Dodaj do ulubionych

Śląskie Legendy, również te z Janowa:)

    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.06.14, 20:46
      Dziś jesteś w maju

      Dziś jesteś w maju
      Jak Święta Zielone
      I świat mi krasisz
      Tak wdzięcznie i czule
      I nieraz w noce
      Księżycem srebrzone
      Czynisz mnie bardziej
      Królewskim niż króle
      Dziś jesteś w maju
      Jak Święta Zielone

      I będziesz nadal
      I piękną i młodą
      Gdy po życiowych
      Powabach o godach
      W duszy lecz pogodą
      Pójdę w cmentarnych
      Zamieszkać ogrodach
      Ty będziesz nadal
      I piękną i młodą

      O jak to dobrze
      Że zmarli nie wiedzą
      Jak się na ziemi
      Bawią ich kochania
      Z kim po ogrodach
      Rozmyślając siedzą
      I z kim różane
      Witają świtania
      O jak to dobrze
      Że zmarli nie wiedzą

      Jotes
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.02.15, 22:06
      Towarzyska wizyta

      Gdy Aleksander Mieroszewski został ordynatem Mysłowickim obaj panowie dość często się spotykali z sobą. Raz w niedzielę po południu jednocześnie wybrali się do siebie w odwiedziny. Aleksander jechał z Mysłowic do Gzichowa. Stangret Józefa z daleka ujrzał powóz Aleksandra i mówi do Józefa:
      - Pan ordynat do nas jedzie
      - A skoro tak, to zawróćże zaraz, bo bym go chciał godnie w domu przyjąć i ugościć - odpowiedział na to Józef
      W tym samym czasie stangret Aleksandra zauważył powóz stryja Józefa i zwrócił się do niego:
      - Pan hrabia do nas jedzie
      - A skoro tak, to zawróć że natychmiast bym godnie przygotował się na przyjęcie stryja
      I w taki sposób żaden z wizytą do drugiego nie dojechał. Dość długi czas minął zanim to porozumienie się wyjaśniło.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.02.15, 22:07
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/25PEt3bnTyVaroLAJA.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 20:00
          Kronikarz wyraźnie poświadcza, że rzecz dzieje się w czasach pogańskich. Po badaniach, zwłaszcza Gerarda Labudy, w nauce panuje przekonanie, że w opowieści tej nie występują realne ślady wydarzeń historycznych z czasów pogańskich. Uwaga kronikarza stanowi kamuflaż dla związania zachodnioeuropejskiej opowieści rycerskiej z ziemiami polskimi. Imię Wisław nie występowało w ówczesnej Polsce, było natomiast znane na Połabszczyźnie (nosił je przed połową XIII wieku jeden z biskupów krakowskich, wywodzący się z Pomorza Zachodniego). Stanowi ono skróconą wersję imienia Witosław lub Wyszesław. Wydaje się, że kronikarz wielkopolski utworzył je od nazwy Wiślicy, która w tym czasie przeżywała okres świetności. Pochodzenie Wisława od Pompilusza/Popiela stanowi ozdobnik literacki. Popiel, o ile w ogóle istniał, nigdy bowiem nie władał w Małopolsce. Imiona Waltera i Helgundy zostały zapożyczone z opowieści źródłowej[
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.02.15, 22:07
        Innym znów razem podczas spotkania obu panów rzekł Józef do Aleksandra:
        - Opowiadaj mopan a ja będę spał
        - O nie stryju - odpowiedział Aleksander - wówczas byśmy się za dobrze obaj bawili
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.02.15, 22:08
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/Ipax4AsBAFViHHYlaA.jpg
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.02.15, 22:08
        Dzisiaj już może tylko starsi mieszkańcy pamiętają, że wokół Janowa, Wilhelminy i Mysłowic rozciągały się olbrzymie stawy. A jak to w stawach nie brakowało w nich Utopców, które wabiły zwłaszcza młode, niedoświadczone dziewczyny by je pochwycić w swoje łapska i wciągnąć do stawu.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.02.15, 22:10
        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/L4CJvnHHfiQ7AxbZUA.jpg
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.03.15, 22:01
        STARY CZŁOWIEK W MALINOWEJ CISZY

        W utopcowej czerwieni z starczą czerstwą twarzą
        już o świcie z kogutem który pieje słońcem
        rusza pod stok Czantorii w malinowej ciszy
        i chwyta czas zbierania za dwa złudne końce
        Tu nic się dziać nie może bez magicznej chęci
        aby liść zmienić w orła orła w ducha smreków
        trzymać w palcach talizman z oślepłej paproci
        co wyrosła z gwiazd nocą z płonącego grzechu
        Czasem śpiew się unosi ze ścieżki w mgły czerni
        co się cieniem nakłada na korowód duchów
        w partyzanckich kaszkietach z krwawym karabinem
        kiedy las się pochyla i zawodzi głucho

        Anna Werner
      • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:05
        Mora jest to człowiek o dwóch duszach. Dziecko, kiere sie narodzi z dwoma zębami, bydzie morą. Gdy przychodzi do swego wieku, upatrzy sobie jakąś ofiarę, którą dusi, ssie z niej we śnie krew tak długo, póki ofiara nie znajdzie sposobu odegnania jej od siebie. W pewnej wiosece żył se biedny chłopek. Żył tylko z tego, co zarobił na sprawowaniu butów. I prawie tego chłopka nachodziła nocami mora. Przychodziła do niego, nim jeszcze zasnął, i dusiła go, męczyła do utraty tchu, a oni ni móg się odegnać od nij. Wyglądoł już, jak śmierć w cywilu. Tela już się naprzeklinol, nafiksowol, nawet wszystkich świętych wzywol na ratunek, a mora jak dusiła, tak dusi. Ani sie poruszyć, ani bronić, ani krzyczeć nie był w stanie. Różnych sposobów używoł: kłod nóż pod głowe, sikiyre, ale wszystko na nic. Już myśloł, że taki jego przeklęty los. Aż mu jedna baba poradziła, aby te more zaprosił na śniodani. I na drugi dziyń, a raczej jak go w nocy zaś cyckała, powiedziol ji: "Przyjdź jutro na śniodani". Jak rano zaczął jeść, przyszła blisko sąsiadka po obiecane śniodani. Wtedy zerwoł się z ławy, porwoł oszkrabek mietły z kąta i zaczął sąsiadke prać po pysku i wołać:
        - Ty pieróńsko moro, to ty chodzisz mie w nocy doić i mordować!
        I proł aż iskry leciały z oszkrabka i aż babe wyproł za dwiyrze. I myślicie, że to pómógło? Katać tam. Mora od tego czasu dusiła go z tym większą zawziętością, że biedny szewc ze strachem kłod się do łóżka. Aż roz mioł moc roboty ze starymi butami i do późnej nocy ich sprawowoł. Naroz słyszy, że kole dwiyrzi cosi szuści. Dziwo sie i nadsłuchuje, co by to mógło
        być. Naroz widzi, jak źdźeb słómy ciśnie się kluczową dziurką do izby. Nie namyślo sie chłopina dłógo, biere nożyce, po cichu podchodzi ku dwiyrzóm i przecino słóme na poły. W tej samej chwili słóma się zamiynio w głowe sąsiadki. Krzyknął przeraźliwie, że zbiegli się domownicy, zaś na drugi dziyń przyszła policja, ale szewcowi niczego nie udowodnili. Od tego czasu miywoł noce spokojne. A żyjąc dlugo, opowiadoł to zdarzenie dziecióm. Dzieci jego znowu swoim dziecióm tak, że to doszło do mnie. I jo to powtarzóm na prośbe moich dzieci
        • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:10
          Mory to były baby ze sinymi wargami. Z gęby wychodziły im o północy myszy i dziurką kluczową wchodziły, gdzie chciały. U siedloka Buchcioka w Barujcu słóżyła staro dziywka Hana. Roz poszła spać; po chwili poczuła na piersi wielki ciężar, chciała wołać, ale tchu ji brakło. To mora ją przyszła dusić. Jak rano wstała, poszła zaroz do sąsiadki po porade.
          Sąsiadka ji prawi, żeby se dała nóż pod zogłówek, a jak poczuje more, niech ji go pokoże. Hana, uradowano, obiecała tak zrobić. Już przed wieczorym dała se wielki bodok pod zogłówek, a jak leżała, to se myślała: Chwała Bogu, przeca sie dzisio wyspię. Nakryła się pierzyną i hnet zaczęła chrapać. W pewnej chwili uczuła, że ją cosi przysiadło i cycko. Chciała
          siągnąć po bodok i zawołać na gazde, ale ni miała siły. Rano wstała, jak ożrało. Pokozała gazdowi czorny flek pod karkym, co ji zostawiła mora. A stary Buchciok sie jyny roześmiol i prawi: - Hano., Hano., sóm nóż ci niewiela pómoże. Jak pójdziesz dzisio spać, to sie
          też przeżegnej trzy razy i porzykej, a mora nie bydzie miala do ciebie dostępu.
        • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:16
          Chłop lygowoł w kuchni na ławie. Każdą noc przychodziła go mora cyckać. Przeniós sie do szopy na siano, ale mora i tam go naszła. Tyn chłop mioł wielki i twarde piersi. Jak legła na niego ta mora, to sie ni móg ani poruszyć, ani zawołać, ani nawet dychać. Ale poruszoł wielkim palcem w nodze i mora z niego zlazla. A że świycił tej nocy miesiączek, tak ją widzioł. Miała wielki czorne oczy i czorne włosy, zaś lajbiczek miała czerwony i wielki piersi. Coło była hrubego. ciała. Wtedy chłop zaczął ją przeklinać: "Ty pieróńsko. moro, uciekosz ody mnie?"
          Więcej już na niego nie przyszła.
        • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:29
          Mora to człowiek o dwu duszach. Jak przyjdzie na niego ta godzina, to łupnie nim o ziym i zostanie leżeć jak trup, a wychodzi z niego dusza mory i męczy ludzi. Tako mora chodziła dycki do Jewki. Przedropoła sie dziurką od klucza i siodała Jewce na piersi, i to tak ciężko., że ni mógła oddychać. Jak już sie dobrze krwi napiła, odchodziła. Jewka poszła na porade do
          sąsiada. Tyn ji poradził, aby se pod zogłówek doła masarski nóż, a jak przyjdzie mora, aby ji go pokozała Jak go mora uwidzioła, krzykła, cofła się i uciykła kluczową dziurką. Od tego
          czasu miała Jewka spokój.
        • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:32
          Na Klimczoku jest w jednym miejscu wielko dziura w lesie, prowadzi do ni malutki okiynko. Tym okiynkym wychodzą mory na łowy. Chodzowały też cyckać jednego krawca. Po niedłógim czasie mioł już całe piersi sine. Nie wiedzioł, jak sie przed nimi obrónić. Jednego dnia pozatykoł wszystkie dziurki od izby. O północy budzi sie, słyszy, że cosi jęczy, jakby wołało o pomoc. Stanął, rozglądo sie, a tu widzi, jak spod progu dwiyrzi wylazuje diobołek z trzema różkami i ni może sie przeciść. Krawiec drap sikiyrke i zaczół rąbać tego diobołka, ale że se ni móg dać rady, zawołoł babe, aby mu pómógła. Baba ni mógła przyść z pomocą, bo ją też morzysko cyckało. Ale jakosi sie wymotała, wstała i porąbali te more, co jako diobołek wciskała sie do izby chlopa. Żeby zaś więcej nie wróciła, namazali sie miesiąc starą śmietónkq, a pod głowe dali do łóżka dwie siekiyrki na krzyż. I mory naozaist już nie przyszły.
        • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:34
          Downo, downo tymu, opowiadoł mi starzyk, że na Błatnym, kole potoczka, kaj miyszko teraz Szczepón, leżała wielko hołda skolo, a pod tym skolim miyszkały mory. Prawił mi, że mora wyglądo, jak małe światełko, i mo dwie dusze. Przed północą sie oblykają do biało-czornych koszul i idą na tego, na kogo mają złość. Jak idą, to ino pytają: " spisz, spisz, spisz?" Jak kiery spi, to go ściągają z prycza (bo downij nie było łóżek, ino prycza). Do moigo starzyka zawsze przychodziła jedna. Wyskoczyła na pryczo, pierzyne zerwała i ściepała na deliny, przysiadła boroka i cyckała. Starzyk chcioł sie wymotać od tego pieróństwa, ale nie poradził. Jak wybiła piyrszo godzina, to go same puściły, ale na starzykowych piersiach zostały wielki sine fleki. Na drugą noc starzyk schowoł sie do słómy i też go tam naszły. Choć każdą noc chowoł kaj indzi, zawsze go ty pieróny naszłym. Tak roz sie schowoł do beczki, a starka go przykryła wiekym, a na to wieko położyła kamiyń ze żarym. I myślicie, że to pómógło? Tej nocy prawie przyszły
          aż trzy, beczke przewróciły i wszystki naroz zaczły cyckać boroka, że sie potym ani opamiętać ni móg. Jak przyszeł do siebie, napił sie ze szkopca, co stoł wedla, mlyka. Ale to nie było mlyko, ino jscochy od tych mór. Jak mu starka powiedziała, czego sie napił, poszeł na te złość do gospody w Jaworzu, bo bliżyj gospody nie było. Ożroł sie, jak bela. Jak wracoł kole północy, mory go zaś przedeszły, przewróciły i zaczły cyckać. A że starzyk miołjuż krew pomiyszaną z gorzołkq, to wszycki tak się upiły, że zostały leżeć i na drugi dziyń pozdychały.
          Ale starzyk też niedługo umrzył.
        • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:37
          Było to w Brynnej, pod Lipowskim Gróniym. U jednego gazdy słóżyła dziywka, co sie ni mógła wydać. Roz była w gospodzie na Spolónej jakosi wiesielawo muzyka. Dziywka w pytani, żeby ją gazdowie puścili i ci sie zgodzili. Ale ji przykozali, żeby o północy była nazoć. Przez całą muzyke tańcowała z pachołkym od gazdy Skrzyżale. O północy, jak to było wtedy we zwyczaju, każdy pachołek odkludzoł swoją dziywke. Jak szli przez las, dziywka sie naroz pachołkowi straciła. Pachołek, wystraszóny, łowił ją po lesie (bo była widno noc), aż ją naszeł pod świyrkowym drzewym, jak cyckała sok z korzyni. Nie wiedzioł jeszcze, co to znaczy, czymu óna to robi, i jak wrócił do dómu, zaroz sie pytoł gaździnej, co to mo znaczyć. Ona mu dopiyro powiedziała, że dziywka od sąsiada jest morą i tymu sie ni może wydać.
        • madohora Re: Śląskie Legendy - Mora 13.03.15, 22:39
          Nieboszczyk praprastarzyk jechol kóńmi do Biylska na torg. Wióz na wozie ciele i praprastarke. Do Biylska było daleko i wyjechol z dómujuż o trzecij rano. Jak już był za Grojcym i wjyżdżol w las, to sie już kapke szarzało. Uwidziol w lesie na piyńku jakąsi stwore. A była to mora. Jak uwidziała starzyka z wozym, zaroz nóń wyskoczyła. Tu widzi, że pod kożuchami chrapie se jakosi baba (a była to prastarka). Ściepała śni wszycko i zaczła ją cyckać. Jak to prastarzyk spozorowol, starka już była sino i smerdziało od ni, jak od tchórza.
          Mora uciykła, ale od tego czasu przychodziła na prastarzyka w nocy. Dziepro jak całą chałupę okadzili diablim zielim, to sie więcej nie pokazała.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.03.15, 22:20
        Była sirota. Miyszkoła na gróniu w drzewiónce. I mora na nią chodzowała. Ona ją roz chyciła do ręki, a był to taki miyszek bez kości. Doła to do rąk bratu. Tyn poszeł do pola i rżnął tam miyszkym o kamienny mur. Ledwo wrócił do izby, a siostra już zaś krzyczola, że ją mora dusi. Tak brat chodził cołą noc do pola i proł tym miyszkym o mur, ale mory nie zabił. Dopiyro jak siostra zaszła do biyrzmowanio, mora przestoła na nią w nocy chodzić.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.03.15, 22:24
        Na moigo. starzyka chodziły też mory. Wtedy przychodził na niego ciężki sen, że ni móg sie ani obrócić na łóżku. Jednej nocy, a było już kansi po północy, śniło się mu, że po placu chodzi taki straszny diabeł. Starzyk chcioł wrzeszczeć, ale nie poradził, bo go cosi dusiło, jakby mu kiery na piersi doł strasznie ciężki kamiyń. Ni móg ani oddychać. Ale se spómnioł, że przed dwoma rokami przychodziły na niego. mory. I naroz mu zelżoło. i zaczął sie obracać na łóżku. Aż tu go cosik uszczypiło, że zaklął. Ni mógł doczekać rana i zaczął opowiadać babie, co mu sie tej nocy przydarziło. Naroz sie dziwo (już sie szarzoło.), a tu przez okno. ciśnie sie do chałupy jakisi sznórek. Starzyk go. chycił, starka podała mu nożyce i przestrzygli sznórek. Za chwile przyleciała sąsiadka-gaździno. i opowiado. z bekym, że dziywce urwało rękę w maszynie. Ta dziywka to była mora, co przychodziła na moigo starzyka, ale od tego czasu już był spokój.
      • madohora Re: Śląskie Legendy - Zaginiony Klasztor 13.03.15, 22:53
        W Pruchnej - tam kaj chodnikiem sie idzie do Zebrzydowic - to starzi ludzie powiadajóm, że kiesi jeszcze w downych czasach, co sie każde złorzeczyni, a każde przeklyństwo pełniło, stoł tam klosztór, a przi nim kaplica. A w tym klosztorze były siostry taki, co ty zioła tam zbiyrały i jak ludzie prziszli do nich po porade, z chorobami rozmańtymi, to ich lyczyły. Nó i do tego klosztoru też roz tam jak zabłądził w lesie, prziszeł pón, co tam niedaleko mioł zómek. A był młody, a piekny, szykowny. Siostry rade były, że prziszeł taki możny człowiek. A jedna tako piekno szwamo siostra sie mu spodobała. A óna, jako że była młodo, to sie ji też młody spodoboł. Nó i tak to jakosi zrobili, że sie tam spotykali na łące. Nó i ta pani, ta małżónka od tego bogatego pana sie o tym dowiedziała. Kie miała dzieci i młodo była, bardzo ji to było przikro. Jak mógła, sie starała, żeby tego małżónka odciągnyć, żeby ji tam nie zdradzoł, żeby tam nie chodził, ale ni mógła se dać rady. Zebrała sie roz i na kóniu pojechała tam do tego klosztora podziwać sie, co tam jest. I miała akurat to szczęści czy nieszczęści spotkać te szwarną zakonnice, te panne, co tam w tym klasztorze była. Jak ją uwidziała, toż se zaroz pomyślała: "To już je marne. Jo już nic nie zrobiym." I straszne przeklyństwo nuciła. Mówiła:
        - Niech sie tyn klosztór zapadnie, pospołu z tóm kaplicóm.
        Ledwo to powiedziała, zagrzmiało. Ziymia sie odewrziła i tyn klosztór i te kaplice i te panióm pochłónyła. Pozostało tam jyny źrzódełko, kiere miało wode takóm, co lyczy, i to źrzódełko tam je po dzisio. Jak kogo co boli, a najbarzi to na oczy, to bieróm te wode i oczy se nióm przemywają i prawią, że pómogo. Tam, na tej łące, kaj sie schodzili, to prawióru, że tam jest taki zieli, co kwitnie bioło, a je trujące, że to też tam od tego czasu rośnie i zwiyrzęta go nie żeróm, pszczółki, owady go omijajóm. I tak to jakosi kiesi na tym świecie być musiało, że to ty przeklyństwa sie spełniały, kie ta legynda je aż po dzisio. Dzisio sie już to nie pełni.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.03.15, 23:17
        Jeszcze dzisiaj starzi ludzie wierzą w nocznice. Nocznice - mówią - chodzą w adwyncie. Unoszą się polami jako światełka, a kto idzie i śpiywo albo gwiżdże, to go napadajóm i smykajóm tak długo, aż zupełnie osłabnie, a niektórzy - jak jest słabszy - to i skóno. I kiesi też jedna dziewczyna - było to już późno wieczorym przijechała pociągym do naszej wsi, a wiadomo, że u nas w Pruchnej dworzec kolejowy jest od wsi daleko i trzeba iść przez pola. Ale tóż dziołcha była młodo i szpasowito, chnet sie tam jakiś znajomy kawaler ku ni przyczepił
        byli dwa. A wyjdóm kąsek na chodnik, tu idzie rechtór. Mówi:
        - Każ to idziecie?
        - Ku dziedzinie.
        - To jo też pój dym z wami. Pójdzie sie nóm we trójke dobrze.
        Nó i tak se we trójke idóm i jak to w adwencie, śniyg już troszeczka prószy, tak mgławo było i tak idóm, szpasują se tam rozmaicie, opowiadajóm i nagle w dziedzinie widzóm światełko tak przez ty pola, tóm miedzóm idóm prosto na to światełko. I tak idóm, idóm, światełko fórt widać, już im to było dziwne, zaczyni sie zastanawiać, co oni tak długo do tej dziedziny idóm. Już powinni być downo przi farze, bo to liczyli, że to światełko jest z fary i tyn rechtór - ón sie Bakar nazywoł powiado:
        - Na jakosi to je dziwne. Jakoś to długo do tej chałpy idymy
        "Ale - myśli se - opowiadómy i to tak sie ciągnie". Aż nagle widzóm z przeciwka, że idzie jakisi ciyi. Bo to całkiym dymno nie było. Było tak szarawo i ten rechtór woło:
        - Hej, kto tu idzie?
        - To jo - odzywo sie mu chłop.
        - A co za jo?
        - Na Krygierek.
        - A kiery Krygierek?
        - Na tyn hawiyrz.
        - A każ to idziecie, Krygierku? - Już wiedzioł tyn rechtór, kto to jest.
        A tyn mówi:
        - Ku cugu idym. Do pociągu. Bo przeca do roboty jadym.
        - Ale, nie mówcie. Dyć my są przi farze, a każ wy to idziecie? Tu jest fara, a me kierchów.
        - Ale katać też tam, panie rechtór. Na dyć tu jest krziż, a tu oto jest staw tu w tej dolinie, to my są przi tym stawie akurat.
        - Na, ni ma możne. Dyć my już powinni downo być w chałupie.
        A Krygierek prawi:
        - Ja, ja panie rechtór. Smyko was tu, smyko. Bo to przeca jest adwynt, nocznice chodzóm, a wy sie śmiejecie i łazicie po polu z tóm oto porką młodych i nocznice was tak smykajóm.
        Nó i tak to jest z tymi nocznicami. Starzi ludzie jeszcze dzisio w ty nocznice wierzóm
        i młodym przikazujóm, jak nocami wychodzóm:
        - Nie gwizdejcie. A anie śpiywejcie. A nie śmiyjcie sie polami, bo nocznice sie bardzo mszczóm. Jak dopadnóm człowieka, depcóm nogami, a zmoczóm tak, że tyn człowiek
        już potym ani ni ma zdolny do życio, a że cały taki otumanióny pozóstanie.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.03.15, 23:24
        Jak jeszcze dzisio starzi ludzie powiadajóm, był roz jedyn taki bardzo nieużyty siedlok, bogaty, co sie nazywoł Hołota. Nie zaznoł, co to biyda, nigdy za żodnóm usługe żodnymu nie podziękowoł, wszystko od ludzi za darmo chcioł wyciągnyć, a nikómu nie pomógł. Tak
        że już potem ludzie ani do niego po pómoc nie szli. r tak żył chłopisko, wykorzystywoł, kogo sie dało. Aż jedna biydno baba miała chłopa, co sie mu przi robocie stało nieszczęści i wziyli
        go na wóz i wiyźli go do chałpy. Ale chłopisko już ducha po chodniku wypuścił. Przijechali też tam pod tyn kopiec, a że to było przi roztokach wiosynnych, cesta grząsko, i zaś wozym nie mogli wyjechać na tyn kopiec. Baba w pytke do siedloka: - Na dyć, gazdoszku, bydźcie tak dobrzi, pómóżcie nóm wyciągnyć wóz. Ale ten nieuczyniiwy człowiek, jak zwyczajnie, skrziczoł babe, tóż ona mówi: - Jak już nóm nie chcecie pómóc wyciągnyć tego wozu, bo ta nasza szkapa se niy może dać rady, ale chociaż nóm światełka jakiego pojczejcie. - Co? Jeszcze latarnie być ody mnie chciała? Czy jo dlo ciebie nafte kupujym albo świyczki? Co se ty niy myślisz?! Nó, baba poszła. Mówi: - Bodejżeś ty nigdy zaznoł spokoju. Bodejżeś sie tłukł po tym świecie. Tak tam jeszcze taki przeklyństwa, jako to downij bywało, powiedziała i poszła.
        Jakosi już tego nieboszczyka do tej chałpy dosmyczyli, a siedlok już tam potym długo nie żył. Hnet umrził. Nó i nie minyło wiela czasu, zaczyny słuchy chodzić, że tam pod tym kopcym chodzi tyn siedlok kole tej swoji chałpy ze świyczkami i czeko, aż go kto o światełko popy to, żeby poświycił i przi tym żeby mu podziękował. Bo tako sie wiadomość rozniósła, że tak długo bydzie pokutować, aż mu ktoś za to światełko podziękuje. Tak to długi, długi roki trwało. Tak że sie ludzie przizwyczaili, że jak kto pod kopcym ugrząz, to jyny zawołali: - Hołota spod płota, pódź poświycić, bo jest ćma. I hnet sie światełko zjawiało. To nie jyny na tej drodze. Ale i jak kto w nocy zabłąkoł polami, niech to było, kiedy chciało. Czy w lesie, jak jyny go wezwali, przichodził w nocy ze światłym i każdego na prowodziwom droge wyprowadzoł.
        Ale ludzie myśleli se: "Ha, co tam! Jak żeś ty ni mioł takigo serca żodnego ku ludzióm, ku biydokóm, trop sie. Bo ludzie też umióm być mściwi. Pamiętajóm dobre, albo złe jeszcze dłużyj. I tak sie potem przizwyczaili, że żodyn tymu światełku nie dziękowoł. I już tak długo,
        długo trwało. Roz też jedyn siedlok szeł i zabłądził. Bo to w adwyncie mgły bywajóm, duchy rozmaite - jak to ludzie prawióm - chodzóm a tamtyn chłop pociągnył kapke za moc z butelki i potem do chałpy ni móg trefić. Tóż też zawołał: - Holota, spod płota, pódź poświycić, bo jest ćma! Zjawiło sie światełko i Pieknie, pieknie wykludziło go aż ku chałpie. Aż ku samymu
        progu. Jak już tyn chłop wloz do siyni, to światełko stoi fórt. Tóż on prawi tymu światełku:
        - Teraz cie już nie potrzebujym. Idź se spadki, skądeś wyloz, aby mi świycić. Zaś nie podziękowoł. I tyn Hołota, tyn duch tego Hołoty sie tak zemścił na tym chłopie, że kiedy ón już był isty, że już sie mu nic nie stanie, to akurat wtedy wiater dmuchnył, trzasło dżwiyrzami i przibiło pięty. I tak od tych pięt sie mu ciało zaczyło psuć, chorowoł, chorowoł, aż umrził. Jednak i duchy sie też zemścić umióm. I musiał już kiesik ktosi tymu Hołocie podziękować, bo dzisio tam już nie słychać, żeby sie tam ze swym światełkym Hołota zjawiał, bo starzi ludzie już wymarli, co to wszystko, ty bojtki opowiadali i mało nas już zóstało, co to jeszcze od dziecinnych roków pamiętómy. Może to już jest pomiynióne, ale tela, co jeszcze pamiętómy, to jeszcze opowiadómy, żeby ludzie wiedzieli, jak to kiesi, kiesi, hań downi bywało.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 21:10
        Śmierci lęka się każde stworzenie, lecz największy strach ogarnia człowieka, gdy sobie pomyśli, że go może spotkać śmierć pozorna, to jest, że nas za życia mogą pochować do grobu okropnego. Żadne zdarzenie na świecie nie uderza w nasze serca tak strasznie, jak opowiadanie o nieszczęśliwych, których dla pozornej śmierci pochowano za żywa.
        Podajemy następujące opowiadania o kilku zdarzeniach na Górnym Szlązku.
        Stary pułkownik w Ornontowicach. Nigdy nie zapomnę zdarzenia tego z młodości mojej:
        W Ornontowicach, wiosce położonej w Pszczyńskim powiecie, żył przed 40 laty stary pułkownik, który niespodzianie umarł, będąc w 70 roku wieku swego. Ponieważ sam był wszystko przygotował na pogrzeb swój, więc za parę godzin, jeszcze tego samego dnia po śmierci, ubrali go słudzy w ubiór żołnierski, położyli w trumnie i zanieśli do kościoła, gdzie po kolei chłopi po - czterech odbywali straż we dnie i w nocy, przyczem liczne świece przyświecały. Czwartego dnia pochowano zmarłego w murowanym grobie a nad sklepieniem położono wielki kamień z stosownym napisem. Trzeciego dnia usłyszał dzwonnik jakieś jęczenie na cmentarzu i doniósł o tem nauczycielowi, który przekonawszy się, że narzekanie z ziemi na cmentarzu pochodzi, kazał ostatnie dwa groby prędko odkopać i trumny otworzyć. Lecz w obóch trumnach spoczywali umarli spokojnie. Zagrzebano znowu umarłych, jęczenie na cmentarzu też ustało i różnie ludzie sądzili, skąd mogło pochodzić. Nikt nie przypuszczał, ani nawet nie pomyślał, żeby 70 letni pułkownik mógł jeszcze raz ożyć i dlatego jego grobu nie otworzono. Kilka lat później kazał nowy dziedzic wymurować wspaniałe i obszerne mauzoleum (sklep grobowy) dla dziedziców Ornontowskich i ich rodzin, i uznał za stosowne
        zmarłego pułkownika przenieść do nowego mauzoleum. Nadeszło pozwolenie biskupa;
        ks. dziekan, organista, nowy dziedzic i mnóstwo ludzi zebrało się około starego grobu;
        mularze odwalili kamień, przełamali mocne sklepienie, lecz gdy deski znajdujące się pod sklepieniem usnęli, odskoczyli ze strachem od grobu. Zaglądamy w grób i sami przelękliśmy
        się nie mało ujrzawszy trumnę otwartą a ciało zmarłego w poprzek na trumnie leżące.
        Dziedzic zawołał: "Okradli go złodzieje!" Można to było przypuszczać, bo stary pułkownik kazał się w wspaniałym ubiorze pochować; na palcach były złote pierścienie, na boku kosztowny miecz, z pozłacaną rękojeścią, na ramionach śrebrne szlify, na bótach śrebrne a nadto pozłacane ostrogi. Ks, dziekan, przypatrując się całemu położeniu umarłego, zauważał: "Złodzieje go nie złupili, bo byliby zabrali z sobą klejnoty, a tu je wszystkie widzimy!" "Złodzieje nie byli w grobie," odezwał się mularz, "bo sklepienie grobu zostało nie
        ruszone tak, jak sam je dokończyłem, a nawet mój nóż, który na desce pod sklepie zapomniawszy o nim, zostawiłem, znalazłem dziś. Gdyby byli złodzieje, musiałbym to poznać, a ściany grobowe są także nienaruszone. " "Mój Boze, więc ożył w grobie!" - "Śmierć pozorna!" - To była wykrzyki które się boleśnie z piersi obecnych dobywały. Teraz przypomniano sobie owe jęki, które dzwonnik, organista i ludzie słyszeli, gdy dwa groby daremnie odkopywali. Pochodziło to podziemne narzekanie z murowanego grobu starego pułkownika, lecz głos jego na trzeci dzień po pogrzebie a na szósty po mniemanej śmierci, już był tak słaby, że nikt zrozumieć nie mógł, skąd jęki pochodzą. Pewnie okropne chwile przepędził ożyły w grobie; rozpacz dodała starcowi nadzwyczajnych sił, kiedy mocno zabitą trumnę zdołał otworzyć, i długo żył w grobowem więzieniu, bo wszędzie po ścianach były
        znaki, jak mieczem dłubał między cegłami i rąbał po ścianach, aby się wybawić. Nareszcie upadł omdlały w poprzek na trumnę, i któż odgadnie, jak długo się męczył, niżeli prawdziwa śmierć go wybawiła. Mógł pułkownik mimo to być ocalonym, gdyby nie nieszczęśliwy zabobon głupiego chłopa. Wydało się później, że jeden ze stróżów widział, jak pułkownik." leżący w
        kościele w otwartej trumnie, ruszył dwa razy wskazującym palcem prawej ręki. Lecz chłop zamiast to ogłosić, uciekł z kościoła, myśląc, że umarły mu grozi za to - iż mu był na gruszkach w sadzie. Nieszczęśliwy los starego pułkownika zasmucił całą okolicę.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 21:21
        O powiadała mi także pewna pani o pozornej śmierci, która w jej rodzinie się zdarzyła. "Mój ojciec," mówiła owa pani, "był nauczycielem w Byczynie i było nas pięcioro dziatek, dwóch synów i trzy córki. Cudowna nagła choroba zabierała dzieci, jedno po drugiem, skoro 11 lat dożyły. Została nas dwoje najmłodszych, brat i ja, a rodzice strzegli nas, jak źrenicy w własnym oku, osobliwie, gdy brat przekroczył 80-ty rok życia swego. Pewnego dnia uskarżał się brat na ból głowy. Przelęknieni rodzice pędzili go do łóżka. Myślicie, żartował sobie chłopczyk, "że jest bardzo chory? Oto pokażę wam, że mi nie wiele brakuje. l z temi słowy
        rozebrawszy się, tańczył przed naszemi oczyma po izbie, a potem skoczył do łóźka. Ból głowy i gorączka powiększały się z każdą minutą, a wszystkie rady i środki trzech lekarzy, zwołanych ku łożu chorego, były bezskuteczne, bo o północy nastąpiła śmierć z temi samemi oznakami, jak przy pierwszych trojgu dziatek. Wszyscy trzej lekarze osądzili zgodnie że paraliż nerwowy nitkę życia chłopcu przeciął. Jakże wam opisać boleść rodziców, którzy już czwarte dziecię, a każde w najpiękniejszej porze życia utracili. Matka mdlała raz po razu, lekarze na pół żywą
        zanieśli do łóżka i trzeżwili róźnemi esencjami. Tymczasem radzili lekarze ojcu, aby pozwolił sekcję zmarłego, przedstawiając mu, że w wnętrznościach pewnie odkryją zagadkę nagłej śmierci, i przynajmniej będą mogli ocalić ostatnie dziecię jego, jeżeliby podobna nadeszła choroba. Nakłonili nareszcie rozpaczającego ojca, że na ich żądanie zezwolił. Umówiono się do zachowania tajemnicy przed matką, któraby żadnym sposobem nie była zezwoliła na rozbieranie kochanego ciała. Drugiego dnia wieczór zebrali się lekarze i wraz z ojcem zamknęli się w komórce i położyli umarłego na wielkim stole, i prawie chcieli pierś rozpłatać, gdy matka jakimś przeczuciem niepsokojna, chciała zmarłe dziecię odwiedzić, a nie znalazłszy go w
        sjypialni, przypadła do drzwi komórki i rozpaczliwie niemi kołatając, na rany Boskie
        prosiła, aby ją puścili do kochanego Józefka. Gdy się lekarze wahali, i nie widzieli co robić, porwała matka siekierę i z rozpaczą uderzała do drzwi, aż je otworzyli. Jak lwica, gdy jej kto chce zabrać młode lwiątko, skoczyła matka do stołu, porwała zmarłe ciało i przytulając je do siebie, uciekła z niem do swej izby, gdzie je na łóżku swojem położywszy, ciałem swem zasłaniała. Lekarze naradzili się, że o 1godzinie w nocy, jak matka zaśnie, powtórnie przyjdą do sekcyi, gdy w tem nagle dziki krzyk matki rozległ się po całym domie i wszystkich domowników zwołał do izby, w której matka z zmarłym się ukrywała. Tu widzą matkę klęczącą przed łózkiem i pieszczącą się z ręką syneczka, który z zadziwieniem ogląda się po izbie. Ożył - Ojcze twój syn żyje! były radośne okrzyki szczęśliwej matki. Nie o-pisuję radości naszej. Mój brat Józef żyje do dziś dnia i jest złotnikiem w Wrocławiu. Co go obudziło? Któż odgadnie? - Może, że, szybkie porwanie Jego ciała, które matka jak worek z zbożem przerzuciła przez ramię swoje. Za dwa lata i mnie napadła ta sama choroba, lecz pomocą belladony, a gdy kurcze nastąpiły, kamfory, które mi z homeopatycznej apteki podali, wybawiono mię z paszczeki śmierci. Rodzice żyją i cieszą się z naszego zdrowia, a tylko wtenczas smutnieją, gdy sobie przypominają troje dziatek, które może tylko przez potworną śmierć poszły do grobu.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 21:31
        Prawdziwie okropna jest śmierć pozorna, lecz nic okropniejszego nie może sobie wymyślić wyobraźnia nasza, jak zdarzenie, które przedstawia olejny obraz w filijalnym kościele w Wielkiej Grudyni, wiosce pod Głupczycami. Nigdy nie zapomnę wrażenia, jakie mię wskróś przeszyło, gdy stałem przed obrazem, przedstawiającym matkę bladą, siedzącą w pustym sklepie na trumnie i piastującą na łonie pokąsane swe niemowlę. Staruszek dzwonnik tak mi ten obraz tłumaczył: "Już temu blisko 90 lat, jak tutejsza dziedziczka hrabina P.... w ciężkiem połogu umarła. Pochowano nierozwiązaną w grobowym sklepie pod kościołem, w którym
        tylko co dwa tygodnie raz odprawiało się, nabożeństwo. W sześciu tygodniach po śmierci matki umarła czteroletnia córeczka a gdy otworzono sklep pod kościołem, aby córkę pochować obok matki, oto znaleziono położnicę i na jej łonie nowonarodzone dziecię, jak to ten obraz przedstawia. Hrabina była tylko na pozór umarłą, w trumnie ocuciła się, odwaliła wieko trumny, powiła dziecię bez obcej pomocy, którego ciało, gdyż pewnie dziecię wprzód niż hrabina umarło, własna matka z głodu lub z rozpaczy ogryzała. Tak opowiadał statruszek, a mnie jeżyły się włosy na głowie, gdy sobie okropne zdarzenie w myśli przedstawiałem. Słabowita i delikatna hrabina - dziecię bez wszelkiej pomocy i sługi, w zimnym sklepie pod kościołem - rozpacz matki, gdy piersi zgłodniałej brakło mleka dla używienia nowo - narodzonego aniołka - również i boleść nad dziecięciem z głodu umierającem - potem głód tak okropnie dokuczający, że matka trupa własnego dziecka pożywała. Któż może sobie okropniejszy przedstawić obraz?
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 21:33
          Grudynia Wielka (Magna Grudina, Grosz Grudny, od 1845 niem Gross Grauden) – wieś w Polsce położona w województwie opolskim, w powiecie kędzierzyńsko-kozielskim, w gminie Pawłowiczki.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 21:34
            Grudynia Wielka istniała na początku XIII wieku. W dokumencie biskupa wrocławskiego Wawrzyńca znajduje się wzmianka, że 25 maja 1223 r. wioska Grudynia została przekazana w posiadanie sióstr norbertanek z Rybnika. Nazwa "Grudynia" (w języku niemieckim "Grauden", w łacińskim "Graudina" ) wywodzi się od słowa gruda – bryła ziemi. W 1416 roku występuje nazwa Magna Grudina, a w 1532 Grosz Grudny. W 1783 roku właścicielem majątku w Grudyni Wielkiej była rodzina von Görz. W 1802 r. majątek został nabyty przez hrabinę Knobelsdorff. W 1811 r. majątek sprzedano radcy Trusnowi, a w 1850 r. nabył go Józef Neumann z żoną Emilią. Potem został przekazany ich córce, która wyszła za mąż za barona von Reibnitz.
            W latach 1859–1870 został wybudowany pałac. Majątek pozostał w rękach rodziny von Reibnitz do roku 1939. W latach 90. XX w. mieściło się w nim przedszkole. Pałac został odrestaurowany i przerobiony na hotel z restauracją
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 21:35
            Według rejestru Narodowego Instytutu Dziedzictwa na listę zabytków wpisany jest:
            park pałacowy, z drugiej poł. XIX w., lata 1905–1915,
            kościół parafialny pw. Nawiedzenia NMP,
            zespół dworski: pałac, spichlerz, wozownia oraz kuźnia.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 13:02
              O’Connor, przebywając w Polsce w latach 1694–1695, wielokrotnie zetknął się z opowieściami o wychowywanych przez niedźwiedzice dzieciach, zagubionych lub porzuconych w puszczach litewskich. Relacje takie słyszał od wielu senatorów i osobistości Królestwa, nie wyłączając samego Jana Sobieskiego. Opowiadano, iż jeżeli porzucone w lesie dziecko odnajdzie niedźwiedź – wnet je rozszarpie, lecz jeżeli natknie się na nie niedźwiedzica – zaopiekuje się nim i wykarmi. O’Connor, zainteresowany nieznanym sobie wcześniej zjawiskiem, opisał taki przypadek w specjalnej rozprawie łacińskiej i nie pominął go oczywiście w swojej Historii Polski.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 20:31
              Dzisiaj nie ma już śladu po warowni Skrzyńskich; również nie odnaleziono podziemnego korytarza, łączącego podobno Grójec z zamkiem w Żywcu (wzniesionego w 1467 r. przez ród Komorowskich).
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 23:00
              Historia o złotym zębie – chłopiec ze Śląska
              Pod koniec XVI w., w 1595 r., w śląskiej wsi Ostraszowice nieopodal Dzierżowniowa w żuchwie siedmioletniego chłopca o imieniu Krzysztof, syna ubogiego stolarza Jana Muellera i jego żony Jadwigi, zauważono złoty ząb, który wyrósł tam podobno w sposób... naturalny. Sam chłopiec i jego krewni nie zauważyli pojawienia się cudownego trzonowca po lewej stronie. Na złoty ząb miała natomiast zwrócić uwagę pewna dziewczynka ze szkoły parafialnej, do której uczęszczał mały Mueller. Gdy dzieci rozmawiały ze sobą o jakichś drobnostkach, dziewczynka nagle zauważyła coś, co lśniło w ustach przyjaciela niecodziennym blaskiem.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 23:04
              Zarówno układ planetarny, jak i pojawienie się złotego trzonowca w żuchwie siedmiolatka z ludu, miały stanowić zdaniem uczonego opatrznościowy znak nadziei dla wszystkich chrześcijan uciemiężonych przez... Osmanów. Ząb miał stanowić także pociechę dla cesarza Rudolfa II, który z powodu wydatków na zbrojenia w walce z Turkami wpadł w poważne tarapaty finansowe. Wkrótce miała bowiem nadejść złota epoka, a skarbiec cesarski miał się znów napełnić złotem. Co więcej, złoty ząb symbolizował rychłe powstanie mocarstwa, które – potężne pod każdym względem – stałoby się ostoją pokoju w chrześcijańskim świecie. Przy czym mocarstwem tym miało być... odnowione Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego, ponieważ Krzysztof Mueller był poddanym niemieckiego pana. Złoty ząb miał jednak oznaczałć także wielkie utrapienie, był to bowiem dolny trzonowiec rozgniatający i miażdżący wszystkie potrawy. Przy czym utrapienie to miało pojawić się, zanim narodziłoby się złote mocarstwo, niosące pokój na świecie.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.24, 23:36
              Skąd wzięła się legenda „pięknego księcia Karolka”? A skąd w ogóle biorą się legendy? Czy wystarczył jego urok osobisty? Wielu ludzi posiada urok osobisty, ale nie trafiło i nigdy nie trafi do żadnej legendy. A może potrzebna była wielka i przegrana sprawa, której bohater bronił do samego końca? Mamy skądś wyobrażenie, że tylko my czcimy przegranych bohaterów. Inni mają zwycięskich bohaterów. Nieprawda. Inni także mają przegranych bohaterów. Amerykanie obrońców misji Alamo, Brytyjczycy uczestników wyprawy arktycznej Johna Franklina podczas której zginęli wszyscy, czy kapitana Roberta Scotta, który przegrał wyścig do Bieguna Południowego a w drodze powrotnej umarł ze swymi towarzyszami, kilkanaście kilometrów od bazy z zaopatrzeniem. Nawet zwycięstwo największego z największych, admirała Nelsona, miało posmak klęski. Wygrał decydującą bitwę pod Trafalgarem, ale sam poległ.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.24, 21:36
              Upiorna kareta z Lipowca
              O widmowych karetach, spotykanych przeważnie na rozdrożach, leśnych duktach czy obok starych ruin, opowiada się w różnych zakątkach Polski, m. in. w Radłowie koło Olesna czy niedalekich Biskupicach. Największą jednak sławę zyskał fantom karety, ukazującej się nocami na drodze, prowadzącej od wsi Babice w pobliżu Chrzanowa do obronnego zamku Lipowiec, górującego nad okolicą. Czarny pojazd, zaprzężony w szóstkę karych koni, sunie bezgłośnie i bardzo szybko po stromej i wyboistej drodze, a na koźle nie widać nikogo. Z karety wysiada postawny mężczyzna w biskupich szatach oraz towarzyszący mu księża. Powoli kierują się ku wejściu na dziedziniec zamkowy. Chwilę potem z wnętrza wehikułu wyciągany jest siłą jakiś mężczyzna. Na podwórzu czeka już na niego kat, unoszący topór. I nagle widma znikają...
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.01.25, 13:13
              https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/OPSlI9O6p0KdFOW2X.jpg
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.02.25, 12:15
              Przy drodze z Boronowa do Olszyny przechodzącej obok Zumpów przepływa strumyk określany nazwą Ryzio. Położony jest on na terenie dawnej eksploatacji rud żelaza. Według podania, w nocy przechodzących obok ludzi spotykać mogą duchy lub siły próbujące ich tam zatrzymać
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.02.25, 10:41
              W Polsce najbardziej chyba znaną (ale późną) legendą jest ta o porwaniu przez Ducha Gór księżniczki świdnickiej Dobrogniewy. Duch Gór czyni to zamieniony w wicher, niemal wyrywając księżniczkę z ramion jej narzeczonego, raciborskiego księcia Mieszka. Po wielu perypetiach Dobrogniewa nakłania Ducha Gór do liczenia rzepy rosnącej na pobliskim polu, ten zajęty tą czynnością nie zauważa szczęśliwej ucieczki księżniczki. Stąd właśnie ma się brać nieco wstydliwe miano Ducha Gór - Liczyrzepa. Jak zauważają badacze współcześni Liczyrzepa nie jest jednak określeniem do końca poprawnym, mającym brać się ze zbytnio uproszczonego tłumaczenia wariantu niemieckiego Rübezahl.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 09:56
              Św.‎ ‎Floryan. Gdy‎ ‎poselstwo‎ ‎polskie‎ ‎przybyło‎ ‎do‎ ‎Rzymu,‎ ‎ażeby‎ ‎uprosić Ojca‎ ‎św.‎ ‎o‎ ‎jakie‎ ‎relikwie‎ ‎cenne.‎ ‎św.‎ ‎Floryan‎ ‎wystawił‎ ‎rękę‎ ‎z‎ ‎tru mny‎ ‎z‎ ‎napisem:‎ ‎„chcę‎ ‎iść‎ ‎do‎ ‎Polski‎u‎.‎ ‎Jego‎ ‎też‎ ‎Ojciec‎ ‎św.‎ ‎prze znaczył‎ ‎do‎ ‎Polski. Gdy‎ ‎wieziono‎ ‎te‎ ‎relikwie‎ ‎na‎ ‎wozie‎ ‎zaprzągniętym‎ ‎w‎ ‎cztery konie,‎ ‎na‎ ‎tym‎ ‎miejscu‎ ‎gdzie‎ ‎kościół‎ ‎św.‎ ‎Floryana‎ ‎stoi,‎ ‎stanęły‎ ‎i‎ ‎nie chciały‎ ‎się‎ ‎ruszyć‎ ‎z‎ ‎miejsca. Historya‎ ‎przywiezienia‎ ‎relikwi‎ ‎św.‎ ‎Floryana‎ ‎znajduje‎ ‎się w‎ ‎kościele‎ ‎tegoż‎ ‎św.‎ ‎w‎ ‎obrazach‎ ‎odmalowana‎ ‎z‎ ‎napisami.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 10:19
              Wierzenia. Gdy‎ ‎kogo‎ ‎dreszcz‎ ‎przechodzi,‎ ‎to‎ ‎go‎ ‎śmierć‎ ‎przeskoczyła. Jak‎ ‎się‎ ‎komu‎ ‎„chepie“,‎ ‎odbija,‎ ‎to‎ ‎go‎ ‎wspominają. Przypadkowe‎ ‎uderzenie‎ ‎się‎ ‎w‎ ‎łokieć,‎ ‎znaczy,‎ ‎wspomnienie przez‎ ‎szwagra. Jak‎ ‎komu‎ ‎w‎ ‎uchu‎ ‎„ciurczy‎a‎ ‎(dzwoni),‎ ‎to‎ ‎go‎ ‎wspominają. Gdy‎ ‎komu‎ ‎utworzy‎ ‎się‎ ‎chrosta‎ ‎na‎ ‎języku,‎ ‎mówi,‎ ‎że‎ ‎na‎ ‎niego ktos‎ ‎klnie;‎ ‎lekarstwem‎ ‎na‎ ‎to,‎ ‎zawiązanie‎ ‎lewą‎ ‎ręką‎ ‎węzełka‎ ‎pod stołem. Spotkanie‎ ‎w‎ ‎drodze‎ ‎pierwszego‎ ‎księdza,‎ ‎źle‎ ‎wróży,‎ ‎przeciwnie spotkanie‎ ‎żyda,‎ ‎przynosi‎ ‎szczęście.‎ ‎Spotkanie‎ ‎baby‎ ‎wyjątkowo‎ ‎w‎ ‎wi gilię‎ ‎dobrze‎ ‎wróży. Gdy‎ ‎kto‎ ‎„wykrzywi‎ ‎pyskiem‎w‎,‎ ‎patrząc‎ ‎na‎ ‎wypalanie‎ ‎garn ków,‎ ‎garnki‎ ‎się‎ ‎pokrzywią‎ ‎garncarzowi. Gdy‎ ‎kto‎ ‎psie‎ ‎łajno‎ ‎wrzucił‎ ‎mydlarzowi‎ ‎warzącemu‎ ‎mydło, mydło‎ ‎się‎ ‎nie‎ ‎zsiadło. Powróz‎ ‎z‎ ‎wisielca‎ ‎albo‎ ‎część‎ ‎ubrania‎ ‎tegoż,‎ ‎przynosi‎ ‎szczę ście.‎ ‎Śmiali‎ ‎się‎ ‎z‎ ‎szynkarzy,‎ ‎że‎ ‎ci‎ ‎do‎ ‎wódki‎ ‎powróz‎ ‎taki‎ ‎wkładali, żeby‎ ‎prędzej‎ ‎wódkę‎ ‎wyprzedać. Wrozby‎ ‎z‎ ‎gry‎ ‎dzieci.‎ ‎Różnie‎ ‎wróżą‎ ‎sobie‎ ‎z‎ ‎gry‎ ‎małych‎ ‎dzieci, które‎ ‎opiece‎ ‎jedynie‎ ‎boskiej‎ ‎zawdzięczają‎ ‎swe‎ ‎życie,‎ ‎bo‎ ‎rodzice mało‎ ‎o‎ ‎nie‎ ‎dbają.‎ ‎Rozmaite‎ ‎też‎ ‎zabawy‎ ‎wymyślają‎ ‎sobie‎ ‎dzieci, a‎ ‎niektóre‎ ‎z‎ ‎nich‎ ‎mają‎ ‎mieć‎ ‎znaczenie‎ ‎i‎ ‎tak,‎ ‎gdy‎ ‎się‎ ‎bawią‎ ‎„kro wami^‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎uchami‎ ‎garnków‎ ‎rozbitych,‎ ‎to‎ ‎rok‎ ‎będzie‎ ‎zły,‎ ‎jeżeli robią‎ ‎bochenki‎ ‎chleba‎ ‎z‎ ‎gliny‎ ‎lub‎ ‎piasku,‎ ‎to‎ ‎rok‎ ‎będzie‎ ‎urodzajny, gdy‎ ‎urządzają‎ ‎procesyę,‎ ‎t.‎ ‎j.‎ ‎rozpiętą‎ ‎chustkę‎ ‎na‎ ‎kiju‎ ‎noszą‎ ‎i‎ ‎śpie- wają,‎ ‎to‎ ‎zapowiadają‎ ‎albo‎ ‎wojnę,‎ ‎albo‎ ‎też‎ ‎kogoś‎ ‎wyprowadzą‎ ‎na tamten‎ ‎świat. Dziecko‎ ‎odsądzone‎ ‎od‎ ‎piersi‎ ‎i‎ ‎okadzone‎ ‎i‎ ‎znowu‎ ‎przysądzone powtórnie,‎ ‎ma‎ ‎moc‎ ‎urzekania. Jak‎ ‎wojna,‎ ‎to‎ ‎niebo‎ ‎otwarte‎ ‎i‎ ‎dusza‎ ‎każdego‎ ‎poległego‎ ‎może się‎ ‎tam‎ ‎dostać. Kto‎ ‎umrze‎ ‎w‎ ‎dzień‎ ‎Wniebowstąpienia‎ ‎Pańskiego,‎ ‎idzie‎ ‎prosto do‎ ‎nieba,‎ ‎które‎ ‎w‎ ‎tym‎ ‎dniu‎ ‎stoi‎ ‎otworem. Dyabeł‎ ‎na‎ ‎pokucie.‎ ‎Gdy‎ ‎się‎ ‎dyabłu‎ ‎jaka‎ ‎sprawa‎ ‎nie‎ ‎uda, Lucyper‎ ‎skazuje‎ ‎go‎ ‎na‎ ‎pokutę.‎ ‎Najczęściej‎ ‎musi‎ ‎on‎ ‎pracowitemu
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 11:02
              A‎ ‎na‎ ‎zadzie‎ ‎garbata, Prawą‎ ‎nóżką‎ ‎zamiata. 3‎. Nie‎ ‎chciała‎ ‎pisarza,‎ ‎nie‎ ‎chciała‎ ‎rejenta, Wolała‎ ‎rzeźnika,‎ ‎co‎ ‎bije‎ ‎cielęta. 4‎. Ja‎ ‎człowiek‎ ‎krakoski Z‎ ‎oddalony‎ ‎strony, Pójdę‎ ‎do‎ ‎Warszawy, Będę‎ ‎szukał‎ ‎żony. 5‎. „Pójdziesz‎ ‎do‎ ‎Warszawy, Cóż‎ ‎będę‎ ‎robiła?‎a „Masz‎ ‎nitkę‎ ‎korali, Będziesz‎ ‎nawłóczyla‎w‎. 6‎. Jechał‎ ‎chłopiec‎ ‎od‎ ‎Torunia, Czarny‎ ‎wąsik‎ ‎miał, Miły‎ ‎ojcze,‎ ‎miła‎ ‎matko, Ten‎ ‎mi‎ ‎się‎ ‎udał. 7‎. Poszed‎ ‎na‎ ‎zaloty, Wzioł‎ ‎czerwony‎ ‎złoty, Zapomniał‎ ‎se‎ ‎flaszki, Nie‎ ‎uzyskał‎ ‎łaski‎ ‎(lub‎ ‎Kaśki). Żartobliwe. 1‎. Ojciec‎ ‎umar,‎ ‎a‎ ‎syn‎ ‎został, Syn‎ ‎po‎ ‎ojcu‎ ‎fajkę‎ ‎dostał. Ojciec‎ ‎umar,‎ ‎w‎ ‎grobie‎ ‎leży, A‎ ‎syn‎ ‎sobie‎ ‎fajkę‎ ‎kurzy. „Bede‎ ‎kurzył,‎ ‎bede‎ ‎palił, Bede‎ ‎sobie‎ ‎ojca‎ ‎chwalił‎w‎. 2‎. Poszed‎ ‎Jacek, Na‎ ‎jarmacek, Kupih‎ ‎sobie‎ ‎bic.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.05.25, 11:11
              Ślusarz‎ ‎ma‎ ‎kiepskie‎ ‎zamki. Majster‎ ‎klepka‎ ‎—‎ ‎co‎ ‎naprawi‎;‎ ‎to‎ ‎zepsuje. Filozof,‎ ‎co‎ ‎nosem‎ ‎bańki‎ ‎puszcza. Filozof,‎ ‎w‎ ‎niebo‎ ‎patrzy,‎ ‎a‎ ‎w‎ ‎g...‎ ‎chyc. Artysta,‎ ‎zjad‎ ‎(dyabłów)‎ ‎trzysta. Artysta,‎ ‎w‎ ‎portki‎ ‎drz... Malarz,‎ ‎co‎ ‎ukrad,‎ ‎to‎ ‎powiedział,‎ ‎że‎ ‎znalaz. Lakiernik,‎ ‎zrobił‎ ‎z‎ ‎g.‎..‎ ‎piernik. Z‎ ‎niskiego.‎ ‎Wysoki‎ ‎—‎ ‎starej‎ ‎kurze‎ ‎po‎ ‎kolana,‎ ‎kuropatwie po‎ ‎sam‎ ‎pas. Z‎ ‎ospowatego.‎ ‎Dyabeł‎ ‎na‎ ‎nim‎ ‎tatarkę‎ ‎młócił,‎ ‎albo‎ ‎dyabli na‎ ‎nim‎ ‎groch‎ ‎młócili. Z‎ ‎maj‎ ‎kuta.‎ ‎„Bo‎ ‎ci‎ ‎sie‎ ‎robota‎ ‎wścieknie‎u‎. Ze‎ ‎skąpca.‎ ‎Sukę‎ ‎na‎ ‎Podgórz‎ ‎by‎ ‎gnał‎ ‎za‎ ‎centa. Z‎ ‎grzebieniarzy.‎ ‎Burmistrz‎ ‎od‎ ‎wszy. Z‎ ‎imion. Staszek,‎ ‎wyłaz‎ ‎na‎ ‎daszek, Koszyki‎ ‎plecie,‎ ‎myszy‎ ‎gniecie, Która‎ ‎tłusta,‎ ‎to‎ ‎ją‎ ‎scbrusta, Która‎ ‎chuda,‎ ‎to‎ ‎ją‎ ‎psu‎ ‎da. Michał‎ ‎—‎ ‎trzy‎ ‎dni‎ ‎zdychał, A‎ ‎po‎ ‎śmierci‎ ‎kluski‎ ‎łykał, Na‎ ‎trzeci‎ ‎dzień‎ ‎wstał, Bo‎ ‎jeść‎ ‎chciał. Tatusiu,‎ ‎Walanty, Pódziemy‎ ‎na‎ ‎planty. Sobestyjon Suchy‎ ‎włożył,‎ ‎mokry‎ ‎wyjon. Ignacy, Mówi‎ ‎inacy. Z‎ ‎panów. Hrabia, Co‎ ‎psy‎ ‎obrabia, Książe, Co‎ ‎psy‎ ‎wiąże.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 10:30
              Postać Twardowskiego wykazuje szereg paraleli z pochodzącą z niemieckojęzycznego kręgu kulturowego postacią Fausta, znaną m.in. z dzieł Goethego, Thomasa Manna czy średniowiecznych ksiąg jarmarcznych.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 10:50
              Według legendy w 1560 roku zawitał do Bydgoszczy, gdzie odmłodził burmistrza...
              W roku pańskim 1560, w piękny majowy dzień na Starym Rynku zgromadził się ogromny tłum, wszyscy byli podnieceni, ale nie bardzo wiedzieli co się ma wydarzyć. Nawet pan burmistrz, ze złotym łańcuchem na szyi, się zjawił – widać dostojnego gościa powitać przybył. Nagle powstała ogromna wrzawa – Jedzie! Jedzie! – krzyczano. Patrzą ludziska, a tu ulicą Mostową na pięknym kogucie, w złote pióra strojnym, jedzie Pan Twardowski. Wjechał na Rynek, koguta zatrzymał, aż złote iskry się posypały. Zsiadłszy z pięknego ptaka, pokłon oddał burmistrzowi, który z kolei czarnoksiężnika dukatami obdarzył i szczęśliwego pobytu w mieście życzył.
              Tymczasem wierny sługa Twardowskiego – Maciek i bydgoski diabełek Węgliszek smutki ludzkie zbierali i obiecali mistrzowi je przedłożyć. Długi czas mistrz w Bydgoszczy ludzi leczył, zwierzęta uzdrawiał oraz wiele czarów wykonał, biorąc za to sowitą zapłatę.
              Nawet pan burmistrz do Twardowskiego się zwrócił z prośbą o pomoc w nieszczęściu. Mistrz wysłuchawszy skarg siwego już pana, dowiedział się, że w jego mieszkaniu kusi, a w nocy to i trzaski bywają, okropny rumor się czyni i śpiew w komnatach słychać. Twardowski, aby się o tym przekonać, u burmistrza w domu zamieszkał przez trzy tygodnie, ale nic nie kusiło. Twardowski przyrzekł burmistrzowi, że po jego odjeździe z Bydgoszczy już kusić nie będzie. Po wielu zabiegach Twardowski odmłodził burmistrza, tak, że jego młoda żona dopiero po dłuższej rozmowie męża poznała. I odtąd w domu pana burmistrza panował spokój – kusidła i duchy się wyniosły
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 11:23
              Jedyne wystawiane na widok publiczny lustro Twardowskiego pochodzące z Węgrowa jest pęknięte na trzy części i zmatowiałe. Wykonane zostało z białego metalu, stopu srebra, złota, cynku i cyny. Jest to przedmiot o wymiarach 56 na 46,5 cm, oprawiony w czarną drewnianą ramę, na której widnieje napis w języku łacińskim Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus at iste Dei versus in obseqvium est (Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu)
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 14:29
              Historia ta nie jest bardzo stara, została wymyślona w latach 20. XX wieku. Jej autorką jest Aniela Pruszyńska, która – podczas kolacji z Erikiem P. Kellym – w odpowiedzi na pytanie swojego gościa dlaczego melodia hejnału tak nagle się urywa – naprędce skonfabulowała historię o tatarskiej strzale. W formie pisanej legenda po raz pierwszy jest wzmiankowana w powieści Erica P. Kelly’ego Trębacz z Krakowa z 1928.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.07.25, 17:15
              Wierzono, że głos dzwonu Zygmunt w Boże Narodzenie, w Wielkanoc i w noc świętojańską budzi polskich królów, którzy potem zbierają się w jednej z sal na Wawelu. Podobnie brzmienie dzwonu miało moc budzenia śpiących pod Giewontem rycerzy
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.07.25, 19:36
              Jak w dzień śmierci Zbawiciela,
              Do grobowej tej kaplicy,
              Zewsząd ludu zdąża wiela:
              Z całej Polski to pątnicy.

