałam się z uciążliwą biurokracją, na szczęście mnie to
ominęło. Kraj piękny, ludzie wszyscy rozumieją po polsku i można się
jakoś dogadać. Zwiedziłam Brześć, Grodno, Szczuczyn, Nowogródek i
Lidę. Polacy na Białorusi są bardzo sympatyczni i pomocni. Z
początku wszyscy patrzą na nas z dala bo przyjeżdżając z tak zwanego
zachodu, jesteśmy trochę rozpieszczeli i przemądrzali, ale po pewnym
czasie i do nas się wszyscy przekonują. Ludzie są tam dobrze ubrani,
dba się tam o ubranie na pokaz gdy wychodzą na miasto czy w gości.
Po miastach chodzą ludzie naprawdę dobrze ubrani, ale są przygaszeni
i zagonieni. Ale to mili ludzie i jeśli poprosi się ich o
jakąkolwiek pomoc to okażą zainteresoowanie i pomogą. Co mi się
niepodobało to złe reakcje na fotografowanie przez turystę. Czułam,
że nie wolno mi tego robić, a przecież każdy chce uwiecznić to co
widział. Co do jedzenia, mi tam smakowało. Jest bardzo dużo budek
gdzie mozna kupić gruby placek kartoflany z czymś w środku, szynka
ser. Do tego śmietana. Jest to bardzo pożywne i gdy jest zimno ten
posiłek naprawdę rozgrzewa. Są też takie pierożki z mięsem, które je
się na wynos. Kilka razy poczułam, że mięso dziwnie pachnie ale nie
zaszkodziło to mojemu żołądkowi. Widiocznie jednak było dobre.
Kierowcy w autobusach czują się jak "pan na zagrodzie", ale dla nas
turystów z Polski są mili pomomocni. Jest dużo rzeczy które nam z
Polski nie będzie się podobać, bo żyjemy już inaczej. Nie lubimy
nadzoru w hotelach, czy znamy już miłych policjantów polskich.
Ogólnie mówiąc jeśli człowiek nastawi się na najgorsze to będzie
mile zaskoczony, że tak fajnie jest na Białorusi.