Pomocy! W trakcie podróży na święta upadł mi pasek na podłogę w autobusie i ubłocił się na maksa. Gdy zobaczyła to póżniej moja nadgorliwa mama, to niewiele myśląc złapała ten pasek i namoczyła go w proszku (mimo moich protestów, bo ja chciałam tylko w zimnej wodzie bez niczego, żeby spłukać ten syf). Efekt: pasek może się i odprał, ale puścił farbę i teraz cały jest w plamy. I teraz najgosze: płaszcz jest tylko do prania chemicznego (80% wełna + 20% poliamid) i do tego w kolorze fioletowym. Co mogę zrobić? Rozważam następujące opcje: 1) uszyć sobie nowy pasek, ale trudno będzie znaleźć dobry kolor i materiał, 2) namoczyć go jeszcze raz, ale tylko w zimnej wodzie i dodać do tego dużo chusteczek wyłapujących kolor, 3) zanieść do pralni chemicznej i tam spytać o radę. Co radzicie? Nie muszę dodawać, że kocham ten płaszczyk...

Kumpela mówi, że nie powinnam się tymi plamami przejmować, ale ja się z nimi czuję, jak w dziurawych rajstopach...