              Cisza wkoło... Czasem jeno,
              Mgłą czarniejszą zajdą oczy,
              I na trumnę, na matczyną,
              Łza, zmieszana z krwią się stoczy.

              Tylko czasem wśród tej ciszy,
              Wiatr stłumiony jęk przyniesie,
              Że zaledwie Pan Bóg słyszy,
              Jak tam nić żywota rwie się.

              I przed oczy tobie stają,
              Żywe z baśni tej wyrazy:
              O tych ludziach, co to bają,
              Że czarownik wklął ich w głazy...

              Co tak wieczność stali całą,
              Pierś podając burzy ciosom,

              I ze zgrozy, — skamieniałą
              Dłoń, wznosili ku niebiosom!
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 22:39
        Człowieka, który z przyczyny pozornej śmierci trzy dni leżał na marach lecz znów ożył i jeszcze 9 lat potem żył na świecie. Mój znajomy był stolarzem, który w wolnych od rzemiosła chwilach nic tak nie lubił, jak czytanie różnych książek, jakie mu się pod rękę nawinęły.
        Lecz milej wam słuchać będzie jego własnego. opowiadania, które ile pamięć moja potrafi, chcę wam dosłownie podać. Tak mi opowiadał: "Było to w wiośnie r. 1846, gdy robiłem
        trumnę dla mego najlepszego przyjaciela, który nagłą umarł śmiercią. żyliśmy w ścisłej przyjaźni od lat młodości naszej i zgoła każdy wieczór przepędzaliśmy społem. Chociaż mało
        był uczonym" jednak od natury obdarzony był zdrowym rozumem, a dowcip jego zadziwiał nieraz i księdza proboszcza. Ponieważ lubił przysłuchiwać się mojemu czytaniu, więc co wieczór czytałem jemu różne książki i pisma." "Ostatniej zimy bardzo nas zajmowały
        pisma religijnej treści, bo jak światu wiadomo, właśnie wtedy powstał Johannes Ronge. Przez ekonoma poznałem pisma jego, a ks. proboszcz dostarczał nam różnych książek i broszurek, które błędne nauki Rongiego zbijały. Jednak przyznać się muszę, że nauki Rongiego nietylko mnie lecz także i mojemu przyjacielowi głowę zbałamuciły; oziębliśmy w wierze tak bardzo.
        -żeśmy nawet w czasie wielkanocnym opuścili komunię, którąśmy od młodości społem każdorocznie sumiennie odprawiali. Byłem z żoną zmarłego przyjaciela na plebanii dla zamówienia pogrzebu. Ksiądz proboszcz narzekał ze łzami nad niespodziewaną śmiercią parafianina, który już od roku nie był na komunii św., a teraz bez pojednania się z Panem Bogiem poszedł na sąd Boży. Nie złorzeczył zmarłemu, lecz uskarżał się na zwodzicieli jego, co mnie do żywego poruszyło, bo sumienie mi zarzucało, że i ja przez czytanie książek rongiańskich przyczyniłem się do wiecznego nieszczęścia zmarłego. Powróciwszy do domu, mimo wielkiego bólu głowy pracowałem z natężeniem, aby zagłuszyć wyrzuty sumienia i pozbyć się nadzwyczajnego drgania serca, które mi czasem i dech odbierało. Wieczorem dokończywszy trumnę, właśnie chciałem wyjść z domu, aby w karczmie w kompanii szukać rozerwania i pozbycia się przykrych myśli, gdy nadeszło dwóch sąsiadów, którzy wieczór u mnie przepędzić chcieli. Chcąc niechcąc musiałem zostać w domu i na proźbę sąsiadów czytać im co z książki. Właśnie otrzymałem książkę od nauczyciela, a wejrzawszy do niej, ujrzałem
        rozprawę: ,,O szalonych i na pomięszanie zmysłów cierpiących. et"- Treść była bardzo zajmująca, opowiadała o różnych chorych tego rodzaju ciekawe. Zapomniałem o wszystkiem, myśli moje były jedynie czytaniem zajęte, aż nagle mi tchu nie stało. "Wody" zawołałem na żonę lecz gdy podniosłem oczy od książki, oto któż opisze moje przerażenie, gdy około
        siebie ujrzałem szereg tych szalonyoh, w różnych postaciach, jakie książka opisywała. Jakieś żółte światło zajęło całą moją izbę, napełnioną różnemi ludźmi, którzy z szyderczym śmiechem języki mi pokazywali. Zdało mi się, że się dom mój przewraca i że upadam z ławy na ziemię. "Nie wiem, jak długo leżałem bez przytomności, tylko tyle pamiętam, że gdym się
        ocucił, jakiś biały ciężar przygniatał mnie, a zima nieznośnie ziębiła moje członki. Chciałem przejrzeć, lecz nie mogłem powieki otworzyć; chciałem biały ciężar odsunąć z siebie, lecz ręce moje były jakby przykute do piersi, na której na krzyż złożone spoczywały; chciałem się przynajmniej ruszyć, aby jednostajność położenia swego odmienić, lecz daremne były usiłowania i cóż to za ciężar mnie przygniata i ziębi? Powieki ócz nie były zupełnie zawarte, a
        więc jak przez szparę poznałem, że coś białego na mnie leży. Zapomniałem, że na dworze wiosna panuje, i rozumiałem, że gdzieś leżę pod śniegiem, który przymarzł do ciała mojego i członki moje umroził. Ale jakóż się to stało? Jakim sposobem dostałem się do zaspy śniega '? Daremnie natężałem pamięć, aby sobię przypomnieć ostitnie przypadki życia mojego.
        W tern usłyszałem głos mojej żony i płacz działek moich jakieś światło przebijało się przez śnieg mnie otacząjący. "Dzięka Bogu"- pomyślałem sBobie, szukają i wybawią mnie z zamętu i ocalą od zmarznięcia! I dlaczego nie odsuwają śniega? - Czy mnie nie widzą." lub nie wiedzą,
        o mnie? - Więc zawołam, aby dać znak o sobie." "Natężyłem wszystkie siły, aby choć
        jeden okrzyk wydać, lecz bez skutku. Czułem, że od gwałcenia się pot wystapił mi na czoło, lecz pierś zmarzła, gardło ostygnione, usta zacięte, nie były posłuszne rozkazowi duszy mojej.
        Zawitała nowa nadzieja, gdy żona odsunęła biały ciężar z twarzy mojej. "Mój drogi mężu" narzekała z rozpłaczliwem płaczem, "więc tak rychło opuściłeś mnie i dziateczki twoje. Pójdźcie sieroty, oto wasz tatuś, który was nade wszystko kochał. Nastąpił znowu płacz, przeplatany narzekaniami i najczulszemi wyrazami miłości. Ja nie rozumiałem jednak, co to ma znaczyć. W tem zbliżył się lekarz, którego poznałem przez szpary mych powiek. Macał moją pierś, ruszał rękami mojemi, co mi nieznośny ból sprawiało j zdawało mi się, że się ręce moje jak szkło połamią. Schylił się do twarzy mojej, poczułem ciepły oddech jego, który najprzyjemniej mnie ogrzewał. Przypatrując się ciekawie oczom moim, rzekł do ony; "Przynieś
        mi pani lekkie piórko, najlepiej puch i zwierciadło; oko jeszcze nie zapadło. Chociaż ciało ostygło, jak zwykle po śmierci, jednak dla zupełnego doświadczenia położymy piórko na usta jego otwarte. I jakże śmierć nastąpiła. Dopiero z opowiadania żony dowiedziałem się, że umarłem nagle, a lekarz dodał: "Jest paraliżem tknięty, albo jak to mówią szlag go uderzył. To drugie w tym tygodniu zdarzenie, bo cieśla Patroń na tę samę umarł chorobę. Nie mogę panu opowiedzieć, jak mnie uderzyła wiadomość, że jestem umarły. Nie wierzyłem temu z początku, i aby lekarza i żonę przekonać, że jeszcze żyje, chciałem piórko na moich ustach położone oddechem przynajmniej poruszyć. Lecz bezskutecznie były moje usiłowania. Zęby były zaciśnięte, skamieniałe usta, gardło i pierś. Daremnie obserwował lekarz piórko, i bezskutecznie trzymał także dłuższy czas nad ustami mojemi, bo nie zdobyłem się na oddech. Odchodząc obiecał lekarz, że mnie jeszcze jutro nawiedzi i - opuścili mnie wszyscy.
        Nieopowiedziany żal ścisnął serce moje słabość zaćmiła mi oczy, zdawało mi się że się potok spuszcza do uszu i zalewa mi pustą głowę. - Opuściła mnie przytomność. Nie wiem jak długo leżałem bez wszelkiej wiadomości o sobie. Obudziły mnie znowu głosy ludzkie. Choć zaćmione oko nie widziało nikogo, ucho jeszcze było, bo poznałem po głosie sąsiadów, i nauczyciela.
        Żałowali mnie, póki żona obecna była, lecz gdy odeszła, nastąpiły surowe sądy. Szkoda go, bo miał dobrą głowę i zabawnie umiał opowiadać - Lecz talentu swego źle używał na dobre, bo w swej przemądrzałości szydził z wiary św. i Kościoła Bożego. I cóż mu teraz pomoże Ronge, którego tak uwielbiał?" - "Oj nie da Pan Bóg z siebie szydzić bo wątpił Pana Boga, i gardził sakramentami świętemi, bo nawet nie odprawił wielkanocnej spowiedzi, więc go Pan Bóg
        opuścił, zawołał go nagle z tego świata bez spowiedzi, bez pojednania. się z Sędzią
        sprawiedliwym. I na cóż się przydała przemądrzałość jego? Oby to człowiek zawsze pamiętał
        Póki żyje na świecie, mądruje nie jeden o wierze, lecz gdy śmierć nadchodzi, to śmiertelny najlepiej poznaje, że sam rozum nie zbawi człowieka i nie da żadnej pewności, co się z
        nim stanie po śmierci" - "Niech mu Pan Bóg- będzie miłościw i nie karze go za zgorszenia, które rozszerzał między parafianami, boć niejeden go słuchał i oziąbł w pobożności!" -
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 22:40
          O umarłych odezwał się nauczyciel, nie wolno nic złego mówić. Nie sądźmy abyśmy nie byli sądzeni! Byłem u księdza proboszcza, który nad niczem nie narzeka, jak tylko nad tem nieszczęściem, ze w dwóch dni dwie owieczki poszły z tego świata bez zaopatrzenia świętemi Sakramentami. Chcę na, pogrzebie przemówić do ludu zgromadzonego aby Pan Bóg raczył błogosławić słowom moim. Naszą zaś powinnością jest, modlić się za zmarłych, aby im Pan Bóg był miłościw'" - "Więc pomódlmy się za zmarłego! Opuścili mnie sąsiedzi,
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.03.15, 22:41
            Opuścili mnie sąsiedzi, lecz znów
            przyszedł ktoś. Poznałem po głosie kolegę L., którego uważałem za największego nieprzyjaciela mego na świecie. "Mój Janie'" - odezwał się L. przyszedłem się z tobą pogodzić i odpuścić ci wszystko złe, coś mi w życiu wyrządził, chciałeś mnie zniszczyć, rzucając na mnie
            różne potwarze, obmawiałeś moją robotę, aby mi odebrać chleb i zarobek. Bóg inaczej zrządził ciebie zabrał a mnie nie od-jął chleba codziennego. Lecz odpuszczam ci wszystko i życzę z całego serca, aby ci Sędzia był miłościw" - Odszedł. "Nikt nie może pojąć moich cierpień. Okropna zima dokuczała ciału; lecz za nic były cierpienia cielesne w porównaniu z
            mękami, która dusza ponosiła. Jeżeli narzekanie zony i dziatek krajały serce, więcej raniły mnie surowe sądy sąsiadów; lecz ostatnie zarzuty mego kolegi przenikły mnie wskroś, koląc boleśniej jak miecz zabójczy. Przypomniało mi się, jak zuchwale nieraz szydziłem z nieśmiertelności i piekła. Oto teraz poznałem tego robaka, który według pisma św. gryzie nieustannie grzesznika. A co naj gorsza, myśl o Bogu nie przyniosła mi ulgi, owszem
            powiększała moje cierpienia. Nigdy mi się nie przypominało, ze Pan Bóg jest Ojcem miłosiernym, lecz nieustannie męczyła mnie myśl, ze wpadłem w ręce Sędziego sprawiedliwego, przed którym miałem tak wielki strach, że ani się poważyłem, modlić do niego o zmiłowanie. Teraz poznałem naukę kościoła, że umarli sami sobie pomódz nie mogą, a ze tylko modły żyjących mogą przebłagać sprawiedliwość Bozą i przynieść ulg dla dusz cierpiących. Sumienie robiło mi surowe wyrzuty, że tak lekkomyślnie żyłem na świecie, a
            nieopowiedziany żal napawał serce goryczą najprzykrzejszą. Przyszedł znów lekarz, oglądał ciało moje, wydał wyrok, ze jestem zupełnie umarły, i ze mnie mogą pochować. Okropny wyrok, który mnie mocniej uderzył, niż wyrok śmierci, który sędzia wydaje na zbrodniarza - Nowa męka nastąpiła podczas umywania i przystrajania ciała mojego w śmiertelnicę. Nielitościwe niewiasty, przyzwyczajone do rzemiosła, przewracały mną, jak bryłą, nie wiedząc o tem, że każde poruszenie ciała sprawiło mi niezmierny ból, który się jeszcze powiększył, gdy
            mnie do trumny wleczono. - I kiedyż się skończą moje boleści'? - Czyliż to wiecznie cierpieć będę? - O dopiero teraz poznałem okropność wieczności bo ostatnie dwa dni które przeleżałem na pościeli śmiertelnej, wydawały mi się być przynajmniej dziesięcioma latami.
            Gdybym chciał wszystkie myśli, które mnie nawiedzały, opowiadać, potrzeba na to parę dni czasu. Opuszczam żal, boleść i męki" które mi narzekanie żony i płacz dziatek sprawował, tylko ostatni dzień, dzień pogrzebowy chcę opowiedzieć. Przeniesiono mnie do wielkiej izby
            gdzieśmy zwykle mieszkał'. Ciepło od pieca i oddech licznie zgromadzonych sprawił
            mi przyjemne uczucie. W krótkim czasie zdało mi się, ze ciemna zasłona spadła z oka mojego; chociaż nie mogłem podnieść ciężkich jak ołów powiek, przecię jak przez szparę poznałem ludzi mnie otaczających, ustał szum w uszach, i słyszałem dobrze każde słowo rozmawiających. Nagle napadła mnie chęć do życia, serce moje przenikło przekonanie, że nie umarłem, tylko, ze śmierć pozorna mnie skrępowała i członki moje. Lecz jakże się wybawić, jakże przytomnym dać znać od siebie, że jeszcze żyję? Wiedząc, że człowiek przez natężenie
            wszystkich sil i przez skupienie woli swej cudów dokazać może, - przypominał mi się lekarz, który uzdrowił skurczoną od wielu lat rękę człowieka, a to bez lekarstw jedynie przez ożywienie woli chorego. Dawał mu przez 8 dni zamiast lekarstwa ruigdałową wodę, a przytem zapewniał go uroczyście, że na dziewiąty dzień rękę wyprości. Dziewiątego dnia rozkazał mu; Człowiecze, użyj wszystkich sił i rzuć ręką najprzód aż się wyprości. Zapewniam cię i odtąd ręka twoja zdrowa! - Człowiek nałężył wolę swoją i wyprościł ręke. - Wspomniał mi się też nieszczęśliwy majtek, któremu na morzu żona umarła, zostawiwszy małe dziecię. Gdy ojciec nie miał żadnej żywności, przysadził niemowlątko do swej piersi, a skutkiem natężenia mocnej woli było, że pierś majtka wydawała mleko i żywił dziecię przez 10 dni, aż do portu przybył.
            Miałem także doświadczenie z własnego życia. Gdy przed parą laty cierpiałem na febrę, a przypadało mi koniecznie dokończyć trumnę dla zmarłego pana, ja jedynie mocną wolą moją odpędziłem febrę i nie przyszła więcej. Nie myślcie, że tak długo rozmyślałem nad potęgą woli, jak to opowiadam, cała ta myśl w okamgnieniu przenikła moją duszę. Zbierałem się teraz na skupienie całej woli i siły mojej, aby oko otworzyć, aby ręką, albo przynajmniej palcem ruszyć lecz nadaremnie. Po ostatnim siły natężeniu, zesłabłem tak bardzo, że ani nie wiem, kiedy mnie ,wiekiem trumny zamknięto. Ocuciłem się dopiero kiedy kapłan zanucił
            psalm pogrzebowy. Jeszcze nigdy nie słyszałem tak rzewliwego i smutnego śpiewu,
            mimowolnie wtórowałem za kapłanem: Z głębokości wołałem ku tobie Panie, Panie
            wysłuchaj głos mój. Słyszałem płacz żony, lecz i moja dusza płakała rzewniej chociaż moje oko cielesne suche zostało. Nieogarniony strach, że mnie żywego pochowają, powiększał się z każdą minutą. Któż pojmie moje położenie, gdy czułem, jak mary postawili nad grobem otwartym. Zaczął kapłan kazanie, drżącym głosem narzekał na zaślepienie człowieka, który porzuciwszy wiarę Bożą, słucha zwodzicieli. Nie chcę powtarzać całego kazania, bo jeszcze dziś przechodzi mnie dreszcz, gdy przypominam sobie kaznodziei słowa, które jak ostre noże krajały wnętrzności moje. Gdy kapłan wyrzekł: "Amen",- oto nastąpiło rozpaczliwe narzekanie ukochanej żony i drogich dziatek. Czułem, jak się rzuciła na trumnę jak gwałtem palcami odrywała wieko. Ujrzałem jeszcze raz światło słońca, uczułem ciepły oddech płaczącej nade mną żony i jeszcze raz natężyłem wszystkie nerwy moje. Gdy żona przycisła usta swoje do ust moich na pożegnanie, przenikł mnie dziwny ogień niby promień elektryczny, i zadrżało ciało moje. Tylko tyle usłyszałem, że zona wydała radosny okrzyk: "Żyje" nastąpiła mdłość
            i osłabienie. Gdy się ocuciłem leżałem w ciepłem łożu, a około mnie krzątali się troskliwie
            żona, lekarz i dziatki moje. Ozdrowiałem znowu zupełnie, tylko włosy moje osiwiały, niby na pamiątkę 3 dni, które w pozornej śmierci przepędziłem. Jednak dziękuję P. Bogu za to, choć
            okropne nawiedzenie, bo przez to przyszedłem do przekonania, ze jedynie wiara św.
            człowieka zbawi, a ze wszelkie rozumowanie na nic się nie przyda w godzinie śmierci.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.07.25, 14:19
          Za czasów Napoleona, jeden z polskich żołnierzy uciekając przed wojskami carskimi skrył się w kościele, spojrzał w lustro i zobaczył starca z długą siwą brodą, zgarbionego i podtrzymującego się laską. Do kościoła wpadli żołnierze carscy, pojmali polskiego żołnierza. Został zesłany na Sybir, skąd wrócił jako starzec.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.03.15, 13:39
        Górecki Kościół

        Na ziemiach góreckich rozciągały się dawniej same lasy. Pewnego razu przyjechał do tych lasów jakiś rycerz na polowanie i zabłądził. W zwątpieniu zaczął prosić Boga o pomoc. Obiecał, że jak wyjdzie z tych lasów szczęśliwie, zbuduje w tym miejscu kaplicę. I wyszedł z tych lasów. Na pamiątkę odnalezienia drogi zbudował kaplicę. A gdy ludzie zaczęli się osiedlać w naszych stronach, rozbudowali kaplicę i powstał kościół górecki.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.03.15, 13:41
        Na Grodzkim zamku

        Byli panowie Jesionek, Świętoski i Bierowski. Dość bogaci. Ale stale ich napadali nieznani rabusie i uciekali ku północy. Raz się zebrali i radzili, jak się przed nimi obronić.
        - Dół wykopać, jak na niedźwiedza, i nakryć gałęziami - mówi jeden.
        - Szkoda roboty - mówi drugi - bo go przed czasem spozorują.
        - Kto pod kim dołki kopie, sóm do nich wpadnie - prawił trzeci.
        I nie uradzili niczego. Ale żona Świętoskiego powiedziała:
        - Weźcie i ogródźcie swoi pola od pana Grodzieckiego.
        Usłuchali jej i zaczęli grodzić, każdy wzdłuż swych granic. Rabusie, jak się dowiedzieli, ruszyli na nich. Ci, co grodzili, uciekli i więcej się nie pokazali. Rabusie postawili jednego ze swoich na miejscu zagrodzonym i przykazali mu pilnować.
        - Jak nie pozwolisz dalej grodzić, to to pole będzie kiedyś twoje.
        Strażnik jednak się nie doczekał, bo go inny niedługo zabił. Sam zaś Grodziecki, co żył ręka w ręke z rabusiami, mścił się teraz na Jesionku, Świętoskim i Bierowskim. Wybudował sobie zamek na Goruszce (stoi tam do dziś), spokrewnił się z Góreckim w Górkach, zapraszał go i innych sąsiadów do siebie na hulatyki i gry w karty. Jak mu brakło pieniędzy, posyłał do poddanych, aby zaraz spłacili długi. Żony poddanych poszły raz do zamku i prosiły, że nie mają pieniędzy.
        - Starajcie się zaraz, bo dostaniecie mores.
        W końcu jednak naprawdę już chybiło pieniędzy. Wtedy Grodziecki wezwał swego teścia z Górek, swą żonę, sprawcę z Bielowicka i radzili, skąd wziąć pieniędzy. Teść mówi:
        - Musisz jeszcze barżyj ich nastraszyć.
        - Ale czym?
        - Bić, a bić, co wlezie.
        - Jo tego nie poradzę, bo tu trzeba ludzi mocnych - prawi Grodziecki.
        - To nie wiesz, jak to zrobić? - śmieje się żona - Ustruż porządną stolicę na pół metra szeroką a dwa metry długą, przybij silne pasy po bokach i wyznocz mocnego hajduka, co będzie żyłą ludzi wypłacoł.
        I tak zrobili. Od tego czasu zaczęli w Grojcu wypłocać mores tym, co sie w byle czym panu sprzeciwili, a nie mieli pieniędzy, aby za przewiny zapłacić.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.03.15, 13:43
        W Grojcu strasznie katowali ludzi, niż jeszcze hrabia Zamojski przegałganił mąjątek i sprzedoł za łacne piniądze fabrykantowi Strzygowskiemu z Bielska. W tym zómku była stolica z pasami. Na nią przypinali każdego oskarżonego i bili żyłą z 50 mietełek. Jak dostoł 50 hibów, to mioł dość. Więcej ani nie wydzierżoł. Inszych zaś przypinali do koła w piwnicy i wyciągali mu ręce ze stawów. Nim jeszcze zaczęli bić na ławie, mówili: "Mów prowde, bo bydzie miała
        ława wiesieli!" Jeszcze po dzisio mówią o nieposłósznych: "Pójdziesz po mores do Grojca!"
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.03.15, 13:44
        Strzygowski z Grojca, jako pón, jeździł do Bielska hulać i w karty grać. Larysz z Jaworzo np. cały zómek przegroł za jedne noc. A Strzygowski jak siod do kolasy, to dycki sie naszeł przy nim jakisi drugi panoczek, też we fraku i cylindrze jak sóm pón. Nic ale ze sobą przez cały czas nie mówili. Jak wrócili do Grojca, to ten panoczek sie dycki stracił. Ludzie prawili, że to diabeł. I że dzięki niemu Strzygowskiemu sie wiedzie w kartach.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.03.15, 13:46
        Krzyż na Spalonej

        Sądzili się w Brennej dwo bracio o pole. Jeden z nich chcioł postawić na swoim i zaczął kopać dziure na kopiec graniczny. Przy kopaniu natrafIł na gornek ze złotem, a na nim była pokrywka z napisem. Ale cóż, kiedy nie umioł tego napisu przeczytać. Zawołoł brata, aby mu to przeczytoł. Brat nie dziwoł się na napis, jyny, chciwy złota, zaczął sie wadzić z bratem, że bez jego zezwolenia zaczął kopać. Ze zwady doszło do bijatyki i brat zabił brata. Od tego czasu stoi na Spólnej, jak sie skręco do Lipowca, krzyż.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.03.15, 15:47
        Z Karwiny wybierała się rokrocznie pielgrzymka do Pszowa: nocleg wypadał za Pierśćcem, już za pruską granicą. Uczestnicy pielgrzymki nocowali zawsze we młynie, bo i gospodarze byli dobrzy, i do zjedzenia tam zawsze było można coś kupić. Ale w tym młynie był podrzutek, zwany podciepkiem, który co niemiara dokazywał. Głowę miał jak putnię, brzuch jak kocioł, nogi i ręce jak u dwuletniego dziecka, a wrzeszczał tak, że go w całej okolicy było słychać. Ludzie mówili:
        - Zaś podciepek u młynarzów holofi.
        Kiedy raz pod wieczór nadeszła pielgrzymka, by utartym zwyczajem zanocować we
        młynie, jej uczestnicy zobaczyli, że podrzutek jeździ na nieckach po gnojówce. Podciepek
        zapatrzył się w pielgrzymów, wleciał do gnojówki, cały się otochlał i zaczął ryczeć jak
        zarzynany wół. Nie pomógł ani rzemień młynarza, ani głaskanie go po głowie przez
        młynarkę i co litościwsze kobiety. Wepchnięto go więc do komory obok sali, w której
        zazwyczaj nocowali pielgrzymi. Północ już dochodziła, a podrzutek ciągle darł się bez przerwy. Po północy, trochę widocznie wyczerpany, ustał, więc jedna kobiecina z pielgrzymki zawołała z radością:
        - Dobrze, że też ten podciepek przestał!
        Ale zaraz dał się słyszeć spoza ściany pomruk rozzłoszczonego podrzutka, który miał widocznie cieńkie ucho:
        - Przestoł, ja, przestał. Ale jak se spoczna, beda zaś!...
        I rzeczywiście - po chwili rozpoczął na nowo i darł się aż do rana... Odtąd słowa podrzutka: "jak se spoczna, beda zaś" oznaczają desperacką wolę przetrwania, ostateczność.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.03.15, 15:58
        Było to bardzo dawno, kiedy gminy same opodatkowywały się na rzecz szpitali, zwłaszcza na rzecz cieszyńskich Bonifratrów. Ludność chętnie łożyła na ten szpital, znajdowała tam bowiem opiekę, a w razie potrzeby przytułek. Kiedy braciszkowie ruszali po kweście, zdarzało się jednak często, że nikogo w domu nie zastawali, gdyż wszyscy pracowali w polu, tracili więc po próżnicy czas. Wójt z Koszarzysk, człowiek uczynny, postanowił więc zaoszczędzić braciszkom bieganiny i trudów, sam zbierał datki na szpital i zanosił je wraz z datkiem gminy do przeora.
        Postępując tak, miał zresztą również własny interes na względzie, zawsze chętnie go
        bowiem goszczono, a ilekroć przyjeżdżał do Cieszyna w sprawach gminy, nie musiał się
        martwić o nocleg. Pewnego razu znów przywiózł grubszą gotówkę. Przeor zaprosił go na wieczerzę, a kiedy się dowiedział, że zostaje na dłużej, oferował mu również nocleg.
        Wyznaczono mu salkę, w której jeszcze ubiegłej nocy przebywał wariat; do opawskiego zakładu dla obłąkanych został odwieziony po południu, nie powiadomiono jednak o tym braciszków, którzy doglądali chorych. Stało się tak dlatego, ponieważ zakonnicy w dzień spali, a w nocy czuwali. Wójt, syty i uraczony dobrym winem, wyciągnął się wygodnie na łóżku i rozmyślał, jak to dobrze być wójtem, bo to i ugoszczą i uhonorują... Gdy tak rozmyślał, pod drzwiami zaczęło się dziać coś podejrzanego - jakieś szepty, narady... Nagle drzwi się szeroko
        otwarły, wpadło czterech braciszków, obezwładnili wójta. Ten zaczął krzyczeć i niewybrednie kląć, dano mu więc zastrzyk mocnego środka obezwładniającego, aż się uspokoił. Po chwili odzyskał jednak przytomność, zerwał się z łoża i począł uciekać. Wtedy braciszkowie rzucili się na niego po raz drugi i mówiąc er tobt!, czyli dostaje napadu szalu!, zaprowadzili na powrót do celi. Tam wpakowano mu dalsze dwa zastrzyki. Rano, gdy się wójt zbudził, czuł się, jakby go z krzyża zdjęto. Nie wiedział, czy się mu to wszystko śniło, czy też przeżył wczoraj rzeczywiście te okropności. Nie namyślał się jednak na wszelki wypadek długo, tylko wyskoczył przez otwarte okno do ogrodu. A czterej braciszkowie za nim. Zaczęła się gonitwa i krzyki, wybiegł przeor i inni braciszkowie, nawet lżej chorzy, by się dowiedzieć, co to wszystko znaczy. Braciszkowie wołali:
        - Wariat uciekł, łapcie, łapcie go!...
        Wójt krzyczał:
        - Kto w Boga wierzy, niech mnie ratuje, bo te wariaty mnie zamęczą!
        Kiedy przeor nadbiegł, zobaczył powalonego wójta, a na nim czterech braciszków; powalony już ledwie dychał, bo braciszkowie użyli chwytów stosowanych wobec wariatów. Padały słowa:
        - Świnie, bydlaki!
        A z drugiej strony:
        - Er tobt! On szaleje! Trzymać, trzymać!
        Dopiero przeor wybawił wójta z tej niemiłej opresji. Sprawa się wyjaśniła, przeor wójta
        przeprosił i chciał gościć, ale ten się nie dał przebłagać. Do końca życia nie wstąpił do
        Bonifratrów, a ilekroć musiał przechodzić koło ich szpitala, ostentacyjnie spluwał.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.03.15, 23:57
        Szata Chrystusowa.

        Stukały wesoło krosna w skromnej chacie, gdzie św. Józef z Marją i z Dzieciątkiem pędzili swe znojne życie. Przenajświętrza Panienka tkała płótno, a Jezus maleńki bawił się przy niej jak ptaszyna wesołym szczebiotem napełniając izbę. Nagle przystanął przy krosnach. - Utkajcie mi matulko, nową szatkę! - jął prosić, widzicie, że ta, którą noszę już mi się zupełnie zdarła.
        Uśmiechnęła się Matka Boża na tę prośbę swego najmilszego syna i wnet zaczęła Mu tkać białą, lnianą suknię. Utkała ją tak kunsztownie, że gdy szatka z warsztatu zeszła, ani
        jednego szwu na niej nie było. Ustroiła w nią Jezusa i rzecze: - Noś-że mi ją zdrowo, A gdy podrośniesz, to Ci nową utkam płótnianitę! - Popatrzyło Dzieciątko na swą Matulkę dziwnym jakimś wzrokiem, jakby Jej coś rzec chciało. Ale co? Tego nikt się nie domyślił. I jął chodzić Jezus maleńki w tej nowej sukni lecz, o dziwo, nie wyrastał z niej wcale. Przeciwnie - gna z nim razem rosła i nie opuszczała go nigdy, przez całe życie. W niej wyszedł z Matczynej chaty
        w świat szeł.oki, do ludzi. W niej przebiegał krainę całą, cuda czyniąc i nauczając. W niej na Paschę wjechał do Jerozolimy, w niej też przy Ostatniej Wieczerzy chleb i wino na Ciało swe
        i na Krew swą Przenajświętrzą poświęcił. Ona przyjęła w siebie krwawy pot Zbawiciela, gdy w przedśmiertelnych modłach w ogrodzie Oliwnym noc przepędzał. W niej - w tej białej płótniance szedł na Golgotę, krzyż swój niosąc. Kiedy skonał na tym krzyżu - wtedy żołdacy rozpoczęli spór i rzucili losy o lnianą bez szwu szatę Chrystusową.,
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.03.15, 23:58
        Grzechotki wielkotygodniowe.

        W Wielki Czwartek w czasie mszy świętej, gdy ksiądz śpiewa "glorja" dzwonią w kościele ostatni raz dnia tego i dzwony milkną aż do mszy świętej odprawianej w Wielką Sobotę, kiedy to znowu w czasie śpiewania "glorja" przy mszy świętej odzywają się dzwony po przerwie.
        Mówią u nas, że "dzwony zawiązują" te dwa dni, bo zazwyczaj dzwonnik po oddzwonieniu na "glorja" zawiązuje wysoko linę, za którą pociągają, gdy dzwonią, aby nikt jej nie dosięgnął.
        Między ludem krąży podanie, że o północy w Wielki Czwartek wszystkie dzwony kościelne udają się do Rzymu po błogosławieństwo do Ojca świętego, a wracają z dniem na swoje miejsca o północy w Wielki Piątek. Gdy dzwony lecą słychać w powietrzu górą szum.
        a czasem dzwięknie dzwon jakiś. Gdyby wtedy ktoś zaklął, albo złe słowo powiedział:
        "Bodajżeś się zapadł!", to dzwon spadnie i zapadnie się pod ziemię. W różnych okolicach pokazują ludzie miejsca gdzie znajdują się dzwony zapadnięte.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.03.15, 11:10
        Bocian

        Jest w całej Polsce piękny zwyczaj, że ludzie spotykając się, witają się ze sobą, chwaląc przy tem Pana Boga, albo życząc sobie, aby Pan Bóg poszczęścił ich pracy, dodał sił do jej wykonania i pobłogosławił, by ta praca wyszła człowiekowi na pożytek i przyczyniła się do jego szczęścia. Piękny to jest zwyczaj i bardzo dawny, a tak szanowany, że lud z oburzeniem patrzy na takiego, kto by przechodząc, nie pochwalił Pana Boga. Opowiadają też o nieszczęściu, jakie miało spotkać złych ludzi przed wiekami, o karze doraźnej za to, że nie odpowiedzieli na boskie słowo, ale wyszydzili je nawet. Było to w lecie. Sianokosy rozpoczęły się wszędzie, dookoła słychać było brzęczenie kos i wesołe śmiechy kosiarzy, bo czas tył ładny, a trawy bujne na łąkach. Drogą szedł staruszek, biedny dziadek, a przechodząc mimo kosiarzy, życzył im powodzenia i jak to zwykle bywa, zawołał:
        - Szczęść- Boże!
        Na takie chrześcijańskie pozdrowienie powinni byli robotnicy odpowiedzieć pięknie:
        - Daj Boże szczęście!
        Tymczasem biedny dziadek trafił na ludzi złych, bezbożnych, którzy poczęli się śmiać, poczęli wydrwiwać jego pobożne życzenia. Nieszczęśni, nie wiedzieli, nie przeczuwali nawet że tym biednym dziadkiem był sam Pan Jezus, który wszedł między ludzi aby się przekonać jak żyją ludzie, czy żyją w zgodzie i miłości. Zabolało serce Pana na to że ludzie są źli. Za karę zamienił ich w ptaki. Dał im długie nogi i długie nosy. Były to pierwsze bociany. Nie wydają też głosu żadnego, bo nie chcieli odpowiedzieć na chrześcijańskie pozdrowienie, - ale też płaczą tak, jak ludzie, a wtedy płyną im z oczu łzy duże, jak groch i kroplami spadają
        na ziemię.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.03.15, 11:12
        Jaskółka.

        Największemi elegantkami między ptaszkami są jaskółki. Zawsze czysto czarno ubrane, z białemi lub czerwonemi kokardkami pod szyją, zgrabne, wysmukłe. ruchliwe, wesołe
        świergocą i szczebiocą bezustannie. Lubią towarzyskie zabawy i zbierają się często gromadkami, uganiając swawolnie w powietrzu z piskiem w kółko i w kółko bez zmęczenia niekiedy całemi godzinami. Taką wesołą, niefrasobliwą była już jaskółka od stworzenia świata. Aby się zabawić, aby się o nic nie troskać,- ot, wszystko. Pan Bóg stworzywszy ryby w wodzie,
        zwierzęta czworonożne na ziemi i ptaki w powietrzu, wyznaczał każdemu stworzeniu, co ma jeść. Jaskółce powiedział, aby nie jadła pszczół, boby wnet umarła. A wesoła ptaszyna zaśpiewała na to: - Gzy długo żyć, czy krótko żyć, aby tylko użyć!
        Od tego też czasu tak śpiewa i tak będzie zawsze śpiewała, aż do sądnego dnia
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.03.15, 17:34
        SKOCZÓW

        Szła kilka godzin, prawie bez odpoczynku. Boso, byle jak odziana, ruszyła z Jaworzynki skoro świt, by dotrzeć do miasta przed nocą. Nogi odmawiały jednak staruszce posłuszeństwa. Zapadł zmierzch, a ona wciąż szła, dygocąc z zimna. Ucieszyła się na widok pierwszego
        miejskiego zabudowania. "Napiję się wreszcie czegoś ciepłego, spocznę i zagrzeję kości" - pomyślała. Przyspieszyła kroku. - Kto tam? - ozwał się w odpowiedzi na jej nieśmiałe pukanie głos z wewnątrz domu. - Kobieta, otwórzcie proszę! Zazgrzytał ciężki zamek, uchylono
        solidnych drzwi. Buchnęło ciepłą, aromatyczną parą. Pewnie szykowano wieczerzę...- Idę z Jaworzynki, mój panie, cały dzień idę. Nogi mi już nie służą...- To mnie mało interesuje. O co
        chodzi? - Jutro targ u was w mieście. Jaj kilka chcę sprzedać i kupić za to, co trzeba... - I to mnie nie interesuje! - Zdrożona jestem, przenocujcie, bardzo proszę! - Ciebie, ty łachmaniaro? Patrzcie ją, alboż to u mnie przytułek? Znowu stuk drzwi, szczęk zamka.
        Ciemno i chłodno. Znacznie już wolniej powlokła się staruszka dalej, do następnego domu.
        - Przenocujecie zmęczoną, biedną kobietę? - Wynoś się, stara czarownico! Tak było w trzecim domu, w czwartym i dziesiątym. W żadnym nie znalazło się dla głodnej i zziębniętej kobiety ani odrobiny ciepła, nigdzie nie było wolnego kąta ani życzliwego słowa. U kresu sił, zaplatając pokaleczonymi, zdrożonymi nogami, spróbowała jeszcze szukać gościny w karczmie, gdzie kurzyło się z głów i z talerzy, ale tam poszczuto ją psami. Znalazła się na rynku. Dom obok domu, a na środku wielka, ocembrowana kamieniami studnia. Nie miała już odwagi zastukać w którekolwiek drzwi. Wiedziała, że mieszkają za nimi ludzie o sercach
        twardszych od tych kamieni u rynkowej studni. Właśnie, studnia. Przynajmniej się napije. Napije się, skuli i jakoś przeczeka do rana. Przełożyła koszyk do drugiej ręki i skierowała się do ocembrowania, gdy wtem...Rynek był zlany obficie wodą. Mieszczanie czerpali ze studni wodę nieuważnie, potworzyły się więc kałuże, które wieczorny przymrozek ściął w lód. Poślizgnęła się na takim łodzie staruszka, upadła i upuściła koszyk. Wszystkie jaja się
        stłukły... - A bodaj ziemia pochłonęła to straszne miasto! - wyrwało się rozżalonej staruszce.
        Ledwie to wypowiedziała te słowa, gdy rozległ się ogromny huk, zakołysała się ziemia i całe miasto runęło w rozwartą nagle przepaść. Zniknął rynek z ocembrowaną studnią, zniknęła karczma z rozbawionymi gośćmi, zniknęli mieszczanie o kamiennych sercach... W jasne, księżycowe noce, gdy zegar wydzwania północ, można i dziś jeszcze usłyszeć w tym miejscu głos dzwonów, jakieś potępieńcze krzyki, jęki i przekleństwa. Tak twierdzą najstarsi mieszkańcy Skoczowa, nazywając miejsce, gdzie miała się otworzyć ziemia, Piekiełkiem.
        Później zbudowano miasto nad samą Wisłą, "o skok" tylko od dawnego. Stąd i nazwa...
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.03.15, 17:42
        POCZĄTKI WISŁY

        Jan, podobnie jak wcześniej ojciec i dziad, wypasał książęce bydło na podcieszyńskich pastwiskach. W wieku lat trzydziestu ożenił się, kobieta urodziła mu zdrową córkę. Gdy miała lat pięć, dowiedział się, że żona romansuje z zamkowym sługą. Biedny pastuch omal nie oszalał z rozpaczy... Już nazajutrz wrócił niespodziewanie z pastwiska, a zastawszy kochanków na słodkim tete a tete, zabił obydwoje siekierą. Nie pomogły okoliczności łagodzące - zeznania świadków ani lata wiernej służby - książę wydał na mordercę wyrok
        śmierci. Ale ponieważ nie miał się kto zając na wpół osieroconą dzieciną ostatecznie zamieniono karę na dożywotnie zesłanie. Resztę życia miał Jan spędzić wśród lasów i dzikiego zwierza, w dolinie rzeki Wisły, karczując drzewa na pożytek dworu. Zamieszkał więc zdradzony mąż wraz z córką nad rzeką i jął się pracy. Od świtu do nocy było słychać uderzenia topora, trzask łamanych gałęzi i zwalanych pni, od świtu do nocy krzątała się po lesie mała Zośka, zbierając jagody i grzyby, pilnując ognia. Nauczyła się gotować strawę, łatać swoje sukienki i ojcowe ubrania. Przed zimą zbudował Jan chatę, koło której czernił się już kawał żyznego pola. Wiosną zazieleniło się owsem i żytem. Coraz lepiej powodziło się wygnańcowi i jego córce. Wykarczowawszy szmat ziemi, zabrał się Jan do ulubionego
        pasterstwa, tyle że zamiast krów - zaczął hodować owce. Było z nich więcej pożytku, bo oprócz mleka dawały również wełnę i skóry, smaczne mięso i cenny nawóz. A oprócz tego były znacznie mniej wymagające niż krowy, z łatwością poruszały się też w górach. Zośka wyrosła na piękną pannę. Pokochał ją parobczak z okolic Bielska i chciał zabrać ze sobą. Zgodziła się wyjść za niego, ale nie opuściła ojca. Przyzwyczaiła się do tego odludzia, do miejsc, w których wszystko, co ją otaczało, zawdzięczała pracowitym rękom ojca i własnym. Parobek sprowadził się więc nad Wisłę. Podobnie jak starego Jana, nazwano go Wiślakiem,
        ale już jego syna nazywano Wisełką. W ten sposób wzięła od rzeki nazwę nie tylko osada, lecz również ród jej założycieli. Z czasem zamieszkali tu inni ludzie, ale nazwa "do Wisełków" pozostała. Do dziś przetrwały też nazwiska, jakie nosili pierwsi osadnicy. Tych, którzy trudnili się ciesielstwem, przezwano Cieślarami, zaś tkaczy Wrzecionkami.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.03.15, 17:46
        CIESZVNIANKA

        Wróci po niego, gdy zdobędą miasto. Tak umówili się z bratem. Ale czy zastanie go jeszcze wśród żywych? Rana pomiędzy żebrami wprawdzie niewielka, ale krwi nie da się zatamować. Sączy się między palcami ciemną strużką powoli, ale nieustannie. Ciekawe, która kropla będzie tą ostatnią? Bzdura, serce przestanie bić a ona będzie sobie płynąc nadal...Wioska, jakich w Świecie wiele, zwykła wieśniacza chata, drobna, niemłoda już kobieta. Widzi ją wyraźnie, wydaje się - wystarczy sięgnąć ręką, a dotknie kochanej twarzy. Matka płacze, ociera rąbkiem chustki zapłakaną twarz. Drżącą dłonią zawiesza na szyi brata, Martina,
        niewielki woreczek. - Masz tu garść ojczystej ziemi - mówi cicho. - Noś ty, boś starszy...
        I opiekuj się Fryderykiem... Martin całuje szorstką, spracowaną dłoń. - ... A gdyby przyszło któremuś z was złożyć głowę na obcej ziemi - kontynuują pobladłe wargi - ... gdyby komu
        w tej dalekiej Polsce śmierć była sądzona...niech brat wysypie na jego mogile tę garść
        szwedzkiej ziemi...... Zimno. Jakieś kroki. Śni na jawie czy rzeczywiście ktoś się zbliża? Krew sączy się coraz wolniej... - To ty, Martinie?... Pochyla się nad nim znajoma twarz brata. Ociera z czoła krople potu. - Zdobyliśmy miasto, Fryderyku! Zaraz cię powieziemy do szpitala!
        - Do szpitala? Nie trzeba do szpitala... Tu umrę...- Nie umrzesz, Fryderyku, razem wrócimy do Szwecji. Okręty już czekają...
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.03.15, 17:47
          Młody wojak, którego w roku 1645 zapędziły pod Cieszyn losy wojny, nie powrócił do rodzinnego kraju. Troskliwy Martin zapewniał go jeszcze, że lekarz usunie z ciała kulę, uśmiechał się do bladej, bezkrwistej twarzy, ale Fryderyk już nic nie widział i nie słyszał.
          Nazajutrz usypano zwykłą żołnierską mogiłę i brat poległego wysypał na nią zawartość matczynego woreczka. Działo się to jesienią. A wiosną, ledwie strzeliły ku niebu pierwsze listki
          traw, pojawił się na grobie dziwny, bladozielony kwiatek. Nazwano go cieszynianką. Rośnie obficie w cieszyńskim Lasku Miejskim, a także w innych pobliskich miejscowościach. Znajduje się pod ochroną.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.03.15, 17:55
        CZARNA KSIĘŻNA

        Katarzyna Sydonia, druga żona cieszyńskiego księcia Adama Wacława, przepadała za polowaniem. Całe godziny potrafiła spędzić bez śladu zmęczenia na siodle, miała bystre oko i pewną rękę, niezmiernie rzadko więc pudłowała. Trzymała całą sforę wyśmienitych psów, którym powodziło się lepiej niż niejednemu słudze, przedmiotem uzasadnionej dumy księżnej była również jej stajnia. Przyjście na świat źrebaka fetowano niemal jak narodziny dziecka, za chorobę, a nawet chwilową niedyspozycję ulubionego rumaka płaciła natomiast stajenna służba obitymi batem grzbietami. Myśliwski zameczek, skromniejszy niż cieszyńska rezydencja, ale urządzony z gustem i wygodny, mieścił się w Marklowicach. Pewnej jesieni Katarzyna sprosiła tam gości. Przyjechali z Bielska i Pszczyny, z Raciborza, a nawet z dalekiego Opola. Przez kilka dni z rzędu niebo zasłaniały jednak ołowiane chmury, bez
        przerwy niemal siąpił deszcz, a konie z trudem wyciągały kopyta z rozmiękłej ziemi. Urządzano polowania do późnej nocy. W dzień natomiast zasłaniano okna komnat, goście spali, a w kierunku Cieszyna podążały ciężkie wozy, by uzupełnić jadłem i napitkiem
        pustoszejące spiżarnie. Księżna Katarzyna była wściekła. Z uprzejmym uśmiechem zapraszała do stołu, nie kładła się, póki ostatni gość nie udał się na spoczynek lub nie zwalił na podłogę z kielichem w ręku, codziennie obmyślała nowe rozrywki, ale ci, którzy znali ją bliżej, wiedzieli, że powstrzymuje się resztką sił. Służba spełniała w mig najdrobniejsze nawet polecenia, zgadywała, zda się, nawet myśli pani, drżąc, aby się czymkolwiek nie narazić. Wszyscy, od prostego kuchcika poczynając, a na ochmistrzu kończąc, zdawali sobie sprawę z tego, że księżna musi na kimś wyładować gniew, że nie odzyska humoru póty, póki nie
        znajdzie dla swego afektu ujścia. W końcu jednak rozpogodziło się nieco i przed południem zatrąbiono na polowanie. Dosiedli koni znamienici goście, przodem pocwałowała księżna - je-
        dyna w tym gronie amazonka. Osadziła rumaka na skraju znanej sobie polanki, zgrabnie zeskoczyła z siodła. Usłyszała nawoływania naganiaczy. Jeszcze chwila i zobaczy dzika. Tak było umówione. Oparła strzelbę o rozwidlenie gałęzi, złożyła się do strzału. Od emocji zapłonęły jej policzki, nerwowo zadrżały nozdrza. Ale strzał nie padł. Naganiacz, którego zadaniem było skierowanie dzika na polanę, przestraszył się pędzącego wprost na niego
        odyńca, upuścił sieć i pomknął w bok. Księżna zatrzęsła się z oburzenia. - A to cham, łajdak, bandyta! Zdawało się, zastrzeli przestraszonego chłopa, wzięła go nawet na muszkę,
        ale w ostatniej chwili zmieniła zamiar. Kazała naganiacza związać, oćwiczyć, a następnie popędzić do zamku. Tam przywiązano nieszczęśnika do buhaja, najdzikszej bestii, jaka znajdowała się w stadzie, przypalono zwierzęciu ogon i puszczono. Pognało z furią w kierunku lasu, wlokąc za sobą nieszczęsnego chłopa. Jego potwornie zmasakrowane ciało znaleziono w kilka godzin później, a nazajutrz pochowano. Ale księżna, choć wyładowała wreszcie na kimś złość, nie zaznała spokoju. Śnił się jej co noc skrwawiony kadłub, zrywała się, dygocąc ze strachu, zapalała świecę i chodziła z kąta w kąt, z komnaty do komnaty. Zmieniła się nie do
        poznania. Nie urządzała już zabaw i biesiad, ani ulubionych polowań, ubierała się od stóp do głów, niczym mniszka, w czerń. A kiedy zmarła, lud nazwał ją Czarną Księżną.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.03.15, 21:50
        UTOPCOWE MYTO

        Jechoł roz chłop funnankóm z Grojca do Miyndzyświecio. Było prawie połednie, jak rzejyżdżoł przez Pogórz, a tam od pogorskich stawów prziszeł ku nimu pieknie łobleczóny panoczek, zastawił kónie i spytoł, czy mógby sie przibrać do Skoczowa. Chłop ón go na wóz, ale dziwne mu było, że kónie sóm jakisi dziwoki, czy wystraszóne, bo strasznie sie szkubały. Jak już tak jechali, chłop zaczón sie wypytawać panoczka, skónd je i do kogo tam jedzie. Panoczek zaś mu prawi tak: - Jadym do Skoczowa pumóc mojimu bratu utopić jednego handlyrza, Chłop se myślo że to jakisi pomylóny, co ni mo wszyckich dóma, tak mu nic na to nie prawił. We Skoczowie przy rzyce panoczek śloz z furmanki, pieknie podziynkowoł i stracił sie chłopu z łoczy. I zaś mu było dziwne, że kónie już sie przestały tak szkubać i dziwoczyć, jyny spokojnie szły już naprzód. Dłógo też medytował co też to móg być za dziwok z tego panoczka, a nie zmiarkowoł, że to był utopiec. Na drugi dziyń we Skoczowie był targ na kónie. Po targu, jak to dycki bywało, handlyrze poszli se popić do gospody. Jak se już tak szykownie popili, aż sie im z czepóni kuniło, brali sie ku chałupie. Gdo jechał na Pogórz, musioł przejyżdżać przez wode, bo niedowna tymu była powódź i Olza zebrała most na rzyce, a nowego jeszcze nie postawili
        A był taki stary łobyczoj, że każdy, gdo przejyżdżoł przez rzyke, miał ciepnąć do wody jakisi grejcar. Ludzie prawili, że to było myto do Utopca, a gdo tego myta nie zapłaci, na pewno
        kiesi sie utopi Ale jedyn handlyrz, co se też dycki rod popijał, wyśmiywoł sie z tych guptoków, co pinióndze do wody ciepióm, i sóm nigdy ani halyrza nie ciepnół. Prawił, że oni to dać na kwit. Tóż jak wracał z tego targu, szykownie podchmielóny, i przejyżdżoł przez wode, na
        pośrzodku rzyki kónie czegosi sie wylynkały, zaczływie e i stawać na dwuch nogach, wóz
        sie przewrócił przicis gazde do wody i chłop sie utopił. A zrobił to, że, tyn utopiec, co
        pzedtyrn przijechoł z chłopym z Pogórzo. Tak to społym ze swoim bratym, co miyszkoł w wodzie utopili chłopa, co utopcowi nie chcioł płacić.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.03.15, 21:56
        STRASZYDŁO SPOD KOŚCIOłA

        W jednej dziedzinie przy kościele straszyło. O północy z kierchowa wychodził na ceste taki szkaredny karzeł, a jak gdo szeł tyndy tak nieskoro w nocy, to ciepoł na niego kamiyniami.
        Raz sie też zeszło trzech łodważnych pijoków w gospodzie i jak se tak dobrze popili, jedyn sie założył ze swoimimi kompanami że przikludzi to straszydło do gospody. Poszeł ku kosciołu i jak sie jyny tyn karzeł pokozoł na ceście, tyn go znienazdanio drapnół, depnólse go na pieca i prziniós do szynku. Posadził straszydło na stole i dali pił z kamratami. Błozna se robili ze straszka, ciśli mu gorzołke, tłókli boroka kryglami po głowie, aletyn nic, Gorzołki nie chciał, rynkami sie łoganioł, ale nic nie rzóndził. Kie już było moc po północy, straszek piyrszy roz sie łodezwoł i prawi: - Zaniyś mie tam, skónżeś mie wzión. Ale chłopi sie s niego śmioli. A tyn, co
        go przyniós, prawi: - Siedź tu, kie ci dobrze lepi sie s nami napij. Ale straszydło pić nie chciało. Za jakóms chwile zaś sie łodzywo: - Zaniyź mie tam, skóndżeś mie wzión. A chłop zaś nic, jyny sie śmieje i pije dali. I tak Wo po trzeci roz. Ale karzeł był już rozgniwany tóż kamratów kapke strach łobleciał i pytali chłopa, aż go już łodniesie. Wzion go zaś na pleca i
        zaniós przed kościół, a dwaj poszli s nim. Ledwo karzeł stanół na nogach, strzelił chłopu facke i tyn został trupym na miejscu. A kamraci ze strachu uciykli. Od tego czasu straszek sie już więcej nie pokazoł.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 19:53
        Śmierć

        Było to wtedy, jak tata jeszcze był swobodny. Chodzowoł do jednego gospodorza, kaj były trzi dziołchy. Był już wieczór, jak szeł przez zogrode. Tu widzi, a trzi dziołchy tańczą po biołu. Myśloł, że to ty od gospodorza.
        - Cóż wóm tak wiesioło? - spytoł.
        - Ha ha ha... Bydóm ludzie mrzić. Jedni bydóm jeść gliniec - mówi piyrszo, drudzy biedrziniec - mówi drugo, a trzecim nie bydzie nic - mówi trzecio.
        A tata im na to;
        - Dyć tak nie krakejcie. Cóż im możecie zrobić. Ale odpowiedzi nie dostoł, bo znikły naroz. Wchodzi troche wystraszó-ny do izby gospodorza, a tu matka w płaczu, bo ta najmłodszo córka umiyrała. Ty trzi taniecznice to były śmierci.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 19:55
        Tata też roz wióz śmierć na wozie. Przysiadła sie bez pytanio. Kónie ją ale zaroz poczuły i zaczyły forskać. Tata wziyni za lice (opraty), śmigli biczym i kónie pognały. Z boku pozorowali jaki ta baba miała strasznie zepsute zęby i chude a dłógi palce. Dojechali do gospody, ka była
        muzyka.
        - Stój - zawołała baba -
        Stanyli. Baba biere tate i kludzi ku dwiyrzóm. - Dziwej sie przez kluczową dziurke, co sie bydzie działo z tym nejpiekniejszym młodziyńcym na sali.
        Tata sie dziwali, a óna wlazła do środka. Wszyscy tańczyli. Śmierć se stanęła z boku i jak tyn młodziyniec tańczył kole ni, óna go ciachła takim ciynkim prętkym po spaniu. On sie chycił za głowe, ale tańczył dali. Jak go uderziła po trzeci, przwrócił sie i skónoł. Śmierć wyszła i powiedziała; "teraz możesz jechać". I znikła.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 19:59
        Duszyczki

        Szeł pijok z gospody i zabłądził na kierchóf. Była tako ćma, że ani rusz ni móg trefić do furtki. Oblecioł go strach, kiej sie zmiarkowoł kaj je. Uwolnijcie mie, duszyczki, tu stela - zaczół sie żegnać - a jo was jutro zaproszym na obiod. I wyszeł. Na drugi dziyń rano rozmyślo, co
        sie mu to wczora przidarziło i mówi babie, aby prziniósła wszycki fazole z góry i nawarziła obiod.
        - Czyś ty zgupiał czy co? - prawi baba - Gdóż to bydzie jod?
        - Ja, babeczko - mówi chłop - jo wczora wieczór zaprosił wszycki duszyczki z kierchowa na obiod.
        Baba, wystraszóno, posłała chłopa do farorza, aby sie poradził, co robić. Chłop poszeł. Farorz wyposłóchoł i tak mu radzi:
        - Idź do dómu, a jo przed południym przidym do ciebie!
        Jak prziszeł do dómu, kozał rozewrzić stodolne dwiyrze na obie stróny i postawić na postrzodek beczke z wodóm. Wode te poświęcił. Potym z chłopym schowali sie do sómsieka. Jak minyło połednie, stoł sie szum i widzieli przez szpary stodolne, jak przez łąke od kierchowa szły duszyczki zmarłych. Kożdo jak prziszła ku beczce na gumnie, moczała we
        wodzie palce i oblizowała i zaś szła ku kierchowu. Jak wszycki dusze przeszły, chłop z księdzym wyszli ze sómsieka i podziwali sie do beczki. Ta była próżno i przewrócóno, zaś cało łąka przed stodołóm była wydeptano jak gumno. Żodyn nic nie widzioł jyny tyn ksiądz i tyn gazda, ale gazda, że to babie powiedzioł, umrził do trzech dni.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:02
        Fajennón
        Hermanice graniczą z jednej stróny z Ustróniym, a z drugij stróny z Bladnicami. Tą granicą bładnicką przed siedymdziesięci rokami chodził jeszcze fajermón. Chodził po granicach chłopskich pól od Równi przez Hennanice do Nierodzimia i Bładnic. Mioł to bye duch jednego
        wiszaftera (zarządcy), który, jak sprawowoł urząd na majątku hennanickim, rod przyorowoł miedze i pola chłopski, aby jyny powiększać pański majątek. Mój starzik rod se popijoł, czego
        teraz w rodzinie naszej ni ma. Nieskoro skąsi wracał raz do dómu i jak był na prosto sypanio dworskigo, wziął go strach, aby nie spotkoł sie z fajennónym. A ledwo se to pomyślał, fajennón już był przi nim. Starzikowi włosy stanęły dęba na głowie. Ale zaroz sie zmiarkowoł i puścił go na prawą stróne. I tak szli. Jak starzik sie pośpiechnyl, fajennón też, jak starzik zwolnił, fajermón też. Tak doszli do granicy nierodzimskij, kaj starzik miyszkał. Zostali
        stoć. Wtedy starzik mu sie przizdrził. Był to wysoki, dymny człowiek, a od ramiynia do
        góry szły z niego płómiynie i było słyszeć taki głuchy gwizd. Teraz na starzika piznął
        dziepro wielki strach i jak sie boł, to jak ścigany pies wpod do dómu i z daleka już
        wołoł; "Puszczej, Zuska!" Od tego czasu już sie warowoł i nocami nie chodził.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.07.25, 19:34
          Przejdź na stronę główną INTERIA.PLGeekweek w INTERIA.PL - technologie, nauka, lifestyle i podróże

          InteriageekweekPodróżePolskie zamki, w których straszy. Legendy budzące grozę
          Polskie zamki, w których straszy. Legendy budzące grozę
          Anna Czowalla

          19 lipca 2025 21:12
          W murach tych pradawnych twierdz kryją się opowieści, które mrożą krew w żyłach. Gdy zapada zmrok, kamienne ściany szepczą historie zdrad, niespełnionych miłości i klątw, które przetrwały wieki. Czy to tylko powiew przeszłości, czy może duchy dawnych mieszkańców wciąż błąkają się po korytarzach? Przekrocz próg tych zamków i poczuj, jak historia ożywa w sposób, który przyprawia o dreszcze.

          Według legend twierdza w Niedzicy to najstraszniejszy zamek w Polsce.
          Według legend twierdza w Niedzicy to najstraszniejszy zamek w Polsce.Marek BazakEast News

          Spis treści:
          Jaki jest najstraszniejszy zamek w Polsce?
          Na jakim zamku pojawia się Biała Dama?
          W których zamkach w Polsce straszy?
          Jaki jest najstraszniejszy zamek w Polsce?
          Zamek Dunajec w Niedzicy, wzniesiony w XIV wieku, początkowo strzegł granicy polsko-węgierskiej, lecz z czasem stał się areną dramatów, które odcisnęły na nim piętno. Najbardziej przerażającą legendą jest ta o Uminie, księżniczce Inków, której tragiczna historia splata się z losami zamku. Według opowieści, Umina, córka ostatniego króla Inków, przybyła do Polski, uciekając przed prześladowcami. Wraz z nią przywieziono tajemniczy skarb - złoto Inków, które miało być ukryte w zamkowych murach lub w głębinach jeziora. Jej życie zakończyło się brutalnie - została zamordowana przez hiszpańskich łowców skarbów i pozostawiła po sobie nie tylko legendę, ale i klątwę. Mówią, że jej duch, uwięziony w murach Niedzicy, strzeże tajemnic i mści się na tych, którzy próbują je odkryć.



          0:08
          /

          2:32

          "Wydarzenia": Dużo ich jest w opłakanym stanie. Dolny Śląsk ma problem z pałacami i zamkami
          "Wydarzenia": Dużo ich jest w opłakanym stanie. Dolny Śląsk ma problem z pałacami i zamkamiPolsat NewsPolsat News
          Turyści, którzy odważyli się przekroczyć próg najstraszniejszego zamku, opisują aurę niepokoju, która spowija to miejsce. Wspominają o nagłym ucisku w klatce piersiowej, chłodzie, który przenika kości, mimo ciepłego letniego dnia, czy o cieniach, które zdają się poruszać w kącie oka. Najbardziej wstrząsające są opowieści o złocistowłosej zjawie - kobiecej postaci, której spojrzenie wywołuje ciarki na plecach. Czy to Umina, strażniczka tajemnic, wciąż błąka się po komnatach, nie mogąc zaznać spokoju?


          Legenda o Uminie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej. W XIX wieku w zamku odnaleziono tajemniczy dokument - tzw. testament Inków, zapisany w kipu, tradycyjnym inkaskim systemie węzłów. Miał on wskazywać miejsce ukrycia skarbu, lecz jego treść pozostaje zagadką. Niektórzy twierdzą, że skarb wciąż spoczywa gdzieś w podziemiach zamku lub na dnie Jeziora Czorsztyńskiego, strzeżony przez nadprzyrodzone siły. Poszukiwacze skarbów, którzy próbowali go odnaleźć, często spotykali się z nieszczęściami - od wypadków po nagłe choroby. Czy to przypadek, czy klątwa Uminy działa do dziś?


          Zamek położony na wzgórzu otoczonym jeziorami i gęstym lasem, w tle rozciągają się malownicze wzgórza i niewielkie miejscowości.
          Najbardziej przerażającą legendą zamku w Niedzicy jest ta o Uminie, księżniczce Inków.KPEast News
          Wędrując po zamku, można niemal usłyszeć echo dawnych wydarzeń. W Sali Rycerskiej, gdzie niegdyś odbywały się uczty, dziś panuje grobowa cisza, przerywana jedynie skrzypieniem drewnianych podłóg. W wieży, która góruje nad okolicą, niektórzy twierdzą, że słyszeli ciche zawodzenie, jakby wiatr niósł lament uwięzionej duszy. Najbardziej przerażające są jednak podziemia - ciemne, wilgotne korytarze, w których światło latarki zdaje się słabnąć, jakby pochłaniane przez ciemność. To tam, według miejscowych opowieści, miały miejsce rytuały, które związały zamek z mrocznymi siłami.


          Treść zewnętrzna
          Nie tylko duchy Uminy budzą grozę. W XIX wieku zamek w Niedzicy był świadkiem tragicznych wydarzeń związanych z rodem Berzevichy, który zarządzał twierdzą. Plotki mówią o zdradach, morderstwach i tajemniczych zniknięciach. Czy to ich cierpienie wciąż rezonuje w murach, tworząc aurę smutku i niepokoju? Niektórzy twierdzą, że zamek jest portalem - miejscem, gdzie świat żywych styka się z zaświatami, a każdy, kto spędzi w nim zbyt wiele czasu, może poczuć, jak cienka jest ta granica.

          Na jakim zamku pojawia się Biała Dama?
          Wśród małopolskich wzgórz porośniętych gęstymi lasami, wznosi się zamek w Nowym Wiśniczu - drugi co do wielkości w regionie. Jego potężne mury, zdobione renesansowymi detalami, skrywają aurę niepokoju, która spowija każdego, kto przekroczy jego bramy. To tutaj, o zmierzchu, gdy światło księżyca rzuca długie cienie na posadzki, pojawia się Biała Dama - duch Barbary, nieszczęsnej mieszkanki zamku, której los splótł się z mroczną historią rodu Lubomirskich.


          Zobacz również:
          Zamek Czocha został wzniesiony w latach 1241–1247 na zlecenie czeskiego króla Wacława I.
          Podróże
          6 lipca 2025 14:26
          Co kryją zamki i pałace na Dolnym Śląsku? Sekretne komnaty i skarby
          Anna Czowalla
          Legenda mówi, że Barbara, młoda kobieta o delikatnej urodzie, padła ofiarą tragicznej miłości lub zdrady, która na zawsze uwięziła jej duszę w zamkowych komnatach. Turyści, którzy zwiedzają sale o zmierzchu, opowiadają o niewytłumaczalnym chłodzie, który przenika ciało, i o cichych szeptach, jakby ktoś niewidzialny lamentował w oddali. Niektórzy łączą zjawę z królową Boną Sforzą, której cień, pełen intryg i ambicji, miałby wciąż unosić się nad zamkiem. "Czułem, jakby ktoś patrzył na mnie z góry, choć byłem sam w sali" - relacjonuje jeden z gości na internetowych forach. Czy to Barbara, czy może Bona, której duch nie może opuścić miejsca swoich dawnych triumfów i klęsk? Mury Wiśnicza milczą, ale ich cisza jest pełna grozy.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.07.25, 19:46
          Najbardziej przerażające miejsce w zamku Czocha to most, pod którym w 1719 roku, według legendy, utonęli żałobnicy podczas tragicznego pochówku. W bezksiężycowe noce podobno można usłyszeć ich płacz, dobiegający z głębin. Inni wspominają o zimnym powiewie, który zdaje się szeptać ich imię, i o białej postaci, która pojawia się na skraju mostu, by zniknąć w mroku. Gertruda, uwięziona w swoim wiecznym pokucie, zdaje się strzec zamku, przypominając o cenie zdrady.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.07.25, 19:59
          Liw - jest nawiedzany przez Żółtą Damę, Ludwikę, straconą za cudzołóstwo. Jej duch, ubrany w złocistą suknię, pojawia się w zamkowych komnatach, przypominając o niesprawiedliwości sprzed wieków.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 14:36
          Na Górnym Śląsku dawniej, zwłaszcza na wioskach, w przypadku choroby nie zwracano się o pomoc do lekarza, lecz udawano się do pasterza. Pasterze cieszyli się większym zaufaniem wśród ludu niż wykształceni lekarze i dlatego mieli więcej pacjentów. Pod koniec lat 70. XIX wieku w Bierawie w powiecie kozielskim mieszkał taki "cudotwórca”, którego sława wykraczała daleko poza granice Górnego Śląska, a do którego pielgrzymowali pacjenci nawet z Moraw, Polski i Austriackiego Śląska.
          Osobiste stawienie się chorego nie było jednak u niego konieczne, gdyż rozpoznawał on rodzaj choroby z moczu i przepisywał odpowiednie środki lecznicze. Mocz przynoszono mu w małych szklanych buteleczkach, a w rowie przed jego domem gromadził się znaczny stos wyrzuconych butelek.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 17:12
          Dzięki swojej działalności jako praktykujący pasterz zdobył wiele umiejętności w leczeniu chorób wewnętrznych. Z daleka przybywali do niego ludzie, a przy długotrwałych chorobach wynajmowali nawet umeblowane pokoje w wiosce. W latach 80. XIX wieku bogata dama z Wiednia przebywała u chałupskiego "doktora”, miała chorobę wewnętrzną, a jej 10-letni syn miał złamaną nogę. Oboje zostali wyleczeni. Innym razem bogata dama z Alzacji przybyła do Chałupek, aby zostać wyleczoną przez "cudotwórcę” - jej również pomógł. W każdym razie ten pasterz miał wiele sukcesów leczniczych. Szczególnie dobrze radził sobie ze złamaniami kości. Młodsza dama przyszła do niego z krzywo zrośniętą nogą. Bez większego ceregieli, silny mężczyzna złamał nogę ponownie i wyprostował ją. Kiedy dama krzyczała z bólu, "doktor” uśmiechając się powiedział: "Czemu krzyczysz, już po wszystkim”. O tym człowieku opowiadano wiele dowcipnych historii.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 17:20
          Wśród mieszkańców Zabrza nadal powszechnie stosuje się szpik kostny pochodzący z mocnych kości udowych konia (na Górnym Śląsku nazywa się go powszechnie "Marks”) jako jedyny skuteczny środek do smarowania przy reumatyzmie i bólach stawów.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 18:53
          Z grzybów jedynie sromotnik smrodliwy ceniony jest jako niezrównany środek leczniczy na dnę moczanową i reumatyzm. Półpasiec leczony jest przez okadzanie dymem z łupin orzecha włoskiego i suszonych płatków kwiatu róży stulistnej
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 19:04
          Kwitnące bagno zwyczajne lub dziki rozmaryn (Ledum palustre L.) używany jest jako środek odstraszający i chroniący przed molami i szybko się sprzedaje. Podobnie jest z wrzoścem pospolitym zwanym Erika (Calluna vulgaris) i jego zerwanymi kwiatami, które są często i intensywnie kupowane jako herbata przeciwko reumatyzmowi.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.08.25, 20:45
          Młody książę i piękna księżniczka bardzo szybko zakochali się w sobie, a ponieważ wywodzili się z bocznych gałęzi rodu Piastów, znajdujących się na peryferiach wielkiej polityki, mogli pozwolić sobie na związek oparty na głębokim uczuciu, a nie podyktowany racją stanu.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.08.25, 09:28
          Legendy i podania utrzymujące się w społeczności Boronowa związane są najczęściej z dawnymi formami życia społecznego i gospodarczego. Część z nich odnosi się do stawów, które wcześniej występowały na terenie wioski: podanie o utopcu; podanie o córkach wodnika; podanie o zatopionej w stawie córce właścicieli miejscowości, a także związane z boronowskim kościołem i kapliczkami oraz ze starymi cmentarzyskami. Żywe są także podania związane z ruchem pątniczym. Niektóre podania odnoszą się do miejsc, w których wcześniej występowało kopalnictwo rud i wytop żelaza.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.08.25, 23:39
          Miejsce budowy dawnego kościoła zostało – jak przekazują stare zapisy kronikarskie – objawione córce miejscowego młynarza Wiktorii. Ksiądz Jeziorski, proboszcz Sadowa, tak opisuje w 1721 roku historię kościoła na podstawie starych kronik: ...Dla ludzi tam mieszkających jest to miejsce cudow­nego objawienia. Białogłowa Wiktoria modląc się tam, oglądała koło dębu, gdzie dziś jest ołtarz główny, troje dzieci, które obja­wiały się wiele razy. W czasie Wielkanocnym lud tam zgromadzo­ny słyszał bicie dzwonów i widział z dala nadchodzące procesje z chorągwiami i śpiewami.... Wiązane jest to z legendarną księżniczką Przesławą – panującą wraz z ojcem księciem Gosławem na Koszęcinie w czasach pogańskich. Według tej legendy Przesława miała zostać ochrzczona przez misjonarzy z Czech w początkach wprowadzania chrześcijaństwa na ziemię śląską.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.08.25, 23:50
          Trochę później wstawali ludzie, ubierali się w swe odświętne stroje i podążali na święte miejsce. Kiedy na wschodzie ukazało się poranne słońce wszyscy byli u źródła obok dębu. Zaległa ogromna cisza, gdy z oddali ludzie usłyszeli procesyjne pieśni, a wtórowało im bicie dzwonów. Dzwony biły coraz gwałtowniej, a śpiewy były coraz głośniejsze. Ale nikt nie nadchodził, a niewidzialne dzwony, zawieszone gdzieś na sklepieniu niebieskim, biły i biły. Zatrwożony lud upadł na kolana, znosząc modły do Boga. Nikt nie mógł sobie tego zjawiska wytłumaczyć. Ale ludzie wiedzieli, że są na świętym miejscu i że w procesyjnym wielkanocnym pochodzie idą niebieskie duchy. Niewidzialne dzwony oznajmiły zmartwychwstanie Chrystusa. Po cichutku mówiono, że to kolejny cud na świętym koszęcińskim miejscu. Pobożni ludzie jeszcze długo śpiewali Bogu dziękczynne hymny, a pieśń niosła się przez koszęcińskie pola i odbijała się leśnym echem. Wśród zgromadzonych był także Wincenty Kluczyński, koszęciński rolnik, który posiadał kilka koni, dużo pól i lasów. Modlił się i rozmyślał, gdzieby tu zbudować kościół. Na objawionym miejscu był teren bardzo podmokły. Spojrzał trochę dalej i wzrok jego utkwił na „Żydowninie”. Pomyślał – zbudujemy kościół na górce. Niech wszyscy z daleka widzą, jaki piękny zabytek postawiliśmy Trójcy Świętej.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 11:13
          Bebok
          Downij na Śląsku żyło miyndzy ludzami fest dużo roztomajtych duchów i stworów. No ja, te nojbardzij znane to były diobły, utopki i czarownice. Były tyż jednak mynij szkodliwe stworki – to były straszki domowe. Żyły one z ludziami we chałupach, ale prawie wcale niy były widoczne, no bo kryły się kanś po szopach, po komorach czy pywnicach. Straszki tyż ludziom niy robiyły wiynkszyj szkody, choć czasym poradziyły fest nawyrobiać, ale i pomogać. Nojbardzij znane śląskie straszki domowe to beboki, podciepy i piecuchy. Beboki niy miyszkały we samyj chałpie, ale kole chałpy. Siedziały we szopkach, szopeczkach, we chlywikach, we gołymbnikach, abo kaj we stodole. Chowały się tyż za deskami, za cegłówkami, abo we krzokach. Czasami szło beboki trefić we piwnicy, abo na górze, czyli na strychu. Jak szło poznać, że jakiś straszek je bebokiym? A dyć bebok był mały i mioł kole pół metra, zaś we szłapach, czyli w stopach nóg niy mioł palców, a yno końskie kopyto. Tyn mały człowieczek był obleczony normalne, we galoty, koszula i kabot. Na gowie mioł przeważnie czopka z bymblym, a we rynkach trzimoł miech i kostur, czyli kij. A na co mu to było? No bo beboki lubiały we swych kryjówkach spokój, a niykere dziecka im przeszkodzały. Wyobroźcie se do przikłodu, że jakiś bajtel łazi kanś po stodole, zaglądo bele kaj – to mogło beboka wylynkać. Inny bajtel mógł zaś sznupać kanś ojcu we warsztaciku i otwiyrać szafki ze gwoździami czy piłami – a tam przeca na dnie takij szafki mógł spać bebok. Bestoż jak beboki widziały takie dziecka, to chytały je, dały kosturym po rzici szmary, czyli lanie. Potym takiego zgobnika bebok wraziył na chwila do miecha. Wtedy wylynkane dziecka drapko uciekały do dom i niy szkłodziyły, czyli nie psociły już wiyncyj. Tera widzicie, że takie beboki poradziyły pomogać we wychowaniu dziecek. No bo jak ojciec rąboł drzewo do pieca i zapomnioł sronić, czyli schować siykiyra, to wtedy dziecko mogło poucinać se palce abo cołko rynka. I wtedy takij siykiyry pilnowoł bebok i straszoł dziecka, kere chciały się nią pobawić. Dzisioj tyż przydały by się takie straszaki, żeby bajtlom niy pozwolały pić piwska, polić cygaretów, abo brać narkotyków. Abo tyż jakby taki bajtel za dugo siedzioł przi komputerze… – to wtedy bebok mógłby mu wrazić na łeb miech i pora razy po tyj gupij gowie kosturym połonaczyć. Ale by było fajnie!
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 11:39
          Utopce w Rudnie straszą pijanych mężczyzn

          Za starego piyrwy mama opowiadała, że były utopce. Mieszkali pod mostkami. Taki jedyn utoplec zawsze siedzioł i czekoł, aż pudom chopy ze gospody, a jak byli już bardzo pijani, to ich straszoł, tak że więcej już tam nie szli.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 14:18
          https://media.tenor.com/2A8_L9AtHygAAAAM/lobster-anyone-home.gif
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 14:34
          https://media.tenor.com/sG_xZLmEBQsAAAAM/love-you-i-miss-you.gif
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 14:51
          https://media.tenor.com/r-2X37fdEmwAAAAM/sino-a-fazenda.gif
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 15:04
          https://media.tenor.com/Xxf9zqvst54AAAAM/smiling-dog-happy.gif
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 15:15
          Sposób na gadatliwość

          Pewien chłop z Kozłowa w czasie orki na pańskim zahaczył sochą o coś twardego. Okazało się, że była to dość duża metalowa skrzynka, ale w żaden sposób nie mógł jej o własnych siłach wydobyć z ziemi.
          – Muszę zwrócić się o pomoc do żony – postanowił, ale zaraz zmitygował się.
          – Jest głupkowata i gadatliwa. O znalezisku będzie wiedział nie tylko Grześ, ale i cała wieś, i skarb odbierze mi dziedzic.
          Pół nocy nie spał i medytował, jak znaleźć wyjście. Wreszcie wpadł na chytry pomysł. W ogrodzie, gdzie rosła kapusta, chwycił zająca, trzasnął go w uszy i zawiesił w sieni na wędce, potem coś pomajstrował w mnichu na dworskim stawie i gdy woda opadła, złowił kilka karpi, wypełniając nimi klatki, z których uprzednio wypuścił przebywające w nich szczygły. Gdy już słońce świeciło, obudził żonę i kazał jej wejść do pieca chlebowego, aby sprawdzić, czy palenisko jest w porządku. Zaraz potem z trzaskiem zamknął drzwiczki i zaczął dwoma wiadrami nosić z pobliskiego potoku wodę, zalewając nią całą izbę i sień. Wkrótce jeden po drugim pływały wszystkie sprzęty. Żona,
          dusząc się w zamkniętym piecu, wrzeszczała ile sił i tłukła pięściami i nogami w jego ściany. Chłop cały zamoczony, otworzył wreszcie drzwiczki i powitał ją pretensjami.
          – Ty tu sobie leżysz, jakby nigdy nic, a popatrz, co się tu działo! Zerwała się straszna wichura i nagle runęła fala wody, omal nie zalewając całej chałupy. Świat jakby przewrócił się do góry nogami. Zające same nadziewały się na wędkę, a ryby fruwały w powietrzu i wpadły do klatki, przepędzając z nich ptaki. Kobieta przecierała oczy ze zdumienia, ale nie pozwolił jej ochłonąć, podszeptując:
          – Nie martw się tymi stratami i chodź ze mną w pole. Pomożesz mi wydobyć z ziemi wyorany skarb. Będziemy bogaci.
          Wkrótce wspólnymi siłami wydobyli skrzynię i nie mogli doliczyć się złotych dukatów. Kobieta nie mogła usiedzieć na miejscu i pod jakimś pretekstem wybiegła z chałupy, chcąc podzielić się ze znajomymi dobrą nowiną. Po drodze spotkała przejeżdżającego konno dziedzica i opowiedziała mu historię ze skarbem. Zainteresowany właściciel majątku zażądał szczegółów i zapytał, kiedy to się stało. Gadatliwej babie wszystko się pomieszało:
          – Łaskawy panie – wyjaśniała – było to wtedy, gdy wezbrały wielkie wody i zwierzęta same nadziewały się na wędki, a ryby niczym ptaki fruwały w powietrzu…
          Zawiedziony dziedzic rozsierdził się i wrzeszczał.
          – Głupia kobieto, pleciesz nie wiadomo co, a ja muszę wysłuchiwać takich bzdur! Idź precz! Niech tu więcej twoja noga nie postanie!
          Kobieta jakby skamieniała. Nic z tego nie rozumiała. Zaczęła nawet wątpić, czy rzeczywiście mąż jej znalazł skarb. Nikomu też o niczym więcej nie szepnęła słówkiem. Chłop uratował swoje znalezisko.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:06
        Dziecka z matką, jak to jeszcze i dzisio się spotyko po chałpach, szkubowały wieczorami piyrzi. Nieroz widzieli tego fajermóna, jak do potoczka niedaleko chałupy przichodził (tamtędy szła granica hennanickich pól) i wystowoł tam całymi godzinami. Jak zaś widzieli, że sie pómyko ku chałupie, to wszyscy buch do pierzin. Roz też chodzowała po Nierodzimiu i okolicy pytoczka, co se też rada popijała. A bardzo sie też tego fajermóna boła. Na Zawodzi za Wisłe szło sie przez las. I prawie na tych ławach capnął ją fajermón. Co tu robie? Obyńśe sie go nie
        do, a przepuśde ją po leku nie przepuści. Zaczyła go pytać na smiłowani, aby ją puścił, a zrobi mu, co bydzie chcioł. Tak ji zadał strasznie moc rozmaitych modlitw, pokut, pielgrzymek, że to nie szło ani spamiętać. Ale óna na wszystko sie zgodziła. I fajermón sie stracił. Tak przeszeł rok. Pytoczka nigdy wieczorami przez Hennanice czy Nierodzim nie chodziła. Aż zaś na nieszczęści przibawiła sie w gospodzie i jak wyszła, nacapił ją fajermón. Jak ją dopod, zaczął syczeć, a potym ją smyczył za sobą aż na wanielicki smyntorz do Wisły, tam ją zbił
        niemiłosiernie i półnieżywą zostawił. A to za to, że nie spełniła tego, co obiecała. Na drugi dziyń rano jeszcze opowiedziała, co ją spotkało, i zemrziła.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 20.07.25, 19:27
          Turyści, którzy odważyli się przekroczyć próg najstraszniejszego zamku, opisują aurę niepokoju, która spowija to miejsce. Wspominają o nagłym ucisku w klatce piersiowej, chłodzie, który przenika kości, mimo ciepłego letniego dnia, czy o cieniach, które zdają się poruszać w kącie oka. Najbardziej wstrząsające są opowieści o złocistowłosej zjawie - kobiecej postaci, której spojrzenie wywołuje ciarki na plecach. Czy to Umina, strażniczka tajemnic, wciąż błąka się po komnatach, nie mogąc zaznać spokoju?
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.08.25, 11:58
          Przy ruchliwej drodze w Jawornicy, która z Lublińca do Częstochowy prowadzi, stoi murowana kapliczka, co wiele lat sobie liczy, trochę wiadomości o niej poznać nie zawadzi.
          Historia z nią związana około 1770 roku ma swój początek. Gdy do Jawornicy dziedziczka Anna von Euen przybyła, zobaczyła tylko szczere pola, lasy, bagna, wielki nieporządek. Może tak wtedy rzekła mężowi:
          – Trzeba zagospodarować tą okolicę, by na lepsze zmienić wieś Jawornicę.
          I wielce się ona do rozkwitu wioski przyczyniła.
          Powstał wtedy dwór, zamek i kapliczka mała, która to szczęśliwie do naszych czasów przetrwała. Wieś była wtedy tylko po stronie południowej. Gdy staniesz przed kapliczką i podniesiesz głowę, datę 1860 roku ujrzysz na chorągiewce dachu kaplicy – jest to więc najstarsza zachowana budowla w Jawornicy. Mury kapliczki ceglane, podejdź jeszcze bliżej, dach na czterech filarach się opiera cały. Wieżę kaplicy wieńczy kopuła z dzwonem i krzyżem, a w środku z obrazkiem Matki Boskiej ołtarzyk mały. Starej lipie, co przy niej rośnie, niekiedy kapliczka się użala:
          – Wiem, jestem nieduża i, niestety, stara, ale w pamięci mam wciąż te dni ze śpiewem, pobożnym słowem, gdy odprawiano przy mnie nabożeństwa majowe i różańcowe.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:10
        Mory
        Urodzi się dziecko ze zębami - to znak, że bedzie morą. Jeśli mu matka do pierś, to bedzie chodziło cyckać ludzi, jeśli klocek drzewa, to bedzie chodziło nocą na drzewa. Mora różni się od innej kobiety tym, że jest zawsze tłusta i czerwona na twarzy i ciele. Mory przychodzą najczęściej na tych ludzi, u których pierzyny bywają na żerdzi jeszcze po zachodzie słońca. Przychodzą na ludzi w czasie snu i wtedy się trudno śpiącemu obronie. Jak odegnać
        morę? Jedni wbijają nóż do tragarza w powale, drudzy trzymają siekierę pod pierzyną. Najlepszym sposobem jest iść do wychodka i jeść albo gównym zrobić krzyż na progu izby, gdzie się śpi.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:12
        * * *
        Na Milikowie słyżył jeden pachołek z Gutów. Gaździno dycki rano jodała krew smażoną z tego, co nocą nacyckała z ludzi, ale nigdy nie wraziła do ni noża. Pachołkowi to było dziwne i dzióbnół roz nożym do tej krwie smażonej. W tej chwili gaździno sie przewródła ze stołka na ziym i umrzyła.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:49
        o nocznicach
        Nocznice, zwane przez uczonych "błędnymi ognikami", były jeszcze niedowno bardzo rozpowszechnione. I niebezpieczne, bo myliły podróżnym ścieżki i drogi i kludziły na bagna i do wody. I przez to były pómocne utopcóm. Czym były nocznice? Podług wierzeń naszych przodków były to duchy nieochrzczonych dzieci. A skąd sie ty dzieci brały? Przed piyrszóm wojną światową i w całym zeszłym stuleciu brakowało w wielu państwach ludzi do pracy. Do tych państw wyjeżdżali robotnicy z tych krajów, gdzie była biyda i nie było roboty, jak na
        przykład z terenów naszej dzisiejszej Polski, głównie z Galicji. Nie było wtedy trzeba żodnych wiz ani paszportów, jyny dać sie zapisać agyntowi, a on sie już o wszystko, co trzeba, postarał. I wyjyżdżali nasi ludzie do Czech, Austryje, Węgier, Niymiec, Francyje, Belgie, Anglie i do dalekij Ameryki. Ale nie wszyscy wyjyżdżali za zarobkym, ale też zwóli czego innego. Na przykłod jeżeli gdo kogo zamordowoł, aby ujść ręki sprawiedliwości, nejlepi było uciyc do Ameryki. Tam były rozległe teryny i puste, i szukej wiatru w polu! Byli też tacy, co zawrócili
        głowe jakij dzivwczynie i z tego miało być dziecko, tóż robił dęba, żeby sie nie musiał żynić albo płacić alimyntów. I co tako dziołcha miała począć? Dóma sie na nióm szpetnie dziwali, przezywali, do zwierzęcia przyrownywali, na słóżbe z dzieckym przyjąć nie chcieli, a o żeniaczce to już ani myśleć! Dlatego tako dziywczyna, aby tego uniknóć, pokryjomu dziecko porodziła i udusiła, i pokryjómu kańsi zagrzebała do ziymie, żeby nikt nie widzioł. Ale gdzie
        miała sie podzioć dusza takigo nieochrzczonego dziecka? Do piekła ni, bo niewinne, do czyśćca też ni, bo nieochrzczóne. I musiała sie błąkąć po ziymi w postaci światełka. I tak samo jak utopców, tak i tych nocznic była cało annia. W Niymcach nazywali ich "wasermónami". Mój wujek Sikora, jak wracoł nocą kiedyś do dómu, to szeł zawsze pośrodkym drogi czy chodnika, a jak uwidzioł to błędne światełko, zaroz zmowioł Ojczenasz za dusze nieochrzczónych dzieci. Tak było kiejsi. Jak nastała sanacyjno Polska, to znów był świat deskami zabity. W każdym państwie z wyjątkym Rosyje było bezroboci. Wyjyżdżać za granice mogli tylko ci, co mieli piniędzy jak lodu. A nocznice dali ludzi smykały. A dziołchy były dali głupi jak przedtym. Taki bezrobotny Fróncek umiał każdej głowe zawrócić; choć już nigdzi nie uciekoł, to i tak ni mioł z czego płacić alimyntów na dziecko. I tak ani zarobić, ani
        sie iynić. I dziołcha zaś musiała sie jakosi dziecka pozbyć. W czasie ostatnij wojny byłech na
        robotach w Wilhelshafen. Tam Niymcy sprowadzili moc ukraińskich dziełuch. Były chyba nejpiekniejsze z całej Europy i wszystki zgoła jak jedna. Tylko jedna sie wyróżniała, co miała zadarty nosek. Ale mówili o ni nieszykowne rzeczy, że na Ukrainie pozbyła sie dziecka. Chodziła w ciąży, a potym dziecka nie było. I była podejrzano przez koleżanki. Naroz wybuchła wojna. Niymcy zajęli Ukraine i óna dostała sie na roboty i tak ją kora minęła.
        Dzisio w naszym kraju żodno i żodyn nic nie ukryje. Trzeba płacić alimynty albo sie żynić. Dlatego dziewczyny dzieci swych nie tracą i nocznice też nie lotają. Zostały jyny w głowach starzyków.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:51
        Podciepy
        Jedna baba miała w kolybce nieochrzczóne jeszcze dziecko. Poszła doić krowe. Jak wróciła, dziecko leżało w kącie pod ławą, a na gnojowisku zaszczekoł czorny pies i znik. Od tego czasu dziecko sie ganc przeinaczyło: całymi dniami i nocami wrzeszczało, chciało jyny jeść i pić a nic niy rosło
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:53
        We Wędryni plakował też taki podciep. Roz szeł jedyn gazda i pyto sie:
        - Cóż chcesz, że tak wrzeszczysz?
        - Chrzcielniczki! - prosi dziecko
        Gazda nad nim porzykoł i ochrzcił słowami:
        - Chrzczę de w imię Ojca, Syna i Ducha świętego"! Potem depnął sznuptychlą o ziym i dziecko przestało krzyczeć i przemieniło sie na dobre.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:54
        Dziywka z Toszonowic służyła we folwarku na Gudowach (część Krasnej) i też miała podciepa. Roz stodolny kichnął, a tyn poddep mu odpowiedzioł.
        - Pozdrów Pón Bóg!
        Stodolny, zły, gichnął dziecko po gębie. I od tego czasu ozdrowiało.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:57
        Utopcy
        Downij, choć bezpiecznij było na drogach, to niebezpiecznie było kole wody. Potoki, rzyki, stawy, jeziora zamiyszkiwali utopcy-wodnicy. Kim byli ci utopcy? To były duchy wodne. Ich zawodem było myśleć i czyhać, kogo tylko zwabić do wody i utopić. Ty duchy wodne dzieliły sie na podziymne (kopalniane) i lądowo-wodne. U nas w Polsce były ich całe armie, kilkadziesiąt tysięcy. Skąd sie tego tela namnożyło? Podle wierzyń naszych przodków kogo
        utopiec utopił, tego dusza zaroz stała sie utopcem i tak liczba ich stale rosła. Po czym sie ich poznawało? Utopiec w postaci małego chłopka miał zawsze nogawice mokrą, a kaj siad,
        zawsze zostawił po sobie kałuże wody. Dzieciom pokazowaly sie utopce jako dzieci i wołały ich do zabawy. Były w czerwóne szateczki ubrane albo miały przynajmniej czyrwóną czopeczke. Każdy taki utopiec miał swój wyznaczóny rejon nad potokym, rzykóm czy stawym. Niebezpiecznie było iść tam samymu, a najniebezpiecznij w samo połednie, kiedy utopce obiadwaly, albo nocóm. Utopcy pilnowali też piniędzy w nikierych plosach.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 20:59
        * * *
        Jeden utopiec chodzował do masorza po mięso i zawsze palcym pokazowoł, co mu mo masorz uciąć. Masorz hóncfut uciął mu roz palec. Utopiec mu jyny pogroził i więcej po mięso nie przyszeł. Masorz od tego czasu unikał kąpieli w wodzie. Jednego razu szeł drogą do sąsiada. Jak przekraczał kóńskóm kałuże, naraz zasłob i obalił sie gębóm do tych jscochów
        na drodze i udusił sie nimi.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 21:00
        Moigo wujka dwa razy utopiec przeganiał. Było to hnet do piyrszej wojnie. Wujek pracowoł u moigo ojca. Po fajróńcie chodzawał do domu kole potoka. Aż tu roz na pochyłej wiyrzbie uwidział zająca. Zadziwiło go, skąd na wiyrzbie zając. Myślał go postraszyć, ale zając przed
        czasym plums do wody i już go nie było. A wujek Sikora w nogi. Spostrzyg sie, że to
        był utopiec.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 21:02
        Innym razym zaś szeł kole tego samego potoka na Dolny Bór w Skoczowie. Było już na śćmiywku. Naraz naszeł sie przy nim jakisi nieznany chłop i pyto sie, kaj najlepi przyńse potok na drugóm stróne ku stawóm. Wujek mu pokazał miejsce, kaj może przeskoczyć. Spytał sie
        go jeszcze, jak sie nazywo, bo go nie znoł. Chłop odpowiedział, że Smrodek. Takigo
        nazwiska jeszcze wujek nigdy nie słyszoł choć znał ludzi w okolicy. I tak przeszli to
        miejsce, kaj mu wujek poradził, i dochodzili do głębokigo plosa i wiru. Tamtędy chłop chciał przechodzić.
        - Ty trąbo jedna - woła wujek - nie widzisz, że tu je głęboczyzna?!
        Ale chłop jyny żbluch do wody i już go nie było. Wujek w strach i ani nie wiedział, jak sie naszeł zdyszany i spocóny w dómu. Baba sie go pyto, co sie stało. Wujek, jak wydychnół, opowiedział o wszystkim, a od tego czasu więcej nie chodził kole potoka.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 21:04
        * * *
        Mie też cosi podobnego spotkało. Było to w styczniu 1912 roku. Matka moja miała porodzić i była już przy ni położno. A że w takim razie nie powiniyn być żodyn w izbie, położno mie wygnała przed czasym do szkoły. Na polu był wtedy siarczysty mróz. Ale to nic, bo mie matka za wczasu zaopatrzyła, by syneczek nie przeziąb. Idę se tak kole młynki ku zaporze, kaj od-
        pływała woda do młyna, dziwóm sie na lód, a tu jak nie zacznie cosi trzaskae pod lodym. Ja w nogi. "To utopiec!" - cosi mi szeptało. A ni mógech szybko lecieć, boch był hrubo ubrany. Ani żech sie za siebie ze strachu nie oglądał. Od tego czasu obchodziłech te młynke ze strachu.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 21:05
        W Skoczowie nad Bładnicóm ros-nie stuletnio wiyrzba. Tak ludzie starzy mówią. W tym miejscu przed stu rokami miyszkoł utopiec. Wychodził se na wiyrzbe i skakał do wody. Tak szpart se uprawiał, jak to dzisio młodziacy. Ludzie sie go boli i obchodzili to miejsce ulicą Ustróńską. Dzisio to je wszystko zabudowane, ale dawni było to dosc przestróństwio i ani by
        przed utopcym nie dało sie uciyc.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 21:11
        PIJANE KÓNIE

        Za niebogi Austryje w pańskich dworach były palarnie, co w nich warzili gorzołke - z łobilo, ze ziymioków abo z ćwikle. Nazywali jóm palarskóm. Potym zawozili jóm w takich hróznych beczkach do fabryki, a tam z tej palarski wyrobiali raztomamte gatónki kwitu. Panowie mieli
        z tego forymny profit, a ludzie przileżytość żeby se popić. Było z tego pijaństwa kupa biydy, bo ludzie przepijali mocka piniyndzy, a w chałupie nikiedy nie było co dać do gorka. Roz też w pruchyńskim dworze robotnicy z palarni odloli se kapke tej palarski do żberka i wrazili jóm pod żłób do masztali, żeby im tego sprawca nie naloz. Kóni w masztali akurat nie było, bo pasły sie na rajczuli. Jak pachołcy przignali kónie, óny wyczuły tyn kwit i wszycko ze
        żbetka wypiły. Móglikie sie dziwać, co sie potym robiło. Kónie sie łożrałv i polygały na ziymie, jakby ich gdo zaczarowoł. Sprawca idzie do masztali, dziwo sie, a tu kónie leżóm jak placki, grzybióm nogami, przewracajóm łoczami i chocioż ich walił biczyskym co wlazło, bezkurcyje ani rusz nie stawały. Wylynkany polecioł do ferwaltera. Pón w ty pyndy przylecioł i dziepro widzi, co je. Pomyśloł se, że to jakosi choroba do nich wlazła, tóż wzión flinte i kónie wystrzyloł. Dziepro potym prziszli na to, że kónie były pijane. I tak se pón ferwalter dworski
        kónie zmarnowoł.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.03.15, 21:13
        CYSARSKI JODŁO

        Cysorz Franciszek mioł też roztomaite zachciołki. Zachciywało mu sie czasym, jak kobyle lodu. Tóż se też rozporzóndziL że kożdy dziyń musi dosłać do jedzynio co inkszego, cosi takigo, czego jeszcze nie jod. Kuchorz mu warził roztomaińte wiecy, aji taki, co na dziedzinie
        jedzóm, baji fazole, krupice, Sciyrke, czoskule i inksze jodła. Ale kiesi już ni móg nic nowego
        wymyślić. Szpacyrowoł se po łące, medytowoł czy jakigo zielska nie nazbiyrać, aż uwidzioł taki wielki przyschniynty krowiniec. Uradował sie chłop, że cosi nowego cysorzowi zwielebi na łobiod. Wzión tyn krowiniec, przyprawił korzyniami, łoctym, solóm, pieprzym, przysmażył dobrze na łumaście z cebulóm, dodoł czosku, a potym pieknie przistroił zielyninóm i podoł
        na stół. Cysorz aż sie łoblizawoł, co tak mu szmakowało.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.03.15, 22:23
        FIGURA MATKI BOSKIEJ Z FRYDKA

        Podanie mówi, że w XVII wieku robotnicy pracujący przy wydobywaniu gliny w cegielni hrabiego Prażmy natknęli się na rzeźbę przedstawiającą Panią Nieba i przenieśli ją na probostwo. W nocy figura jednak powróciła na pierwotne miejsce. Następnie została ustawiona w kaplicy zamkowej i ponownie wróciła na pierwotne miejsce w cegielni. Hrabia Franciszek Euzebiusz Prażma w 1665 roku obudował ją tamże drewnianą kapliczką
      • madohora Legenda o zapadłej gospodzie w Ochabach 31.03.15, 19:59
        W Ochabach pomiyndzy stawami, jak sie idzie na Podbór, był kiesi kole grobli przy ceście taki głymboki kowiór zarosniynty krzokami i torkami a naokoło rosły olsze. Woda w tym kowiorze była cało zielóno od roztomaitego trowska i zielska i wcale nie wysychała, bo kowiór bezmali
        był taki głymboki, że jeszcze żodyn do dna nie dobił. W nocy też tam bezmali straszyło. Gdosi widzioł o północy psa, co wyskoczył z kowiora a jak napotkoł człowieka, zawył okropnie, uciyk i skoczył spadki do wody. Nieboga Badurka prawiła, że szła kiesi o północy ze szkubaczek kole tego miejsca i słyszała, jak cosi strasznie w tej wodzie jynczało. Jeszcze gdosi opowiadoł, że o północy widzioł tam gónić swiatełka. A hebama Młotkula, jak szła w nocy od połogu, słyszała, jak sie tam cosi we wodzie doplało i chichrało, jakby sie gdo kómpoł. A to isto były
        potympióne duszyczki. Podobno kiesi, strasznie downo tymu, była tam gospoda. A gospodzki to był straszny wydrziduch, wysrany na pinióndze. Gospoda była na boku kole stawów
        niedaleko był las, tóż mało gdo tam zaglóndoł a takich lepszych gospod to było mało kiedy. Tóż aby jak nejwiencej zarobić, skludzoł muzykantów i sproszoł ludzi aji z inkszych dziedzin na muzyki. Roz też urzóndził taki haudamasz z muzykóm i tańcami we wielim posde.
        Nazbiyrało sie troche roztomaitej gowiedzi, co to Boga i grzychu sie nie bojóm i tańczyli i hólali, aż sie chałpa trzónsła a na Swiynty post wubec nie zważali. Gospodzki zaś był rod, że może tarżyć i piniążki do kapsy zbijać. O północy przyszła naroz ogrómno wichura, zaczło sie blyskać i grzmieć, ziymia sie zaczła trzóńs a s nióm cało gospoda. Dziepro sie ludzie spamiyntali, chcieli uciekać, ale już było nieskoro. Naroz straszny pierón z ogrómnym hókym
        uderzył do chałpy, zaczło sie wszystko walić i cało gospoda, społym z ludziami zapadła sie w ziymie a to miejsce zaraz woda zaloła, tak że ani śladu nie zostało. Tak to Pónbóczek ich pokoroł.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.03.15, 20:09
        Bardzo zamyślony chodził już od dłuższego czasu król Polski Leszek III. Często zamykał się w swojej komnacie i długo rozmyślał wpatrując się w niebo. Widać, że ważną decyzję podjąć musi. Wreszcie pewnego wieczoru wezwał do siebie trzech synów Bolka, Leszka i Cieszka i tak do nich przemówił: - Stary już jestem, a i wy podorastaliście. Pora mi zadecydować, co będzie
        dalej z królestwem. Tron polski postanowiłem zostawić swemu najmłodszemu synowi Cieszkowi. Wam zaś, pozostali synowie, dam drużyny duże. Jedźcie, jeden na południe, drugi na zachód, poszukajcie sobie ziemi, na której zechcecie osiąść i grody pobudować. Zgodzili się synowie z ojcowską decyzją, jeden tylko Cieszko zaprotestował: - Pozwól i mnie ojcze wyruszyć. Niech i ja świata kawal zobaczę, zanim na tronie osiądę. Popatrzę, jak ludzie żyją, pouczę się, może mnie coś ciekawego spotka. Ciężko było Leszkowi III ulubionego syna na wędrówkę puszczać, ale co miał robić, kiedy słowa młodzieńca bardzo mu się rozsądne wydały. Przystał więc na prośbę z ciężkim sercem. Wyruszyli bracia. Pojechał Bolko na południe. Jechał, przez puszcze się przedzierał, przez rzeki przepływał, ludzi spotykał, co tak samo jak on po polsku mówili. Aż wreszcie po wielu tygodniach góry wielkie drogę mu zagrodziły. Na te jeszcze wspiąć się potrafił, bo i przełęcz dogodną znalazł, ale za nimi zobaczył skaliste tumie, których nijak przejść się nie dało. Najpierw chciał zawrócić do domu, by ojcu powiedzieć, że znalazł ziemię, na której osiądzie, ale potem pomyślał, że może mało jeszcze widział i postanowił podróż kontynuować. Skręcił więc ze swoją drużyną na zachód i odtąd u podnóża gór jechali coraz dalej i dalej...Leszko ruszył na zachód. Jechał, przez puszcze się przedzierał, przez rzeki przepływał, ludzi spotykał, co tak samo jak on po polsku mówili. Aż wreszcie po wielu tygodniach rzeka wielka puszczami i bagnami okolona, którą tutejsi Odrą nazywali, drogę mu zagrodziła. Najpierw chciał zawrócić do domu, by ojcu powiedzieć, że znalazł ziemię, na której osiądzie, ale potem pomyślał, że może mało jeszcze widział i postanowił podróż kontynuować. Skręcił więc ze swoją drużyną na południe i odtąd w górę rzeki, w stronę ciągnących się gdzieś daleko gór jechali coraz dalej i dalej...Długo rozmyślał Cieszko, w którą stronę ma jechać. - Skoro bracia moi, jeden na zachód, a drugi na południe ruszyli, ja wybiorę drogę, która między nimi prowadzić będzie - postanowił wreszcie.
        Jechał, przez puszcze się przedzierał, przez rzeki przepływał, ludzi spotykał, co tak samo jak on po polsku mówili. Aż wreszcie po wielu tygodniach ziemię zobaczył, co go swą urodą zachwyciła. Nigdy czegoś piękniejszego nie widział. Na południu góry, niby srogie, ale kiedy im się bliżej przyjrzeć, to się widziało, że się z frasunkiem i dobrocią nad leżącą pod nimi ziemią nachylają. Ziemia zaś piękna była nad podziw. Pełno tu pagórków poprzecinanych dolinami, wśród których srebrzyły się nitki potoków. Nie były to jednak wolno płynące rzeki, jakie w ojcowskiej krainie oglądał. Te tutaj szemrały, płuskały, jakby chciały coś wędrowcowi opowiedzieć, podroczyć się z nim, albo mu chociaż swoją rzeczną piosenkę zaśpiewać.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.03.15, 20:12
        Zatrzymał się wreszcie pewnego razu Cieszko w miejscu szczególnie urokliwym, tuż obok źródła, które na stoku pagórka biło. Naprzeciw stroma góra stała, jakby specjalnie do budowy zamku przygotowana. Kiedy podziwiał uroki miejsca, gdzie obóz rozbił, usłyszał jakiś hałas. Zerwali się wojowie, nie wiedząc, czy im walczyć nie przyjdzie, jako że ziemie Morawian nie tak daleko leżały, aż tu barwy znajome zobaczyli. Oto ze wschodu nadciągnął Bolko a z północy Leszko, którzy także urodą ziemi zachwyceni, postanowili w tym miejscu obóz założyć. Uściskom braci nie było końca. Zachwyceni i ucieszeni niespodziewanym spotkaniem postanowili gród w tym miejscu założyć i Cieszynem od ich uciechy nazwać. Razem wracali bracia do ojca. Cieszko całą drogę zamyślony jechał. Widać było, że trudną decyzję podjąć musi. Stanęli wreszcie przed ojcem. Bolko i Leszko relacje z podróży złożyli i wreszcie
        odezwał się Cieszko: - Wiem, ojcze, żeś dla mnie tron Polski przewidział. Ja jednak chciałbym, byś go najstarszemu Leszkowi oddał. Ja zaś wrócę tam, gdzie się cudownie spotkaliśmy. Kiedy ujrzałem tę krainę, od razu ją pokochałem. Ziemia tam piękna, ludzie dobrzy i pracowici. Postanowiliśmy z braćmi gród tam założyć. Ja go zbuduję, będę na nim kasztelanował, królowi polskiemu nie tak odległej granicy strzegł. I tak się stało. Dziś już nikt nie pamięta czy to od cieszenia się, czy od Cieszka (Cieszymira) gród, kasztelanię, a potem miasto tak nazwano. Ale pamięć o spotkaniu trzech braci u ludzi przetrwała. Więc na studni miejskiej - bracką nazwanej - tablicę umieszczono, na której taki napis widnieje:
        "ROKU 810 WIAROPODOBNE ZAŁOŻENIE MIASTA CIESZYNA PRZEZ TRZECH SYNÓW LESZKA III-GO KRÓLA POLSKIEGO. TRZEJ POLSCY KSIĄŻĘTA, BOLKO, LESZKO l CIESZKO ZESZLI SIĘ PO DŁUGIEJ WĘDRÓWCE PRZY TYM ŹRÓDLE I CIESZĄC SIĘ ZBUDOWALI NA PAMIĄTKĘ MIASTO, KTÓRE MIANO CIESZYN OTRZYMAŁO."
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.04.15, 16:07
        W ratuszu mają trzy miecze katowskie
        Dziś nie potrzebny ten sprzęt Temidowy,
        Za święte prawa tak ludzkie jak boskie
        Cnota nie zbrodnia nadstawia dziś głowy.
        ***
        Tu mają także kilka urn glinianych,
        Które z Pieprzówek skrzętnie wydobyto..
        Gdy do tajników tej góry nieznanych
        Zajrzało Wisły zmienione koryto.
        ***
        Sodalskie bractwo dawniejszymi laty
        Miało w ratuszu swój obraz przenośny,
        Nie artystyczny, lecz bardzo bogaty
        Dla tej przyczyny w okolicy głośny...
        ***
        W srebrzystej szacie Najświętsza Panienka
        Źrenice w oczach miała brylantowe,
        Lecz je wyrwała świętokradzka ręka
        Czegóż nie zrobi plemię judaszowe?
        ***
        Dzisiaj w katedrze ten obraz złożony,
        Przy uroczystej procesyi pochodził.
        Lekkiemi dziewic ramiony niesiony
        Płynie nad ludem jak łódka w pochodzie.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.04.15, 17:07
        Rękawiczki królowej Jadwigi

        W starym kościele co dumny z przeszłości,
        Co niegdyś witał potężne książęty,
        W którego grobach leżą świętych kości
        Jest jeszcze inny skarb narodu święty.
        ***
        Drobny na pozór, a przecież tak drogi
        Żeby go gród nasz i za skarby świata
        Nie dał nikomu, chociaż dziś ubogi
        Wspomina dawne-swej wielkości lata...
        ***
        I cóż to za skarb, czy to brylant jaki,
        Czyli talizman to zaczarowany?
        Czy krwi męczeńskiej są to może znaki?
        Która zbryzgała tej świątyni ściany.
        ***
        Ani to brylant, ni talizman wschodu
        Ni krwawe ślady tatarskiej ofiary,
        Jest to szacowna relikwia narodu
        Z której się chełpi Dasz Sandomierz stary...
        ***
        To rękawiczki, które w swoim czasie
        Zdobiły rękę naj piękniejszą w świecie,
        Lecz milsze były przy zewnętrznej krasie
        Święte cnót wdzięki w Andegawskim kwiecie.
        ***
        Po tem kwiat wonny, pięknością uroczy,
        Żądne sięgały obcych książąt dłonie,
        Ku niemu wszystkie zwracały się oczy
        Bo ten kwiat siedział na Piastowskim tronie.
        ***
        Któż go otrzyma? kto się nim popieści
        Czy dumny Rakuz? czyli Mazur mężny?
        Czy leśny Litwin w tej dłoni niewieściej
        Złoży pogański swój naród potężny?
        ***
        Czekają wszyscy swojego wyroku..
        Piękna Jadwiga niechaj ich rozsądzi,
        Lecz czemuż ta łza w jej błękitnem oku
        Serce się podda? czy serce pobłądzi?
        ***
        Uległo serce przed głosem sumienia
        Dla dobra kraju, dla tryumfu wiary,
        Dla tylu pogan wiecznego zbawienia
        Czyż się przelęknie najcięższej ofiary?
        ***
        Choć temu sercu dotkliwa to rana
        Choć rzewnie płacze biedny Wilhelm młody
        Ręka Jadwigi Jagielle oddana
        Złączy dwa wielkie, .sąsiednie narody.
        ***
        Taką to rękę, rękę bohaterki
        Te rękawiczki przed wieki zdobiły
        Pójdźcie tu Polki, Litwinki, Węgierki,
        Patrzcie jak piękne tu się ręce kryły!
        ***
        Stary kościele! coś dumny z przeszłości
        Coś niegdyś witał potężne książęty,
        W którego grobach lezą świętych kości,
        Przechowuj że nam ten zabytek święty,
        ***
        Strzeż go jak świętość, jak relikwię drogą
        Chroń od zatraty w późne pokolenia,
        By go Wandale nie zdeptali nogą
        Co się lękają i przyszłości cienia,
        ***
        Niech jego widok obudzą w młodzieży
        Wspomnienie dawnej narodu wielkości,
        Niech ją chryzmatem pamiątek odświeży
        l wznieci własnej poczucie godności.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.04.15, 17:47
        Zamek.

        Poza katedrą, gdzie wyniosłe wzgórze,
        Zamek książęcy piętrzy się wspaniale,
        Od zatopienia broni go podmurze,
        U stóp którego szemrzą Wisły fale.
        ***
        Ten co na Dnieprze na Ossie i Sali
        Żelazne słupy bił na znak granicy,
        Wzniósł tutaj zamek gdzie później władali
        Możne książęta obszernej dzielnicy.
        ***
        Pójdź na dziedziniec murem okolony..
        Wiodą do niego żelazne podwoje..
        Próg przestąpiłeś, stajesz zadziwiony
        Snują się wkoło szarych ludzi roje...
        ***
        Cóż to za ludzie czy to są wojacy
        Czy oko w oko chcą spojrzeć wrogowi?
        Czy to są może książęcy dworacy
        Zawsze dla Pana na służbę gotowi?
        ***
        Co to za ludzie? Oto są więźniowie!
        To moja trzodka w Bogu ukochana...
        Patrz! tu gdzie niegdyś mieszkali królowie
        Dzisiaj więzienie!... jakże wielka zmiana!
        ***
        Patrz Da te twarze od murów wybladłe,
        Na ten mundurek szarawy i krótki,
        Spojrzyj im w oczy zamglone, zapadłe,
        To moje dzieci!... ludzkości wyrzutki...
        ***
        Lecz pójdźmy dalej: wielkie korytarze,
        Szerokie schody piętrzą się bez końca,
        I po zaułkach rozstawione straże
        I atmosfera ciężka i dusząca...
        ***
        Prześliśmy schody, drugie, trzecie, czwarte,
        Imię się Jezus czerwieni na murze,
        Pod nim drzwi czarne na rygle zawarte
        I któż tu mieszka w ostrej klauzurze?
        ***
        Oto kaplica-modlitwy przybytek
        Ewangieliczna moich trudów rola,
        Po burzach zbrodni tu padnie rozbitek
        I rzeknie w duchu: "Dziej się wola Twoja"
        ***
        I tu przed skromnym obrazem uklęknie,
        a którym płacze Matka Bolejąca..
        Twarda pierś więźnia bólem żalu jęknie
        I łza po twarzy popłynie gorąca...
        ***
        I gdy niegodny stanę przed ołtarzem
        By nieść ofiarę Panu za ich grzechy,
        Modlą się zemną wszyscy więźnie razem
        W modłach jedynej szukają pociechy...
        ***
        Skromna kaplica szopkę przypomina
        Zakratowane i wąskie okienka..
        Czasem tu zajrzy swobodna ptaszyna
        Czasem zadzwoni powietrzna piosenka...
        ***
        Skromna kaplica szopkę przypomina
        Zakratowane i wąskie okienka..
        Czasem tu zajrzy swobodna ptaszyna
        Czasem zadzwoni powietrzna piosenka...
        ***
        Jakież ptaszyno niesiesz nam nowiny?
        Czy uwolnienie z więziennej niedoli,
        Czyli wybicie ostatniej godziny
        Co więźnia z sali szpitalnej wyzwoli?
        ***
        Skąpałaś w słońcu twoje piórka blade
        Więc biegnij dalej w wędrówkę twą ptaszą,
        Bo wnet tu kawki zbiorą się na radę
        I głośnym krzykiem ciebie stąd wystraszą.
        ***
        Tuż na przeciwko ubogiej kaplicy
        Miły pokoik do siebie zaprasza,
        Niegdyś mieszkanie pobożnej dziewicy
        Dzisiaj tu mieszka: groch, mąka i kasza...
        ***
        Gdzie się modliła siostrzyczka Leszkowa
        Z cnoty i wdzięków w całej Polsce znana,
        Dzisiaj się strawa aresztancka chowa..
        Patrzaj przechodniu co za wielka zmiana!
        ***
        Chodź tu szafarzu, otwórz nam śpiżarnię,
        Wyrzuć te faski i ładowne paki,
        Świętą pamiątkę znieważasz bezkarnie
        My z niej pożytek zrobimy nie taki...
        ***
        Przenieś spiżarnię do naszej kaplicy
        A ze śpiżarni kaplicę zrobimy,
        Tutaj w mieszkaniu po świętej dziewicy
        Skromny ołtarzyk :Maryi postawimy.
        ***
        Tu, w tem ustroniu, o którego mury
        Tyle się westchnień pobożnych odbiło,
        Tyle chwalebnych cn6t książęcej córy
        Z dala przed światem w cichości się kryło
        ***
        Tu, mówię, będziem chwalić Zbawiciela
        Gdzie takie miłe dla serca wspomnienie
        Gdzie Go chwaliła święta Domicella,
        Gdzie wymodliła. wieczyste zbawienie.
        ***
        I tu nas prędzej może Bóg wysłucha,
        Prędzej się zbrodniarz nawróci do cnoty,
        I prędzej w sercu obudzi się skrucha,
        A za nią, błyśnie promień łaski złoty.
        ***
        O Domicello! której duch świetlany
        W tej się izdebce w powietrzu unosi,
        Potargaj więźniów grzechowe kajdany
        Niech Twa modlitwa łaskę nam wyprosi...
        ***
        Iluż to większych na świecie zbrodniarzy
        Kosztuje słodkiej każdemu swobody,
        l pewność siebie widna na ich twarzy
        A to są tylko pobielane groby...
        ***
        Może nie jeden z tych więźniów wzgardzony
        Do krzyża, hańby przez prawo przybity,
        Skończy jako łotr dobry, nawrócony
        I raj posiądzie i wieczne zaszczyty.
        ***
        Może me jeden dla sprawiedliwości
        Błogosławiony, że cierpiał bez winy,
        Złoży w więzieniu poniżone kości
        Aby zmartwychwstać w dzień on, dzień jedyny.
        ***
        W on dzień straszliwy gdy się niebo wzruszy
        I ziemia zadrży w odwiecznej posadzie
        Gdy Pan swe wrogi zdepce i pokruszy
        Jak wicher w lesie kiedy dęby kładzie...
        ***
        Jakie to często pod płaszczykiem cnoty
        Chytra obłuda skrzętnie się ukrywa,
        A pod mundurem aresztanckiej roty
        Cierpi nie jedna cnota nieszczęśliwa.
        ***
        Nie wszystko złoto co się pięknie świeci,
        Nie wszystko podłe co wzgardą okryte,
        I swoje grzechy mają także dzieci
        l nieraz marzą starce wieku syte..
        ***
        O! bardzo często pozory nas zwodzą
        Nieraz cię raczą cukrowemi słowy,
        A w duchu skrycie na twą zgubę godzą
        Taki to dzisiaj ten świat postępowy.
        ***
        Dzisiaj interes najwyższe bożyszcze
        Mianem przyjaźni, miłości nazwany
        Jeśli ten bożek wie, że na tem zyszcze,
        Będziesz od niego wielbiony, kochany.
        ***
        Gdzie się ukryły cnotliwe Damony?
        Gdzie dziś Gaworek i gdzie Leszek Biały?
        Może tam kędy wykwintne salony?
        Tam białym krukiem jest przyjaciel stały!
        ***
        O, stary zamku! w którym przed wiekami
        Mieszkało książę w przyjaźni niezłomne,
        Wprzód się zapadniesz z swojemi basztami,
        Niźli ja moich przyjaciół zapomnę
        ***
        Lecz mamże ciebie pominąć milczeniem
        Rycerzu krzyża, waleczny Henryku!
        Co uzbrojony Chrystusa ramieniem
        Pierwszy stanął w bojowniczem szyku!
        ***
        I z zamku tego z zwycięską drużyną
        Wiodłeś daleko na krzyżowe boje,
        Ażeby świętą oczyścić krainę
        Przez muzułmański zalaną zawoje..
        ***
        I grób Chrystusa wyrwać z wrażych szponów,
        Zatknąć znak krzyża na miejsce księżyca,
        Wrzask muezzinów zgłuszyć dźwiękiem dzwonów,
        Jerozolimie otrzeć łzawe lica.
        ***
        Pomimo cudów Twojej waleczności,
        Któremi obce zadziwiałeś kraje,
        Nie starta przemoc służaków ciemności
        Dotąd grób święty w ich ręku zostaje...
        ***
        Któż pojmie wyroki Wszechmocy?
        Nie zawsze słuszność zwycięstwo odnosi,
        Nie raz się prawda kryje w ciemnościach nocy,
        A złość i kłamstwo swoje prawa głosi.
        ***
        Nie zawsze cnota pogardę odbiera
        Lecz prędzej i wspólniej, co święte zawładnie
        Prawda i cnota nigdy nie umiera,
        A złość i kłamstwo na wieki przepadnie.
        ***
        Lecz czy i Ciebie pominę milczeniem
        Nasz wojewodo, sławny Piotrze z Krępy!
        Coś do oporne odważnem ramieniem
        Zagrzewał twoje nieliczne zastępy.
        ***
        Garstka załogi przed tatarską zgrają
        Z murów zamkowych broni się z rozpaczą,
        Już się Tatarzy na wały wdzierają
        Mordem i grozą swoje kroki znaczą...
        ***
        Bo w przeddzień szturmu nasz Piotr nieszczęśliwy,
        Zdradnie zwabiony do namiotu hana,
        Pod nożem zbójców upada nieżywy
        Ze śmiercią wodza załoga złamana..
        ***
        Zamek zdobyty, krew strumieniem płynie
        Błękitna Wisła staje się czerwoną
        Tysiące ofiar kona w jej głębinie,
        Ognistą łuną domy miasta płoną.,
        ***
        Dominikanie co z ojcem przeorem
        Bogarodzicę w pieśni uwielbiali,
        W zamkowym chórze pod wrogów toporem
        Męczeńską śmiercią "Amen" dośpiewali.
        ***
        Świątynie Pańskie odarte z ozdoby,
        Księża pobici wraz z ludem pospołu,
        Z ludnego miasta tylko same groby,
        Z wielkiego grodu tylko garść popiołu...
        ***
        Tyś patrzał na to, zamku zrujnowany,
        Jak patrzy ojciec na dziatki pobite,
        Gdyby czuć mogły twoje zimne ściany
        Łezby z nich rzeki pociekły obfite!
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:08
        Diabeł jest trochę głupawy o czym świadczy wybieg czarownic używany przez nie przy zawieraniu paktu z diabłem. Za to prawie zawsze jest złośliwy i mściwy, chociaż czasem zachowuje się jak rozkapryszone dziecko. Ulubionym miejscem jego działalności jest Dudków, wiatrak, gorzelnia, most przy Kamnionce. Zwano go Rokitą, Lalą, Kusym czasem Plaplą lecz ta nazwa jest w użyciu tylko wtedy gdy występuje przy Kamionce, gdzie przebywał bezimienny Topielec z którym Kusego pomieszano.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:18
        Pomiędzy Swojowskim Kałkiem i Żabieńcem grasował diabeł pobrzękując łańcuchem. Pojawia się on zwykle nocą, chociaż czasem można go spotkać też w południe wraz z Południcą schowanego w grochu.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:21
        Plapla to bies, który przebywa w wodzie i nieraz uchlapie człowieka. Utożsamiany czasem z Topielcem. Podania mówią, że gdy wyjdzie z wody ograć się na miesiącu to wydaje głos "Pla, pla, pla"
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.09.25, 13:36
          Drugi, starszy herb też związany jest z legendą. Po raz pierwszy, pieczęci z herbem użyto na dokumencie z 1802 roku. Przedstawia ona kobietę trzymającą w ręku nić. Ta babia nić nawiązuje do legendy głoszącej, że dawno temu Babienica słynęła z wyrobu tkanin wykonanych z nici i przędzy wyrabianych przez jedną z kobiet. Kiedy pewnego dnia kobieta opuściła, z niewiadomych przyczyn, wioskę rzemiosło upadło
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.09.25, 23:47
          Cholera. Przy drodze prowadzącej z Ligoty do Woźnik, po lewej stronie, tuż za Ligockim Potokiem znajdują się rozpadliska porośnięte wierzbami zwane „Dołami”. To tu według utrzymywanej od pokoleń tradycji, swój wieczny spoczynek mieli znaleźć pogrzebani, prawie wszyscy bez wyjątku mieszkańcy Ligoty, których zmogła okrutna zaraza wojny trzydziestoletniej – cholera. Inni twierdzą, że zaraza owa wcześniej miała miejsce bo aż w średniowieczu. Zniwo śmierci było wtedy tak wielkie, że nie miał kto umarłych grzebać. Ta straszna choroba, jak głosi podanie uśmierciła wszystkich mieszkańców Ligoty, jedynie dwie kobiety z rodu Sekułowego przy życiu się ostały. Woźnicki proboszcz obawiając się zarazy, nie chciał z posługą kapłańską do chorych przyjeżdżać, ani ziemi na cholerycznym cmentarzu wodą święconą pokropić. Jeździł natomiast do chorych lubszecki farosz, posług udzielał, i msze święte odprawiał jak to było we zwyczaju na lipowym stole na granicy lubszeckich i ligockich pól. Od tego czasu, mimo znacznie większej odległości chodzą ligoczanie do kościoła w Lubszy.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.25, 19:28
          Stare podanie głosi, że ocalała z zarazy kobieta wymodliła swoje życie
          pod słupową kapliczką, która kiedyś stała w miejscu dzisiejszej murowanej
          kaplicy znajdującej się w centrum wioski. Jej to wizerunek - postać
          klęczącej pod krzyżem kobiety - ozdobił później tak zwaną nowszą pieczęć
          gminną Babienicy.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.25, 19:38
          Pierwotnie był to przysiółek powstały w XIX wieku na gruntach Ligoty.
          Nazwa nawiązuje do nazwiska pierwszych, zamieszkałych tu osadników,
          rodziny Goralów. W żadnym wypadku nazwa Górale, nie ma związku
          z nazewniczym określeniem ludności, pochodzącej z terenu dawnej Galicji,
          tak zwanymi potocznie góralami, czyli ludnością zza wschodniej granicy
          Śląska. Obecna, urzędowa nazwa osady to Górale, niemająca jednak
          historycznego uzasadnienia.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.25, 19:47
          Dawno, dawno na górze Grójec koło Lubszy żył bogaty i dobry rycerz
          z żoną i śliczną córką. Kiedy córka dorosła, przyjeżdżało wielu rycerzy
          i każdy chciał się z nią ożenić, ale dziewczyna żadnego nie chciała. Im
          więcej przyjeżdżało i im bardziej rodzice chcieli ją ożenić, stawała się coraz
          smutniejsza. Wychodziła z domu na samotne spacery i błąkała się po parku.
          Ojciec chciał zbadać przyczynę jej smutku i raz poszedł za nią. Naraz
          zobaczył ją w altanie z jednym ze swoich sług. Rozgniewał się bardzo,
          sługę wypędził z domu, a dziewczynę zamknął w wieży. Ale i tam nocą
          sługa przychodził do niej pod okno. W końcu rycerz córkę uwolnił.
          Upłynęło sporo czasu.
          Raz w pobliskim Koszęcinie było święto kościelne i rycerz z żoną
          pojechał na nie. Córka nie pojechała, powiedziała, że jest chora. Kiedy
          rodzice pojechali, do córki wkradł się znowu ten sam sługa. Ojciec
          przeczuwał to i zawrócił z drogi. Okropnie zagniewany przebił sługę swoim
          mieczem, a dziewczynie życzył w gniewie, aby się w ziemię zapadła.
          Rozgniewany wyjechał do Koszęcina, a kiedy oboje wrócili, zamku już nie
          było. Zapadł się on razem z dziewczyną pod ziemię. Ojciec zasłonił ręką
          oczy i płakał. A kiedy odciągano go, aby pojechał do innego ze swoich
          zamków, on powiedział “ ta góra jest mi lubsza nad wszystkie pałace” i nie
          chciał góry opuścić. Stąd nazwa wioski całej Lubsza.
          Duch dziewczyny odziany w welon, jak mówią do dziś dnia od czasu
          do czasu pojawia się nad Grójcem i gdyby ktoś w tym czasie obszedł na
          kolanach trzy razy górę w koło zanim kogut zapieje, dziewczyna byłaby wybawiona.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 22.09.25, 20:17
          Hrabiowie z Gaszyna pisali się panami na Oleśnie, Woźnikach,
          Wojciechowie, Żyrowej, Cerkwi Polskiej i Kietrzu. W herbach swoich mieli
          pół koła. Byli oni założycielami klasztoru reformatów i kalwarii na Górze
          Chełm3940 w powiecie wielko strzeleckim. O jednym z nich krążą dotychczas
          pomiędzy ludem dziwaczne wieści o jego nadzwyczajnej sile fizycznej.
          Tam na przykład mówią iż na każdej dłoni zdołał utrzymać jednego trębacza.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 10:57
          Jak mieszkańcy Psar zbudowali Gliwice
          Psary wspomina również legenda „O założeniu Gliwic”:
          „Miasto Gliwice zbudowane zostało w czasie wojen husyckich. Wtedy
          to z czeskich krajów przez Górny Śląsk wyprawiły się wojska husytów
          w kierunku Częstochowy, by klasztor na Jasnej Górze obrabować,
          splądrować i zniszczyć. Po drodze zniszczyły miasteczko Psary w powiecie
          lublinieckim. Husyci uczynili to tak dokładnie, że po tej osadzie nie zostało
          nawet śladu. Mieszkańców zaś tego miasteczka uprowadzono i osadzono
          nad rzeką Kłodnicą. Ci zwrócili się z prośbą do jednego z książąt, który
          przewodził Husytom, aby zgodził się na budowę przez nich nowego miasta.
          Ten wyraził zgodę, przez co stał się założycielem Gliwic.
          Po zakończeniu wojen husyckich, wielu z Czechów nie powróciło do
          swojej Ojczyzny. Ci, którzy pozostali, osiedlili się w Gliwicach jak i w jego
          dalszej lub bliższej okolicy.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:06
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/iXHElF7PLvznMW6yX.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:17
          •••
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/pmlZf5GKitUEeCB2X.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:36
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/7rQ7jJmFURxJfAr1X.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:45
          Źródła przy Nowej Drodze
          W przeszłości dużą rolę komunikacyjną nie tylko w wymiarze Lubszy,
          pełniło Wyngrodzie, droga prowadząca z centrum wsi w kierunku Ligoty,
          Skrzesówki, Goroli, Czarnego Lasu oraz Niegolewki i dalej w stronę tak
          zwanej polskiej granicy. Łączyła ona także w przeszłości parafię lubszecką
          z Koziegłowami, miastem leżącym w dawnym baronacie koziegłowskim
          wchodzącym w skład biskupiego księstwa siewierskiego.
          Jak głosi stare podanie, dawno temu pewien szlachcic polski jechał
          Wyngrodziem w stronę polskiej granicy, która kiedyś za Ligotą w lesie
          zwanym Czarnym Lasem przebiegała. Gdy minął Olszynę, czyli las
          olchowy nad Potokiem Lubszeckim rosnący i zbliżał się do Nowej Drogi,
          nagle piorun z jasnego nieba uderzył i na miejscu zabił podróżnego. W tej
          samej chwili odpryski pioruna wybiły w ziemi pięć głębokich otworów,
          z których do dzisiaj woda na powierzchnię ziemi wypływa.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 11:59
          W rejencji opolskiej, w powiecie lublinieckim, w bliskości wsi Lubszy
          (Lubschau), wśród dolin powolnie wznosi się góra kręglowatej postaci
          zwana Grójec; wysokość jej dochodzi 1187 stóp paryskich, a gdy rynek
          w pobliskim miasteczku Woźnikach (Woischnik) wznosi się 1043 stóp nad
          poziom, góry Tarnowskimi zwane 1005, a więc góra Grójec niższą jest
          tylko od Chełma (Św. Anny), którego wysokość 1290 stóp przenosi. Nazwa
          tej góry Grójec pochodzi od słowiańskiego miana: gród, grodce, hrad, co
          znaczy miejsce warowne (Burg)
          Widok z tej góry jest nader daleki, a piękniejszego w całej okolicy nie
          znajdzie. Tym milszym on jest dla mieszkańca dolin szląskich, gdy rzadko
          może się cieszyć podobnie obszernym widokiem, jakiego z wierzchołka tej
          góry używać może. Pokład tej góry jest kamień wapienny, powierzchnia
          miejscami naga, a miejscami zarosła drzewem. Na wierzchołku nie da się
          znaleźć żadnych śladów ni szczątków budowli lub warowni, o której
          podanie wspomina, można tylko dostrzec małe wydrążenie, które jest
          zapewne szczątkiem studni, która jeszcze przed czterdziestu laty istnieć tu
          miała. Stań na wierzchołku tej góry, a dziwne uczucie wielkości Boga
          owładnie twą duszą. Kilkanaście mil wokół jak gdyby na dłoni ukaże ci się
          przed oczy. Najpierw uderzą cię wspaniałe wieże jasnogórskiego klasztoru,
          sławnego w dziejach Polski przybytku Marii, dalej sterczą ruiny zamku
          olsztyńskiego, sławne bohaterstwem i męczeństwem Karlińskiego, który
          tych murów z dziwną odwagą bronił przed nieprzyjacielem, to znów
          wyżyny pięknych okolic od pagórka Łyściec i Żarek szeroko aż pod Pilcą
          oczy twe powiodą. To znów uderzą cię dymy butów i cynkowni, wieżyce
          kościołów Woźnika, Żyglina, Gór Tarnowskich, Lubią, Piekar i Lublińca.
          U spodu góry Grójca, w cieniu lip rozłożystych, stoi murowana kapliczka
          Św. Krzyża. Podanie o przeszłości i dziejach tych miejsc tkwi w ustach
          ludu, jako wspomnienie minionej świetności ojczyzny naszej.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 12:21
          Zapadły zamek na Grójcu
          Mieszkał na Grójcu majętny pan, ojciec córki jedynaczki nadzwyczajnej
          urody. Ubiegało się o nią wielu młodzianów, którym równość stanu na
          przeszkodzie nie stała, atoli ona dumnie wszystkich od siebie oddalać
          potrafiła. Ta okoliczność, a że dziewica nigdy do kościoła lubszyckiego
          chodzić nie chciała i podczas gdy rodzice jej na nabożeństwie przebywali,
          ona haftowaniem pasów rycerskich się trudziła, to dziwiło wielce rodziców.
          Jednej niedzieli postanowili rodzice wziąć koniecznie córkę swoją do
          kościoła, do czego ją jednak wszelkimi namowami skłonić nie zdołali,
          albowiem się różnymi wybiegami opierała. Krnąbrnością córki
          zniecierpliwiona i największym gniewem zapalona matka rzekła tedy:
          - Otóż już widzę, że z piekłem w przymierzu stoisz i dlatego nie chcesz
          do domu bożego chodzić. Przeklinam cię, przeto! Bądź na wieki potępiona!
          Zapadnij się na przepaść z całym zamkiem, nim się powrócę, abym cię już
          nigdy nie oglądała.
          Ciężką klątwą niby błyskawicą rażona, stała panna jakby skamieniała,
          nie mogąc ust otworzyć, aby usprawiedliwieniem swoim zagniewaną matkę
          ułagodzić, która się spiesznie oddaliła. Rodzice szli do kościoła podsieniem
          drewnianym. Dziewica walczyła ze sobą w niewypowiedzianym żalu
          i zbierała się iść za rodzicami. Wprawdzie nie zapisała się ona książęciu
          piekielnemu, węzły miłości krępowały ją tylko do grodu, zaczem się
          rodzice do kościoła oddalili.
          Dawno już żyła ona w przyjaźni z pięknym i walecznym młodzianem,
          synem zubożałego właściciela w wioskę zamienionego miasta Psary,
          z domu Psarskich. Tego jednak nie śmiała kochankiem swym mianować,
          albowiem rodzice je nigdy by nie chcieli zezwolić na małżeństwo syna,
          którego ojca nienawidzili. Z tej przyczyny, korzystając z niebytności
          rodziców, schodziła się dziewica w kaplicy powyżej mianowanej na gruncie
          psarskim, aby tamże w przyjemnych rozmowach młodziana nadzieją
          pokrzepiać, że niebo zaiste ich najgorętsze życzenia złączeniem serc ich
          uiści. Tą rażą nie oglądała już dziewica swego kochanka, albowiem zaledwie
          co rodzice do kościoła wstąpili, powstał pod grodem ogromny łoskot,
          a w oka mgnieniu zapadły się wszystkie gmachy. Rodzice powracając
          i widząc ze drżeniem otwór przestraszający, płakali rzewliwie; ojciec zaś
          przemówił w niewypowiedzianej boleści:
          - Tu na grobie mojego jedynego dziecka nie chcę już nigdy nowego
          mieszkania stawiać - a wskazując naprzeciwległą górę, mówił:
          - Lubsza mi owa góra będzie - po czym się tam przesiedlił.
          Od tego czasu duch nieszczęśliwej dziewicy około północy w postaci
          biało otulonej osoby koło Grójca pokazywać i chmury deszczowe nad jego
          czołem się unoszące rozganiać, ażeby górze potrzebnej wilgoci nie
          udzielały
          Tak klechda opiewa, a treść jej się w tym sprawdza, że
          błogosławieństwo rodziców dziatkom domy buduje, zaczem takie
          przekleństwo niweczy.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 12:30
          Grób dziedzica Grójca
          W Babienicy, wiosce położonej na północny zachód od Lubszy, żyła
          dawno temu pewna staruszka. Sędziwa kobieta nieraz opowiadała
          o nieszczęsnej dziewczynie, która poniosła tragiczną śmierć w gruzach
          zapadłego pod ziemię zamczyska, stojącego na lubszeckim Grójcu. Po jej śmierci, pogrążeni w bólu rodzice zamieszkali w Babienicy, w miejscu
          gdzie do dnia dzisiejszego stoją zabudowania babienickiego dworu.
          Podobno znajdował się tam pierwotnie maleńki dworek, w którym spędzili
          oni swe ostatnie dni, spoglądając ze smutkiem na porosły lasem Grójec.
          Rozpacz po stracie jedynaczki nadwątliła ich siły tak, że staruszkowie
          dość szybko opuścili ziemski padół, łącząc się z oczekującą ich
          w niebiosach jedyną córka. Nie mogąc jednak znaleźć miejsca ostatniego
          spoczynku w krypcie grobowej zrujnowanej, zapadłej zamkowej kaplicy na
          Grójcu, pogrzebani zostali nieopodal dworku w Babienicy.
          Mijały lata, minęły wieki. Zmieniali się kolejni właściciele majątku. Po
          zabudowaniach starego dworku nie pozostał żaden ślad, a i wspomnienia po
          dziedzicach Grójca okryła mgła tajemnicy.
          Kiedy w 1833 roku dobra lubszeckie, wraz z wchodzącym w ich skład
          majątkiem rycerskim w Babienicy, przeszły w ręce rodu Henckel von
          Donnersmarck, wydarzenia sprzed lat ożyły.
          Zapragnął bowiem wtedy nowy właściciel, aby w Babienicy zbudować
          dużych rozmiarów park. Na jego polecenie wykarczowano byle jak rosnące
          drzewa i krzewy, wyrywano korzenie i pniaki, równano ziemię.
          Wtedy to, płytko pod ziemią, natrafiono na potężną gruba płytę
          wykonaną jakby z żelaza, której nie potrafiono ruszyć. Próbowano ręcznie
          i sprzężonymi parami wołów, ale nie dano rady.
          Zniechęcony niepowodzeniem hrabia Henckel von Donnersmarck, kazał
          wszystko zasypać, wyrównać ziemię i obsadzić świerkowym lasem.
          Z biegiem czasu z malutkich sadzonek wyrosły dorodne choinki,
          a następnie drzewa, po których jednak dzisiaj próżno szukać śladu. Nie
          wiadomo także, gdzie znajduje się płyta kryjąca wejście do grobu.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 12:42
          °°°°°
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/8FImb95ZGTHPpUpCX.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.09.25, 12:52
          Zamek w Lubszy
          W 1795 roku Sebastian von Johnston und Kogebom, nowy właściciel
          Lubszy rozebrać kazał stojący na najwyższym w powiecie lublinieckim
          wapiennym wzgórzu liczącym 1187 stóp wysokości stary niefunkcjonalny
          zamek. Na jego miejsce postawiono nowy zamek, mniejszy i romantyczny.
          Część starych zabudowań zamkowych przeznaczona została jednak na
          pomieszczenia mieszkalne, zaś inne na gospodarcze. W starym zamku była
          komnata, w której zawracać można było czterokonnym powozem.
          b. 9697
          Jeszcze niedawno ludność miejscowa określała położenie zamku
          lubszeckiego w miejscowym dworze. Często utożsamiano go z budynkiem
          Zarządu Dóbr Donnersmarcka, zbudowanym w końcu XVIII wieku,
          zniszczonym przebudową przeprowadzoną w latach siedemdziesiątych tego
          stulecia. Przy okazji przebudowy zniszczono także stary
          osiemnastowieczny, konstrukcji szkieletowej domek, w którym odbywały
          się odprawy, służący także za stołówkę. Inni upatrywali także za
          pozostałość zamku, czworak stojący nad dworskim stawem. Był to dużych
          rozmiarów, piętrowy, tynkowany budynek, kryty pierwotnie gontem,
          w późniejszych latach wymienionym na dachówkę. Budynek ten zakończył
          swój żywot, podobnie jak wiele podobnych podworskich obiektów, w latach
          sześćdziesiątych.
          Początków założenia pierwotnego zamku można doszukiwać się
          w mrokach średniowiecza. Pobudowany musiał być on początkowo
          z najbardziej dostępnego na tym terenie materiału, jakim było drewno
          pozyskiwane z rozległych okolicznych lasów. Później, wykorzystano do
          budowy nowego zamku kamienne głazy narzutowe przyniesione na nasz
          teren przez lodowiec a także istniejące a wystające z ziemi w przeszłości
          wapienne ostańce, podobnie jak to ma miejsce obecnie na pobliskiej Jurze.
          Zamek zbudowany został w bardziej korzystnym niż kościół położeniu, na
          południowym jęzorze stoku wschodniego Góry Lubszeckiej. Ciekawostką st tutaj fakt, że obydwie budowle postawiono w pobliżu źródeł wody. Na
          terenie zabudowań zamkowych wypływały dwa źródła, co stanowiło
          w przeszłości ważny element w przypadku oblężenia. Także i kościół
          posiadał na swoich gruntach oddalone niedaleko od plebani, w dole
          farskiego ogrodu źródła wody, na gruncie odstąpionym później pod budowę
          domu dla rodziny byłego grabarza. Jak istotne było to położenie niech
          świadczy fakt, że miejscami w Lubszy głębokość studni bitych w skale
          sięgała kilkunastu a nawet i więcej metrów w głąb ziemi.
          Mapa księstwa opolskiego Wielanda Homana z 1736 roku, ukazuje
          położenie zamku i określa go, jako sedillum nobilem - czyli siedzibę
          szlachcica. Legenda podaje, że posiadał cztery wieże. Inne podanie głosi, że
          w zamku tym była komnata, w której można było zawracać karetą
          zaprzężoną w cztery konie. Nie wiadomo jednak czy odnosiło się to do
          zamku lubszeckiego czy zamku, jak chce legenda, posadowionego na
          Grójcu. Komnatą wtedy musiałaby być potężna jama - dziura w ziemi
          i skale, w której to jeszcze w latach pięćdziesiątych odbywały się huczne
          zabawy.
          Józef Lompa w swych zapiskach wspomina, że zamek lubszecki
          rozebrano pięćdziesiąt lat przed jego przybyciem do Lubszy, czyli fakt ten
          miał mieć miejsce około 1770 roku, czyli jeszcze za dziedzictwa Pucklerów.
          Poniżej przytaczam zapis słów ludowej piosenki, związanej
          z lubszeckim zamkiem a zachowanej w dorobku twórczym Józefa Lompy98 :
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 00:13
          Skarb pod kapliczką na Florianku

          Na wzniesieniu w stronę Ligoty Woźnickiej wystawił około 1770 roku
          dziedziczny pan na Woźnikach, Antoni hrabia Gaszyn masywną, murowaną
          kapliczkę z rzeźbioną figurą św. Floriana.
          Według ludowej legendy miał pod kapliczką spoczywać skarb, który się
          objawiał ludziom w nocy przez niebieski płomyk. Kiedy po pożarze miasta
          w sierpniu 1798 roku stacjonował był tu oddział pruskiego wojska, jeden
          z tych żołnierzy zauważył jak się w miejscu tym wynurzyła kadź
          z pieniędzmi. Kiedy jednak bezbożny żołnierz zawezwał diabła do pomocy,
          skarb się znowu zapadł pod ziemię.
          ▪️▪️▪️
          Przy kaplicy św. Floriana ma być zakopany duży skarb pieniężny, który
          objawiony został przez niebieskie płomienie wcześniej, często w porze
          nocnego czuwania. Niedługo później pruskie dowództwo wojskowe rozbiło
          się na wzgórzu, i jeden z żołnierzy przyznał się do tego widzenia. Skarb
          podnosił się do pewnej wysokości w dużej kadzi. Zawołał on swych
          kolegów i chcieli go zgodnie wydobyć, lecz nagle mówi on do swych
          pomocników: "Zostawmy go. Słyszę z głębokości głos." Skarb wyznaczył
          termin swego wydobycia. "Gdyby wasza monarchia wypłacała wam
          odpowiedni żołd nie pragnęlibyście tak bardzo tego skarbu. Nadejdzie
          jeszcze taki czas, gdy miasto to drugi raz doszczętnie zostanie spalone.
          W tym czasie wokół Woźnik nie będą już istniały lasy, wtedy skarb ten
          pojawi się znów, aby mieszkańcy mieli wystarczające środki do odbudowy
          miasta.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 09:22
          Jak wieżę kościoła w Lubszy budowano
          Nikt już tego nie pamięta, ale wieżę kościoła w Lubszy budowano
          w tym samym czasie, co wieżę klasztoru na Jasnej Górze. Powiadano, że
          było to tak blisko, że budowniczowie podawali sobie nawzajem narzędzia
          murarskie. Pomimo tego, że i wieża kościoła lubszeckiego i klasztoru
          jasnogórskiego są tak wysokie, to murarze przy ich wznoszeniu nie używali
          żadnych rusztowań.
          A działo się to tak:
          Co wybudowano w dzień, w nocy “weszło” do ziemi. I tak działo się
          przez calutki miesiąc. Należy nadmienić, że pogoda przez ten cały czas,
          kiedy wznoszono te budowle, była nadspodziewanie ładna, ani kropelka
          deszczu wtedy nie spadla. Ziemia była bardzo sucha i kamienista, nigdzie
          gruntu grząskiego nie było.
          Gdy zakończono prace murarskie, to następnego dnia rano obydwie
          wieże wyłoniły się na powierzchnię ziemi.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 09:36
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/Qf9DqLWxBKozKDoNX.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 09:47
          Jak stary kościół w Lubszy pękł z żalu
          Miało to miejsce w szesnastym stuleciu, kiedy to dziedzicem Lubszy
          był Hieronim Kamieniec, pan na lubszeckim zamku. Z chwila jego
          przybycia do Lubszy, podobnie jak to w Woźnikach uczynił jego brat,
          wprowadził on protestantyzm. On to myśl zasady, czyja władza tego religia,
          odebrał miejscowej ludności kościół i przeznaczył go protestantom.
          Obdarty ze swych gotyckich ozdób, pozbawiony wyposażenia, stary
          murowany kościółek św. Jakuba Starszego pękł z żalu. Na wschodniej
          ścianie prezbiterium pokazała się rysa od sklepienia po posadzkę. Rysa
          pęknięcia wielokrotnie zamurowywana odnawia się, przypominając
          o dokonanej przed wiekami profanacji kościoła.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 09:59
          Tragedia Kotulińskich
          W Boronowie, miejscowości położonej przy szlaku kolejowym
          z tarnowskich Gór do Gdyni, znajduje się perła górnośląskiej architektury
          drewnianej. Jest nią stary drewniany kościół św. Andrzeja, obecnie pod
          wezwaniem Matki Boskiej Różańcowej. Zbudowany został w 1611 roku
          z fundacji rodziny Dzierżanowskich, miejscowych dziedziców. Budowę
          boronowskiego kościoła wymusiła sytuacja w pobliskiej Lubszy, gdzie
          drugiej połowie XVI wieku kościół parafialny przejęła protestancka,
          prawdopodobnie kalwińska rodzina Kamieńców z Kamienia, dziedziców
          Lubszy. Katolicy Boronowa, nie mogąc uczęszczać na katolickie
          nabożeństwa w lubszeckim kościele, nie chcąc zmieniać swego wyznania,
          wystawili więc swój własny filialny kościół. Świątynię wybudowano
          w otoczeniu pięknych stawów, przez które do kościoła prowadził drewniany
          most. Po rodzinie Dzierżanowskich, fundatorach kościoła, zachował się
          piękny dzwon, ufundowany w 1638 roku przez Aleksandra Ernesta
          Dzierżanowskiego oraz kaplica pod wezwaniem świętej Anny zwana także
          kaplicą Dzierżanowskich. Pod kaplicą znajduje się niedostępna obecnie
          krypta, w której jak utrzymuje tradycja, wiecznym śnie spoczywają
          budowniczowie kościoła. W końcu XVII wieku, boronowskie dobra
          znajdowały się w posiadaniu Kotulińskich, szlacheckiej rodziny
          pochodzącej z Czech, możnych protektorów kościoła. Szczególnie Jan
          Fryderyk z Kotulina Kotuliński był hojnym darczyńcą, po którym pozostały
          piękne naczynia liturgiczne, wykonane w stylu barokowym. We
          wspomnianej kaplicy Dzierżanowskich znajduje się ołtarz
          późnorenesansowy z obrazem św. Anny Samotrzeć, którego pochodzenie
          przypisywane jest rodzinie Kotulińskich. W predelli ołtarza znajduje się
          umieszczone na desce malowidło z przedstawieniem fundatora, jego żony
          i licznych dzieci, wszystkich klęczących nabożnie pod krzyżem we wnętrzu
          kościoła. Tradycja ludowa głosi, że jest to wizerunek rodziny hrabiego
          Kotulińskiego, dziedzica boronowskiego, jako wotum podarowany,
          miejscowemu kościołowi, na pamiątkę tragicznego wydarzenia, które miało
          miejsce przed wiekami.
          Dokładnie nie wiadomo, kiedy to było, gdy hrabia Kotuliński wraz
          z żoną oraz licznym zastępem swoich synów i córek feralnej niedzieli udał
          się na mszę do kościoła. Podobnie jak wieś, zamek hrabiego połączony był
          z kościołem drewnianym pomostem przebiegającym na skróty przez staw.
          I stało się. Na nic zdały się zabezpieczające pomost barierki, gdy jedno
          z dzieciątek hrabiego potknęło się, wpadło do wody i utonęło. Pogrążony
          w rozpaczy ojciec ufundował ołtarz, przed którym wraz z bliskimi zanosił
          modlitwy do Boga.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 10:14
          Joanna
          „Przed laty w Piasku przy drodze prowadzącej w kierunku Lublińca
          mieszkał zamożny gospodarz M., który był posiadaczem obszernych włości
          położonych po północnej stronie dzisiejszego mostu, znajdującego się na
          drodze prowadzącej do Lublińca. Był on ojcem urodnej córki o imieniu
          Joanna, posiadającej dobre serce. Była ona znana z tego, że wyrabiała
          piękne obrusy ołtarzowe do kościoła w Lubszy, księżowskie ornaty
          i komże. Zmarła jednak bardzo młodo, a przyczyna było niegroźne
          przeziębienie. Otóż rodzice mimo jej niezadowolenia zabrali Joannę na
          zabawę karnawałową. Podróż była długa i uciążliwa. Wracając w mroźną
          noc dorożką przeziębiła się i ciężko zachorowała. Niedługo później Bóg
          powołał ją do siebie.
          Ludzie powiadali, że gdy kondukt żałobny wyruszył z domu podążając
          do kościoła i na cmentarz lubszecki, dzwony na wieży kościoła
          ewangelickiego w Piasku same się odezwały, dzwoniąc tak długo, żałobna procesja dotarła do Lubszy. Tam odezwały się dzwony
          lubszeckiego kościoła.
          Po latach ówczesny lubszecki kopidoł Osadnik, zgłębiając po 1935 roku
          miejsce nowego pochówku, natknął się na dobrą, nie spróchniałą trumnę
          i ze zdziwieniem zobaczył zmarłą dawno temu dziewczynę w białej szacie,
          z zielonym wiankiem na głowie, nic nieuszkodzoną. Zamknięto ponownie
          trumnę i pogrzebano niczego nie podając do publicznej wiadomości, by nie
          robić rozgłosu i niepotrzebnej nikomu ciekawości. Tak zdecydował
          ówczesny ksiądz proboszcz. Mimo tego wiadomość dotarła do miejscowej
          ludności, lecz nikt nie wie dokładnie, gdzie znajduje się wspomniany
          pochówek. Przypuszcza się natomiast, że był to grób Joanny z Piasku.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 10:28
          Krzyż hrabiego Gaszyna w Ligocie Woźnickiej
          Pośrodku Ligoty, pomiędzy zabudowaniami, stoi ciekawy zabytek
          architektury, to jest drewniany krzyż z postawioną obok także drewnianą
          dzwonnicą słupową z charakterystycznym zadaszeniem. Jak utrzymuje
          tradycja, zespól ten zbudować kazał w 1777 roku hrabia Gaszyn (von
          Gaschin), właściciel woźnickich dóbr oraz wchodzącej w ich skład Ligoty.
          Legenda głosi, że odlany w Opatowie dzwon, miał moc odpędzania
          nawałnic i innych klęsk żywiołowych. Inne podanie informuje natomiast
          o tym, jak dzwon ten utracił wspomnianą wyżej moc. Otóż stać się to miało,
          gdy pewien urzędnik polecił, aby dzwon zadzwonił w czasie pogrzebu jego
          córki.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:22
        Natomiast mianem "Kusy" określano małego, krępego diabełka
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:30
        Najprzykszejsze dla mieszkańców były nocne hałasy Rokity, urządzane w gorzelni, gdzie diabeł popisywał się biciem w kotły i spuszczaniem wódki. Jeden z gorzelnianych wpadł w zatarg z Rokitą, któremu wydarł przy moście na Kamionce jakiegoś pijaka. Diabeł postanowił zemścić się. Sposobność nadarzyła się, gdy gorzelniany wracał zimową porą przez wspomniany most. Kusy otumanił go i wodził od rzeki do rzeki. Na krzyk gorzelnianego nadjechał ksiądz i zabrał nagiego, siedzącego na lodzie gorzelnianego i odwiózł do gorzelni, gdzie Kusy znowu zaczął rzucać swoją ofiarą i beczeć jak cielę. Żadne środki nie pomogły. Dopiero jak ksiądz dotknął opętanego Hostią diabeł uciekł z przerażeniem i taki krzykiem, że aż szyby w gorzelni popękały.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:34
        Diabeł nie mógł darować księdzu, że go przepędził. Czekał cierpliwie aż ksiądz wjechał na most na Kamionce, wtedy "diobeł chycił za koło i mocowoł się z końćmi bo chciał oboczyć wto mocniyjszy. Co go ksiądz przegno z jedny strony to on hyc na drugo i łaps za koło. Dugo się tak wodzuły aż się ksiyndzu sprzykrzyło i wzion zaczon szeptać jakieś tam modlitwy. Dioboł niy szcimoł i uciyk."
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:38
        Diabeł upodobał sobie też wiatrak, gdzie zwłaszcza w nocy wyprawiał harce. Poza zwykłym tłuczeniem się i puszczaniem w ruch zamkniętego wiatraka urządzał też żarty chłopom pasącym konie. Czasami ściągał ze śpiącego burkę albo zdejmował koniom z nóg pętaczki i poganiał je na dalsze pola. Zwykle też nie dawał przejechać przez most na rzece płosząc konie.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:41
        Ofiarami diabła często padali też pijacy, których utytłał w błocie, konie wyprzęgał i puszczał na pole a nieraz i wóz zwalił z mostu.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:45
        Czasem Kusy pozwalał sobie na niesmaczne żarty. Po nocy paśliśmy konie na łące a stary Florek spał. Naraz słyszymy brzęczenie łańcuchów. Mówię mu - a idź ty gdzie chcesz. Patrzę a diabeł wspiął się na Florkowe plecy i wyszczypoł go po d...(pośladkach) aż Florek zaczął wrzeszczeć. Dopiero wtedy puścił a sam poszedł w stronę stawu i tyle go widzieli.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.04.15, 23:47
        Czasem płatał figle gospodyniom, które pasły krowy. Gdy te nawoływały krowy aby już wracać do domu Rokita odpowiadał im jak echo wabiąc je a potem wodząc po polach
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:02
        Diabelskie Wesele - opowieść z 1910 roku

        Raz w Ostatki wybrało się parę chłopków i dziewuch na granie do Łownicy. A było to po ostatni wojnie, cosik przed samym powstaniem. Byliśmy już w Laskowcu a tu jakieś granie idzie. Stanęliśmy ciekawi i czekomy co bydzie. Mnie aż nogi podrygiwały do tańca, tako skoczno muzyka była. Och jak bym zatańcowoł. A tu jak coś nie huknie, nie zaśpiewo. Toż żech se zmiarkowoł, że to diobelskie wesele idzie. Uciekać? Samemu jakoś nie szło bo Plapla może nie był na weselu to przy Kamione mógłby mnie oporządzić. Zostałech bo bołech się uciekać a chciołech się tyż przyjrzeć tymu weselu. Granie się zbliżało. Z przodu szło dwóch skrzypków, fajnie grali, choć trocha piszczało bo smyczki to se z ogonów porobiły. Za nimi szed bębnista. Za muzyką szła drużyna - drużby
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:05
        Latem lubi diabeł w cichą, słoneczną pogodę kręcić się po drodze w słupie kurzu, nieraz nawet tak się rozbryka, że może i tęgiego chłopa na ziemię powalić. Jednak na takiego pomylonego diabelskiego kręciołka wystarczy świecone jajko trzeba nim rzucić w ów wir a diabła na pewno się zabije.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:16
        Diabeł porywał też ludzi. Raz a było to bardzo dawno diabeł porwał Żyda Pejsaka, jak go porwał to go niósł przez dworzysko może do lochów po dawnym zamku. Pisk był okropny, chłopy co robiły w polu przelakły się ale jeden z nich spokopił co się dzieje, przeżegnoł siebie i diobł. Dioboł uciyk a Żydek bęc na ziemię. Chłopy odciągnęły go do siebie a Żydek ino godoł "Ojwaj, ojwaj co jo tu robie!"

        opowiedziane w 1910 roku
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:20
        Raz jakaś panna zmuszona do wyjścia za mąż za niemiłego człowieka życzyła sobie, żeby ją to i owo spotkało. Życzenie jej spełniło się, gdyż w czasie jazdy do ślubu diabeł ją porwał pozostawiając jedynie po niej rękaw ślubnej sukni na krzaku jałowca.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:27
        W Bładnicy i we Wiśle mieszkały utopce. Ich zajęciem było topienie ludzi czy zwierząt. Nad Bładnicą rosnie po teraz staro wierzba. Tam mieszkoł jeden z utopców i skokoł z gałęzi na
        gałęź, a potem do wody i zaś na nowo. Ale jak w Bładnicy wymurowali kamienne koryto, utopiec sie stracił. Po polach zaś lotały nocznice. Miały to być dusze nieochrzczonych dzieci, bo dziewki dużo nowo narodzonych dzieci zagrzebywały po kryjomu, jak nie miał na
        nie kto płacić. Nocznice były pomocne utopcom, bo kludziły ludzi nocą do bajora.
        Jeden chłop z Brennej popił se w miescie i zamiast drogą ku Brennej puscił sie ku Kiczycom. Tam na polach utopił sie w takim kraterze co Wisła zostawiła po powodzi. W gospodzie na ulicy Ustrońskij była przed rokami zabawa. Na tej zabawie były dwie dziewczyny. Chłopcy z nimi tańczyli, ale im było dziwne, że są pod pażami mokre. Mysleli: są tłuste, mają moc
        szpyrki na sobie i pocą sie. Jak zabawa sie skończyła, dzieuchy prosiły, by ich syncy odkludzili. Chłopcom nie było trzeba dwa razy mówić. Jak byli na ławach na Wisle, dziewuchy hóp do wody jak żaby i więcej ich nie było. To były utopcule. Chłopcy w nogi od strachu ku Bajerkom. Roz utopiec z gazdą pojechali na wycieczke do Cieszyna. Wtedy już kursowały pociągi z Bielska i ludziom tako jazda maszyną była zacno. Tak utopiec mówi do gazdy: - Jedźmy pociągem! Ale gazda prawi: - Ni móm żodnej potrzeby tam jechać! Utopiec: - Zaroz sie nóńdzie potrzeba, jo tam w Olzie utopię pore kóni. I pojechali. Przeszli na most, gdzie teraz jest granica z Czechami. Patrzą, a tu drogą od Puńcowa jadą kolasy z weselnikami.
        Naroz przy jednej kolasie konie sie czegosi zlękły i skręciły do wody. Kolasa sie wywróciła i nim pachołcy z drugich kolas przyskoczyli na ratunek, by wyprzągnóć konie, kónie były już potopione. Jednego razu napytał utopiec Pewnego gospodarza ze Skoczowa, by mu całe
        urządzenie domowe przewiózł do Zaborza. Utopcy mieli też prywatne mieszkania u ludzi, a nie mieszkali tylko z żabami we wodzie. Gospodarz nie wiedział, że to utopiec w chłopskim przebraniu. Nałożyli rzeczy na wóz i jadą. Jak już byli w Zaborzu, utopiec kazuje jechać między stawy za pierscieckim lasem. Furmón sie zdziwił, każ też na grobli między stawami może być chałupa? Na postrzodku grobli utopiec kozoł stanóć i zaczół zrzucać wszystki swoi
        rzeczy do wody: łóżka, stoły, stołki. Teraz poznoł chłop kogo przewoził. Jak już wszystko ściepali do stawu, utopiec sie pyto chłopa, wiela kosztuje furmanka. Chłop wymienił cene. Utopiec zamiast piniędzy doł mu gorsc wierzbowych kołków do kapsy. Furmón zły, a bardżyj
        jeszcze przestraszony, że go tak utopiec wypłacił, śmignął po kóniach i wio ku chałupie. W Ochabach stawił sie do gospody, aby cosi wypić z tej złosci. Jak było trzeba płacić, siągnął do kapsy, a tu zamiast kołków były srybnioki. Zdałoby się, że to stoprocentowe bajki, a jednak w dawnych czasach podług opowiadań naszych pradziadków tak było. W każdej wsi byli po trzo, cztyrzo utopcy, a każdy mioł swój rejon. Na całym swiecie musiało ich bvć kilka milionów. Skąd się tak namnożyfi? Starzycy opowiadali, że kogo utopiec utopił, to jego dusza zamieniała się w utopca i przez to się ich tyle namnożyło. Nocznice już też nie lotają, bo dzieuchy nie zagrzebują dzieci, a chłopi muszą płacić alimenty i nie do sie tak łatwo uciec za granice.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:34
        ANI NIE ZAGRMI

        Łóńskigo roku tak słóńce poliło, że aż strach. Moimu tadkowi aż włosy na głowie zgorzały. A jedna paniczka z Katowic, co do nas przijechała, sie zrobiła Murzinkóm. Była blóndynkóm, a jak wyjyżdżała, miała czorne włosy. W polu nic nie chciało rosć, tóż jedna galdzinka poszła na farym do welebnego i powiado:
        - Welebny, oto mocie porym złotych, a rzykejcie w niedzielym, coby prziszeł deszcz.
        Paterek odeprzili rynkym, dziwajóm sie: piynć złotych. Wołajóm:
        _ Paniczko, za piynć złotych wóm ani nie zagrzmi, a wy chcecie, coby loło!...
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:38
        FARORZ CZY CIELYNCY PÓN?

        W naszej dziedzinie był farorz znómy z rechtorzym. Czynsto gynsto do tego rechtorza zaziyroł. Pogwarzic se, bo każdymu kapkym tej rozrywki trzeba. A wtedy tam jeszcze radij nie było, telewizorów, baby, dziecich ksiyndzowie ni majóm, tóż sie im ckniło. Tyn rechtor był na posadzie, był kierownikym szkoły, mioł kąszczek ziymie, dwie krowy. Roz zabił cielym i jednóm zadnióm nożkym, u nas to nazywajóm kitka, posłoł Cygónym do tego wielebnego. Pado mu:
        - Cygón, zaniys wielebnymu oto tóm cielyncóm kitkym. Tam dostaniesz trangiel. Ale jak przidziesz, powiydz: "Wielebny panie, oto też mocie cielyncóm kitkym" .
        Ale Cygón nie rozmyslol, co mo powiedzieć, jyny wiela też dostanie tego tranglu. Odewrził dwiyrze.
        - Pochwalóny Jezus Chrystus.
        - Na wieki wieków amyn.
        - Cielyncy panie, oto też mocie wielebnóm kitkym.
        Nie wiym, czy tam jaki trangel tyn Cygón dostoł, czy ni, ale sie mi zdo, że to farorzowi nie przipadlo do szmaku. Ze go tyn Cygón przekrzcił w cielyncego pana.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 00:41
        Cygon a zając

        We farorzowej kóńczynie chycił Cygón zająca. Farorz go uwidzioł i kozoł mu go oddać, bo był chycóny na farskim polu. Cygón, jako to Cygón wymowioł sie, że zając je jego, bo farorz by
        go i tak nie chycił i ni mioł by też nic. Tak. farorz mu na to, aby poszeł ś nim na fare, kucharka upiecze zająca, w nocy sie przespióm, a kómu sie bydzie pieknij śniło, tyn zająca dostanie. l Cygón na to przistoł. Kucharka upiykła zająca i zawrziła w trómbie, a Cygón dowoł na wszycko pozór i to widzioł. W nocy, jak wszyjscy spali, Cygón zakrod sie cichaczym do
        kuchyni, wzión zająca z trómby i całego zjod. Potym zaś se legnół. Rano farorz pyto sie Cygóna, co sie mu też śniło. T yn prawi, że to nie uchodzi, że jako piyrszymu przistoji łopowiadać osobie duchownej. Tóż farorz prawi:
        - Śniło mi sie, że w polu, kaj żeś Cygónie tego zająca chycił, stoła tako łokropnie dłógo drabina, że kóńca nie było widać, a niebiescy anieli kludzUi mie po tej drabinie do nieba.
        Na to Cygón powiado:
        - Nale wielebniczku roztomiły, dyć mie sie pram też to samo śniło. l jak żech to widzioł, że ci anieli kludzili wielebnego farorzyczka do nieba, myślołech se, że już tam wielebniczek zustanóm, tóż żech zająca zjod.
        Uśmioł sie farorz z przebiegłego Cygóna i mało, że mu darowoł, to jeszcze mu kierysi grosz doł na ceste.
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 13:37
        O, góry! co harde czoła
        Wznosicie hen! aż w błękity...
        Do wspomnień zaszedł kościoła
        Kto' sercem patrzył na szczyty!
        Tam - z skarbca fantazji ludu
        Sypią się perły, opale
        Tam górna kraina cudu
        Tęczowe rozprysła fale.
        Słowian pogańskie obrządki,
        Gontyny bogów z kamienia,
        Kupały zielone świątki
        W snuły się w przędzę wspomnienia!
        Przeszłość, mgłą wieków srebrzona,
        Dźwięk gęśli - wojenne wici-
        To myśli, uczuć wrzeciona;
        Z nich piosnek snują się nici
        Ścielą się do stóp wyżyny
        Pamiątek, oaśni kobiercem-
        Czar w borów niosą gęstwiny,
        Śpiewają puszcz wielkich sercem...
        Oj, kręć się, kręć się wrzeciono!
        Oj snuj się, snuj się klechd nici...
        W sto barw przystrajasz gór łono;
        Twem pięknem lud się nasz szczyci.
        Przyrody dziwne zjawiska
        Baśń w czarów wsnuwa nić 7. tęczy,
        Z niej ludu uczuć żar tryska-
        Poezją struna ta dźwięczy!...
        O góry! Księgi, pisane
        W spownień krwią, żalem, gwiazdami,
        W mgłach legend, podań skąpane,
        Świecące krzyża blaskami...
        O góry! polskiej ziernicy
        Ramiona w niebo wzniesione,
        Do uczuć szczytnych krynicy -
        Spieszą tu tłumy spragnione...
        Nie znają dzieci niziny
        Wspaniałych górskich widoków!
        W zaczarowane krainy
        Z powszednich dni dążą mroków.
        I gwarzą podziwem zdjęte:
        "Prześliczną jest ziemia nasza!
        Uczcijmyż pamiątki święte... /I
        Wzruszeniem drży tu pierś lasza...
        Myśl- powój, pnie się wysoko,
        Nad życie bóle, zawody,
        Gdzie wiary przejasne oko
        W mgłach tron dostrzega pogody!
        O góry, polskie wy góry,
        Wspomnień serdecznych kaplice!
        Wam czoła w krąg wieńczą chmury,
        W pierś biją burz nawałnice...
        Wyście stulecia przetrwały
        Jednako piękne i harde!
        Puszcz waszych śpiewne hejnały
        Odstępcom rzucają wzgardę:
        "Ach, hańba z ojca na syna
        "Temu, kto obce czci bogi,
        "Gdy echem burz drży kraina,
        "Grom bije w domowe progi!...
        "Hańba lękliwym tym duchom
        "Co jak ślimaki pełzają...
        "Niskich żądz, zysków łańcuchom
        "Myśl wolną skrępować dają!"
        Na szczyty, hejże! na szczyty!
        Niech duch się wzniesie wysoko
        W poświęceń ciche błękity...
        Nad chmury niech sięgnie oko!
        Hej, w górę! hej... na wyżyny
        Orlemi skrzydły zapału
        Leć duchu, w piękna krainy,
        W gwiazdzisty świat ideału!
        W śród nizin tobie nie wolno
        Pełzać, królewski ty ptaku!
        \Valk, trudów drogą mozolną
        Po górnym szybuj wciąż szlaku...
        Hej! w góry, synu tej ziemi
        Przepięknej. w kruszce bogatej;
        Tu, myśli czcij ją lotnemi,
        Tu, sercem całuj jej szaty!..
        Tu, ucz się z księgi przeszłości
        Czytać pradziadów imiona,
        Tu chrobrym nieś hołd mił()ś.:i
        I wspomnień kwiat tul do łona...
        Hej! synu polskiej ziemicy!
        Czerp baśni. klechd górskie fale,
        Z legend przecudnej skarbnicy
        Bierz perły, drogie opale...

        Legendy Świętokrzyskie
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 13:42
        Dziwo-Góra.
        B A S Ń.

        W śród wiekowych borów - tam
        Kędy czarów straszny świat,
        U tęczowych krain bram
        Rośnie cudny szczęścia kwiat...
        Lecz wysoko zakwitł on;
        Wkoło czarny, gęsty bór,
        Niedostępnych dziecię stron,
        Pośród pięknych błysnął gór!
        Złotych iskier sieje grad
        Jakby rosy strząsał łzy
        Ten słoneczno-górski kwiat!
        Lecz na straży, niżej, mgły,
        Czarnopióra później noc-
        Dalej otchłań - rwący zdrój
        I bożyców leśnych moc.
        Puszczszczyk woła: "Śmiałku stój!"
        Łyso-Góra, hardą skroń
        W zniosła ponad szczyty wzgórz,
        Sowiem skrzydłem lecą doń
        Widma w wiankach krwawych róż.
        T am czarownic, biesów tłum,
        Tam rusałek nuci chór;
        Swistań, dziwnych głosów szum
        Niesie trwożne echo gór!
        Wilkołaki *), wojsko mar
        Obok kwiatu trzyma straż;
        Złośliwych chochlików gwar
        T opielicy blada twarz,
        Leśny olbrzym - życia wróg,
        Siedmiogłowy potwór - głaz,
        Czarnych piekieł gniewny bóg,
        I upiorów orszak wraz
        Strzeże kwiatu dzień i noc!
        U - huu!... biesów słychać śpiew;
        Dziwnaż, dziwna strachów mod...
        W żyłach śmiałka stygnie krew,
        Myśl się mąci, słabnie dłoń...
        Z Dziwo-Góry barwny tłum
        Z groźbą, z wrzawą spieszy doń
        U - huu... świst, płacz... jęki, szum!
        "Próżny chłopcze! próżny trud!
        "Szczęścia strzeże orszak mar -
        "W racaj mi«;dzy bratni lud,
        "Nim cię ust mych spali żar..."
        Tak ostrzega srebrny głos
        Pląsającej pani gór.
        "Smutnyz, smutny śmiałków los!... u
        Czarnych bogiń śpiewa chór.
        Łyso-Góra, duchów kraj,
        Tajemniczy strachów świat;
        Echem pieśni szumi gaj,
        A na górze - gwiazda-kwiat!...
        ***
        Wiedźmy warzą z kwiecia pól
        Napój śmierci - trucizn jad
        Co zyciowy leczy ból!
        Wyżej... szcz
        ścia rośnie kwiat...
        Warzą, warzą z leśnych ziół
        Balsam, napój, serca lek -
        Spieszy, spieszy z bliskich siół
        Pełen pragnień młody wiek,
        Pośród borów, ciemnych skał
        Czarownice warzą wciąż
        I miłości srebrnych strzał
        Leczą rany...


        Pełza wąż
        Druh wiedźm leśnych, wstrętny gad,
        Rój złych duchów klaszcze w dłoń;
        Wyżej... szczęścia błyszczy kwiat
        Zdobiąc Łysej Góry skroń!
        Hej! - na wyżyn górskich szczyt
        Przez zastępy grożnych mar,
        Któż się przedrze witać świt,
        Sięgnąć po Jasnego *) dar?...


        Ziem Piastov,Tych dzielny syn
        Gardzi trwogą, nie zna bram
        Którychby nie rozbił czyn!
        Więc zwycięsko stanął tam
        Kędy płonie gwiazda-kwiat;
        Harde czoło podniósł wzwyż,
        Pierzchnął mar rozwiewnych świat,
        Z Łysej Góry błysnął krzyż!...

        Legendy Świętokrzyskie
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 13:44
        W święto Kupały - Z obrzędów Słowiańskich.

        W prastarych borów zielonej świątnicy
        Kędy słowiańscy kryją się bogowie,
        Odwieczne dęby stoją na strażnicy
        \V ludowych podań czarownej osnowie.
        Sosny i olchy zadumane gwarzą
        Z kwiecia płaszcz wzi<::ły lipy rozłożyste,
        A białe brzozy jasną patrzą twarzą
        \V zwierciadła rzeki fale przezroczyste.
        Półsenne mroki, szmery tajemnicze
        Cichemi kroki snują się po lesie;
        Fala, na- wianki czekając dziewicze
        Jasnemi skrzydły echo pieśni niesie:
        "Hej! Kupało!... jodły, sosny,
        "Na cześć bogów niech padają,
        "Dziś Kupały dzień radosny,
        "Gęśle, dudy, niech nam grają!...
        "Stosy z drzewa ułożymy,
        ." Proso bogom sypiąc w darze
        "Świ
        ty ogień rozniecimy
        "Jako dziadów zwyczaj każe."
        Z dolin i jarów lud płynie ochoczy,
        Starcy, młodzieńcy, krasawice dziewy,
        Jak len ich włosy - jako chaber oczy,
        Srebrzyste słychać młodych głosów śpiewy:
        "O, bożycu! Jasny panie!
        "Krwi ofiarnej przyjm objaty,
        ,,'V słońcu, w gwiazdach, masz mieszkanie,
        "Spójrz na biedne ziemian chaty!"
        Zabłysły gwiazdy... strzeliły ogniska,
        Aż się trwożliwe w dal rozprysły cienie!
        Snopami iskier płomień w gór
        tryska,
        Młodzież z okrzykiem skacze przez płomienie.
        "Łado! Kupało! Słowian jasne bogi,
        "Cześć wam na Lecha i Krakusa ziemi!
        "W ogień i wod
        skoczymy bez trwogi
        "Byle Znicz blaski świecił nam żywemi!
        "Bo cóż bez niego w chacie Słowianina?
        "Znicz-ogień święty, niech nam piersi grzeje;
        .,Niech wajdelota sławy pieśń zaczyna
        "O Zniczu, który zawsze promienieje.....
        Biedne te ludy, co nie znają ciebie
        Święty płomieniu! lecz biedniejsze jeszcze
        Gdy mając Znicze, gaszą je wśród siebie
        Jak ten, co w szale struny targa wieszcze...
        Krzyż świeci w ziemi Krakusa i Lecha,
        Posągi bogów starych w prochu leżą,
        Znicz jednak-ludu chluba i pociecha,
        Płonie wciąż w piersiach tych, co wjutro wierzą!

        Legedny Świętokrzyskie
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.04.15, 14:09
        Święto Grobów Łysogórskich

        Zdala od siedzib ludzkich, na szczycie góry której grzbiet prawie zawsze w srebrne mgły
        bywa spowity, przed wiekami liczne wznosiły się kopce, leżały głazy ogromne, rzędem stały
        żalniki, z których krople rosy spływały jak łzy... Nazwano to miejsce "Górą Umarłych" gdyż
        tu, z pokolenia na pokolenie przechowywanym zwyczajem, prochy ojców, których martwe ciała wśród wojennych okrzyków mężów i płaczu kobiet palono, składane były na odpoczynek wieczysty...W tem miejscu, górującem nad przecudną okolicą, Słowianie rok rocznie, poważne, uroczyste "święto dziadów" obchodzili. I wierzyli niezachwianie, że w on dzień żałobny płyną z krain zamogilnego życia, duchy ojców, i ziemskie swe odnalazły szczątki, nad
        żalnikami w milczeniu unoszą się niewidzialne, lecz obrządkowi obecne. Spieszą dziadowie na ono wielkie grobowisko łzami dzieci umiłowanych, krewnych, towarzyszy, druhów serdecznych, nasiąkłe. Spieszą wspomnieć żywota dzieje przebrzmiałe, błogosławić prawnukom, nacieszyć się z nimi i zapłakać...Spieszą tak przez dzień cały aż do północy; o tej porze zebrane już powinny być duchy wszystkie! W państwie śmierci, wśród drzew prastarych u szczytu malowniczej góry, krążą duchy złe i dobre, szczęśliwe i cierpiące...Ojcuwie, dziady, zmarli przed laty i przed wiekami, przybywają na oną górę sławną z wielkiego raju dokąd ich Nija, potężny wódz dusz ludzkich zawiózł w nadpowietrznej, niewidzialnej ziemskim oczom łodzi. Inni, dążą tu z strasznej, czarnej krainy kar długich i ciężkich, jak ciężkiemi były ich winy; z posępnych światów, kędy w lodowate, zimne puste góry, w okropne przepaści potworów jadowitych pełne, ziejące żarem niewygasłym, w ponure puszcze bezludne gdzie wieczna noc i trwoga, zawiodły ich "Sądziennice" surowe sądy sprawujące nad światem całym! Lecą wielkoludy, bohaterowie sławni, orły, sokoły narodu, lecą nad świętemi gajami kędy niegdyś składały bogom objaty
        • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:18
          Największą wrzawą rozbrzmiewa szczyt Łysej Góry, uważanej powszechnie za siedzibę czarownic i złych duchów, które zbierały się tam podług wierzeń ludowych na wiece, uczty, zabawy. Gdy już młodzież przepatrzy wszystkie gęstwiny boru, załomy gór i trzęsawiska, biorą
          pień drzewa grubego, wyciosają z niego bałwana i przywiązawszy takowy do kija (jak wojacy
          wiążą jeńców niebezpiecznych) przy dźwiękach gęśli, wesołych okrzykach i śpiewie ciągną mniemaną Marzannę do wody, aby ludziom nie szkodziła w piękne dni wiosenne, kiedy zdrowie i siły młodości najwięcej są potrzebne przy pracy w polu, tak dla rolników ważnej.
          Pieśni, używane podczas wesołej uroczystości topienia bogini śmierci, zaginęły w pomroku niepamięci; z przechowanych owej epoki rękopisów jeden wiersz tylko sięga czasów, w których obchodzono pamiątkę topienia bałwanów pogańskich.
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:17
        Wesołe dźwięki gęśli łączą się z okrzykami: "śmierć Marzannie!" Ochocze grono młodzieży z ulubionymi gęślarzami na czele, spieszy z nizin ku Łysogór pasmu zielonemu. Uzbrojeni
        w oszczepy, topory, drągi, widły, idą przeciw bogini śmierci zbuntowani; idą z muzyką, weselem - jak na gody! "Śmierć Marzannie!" Chociaż chrześcijanizm mroki błędów starych jasną kaskadą światła prawdy rozproszył już w całej niemal Polsce, dawne wierzenia mocą
        nawyknień wplotły się w fantastyczne, pełne poezji i naiwnej pojęć prostoty, obrządki słowiańskie. poszukiwanie Światowidów, Perunów, Żywji, przechowało się długo, a sama wyprawa zmieniwszy cel swój pierwotny, przeistoczyła się w doroczną ludową zabawę
        "Topieniem Marzanny" lub "Śmiercią bogini śmierci" zwaną! Otóż i teraz uzbrojona gromada dąży do boru ochoczo, by wypłaszać wrzawą dworzan bogini śmierci i ją samą wśród radosnych utopić okrzyków! Przyszli do lasu, siedziby wilkołaków, strzyg *), wiedźm. biesów i t. p. W nadziei, że młodość i odwaga najzłośliwsze pokonać zdoła duchy, pewni zwycięstwa nad nimi, z wojenną wrzawą obiegają zarośla, moczary, bagna, trzęsawiska, jeziora ciemne i zapadłe knieje, wypłaszając z nich wszystkich wiernych dworzan Marzanny. Przestraszone krzykiem i wrzawą z załomów skał, z pni spróchniałych uciekają puszczyki, nietoperze; wówczas wzmagają się tryumfalne młodzieży wiejskiej okrzyki; za zwiastunów śmierci
        uważane nocne ptaki, leśne gady, uważane za Marzanny sługi ludziom nieżyczliwe, roznoszące śmierć i choroby, postrach siejące, padają pod ciosami ochoczej młodzieży, wypędzającej upiory wiedźmy z całym orszakiem widzialnych i niewiskie, których pamięć w zmienionej formie długie przetrwała wieki... Przed laty, znalezione w borach kamienne
        lub z dębowego drzewa ociosane, bóstw pogańskich posągi, lud z okrzykami topił albo rozbijał - wspomnienie owych wesołych wypraw nadzialnych dworzan złej bogini, nieprzyjaciółki
        życia!
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:22
        Śmierć się wije u płotu,
        Szukająca kłopotu.
        Licho - cicho!... ruszaj w las -
        Nie dobierzesz się do nas;
        Póki młodość, to wara!
        Hej, wara!
        Smierć się złości zawzięta
        Na mołojce, dziewczęta;
        Póki nas - to światu trwać,
        Choćbyś chciała wszystkich brać.
        Póki młodość, to wara,
        Hej, wara!
        W bój, na łowy człek jedzie,
        Śmierć ze strzygą, na przedzie-
        A gdy życiu jesteś rad
        Wiedźma w życie sączy jad.
        Póki młodość, to wara,
        Hej, wara!
        Czarownica przez sito
        Gwiazdą trz
        sie "zawitą" '")
        A wilkołak w łozach zły,
        Skrzy oczami - ostrzy kły!
        Póki młodość, to wara,
        Hej, wara!
        A na Łysej, na górze,
        Tańczy bies w wilczej skórze,
        Z wilkołaków wiedźm i strzyg
        Oczyścimy ziemię w mig!
        Póki młodość, to wara,
        Hej, wara!
        Lysa Góra, grzmi wrzawą...
        Nuże razem obławą!
        Żmije syczą... mimo żmij,
        Śmierć, Marzannę, zwiążem \V kij!
        Póki młodość, to wara,
        Hej, wara!
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:27
        Na drodze z Nowej Słupi do po-Benędyktyńskiego klasztoru, stoi starożytny posąg z kamienia, wyobrażający klęczącą postać pielgrzyma. O posągu tym, następująca krąży legenda:
        Był człowiek pewien, który za ciężkie winy długą odbywał pokutę. Wobec strasznych zbrodni jakich dopuszczał się w życiu, żadne umartwienie zbyt surowem nie wydawało mu się zadosyćuczynieniem. Aż wreszcie odbywszy pielgrzymkę do Ziemi świętej, postanowił ostatnią
        już, ciężką zadać sobie pokutę. Było nią pójście na kolanach pod górę Swiętokrzyską, do po-Benedyktyńskiego klasztoru. Idzie zatem śpiewając pieśni pokutne, odmawiając modlitwy.
        Mijają go liczni pielgrzymi podziwiając wytrwałość, chwaląc głośno pokorę świątobliwego
        męża. Ten i ów prosi na wóz swój, do wypoczynku zachęca, lecz pokutnik wszystkim odmawia i na kolanach dąży, coraz wyżej a wyżej!...Ale na głos uznania, jaki dochodzi go z stron
        wszystkich, wąż pychy wślizgnął się do piersi chwalonego przez pielgrzymów męża, i pokutnik, co budował bliźnich umartwieniem, pokorą, z uczuciem dumy rozmyślać zaczął nad tem, że gdy na kolanach u celu pobożnej stanie pielgrzymki, zasłuży już chyba na niebo, gdyż nikt tak jak on, na hojną nie pracuje nagrodę! Ale, o dziwy! Kamieniem ciężą nogi
        nieruchomieją wszystkie członki, pielgrzym przekonywa się z przerażeniem, że kolana jego zdrętwiałe ani na "krok dalej posunąć się nie mogą. Wyznaje głośno swą winę i zwolna, ku zdumieniu i zgrozie obecnych, w kamień się cały zamienia! Legenda mówi, że klęcząca figura z biegiem lat posuwa się naprzód, a kiedy dojdzie do klasztoru, wtedy będzie koniec świata
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:28
        Nasza Ziemia

        Obcej ziemi gaj mirtowy,
        Palmy, skaly - dziw natury!
        Hen! nieboskłon lazurowy,
        Szmaragdowe morza - góry
        Śnieżnemi kryte całuny,
        Toż to lutni śpiewne struny!
        Obcych natchnień zdrój,
        Obcej pieśni strój...
        Nasze lasy, nasze góry,
        Złote ła.ny, polne kwiaty,
        Sławnych zamków harde mury,
        Na zwaliskach wspomnień świa t
        Pośród ruin - głos przeszłości...
        T oż to polski hymn miłości!
        Echo swojskich stron -
        Pieśni naszej ton!
        Gdy kieleckie ujrzym wzgórza,
        Świerków lasem cudnie strojne,
        Kędy płyną z skał podnóża
        Mary w legend urok zbrojne,
        Kędy Stwórca hojną dłonią
        Wieńce zwiesił nad gór skronią,
        Piękna skarby dał
        Na marmury skał!

        adość serca nam rozpiera,
        Dzwonów - fletów słychać grame...
        Pieśni falą w duszy wzbiera
        Polskiej ziemi ukochanie!...
        Bo najmilszą z cudów świata
        Jest rodzinna, ojców chata,
        Najpiękniejszy kraj
        Gdzie świerkowy gaj...
        Niech się Włoch Alpami szczyci,
        Francuz krajem nad Sekwaną;
        Dla nas droższe wspomnień nici
        Wsnute w ziemię miłowaną!
        Oj, piękniejsze polskie strony
        Gdzie brzmią swojskiej pieśni tony,
        Gdzie nad ludem - wzwyż;
        W górach czuwa krzyż!
        Święty Krzyż...
      • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:31
        Góra Jeleniówka

        W Łysogórskich puszcz głębinie
        Dźwięczą rogi, brzmią okrzyki -
        Wrzawa głosów hen! w dal płynie,
        Pierzcha z kniei jeleń dziki;
        Orszak łowców w góry jedzie,
        Błyszczą łuki i kołczany,
        A królewicz sam na przedzie
        W głąb puszcz pędzi zadumany...
        Krótki miecz u boku błyska,
        \V silnej dłoni łuk napięty,
        Z źrenic hart młodości tryska
        Z czoła bije pokój święty...
        Obok konia, chłopiec zbrojny
        Niesie oszczep, rohatynę -
        Ujrzał tura pan dostojny,
        I zapuścił się w gęstwinę.
        Za nim dworzan grono spieszy:
        Stu łuczników, naganiaczy -
        Widok zwierza wzrok ich cieszy;
        Gra pobudkę stu trębaczy!
        Pachołkowie niosą łupy:
        Sarny, lisy i jelenie,
        Swiszczą strzały, leżą trupy
        Zwierząt.
        Nocne idą cienie...
        Ogromnego zabił tura
        Możny łowiec, pan drużyny -
        I rozbrzmiała wrzawą góra,
        "Hop! hop!" - słychać wśród gęstwiny.
        Koń spieniony, luk napięty,
        \V żyłach krwi gorącej wrzenie-
        Na szczyt pnie się łowiec święty*),
        "Hop! hop!..."
        Nocne idą cienie...
        Zniknął z oczu dworzan grona,
        Za jelenia śladem pędzi;
        Cisza wokół niezmącona-
        U skalistych gór krawędzi
        Stanął rumak, zarżał... cieho...
        Tylko echo odpowiada,
        Wilczym głosem jakieś licho
        Woła w dali: "biada... biada!..."
        "Hop! hop!" - Krzyknął na drużynę
        Łowiec śmiały.
        Hop, hop!... echo niesie,
        Płynie kary przez gęstwin!;,
        Groźna jakaś pustka w lesie.
        l królewicz rozdzielony
        Murem gór, skał, drzew zieleni
        Od tej gęstych borów strony
        Gdzie szukali go zmartwieni
        Liczni łowcy - zbłądził w górach!
        Próżno trąbi, woła, wzywa,
        Wąż błyskawic sUI}ął w chmurach,
        Goniec burzy, wiatr się zrywa,
        Szumi puszcza...
        Rogów dźwięki
        Nie dochodzą królewicza;
        Z niewidzialnej, hen! paszczęki
        Płynie groźba tajemnicza -
        Słychać pomruk niedźwiedzicy,
        Ryk, syczenie, dziwną wrzawę;
        To "strach" leci bladolicy!
        . Żubr na łowy idzie krwawe...
        Chrz!;st łamanych kości, jęki
        Mordowanej słabej rzeszy,
        Płyną w gwarów zlane dźwięki.
        Zda si!;, potwór, śmierć tu spieszy
        Z objęć lasów, z puszczy łona!
        Ryś i borsuk szczerzą zęby,
        Fantastycznych mgieł zasłona
        Na skaliste pada zręby.
        Krwawych oczu światło błyska,
        ,""'ilki wyją...


        Dziwy, czary!
        Tutaj przepaść, tam cierniska -
        Stawa dęba i rży kary...


        \Vtem, na szczycie stromej skały
        Ujrzał łowiec zwierzę w biegu;
        Rogi w hlaskach promieniały...
        U przepaści stanął brzegu
        Jeleń.


        Ponad kszt<1ł!ną głową,
        J ak wśród cierni - w rogów ramie
        Świ:1tła smugą brylantową
        Błysło jasne krzyża znamię!
        Węgierskiego królewicza
        N a ten widok myśl przejmuje
        Że przygoda tajemnicza
        Wol, nieba mu wskazuje
        By - gdy wyrwie się z paszcz
        ki
        Gęstwin ciemnych, złożył Bogu
        \V Łysogórach, hołd podzięki
        Na świątyni nowej progu.
        By tu wśród kadzideł chwały
        Złożył "co ma l1ajdroższcgo"
        Skarb węgierskiej ziemi całej,
        Relikwie krzyża świĘ.tego!
        Miłym był snać Dawcy życia
        Ślub dzielnego Emeryka;
        Wśród gęstwiny drzew spowicia
        Zakonników dwóch spotyka.


        Pomoc niosą mu ojcowie
        Blisko Słupi zamieszkali;
        Tam, gdzie niegd);ś trzej bogowie:
        ..Swist i Poświst z Ładą" stali,
        Wzniósł Emeryk i Król Chrobry
        Kościół, na cześć Trójcy Świt;tej!
        Przywiózł z Węgier dar swój szczodry
        Dzielny łowiec czcią przejęty;
        Dla Piastowej ziemi synów
        Drzewo Krzyża w górach składa,
        Sprowadza Benedyktynów,
        Chwałę Bożą opowiada.
        • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:32
          A wyżynę, gdzie w światłości
          Ujrzał Krzyż ponad jeleniem,
          Ku pamięci potomności
          Legend zdobiąc ją wspomnieniem,
          Polski lud zwie: ,,]eleniową..."
          Szumy lasów, górskie chaty.
          Niosą dotąd pieśń echową
          Którą w kart tych rzucam światy
          Na strój miły gór lesistych!
          Z barwnych nici podań ludu
          Niech się wsnuje w głąb serc czystych
          Pamięć wieków sławy, cudu...
          Pozdrowip.nie wam - przeszłości
          Bohaterzy! chrobrzy, śmiali,
          Dzielni w boju - a w miłości
          Po anielsku ufni - biali!...
          Pozdrowienie wam i chwała
          Monarchowie i rycerze
          Których Boża dłoń rozsiała
          Na tej ziemi - silnych w wierze.
          Strasznych wrogom - godnych cudu!
          W wspomnień naszych wszech-kaplicy
          Cześć należy się od ludu
          Wam - o Krzyża bojownicy!...
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:45
            Według Władimira Toporowa wyraz „anczutka” zakorzenił się mocno we wschodniosłowiańskich dialektach. Jest spokrewniony ze słowami anczibał, ancziboł czy ancybał oraz nowszymi chronologicznie ancybołot, ancybołotnik. Przyrostki -bołot, -bołotnik oznaczają błoto, bagno, jednak w starszych wyrazach ich odpowiedniki -boł i -bał mogły wskazywać na czarta i diabła. Stąd ich pokrewieństwo z pruskimi Balowe, Balyngen i litewskim bala. Także taka interpretacja w pełni odpowiada litewskiemu wyrazowi ánčiabalis – kacze bagno oraz łotewskiemu bàlažin – czort wie, idź do diabła, dosł. spadaj do błota. Termin „anczutka” w drodze ewolucji może być deminutywną formą wyrazu „anczibał” na zasadzie kontrakcji, które ma powiązania z litewską ančiū́tė (mała kaczka). Sufiks -utka może też wskazywać na słowotwórcze możliwości sufiksów -ūt i -uk w języku litewskim albo stanowić tautologię w słowie, tj. kaczka–kaczka
        • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:33
          Bolesław Chrobry

          Dla wrogów straszny, dla poddanych dobry,
          Granice Polski mieczem swym rozszerzył,
          Król-rycerz sławny, nasz Bolesław Chrobry
          Co kraj miłował, w tryumf krzyża wierzył.
          Gdy chwałą jego rozbrzmiały narody
          \V ęgry, Morawa, Czechy i Pomorze,
          Podbitym ludom nadawał swobody
          Głosił jedności bratniej prawa Boże.
          Siłę ramienia łączył z mocą wiary;
          Potężny czciciel świętego Wojciecha
          W blask sławy polskie przystroił sztandary,
          "Boga-Rodzica" pieśń - w dal niosą echa!...
          Rozdmuchał iskrę przez ojca rzuconą,
          Walcząc z pogaństwem wznosił Domy Boże,
          Nad swą Ojczyzną, w granicach wzmocnioną
          Zapalił prawdy, wiedzy ranną zorzę.
          Z Czech, z Francji, z włoskiej mirt i laurów ziemi
          Sprowadzał mężów głębokiej nauki,
          I zakonników ust Y wymownemi
          Szerzył oświatę prócz wojennej sztuki.
          Bo dotąd Polak rycerskiego ducha
          Ćwiczył się tylko we władaniu bronią,
          Rolnictwo kochał, ale ciemnia głucha
          Jak noc - zaległa nad większości skronią.
          Dopiero biały anioł tej ziemnicy
          Dąbrówka - wniosła światła pierwsze blaski,
          Z miłością krzyża, czcią Boga-Rodzicy
          Chrobry rozniecił słońca prawdy brzaski.
          Zakładał szkoły, budował klasztory
          Z których płynęły wielkie, szczytne hasła,
          Zkąd zdrowie czerpał lud duchowo chory,
          Gdzie nigdy wiedza i miłość nie gasła...
          Pośród Lysogór, z świętym Emerykiem
          Wzniósł klasztor piękny, chlubę Polskiej ziemi,
          Klasztor - co prawdy stał się rozsadnikiem
          I relikwiami szczyci się drogiemi.
          Tu, drzewo Krzyża, na którym skrwawione
          Zawisło Ciało Boga - Marji Syna,
          Emeryk w Polską obsadził Koronę,
          Tu, skarb Piastowa posiada kraina!
        • balzack Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.15, 10:34
          A kiedy umarł król, mocarz ten Chrobry,
          Umilkły lutni surm i rogów dźwięki,
          Zapłakał naród gdy pan odszedł dobry,
          W świątyniach, szkołach, w chatach ludu jęki...
          Strojne odzieże rzucił młodzian, dziewa-
          Żałobę noszą wszyscy przez rok cały
          l hymn boleści gęślarz polski śpiewa...
          Na zamkach huczne biesiady ustały!
          Bo zgasł król-gwiazda, dzielny, wielki, dobry.
          Bolesław Chrobry...
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 29.05.15, 17:05
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/c876o95tq7pDczwmbA.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.06.15, 20:00
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/neWGJABeWvAlf18apB.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.06.15, 20:01
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/cEHVKKDctzFVxQidRB.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.06.15, 20:05
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/dnked7ITnhb7L37DMX.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.06.15, 20:06
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/ilayA1A5Omb1UgnyIB.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.06.15, 20:07
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/wb/qa/5ixj/NbdihTLodQwu0JffzX.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.06.15, 16:50
          Baśń Świętojańska

          Cyt!.. o, cyt! już, słowiku, w gęstwinie
          ucisz swoje rozgłośne piosneczki,
          Baśń po lesie Świętojańska chodzi,
          kwiat cudowny zakwita paproci...
          Moc zaklęta z tchnieniem wiatru płynie,
          Dziw na leśne wyszedł nikłe stecki,
          Czar w srebrzystej
          się życa powodzi
          w dziuplach próchno zapala i złoci,
          Hen, nad leśną w gęstwinie skrytą strugą.
          pośród czeremch rozkwitłych i kalin-
          z latarkami snują się świetliki,-
          błędny ognik milczkiem się przekrada.
          W ciemnej toni błyska jasną smugą,
          między krzewy sunie dzikich malin,
          tam, gdzie młode zwarte zagajniki-
          i gdzieś w gąszczach om rocznych przepada.
          A Baśń chodzi sobie borem-lasem-
          het! po dawno zapomnianych drogach...
          Czar się ubrał w sznur paciorków szklany
          Dziw z za dębów patrzy wielko-oczy...
          I w Iiljowe dzwonki dzwoni czasem,
          gdy rozkwita na leśnych rozłogach
          kwiat paproci, kwiat zaczarowany,
          co swym blaskiem wzrok śmiertelny mroczy.

          Józef Batorowicz
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.06.15, 17:09
          Błędny ognik

          Tłumy publiczności fali nieustanną przewalały się po ogrodzie miejskim. Ku wieczorowi ciżba wzrastała. Orkiestry grzmiały na zmianę w różnych punktach. Tak zwane zabawy zbiorowe, które usiłowało urochonić szerokie koło gospodyń i gospodarzy, nie udawały się zupełnie. Ale ożywienie i zadowolenie panowały niezmiennie: oczekiwano na "Wianki" ognie sztuczne, żywe obrazy i wreszcie "Sobótki", lecz do tego potrzeba było cieniów nocy, po dniu przepięknym, ciepłym i rozmarzającym. Dekoracja z wspaniałych gór, wijącej się wstęgi wodnej i przebogatej zieleni drzew i kwiatów były wprost niesłychane. Natura, jako reżyser, była bajkowo szczodrą i niewzruszenie piękno siejącą. Batorówki studenckie, dzięki niezwykłej
          ruchliwości swych posiadaczy, zdawały się wypełniać ogród. Szczęśliwcy, którzy zasiadali ławki, nie opuszczali swych miejsc ani na chwilę, pełniąc jednocześnie obowiązki orjentacji i łączności dla młodszych członków rodziny, przyjaciół i znajomych. Właśnie do eleganckiej i ładnej kobiety podchodzi dwóch panów.
          - Irenko, mówi starszy, już dobrze siwy i jeszcze lepiej otyły-przyprowadzam ci kolegę w zawodzie i miłego towarzysza - doktór Zygmunt X
          D-r Zygmunt skłonił się wytwornie i ucałował podaną sobie rękę żony kolegi. Był wszakże jeszcze o wiele młodszym od swego towarzysza i jako wojskowy, zachował ruchy nieomal młodzieńca.
          - Czy nie widziałeś Heli?-zagadnęła męża po wymianie kilku zdań z nowoprzybyłym.
          - Nawet kilka razy. Bądź spokojna-nie przepadła, powinna tu być wkrótce, gdyż uprzedziłem ją, że wkrótce opuścimy ogród.
          - Ty sam chyba, gdyż ja muszę dla Heli...
          - O nic z tego nie będzie! Wieczory tu nad rzeką bywają chłodne i musisz wrócić do domu, co zaś do Heli, o ile zechce tu zostać, może zostać z kolegami i przyjaciółkami, którzy ją odprowadzą do domu. .
          Po chwili przypadł kłopot rodziny. Śliczna, zgrabna szatynka, wykapana mamusia. Śmiały się jej oczy, cała figura jakby tańczyła bez ustanku, a z ust leciały wykrzykniki.
          - Mamusia już idzie... szkoda.. teraz będzie najładniej. Jak się ściemni, machniemy sobie w kółku swojem kilka turów walca na to już nie pójdziemy szukać świetlików, a może za to pomyślimy o walczyku, mazurze i skakaniu przez ogień. Na boisku tenisowym... a może i mazura. Muzykę już pozyskaliśmy.., Mamusiu, a potem chlaśniemy sobie przez ogień...
          No, dobrze! niech się pan rozchmurzy, dziś nie można być w złym humorze lub smutnym...Prosiła tak serdecznie i tkliwie, dotykając
          - No. nie wiem, bo mamusia nigdy już tego pana nie spotkała, ale go zawsze z przyjemnością wspomina.
          - A on jak wspomina pani mamusię?
          - Czy pan się na mnie za co gniewa?
          Pan doktór się wstrząsnął, jakby w inną skórę włażąc. Przystanął pod drzewem, w mroku zupełnym i ujął tę rączkę swawolną.
          - Na wszystko zgoda! pójdziemy szukać świetlików, lecz jeśli je znajdziemy, co wzamian od pani otrzymam?
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.06.15, 17:33
          O założeniu klasztoru na Łysej górze

          Był król na łowach,
          Jeździł po borach.
          Trąby grają,
          Psy szczekają,
          Po borach.
          A wtóru jeleń z uboczy,
          Z złotym rogiem wyskoczy,
          Król naciąguie cięciwy,
          Pada jeleń nieżywy,
          Na borach.
          Król wesoło zakrzyczy,
          Ewą się kundle ze smyczy,
          Biegną strzelcy na łowach,
          Po borach, po borach,
          Na łowach.
          W końcu rogu złotego,
          Obraz Syna Bożego:
          W kolo wielka jasność,
          Taka była zacność
          Obrazu świętego.
          Wszyscy się zbiegali,
          Razem poklękali,
          I na górze, na onój
          ±\'a górze zielonej
          Klasztor budowali.
          Tam w organy grają,
          Ludzie się schadzają,
          Nabożnie śpiewają.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.06.15, 17:35
          Pieśń starożytna o Mazurach

          Mazurowie mili
          Gdzieście się popili?
          —W Warce na gorzałce,
          W Czersku na złem piwsku.
          Jechali przez pole,
          Złamali dwie kole.
          Mazowiecki kaftan
          Zgoninami natkan.
          Co się Mazur ruszy,
          Z kaftana się kruszy:
          Więc wąsy odyma,
          Eohatynę trzyma.
          Mazurowie naszy,
          Po jaglanój kaszy,
          Słone wąsy mają,
          Piwemje zmywają.
          Skoro se podpiją
          Wnet chłopa zabiją.
          Szarszan zardzewiały
          Z poszew opadały
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.06.15, 21:51
          ***
          Zalał nas świat rodem z Ameryki
          Czerwone balony, serduszka, wierszyki
          W MC Donaldzie wyznania miłości
          A przecież i u nas prastary zwyczaj gości
          Gdy chcesz poznać wybraną lub wybranka
          Jest taka jedna noc w roku - Świętego Janka
          Bo gdy tradycja dla ciebie się liczy
          Upleciesz wianek z kwiatów i bylicy
          A potem - wszak tego nie robisz na co dzień
          Puścisz swój wianek gdzieś na wodzie
          A on - tak jak tradycja każe
          Tego wybranego niebawem ci wskaże
          Możesz skakać przez ogień przy dźwiękach muzyki
          A więc po co nam te Walentynki - rodem z Ameryki?!
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.06.15, 21:56
          Stara tradycja mówi, że w ten dzień przy muzyce
          Na Łysej Górze spotykają się czarownice
          Urządzają tam z diabłami hulanki
          Jakiś nektar piją z dużej szklanki
          Podobno wszystkie stawiają się do Rady
          I dość owocne prowadzą obrady
          Gdy zabłądzisz biada, ci biada
          Już nie zobaczysz swojego sąsiada
          Lecz potem cisza...wszystko znika
          Tylko gdzieś w lesie cicha gra muzyka
          Lecz ja się tego bać nie muszę
          Bo czyste mam serce i czystą duszę...
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.06.15, 22:00
          Chociaż w lesie roślin krocie
          I widłaki i paprocie
          Tylko jedna noc się złoci
          Przecudownym kwiatem paproci

          Wielu śmiałków już tam było
          Życie swoje w noc zgubiło
          Oręż tylko się tam złocił
          A nie żaden kwiat paproci
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.06.15, 22:51
          Usiadł stary dziadek - bajki opowiada
          Że gdy cień słońca na księżycu siada
          Wówczas różne cuda są i różne czary
          Nawet sabat czarownic - baje stary
          Najważniejszy jednak jest paproci kwiat
          Który w swoim życiu kwitnie jeden raz
          Wszyscy go szukają na polanie w lesie
          Temu kto go znajdzie on szczęście przyniesie
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.07.15, 17:27
          Czarownica

          Oj przyjechało kilku panów do mnie
          sama nie wiem co im było po mnie
          ona przysła pięknie przywitała
          najpierwszemu dychawice dała
          a drugiemu bolenie w kolanie
          a trzeciemu wielkie utrapienie
          a cwartemu jaworowe rogi
          nie mógł chodzić trzy lata na nogi
          a piątemu sydło w głowę wbiła
          nie bywaj tu razem ci mówiła
          a szóstemu nic nie darowała
          bo go sobie za małżonka brała
          A siódmemu piórko za capecke
          a ósmemu jedwabną chusteckę
          dziewiątemu obsuła go suszą
          ledwie uciekł do kościoła z duszą
          dziesiątemu owsianego placka
          jęła go się cztery lata poteracka
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 17.07.15, 17:32
          Siedmiu oblubieńców

          Miałam ci pierwszego
          oblubieńca swojego
          a ten pierwszy
          nic nie słyszy
          nie pójdę za niego

          Miałam ci ja drugiego
          oblubieńca swojego
          a ten drugi
          bardzo długi
          nie pójdę za niego

          Miałam ci ja trzeciego
          oblubieńca swojego
          a ten trzeci
          ćwiczy dzieci
          nie pójdę za niego

          Miałam ja czwartego
          oblubieńca swojego
          a ten czwarty
          grywa w karty
          nie pójdę za niego

          Miałam co ja piątego
          oblubieńca swojego
          a ten piąty
          patrzy w kąty
          nie pójdę za niego

          Miałam ci ja szóstego
          oblubieńca swojego
          a ten szósty
          bardzo tłusty
          nie pójdę za niego

          Miałam ci ja siódmego
          oblubieńca swojego
          a ten siódmy
          chłopiec ładny
          to pójdę za niego
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.07.15, 22:24
          Śpiący Rycerze

          Tam gdzie Czartoria, góra nie tak mała
          Mieści się w niej zakryta pieczara
          Ko chce niech nie wierz, kto chce niech wierzy
          Od wieków śpią tam waleczni rycerze
          Oni walczyli kiedyś z Tatarami
          A potem wszyscy razem się pospali
          Po ogromnym wojennym trudzie
          Śpią tam ukryci przed wzrokiem ludzi
          Co jakiś czas zadają pytanie
          A jak przyjedzie czas - to wojsko wstanie
          I znowu zerwą się do walki do bou
          Rusz cała gromada wojów
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.07.15, 22:25
          W Bytomiu pod zamkiem jest ukryta brama
          A w lochach podobno kompania zaspana
          Od wieków śpią tak Jadwigo woje
          Co zasnęli głęboko po tatarskiej wojnie
          Zamek ze wszystkich stron obrasta las
          A gdy któryś wstanie pyta - czy już czas
          Przeszły już wojny i przeszły powodzie
          Lecz czas na nich jeszcze nie nadchodzi
          Lecz gdy znowu przyjdzie na nich pora
          To każdy z nich obudzi towarzysza - woja
          I znów staną w starego zamku bramie
          I będą za nas walczyć ramię w ramię
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.07.15, 22:26
          Złota kaczka

          W Toszeckim zamku mieszkała księżniczka
          Panna dość smutna, chociaż prześliczna
          Pan zamku by ją rozweselić dał jej kolorową paczkę
          A w niej złote jajka i złocistą kaczkę
          Chciał by radosną była jego żona piękna
          Więc dla niej wydawała rauty i przyjęcia
          Lecz raz płomienie ognia pochłonęły pałac
          Każdy się ratował i tutaj i zaraz
          I biegali ludzie po zamku krużgankach
          I zmarła księżniczka także tego ranka
          Lecz księżna kaczkę gdzieś w lochach schowała
          Zanim jeszcze ofiarą ognia się stała
          A złota kaczka gdzieś tam w lochach śpi
          Szukali jej już ludzie dość odważni
          Mówią że gdy znajdzie kaczkę jakiś Janek
          Blaskiem znów rozbłyśnie ten Toszecki zamek
          Szepcze o tym służba, panowie i praczki
          Lecz nikt do tej pory nie odnalazł kaczki.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.07.15, 22:27
          Gdzieś pod Warszawskim zamkiem mieszka złota kaczka
          Szepcze o tym szlachta i lokaj i praczka
          Ona w tych podziemiach wielkich bogactw strzeże
          A kto to usłyszał zaraz w to uwierzył
          Raz zapuścił się Jasiek głęboko w te lochy
          Odszedł od Marysi co stroiła fochy
          Stoi w tej piwnicy, smutny, zadumany
          Wparł rękę na murze, wodą zapłakanym
          Nagle...mur się rozwarł...patrzy...kaczka złota
          Uciec jak najprędzej naszła go ochota
          A kaczka do niego tak się tam odzywa
          Ja jestem księżniczka i to nieszczęśliwa
          Masz tu drogi Jasiu cały worek złota
          I wydaj pieniądze na co ci ochota
          Lecz pamiętaj o tym by uwolnić moce
          Musisz wydać wszystko w ciągu jednej nocy
          Jak tego dokonasz to ta tego nie wiem
          Lecz wszystkie pieniądze masz wydać na siebie
          Nie możesz biednemu dać ani grosika
          I zabrać Marysi tam gdzie gra muzyka
          A Jasiek pomyślał - przecież prosta sprawa
          Wydawać pieniądze to świetna zabawa
          Tak poszedł do knajpy i kupił jedzenie
          Następnie na targu najdroższe odzienie
          I nową chałupę i pięknego konia
          Oj będę jak panicz...galopem po błoniach
          Zagląda to kiesy ależ to są dziwa
          Bo z tego majątku nic nic nie ubywa
          Zatrwożył się wielce jak wydać to wszystko
          Za oknem już ciemno, pewno północ blisko
          Chcę wrócić do domu do mamy i taty
          I wcale nie pragnę być taki bogaty
          Niech skarbów pilnuje dalej złota kaczka
          A on wszystko wrzucił do torby żebraka
          Gdzieś pod Warszawskim zamkiem mieszka złota kaczka
          Szepcze o tym szlachta i lokaj i praczka
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.07.15, 22:28
          Raz w piekle mieszkał diabeł co nie dbał o dusze
          I kazał mu Lucyfer na ziemię wyruszyć
          I rzekł skończyło się dla ciebie pobłażanie synku
          Pójdziesz i spełnisz kilka dobrych uczynków
          Zadumał się czarny i trochę się boi
          Bo przeceż dobrze czynić biesowi nie przystoi
          Patrzy a on już siedzi na leśnej polanie
          Z kosturem opartym na jednym kolanie
          Siedzi o coś tam do siebie marudzi
          Na taki szpetny wygląd nie nabiorę ludzi
          Lecz podszedł do niego młodziutki leśniczy
          Dla którego wygląd wcale się nie liczy
          I daje mu chleba i podaje wodę
          Dziadku tyś pewnie głodny, ja patrzeć nie mogę
          Posil się proszę przed dalszą podróżą
          A przy miłej rozmowie godziny się nie dłużą
          Rzekł diabeł do Jaśka weź grzybów nazbieraj
          Lecz nie zaglądaj do koszyka teraz
          Gdy przyjdziesz do domu zajmij się koszykiem
          Lecz na ten moment nie chwal się przed nikim
          A może masz Janie jakieś tam życzenia
          Ja tutaj jestem od ich spełnienia
          Lecz pamiętaj o tym tylko trzy dla ciebie
          A czego chcesz to ja tego nie wiem
          Zadumał się Jasiek - czego życzyć sobie
          Przecież ja mam wszystko diabłowi odpowie
          Mnie do szczęścia niewiele potrzeba
          Tylko ten nad głową piękny kawał nieba
          A i w bogactwa są obfite lasy
          (Bo to jeszcze były stare, dobre czasy)
          Oj mam ja takie dwa smuteczki małe
          Z bratem i sąsiadką nie rozmawiam wcale
          Gdybyś nas pogodził to byłbym szczęśliwy
          Ale ja nie wierzę, że ty robisz dziwy
          Wrócił Jasiek do dom, na grzyby przyszła ochota
          Podnosi chustę a tam kosz pełen złota
          Zadumał się Jasiek co to są za cuda
          Może i pogodzić z rodziną się uda
          A gdy się rodzina o tym dowiedziała
          To niczym na skrzydłach do Jaśka zleciała
          I wszyscy się kłócą o każde życzenie
          A przez buzię Jasia przelatują cienie
          A diabeł się cieszy i zaciera ręce
          Bo weźmie ze sobą trzy duszyczki więcej
          A gdy z takim prezentem już do piekła wróci
          To mu nikt już nigdy lenistwa nie zarzuci
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.07.15, 22:29
          W Zabrzu raz na zamku żyła dobra rodzina
          I chociaż pan nie miał swego syna
          Miał córeczkę małą, którą bardzo kochał
          Dałby jej pałace i gwiazdki ze złota
          Lecz pewnego razu żona mu umarła
          Zresztą od początku zdrowie miała marne
          On chcąc jak najlepiej dla swojego dziecka
          Ożenił się znowu lecz to była zła księżniczka
          On na ślub przystawał z dość wielką ochotą
          Dla niej się liczyło tylko srebro, złoto
          A gdy na wojnę wyjechał pan pałacu
          Macocha się pozbyła księżniczk zawczasu
          W dawnych czasach to się przecież zdarza
          Do spółki sobie wzięła pewnego murarza
          I kazała w lochu mur postawić duży
          By przy umieraniu czas się małej dłużył
          Murarz czy ze strachu czy też dla zapłaty
          Postawił mur - wszak chłop nie bogaty
          Lecz jeszcze litość w sercu swym posiadał
          I złą macochę po prostu okłamał
          I chociaż tę klatkę jak kazano stawił
          Zostawił okienko w które dawał strawę
          I trochę powietrza tam się przedostało
          A to księżniczkę nam uratowało
          Gdy jeszcze dziecięciem panieneczka była
          To razem z ojcem piosnkę wymyśliła
          Tylko oni oboje dobrze znali słowa
          Bo to nie piosenka była a rozmowa
          By sobie ulżyć w murowanej willi
          Czaem smutnie dziewczę tę piosenkę kwili
          Ojciec gdy przyjechał usłyszał śpiewanie
          To zaraz przeleciał szybko cały zamek
          A gdy odkrył co się tak naprawdę stało
          To gniew wstrząsnął całe jego ciało
          I wygonił z zamku tę przelętą jędze
          A ze swoją córką całe dziś dni spędza
          A ludzie szeptali że się z nią spotkali
          Ale tak naprawdę to się jej dość bali
          Gromy lecą z oczu, szepcze coś do siebie
          Czy się modli czy przeklina - nie wiem
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:36
            W wielu tekstach kultury czosnek (a także, rzadziej, cebula i pieprz) szkodzi wampirom, jednak można zauważyć różnice w jego działaniu:
            silna awersja do czosnku bądź każdego mocniejszego zapachu (Dracula, Hellsing, Wampirzyca Karin),
            uczulenie bądź mocne reakcje fizyczne na czosnek (Miasteczko Salem, Nekroskop),
            natychmiastowa śmierć przy kontakcie z czosnkiem (Blade),
            brak reakcji na czosnek (Kroniki wampirze, Kaznodzieja, Pamiętniki wampirów, Zmierzch).
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:56
            W Ani słowa prawdy: wampir czarny (kostropaty), wampir brunatny (krwiopijca), wymarły wampir siny (królewski) i niezwykle rzadki wampir cesarski; W Mrocznej Wieży − wampiry pierwszej, drugiej i trzeciej kategorii. W grze fabularnej Wampir: Maskarada i uniwersum „Świata Mroku” wampiry podzielone są na klany, każdy z nich posiada specjalne i unikalne zdolności, ponadto istnieje 13 pokoleń wampirów. W grze Vampyr można znaleźć cztery rodzaje wampirów: Ekon, Skal, Vulkod i Nemrod
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 20:04
            Florence Stoker, wdowa po Bramie Stokerze, wytoczyła Murnauowi proces o nielegalne wykorzystanie powieści jej męża. Proces ten wygrała, a Murnau musiał zapłacić odszkodowanie i zniszczyć wszystkie kopie filmu. Film jednak przetrwał, gdyż zachowało się kilka kopii, według różnych wersji pochodzące z nielegalnych źródeł bądź z innych krajów, w których film był wyświetlany.
            Obecnie film jest własnością publiczną. Dostępny jest na kopiach video, DVD oraz w Internecie.
            W roku 1995, z okazji stulecia narodzin kina, film znalazł się na watykańskiej liście 45 filmów fabularnych, które propagują szczególne wartości religijne, moralne lub artystyczne.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 20:10
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/50/Quatuor_Prima_Vista.jpg/500px-Quatuor_Prima_Vista.jpg
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 20:17
            Postać Draculi spowodowała też pojawienie się licznych wątków wampirycznych w literaturze, czego przykładem jest najnowsza powieść Elisabeth Kostovej, Historyk, w której motorem całej fabuły są poczynania najsłynniejszego z wampirów.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:05
            Słowiański termin upiór (upir – od prasłowiańskiego *ǫpirь, scs. ǫpyrь/ѫпырь) trafił do kultury angielskiej pod nazwą „vampyre” wampir, spopularyzowaną przez powieść Brama Stokera Dracula z 1897 roku o hrabim Draculi z Transylwanii, a także wcześniejsze powieści Giaur George’a Byrona z 1813 i The Vampyre Johna Williama Polidoriego z 1819. Wraz z kulturą masową powrócił jako rozpoznawalny w literaturze i filmie „wampir”. W słowiańskiej kulturze ludowej upiór posiada cechy silnie obecnej w wierzeniach strzygi i właśnie od rzymskiej strix wywodzi upiora na przykład Adam Mickiewicz[3]. Na ziemiach obecnej Ukrainy (np. w powiecie czehryńskim) na określenie upiora funkcjonowało określenie martwiec.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:11
            Brak stężenia pośmiertnego, rumiana twarz lub krew gromadząca się pod paznokciami, były znakiem, iż zmarły może przeistoczyć się w upiora/wąpierza. Objawami działania upiora w kręgu rodziny lub sąsiadów miały być: coraz większe osłabienie, bladość i pot na czole po obudzeniu oraz koszmarne sny i stałe uczucie wielkiego zmęczenia. Upiór z rodziny mógł nawiedzać i dręczyć bliskich, jeśli wcześniej spalono jego fotografię lub portret. Jeśli pochowano zmarłego w starej koszuli, mógł również stać się upiorem.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:19
            Upiory wypijały ludziom krew, zostawiając odcisk zębów na skórze ofiary. Najczęściej przychodziły w nocy, czasem w różnych postaciach (np. zwierząt) i atakowały człowieka we śnie. Nie zawsze picie krwi człowieka musiało kończyć się dla niego śmiercią – skutkiem takiego działania mogło być także zarażenie chorobą lub utrzymujące się osłabienie.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:25
            W niektórych częściach Polski (Wielkopolska) sam wzrok upiora powodował śmierć.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:35
            Jeżeli osoba uznawana za upiora umarła albo wskazano jej grób jako upiora – wąpierza, często stosowano pochówek antywampiryczny, między innymi obcinając upiorowi głowę i układając ją między jego nogami, paląc ciało lub też obcinając nogi oraz głowę i przygważdżając ciało do trumny. Układano również zwłoki twarzą do dołu.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:42
            W rejonie Krakowa podawano następujący sposób na uwolnienie duszy upiora (zapis z 1847 r.): należało wbić mu w głowę gwóźdź, a pod język włożyć kartki zapisane ręką jakiegoś profesora/nauczyciela. Następnie proszono księdza o ucięcie upiorowi głowy i przyłożenie jej w trumnie twarzą do poduszki
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 21:52
            Historia z 1701 roku zanotowana przez podróżników na Mykonos, opisywała kilkudniową walkę mieszkańców z upiorem. Zmarły mieszkaniec miał wchodzić do domów, przewracać świece, niepokoić ludzi tak, że całe rodziny przenosiły się z łóżkami na plac, by tam spędzać noce. Nieboszczykowi wyjęto, a następnie spalono nad morzem serce. Gdy to (oraz modlitwy, posty i msze) nie pomogło, spalono ekshumowane ponownie ciało
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 22:26
            Przejawem kultu śmierci jest też Krypta Cesarska, czyl Kaisergruft w wiedeńskim Kościele Kapucynów. Spoczywa tam na wieki (?) prawie 150 Habsburgów. Krypta z niemal 150 trumnami! Więcej, niż w katedrze na Wawelu. Wawel, hmmm - większość pochowanych tam władców Polski to potomkowie Elżbiety Rakuszanki, czyli... Habsburgów. Ludzie, uvaga w tych kryptach!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 23:52
            KIM BYŁY WAMPIRY Z GLIWIC - www tvn.pl(archiwum)
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 00:18
            WAMPIRY Z ŁEMKOWSZCZYZNY - Onet
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 07:24
            Wśród nich znaleziono szkielety ze śladami odcinania głowy i odrzucania jej między nogi, co miało zapobiegać powrotowi zmarłego do życia jako upiora.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 12:05
            Pierwszy kościół w Pniowie wzniesiono w 1506 roku. Była to drewniana świątynia, konstrukcji zrębowej. Do kościoła przylegała wieża późniejszej daty. Dach dwuspadowy, kryty gontem. Na dachu była mała sygnaturka z XVII wieku. Kościół rozbudowano w 1539 r. (być może wtedy dobudowano wieżę). W 1598 roku. Dobudowano prezbiterium, rok później zakrystię. W 1620 roku w czasie wichury został uszkodzony dach, który rok później wymieniono. W 1656 r. kościół został zniszczony, ale odbudowano go jeszcze tego samego roku. W 1680 roku dobudowano murowaną kaplicę. W 1720 roku kościół remontowano, wymieniając dach, wyposażenie, itp. W 1750 roku zamieniony na zbór protestancki – jako taki funkcjonował do 1800 r. W 1810 roku remontowany. W 1850 i 1853 roku wymieniono stropy. Do 1900 r. pod wezwaniem św.św. Wacława i Wawrzyńca. Od 1900 r. pod wezwaniem św. Wacława. W 1921 roku znacznie ucierpiał w pożarze, jednak dało się go uratować. Po wojnie rzymskokatolicki.
            13 lutego 1956 roku kościół spłonął.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 18:47
            Wiara w istoty nieumarłe wiązała się z błędami przy stwierdzaniu zgonu przed wiekami i zdarzającymi się w związku z tym pogrzebami żywych osób
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 18:54
            Tego typu pochówek odkryto kilkanaście lat temu w Gliwicach, nie był od jednak odosobniony. Strach przed wampirami był bardzo silny w Bieszczadach i na Podkarpaciu — obszarach zamieszkałych przez Łemków i Bojków. Wiara w wampiry była elementem ich kultury. Pierwsze wzmianki o takich pochówkach pochodzą z 1529 r. ze wsi Lalin. W Jaworniku nad Osławicą wampiry chowano jeszcze przed II wojną światową, a ostatniego nawet po II wojnie światowej — podobno jego serce przebite zostało zębem brony. Według niektórych źródeł większość grobów na tamtejszym cmentarzu zawiera cała z obciętymi głowami i sercami lub głowami przebitymi drewnianym kołkiem.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:07
            Groby wampiryczne znaleziono również pod rynkiem w Krakowie — były to kobiety, których ciała ułożono w pozycji embrionalnej. Kobietę w Wodzisławiu pochowano, gdy jeszcze żyła. W 1949 r. w Lesie Stockim koło Kazimierza Dolnego odnaleziono ciało kobiety, której odcięto rękę i włożono ją jej do ust. "Wampir" ze Starego Brześcia Kujawskiego był za życia kulawy i miał dodatkowe zęby. Groby noszące cechy wampirycznych odkryto również w Cedyni (zachodniopomorskie), Buczku (łódzkie), miejscowości Stary Zamek (dolnośląskie), Złotej koło Pińczowa, Sandomierzu, przy zamku w Będzinie, w Radomiu, w Oparówce czy w Starych Mierzwicach, gdzie odnaleziono mogiłę z 1914 r.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:16
            W legendach wielu kultur, od starożytnych do słowiańskich, istniały podobne do wampirów istoty żywiące się ludźmi, często utożsamiane z demonami, upiorami czy duchami.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:22
            Niektóre cechy przypisywane wampirom, jak bladość, światłowstręt i zmiany w wyglądzie, mogą być powiązane z rzadką chorobą genetyczną zwaną porfirią.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:35
            Modlą się duchy ciemnych wód -
            modli się serce krwawe.
            W wnętrznościach mogił szlocha lud
            i szlocha serce krwawe.
            Armat śpiżowych tętni grzmot
            i tętni serce krwawe.
            Bagnety pełzną pjanych rot
            i pełznie serce krwawe.
            Zadrgały bruki rżniętych miast -
            zadrgało serce krwawe.
            Wampiry gaszą wieczność gwiazd
            i gaszą serce krwawe.
            Zhańbione ciała - pusty dwór -
            zhańbione serce krwawe.
            Wtem tryumfalnie zapiał kur -
            i pękło serce krwawe. źródło:

            Tadeusz Miciński
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.07.15, 22:30
          Bawili się chłopcy gdzieś nad rzeką w berka
          Nie zauważyli że ktoś na nich zerka
          A to te Utopca dzieci zielonkawe
          Wyszli się pobawić na tą samą trawę
          Upatrzyli sobie jednego Michasia
          Zaraz zawołali to jest dobra nasza
          Wskoczyli do wody, wciągnęli chłopaka
          On się im spodobał sprawa była taka
          Że zamieszkał z nimi w domku tam pod wodą
          A rodzice znaleźć go nie mogą
          Matka cały czas głośno rozpaczła
          Pewnie się utopił ale nie ma ciała
          A Michaś żył w Utopców rodzinie
          Pływał tam w jeziorz, huśtał się na linie
          Każdy dzień upływał mu na nowej gratce
          Zapomniał o ojcu, zapomniał o matce.
          Lecz Utopca rady też nie słuchał wcale
          Czasem o czymś myślał trochę jakby z żalem
          A rzekł mu Utopiec - ten ojciec rodziny
          Że jeden z pokoi jest od wszystkich inny
          Choćby nie wiem jaka ciekawość go wzięła
          Pod żadnym pozorem ma go nie otwierać
          Lecz chłopak jak chłopak do psot zawsze chętny
          O ojca przestrodze teraz nie pamiętał
          I wszedł do pokoju tam leżą garnuszki
          A w każdym garnuszku są dziecięce duszki
          Jakaś myśl przez głowę tu mu przeleciała
          Przecież tam na górze Matka gdzieś została
          Zasmucił się Michaś nie wróci do domu
          A może się uda uciec po kryjomu
          Lecz Zieony ludek już stoi u bramy
          Niech cię mój Michale ta woda nie mami
          Inaczej nie mogę - ja po prostu muszę
          Do tego garnuszka włożyć twoją duszę
          Nie przewidział tego ojciec stary
          Że się w Michasiu córki zakochały
          Gdy on niósł Michasia nad brzegi jeziora
          Wzięła jego duszę jego córka Mojra
          W tajemnicy przed ojcem z sobą chłopca wzięła
          I w jego pierś tę duszę wtchnęła
          Michał się przebudził gdzieś tam na jeziorze
          Lecz co się z nim stało pamiętać nie może
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 22:17
            Drugim aspektem są «groby wampiryczne» – starożytne pochówki odkryte podczas budowy Drogowej Trasy Średnicowej w Gliwicach, zawierające szkielety zakopane ze sposobami mającymi zapobiegać ich powrotowi zza grobu, co jest odniesieniem do dawnych wierzeń o nieumarłych
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 18:08
          A W niedzicię Z porania, 1 O. Dęby, sosny 8umiały,
          sls, dziew('yna 'l kazania. wierzchołki się trzaskały.
          Ach biedna ja! 11. A nie nieś mnie po boru,
          confused I zna.lazła złotą nić, nie rÓb-ze mi cięzaru.
          zacęna 8C wianek wić. 12. A gdzie indzie, gdzie indzie,
          Ach biedna js! niech mi ten zal ominie.
          :3. Przysed do nij młodzieniec, 13. I przyleciał przed piekło,
          nie po wieniec, nie po wieniec. stuku puku hej w okno:
          .L AlboB to ty pauienks, 14. Ot,,,'órzcie tam bratowie,
          cworgn dzieciom mate!'1kn. niesę ciało na głowie.
          5. Jedne lezy pod ławką, 15. Co to ciało działało,
          przytrz:"!8nięte murawką. nim się tutaj dostało?
          6, Drugie lezy w cierz('l'1ku (cierniu) 16. Cworo dzieci straciła,
          niescęsliwy twój wianku! na pi:1te się kusiła.
          7. Trucie pływa po wodzie, 17. Posadził ją n
          ł. stolcu (stołku),
          niescęśliwy twój rodzie! dał Yd wina w kubolcu.
          t\. C\\'srte lezy pod 8livnJ, 18. Obejrzy się po piekle:
          jesc.6 panno pocriva
          ! ach
          dla-Boga, to szpetnie!
          !. I wzian-ci ją i niesie, 1
          ł. Nima.8 kogo z Mórawki'?
          a po boru, po lesie.
          Moja matko, mas ieh dwie,
          bij je lepiej niżli mnie.
          21. A ja tobie gadnłit,
          tyś do złego latab.
          A ja ciebie bijała,
          tyś do piekła sięgała
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 18:27
          Smutną pamiątkę przywodzi
          skała nazwana Kopułą.
          Niegdyś kochankowie młodzi
          zawarli tu miłość czułą.
          Wdzięczna Helena jak zorza
          tutaj poznała Wreborza.
          Tu się tajemnie schodzili, -
          ukrywał Wreborz dziewicę
          bo mu bogaci rodzice
          związków z nią wiecznych bronili.
          Lecz przyszła chwila straszliwa,
          która na zawsze je zrywa.
          Przymusza Ojciec młodziana,
          by innej zaprzysiągł śluby;
          ta sroga losu odmiana,
          ogłasza wyrok ich zguby.
          Rozpacz Helenę pożera,
          tu grób nieszczęsnej otwiera..
          Na wieś która ją ostrzega.,
          Że z inną Wręborz się łączy
          Jednej łzy biedna nie sączy
          do skał tych pędem przybiega.
          Próżno matka ją woła,
          nic jej odwrócić nie zdoła.
          Żegnam cię lube ustronie,
          już dla mnie jesteś bez ceny;
          świadcz tylko miłość Heleny,
          która gorzała w jej łonie.
          To rzekłszy stawa na szczycie
          rzuca się i kończy życie
          Za późno młodzian przybywa
          pocieszyć przyszłą w niej żonę
          Że ojciec serce wzruszone
          Zezwala na ich ogniwa
          Za późno, - bo już nie żyła
          Helena droga i miła.
          Przerwał kochanek w tęż chwilę
          u nóg dziewicy dni swoje;
          i mówią. że tu oboje
          w jednej leżą mogile
          Odtąd w bliskości tej skały
          rośliny powysychały.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 18:29
          Nie jeden spyta ciekawiec,
          skąd - że to imie Laskawiec
          i kto opoce je nadał? -
          Oto mówią, że tu władał
          pewien skąpiec niecierpiany ,
          co gnębił swoje włościany. -
          2 A który z nich tak mu służył
          że w nocy oka nie zmrużył;
          wtedy na wielką nagrodę,
          miał na d wal a t a
          roboty
          siać po trzy garnce jęczmienia
          w pośród piasku i kamienia
          na samym wierzchu tej skały
          Że zaś był dosyć wspaniały
          w braniu czynszów i d&niny;
          więc od takowej jarzyny
          z niechęcią zysku otwartą,
          pobierał tylko c zę ść c z war t ą.
          Raz się bardzo obrodziło,
          bo z trzech gaTey, pięć, Toczyło.
          Ale
          e chłopek nieszczery,
          twierdził iż nie będzie c z t er y;
          biegnie szlachcic prawdy chciwy,
          rozpoznać plon twardej niwy.
          5. O sknerstwa pokuso marna! -
          Liczy kłosy i w nich ziarna;
          a kiedy na samym brz e g u,
          nsleżący do szeregu
          kłosek jęczmienia go nęcił,
          spadł ze skały, - i kark skręcił.
          Odtąd wzgarda, pośmiewisko,.
          głoszą tu jego nazwisko.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 21:00
          Pieśń o wyprawie Wiedeńskiej.

          1 ' Miasteczko Bralin przy polskiej granicy,
          śpieszcie do niego prędko katolicy!
          jest tam Maryja bez zmazy poczęta,
          Pauienka świE}ta, P:H1ienka święts.
          2. Slepym wzrok daje, chorym uzdrowienie;
          grzesznym u Boga wyjedna zbawienie.
          \Vyjedmljie i mnie bez zmaz)' poczęt.a,
          Panienko ŚWięttl, Panienko święta.
          3, Nagim ludziom pnyodziewek d8je,
          każdy z tej Panny ratunku doznaje
          żebraków żywi. Bez zmazy poc:a:ęt.s,
          Panienka 8w'ięta, Panienka święta!
          \Vięzniów wyzwala,. tonących ratuje,
          w tadnym frasunKu Pauny nie bralruje ;
          wszystkim wraz służy. Be,z zms,z)' i t. d.
          [), Dt)sperujt
          cym dobre myśli radzi;
          do chorujących ta panua przycbodzi.
          \Vs:a:ystkil.'h ratuje. Bez zm
          u,)' i t. d.
          6, Vi do wy, sier'oty, przychodzą Bogaci.
          Ukrzywdzonemu Ma.rya zapłaci;
          wS2lystkim dogadza. Bez zmazy i t. d.
          Orzesznego wyrwie z czartowskiej PAszczęki,
          nie da mu zginąć, Panienka na wieki.
          Wyrwij-ż
          i mię. Bez zmazy poczęta, i t. d.
          8. Tu pod Bralinem miejsce ulubiła,
          i z wysokiego tronu zestąpiła
          tu na tę rol
          . Bez zmazy poczęta, i t. d.
          9, \V Polsce powietrze i morowa plaga,
          prosimy cię panno, przejednaj u Boga,
          niech ustępuje. Bez zmazy poczęta, i t. d.
          10. Szczęśłiwaś rolo i szczęśliwy kraju
          w którym Ma.ryja jest wszystkiemu rajem.
          Tu się sprowadziła. Bez zmazy poczęta i t. d.
          11. Od Turka strach mamy - Wiedeń i kraj cały,
          ale tam poszedł król polBki tak śmiały,
          boś mu kazała. Bez zmazy poczęta, i t. d.
          12. Bije Turczynów, bije i Tatary,
          topić w Dunaju pomaga bez miary
          dodsJe mocy. Bez zma.zy poczęta, i t. d,
          l smile. Poszedł na pomoc do cesarskiej strony,
          bo mu panienka dodaje obrony,
          dodaje mocy. Bez zma.zy poezęta, i t. d.
          1,1. Stałaś w obozie z polskimi półkami.
          biłaś Tnrczynów 8wojerni rękami,
          bijte heretyków. Bez zmazy poczęta, t, d.
          15. Stoisz jak tarcza na granicy Polski,
          oddal że od nas Panienko niesnaski,
          niech marny spokój. Bez zmazy poczęta i t. d.
          16. Strapione Slą.zko, Marya Braleńska.
          woła do Ciebie: "Ach zmiłuj się, Matko!"
          niech ma.my niebo, Bez zmazy poczęta,
          Panienko święta, Panienko święta!
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 21:04
          Legenda o Matce Boskiej i zbóju.

          Gdy Najświęt.sza panienka po świec.ie chodziła
          i synac,zks, swojego za rączkę wodziła,
          gd)' oboje z JÓzefem na t.ym świecie :tyli,
          co z rąk Bwojich pra.eami synsczkł żywili,
          byli w mieśc1(> N a$aret, gdzie roboty msło...
          T:i!.m nie mieli za eo ŻYI.', dziecię głód cierpiało.
          I t.ak Indzie z Naz,aret tak im poradzili:
          aby do Jeruzalem miasta się dostlłłi.
          Jerozolima wielka i bogate miasto,
          tambyśde mieli tycie i roboty nadto!
          Ale do tego miasta jest tam bór niemały,
          a na pośrodku mieszka zbóje.a tak zuchwały;
          'a gdy w ten b(
          r przyjdziecie, dwie drogi znajdziecie:
          udaj(
          ie się ua pn\wo, bo w lewo zbłądzicie!
          A gdy prawą pójdziecie, będzie bór zmieniony
          ssma gęsta krzewina ze samej olszyny.
          Józef święty od strachu bardzo był sb'wożony,
          oglądał się po świecie, aż na wszystkie strony.
          Lecz Najświętsza Panienka .Józefa cieszyła:
          ,.,A z czegóż by nas zabił?U - w te słowa mówiła:
          Pójdimyi na wolę Bożą.... darmo tu być, mamy.
          gdy roboty, ni życia żadnego nie mamy!U
          Ta,k 8iE} na wol
          , Bożą w tE} drogę puśeiJi,
          jak do wpół boru przyśli, dwie drogi trafili.
          Udal.i się na prawo, gdzie był bór zmieniony,
          sama gęst
          \ krzewina ze samej olszyny.
          \Vtenezas de8zc:,
          zaczął padać" bardzo :zimno byłu,
          dzi(
          c.iątko im uziębło. aze im kwiliło.
          Usiedli 8e pod drzewem, dzicf'ię zagrzewali,
          przytulając do siebie, w f:1ezki mu ehuehali.
          A wtenczas zb(}jea idzie - ujrzał trzy miesiące,
          bardzo się uradował, myśl:1ł ze tysiące.
          Przybliżył się do krzaku, usłyszał gadanie,
          i bardzo się zatrwożył - dziwował się na uie,
          sż przyszedł weale do nich. \Vidzi troje ludzi -
          począł z nimi rozmawiać, bo go miłoM, budzi....
          Mówił: "Skądeśc.ie ludzie, i do kąd idziecie?
          Czy tu nocować, chcecie, albo pomarzniecie '?"
          Lecz Najświęt.sza Panienka w radę się z nim Wdl\ła,
          o swych w8zystkieh pr2lypadkacb mu opowiadała..
          mówiąc.: ,.,Idziem z Nazaret, miasteczka msłego,
          bo t.am roboty nie ma, ni tycia tadnego.
          I tam lud!ie z Nazaret tak nam doradzili:
          do Jeruzalem miasta, byśmy się dostali,
          Jerozolima. wielka i boga.te miasto,
          tambyśmy mieli :tycie i roboty nadto!
          Ale do tego miasta jest t.am bÓr nie mEłły,
          a pośrodku mieszka :zbójca t:\k zuchwały.
          My si
          prz.eto boimy, bardzo frasujemy;
          jedno drogi nie wiem)', zbójcy się bojem)'."
          Zb()jc,a im odpowiada: - Jut go nie miniecie,
          a boć ja ten 8am jest.em, czyż mi wien:y6 chcecie?
          Pójdżcie lU mną na drog'ę, do domu mojego,
          a nie bójcie alE} śmierci, prz)'pauku ładnego."
          J&k icb wywió,dł D.& drogę, dom im pokuuje,'
          a cbci}c iść wart,ować, prlyjt\ć im obiecuje.
          52. I poszedł po pieniądze, w klon im wysypuje:
          a jak wam tego braknie, przyjŚĆ im zn6w kazuje.
          53. A ta woda którego Maryja obmyła.,
          jakoby drogi bslsam wonnością się stała.
          54. Wtedy żona łotrowa mądrze postąpiła
          do dzbana ją wylała, w ziemię zachowała.
          55. A gdy się rozejść mjeli, Bobie dziękowali.
          Pan Jezns synaczkowi, aż si<; dziwowali,
          56. mÓwił:" Rośnij braciszku, a jak porośniewa,
          to oba wraz na krzyżu przy sobie umrzewa.
          57. A rodzice to słysząc bardzo się strwożyli,
          wszystkie ZbÓj8tW8 r marności świata porzucili.
          58. .Iak syna wychowali, wszystko mu oddali,
          aby Bobie szanował tak mu przykazali.
          59. Gdy już mieli umierać, zejM ze świata tego,
          dając mu napomnienie, by nie krzywdził bliźniego
          60. Aleć, on po icb śmierci rozpruszył to prędko,
          niedługo mu to trwało, rozmarnował wszystko,
          G I. i poszedł do złodziej i,. z ktÓrymi targował,
          z jednym go złapali z którym on wartował.
          62. Powiesili na krzyżu, trzeciego Jezus.a,
          jednak t
          go zbójnika szczęśliwa jest dusza.
          G3. I ci jego rodzice mają darowane
          k
          łry za grzechy jej ich za to nocowanie.
          64.. Kto Jezusa nocował, gdy po świecie chodził',
          tak-ci mu Pan Jezus Bwóm niebem nagrodził.
          65. I powiedział w rozdziale, że jeszcze nagrodzi,
          kto t.akiego nocuje, co po świecie chodzi.
          66. Zważcie to Chrzeecijanie, którzy to czynicie,
          Jako Bóg dobrotliwy, niebo otrzymacie.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 21:08
          O świętym Mikołaju.

          Święty Mikołaju, pasterzu dobytku,
          broń święty Mikołaju wszelkiego przypadku!
          Broń święty Mikołaju: bydła, owiec, koni,
          ty, święty Mikołaju, masz w opiece swojej
          Święty Mikołaju, jak przykażesz śmiele,
          zwierzęta cię usłuchają. Broń szkody wiele!
          Broniłeś nagłej śmierci trzech panien ubogich,
          dałeś im trzy bryły złota z rąk najświętszych swoich,
          a one ci za ten dar dzięki uczyniły,
          pod twoje święte nogi miło się skłoniły.
          Miejmyż ten cud przy sobie, ile w sercu go nosimy,
          świętego Mikołaja o ratunek prośmy.
          My cię też prosimy. święty Mikołaju,
          Żebyś dusze nasze prowadził do raju.
          Żebyśmy mogli żyć z Zbawicielem Panem,
          z Jezusem królować', na wiek wieków. Amen.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 21:17
          Legenda o Świętym Rochu

          O cudowny, święty Rochu,
          broń nas od dego przypadku.
          Od przypadku, od niewoli,
          gotowa śmierć z mieczem stoi.
          Bog to ten miecz bardzo ostry,
          co zabija braci, siostry.
          Ojca i matkę zabiło,
          troje dzieci zostawiło.
          Dziatki matki wyglądają
          krwawe im łzy z ócz padają
          i przyszedł sąsiad od sąsiada
          i pyta się o czem rada
          Grzeszne ciało pochowajmy
          i nabożnie zaśpiewajmy
          Grzeszne ciało pochowali
          i nabożnie zaśpiewali
          Święty Rochu racz być z nimi
          by nie byli potępieni
          Potępieni a zbawieni
          święty Rochu racz być z nimi
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 21:24
          W Krakowie na ulicy
          Siedzi smok w kamienic
          Wszystkich ludzi powyjadał
          Tylko jedny panny nie chciał
          Bo ta panna rano wstała
          Bogu cześć, chwałę oddawała
          Przyszedł do ni święty Jerzy
          Święty Jerzy idzie ode mnie
          Bo cię tu smok zaje u mnie
          Już się smok ze skały wali
          Święty Jerzy dobył strzały
          Strzelił ci on w samo gardło
          na drugą mu stronę padło
          Podej panno swego paska
          wywieziemy w pole robacka
          Wywieźli go ośród pola
          Cóż ty wolisz panno moja
          Cy do ojca, matki wracać
          cyli świętą w niebie zostać
          Wolałabym świętą zostać
          aby mi Bóg tak raczył dać
          Podaj panno prawą rękę
          Wymalujemy Bożą mękę
          Abyś panno pamiętała
          Kieś do nieba wstępowała
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 21:37
          O Antychryście

          Posłuchajcie proszę pilnie
          Jak niebo płacze usilnie
          Miesiąc słońce z gwiazdami
          Płacze, lituje się nad nami
          Bo za wieku teraźniejszego
          Nie usłyszysz nic dobrego
          Syn ojcu nie wyrzymuje
          Córka matce nie folguje
          Ani brat bratu
          Chce go zgładzić z tego światu
          Ani siostra z siostrą
          Nie maja się w uczciwości
          Święty Paweł opisuje
          o złych latach prorokuje
          że na świecie złe nastanie
          Chytry, pyszny, zazdroślowy
          i cudzego dobra chciwy
          Oszukaństwem i lichwami
          zrównają się ze żydami
          Święty Paweł opisuje
          o złych ludach prorokuje
          że na świecie złe nastanie
          i Antychryst z piekła wstanie
          Piec okrutny wodzić będzie
          w skałach, górach wszędzie znajdzie
          Będzie się Bogiem mianował
          Będzie cuda pokazywał
          Będzie pokazywał rany
          Jak nasz zbawiciel kochany
          Kto nie zechce w niego wierzyć
          toć go każe w ten piec włożyć
          A juści to w czwartym roku
          Zeszle Pan Bóg dwóch proroków
          żeby wiarę utrzymali
          i Antychrysta potępili
          Antychryst się ten postrzeże
          Tych proroków ścinać każe
          Z tych proroków krew ognista
          Popłynie przez wiatr rzęsista
          Do kogóż się udać mamy
          Jak takich lat doczekamy?
          Do pokuty się udajmy
          Najświętszą Pannę błagajmy
          żeby się przyczyniła
          dobre lata powróciła

          Pieśń zapisana została około 1875 roku, autor tłumaczy że może pochodzić z okresu około 1800 - 1830 roku i śpiewana była przez dziadów żebraczych
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 22:36
          Skoro Maj zazielenił Świat Marzec dmuchnął jeszcze z daleka mroźnym wiatrem, śniegiem i zwarzył całą zieloność a w skutek starego zatargu nieraz i tak dotąd czyni
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 22:40
          Chmury zaludnione są płanetnikami, którzy tam robią grad i deszcz. W tym celu muszą chmury przeciągnąć na sznurach. Powiadają, że oni zupełnie do ludzi podobni, powstają bowiem z dzieci zmarłych bez chrztu. Ubierają się w białe, długie sukmany, tylko twarze mają czarne jak murzyni. Zwykle gdy wielkie deszcze spuszczą i bardzo w chmurach zawichrzą piorun goni za niemi aby ich pozabijać, oni zaś co tchu uciekają i kryją się w drzewach. A ponieważ nie mogą popuścić sznurów od chmur więc strasznie się wtedy mordują. (w sensie trudzą, męczą)
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 22:42
          Piorun - z piorunem trudna sprawa, bo to jest prątek, który Pan Bóg z nieba rzuca i tylko tyle pociechy, że jeżeli trafi w człowieka znaczy to że ten człowiek jest bez grzechu i już
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 22:44
          Gdy się zachmurzy wówczas lud mówi - dziady wyłażą, zadziadziło się.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 22:50
          Na zażegnanie niepogody istnieją pewne sposoby i tak:
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 22:53
            * W czasie burzy gdy grzmi, wystawione łopaty od chleb pod ścianę domów zmniejszają deszcz i grzmoty i oddalają chmury
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 23:00
            A idzcie-z ta chmury
            Na Tatarskie góry
            Gdzie Tatary siadają
            Krople wody żądają
            My jej nie żądamy
            Bo jej dosyć mamy
            Cebrzykami, konewkami
            Za płot wylewamy
            Kamycki zbieramy
            Na kościół frygamy
            A z kościoła na wodę
            Żeby Pan dał pogodę
            Zaświeć mi słonecko
            Dam ci białe jajecko
            Położę ci na skrzyni
            Wezmą ci je Węgrzyni
            Położę ci je na łące
            Wezmą ci je zające
            Położę ci je na dębie
            Wezmą ci je gołębie
            Położę ci je na grusce
            Wezmą ci je chrabósce
            Położę ci je na śliwie
            Dadzą ci je szczęśliwie
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 23:04
          Ach dla Boga, przez Bóg żywy
          Jak ja jestem nieszczęśliwy
          Tu mnie nie chcą, tu mnie ganią
          Żadna nie chce być mą panią
          Powiadają żem nie ładny
          Kijem dość na pysku zgrabny
          Mam czapkę z kożucha koziego
          Dyć to dosyć stroju mego
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.09.15, 23:10
          K s i ę ż y c Niektórzy widzą na księżycu świętego Jerzego, który gra na skrzypach widzą wyraźnie że siedzi i jedną nóżkę ma podgiętą. Zabił on kiedyś smoka, który dużo ludzi pożarł, więc w nagrodę Matka Boska dała mu swój własny miesiączek na mieszkanie.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.09.15, 21:57
          Miesiące: Na ziemi od początku nie było zgody; nietylko ludzie wojny prowadzili ale i miesiące prawowały się z sobie o to, że jeden ma więcej dni, a drugi mniej. Marzec, który strasznie
          jest chciwy i któremu Luty, największy w świecie hulaka, już i tak przepił dwa dni, chciał tego ostatniego oskubać jeszcze lepiej. Zaprosił go więc na bal do siebie licząc na to, jak go spoji a popsuje drogi, żeby nie mógł mu umknąć, to zrobi z nim, co tylko sam będzie chciał. Ale Maiczek, który najmądrzejszy jest ze wszystkich miesięcy taką dał lutemu radę: "Kup se powiada mu, sanie, łódź i wóz; będzie woda, to dojedziesz łodzią; będzie śnieg to pojedziesz saniami; a będzie gruda, to łódź i sanie złożysz na wóz i pojedziesz wozem. I Luty usłuchał i nie dał się złapać Marcowi, a ten domyśliwszy się, że to Majiczek Lutego nauczył ze złości
          pogroził mu tak: Prościuteńko idzie do nieba. Towarzyszący piorunowi grzmot ma różne cudowne własności, więc tej na wsi, skoro go pierwszy raz posłyszał, wyskakuje z chałupy i tarzają się po ziemi a kamieniem, który się znajdzie pod ręką uderzają się po głowie aby głowa nie bolała.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.09.15, 21:59
          Towarzyszący piorunowi grzmot ma różne cudowne własności, więc tej na wsi, skoro go pierwszy raz posłyszał, wyskakuje z chałupy i tarzają się po ziemi a kamieniem, który się znajdzie pod ręką uderzają się po głowie aby głowa nie bolała.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.09.15, 22:01
          Niektórzy przy tej sposobności trą plecami o ściany, bo to ma zapobiegać bólom krzyży w czasie mających nastąpić żniw.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.09.15, 22:11
          Z i e m i a Nasza Matka-ziemia ma także swoją legendę. Kiedyś, smuciła się ona nad tym, że ludzie tyle korzyści ciągną z jej płodów, a ona nie ma się czem pożywić, tylko im wszystko musi oddawać. Zaczęła więc prosić Pana Jezusa, że skoro każdy się trudni przemysłem, aby i jej wolno było zysk jakiś mieć dla siebie. A Pan Jezus powiedział jej tak: Ty będziesz ludzi rodziła i będziesz ich pożerała: co sama urodzisz, to sama zjesz, bo to twoje. Odtąd ludzie stali się jej własnością i dlatego każdy z nas musi po śmierci do ziemi się wrócić i w niej być pochowanym.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.09.15, 22:33
          Niezgoda w małżeństwie czyli Ziele Anioła - czyli betonijka powstało w skutek zdarzenia bardzo pouczającego dla wszystkich kobiet bezładnych. Był chłop, miał żonę, wielkiego próżniaka. Co miała mu jeść nastroić, to ona uciekała na wieś, chodziła po kumosiach, gawędziła, a obiadu ani śniadania nigdy mężowi nie dała na czas tylko wtedy, kiedy jej się podobało. Chłop chodził na zarobek, cały dzieli pracował ciężko, a wieczorem, jak przyszedł do domu, nie miał co jeść. ]uż i drugi powiada jej: "Czemuś wieczerzy nie ugotowała" - A ona mówi: "Nie ugotowałam, bo nie miałam czasu. Chłop stracił cierpliwość i dalej kole skóry zaczął ją bić i zawsze odtąd bijał. Anioł Stróż to widział i strasznie mu było markotno, że między niemi zgody niema, więc razu jednego stał się babką, proszalną i przyszedł do chałupy. Pyta się kobiety: "Gdzie chłop?" Ona powiada: "Łąkę siecze." I dopiero szczęśliwa, że ma z kim racjować, zaczyna opowiadać o swojim mężu, żalić się że taki zły, że ją bije i dokazuje z nią. "Jak-by tu teraz przyszedł, - powiada, - toście i wy tu niepewni , jeszcze i was tu zbije." Babka wysłuchawszy tego wszystkiego, powiada jej tak: "A może-bym ja co na to poradziła, żeby on was nie bił. Pójdźmy ku niemu, ja sobie usiądę w gaju a wy mu obiad zanieście, skoro zacznie was bić, wołajcie mnie, to wystąpię. Nauczyła ją, jak ma
          wołać. Ale kobieta swoim zwyczajem, nie ugotowała na czas i dopiero wtedy przyniosla obiad, kiedy inni zabierali się do podwieczorku. Chłop powiada: "Bój się Boga, co ty robisz, że mi tak późno jeść dajesz?" - Ona mówi: "Nie miałam czasu. Chłop się rozgniewał i łyżką ośmietnął ją kole gęby. Dopiero ona w krzyk i woła: "Betonijko, wychodź, bo mię chłop chce bić!" Wtedy betonijia wystąpiła z gaju i powiada jej tak:
          Nie płacz, nie krzycz,
          boś sama winna.
          Ino strój śniadanie - kiej śniadanie,
          objad - kiej objad,
          Wieczerzę kiej ma być
          Nie będzie cię twój chłop bić
          Potem stała się Aniołem i ten Anioł wzleciał ku niebu. Kobieta przejęta tym widokiem, winę swoją poznała i odtąd wszystko w porze zaczęła robić, a chłop przestał ją bić. Od tego tego betonik nazywa się Zielem Anioła Stróża a pomocna na wszystkie drobne najskuteczniejsza bywa tam gdzie niezgoda panuje w domu.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 19:50
            *****🧛
            ***🧛🧛🧛
            🧛🧛🧛🧛🧛
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 20:09
            🧛
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 21:00
            Strzyga była istotą, której pochodzenie i sposób działania były podobne do tych dwóch stworów, dlatego uważa się, że w polskich wierzeniach ludowych mamy do czynienia z jedną postacią znaną w różnych regionach pod kilkoma różnymi nazwami. Do XVIII wieku mówiono bowiem w Polsce na upiora „strzyga” lub „wieszczyca”. Od XVIII wieku stosowano już nazwę „upiór”, kojarząc stwora z demonem fruwającym[5]. Z kolei cechy czarownictwa kojarzone są w polskich źródłach bardziej ze strzygoniem lub strzygą niż z upiorem.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 21:07
            Na Górnym Śląsku zapisano historię powstałej z martwych kobiety, która zamieniła się w strzygę i rzuciła się na obecnych w pokoju żywych ludzi. Wbiła się zębami w brodę najstarszej mieszkanki, ale obecni mężczyźni pomogli za pomocą brony staruszce. Następnie mąż zmarłej nałożył jej na głowę swoją baranią czapkę, a do ust włożył jej kawałek krzemienia. Wtedy strzyga uklękła, po czym upadła nieżywa.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 21:14
            Strzygą zostawał człowiek, który urodził się z dwiema duszami, dwoma sercami lub wyrośniętymi zębami. Uważano ją za wampirzycę, która żywi się ludzką krwią lub siłą życiową. W niektórych podaniach strzygą stawał się noworodek, który po śmierci odradzał się w tej postaci
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 21:34
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/05/Strzyga_Strix.jpg/500px-Strzyga_Strix.jpg
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 23:42
            Według wierzeń Słowian ukazuje się pod postacią mężczyzny o nienaturalnie białej twarzy i złym spojrzeniu, którego wzrost zmieniał się w zależności od wysokości drzewostanu. Ma także przyjmować postacie zwierzęce (wilk, niedźwiedź, puchacz) lub postać wichru oraz potrafić naśladować głosy zwierząt i dźwięki przypominające wycie wiatru. Takie umiejętności mają pozwalać mu na manipulację ludźmi wędrującymi po lesie. Częstym wyobrażeniem leszego jest mężczyzna ubrany w mundur i czapkę leśnika, który nosi strzelbę lub pałkę.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 23:50
            W Małopolsce wyobrażany pod postacią małego, grubego chłopca, z wielkim brzuchem, który nosi czerwoną czapeczkę i posiada wiele pieniędzy. Dusi on ludzi pogrążonych we śnie, lecz przed tym wyjmuje ze swojego brzucha jelita, aby nie zgnieść na śmierć swoim ciężarem tego, co dusi
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 00:21
            Porońcem stawała się dusza dziecka poronionego lub spędzonego płodu, a także dziecko urodzone martwe, zmarłe lub zabite przez matkę wkrótce po urodzeniu, niepochowane zgodnie z obyczajem. Porońce były uważane za niezwykle potężne demony, w związku z obecnym w nich potencjałem niezrealizowanego życia
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 00:27
            Kłobuk dbał o pomnożenie majątku swojego gospodarza. Czynił to jednak, okradając sąsiadów
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 09:36
            Istnieją wierzenia (m.in. w centralnej i północno-zachodniej Polsce), że zmorą zostaje po śmierci np. osoba, przy której na łożu śmierci (według innych wariantów w czasie chrztu), ktoś odmawiając Pozdrowienie Anielskie, przejęzyczył się i powiedział Zmoraś Mario zamiast Zdrowaś Mario lub Bóg-mara zamiast Bóg-wiara
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 09:44
            Podania przypisują zmorze zdolność do otwarcia każdego zamka. Według podań zmora żywi się krwią. Siada na piersiach śpiącej osoby, przyciska piersi kolanami i powoduje uderzenie krwi do głowy. W ten sposób pozbawia powoli tchu swoją ofiarę. Spija krew wypływającą nosem lub też nacina zębami żyłkę na skroni lub szyi i wysysa. Zostawia też ślady od pazurów na klatce piersiowej śpiącego. Ofiara zmory traci siły i energię, które później odzyskuje w naturalny sposób. Mocno wygłodzona zmora potrafiła jednak zabić swoją ofiarę.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 09:52
            Skuteczną metodą ochrony przed zmorą była zmiana pozycji snu. Należało położyć się w łóżku odwrotnie, z głową w nogach łoża, bądź nie na wznak. Dodatkowo można było spać ze skrzyżowanymi nogami.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 11:13
            ZMORY WIOSENNE

            Biegnie dziewczyna lasem. Zieleni się jej czas...
            Oto jej włos rozwiany, a oto - szum i las!
            Od mrowisk słońce dymi we złotych kurzach - mgłach.
            A piersi jej rozpiera majowy, cudny strach!
            Śnił się jej dzisiaj w nocy wilkołak w głębi kniej,
            I dwaj rycerze zbrojni i aniołowie trzej !
            Śnił się jej śpiew i pląsy i wszelki ptak i zwierz!
            I miecz i krew i ogień! Sen zbiegła wzdłuż i wszerz!...
            A teraz biegnie w jawę, przez las na lasu skraj
            A za nią - Maj drapieżny! Spójrz tylko - tygrys-maj !...
            Dziewczyna płonie gniewem... zaciska białą pięść...
            A wkoło pachną kwiaty... Szczęść, Boże, kwiatom szczęść!
            A wkoło pachną kwiaty, słońcem się dławi zdrój !
            Purpura - zieleń - złoto ! Rozkwitów szał i bój !
            Grzmi wiosna! Tętnią żary! Krwawią się gardła róż!
            O, szczęście, szczęście, szczęście! Dziś albo nigdy już!...
            Dziewczyno, hej, dziewczyno! Zieleni się nam czas!...
            Kochałem nieraz - ongi - i dzisiaj jeszcze raz...
            Dziewczyno, byłem z tobą w snu jarach, w głębi kniej -
            Jam - dwaj rycerze zbrojni i aniołowie trzej !...
            Jam - śpiew i pląs zawrotny! Jam wszelki ptak i zwierz!
            Ja - miecz i krew i ogień! Sen zbiegłem wzdłuż i wszerz...
            Sen zbiegłem, goniąc ciebie, twój wierny tygrys-maj!...
            Ja jestem las ten cały - las cały aż po skraj !

            Bolesław Leśmian
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 11:36
            Bobo – nadprzyrodzona istota z polskiego folkloru, prawdopodobnie demon z wierzeń słowiańskich. Innymi nazwami tej istoty są: bobok (Wielkopolska, Małopolska), babok (Kujawy), bebok (Śląsk), bobek, bobik (Kraj morawsko-śląski).
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 11:45
            BEBOKI I NOWOCZESNA APLIKACJA ŚCIĄGAJĄ TURYSTÓW DO KATOWIC - Onet
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 11:59
            Południce ukazywały się jako młode dziewczyny lub stare kobiety owinięte w białe płótno, z rozpuszczonymi w nieładzie włosami. Na plecach nosiły worki, w których porywały dzieci. W rękach trzymały zazwyczaj drąg, ożóg lub sierp, którymi potem dręczyły swoje ofiary.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 12:10
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b5/Poludnytsia_or_Lady_Midday%2C_2022.jpg/500px-Poludnytsia_or_Lady_Midday%2C_2022.jpg
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 12:22
            Meluzyna – według legend i folkloru to rusałka wodna o postaci węża, która zamieniła się w kobiecą postać. Według jednej z wersji legend literackich z XIV wieku Meluzyna była czarodziejką. Taka wersja została spisana w latach 1387–1393 przez Jehana (Jeana) d’Arras, dworzanina księcia Jana de Berry.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 18:43
            Meluzynę i jej męża uznawano za założycieli rodu Lusignan. Legenda o nadprzyrodzonej genealogii Lusignanów znana była o wiele wcześniej niż jej wersja literacka, bo już w XII wieku, za czasów Gwidona de Lusignan, króla Jerozolimy i Cypru. W XIV-wiecznej opowieści Jeana d’Arras ów król Cypru występuje, pod zmienionym imieniem Uriens, jako pierworodny syn Meluzyny.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 18:52
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/5d/Melusinediscovered.jpg/500px-Melusinediscovered.jpg
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:01
            Chrześcijaństwo próbowało zakazać tego starosłowiańskiego zwyczaju. W 1420 roku Synod Poznański nakazywał duchowieństwu: Nie dozwalajcie, aby w niedzielę odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają i w kałuży topią. Rodzima tradycja okazała się jednak silniejsza. W konsekwencji na przełomie XVII i XVIII wieku próbowano tradycję topienia marzanny zastąpić (w środę przed Wielkanocą) zrzucaniem z wieży kościelnej kukły symbolizującej Judasza, co również zakończyło się niepowodzeniem. Obecnie w Polsce obrzęd łączony jest z nastaniem kalendarzowej wiosny 21 marca lub z przypadającym na ten właśnie okres Jarym Świętem.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:08
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/da/Topienie_Marzann_w_Brynicy.jpg/500px-Topienie_Marzann_w_Brynicy.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 07.09.15, 22:39
          Ziele zwane czyściczką uwatane jest jako talizman złodzieji, którzy nosząc je za paznokciem
          mają, moc otwierania wszystkich zamków, rozrywania więzów i łamania Gdy się na łące ta trawa znajduje, rozlatują się kosiarzom kosy, a gdy się ją; weźmie z kupy i da na wodę, to dobra trawa popłynie z wodą, a ta złodziejska przeciw wodzie. Powiadają że żółw umie ją; poznać i wie, gdzie rośnie. Więc też, kto chce zdobyć sobie tę trawę, powinien wyszukać gniazdo żółwia wysiadującego jaja, i w chwili gdy pójdzie na żer, otoczyć mu gniazdo płotkiem dokoła. Żółw powraca, i znalazłszy zaporę która mu nie pozwala dostać się do gniazda, idzie po ową cudowną trawę, a przyniósłszy ją w pyszczku, przytyka do płotka, i płotek się przewraca. Wtedy właśnie trzeba mu to ziele porwać i włożyć je sobie za paznokieć,
          albo też wygniótłszy trochę soku, wpuścić kropelkę pod skórę na dłoni, a wszystkie zamki od dotknięcia się ręki same otwierać się będą.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.09.25, 20:21
            Strzyga (rzadziej w męskiej postaci jako strzyg, strzygoń) – demon z wierzeń słowiańskich.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 20:19
          Cudowniejszem zielem jest sławny L u b y t e k czyli L u b c y k w którem matki kąpią, córki, żeby dorosłszy, chłopakom się podobały;
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 20:20
          - albo też tak zwany N a s i e z r a ł który zdobywa dziewczętom wzajemność serc najbardziej nieczułych i obojętnych.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 20:25
          W i e r z b a Fujarki z jej gałązek wykręcone, przez cały Maj w polach się odzywają i stanowią jedną znajwdzięczniejszych nut jakich w koncercie wiośnianym. Powiadają, że jeżeli się wytnie- fujarkę z takiej wierzby która nie słyszała ni piania koguta ni szumu wody, to ona się odzywa l u d z k i m głosem. Do wykręcania czyli opukiwania takiej fujarki po wiejsku piszczałki, piscałecki, trzeba jednak umiejętności, jako-też słów odpowiednich, pomocnych w tej robocie zwykle więc chłopak, wyciąwszy gałęź wierzbiny, zasiada w kątku i grzbietem kozika uderza bez ustanku po Korze od góry do dołu i od dołu do góry, jakby w takt na każdem uderzeniem powtarzając następujące wyrazy:
          O-pu-kt!j ze lui się, mo-ja pi-sca-łe-c,ko,
          bo jnk mi się nie o-pu-ka.s, wy-rz:;u-cę cię. pod płot,
          po-d:ziu-bie cię ko-kos;
          wy-rzu-cę: cię pod ty-cki,
          po-dziu-bią cię in-dycki,
          wy-rzu- c
          cię do mo - ra
          po-dziu-bie 'cię mor-ska ku-fa
          Powtarza się to tak długo urywanemi zgłoskami, aż się kora od drena oddzieli i da się zdjąć z łatwością.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 20:29
          BIEDRONKA

          Obok piszczałek majowych, wielką, uciechą dla dzieci tym samym czasie są tak zwane Boże Krówki czyli B i e d r o n k i. Każdy złapawszy jednę, sadza, na. palcu i mówi:
          Biedrónka, biedronka,
          Leć do świętego Tomka,
          spytaj się Ojca, Matki,
          czy będzie na jutro pogódka?
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 20:31
          MOTYLE

          Na wiosnę wszystko ma swoje znaczenie, więc też muszą ludzie uważać i na motyle. Jeżeli się znajduje więcej białych niż żółtych czyli tak zwanych c y t r y n e k, to rok będzie
          więcej m l e c z n y niż p s z c z e l n y; jeżeli przeciwnie liczba cytrynek przeważa, to mleka będzie mniej ale za to miodu więcej.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 20:37
          NIETOPERZ

          N i e t o p e r z ma takie same znaczenie dla parobków, jak ziele nasieźrał dla dziewcząt, gdyż p o p i o ł k i jego służą do czarowania płci pięknej. W tym celu trzeba naprzód przed wschodem słońca zebrać wiązkę patyków nad rzeką, idąc przeciwko biegowi wody potem dopadwszy g a c k a (nietoperza), pójść o północy na krzyowe drogi. Tam, z tych patyków rozniecić ogień i nietoperza spalić żywcem i popiołki jego zebrać starannie do woreczka.
          Wracając do domu, nie trzeba się oglądać bo źli krzyczą, straszą i strzelają (nie dziwię się a ochrona nietoperza) a gdyby się człowiek obejrzał to by mu łeb urwali. Skoro się szczęśliwie przeniesie te popiołki to dziewczyna ta kochać będzie, która przedem nie chciała na niego patrzeć.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 21:03
          WĄŻ

          Jednym z tworów, który się najwcześniej ukazuje na wiosnę, zwabiony promieniami słonecznemi, to wąż, a rola jego w symbolice ludowej ma wielkie znaczenie. Dawniej węże chodziły na nogach, ale trafiło się tak, że Matka Boska szła lasem, wąż niespodzianie się wychylił z za drzewa i ona się wystraszyła. ,,O ty gadzie szkaradny! - zawołała strwożona, - jakeś mię wystraszył! snuj się teraz po ziemi jak nitka. I odtąd gady straciły nogi i na piersiach po ziemi czołgać się muszą.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 21:06
          Każdy wąż którego przez siedm lat nie widzi oko ludzkie ani też zwierzęce, zamienia się w skrzydlatą żmiję o siedmiu głowach. Taka żmija pojawiła się kiedyś, i latała w powietrzu, ale słońce opaliło jej skrzydła i spadła i zabiła się. Pan Bóg nie dopuścił bowiem, aby ludzi kąsała. Podobno, jeżeli żmija przez siedem lat dzwonów nie usłyszy zamienia się w smoka
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 22:16
          Wigilia św. Wojciecha jest dniem, do którego w szczególności przywiązane są różne przesądy, tyczące się wężów. I tak, kto dnia tego węża zabije, głowę mu utnie, do głowy tej włoży
          t r z y z i a r n k a k o n o p n e i do ziemi zakopie a potem, gdy konopie urosną, uwije z nich sznur i opasze się nim, będzie taki mocny, ze go nikt nie potrafi zwyciężyć. Albo kto dnia tego t a r n i n o w y m kijem zabije węża, a potem tym kijem dotknie kochanków, to choćby się najbardziej kochali, rozejdą się na zawsze. Tym samym kijem można zażegnywać chmury gradowe a zatknąwszy go do roli grad odwracać.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 22:46
          Zabitej żmii nie należy jednak zostawić nie zakopawszy jej do ziemi, bo gdyby s ł o ń c e na nią padło, zaszłoby krwawo i za tem byłyby wielkie deszcze i grady w okolicy.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 22:49
          Podług głęboko jeszcze miejscami zakorzenionego mniemania, wąż chętnie obiera sobie siedlisko w oborze aby ssać krowy, a ta, którą sobie upodoba, tak się do niego przywiązuje, że wróciwszy z pastwiska, ryczy jakby nawołując węża, który się natychmiast wysuwa i koło nogi jej się okręca. Krowa taka staje się bardzo mleczna jeźeli ktoś nieświadomy ulubionego jej węża zabije, to zwykle schnąć ona zaczyna, traci mleko i nareszcie ginie. Więc jeżeli ktoś życzy sobie mieć piękne i mleczne krowy, powinien w wiliję św. Wojciecha złapać żywego węża i pod piecem go chować. Kto się tego pilnuje, to potem i z kija. może nadoić mleka,
          a owce tak go słuchają, iż gwizdnie tylko, a wszystkie lecą ku niemu.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 22:54
          I na wsi pilnie się tym gwarom przysłuchują, nie tylko dla tego, te to takie miłe, i harmonijne głosy, ale że r e c h t a n i e żab ma także wskazywać najwłaściwszą porę zasiewania lnu. Więc też na pierwsze ich hasło, gospodyni biegnie do najbliższej sąsiadki; stanąwszy pod oknem puka w szybę i woła na głos: "kumosiu, kumosiu będziemy siać len z błocie
          Tamta powinna odpowiedzieć: "Będziemy chodzić w złocie!" I - bo to się przyczyni do pięknego urodzaju. Jeżeli zaś kumosi niema w domu i nikt na wołanie nie odpowie, to bardzo zła wróż ba, i len z pewnością przepadnie.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 22:58
          Tak jak między ludźmi są tacy, którzy lubią aby im się kłaniać, nadskakiwać, podobnież i międy ptakami są nadzwyczaj próżne stworzenia. Oto czapla na przykład ma straszne pretensje do państwa i jeżeli się jej powie: "Panno-czaplo!" - to ona uradowana niezmiernie i odpowiada: "Żebyś panował do śmierci" - A jeżeli się jej po prostu powie: "Czaplo!" - to ona się obrata i mówi: "Bodajbyś do śmierci stał jak czopu (cap).
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 23:00
          Miała czapla kiedyś dużo pieniędzy, bo Pan Bóg i jej i wilkowi dał po worku talarów srebrnych. Wilk mądry porozpożyczał ludziom i teraz za procent zabiera im bydło, a głupia czapla wysypała swoje do wody. Więc też chodzi z głową spuszczoną po brzegach rzek i jezior, szuka tych swoich talarów i dotąd ich jeszcze nie odszukała.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 23:03
          Mówią, że kukułka jest z panny, i prawda te mięsa jej jeść nie można, bo ona taka słona jak człowiek, a wiadomo, że człowiek dlatego jest słony, te słono je. Podobno, te jak Matka
          Boska chodziła jeszcze, po ziemi, przyszło jednej pannie coś do głowy, żeby figlować, więc skryła się za płotem i zaczęła na nią wołać: "Kuku, kuku!" - na kukaj-ie, kukaj, i bądź teraz za
          kukułką- powiedziała jej Matka Boska. Ona się stała kukułką.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.15, 23:07
          Najpiękniejszy z ptaków domowych, paw, który według przysłowia staropolskiego, ma strój anielski, chód złodziejski, głos djabelski, a mięso baranie, powstał z djabła; i dla tego lud wiejski brzydzi się jego mięsem. Razu jednego siedział djabeł na płocie, bo już tyle ludzi namęczył, że sam chciał odpocząć. Przyszła djablica, przyniosła pięknych piór i zaczęła go strojić, bo się wybierali na igrzysko djabelskie, a tak go pięknie ustroiła, te go trudno
          było poznać. . Djabeł obejrzał się na siebie, i podobało mu się, że taki ładny. Dopiero wziął tych piór i zaczął djablice przystrajać ale zaledwie ubrał jej głowę, kur zapiał i djabeł został pawiem a żona jego pawicą.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:07
          Wiadomo, jak w życiu wiejskiem ważną gra rolę k o g u t, który jest nocnym zegarem, tak jak słońce dziennym. Drugie pianie po północy, to już hasło do wstawania i do roboty w polu, więc tak i koguty przywykłszy do gospodarskiego porządku o północy wołają:
          "Pijak idzie!" -Inne zaś na to odpowiadają: "Przygibaj go!" - Bo i one wiedzą, że ten kto o północy jeszcze się włóczy po wsi, to nie gospodarz, tylko chyba pijak, który z karczmy wraca
          i któremu warto jakiś dobitny morał wypisać na plecach.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:09
          We dnie stare krakowskie koguty się chwalą: "W Warszawie'm był!" - Warszawskie zaś na odwrót: W Krakowie'm był.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:10
          Młode zaś napuszywszy się niezmiernie i podnosząc się w górę, drą się na całe gardło ochrypłym głosikiem: "Kieli to ja!" - Chcą zwrócić na siebie uwagę, jakie już duże urosły i rade by zadziwić świat cały.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:12
          A tymczasem w chałupie w sieni hałas ogromny: kura jajo zniosła. i gospodyni swojej opowiada o tym wypadku krokożeniem urywanem (gdakaniem), które idzie crescendo i kończy się długim wykrzyknikiem fort'ssimo: ,Boso chodzę, bótków nie mam, jajo znios ł a m p o d k o m i n e m, o t o t a - k! m a t u s i u ! I już od razu pół wsi się dowiaduje, te Frankowa albo Antoniowa o jedno jajo stała się bogatsza
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:14
          Indyczka przeciwnie nie ma tej werwy co kura chodzi z głową spuszczoną i od rana do wieczora i ciągle narzeka, bo jej zawsze bieda i ona wiecznie głodna. Przeraźliwym swoim dyskantem głosi monotonnie: Proszę nakarm mnie daj mi garsteczkę pośladu
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:17
          A indyk, zapewne nie grzesząc skromnością mówi - czemu nie dać pięknemu, czemu nie dać pięknemu
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:22
          A dopiero to śpiewające i ćwierkające ptaki, wiele to one mówią na wsi ciekawych pouczających rzeczy! - Oto chłop sieje w polu i pilno mu skończyć siejbę w maju, bo przysłowie wiejskie mówi, te: kto sieje w cyrwcu, to zbiero w kiyrpcu. Więc odziawszy się białą. płachtą przez plecy, co chwila czerpie z niej ręką i jakby w takt rozrzuca ziarno po zagonach, a wróbel siedzi na wierzbie i uważnie mu się przygląda. tiF i l £ p! F i l i p! D z i a d z i a! D z i a d z i a! t o b i e ć w i er Ć i m n i e Ć w i e r ć ! u Świerka mu nad uchem, przypominając o swojej odwiecznej z nim spółce.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:24
          Podług ogólnego mniemania, j a s k ó ł k i na zimę chowają, się do wody, na wiosnę zaś wychodzą, stamtąd tylko młode, a przeszłoroczne matki zamieniają się w żaby.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:15
            Współcześnie obrzęd zatracił swój sakralny charakter i stanowi rodzaj zabawy, celebracji początku wiosny. Tak jak w pozostałych częściach Polski, obchodzi się go w okolicach pierwszego dnia kalendarzowej wiosny, tj. 21.03. Uczestniczy w nim głównie młodzież szkolna i dzieci oraz lokalne zespoły folklorystyczne. Przebieg obrzędu jest w zasadzie dość podobny – pochód dzieci i dorosłych, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, niesie własnoręcznie zrobione marzanny i marzanioki nad wodę, gdzie przy tradycyjnych pieśniach wrzuca się kukły do wody. Czasem najpierw się je podpala albo nadszarpuje ich stroje. W drodze powrotnej na plan pierwszy wysuwają się goiki przystrojone wstążkami i wydmuszkami. Pochód wraca do wsi, śpiewając piosenki. Następnie w niektórych miejscowościach, jak np. w Brynicy (część Miasteczka Śląskiego), świętuje się początek wiosny, organizując biesiadę
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:25
            Badacze kładą nacisk na symbolikę marzanny nie jako zimy, a słowiańskiej bogini. Późniejsze skojarzenie marzanny ze śmiercią (w niektórych rejonach nazywana jest ona „Śmiercichą”) spłyciło znaczenie i rangę bogini, która była panią nie tylko śmierci, ale i życia, władając całą naturą. Jej utopienie w wodzie (woda ma w cyklu obrzędów związanych z porami roku niezwykle istotne znaczenie, a jej wagi w rytuale związanym z boginią wody nie sposób pominąć) jest przez badaczy rozumiane jako symboliczne zejście do podziemi, by potem odrodzić się na nowo.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:34
            Kolęda w Skrzesówce
            W zachowanym w zbiorach książnicy cieszyńskiej, rękopisie
            “Rozmaitości śląskie” z marca 1844 roku, Józef Lompa zanotował podanie,
            jak to odbywały się kolędy w parafii lubszeckiej, prawdopodobnie w końcu
            XVIII wieku, kiedy to proboszczem w Lubszy był ks. Jan Keller, natomiast
            hrabią, członek rodziny Gaszynów, władającej wtedy Woźnikami,
            i wchodzącymi w skład ich majątku (tak zwane państwo woźnickie)
            dobrami Ligoty, do której, Skrzesówka, jako przysiółek przynależała.
            „W naszej [lubszeckiej] parafii wspominają że się i [woźnicki] hrabia
            dziedziczny nie wstydził zjechać z fararzem [lubszeckim] u zamożnego
            kmiotka na kolędę.
            Jednego razu uczynił hrabia dosyć ciężki zakład, kto przód na
            Skrzesówce (pustkowiu w państwie woźnickim) będzie. Ksiądz go śpieszył,
            ale dał czym prędzej skryć wóz do stodoły, sam zaś, kościelni, organista
            i żacy zataili się w komorze. Po małej chwili nadjeżdża hrabia, wstępuje do
            izby i mówi:
            - Ja wygrałem! - a wtem zaczyna ksiądz w komorze z ministrantami
            swojemi:
            - Puer natus in Bethleem etc. - i wychodzi w pluwiale
            Hrabia składa wadium, chłopek stawia na stół kapłuna, gęś pieczoną
            i miodek, który sam nawarzył. O, jak się to czasy zmieniły!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 19:44
            Siwoludek
            Rodzice mieli trzy piękne córki. Wszyscy byli szczęśliwi do chwili
            choroby ojca, któremu żadne, nawet najdroższe leki nie pomagały.
            Pewnego razu do zmartwionych sióstr przybył mały człowieczek
            i zdradził im miejsce cudownego źródła, mającego moc uzdrawiania.
            Następnego ranka siostry wyruszyły w poszukiwaniu źródła. Było ono
            ukryte przed ludzkimi oczyma gęstymi zaroślami, a nad nimi górowały trzy
            potężne dęby. Warunkiem nabrania wody i uzdrowienia ojca było
            poślubienie owego człowieczka - siwoludka, który był duchem źródła.
            Dwie starsze siostry odmówiły ofiary, jedynie najmłodsza zgodziła się go
            poślubić. Po spożyciu wody ojciec szybko wyzdrowiał.
            Pewnego wieczoru tajemniczy głos przypomniał o przyrzeczeniu:
            Tum, tum, tum iła,
            Otwórzże mi moja miła,
            Bościć mnie ty ślubowała,
            Kiedyś wodziczkę w studni brała!
            Wydobywał się on ze zmurszałej kłody, leżącej pod drzwiami domu.
            Dziewczyna wzięła jął położyła na przypiecku. Po wyschnięciu wyłonił się
            z niej piękny książę, zaklęty przez czarownicę w ducha wodnego. Za
            wybawienie obiecywał poślubić najmłodszą siostrę. Na razie przychodził,
            co wieczór, zrzucał korę i przemieniał się w księcia. Zazdrosne siostry
            spaliły korę, musiał przeto nieszczęsny opuścić narzeczoną i dalsze siedem
            lat pokutować.
            Gdy minął czas, dziewczyna wyruszyła na jego poszukiwanie. Nie
            znalazłszy nigdzie księcia została gęsiarką. Książę tym czasem zwątpił
            w jej odnalezienie o pojął inną za żonę. Spotkawszy w końcu dziewczynę,
            poślubił ją, albowiem księżna dobrowolnie ustąpiła jej miejsca.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 20:20
            Aby mu Bóg łaskawie dopomógł wśród bitwy.
            Jak ci wojownik poszedł, to trafił na bory,
            Gdzie go wnet zaskoczyły przeróżne potwory.
            Te się srożąna niego, wyszczerzają zęby,
            A z pysków im buchają brudne dymów kłęby.
            Wojownik dobył miecza w tak wielkiej potrzebie,
            I zaciekłe napady odpędzał od siebie.
            Gdy uciekły potwory, napadły go gady
            Straszydła i upiory i wszelkie szkarady.
            Lecz co mu w drogę wlazło, to swym mieczem zmaścił
            I na wszystkie wieczności w śmierci zaprzepaścił.
            Ale miecz się wyszczerbił ... a pot pociekł z niego;
            Więc wołał o ratunek, przeląkłszy się tego.
            Głos się jakiś odezwał na owo wołanie:
            ,y4 toś mi się odważył chyba na skaranie ...
            Radzę ci zatem prędzej, byś zszedł z prostej drogi,
            Bo na niej, wojownika, los napotkasz srogi;
            Idź raczej obok drogą dogodną, odwieczną,
            Wtedy będzie miał podróż pewną i bezpieczną.'’,
            Wojownikowi niby głos zrzucił zasłonę,
            I pomiarkował trochę ... obejrzał się w stronę,
            I ujrzał szlak szeroki, wzięła go ochota ...
            I wędrował już po nim po wodę żywota!
            Ale kiedy ci poszedł już więcej nie wrócił,
            Bo biedny nieboraczek w kamień się obrócił !...
            On już stał się kamieniem, a we wsi ciekawi
            Kiedy z wodą żywota braciszek się zjawi;
            Ale go jak nie widać, tak nie widać było,
            Aż się już wszystkim we wsi czekać uprzykrzyło.
            Więc bracia zrozpaczeni, by pokorne służki,
            Co teraz czynić mają, poszli znów do wróżki.
            A ona im mówiła jak się stało z bratem,
            Jako się złudził ścieżką i zasłanym kwiatem;
            I jak się dał ułudzie ma miejącym głosem,
            Za to już skamieniały stoi het pod wrzosem.
            A potem im dodała: „By wam matka żyła,
            Niechaj drugi po wodę podąży, co siła,
            Po tę wodę żywota, co jest za borami,
            W których licho czatuje i straszy mękami.”
            Ale napomina, by przed się iść śmiało,
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 20:27
            https://www.gify.net/data/media/50/kwiat-ruchomy-obrazek-0004.gif
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:01
            Zasadniczo królestwem Ziuzi jest las, tylko czasem zjawia się w osiedlach ludzkich – najczęściej by pomóc ludziom lub ostrzec ich przed niezwykle surową zimą. Obrzędową strawą związaną z Ziuzią, jest kutia – często uważa się, że jest ona przygotowywana specjalnie z myślą o Ziuzi. Z wigilijnej kutii odkładano nieco na osobny talerz, bądź miseczkę i kładziono na osobny stolik, by nocą bóstwo mogło posilić się. Зюзя на дварэ – куцьця на стале /Ziuzia na dvare – kućcia na stalie Ziuzia kiedy się rozzłości stuka żelazną buławą po drzewach, a nawet bierwionach chat – i wtedy skrzypią i pękają one od tych silnych uderzeń. Natomiast kiedy pada śnieg – znaczy, że Ziuzia pożałował przyrodę i nakazał swojemu słudze Mrozowi przykryć świat – a w szczególności pola – ciepłym pokryciem. Ale mróz też jest oznaką dobroci bóstwa – w dość częstych na Białorusi okolicach bagiennych – daje on możliwość zwiezienia saniami siana z podmokłych łąk. Do dziś używa się wyrażenia „Zmarzł jak Ziuzia”.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:11
            https://media.tenor.com/8wRIejdLWpkAAAAM/kindkong-gyris.gif
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:17
            https://media.tenor.com/u3AqKU6bTbAAAAAM/branley-and-mara-branley-%26-mara.gif
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:25
            Uważano, że mamuny są duszami kobiet zmarłych w ciąży lub w czasie porodu. Nie istniały jednolite wyobrażenia co do ich wyglądu. Przedstawiano je m.in. jako:
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:43
            Prawdopodobnie również na skutek późniejszych nawarstwień pojawiły się informacje, że dzieci zamieniały w małpy, lub, że boginki miały postać małpy
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.09.25, 23:51
            Mamuny najczęściej przedstawiano jako stare, pokryte włosami kobiety, z długimi, obwisłymi piersiami.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 00:00
            Odmieniec był opisywany m.in. jako „diabeł z wielką głową”, osobnik brzydki, głośno i ciągle krzyczący, o wielkim apetycie, wielkim brzuchu, nie mówiący zrozumiale, zachowujący się gwałtownie i dziwnie. Opis ten wskazuje na objawy charakterystyczne dla różnego rodzaju niepełnosprawności, dla których społeczność wiejska nie znajdowała zrozumienia i akceptacji. Zdarzały się przypadki zabójstw „odmienionych” dzieci, np. poprzez utopienie.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 00:13
            Dziwożona (także boginka, mamuna) – demon żeński z wierzeń dawnych Słowian
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 00:19
            Wyraz „dziwożona” (dzika żona/kobieta) jest w języku polskim pożyczką z języka słowackiego: „diva lena”/ „divá žena” oznaczała „dziką kobietę”, a polski odpowiednik spopularyzowany został przez wydaną w 1855 powieść „Dziwożona” autorstwa Zygmunta Kaczkowskiego
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 00:27
            Regionalne warianty opowieści o dziwożonach, oprócz typowych sytuacji podmiany dziecka lub porwania młodej mężatki/matki, zawierają także opowieści w rodzaju:
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 10:47
            Boginki zamieszkiwały bagna, jeziora, rzeki, lasy i góry. Można je było spotkać nad wodą podczas prania chust drewnianymi kijankami. Gdy ktoś się zbliżył, boginki mogły zabić śmiałka (głównie młodą matkę) uderzeniami kijanek lub porwać. Boginkami miały stawać się kobiety zmarłe przy porodzie, samobójczynie i morderczynie dzieci. Wyobrażano je sobie jako szkaradne kobiety o obwisłych piersiach, dużych głowach i krzywych nogach lub jako piękne młode dziewczyny, zwykle nagie
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 10:54
            Boginki porywały także kobiety na mamki swoich dzieci oraz „podmieniały” je lub męczyły, czego efekty dziś utożsamiamy z depresją poporodową czy tzw. baby bluesem. Kobiety w tym stanie stawały się nienaturalnie wycofane lub roszczeniowe, dokuczające otoczeniu. Tłumaczono to wcześniejszym porwaniem młodej matki przez boginki na bagna lub mokre łąki: tam istoty kobietę „taplały w błocie, wykręcały ręce i nogi, biły kijankami po plecach”. U górali pienińskich, boginki łaskotały młodą matkę na śmierć.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:04
            ▪️w Tarnowskiem i Rzeszowskiem radzono sporządzić kadzidło z ziela „podróżnik” do okadzenia domostwa i kobiety w połogu
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:33
            Termin rusałka pochodzi od łacińskiego rosalia (święto róż) i pojawił się dopiero w XVIII wieku. Takie starorzymskie pochodzenie słowa wywodzi część badaczyː Aleksander Gieysztor łączy je z obchodami na cześć bogini Karny, przypadającymi w okresie kwitnienia róż. Poprzez Bałkany termin dotarł na Ruś. Wśród Białorusinów pod terminem rusałka rozumiano południowosłowiańską wiłę, a w zachodniej jej częściː kazytkę (od kazytat – łaskotać). Z kolei Ukraińcy nazywali rusałkę łoskotuchą, łoskotałką, co także odnosiło się do rodzaju tortur, jakie rusałki zadawały ludziom. Bułgarska rusałka, zwodząca ludzi to wiła lub juda.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:42
            Spotykało się rozróżnienie w wyglądzie rusałekː leśne miały być bardziej kobiece i o czarnych włosach, te wodne natomiast bardziej dziewczęce i o złotych włosach. Gdy zwabiony człowiek zbliżył się, kolor włosów demonów okazywał się zielony, a piękne twarze wykrzywione.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 11:50
            Informacja o Stadzie pojawia się także w pierwszym tomie Kronik Jana Długosza (1455), który opisuje je jako igrzyska urządzane w pewnej porze roku na cześć bóstw. Miało być to radosne święto, w czasie którego zbierali się mieszkańcy całej wsi i okolic. Obchodom święta towarzyszyły śpiewy i tańce, a jego głównym elementem były zawody sportowe. Według kronikarza święto to obchodzone było w okolicy chrześcijańskich Zielonych Świątek. Podobne święto, jednak bez podania nazwy, jest także często potępiane w kazaniach XV-wiecznych kaznodziejów i moralistów
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 12:00
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/85/Sulistrowice_Stado_Rafal_Merski_2019.jpg/500px-Sulistrowice_Stado_Rafal_Merski_2019.jpg
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 12:18
            https://media.tenor.com/T59jnO3sVK8AAAAM/water-animation-girl.gif
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 13:18
            https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/z203LHdKZXqDB9cFX.jpg
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 13:28
            Tańczy‎ ‎Tamara‎ ‎raz‎ ‎ostatni. Niestety,‎ ‎jutro‎ ‎marzeń‎ ‎kres. Porzuci‎ ‎Ojców‎ ‎auł‎ ‎bratni, I‎ ‎zakosztuje‎ ‎gorzkich‎ ‎łez, Pieszczone‎ ‎dziecię.‎ ‎W‎ ‎obce‎ ‎strony Weźmie‎ ‎ją‎ ‎młodzian‎ ‎—‎ ‎w‎ ‎obcy‎ ‎kraj A‎ ‎gdy‎ ‎ją‎ ‎nazwie‎ ‎mianem‎ ‎żony‎ ‎— Dziewiczych‎ ‎marzeń‎ ‎pierzchnie‎ ‎raj! W‎ ‎rodzinie‎ ‎męża‎ ‎obcą‎ ‎będzie‎ ‎— Bóg‎ ‎wie,‎ ‎co‎ ‎jej‎ ‎szykuje‎ ‎los‎ ‎— Może‎ ‎tęskniąca‎ ‎w‎ ‎nocy‎ ‎siędzie‎ ‎— Sierocą‎ ‎pieśnią‎ ‎zadrży‎ ‎głos. Ale‎ ‎dziś,‎ ‎jeszcze‎ ‎pełna‎ ‎życia, Takim‎ ‎urokiem,‎ ‎czarem‎ ‎lśni, Jak‎ ‎promień‎ ‎słońca,‎ ‎gdy‎ ‎z‎ ‎ukrycia Z‎ ‎za‎ ‎gór‎ ‎wypłynie,‎ ‎złocąc‎ ‎mgły! Że,‎ ‎gdyby‎ ‎Demon,‎ ‎w‎ ‎onej‎ ‎porze Nad‎ ‎Kaukazem‎ ‎lecąc‎ ‎w‎ ‎dal, Widział‎ ‎Tamarę‎ ‎—‎ ‎to‎ ‎być‎ ‎może‎ ‎— Odczuł‎ ‎by‎ ‎piękno‎ ‎—‎ ‎uczuł‎ ‎żal!
            Ujrzał‎ ‎ją‎ ‎Demon‎ ‎i‎ ‎na‎ ‎chwilę Nieokreślonych‎ ‎uczuć‎ ‎szał, Podrażnił‎ ‎serce‎ ‎jego‎ ‎mile, Pod‎ ‎jej‎ ‎urokiem‎ ‎szatan‎ ‎drżał!
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:28
          Niema zaś poczciwszego i bogobojniejszego ptaka, jak s k o w r o n e k; on bowiem zdarł wieniec cierniowy Panu Jezusowi, i dla tego nie wolno go strzelać. Na wiosnę, skoro, jak mówi przysłowie: święta Jagnyska wypuści skowronka z mieska a zaledwie Świt na niebie, już on gospodarza nawołuje w pole do roboty, i lecąc w górę dzwoni jak dzwoneczek: "W Y j i z d z aj, w y-jizdzaj, wyjizdza-j!" Wzniósłszy się pod same obłoki, śpiewa godzinki i modli się za grzechy, żeby na tamtym świecie nie pokutował. A potem przycichnie nagle i bez śpiewu w górę wzlatuje, bo idzie spowiadać się Panu Bogu.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:32
          A gospodarz słucha skowronka, raniutko wyjetdta w pole z pługiem, i wszędzie we wsi słychać skrzyp otwierających się od stajen wierzej i , bydełko z rykiem przekracza próg i spieszy na pastwisko, spragnione nowej trawki zielonej. A s t e r n a l (trznadel) przyglądając się krowom i cielętom, podlatuje wesoło i śpiewa:
          "Nie będzie zbaniałemu cielciu ni-c
          '" Pociesza gospodynię, że cielę które z b a l n i a ł o (to jest: dostało odecia) , odzyska
          siły na zielonej paszy i przyjdzie do zdrowia. Z i ę b a zaś, zakłopotana swojemi własnemi sprawami, wygwizduje w wiklinie nad rzeką,:
          "Mama pije, tata pije, a ja nic! a ja nic! Oni jedzą, oni
          p i ją, a j a n i c, a j a n i c ! LI
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 09.09.15, 22:36
          W maju więc ciągłe są śpiewy na świecie: we dnie gra jedna muzyka, w nocy druga (słowik) na odmianę. Ale nie zawsze wesele takie trwać może. Dla tego też Pan Bóg widząc, że na
          wiosnę wszyscy się cieszą i o jutrze gotowi zapomnieć, sam zaczyna się trapić o to, co ludzie jeść będą. Woła tedy na Wita Świętego i pyta się go: "Święty Wicie, czy jest jut piętka w życie?" A Święty Wit ogłuszony ptasiemi chórami odpowiada: "Nie słyszę Panie, nie przestanie ptaszków śpiewanie." Więc Pan Bóg pozwala św. Witowi uciszyć ptaki, i dla tego od połowy czerwca milkną one z koleji jedne po drugich. Człowiek zaś, nacieszywszy się piękną przyrodą majową z myślą świeżą i nowym żalem zabiera się do twardej letniej pracy i w pocie czoła
          stara się sobie i innym zdobyć i zapewnić na zimę ów obiecany, chleb z miodem.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:06
          Z całego kraju kobiety chcące się wydoskonalić w rzemiośle czarowania winny według mniemania ludu wejść w sojusz z czarownicami z okolic Łysicy. Najbliższe z diabłem mają stosunki i od nich wyuczyć się różnych kawałków jak również otrzymać zioła do rozmaitych guseł.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:09
          Lud ze stron Świętokrzyskich utrzymuje, te czarownice gusłami mogą tak woźnice jak i konie omamić, iż jedni i drugie pod wpływem czarów nie potrafią przebyć jakiejkolwiek drogi. Wypadek taki przedstawia nam następujący krakowiak ludowy:
          Cy ja carowany, ey koniki moje,
          nie mogę przejechac - bez Ijagowskie pole.
          Cy ja carowany, cy wy cary macie,
          nie mogę przejechac, wy mnie wyganiacie.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:15
          Do rozmaitych guseł, czarownice używają podobnie jak owczarze rzeczy kościelnych, jak oto : frendzli od chorągwi, stuł, ręczników z ołtarzy, kawałków świec z kościoła lub też innych rzeczy np. widełek z nietoperza, ale takiego, którego o północy potrzeba zanieść do lasu i włożyć w mrowisko, a na drugi dzień z pozostałego szkieletu wydobyć widełka. Te bowiem przydatne są do wzniecenia w jakiejkolwiek osobie sympatyi i miłości, i noszą w ludowym języku miano c a r o w i d e ł e k, jak to okazuje niniejszy krakowiak:
          Nie caruj mię moja, bo cię będę bijś,
          będę ja ta tobie - cary przypominał.
          Nie caruj mię moja - tymis c a r o w i d e ł k i e m,
          bo cię będę bij - z konika siodełkiem.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:17
          Czarownice do swoich guseł używają rogów jelenia lub w ciasto, z którego ma się piec chleb, wsypują proszek z różnych trujących ziół utarty.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:21
          Guślarz w działaniu swym, korzystnie wyróżnia się od owczarzy i czarownic. Te ostatnie używają swej wiedzy do szkodzenia ludziom i dobytkowi, owczarz zaś leczy środkami empirycznemi wprawdzie nie zawsze pomocnemi (mimo że i on także choroby zażegnywa).
          lecz zwykle i nie szkodliwemi, guślarz wreszcie używa form zażegnywań i modlitw, posiadających moc szczególną zabezpieczającą od nieszcześć. Formułki zażegnywań i modlitwy są prawie zawsze w wierszach ustalone.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:26
          Jest mniemanie, te kto tajemnicę wróża lub wróżki stara się wybadać albo w praktyki ich n i e w i e r z y, i ich przepisów się n i e t r z, y m a, ten też od nich żadnej ulgi ani pomocy spodziewać się n i e może. l przeciwnie. Wiara zatem w ich nieomylność i biegłość jest dla pacy ta konieczna do odzyskania zdrowia i spełnienia życzeń; i dodać winniśmy, że wiara ta po wsiach (zwłaszcza odległych od miast) wielce jeszcze jest upowszechnioną. Wiara znów
          taka rodzi postanowienie dla korporacyi, a tej jest interesem, jak najusilniej poszanowanie to podtrzymać. Biada więc temu z ludu kto się z wróżów natrząsa lub szydzi, bo są przekonani, że taki wkrótce oniemieje (stanie się niemym); gdyby zaś żartów swych nie poprzestał, i co większa, wróżom nawet chciał szkodzić, to mu język uschnie.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:31
          Guślarze (wróże) pod żadnym pozorem nie wyjawili form zażegnywań, albowiem w takim wypadku utraciłyby one moc swoją. Sekreta swej wiedzy, do której nikt zachwianą wiarę przywiązują, przekazują w spuściźnie jednemu z swych synów, zwykle najstarszemu,
          jeżeli uznają go do piastowania tej godności za uzdolnionego j jeżeli na wybranym swym mogił polegać, te wielomówiące nie zdradzi powierzonych sobie tajemnic. W przeciwnym bowiem razie, gdyby syn najstarszy pozbawiony był wymaganych przymiotów, a tym sposobem nie rokował nadziei spełnienia w całej doniosłości, godności guślarskich, to władzę swoją; przelewają, na jednego z młodszych synów, który według ich sądu, do piastowania rzeczonej godności uznany zostanie za najgodniejszego. Guślarz przekazujący swą władzę
          wybranemu następcy, traci już tym sposobem swój charakter i schodzi do rzędu zwyczajnych ludzi.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:43
          Na ciemnotę ludu tutejszego i zabobony, bardzo tu oddziaływa rozpowszechnione po wsiach znachorstwo (tu: wróżbą, lub wróżbiarstwem zwane) - bo może nigdzie tyle niema rozmaitego rodzaju indywiduów, trudniących się wyzyskiwaniem ludu a szkodzących zdrowiu, co u nas. W naszej okolicy w każdej wsi dookoła, nie licząc już wędrownych, znaleść można jednego lub dwóch quasi Eskulapów stałych w rozmaitych gatunkach, jak: owczarzy, karczmarzy i karczmarki, felczerów ex-wojskowych niby, tytułujących się doktorami wojennemi, pułkowemi. Niektórzy z wyżej wymienionych używają wielkiej powagi u ludu wiejskiego; ci lecz
          najwięcej urokami, odczynami i gorzałką. Nie będę się tu rozpisywał szczegółowo nad
          następstwami stąd powstałymi i codziennie się powtarzającemi smutnymi wypadkami - dosyć tu jeden fakt przytoczyć. Do miejscowego lekarza z sąsiedniej wioski Staszyn przyjechał
          młynarz ze swym parobczakiem dwudziestoletnim, prosił o radę lekarską. Parobczak ów wstydząc się wyznać prawdę, oznajmił że jest chory na żołądek, a lekarz przepisał stosowne proszki. Pacjent wziąwszy receptę, poszedł z młynarzem do felczera, gdzie udało mu się pozostawić młynarza w izbie, a wyszedłszy z felczerem na podwórze wyznał mu ze ma rupturę. Pokazało się że młynarczyk poradził się wprzód w domu jakiegoś wędrownego znachora czy górala i który mu dla pozbycia się tego kalectwa kazał wbić gwóźdź w pachwinę co też uskutecznił i o mało tego życiem nie przypłacił.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 16:51
          Aby się zabezpieczyć przed bólem głowy, radzą guślarze koło północy na n o w i u miesiąca wyjść w pole, kłaniać się księżycowi i wypowiedzieć następujące słowa:
          Wita.j-ze, witaj-ze, miesiącu nowy,
          aby nas nie bolały brzuchy i głowy.
          Tobie ceść i koróna,
          a nam scęście i fortuna.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 17:00
          Majętny wieśniak spostrzega pewnego razu brak większej kwoty pieniężnej, którą ukrywał pod szafą z porady żony swej, którą zrazu podejrzewał o kradzież tych pieniędzy, udaje się do wróżki, która za stosownem wynagrodzeniem obwieszcza mu, że pieniądze skradł kawaler a nie żona, ale za 9 dni pieniądze się wywrzeszczą. Nabrawszy przekonania, że tym kawalerem musi być parobek jego Piotr Kapusta, lat kilkanaście wieku liczący, wymyślił plan kampanii. O północy udał się z żoną do stajni krowiej, i zawlekłszy tam Kapustę, związali mu ręce powrozem, powróz zakręcili kilkakrotnie kijem dla tem silniejszego okrępowania, następnie przewrócili parobczaka grzbietem do góry i obnażyli. Po taktem przygotowaniu rozpoczęła się właściwa inkwizycya od przypiekania podeszew dłoni i łydek ć w i e k i e m że ł a z n y m i umyślnie na ten cel rozgarzonym w garnku z węglami żarzącemi się, który ze sobą do stajni przynieśli. Gdy jednak, mimo kilkakrotnych wzywań. Kapusta do kradzieży się nie przyznawał i gdy następne smaganie grzbietu obnażonego również nie odniosło skutku pożądanego, wtedy
          dopóty przypalali mu ciało rozpalonym garnkiem żelaznym dopóki dręczony bólem do rzekomej winy się nie przyznał. Oprawcom zajęło teraz nieco czasu przeszukanie wskazanej przez Kapustę kryjówki pieniędzy nie znalazłszy, uważali za odpowiednie jąć się nowego sposobu męczarni. Poparzonego, pokłutego, zbitego rzucili na gnój w stajni końskiej, gdzie
          pozostał przez noc i dzień następny bez pokarmu, a nawet wody mu nie podano, którą jednak gospodyni miała w pogotowiu do cucenia nieszczęśliwej ofiary w razie omdlenia. Wreszcie dowiedziały się o wszystkiem władze bezpieczeństwa i pospieszyły z pomocą męczonemu. Kapustę odwieziono do szpitaJa, gdzie stwierdzono na jego ciele cały szereg uszkodzeń. Chory letał na oddziale prof. Obalińskiego i zaledwie po upływie 4 miesięcy odzyskał zdrowie. Po przeprowadzeniu rozprawy głównej sąd krajowy skazał obwinionych
          małżonków na rok, a względnie na półtora roku ciężkiego więzienia.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 17:06
          Do dnia trzeciego po chrzcinach dziecka, i po ocieleniu krowy, niczego z domu pożyczać nie należy ani ubogiemu dawać jałmużny a to w tym celu, aby czarownice krowom mleka nie zabierały.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 18:27
          Przez dwa dni zaraz pa Bożem Naradzeniu, jak również po wstępnej Środzie, nie należy prząść kądzieli, aby się konopie urodziły
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 18:29
          Aby się pszczoły dobrze hodowały należy wziąć motowidło nici na mszę pasterską a po powrocie do domu tymi nićmi opaść ule.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 18:31
          Jeśli wisielec odebrał sobie życie w domu, to nie należy go przez próg wynosić, ale wykapać dół pod progiem i tamtędy go wynieść.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 18:40
          Po guślarzach czyli wróżach, wielki wpływ pod względem moralnym na lud wywierają owczarze. Kiedy okaże się, że środki podawane przez guślarzy nie są uwieńczone oczekiwanym skutkiem, bądź to w różnego rodzaju dolegliwościach bądź w chorobach, -
          to w takim razie lud udaje się celem zasięgnięcia odpowiedniej rady. Do owczarzy, zwłaszcza takich, o których rozgłos daleko rozchodzi się po okolicy. Między pierwszymi a drugimi w postępowaniu i zastosowaniu środków dla osób radzących się, wielka zachodzi różnica.
          Guślarze, są to po większej części ludzie chcący w swojem przekonaniu każdemu dopomóc, przyjść z dobrą radą a nikomu szkodzić nie mają zamiaru. Całą moc swej działalności zakładają w formach zażegnywania, w których wiele pierwiastków pogańskich miesza się
          z pojęciami chrześcijańskiemi lub też w modlitwach szczególniejszego rodzaju, gdzie trudno często sensu i przewodniej myśli dopatrywać. Charakter guślarzy jest w ogóle łagodny są oni pobożni acz powierzchownie tylko, nie zaś w istocie; wszelkie przecież praktyki religijne i sumienności wypełniają głównemi ich wadami są wyzysk z zabobonu i pijaństwo. Guślarze prócz tego, jakto w tej nadmienili, są przestnegaczami wszelkich zwyczajów i opowiadaczami dawnych podań, legend, które młodszym pokoleniom przy zdarzonej sposobności, nie omieszkuja w umysł wdrażać.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 18:44
          Owczarze posługują się także formami zażegnywania w celu oddalenia burz, zawieji śnieżnych, wichrów, piorunów; deszczu, wścieklizny od zwierząt, jak również w celu wytępienia robaków, które się zalęgły w ranach zwierząt domowych. Charakterystyczne cechy
          ich zażegnywania są, te same co i u guślarzy, jak to okaże np. formuła mająca posiadać moc zniweczenia wścieklizny:
          Szła matuchna górną drogą,
          spotkał ci ją sam Pon Jezus:
          - Gdzie to idzies, matuchno moja?
          Idę-ci jo zażegnywać od tej wściekłej bostyje.
          - Idź-ze, idź matuchno moja,
          zazegnaj-ze Boską mocą
          i Twoją matuchno dopomocą.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 19:15
          Chorobę zwaną kołtunem, dość często pojawiającą się żaden lekarz krom samego owczarza, według twierdzenia ludu, nie potrafi uleczyć. Toż samo mniemanie rozciągają do suchot, paraliżu i artretyzmu. Choroby te, podług zdania owczarzy, pochodzą z podłożenia albo zadania
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 19:17
          P o d ł o ż e n i e polega na tem, że z chorej osoby zebrane w ł o s y, okręcone w szmatę, kładzie się pod próg domu. Kto z domowników próg ten przestąpi dotknięty zostanie chorobą
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 19:19
          Zadanie zaś odbywa się w ten sposób, że w napoje lub potrawy wsypuje się proszek miałko utarty z rozmaitych ziół zawierających w sobie truciznę - i te podaje się do użycia tym osobom, którym zamierza się szkodzić, a skutek w tym razie nigdy, jak: mniemają nie zawiedzie.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.15, 19:22
          Choroby można p o d ł o ż y ć lub z a d a ć na czas ograniczony tj. na kilka lat, albo też na zawsze; a wtedy żadna siła ludzka nie jest w możności przynieść ulgę cierpiącemu, i ten
          musi umrzeć na chorobę, jaką, mu owczarz podłożył lub zadał. Owczarze już to sami bezpośrednio, już przez inne osoby dobrze w tym względzie poinformowane, mogą, podkładać lub zadawać choroby.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 20:57
          Używają, także do owych praktyk (w razie chęci szkodzenia) trupów, ale tylko żydowskich, po które udają się na cmentarz o północy. Z katolickich zaś ciał zmarłych używają tylko wisielców
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 13:46
            Znana‎ ‎wszystkim‎ ‎gniado‎ ‎-‎ ‎złota, Maść‎ ‎rumaka.‎ ‎Pod‎ ‎sam‎ ‎próg On‎ ‎dobieżał‎ ‎—‎ ‎przyniósł‎ ‎pana I‎ ‎zmęczony‎ ‎padł‎ ‎bez‎ ‎sił. Chociaż‎ ‎czaszka‎ ‎roztrzaskana, Jeździec‎ ‎słowu‎ ‎wierny‎ ‎był, W‎ ‎poplamionej‎ ‎krwią‎ ‎odzieży, Na‎ ‎weselny‎ ‎przybył‎ ‎dzień, I‎ ‎pod‎ ‎progiem‎ ‎martwy‎ ‎leży. Już‎ ‎go‎ ‎śmierci‎ ‎przykrył‎ ‎cień! Już‎ ‎nie‎ ‎siędzie‎ ‎na‎ ‎rumaka, Nie‎ ‎przebieży‎ ‎pól‎ ‎i‎ ‎gór! Żeby‎ ‎śpieszyć‎ ‎lotem‎ ‎ptaka, Do‎ ‎Królowej‎ ‎Gruzyi‎ ‎cór! XV. Pod‎ ‎zaciszny‎ ‎dach‎ ‎Gudali Dopust‎ ‎Boży‎ ‎spadł‎ ‎jak‎ ‎grom. Ł^a‎ ‎źrenice‎ ‎męzkie‎ ‎pali, Grobem‎ ‎dziś‎ ‎weselny‎ ‎dom. Płacze‎ ‎Tamar‎ ‎w‎ ‎nocnej‎ ‎ciszy, Z‎ ‎piersi‎ ‎biegnie‎ ‎żalu‎ ‎jęk. A‎ ‎wtem,‎ ‎nagle‎ ‎—‎ ‎śni‎ ‎—‎ ‎czy‎ ‎słyszy? Głos,‎ ‎co‎ ‎w‎ ‎sercu‎ ‎wzbudza‎ ‎lęk! f—‎ ‎«Nie‎ ‎płacz‎ ‎dziecino,‎ ‎nie‎ ‎płacz‎ ‎daremnie, Twe‎ ‎łzy‎ ‎nie‎ ‎wzbudzą‎ ‎już‎ ‎życia‎ ‎w‎ ‎nim,
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 13:55
            Tam‎ ‎okrążony‎ ‎drzew‎ ‎pierścieniem W‎ ‎cieniu‎ ‎olbrzymich‎ ‎groźnych‎ ‎skał, W‎ ‎środku‎ ‎doliny,‎ ‎nad‎ ‎strumieniem, Ów‎ ‎średniowieczny‎ ‎klasztor‎ ‎stał. Tam‎ ‎smutny‎ ‎cyprys,‎ ‎cedr‎ ‎wiekowy Konary‎ ‎swemi‎ ‎kryją‎ ‎rząd Krzyży‎ ‎cmentarnych.‎ ‎Chłód‎ ‎grobowy I‎ ‎cisza‎ ‎śmierci‎ ‎wieje‎ ‎ztąd, Tam‎ ‎ptasząt‎ ‎chóry‎ ‎wśród‎ ‎gęstwiny, Tam‎ ‎strumień‎ ‎górski‎ ‎wartko‎ ‎mknie, Tam‎ ‎skał‎ ‎odłamy,‎ ‎jak‎ ‎olbrzymy, W‎ ‎toń‎ ‎kryształową‎ ‎patrzą‎ ‎się. Gdy‎ ‎noc‎ ‎pokryje‎ ‎gór‎ ‎urwiska, Księżyc‎ ‎roztoczy‎ ‎blaski‎ ‎swe: Jedyne‎ ‎okno‎ ‎światłem‎ ‎błyska Tamara‎ ‎korne‎ ‎modły‎ ‎śle. IV. Tam‎ ‎niebotycznych‎ ‎grzbietów‎ ‎szczyty, Słońce‎ ‎okrasza‎ ‎w‎ ‎blaski‎ ‎swe, Tam‎ ‎z‎ ‎minaretu,‎ ‎pod‎ ‎błękity Muezzin‎ ‎słowa‎ ‎swoje‎ ‎śle. Tam‎ ‎z‎ ‎monasteru‎ ‎starej‎ ‎wieży, Do‎ ‎stóp‎ ‎Chrystusa‎ ‎wzywa‎ ‎dzwon, Po‎ ‎rannej‎ ‎rosie‎ ‎wtedy‎ ‎bieży, Za‎ ‎serce‎ ‎chwyta‎ ‎jego‎ ‎ton!
            Demon.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:24
            Choć‎ ‎tyś‎ ‎Aniołem,‎ ‎ja‎ ‎Szatanem,‎ ‎. Spytaj,‎ ‎którego‎ ‎woli‎ ‎z‎ ‎nas? Ona‎ ‎już‎ ‎moja!‎ ‎na‎ ‎jej‎ ‎duszę Jam‎ ‎już‎ ‎położył‎ ‎piętna‎ ‎ślad! Jam‎ ‎ją‎ ‎pokochał‎ ‎—‎ ‎więc-mieć‎ ‎muszę‎ ‎— Choćbym‎ ‎miał‎ ‎zburzyć‎ ‎cały‎ ‎świat! Spytaj‎ ‎jej—kogo‎ ‎pieśnią‎ ‎wzywa? Za‎ ‎kim‎ ‎z‎ ‎tęsknoty‎ ‎roni‎ ‎łzy? Spytaj‎ ‎—‎ ‎z‎ ‎kim‎ ‎będzie‎ ‎dziś‎ ‎szczęśliwa? Lecz‎ ‎Sędzią‎ ‎naszym,‎ ‎toś‎ ‎nie‎ ‎ty! Niema‎ ‎dla‎ ‎ciebie‎ ‎nic‎ ‎w‎ ‎jej‎ ‎duszy, Dziś‎ ‎niczem‎ ‎jej‎ ‎opieką‎ ‎twa. Serca‎ ‎modlitwa‎ ‎już‎ ‎nie‎ ‎wzruszy, Bo‎ ‎ja‎ ‎tu‎ ‎panem‎ ‎—‎ ‎bo‎ ‎kocham‎ ‎ja! I‎ ‎smutno‎ ‎spojrzał‎ ‎na‎ ‎Tamarę Milczący‎ ‎Anioł‎ ‎—‎ ‎tłumiąc‎ ‎żal‎ ‎— Goryczy‎ ‎pełną‎ ‎uniósł‎ ‎czarę‎ ‎— I‎ ‎wśród‎ ‎eteru‎ ‎skrył‎ ‎się‎ ‎fal! X. Tamara. Ktoś‎ ‎ty?‎ ‎Przestrasza‎ ‎mnie‎ ‎twa‎ ‎mowa, Piekło‎ ‎Cię‎ ‎zsyła‎ ‎czy‎ ‎też‎ ‎raj, Co‎ ‎chcesz‎ ‎odemnie? Demon. Tyś‎ ‎Królowa,
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:32
            Co‎ ‎znaczą‎ ‎życia‎ ‎wszystkie‎ ‎troski? Nawet‎ ‎najgorszy‎ ‎grzech‎ ‎lub‎ ‎błąd‎ ‎? Gdy‎ ‎ostateczny‎ ‎wyrok‎ ‎Boski, Do‎ ‎wrót‎ ‎wieczności‎ ‎wezwie‎ ‎ztąd! Mój‎ ‎smutek‎ ‎wielki,‎ ‎niezmierzony, Zemną,‎ ‎przez‎ ‎wieczność‎ ‎całą‎ ‎trwa, W‎ ‎mą‎ ‎istność‎ ‎straszną‎ ‎on‎ ‎wcielony, A‎ ‎nieśmiertelny‎ ‎jako‎ ‎ja! On‎ ‎zimne‎ ‎serce‎ ‎pali‎ ‎moje, On‎ ‎myśl‎ ‎przygniata‎ ‎jako‎ ‎głaz,‎ ‎— Straconych‎ ‎marzeń,‎ ‎pragnień‎ ‎roje, I‎ ‎niepowrotny‎ ‎szczęścia‎ ‎czas! T‎ ‎amara. Zamilcz‎ ‎—‎ ‎litości.‎ ‎—‎ ‎co‎ ‎ja‎ ‎zrobię? Nie‎ ‎skarż‎ ‎się‎ ‎proszę‎ ‎—‎ ‎porzuć‎ ‎mnie‎ ‎— Zgrzeszyłeś! Demon. Lecz‎ ‎nie‎ ‎przeciw‎ ‎tobie! Tamara. —-‎ ‎Ludzie‎ ‎nas‎ ‎słyszą‎ ‎— Demon. -—‎ ‎Nie‎ ‎bój‎ ‎się!
            Tamara.
            A‎ ‎Bóg?
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:40
            I‎ ‎wzrok‎ ‎potężny‎ ‎wpił‎ ‎w‎ ‎jej‎ ‎oczy, Przyspieszał‎ ‎w‎ ‎żyłach‎ ‎tętno‎ ‎krwi, Poił‎ ‎się‎ ‎wonią‎ ‎jej‎ ‎warkoczy, Urzeczywistniał‎ ‎grzeszne‎ ‎sny. Pod‎ ‎czarem‎ ‎władzy‎ ‎niepojętej W‎ ‎sercu‎ ‎Tamary‎ ‎burza‎ ‎wre. Zatryumfował‎ ‎duch‎ ‎wyklęty, Miłością‎ ‎ziemską‎ ‎poił‎ ‎się! A‎ ‎jad‎ ‎śmiertelny‎ ‎tej‎ ‎pieszczoty W‎ ‎łono‎ ‎Tamary‎ ‎ogniem‎ ‎wnikł.... I‎ ‎nocnej‎ ‎ciszy‎ ‎spokój‎ ‎złoty, Rozpaczy‎ ‎strasznej‎ ‎rozdarł‎ ‎krzyk! Wszystko‎ ‎w‎ ‎nim‎ ‎było:‎ ‎ból‎ ‎—‎ ‎konanie Wymówka,‎ ‎miłość‎ ‎—‎ ‎rozkosz‎ ‎—‎ ‎łzy I‎ ‎ostateczne‎ ‎pożegnanie: Nieba‎ ‎—‎ ‎nadziei‎ ‎—‎ ‎wiary‎ ‎—‎ ‎czci!‎ ‎— XII. Sługa‎ ‎klasztorny,‎ ‎co‎ ‎w‎ ‎tej‎ ‎porze Obchodził‎ ‎mury.‎ ‎strzegąc‎ ‎bram Zanim‎ ‎zaświeci‎ ‎jasne‎ ‎zorze, Nad‎ ‎snem‎ ‎zakonnic‎ ‎czuwał‎ ‎sam. Około‎ ‎celi‎ ‎on‎ ‎Tamary Przechodząc,‎ ‎ucho‎ ‎zwraca‎ ‎swe,... Czy‎ ‎sen‎ ‎to‎ ‎dziwny‎ ‎—‎ ‎czyli‎ ‎czary‎ ‎? Rozmowa‎ ‎—‎ ‎szepty‎ ‎—‎ ‎dziwi‎ ‎się— I‎ ‎zdaje‎ ‎mu‎ ‎się,‎ ‎w‎ ‎nocnej‎ ‎ciszy Ztąd‎ ‎pocałunków‎ ‎płynie‎ ‎głos...
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 18:49
            https://media.tenor.com/UrgclUKRT7AAAAAM/scary-ghost.gif
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:15
            W dawnym języku polskim słowo „wiła” oznaczało osobę szaloną, co jest widoczne między innymi w „Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią”. Według Aleksandra Brucknera mogło to wynikać z wiary w popadanie w szaleństwo ludzi, którzy ujrzeli te istoty: w niektórych językach słowo „wiła” zaczęło oznaczać demona, w innych - jego ofiarę. Być może stąd wywodzi się dzisiejsze „szaławiła” (lekkoduch).
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:27
            Miawka, majka, mauka, mawka, nawka, nejka, niauka, niawka, śpiewnica, tanecznica, wyniwka – słowiański i łemkowski demon polny, odpowiedniczka rusałki przedstawiana w postaci uroczej, młodej kobiety, niebezpiecznej dla ludzi, wabiącej przechodniów w ustronne miejsca, by załaskotać ich na śmierć.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:34
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0d/Ivan_Bilibin_106.gif
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:43
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/06/Lutki_w_l%C4%9Bkowanskim_a_pow%C4%9Bs%C4%87owym_parku%2C_Borkowy_%28B%C5%82%C3%B3ta%29.JPG/500px-Lutki_w_l%C4%9Bkowanskim_a_pow%C4%9Bs%C4%87owym_parku%2C_Borkowy_%28B%C5%82%C3%B3ta%29.JPG
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 19:51
            Gumiennik lub owinnik – w wierzeniach słowiańskich demon zamieszkujący gumno i opiekujący się składowanym w nim zbożem. Miał wygląd małego dziadka z długimi włosami, brodą i wąsami. Umiał szczekać jak pies i zamieniać się w kota.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 20:00
            Rozgrzebywała groby i rozrzucała kości, najczęściej tych, którzy zmarli nagłą śmiercią. Napotkanych ludzi łapała i próbowała zaciągnąć w mogiły. Ubrana była w długą, czarną suknię. Miała połyskujące, białe zęby. Uzbrojona była w długie pazury.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 20:08
            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1d/Zbruch_Triglav.PNG
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.09.25, 20:19
            Ze Zgorzelca pochodzi legenda o Żmiju pieniężnym, który miał opiekować się skrzynką z pieniędzmi stojącą na schodach kościoła św. Piotra.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 20:59
          W miesiącu styczniu, roku 1874, we wsi Masłowie, powiesił się chłop, którego życie nacechowane było różnego rodzaju występkami, a szczególniej pijaństwem. Zwłoki nieboszczyka pochowano na ustroniu od wsi. Otóż w kilka miesięcy, gdym razu jednego udał się z nabożeństwem do tej wsi, oznajmili mi ludzie tamtejsi, że grób wisielca jest próżny, są ślady rozkopanej ziemi, i że zwłoki nieboszczyka nie kto inny wydobył, tylko owczarze.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:02
          W stronach Świętokrzyskich gór koło Łagowa, był owczarz, który, jak nas zapewniał jeden z kapłanów tamtejszych, zawezwany do wyleczenia kobiety złożonej cięzką, niemocą, za pierwszy warunek podał jej, aby księdza w chorobie nie wzywała, bo tym sposobem lekarstwa jego (owczarza) skutkować nie będą.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:05
            Owczarze dopuszczają, się świętokradztwa i inne osoby do praktykowania podobnego występku namawiają a to w tym celu, aby gusła proponowane przez siebie, należnym skutkiem uwieńczone zostały.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:07
            I tak aby p s z c z o ł y nie spadły z ula t potrzeba iść do spowiedzi, przystąpić do komunii świętej, komunikanta nie połykać ale go wyjąć z ust, a za przybyciem do domu, włożyć do ula.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:09
            To samo powinien uczynić strzelec tj. odbyć spowiedź i zachować komunikant, do którego po przybyciu do domu winien strzelić a po dopełnieniu tego czynu może być pewnym,
            że dobrym jego polowanie będzie uwieńczone skutkiem i torbę myśliwską napełni różnego rodzaju zwierzyną.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:11
            Szynkarz chcący mieć odbyt (dzisiaj zbyt) na wódkę, - powinien strzęp z odzieży wisielca włożyć do beczki, w której się okowita lub wódka znajduje.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:12
            Człowiek bojaźliwy, aby się stał o d w a ż n y m, powinien z ą b z m a r ł e g o nosić przy sobie.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:27
            Aby się p o m ś c i ć na nieprzyjacielu, potrzeba złapać raka, włożyć go do flaszy napełnionej wodą, moczyć przez d z i e w i ę ć dni, następnie utłuc na proszek, zmieszać z tabaką i dać
            zażyć osobie nam nieprzychylnej , a ta z pewnością dostanie c h o r o b y raka w twarzy.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:29
            Chcąc obudzić szalone p r z y w i ą z a n i e jakiej osoby do siebie, powinien ów człowiek pot z ciała swego zebrać i takowy w ośródce chleba podać tej osobie do zjedzenia.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:36
            Ksiądz jeden ze wsi z okolic Miechowa, opowiadał że gdy objął wikariat otrzymał mieszkanie w domu, o którym mówiono, że w nim coś pokutuje. Istotnie też, gdy wieczorem siedząc przy stoliku, zajmował się ułożeniem kazania które nazajutrz miał wygłosić, a słyszał jak na polu bił deszcz ulewny, usłyszał iż ktoś do jego izby drzwi ze sieni otwiera - lubo drzwi główne były zamknięte. Obejrzawszy się, ujrzał osobę (zdało mu się niewiastę wiejską) całą w bieli lecz nie zmoczoną (gdyż zapewne, jak sądził, wierzchnie okrycie pozostawiła w sieni) j zapytał: czego żąda? - Na to odpowiedziała że: prosi o klucz od strychu; poszła też zaraz do kominka na którym klucz ten leżał, wzięła go i wyszła. Ksiądz będąc nowotnym, myślał że to jest jedna ze służących na plebanii, potrzebująca ponieść lub zabrać coś ze strychu. Po niejakim czasie, usłyszał jak (w czasie ulewy) na strychu coś przebiegało z jednego końca na drugi z największym trzaskiem i łoskotem. Nie przypuszczając aby hałasy te robiła owa niewiasta, lecz sądził, że jest tam wielu ludzi! chciał się osobiście o tem przekonać i dowiedzieć po
            co tam przyszli. Jakie było jego zdziwienie, gdy wyszedłszy do sieni, zobaczył iż do drzwi na strych wiodących które były wysoko w ścianie umieszczone, żadnej nie przystawiono drabinki ani schodków, drzwi zaś główne (na pole) były zamknięte tak, jak je sam wprzódy na skobel zamknął z wewnątrz. Wrócił więc do izby, i nie mogąc sobie z tego zdać sprawy, słyszał jak hałasy te i rumotania trwały prawie przez noc całą to jest tak długo, dopóki deszcz nie ustał.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:39
            Tenże ksiądz utrzymywał, iź gdy raz siedział w wielkiem krześle, uczuł ze c o ś za nim krzesło to podniosło razem z nim do góry, i nagle spuściło. Gdy się obejrzał, nic nie widział, tylko
            słyszał jakoby szum lekki w i a t r u, w przyległym zaś pokoju (gdzie nie było nikogo) jakoby kwilenie dziecka.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:40
            Raz znów gdy położywszy się spać, zgasił świecę t czuł jakby stukanie i lekkie poruszenie dywana zawieszonego nad łóżkiem; i gdy zapalił świecę dywan spadł
            nagle na niego lecz kołki, na których wisiał nie były wyjęte ze ściany.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:42
            Inni opowiadali, że bardzo często, w chwili gdy kto umierał, spadał z ostatnim tchem człowieka i obraz nad jego łóżkiem zawieszony (lub w pobliżu będący) a gwóźdź był nienaruszony .
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:46
            Utrzymują guślarze, że przed pojawieniem się cholery ukazują się widma, które ostrzegają ludzi o zbliżyć się mającej klęsce. l tak:
            *W r. 1873 we wsi M a s ł o w i e przed epidemiją, chodził człowiek po polach i wygrywał posępnie na trąbce;
            *W Chwałowicach po przyległych górach wałęsał się wielkiej postawy chłop okryty płachtą i wybierał smutne tony na skrzypcach, przejmujące do żywego kaid ego człowieka.
            *W Kostomłotach głuche, podziemne jęki rozlegały się i od czasu do czasu dał się słyszeć
            grobowy głos: "Biada wsi"
            *W Niewachlowie nocną porą biegało płaczące dziecię od domu do domu i pukało do drzwi.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:48
            Chcąc położyć kres we wsi szerzeniu się cholery, potrzeba jednego z umarłych cholerycznych w stojącej postawie pochować.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:52
            Jeżeli umarły straszy po śmierci i duch jego ukazuje się w domu, w takim razie osoba najbliższa z krewnych nieboszczyka, powinna udać się z grabarzem na cmentarz, wyszukać grób w którym złożono na wieczny spoczynek zwłoki nieboszczyka, obejrzyć dobrze.
            mogiłę czyli nie znajdzie się na niej jaki twór lub szparka a jeśli tak, to szparkę tę należy zasypać makiem a tym sposobem położy się koniec wszelakim strachom. Duch bowiem, aby się wydostał przez otworek, zmuszony będzie pozbierać ziarnka maku; praca tego rodzaju zabawi go do północy, t. j. do czasu, w którym kury pieją a duchy wracają według wiary gminu.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 21:55
            Chcący się zabezpieczyć przed Strzygą tj. duchem nieboszczyka, który chodzi po śmierci i straszy należy iść na cmentarz, odkopać grób, uciąć nieboszczykowi temu głowę, pod
            język włożyć piątkę srebrną i kawałek k r z e m i e n i a a następnie głowę położyć między nogami.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 22:01
            Rozterka między miesiącami: lutym, marcem i majem.

            Miesiąc m a r z e c prosił do siebie lu t e g o na obiad. L u t y mówi do m aj a: "w jaki sposób pojadę?" :M a j powiada: Zjedź na wozie, weź z sobą sanie, czółno i kota". I tak l u t y jedzie na wozie. M a r z e c się dowiedział i jak zaczął śniegiem dąć l u t y składa sanie, jedzie. M a r z e c gdy to zobaczył, zaczął bić deszczem, aż woda wylała. Luty wsiada w łódź - jedzie - przyjechał na podwórze. M a r z e c to zobaczył i wypuścił psa, żeby l u t e g o pokąsał. L u t y puścił kota; pies za kotem. L u t y wpadł do domu m a r c a; dopiero m a r z e c mścił się na maju za tę doradę. "Czekaj maju" powiada marzec, zapalę ci liście na gaju." nie czekaj głupi marca, nic mi nie zrobisz, bo jak ja wyjdę z ciepłemi zorzami będziesz uciekał przede mną cieniami. Tylko marzec z kwietniem dobrze żyją, bo jak marzec chciał chłopa a brakło
            mu swoich dni, to k w i e c i e ń mu pożyczył dnia jednego.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 22:04
            Inna, wersyja wspomina, że kiedy luty był zakłopotany, jak się wybrać do marca, spotkał
            go starzec i ten poradził mu, aby w podróż zaopatrzył się w wóz, sanie i czółno. Rozgniewany marzec za radę po czasy obecne mszcząc się na starcach, kiedy jego pora, panowania nastaje, zabija wielką, po świecie ilość starców.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 22:19
            Zakład chłopa z mrozem.

            Założył się chłop z mrozem. Mróz powiedział do chłopa, że go umrozi. Chłop powiedział, że nie, i to się miało stać w dwudziestu czterech godzinach. Chłop się dobrze ubrał i stał na mrozie. Mróz wszystkie siły wysadzał, chłopu bardzo nogi zmarzły w butach; nie mógł wytrzymać, zdjął buty, postawił nogi na mrozie. Mróz leci i pyta się chłopa: na co (dlaczego) zdjął buty? Chłop powiada: "bardzo mi się nogi zapociły w butach. I przestał mróz już mrozić,
            bo przegrał, bo go chłop sztuką, zarwał.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 22:24
            Mróz, słońce i wiatr

            Zbiegli się na jedno miejsce w polu, gdzie spotkali dziewkę: mróz, słońce i wiatr. Zapytywali się po kolei dziewki, kto z ni jest najładniejszy. Dziewka powiedziała, to wiatr najładniejszy. Mróz się gniewał, i rzekł do dziewki: ja cię przemrożę. Wiatr odpowiedział: nie bój się dzieweczko, ja tam będę. Słońce powiada: ja cię spalę. Wiatr powiada: nie bój się dzieweczko, bo ja tam będę. Mróz bez wiatru nie umrozi; słońce nie spali, kiedy jest wiatr.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 22:30
            O gradzie

            W pewnej wsi, za dawnych bardzo czasów, żył chłopek poczciwy, podczas gdy wszyscy inni byli bardzo złymi i bezbożnymi. Do kościoła nie chodzywali i spędzali czas tylko na pijatykach i bójkach. Poczciwy ten chłopek zawsze sam chodził do kościoła i prosił Boga, aby się jego sąsiedzi poprawili. Koło kościoła był ogromny staw, który latem i zimą był zamarznięty. Raz w niedzielę szedł sobie nasz chłopek, jak to zwykle czynił z do domu, z kościoła i widzi,
            że wielu ludzi rąbią lód na stawie - a każdy wyrąbany kawałek lodu unosi się ku niebu. Zdziwiony tą pracą, pyta się rabiących: co to ma znaczyć? Oni mu mówią: że ten lód będzie spadał na ziemię, i zboża złych, bezbożnych ludzi wytłucze. On zaś, jeśli tego nieszczęścia chce uniknąć, niech zakopie na rogach swego pola ewangelije, a grad jego pole ominie, tylko niech tej tajemnicy nikomu nie wyjawi. Ludzie ci znikli, a nasz chłopek zrobił jak mu
            przykazano, jednemu tylko dziedzicowi swemu, wydał ten sekret, bo mu się go żal zrobiło, aby szkody w swem polu nie poniósł. Na drugi dzień spadł ogromny grad i wytłukł w polu zboże wszystkich cbłopów - tylko tego pobożnego chłopka i dziedzica pole wolne było od gradu. Od tego czasu grad spada na ziemię, a tylko ci, którzy zakopują ewangelije są wolni od tej klęski.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 22:39
            Niejaki chłop miał się biedno i poszedl do lasa i myśli bez drogę, gdzieby pieniędzy pożyczyć. Wychodzi starzec i pokazał mu dużo pieniędzy. Ten strzelec - a był to sam djabeł, zgodził się dostawiać chłopu przez lat dziesięć po 100 rubli rocznie. Chłop obiecał mu po dziesięciu latach oddać głowę. Skończywszy się lat dziesięć, djabeł przychodzi po głowę. Chłop mu daje głowę kapusty; djabeł powiada: daj swoją głowę. Chłop powiada; idź do karczmy, skuś dwóch chłopów niech się biją; słuchaj, co będą mówić. Jak jeden drugiemu będzie przymierzał
            pięści i jak powie, że cię rznę w głowę - to ja ci dam swoją głowę a jak powie: ja cię rżnę w łeb toś przepadł. Więc tak się też stało. Chłop dał djabłu głowę kapusty, a djabeł ze złości
            wyrwał mu wszystką, kapustę i pokładł na kupę i przystąpić nikomu do niej nie dał aż zgniła
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 23:00
            Służba żołnierza przez siedem lat u djabła.

            Służył jeden żołnierz w wojsku 25 lat, a po skończonej służbie puszczony został do domu. Martwił się, gdzie się ma obrócić, co nie miał ni ojca l ni matki" ni żony, ni siostry, ni żadnej rodziny i mówi do siebie: żeby mi się trafiło choć do d j a b ł a, tobym poszedł służyć. A wtem pan jakiś idzie i mówi do niego: a możebyś ty poszedł do mnie służyć? A on odpowiada: no mogę iść służyć. Bierze go ów pan, wiezie aż do piekła, ażeby mu się podpisał na tę służbę
            swoją krwią. A on na tę służbę się podpisuje i umowę tak robią z sobą: żeby przez siedem lat ani nie umywał się, ani nie obłóczył, ani pazurów nie obrzynał, ani nosa nie ucierał, ani brody
            nie golił. Dał mu pan ściereczkę i mówił mu: że z tej ściereczki co będziesz chciał to będziesz miał - pieniądze i złoto. Przyszedszy on żołnierz z onego lasa, szed precz i trafił do jednej karczmy, która stała na trakcie. Do arendarza onej karczmy powiada: tak nakupmy różnych trunków, owsa, siana i przedajmy z tego to, czego z przejeżdżających kto żądać będzie. Za to, co sprzedawać będziemy, nie żądajmy pieniędzy, tylko jeno słowa: Bóg zapłać. Ów arendarz oddał mu osobną stancyją, a on przyjął kucharza i lokaja, żeby mu usługowali i nic nie robił, jeno w łóżku leżał a co mu brakowało, to tylko zatrząsł ową ściereczją i zaraz wszystko mieli i pieniądze i złoto i co trza im było. Przejeżdżali rozmaitego stanu osoby, kupowali owies, kupowali siano, pili trunki. Co kto chciał zapłacić, to arendarz nie chciał nic przyjąć, tylko dobre słowo. On żołnierz leżał przez te siedem lat! Ani się nie umywał, ani czesał, pazurów nie obrzynał i wytrwał w onej djabelskiej służbie. Tak po tych latach jeździli od jednego króla tacy rycerze, którzy szukali, eliby się taki nie nalaz, kto by im dał trzy cetnary złota. Przyjechali do tej karczmy, wypili wódki, owsa dla koni nabrali i pytają się arendarza: co się za to należy. A ów arendarz odpowiada: jest tu taki już siedem lat, co na to wszystko nakłada. Wtedy jeden najstarszy rycerz poszedł do niego. Wchodzi - zobaczył go i w tył się cofnął od niego. Ale przypomniawszy sobie, co mu król powiedział na wyjezdnem, że czyby to był dziad, czy żyd, czyby drab a, który mnich dałby trzy cetnary złota, to za tego córkę by swoją dał i pół królestwa, bo owemu królowi duchem potrzeba było tych trzech cetnarów, bo drugi król wypowiedział mu wojnę. On żołnierz zdjął z siebie portret i oddał owemu najstarszemu rycerzowi aby pokazał królowi i królewnie: czy się zgodzą na takiego zięcia. Król miał trzy córki - skoro mu portret owego żołnierza przywieźli ci wysłani rycerze, to go król pokazał każdej z osobna córce i pytał się jej, czy pójdzie za niego. Pierwsza mówi: że woli za śmierć iść jak za tego noska. Druga tak samo odpowiedziała. Trzecia mówi: ja pójdę za niego; łatwiej mi jednej zginąć, jak ojcu zginąć z żołnierzami i królestwem. Przyjechali ci rycerze po to złoto do owego żołnierza. On zatrząsł ściereczką i już jest złoto dla nich. Pożegnał się z arendadarzem i poszedł do tego pana, któremu tak wiernie służył. Panisko zaprowadziło go do piekła i oddało mu jego zapiskę i powiedziało: trza mu za to posłużyć, bo nam wiernie służył. Wtem się djabli zlecieli i z niego brzydotę oczyścili i stał się taki młody, jakby miał 18 lat. Poszedł do miasta, kupił konie, powóz i jedzie do swojej panny i napisał list do niej, aby wyjechała, bo on jedzie. I wyjechała ku niemu z całą paradą. A siostry jej wylazły na trzecie piętro przyglądać się jak to n o s e k wyglądać będzie. Jak zoczyły, że to taki galanty młodzieniec - to z żalu aż z trzeciego piętra poskakiwały i pozabijały się. Wtedy pan jego (djabeł), co on żołnierz mu przez siedem lat służył wiernie leci i mówi: - Jak się masz bracie. Ty masz jedną a ja dwie panny.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 11:32
            Cudowna kieszeń i torba

            Żołnierz 25 lat w wojsku wysłużywszy, wychodził do domu i król dał mu na podróż trzy grosze. Wziął te pieniądze i idzie do domu. Przychodzi pod las, siedzą dwóch dziadków. Nadchodzi nad nich, proszą, go o opatrzność, a on im powiada: służyłem 25 lat w wojsku, król mi na drogę dał trzy grosze pieniędzy, ale dam wam jeden grosz, a sobie zostawię dwa. I dał owym dziadkom grosz i poszedł dalej drogą. Zachodzi wśród lasa, spotyka dziadków, proszą, go o opatrzność a on odpowiada: służyłem w wojsku 25 lat - dał mi król na drogę
            trzy grosze, dałem już grosz, a mam dwa, dam wam jeden, a sobie zostawię jeden u i tak zrobił. Dał im grosz, a sobie zostawił jeden i poszedł dalej lasem. Wychodzi z lasa na kraj (brzeg lasu), spotyka dwóch dziadków, proszą go o opatrzność. On powiada: służyłem królowi 25 lat w wojsku, dał mi król na drogę trzy grosze pieniędzy. Rozdałem ubogim dwa, dam wam i ten ostatni. Owi dziadkowie jak wzięli te trzy grosze od niego, mówią do siebie: trza wynagrodzić owemu żołnierzowi za to. Pytają, tedy żołnierza: co chce za tę jałmużnę? A on odpowiada: Ja nic nie chcę za to, tylko żebyście mi dali d w i e k i e s z e n i e: jedną, kieszeń, żeby była z tabaką i nigdy z niej nie ubywało, abym zawsze z niej zażywał, a drugą z p i e n i ę d z m i, żeby z niej nigdy nie ubywało, abym używał. Dawszy mu owi dziadkowie tak, jak im mówił, pożegnali go. Na odchodnem prosił ich jeszcze o taką torbę aby każdy kto mu będzie mówił na przekorę, na zawołanie: Marsz do torby! zaraz wlazł do tej torby! I dali mu taką, torbę. Tak więc żołnierz, poszedł w świat i zaszedł pod jedno miasto. Idzie pan na spacer, a on pyta się pana tego: "gdzie tu w mieście traktyjernia? A pan mu na to: tyś tam potrzebny jak dziura w moście. Zagniewał się i powiedział panu: Marsz do torby! I panisko jak niepyszne wlazło do torby. Dalej w drodze napotkał drugiego pana i spytał go, gdzie
            jest traktyjernia a ten pan powiada mu: tobie tam łajdaka do do traktyjernie. On rozgniewał się gorzej na niego i mówi: marsz do torby łajdaku! Wszedłszy do miasta napotkał jakiegoś chłopca i zapytał go o traktyjeryję. Chłopiec wskazał mu ją, on wyjął sześć dukatów z kieszeni i dał chłopcu za to. W chodzi do traktyiernie, woła o posiłek jaki. Szynkarka mu dać nie chce, że on niema czem płacić, a on wyjął tę kieszeń, uderzył nią o stół i wysypały się z niej pieniądze, którymi zapłacił za to, co wypił i zjadł. Przy tym stole siedzieli panowie i grali
            w karty. Widząc, że ten żołnierz ma tyla pieniędzy, mówią do siebie: trza go prosić do grania, to od głupiego weźniemy wszystko. Zawołali go do grania, on powygrywał wszystko - wnet ich konie z bryczkami. Zachciało mu się spać, więc z torby popuszczał tych panów, co mu nie cbcieli pokazać traktyjernie i kazał im pilnować, żeby go nikt nie nachodził. Kiedy się wyspał, kazał im iść do torby, a on poszedł na modlitwę. Modli się, a tu leci djabeł i mówi: co ty tu robisz, wynoś się, boś tu niepotrzebny. On do djabła: marsz do torby! Leci inny z kluczami djabeł, co siedział na pieniądzach w piwnicy i mówi: wynoś się, boś tu niepotrzebny! a on na to: Marsz do torby!" Kiedy się do woli wymodlił, kazał wszystkim wyleźć z torby, a kiedy wyszli kazał jednym trzymać, a drugim bić starego djabła i wołał na niego: "oddej klucz oo piwnicy. Djabeł oddał, a on wszystkich na wolność wypuścił z torby i był wielkim panem - z kluczami od skarbów.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 12:00
            Głupi z trzech synów tani się z królewną

            Ubogi chłop miał trzech synów: dwóch mądrych a trzeci głupi. Król miał córkę; nie chciał jej wydać za mąż dopóty, dopóki' się do kogo nie rozśmieje. Różne stany tam przybywały ludu, od synów królewskich aż do biednego chłopa prostego. Ojciec mówi do tych mądrych synów
            Idźcie do króla, może by się do którego zaśmiała królewna, toby się ożenił i byłby panem.
            Wybierają się więc w drogę. Głupi mówi: i ja pójdę, ożenię się u króla. Ojciec powiada: ty gamoniu, tam lepsi są, a nic dokazać nie mogli. Głupi nie pyta, jeno wybierając się w drogę upiekł sobie placek tatarczany pokryjomu przed ojcem. Ci mądrzy poszli przód i napotkali na drodze dziadka, który ich prosił, aby mu co dali jeść. Oni odpowiadają: my sami mało mamy - poszli dalej. Głupi szedł za nimi później i napotkał tego samego dziadka. Dziadek mówi do tego głupiego: daj mi chłopcze co jeść bom głodny - A kiedy mój kochany dziadku, mam tylko placek bardzo suchy, to go nie zgryziecie. Tylko mi go daj, namaczam sobie go w wodzie i zjem. Rozłamał ten placek na dwie części, sobie zostawił połowę a dziadkowi dał połowę. Idą oba, zaszli do lasa, usiedli pod drzewem. Dziadek powiada: idź, nakop korzeni, a ja ci uplotę koszyczek, który ci będzie potrzebny. Kiedy koszyk skończył, dziadek powiada: choćbyś gdzie nocował! to strzeż koszyka, żeby nikt do niego nie zajrzał. u Rozeszli się potem obydwa.
            Zaszedł ten głupi do młyna na noc, a koszyk daje młynarce do schowania, ażeby nikt do niego nie zajrzał. Młynarka miała trzy córki, które z ciekawości gdy zajrzały do tego koszyka - tak przy nim stały do rana. Rano wstawszy podróżny, bierze koszyk, a młynarczanki trzymają się koszyka i idą, za nim. Przechodząc przez jedno miasto piekarz uderzył ich ozogiem i przyrósł do nich. Idą, dalej wszyscy, wyleciał kowalczyk, uderzył młotkiem, przyrósł młotek do piekarza, on do młotka i idą wszyscy a tak zaszli przed dwór królewski. Królewna stała na ganku, a gdy ich zobaczyła roześmiała się. Głupi powiada: ty panno moja" - a król mówi; A
            tyś mój zięć, dam swoją, córkę za ciebie! gdy mi wypełnisz to, co ja rozkażę. Jest u mnie taki wieprz jak go zabijesz, będziesz moim zięciem. Poszedł do chlewa - wieprz ogromny - myśli, jak go tu zabić. Usuwa się za próg, wieprz leci do niego, lecz że było ślisko, więc wieprz się rozdarł i zdechł. Król powiada: mam ja w swoim lesie takowych trzech wielkoludów, co mi ludzi pożerają jak ich zabijesz dam ci córkę. Głupi, zabrawszy się do lasa, chodzi po nim dzień, drugi; trzeciego dnia przed wieczorem spotyka tych wielkoludów. Jeden z nich niesie
            całego wołu, drugi całe drzewo na ogień, trzeci n rożen całego capa. Rozmawiają pomiędzy sobą gdzie będą, tego wołu piec. Chyba, powiadają pod tym samym świerkiem, gdzie zawsze. Gdy on to dosłyszał, poleciał , wlazł na tego świerka i siedział. Nabrał z sobą, wpierw kamieni, wziął dubeltówkę i myśli, jakby ich zdradzić. Cisnął kamieniem, uderzył najstarszego w głowę, a ten myśląc że to który z tych dwóch wielkoludów, co za nim postępowali, odwrócił się, wyrwał sośnicę i nią jak zamalował jednego z nich w głowę tak zabił; - i sam upad. Więc został się ino jeden. A ten głupi siedzi na owem drzewie i myśli, jakimby jeszcze sposobem tego ostatniego zgładzić ze świata. Wyładował sobie dubeltówkę, mierzył do niego i strzelił.
            Zabiwszy tego ostatniego wieloluda , siedzi na tym drzewie i boi się z niego złazić. Wystrzela jeszcze raz do tego wieloluda , czy też on się trafunkiem nie zataił; a kiedy się przekonał, że go zabił dopiero schodzi z tego drzewa i idzie do króla. Król przyjeżdża do lasa, widzi tych pobitych; obiecuje mu córkę za te rzeczy, ale powiada: "mam w swoim ogrodzie d z i e s i ę ć
            z aj ą c ów, jeżeli mi tych zająców będziesz pasł w lesie przez tydzień i nazad mi je przyniesiesz, dam tobie córkę. Głupi odpowiada że podejmuje się owej roboty. Wypuszczają zająców z ogrodu, on je zajmuje, żynie do lasa, a kiedy zagnał je tam , one się porozlatywały. Myśli, jakimby sposobem te zające zegnać do kupy. Miał z sobą p i s z c z a ł k ę, usiadł sobie na pniaku, zaczął grać na owej piszczałce, a zające się do niego pozlatywały i w kupie pasie dziesięć tych zająców jeden dzień. Drugiego dnia przysyłają po zająca na obiad do króla. Jak
            zagrał on na owej piszczałce, zające przyskoczyły wszystkie do niego; łapie jednego, daje na obiad. Z zająca odarli skórę, kładą, do garnka, gotują, a ugotowawszy stawiają mięso królowi. Głupi jak zagra na piszczałce, a tu mięso zrosło się w kupę, zając cap (łap) skórę na się i poleciał do lasa. Dnia trzeciego przychodzą po zająca do lasa. Jak zagrał na piszczałce, zające się do niego pozlatywały - daje jednego zająca na obiad do króla. Zająca zanoszą do domu, zabijają, skórę zdejmują a mięso krają. On zagrał na piszczałce, zając porwawszy się
            zrósł w kupę i poleciał do lasa. Ma wszystkich zająców, przepasł je przez cały tydzień.
            Wychodzi tydzień; ten głupi przygania owych zająców, oddaje królowi do ogrodu. No, już król nie ma w czym znaleść jakiego następnego podstępu, musiał sprawić wesele, wydaje swoję córkę za niego; a gdy się ożenił, bardzo mu się darzyło a żona się cieszyła.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 12:10
            Pracowity parobek - i leniwa dziewka

            Kiedy Pan Jezus z śwjętym Piotrem i Pawłem chodzili po świecie spotkali parobka na polu orzącego, a był bardzo pracowity i porządny i poszli dalej. Przyszli do wioski na noc i proszą gospodarza o nocleg. Gospodarz odpowiada: moi panowie, mógłbym was przenocować ale mię wstyd, bo mam córkę próżniaka. Odpowiada święty Paweł: nie bój się, my cię nie obmówimy i tak zostali na nocleg, przenocowali się. Nazajutrz Pan Jezus powiada: A ten parobek pracowity, którego my spotkali orzącego, ten się ożeni z tą leniwą dziewczyną. Gdy Święty Piotr mówi: szkoda tak dobrego chłopaka, żeby sobie świat takim leniuchem zamotał. Pan Jezus powiada: jedno leniwe, drugie pracowite - a tak będzie dobrze. W rok potem parobek ten prosił o tę dziewczynę. Ojciec tej dziewczyny mówi do, niego: mój kochany, moja córka jest leniuch, to się nie naśmiewaj. Ojcze kochany, nie kpię, tylko ze szczerej ochoty proszę o nią. Tak zrobili zwiady (zaręczyny); na tych zwiadach piją wódkę a ta panna-młoda jak leży, tak leży za piecem. Co piją wódkę do niej, to się podniesie, wypije kieliszek i znów leży tak wciąż za tym piecem aż do wesela. Ledwo co do kościoła wstała, matka ją ubrała i powróciła od ślubu. Po weselu, na którem także za piecem spała, ten mąż zabrał ją,
            jako, swoją żonę do domu i kazał zrobić dla niej kołyskę i prosił swojej matki, żeby ją wciąż
            kołysała. Jedzenie takie jej dawał: małą kwatereczkę mleka, bułeczkę za grosz na śniadanie, toż samo na obiad i na kolacyją - i nic więcej. Jednego dnia mieli nawóz wozić w pole; ten leniuch - głodny - z tej kołyski bardzo rano wstał, umył się, uczesał i poszedł nakladać nawóz. Co kto raz włoży, to ów leniuch dwa albo trzy. Ów zięć poszedł do pana ojca - a ten mu daje Da wiana byka, który był rozbujny i nikomu się prowadzić nie dał. Wrócił więc ów zięć do domu i powiada, że nie mógł byka przyprowadzić. Żona jego (a dawny leniuch) powiada ja jego przyprowadzę. I tak poszła po tego byka, przyszła do swojego ojca. Oj, moja córko,
            rzecze ojciec, ty mu nie poradzisz. Mój ojcze kochany, ja robić nie umiała, a nauczyli mnie, to ja i byka zaprowadzę, tylko mu wprzódy nie dam jeść przez trzy dni. I po trzech dniach wzięła
            wiązkę siana na plecy, szła wprzódy - a byk za nią i jadł siano.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 12:17
            Wybawienie królewny od złego ducha po jej śmierci

            Miał król córkę bardzo urodną i chciał ją wydać za mąż, lecz ta nie chciała iść za żadnego tylko umyśliła żyć w panieństwie. Razu jednego zachorowała bardzo ciężko, aż nadchodzi śmierć i ma królewna umierać. Przyzwała do siebie ojca i mówi mu: Ojcze kochany, ja umrę - a ty pochowasz mię w tym kościele i będziesz mi przysyłać po sto żołnierzy na każdą noc.
            Co przyszło tych sto żołnierzów na wartę do niej, to ona wychodziła z grobu i tych żołnierzy, co byli, zjadła, a kości w grobach zostawiła i zawsze przed północą uspokoiła się z tym wszystkiem. Myśli ów ojciec co by miał robić z tem... miał jednego winowajcę, więc umyślił, aby owego winowajcę do tego kościoła na noc puścić. l tak zrobili jak król kazał. Ten winowajca był to żołnierz stary, wysłużony - myśli, co by miał z tem robić? Miał przy sobie
            kredę trzech-królów wszedł na chór, opisawszy się kredą siedzi - spogląda - wychodzi królewna z grobu czarna - idzie do jednego ołtarza, światło rozburza; idzie do drugiego burzy światło i wszystkie rzeczy, które się tylko znajdowały w kościele. Spogląda nareszcie na kościół i obaczywszy owego żołnierza biegnie do niego. Nie mogła go schwytać, ani się tego miejsca ruszyć, bo ją opisał święconą kredą, to też stała jak wryta. On z daleka od niej siedzi - aż koguty pieją... Ona rozbielała na twarzy coraz lepiej, coraz lepiej - ze wszystkim wybielała.
            Ów żołnierz widząc, że ona wybielała ze wszystkiem, przystępuje do niej, żegna ją krzyżem świętym, bierze ją za rękę, prowadzi przed wielki ołtarz, pada na kolana, ona, przy nim i obydwoje klęczą aż do rana. Rano król zagląda ze swymi sługami do kościoła - dziw wielki stał się królowi, że córka żywa - czysta na twarzy. Uradowany z tego, bierze ją; i owego winowajcę i wielkie mu za to daje dobrodziejstwo. Królowa owa nie umarła, tylko była w zachwyceniu co miała dwa duchy a on ją od tego wybawił.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 12:27
            Liść dębowy wskrzesaza do życia powieszonego żołnierza i zabitą królewnę

            Jedni młodzi żenili się i tak sobie przyrzekli przy ślubie: te które z nas wprzódy umrze, to pochować, a które zostanie żywe, to będzie trzy dni pokutować. Tak się też stało. Umarła żona wprzódy; ten mąż pokutował przez dwie nocy: trzeciej nocy klęczy na tym grobie, a tu idzie dusza bieleńka i mówi do niego: czegóż ty tu tak pokutujesz jak pies - Bo tak przyrzekliśmy sobie z żoną. Weź jeden liść dębowy, przyłóż na czole, drugi na piersiach. Tak też zrobił; liście przyłożył, a nieboszczka wstaje. Przyprowadził ją do domu, schował przed ludźmi, ale razu jednego mówi do siebie i do żony: A weźmy wszystko sprzedajmy, jedźmy w świat. Tak też zrobili. Wyjechali w drogę; zapomnieli świadectwa. Ten mąż i wrócił się do domu po świadectwo, a ona przystała do jednego oficera. Mąż powrócił, żony nie ma; ludzie mu powiedzieli, te tu jechało wojsko i ona przystała do jednego oficera. Kupił sobie konia i ubranie takie, jakie wojsko miało i pojechał tam. Wojsko wyszeregowało, on stanął w rzędzie. Oficer z jego żoną wziął się pod boki. Ona mówi do oficera: mój chłop jest tu w tym wojsku. No czekaj, ja go tu zdradzę. Przemówił (namówił) jednego żołnierza ten oficer dał mu
            pierścień, żeby włożył jemu w tłomok i tak się stało. Zrobili rewizyją , znaleźli pierścień, rzekli że go ukradł i osądzili powiesić tego żołnierza. Ten żołnierz prosił kolegę swego że jak mię powieszą i pogrzebią, weź liść dębowy a za dwa dni odkop mnie i jeden liść przyłóż do głowy a drugi na piersi, to ja ożyję a za to cię wydziedziczę (tu w znaczeniu wynagrodzę). Tak się stało. Powiesili, pogrzebali, żołnierz odkopał - i ten powieszony wstał. Miał król córkę bardzo chorą, której uczeni wyleczyć nie mogli. Ten żołnierz ogłosił że on wyleczy córkę królewską - i tam go wezwali. Kazał się zamknąć w pokoju, wziął noża, pannę zarznął, rozebrał wnętrzności, wyjął jej serce, odłączył które było przyrośnięte do boku, później wziął pozeszywał, liść dębowy przyłożył na głowę i piersi. l Panna ożyła, bardzo się cieszyła że zdrowa. On się położył spać a panna siadła do fortepianu i gra sobie dziwy wielkie. Kto tu tak gra pyta król, bieży, zagląda, pyta córki: czy jesteś zdrowa? - Tato kochany, jeszcze nigdy taka nie byłam zdrowa, jak dzisiaj. Ten król wyprawił wesele sute, doktora l córkę ożenił, dał mu połowę swoich majętności.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 12:35
            Cudowność dwóch liści dębowych

            Zamożny kolonista miał córkę i służył u niego parobek, który z jego córką chciał się żenić. Kolonista nie chciał dać córki i przyszedł inny do niej, za którego ojciec jej dozwolił. Wyszły zapowiedzi i parobka, I służącego wyprawili po ludzi do takiej wsi, gdzie nigdzie tam krewnych i znajomych nie mieli. Parobek idzie i spotkał na drodze dziadka. Ten go zapytuje:
            gdzie ty idziesz. Idę do ludzi na wesele. Kiedy tam w tej wsi nie masz nikogo należącego do wesela - odpowie dziadek. Dał on dziadek parobkowi dwa liście dębowe i rzekł mu: co
            będziesz widział niepodobnego, to tylko trząśniej liść o liść, to będzie tak jak ty chcesz. Idź do tej wsi, obejdź do trzeciego razu, to wszyscy ludzie pójdą za tobą. Tak zrobił. Ludzie z tej wsi wszyscy idą na wesele, przyszli do rzeki, chłopi pozdejmowali spodnie, kobiety się pouginały; parobek trzasnął liść o liść i tak pouginanych prowadzi tych ludzi pod plebaniją. Ksiądz się dowiedział o takiej wielkiej sromocie, ślubu nie chciał dać. Na złość temu księdzu przyprowadzili muzykę blisko pod plebaniję i tym ludziom pouginanym do wpoły kazali tańcować, bo parobek trzasnął liść o liść. Drugiego dnia przed sąd wójta gminy zaprowadzili parobka i tych ludzi do kancelaryje. Pan pisarz siedział przy stole i pisał, kiedy ta hołota przybyła, pan pisarz wstał, zapalił sobie fajkę, kucznął, przypatrywał się... Parobek trzasnął liść o liść i pan pisarz jak kuczy tak kuczy... dopiero ksiądz tę sprawę rozsądził, kazał,
            aby się ten parobek ożenił - i tak się stało.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 12:49
            Przemiana dziewczyny w kwiatek

            Ojcowie zaklęli swą córkę, żeby po nią zły przyszedł toby mu dali, bo już była dorosłą, a tu się jej nie trafiało za chłopa. Tak przy leciał zaraz tego wieczora z wódką, on zły; częstował
            ich wszystkich w domu. Córka ta przędła kądziel - nawlekła ściegi na nitkę, wraziła mu w ramię - a sama wzięła ten kłębek z niciarni i poszła za nim. On poleciał i wlazł do kocioła dziurką kluczową.; zaczął tam obrywać po ołtarzach firanki i palił na środku kościoła, a ona
            patrzyła na niego dziurką. Później przyszedł drugiego wieczora i powiaduje jej: Chytra
            Halino, powiedz coś widziała wczorajszego wieczora bo jak nie powiesz, to ci matka umrze!
            A niech umrze. Ano znowu trzeciego wieczora przyszedł i powiaduje: Chytra Halino, powiedz coś widziała tamtego wieczora, bo jak nie powiesz, to ci ojciec umrze! A niech umrze - ona odpowiadnje. I pomarli ojcowie. Tak co wieczór przychodził i zawdy jedno z jej familii umierało, aże i na nią przyszło. Ale zaczem umarła, to powiedziała ludziom, żeby pod wszystkie progi wykopali dziury i one po śmierci za warkocz pod te progi ciągnęli, a potem by ją ciągnęli na krzyżowe drogi ale żeby nie gościeńcem, jeno bez pole: kamień - nie
            kamień; błoto - nie błoto; ciernie - nie ciernie. Tak się tet stało. Na jej grobie wyrósł k w i a t. Razu jednego kole jej grobu jechał pan i ten kwiatek mu zapachniał kazał go forzmanowi urwać, a ten kwiatek mu powiaduje: nie rwij mię, boś mię tu nie sadził. Poszed tedy on forzman do pana i mówi mu, co to za rzecz jest z tym kwiatkiem. Bam pan poszed do tego kwiatka, a tu widzi taki śliczny kwiatek różowy i nic się nie pytał, jeno go urwał, włożył za
            pazuchę, a jak przyjechał do domu, tak go wstawił w szklankę i wlał wody do niego. Później jak jadł śniadanie, czy obiad, czy kolacyję to zawdy usnął przy tem śniadaniu, objedzie, kolacyi, jedzenie to kaś się podziało. Pan zaczął posądzać lokaja, te on mu zjada. Lokaj zaczął się wymawiać, że ja nigdy tego panu nie robił, to i teraz bym też nie zrobił. Tak mu pan kazał pilnować, co się to z tem zrobi. I ten lokaj pilnował - zobaczył jak ten kwiatek wyszed z szklanki, stał się panną i zjadała z talerzów wszystko. Później się czesała, spletła warkocz i wlazła nazad w szklankę i stała się kwiatkiem. Tak opowiedział panu to wszystko, a pan rzecze do niego: pilnuj, jak się będzie jeszcze pletła, to złap za warkocz, okroć wele ręki
            i trzymaj. Tak się tet słało. Panna owa stajała się różnem robactwem, żmijami, padalcami i nie chciała się stać panną prędko. Ale jak się stała panną, tak się ten pan ożenił z nią. Mieszkali ze sobą mieli dzieci. On zawdy bywał w kościele, a ona nie chodziła i zaczął jej
            wymawiać: że panowie ze sobą chodzą do kościoła - to taką, razą, to taką - a ty nie chcesz iść. Razu jednego wziął ją duchem do kościoła, a ona przed nim pożegnała się z czeladzią, ze wszystkimi. Jak weszli do kościoła, tak skądsić wziął się ten zły i powiaduje jej: Witajże chytra Halino, jużem se dziewięć par żelaznych butów zdar(ł), zaczem cię ja nalaz(ł), urwał jej głowę i poleciał.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 13:43
            Żeniarczka chrzestnika Pana Jezusa z morską panną.

            Był sobie w jednem miejscu ojciec, któremu urodził się syn. On ojciec łaził po wsi za kumotrami, ale nie chciał mu nikt iść, co taki nędzny był. Przyszed więc do domu i płakał, a tu idzie do niego d w i e o s o b y i zaczęły się prosić za tych kumotrów. Poszli. wszyscy do chrztu i ochrzcili tego chłopca. Dali mu na imię Seweryś, a te dwie osoby to były: Pan Jezus i święty Pietr. Jak już odchodzili, to dali mu na pamiątkę uzdeczkę. Jak Seweryś podrósł, chował się grzecznie; rodzicowie cieszyli się nim. Rodzicowie w jeden dzień Poszli do miasta, a żyd chodził po wsi i Seweryś od niego kupił sobie r y b ę. Jak tę rybę przyniósł do, domu i zaczął się nią pieścić i głaskać, a tu z tej ryby stał się taki straszny i brzyćki robok, że nawet nie można było patrzeć na niego. Seweryś chciał go odegnać od siebie, ale robak od niego
            nikaj nie odszedł. Jak wrócilo rodzicowie do domu, to starsza siostra Seweryaiowa wyleciała do nich i powiedziała: jak wy tam wleziecie do izby, jak nasz Seweryś ma takiego strasznego robaka, aże strach na niego patrzeć. Kiedy przyszli do chaty rodzicowie, tak go wygnali z tym
            robakiem: idź, jużeś nie nasze dziecko, kiedyś się ty takich rzeczy chwycił . Na drogę dali mu uzdeczkę od chrzestnego ojca. Seweryś idzie drogą a tu sześcią koni panowie jechali, chciał se uzdeczkę przymierzyć, ale do żadnego z tych koni nie nadała. Ci panowie zdurnieli go jeszcze i poszedł sobie w świat. Idzie dalej, k o b y l i n a żarła pod lasem. Trza iść powiaduje sobie na wolą, Boską, może mi się ta uzdeczka nada na nią. Kobylina ta parszywą była; ciekło jej z nozdrzy a że nie można było porzić na nią, ale przymierzył uzdeczkę, nadała się na nią, jakby z niej była. Wsiadł na nią, kopnął ją w brzuch, a kobylina wkrótce zrobiła się pod nim spaśna że aż się trzęśli. Jak jechał bez ten las, patrzy, a tu leży piórko jakie takie śliczne, piękniuśkie, że aż mu się miło robiło jak patrzał na niego. Zlaz(ł) po to piórko, chce je brać, a tu kobyłka mówi do niego: Ej, Sewerysiu, nie bierz tego piórka, bo będziesz miał wieczną biedę z niem. Seweryś nic nie pytał, jeno schylił się i wziął je. Jedzie dajej, a tu leży warkocz; chciał go wziąść, a ta kobyłka mu powiaduje: Ej, Seweryś, nie bierz, o ten warkocz będziesz
            miał biedę. Seweryś koniecznie wziął ten warkocz. Jedzie, jedzie aże zajechał do jednego króla, ale nie wiedział, ze tu król mieszka; wjechał na podwórze i prosił o służbę. Jak go
            król zobaczył, to mu się tak Seweryś udał, że wziął go za pisarczyka do siebie. Ten Seweryś nikaj się nie uczył żadnego pisania, a lepiej od wszyćkich pisać umiał. Król kazał mu iść do jednego pokoju, żeby tam zawdy pisał. Seweryś usłuchnął króla, wyjął piórko i położył na stoliku. Od tego piórka taka straszna jasność biła, że co jeno tam lokaj przyszedł, to zawdy się dziwował, że we wszyćkich pokojach li tego króla nie było takiej jasności jak u Sewerysia.
            Poszedł do króla i powiaduje mu: najjaśniejszy królu, okropna jasność jest w pokoju u Sewerysia; ma jskieś piórko, kładzie je zawdy na stole i od niego ta jasność świeci. Król kazał przyprowadzić Sewerysia i spytał go się: skądeś ty tego piórka wziął? A on mu powiada kaj go nalazł i jak to było. Król rozgniewał się bardzo na niego i powiedział mu, że jak nie znajdzie tego samego p t a k a co z niego piórko jest, to go zaraz każe zgubić. Seweryś poszedł zaraz do tej kobyłki taki sturbowany i zaczął się z nią żegnać, a ona go się pyta: kaj on idzie? On jej opowiedział wszystko. Nie mówiłam ci Seweryś rzecze kobyłka, że będziesz miał biedę z tem piórkiem, ale idź jeszcze, powiedz królowi, żeby wystawił klatkę nad morze, iżby tam włożył cukru i różnej żywności, to ten ptaszek przyjdzie do niej, a ty pilnuj, jak wlezie, to go złap.
            Seweryś zrobił to wszystko, a król wystawił klatkę - i Seweryś złapał ptaszka, zaniósł go królowi i dał mu piórko z ptaszkiem. Poszedł potem do swojego pokoju za pisarczyka i zaczął warkocz wykładać na stolik tak, jak to piórko wprzódy, ale kiedy jeno położył go, to zawdy wele tego warkocza tyle dzwonków skądsik się wzięło, że jak zaczęły dzwonić, rzegotać, to jate g ł u c h był taki w jego pokoiku, te se trza było uszy zatkać. Co przyjdzie ten lokaj do pokoiku Sewerysia, to zawdy widzi ten warkocz jak podskakuje, więc oskarża Sewerysia przed królem, ze ma jakieś czarostwa. Król kazał przyprowadzić Sewerysia i powiaduje mu: jak mi
            ty łajdaku nie znajdziesz tej panny, co z niej ten warkocz, to i 24 godzin nie wyjdziesz, jeno cię każę powiesić. Seweryś okropnie się zmartwił, poszed zaraz do tej kobyłki, pożegnał się z nią, a ona się go pyta, kaj ma ón iść? Widzisz Sewerysiu, powiada kobyłka, nie mówiłam ci, że będziesz miał biedę z tym warkoczem! Idź do króla, przeproś go, niech wystawi nad
            morzem pokoik; niech w nim będzie łóżeczko, stoliczek, krzesełko, przerziatko, grzebień i ty pilnuj z daleka, jak panna przyjdzie z morza w ten pokoik to ty przyskocz zaraz, złap ją za warkocz, okręć wele ręki i nie puszczaj, choć się będzie stajać różnem robactwem, żabami, wężami, padalcami; a jak ci się stanie panną to ją weź, przyprowadź do króla. On to zrobił: przyprowadził pannę, a król nic mu nie mówił, jeno kazał mu se wziąść ją do swego pokoju. Panna ta była bardzo piękną; Seweryś chciał się ożenić z nią, a ona mu odpowiedziała:
            jak wyprowadzisz z morza d z i e w i ę ć k l a c z i d z i e s i ą, t e g o o g r a i te klacze wydoisz a od każdej klaczy garniec mleka wlejesz w kocioł, pod tym kotłem podpalisz, żeby się mleko tak zgotowalo, jaźe się będzie bałwanić - to dopiero twoją będę. Seweryś idzie sturbotany do swej kobyłki, żegna się z nią a ona go znowu pyta: kaj ma iść? Seweryś opowiedział jej wszystko o tej morskiej pannie a ona dała mu taką radę: Idź do króla,
            powiedz mu, żeby wziął dziewięć beczek świerkowej żywice i dziewięć skór końskich; niech te dziewięć skór włożą, na mnie, a za każdą razą" kiedy skórę końską, będą na mnie wkładać,
            to niech wyleją beczkę żywice. Jak to wszystko zrobią, to ty weź mnie nad morze a kiedy mnie na kraj morza zaprowadzisz, ja będę rżeć, aż wyleci do mnie z morza ogier, dopiero go złap na tę uzdeczkę i trzymaj. On będzie rżał dopóty, jaźe wszystkie dziewięć klacz do niego wyjdą I dopiero połap te klacze i zaprowadź do króla na podwórze. Zróbił Seweryś to wszystko i te klacze ma już u siebie, więc je zaprowadził do króla, potem wydoił, mleko wlał do kotła, ogień pod kocioł podłożył, a kiedy się mleko zaczęło bałwanić, to wskoczył do kotła i okąpał się. Z kąpieli wyszedł cały śliczny, bieluchny jak najśliczniejszy liliowy kwiat. Kiedy król zobaczył tego Sewerysia, zazdrość mu się zrobiła, że on taki jest piękny: więc rozebrał się, wlazł do kotła, a jak mleko dwa razy zabalwaniło się, rozgotował się całkiem. Seweryś po tylu biedach, zmartwieniach, ożenił się z tą morską panną i został królem w tern samem królestwie.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 14:42
            Głupi żeni się z królewną

            Jeden człowiek miał obowiązek k a r b o w n i c t w a, a żona jego miała o b r z ą, d e k około swego gospodarstwa. Ci rodzice mieli dwóch synów: jednemu było Jędrzej a drugiemu Grześ. Jędruś był mądry a Grześ głupi. Ten mądry prosił rodziców, aby mu pozwolili iść na zarobek. Rodzice na to przystali. Poszedł więc i za pracę dostał zapłatę. Mając kilka złotych w kieszeni, poszedł do kowala, żeby mu zrobił s i e k i er k ę. Kowal mu zrobił siekierkę, a on zapłacił ta nią wziął ją do domu i często spoglądał na nią myśląc jakby głupiego brata wyprowadził z domu. Co zamyślał to i zrobił. Razu jednego wziąwszy siekierkę, wyprowadził głupiego brata do lasu. Tu zaciął drzewo na cztery kanty i rzekł do niego: Przy tern drzewie żegnam cię bracie, bo idę na zarobek; a ty idź bracie, gdzie cię Bóg obróci, a pamiętaj sobie: gdybyś wprzód przyszedł do tego drzewa, to czekaj na mnie, a jak ja wprzód powrócę, to będę czekał na ciebie. Tak się więc rozeszli. Mądry poszedł na lewo, a głupi na prawo. Głupi udał się na puszczę i napotkał tam d z i a d k a stojącego. Dziadek mówi do niego; gdzie ty idziesz młodzieńcze? Miałem brata w domu, odpowie głupi, wyprowadził mię do lasa i zaciął drzewo na cztery części i tam my się rozeszli; teraz nie wiem mój dziadusiu gdzie się udać? Dziadek odpowiada: Udaj się ty do owczarza, bo on nie ma nikogo, tylko sam musi paść owce; idź do
            niego i proś go o nocleg. Poszedł więc do owczarza i mówi: mój owczarzu, proszę cię przenocuj mnie." Owcarz odpowiada: nie mam gdzie cię nocować ale go wreszcie
            przenocował i kolacyją dał. Nazajutrz rano powiada on głupi do owczarza: Mój owcarzu, muszę tobie za nocleg pomóc o w i e c paść. I pasł je przez dwa dni. W piórwszy dzień do południa paśli oba; po południu głupi prosi owcarza żeby mu pozwolił samemu owce paść. Pozwolił, ale pod takim warunkiem, żeby tylko w tem miejscu pasł, gdzie mu pokaże. Tak on pasł te owce, aż tu do niego dziadek przychodzi i mówi: dlaczegóż tych owiec nie żeniesz na
            górę? Mój dziadusiu, kiedy mi gospodarz zakazał. Nie bój się, zeń te owce na górę jak owce pójdą na górę, to ty pójdziesz za niemi i wyjdzie tam do ciebie osoba. Ty jej nic nie daj;
            będzie chciała od ciebie b a t a - nie daj, a kiedy będzie się chciała bić - to się bij. Jak ją zabijesz, włóż rękę do jej kieszeni. Wyjmij z niej bryłkę złota i zanieś ją gospodarzowi, żeby kupił dzieciom swym ubranie i życia. Drugiego dnia - tak samo. - wyszła na tej górze osoba
            i chciała od niego czapki, lecz on jej nie dał; a jak powiedziała, żeby się z nią bił, tak on bił się i zabił ją. Wyjął jej z kieszeni bryłkę złota i oddał gospodarzowi. Gospodarz zaś kupił za nią, dla swoich dzieci odzienie i życia. Trzeciego dnia, kiedy pasł owce, wyszed do niego dziadek
            i mówi: dlaczego na tę górę owiec nie żeniesz. Mój dziadusiu, gospodarz mi zakazał. Ty się nie bój, puść owce na górę tam wyjdzie do ciebie osoba; będzie chciała od ciebie u b r a n ia, to jej nie daj; będzie ci dawała strzelbę, to nie bierz; będzie chciała się bić, to się bij. Jak ją zabijesz, to wym z kieszeni klucze, których będzie kilka i nie daj ich gospodarzowi, tylko schowaj dla siebie; odżeń owce, podziękuj owcarzowi, zabieraj się w swoją stronę. Więc on tak zrobił, jak mu przykazano: owce zagnał owcarzowi, płacy żadnej od niego nie przyjął, jeno kawałek chleba na drogę. Od owcarza wyszedł na puszczę i znów spotkał dziadka, który
            go się zapytał: gdzie teraz pójdziesz? Nie wiem mój dziadusiu, gdzie się teraz mam obrócić Dziadek powiada: Idź na tę górę, będą ta drzwi, weź te kluczyki, które masz i odemknij niemi.
            Poszedł na tę górę i zrobił tak, jak mu dziadek przykazał. Zobaczył tam w jaskini ubranie bardzo wspaniałe, ubrał się w nie, wsiadł na konia, wyjechał, a za nim wyjechało także wojsko niezliczone. Pojechał na drugą górę i tam zobaczyła go córka królewska. Z tej góry wrócił się na pierwszą, gdzie do jaskini zamknął wojsko to, które wpierw za nim wyjechało. Z tej góry zabrał się i poszedł do miasta królewskiego. Król miał córkę dorosłą; ta powiedziała
            ojcu, iż za żadnego bogatego nie pójdzie za mąż, tylko za dziada, który chodzi po mieście; a ten młodzieniec był tym dziadem. Tak więc poszła za tego dziada, a ojciec dał jej tylko folwark. Ci szlachcice, których ona nie chciała, wytoczyli królowi wojnę. Córka prosiła ojca, żeby dał jej mężowi broni, to pójdzie go bronić. Dał mu broni, która nie była przez pięć lat
            czyszczoną, bo król powiedział, że taki zięć to jeno myszy tłuc, a nie wojować. Z tą bronią
            wsiadł wraz z panem ojcem do powozu i kazał furmanowi jechać do r z e c z ki, gdzie się znajdowały z i a b y (żaby). Kiedy więc stanęli u tej rzeczki, wyszedł z powozu i strzelał do ziab. Pan ojciec się gniewal, że on, miasto go bronić od nieprzyjaciela, to strzelał do ziab. On na te gniewy odrzekł, kiedy się ojciec gniewa, to niech mi da konia, a ja pojadę od ojca precz.
            Dał mu ojciec konia starego, nieruchawego, siadł na konia zębami do tyłu, wziął ogon w zęby i jechał precz, dop6ki go ojciec mógł dojrzeć. Jak zniknął mu z przed oczu, obrócił się na koniu i jak naleźy jechał precz do gór, gdzie miał swoje wojsko. Przyjechawszy tam, odemknął drzwi, wyprowadził wojsko i jechał ojcu do obrony. Ojca obronił, kraj odebrał, wojsko odprowadził w górę i wrócił do pana ojca. Znowu sześci potentatów rzuciło się na pana ojca, żeby odebrać jego kraj. On jeszcze prosił ony, żeby ona szła do ojca swego,
            żeby mu dał broni na obronienie kraju. Ojciec na to odpowiada córce: idź precz, przeklęta córko, nie chcę cię widzieć z twoim mężem bo jak pojechał na wojnę ze mną, to bił ziaby, a nie wojował. Jednak, gdy córka zaczęła molestować ojca, tak dał broni, która nie była półtora roku czyszczoną, ale jej powiedział, żeby zięć z ojcem na wojnę nie jechał. Zięć się utrzymać nie mógł żeby z panem ojcem na wojnę nie jechał; poszedł do niego, wsiadł do powozu i kazał znów furmanowi jechać do r z e c z ki, gdzie się znajdowały z i a b y i tam strzelał do nich. Zniecierpliwiony ojciec chciał do zięcia strzelać, lecz ten powiedział do niego: A mój ojcze, bądź cierpliwy, daj mi konia, bym mógł od ciebie odjechać. Dał mu konia młodego, ale bardzo chorego. Zięć odjechał od niego - i pojechał do gór swoich, gdzie do j a s k i n i odemknął kluczami i stamtąd wyprowadził wojsko. Z tem wojskiem przybył na plac boju jak
            uderzył na nieprzyjaciela. W boju otrzymał ranę, więc przyszedł do króla jako zupełnie obcy i mówi: Daj mi co królu, zawinąć ranę i bo mi się krew leje. Król rozdarł połowę chusteczki
            i dał mu ją, aby sobie owinął ranę. Po skończonej wojnie, pisze król do wszystkich rycerzy: który był z was na wojnie i zwyciężył nieprzyjaciela, a w dowód tego pokaże mi połowę rozdartej mej chusteczki, którą mu dałem na owinięcie rany, ten dostanie pół królestwa ode mnie. Nikt z rycerzy nie mógł tej połowy chusteczki dostawić i dopiero on głupi zięć dostawił tę chusteczkę. Król ją przymierzył do swojej połowy, a ta się zaraz do niej nadała. Tak tedy król dotrzymał słowa. i oddał mu połowę swego królestwa.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 14:58
            Pani tajenmicza z Sośnicy

            Była jedna sierota i ta miała macochę, która jej nigdy do kościoła pozwolić nie chciała. Jedną razą, sierota ta pasie bydło w lesie; stoi przy sośnie i płacze... Wtem z tej s o ś n i wychodzi
            pani i pyta się czego by płakała? .Chciałabym iść do kościoła," odpowie sierota, ale macocha mi nie daje. - A dzisiaj pójdziesz?/ Pójdę moja pani, ale kto będzie pasł bydło? i ubrania nie mam./ - Ja ubranie ci dam i bydło paść będę./ Tak, się sierota tutaj modliła gorąco aż tu macocha myśli sobie skąd by ta panna była na nabożeństwie zapytał jej, skądby była, ale ona wcale nic nie odpowiedziała i poszła do lasa. To przybiegła do sośni, rozebrała się pani podziękowała pięknie za ubranie, - i pogoniła bydło do domu. W drugą niedzielę tak samo się stało - leci sierotka do tej pani, która wyszła z sośnice i dała jej ubranie, i powiedziała, że
            ją jakiś pan wypytywał, skągdby była? Pani jej na to: i dzisiaj tak samo będzie, ale masz z sobą mydło, nici. Jak wyjdziesz z kościoła, to puścisz mydło to i nici i z nich zrobi ci się mgła,
            a ten pan za tobą nie trafi. Tak też zrobiła. Na trzecią niedzielę tak samo się stało. Szlachcic chciał się koniecznie dowiedzieć o tej tajemniczej pannie, więc przy wychodzie z kościoła. kazał rozlać kufę smoły, spodziewając się, że w tej smole ugrzęźnie trzewiczek onej panny. Tak się tet stało. Ono panisko zabrało z sobą ten trzewiczek, a dziewczyna uciekła o jednym trzewiku do sośni, i stąd jak zwykle, pognała bydło do domu. On pan kazał szukać panny o jednym trzewiczku - i służba jego szukała od domu do domu tej nieznanej panny. Kiedy tak
            wszędzie szukają, macocha te dziewczynie schowała za dom i przykryła ż ł o b e m. Gdy przyszli do macoszynego domu, wtenczas kogut zapiał: "K u kur y ku, p a n n a s kry t a n a c h l e w i k u. u Dziewczyna zlękła się, a wydobywszy się z pod żłoba, uciekła do lasa. Przez las jedzie powóz - dziewczyna płacze. "Czegóż ty płaczesz," zapytał się ktoś z wozu. "Chciałabym służby" odpowie dziewczyna. Wtem z powozu wychyliła się pani i kazała dziewczynie siąść z sobą. Ta dziewczyna służyła przez trzy lata u tej pani. Po trzech latach dała jej ta pani powóz, cztery konie, lokaja, kilka sztuk bydła i odprawiła ją z tym wianem do domu. Kiedy ten powóz telepał się po różnych drogach, to przed nim p i e s z k o t e m lecieli wołając: "Przed nią brzdęk, za nią brzdęk a we środku złoty pęk. Dziewczyna przyjechała do domu a macocha łasa aby i ona stała się tak bogata kazała jej wszystko opowiedzieć. Wysłała więc swoją córkę do lasa. Kiedy więc zaszła do lasa to znów powóz zajechał i pani tajemnicza zabrała, ją do służby, w której, znów całe trzy lata przebyła. Po trzech latach pani ta dała jej też kilka sztuk bydła bogate ubranie, powóz i odprawiła ją do domu. P i es i k o t leciały za nią, wołając: "Brzdęk przed nią - brzdęk za nią, a we środku węźa łeb. Kiedy powóz zatoczył się przed dom jej matki, ta czem prędzej wybiegła i zapytała się: "moja córko cóż ta masz?" - Córka wskazała na kufer wielki, a matka niecierpliwa zaczęła go otwierać. Wtem z tego kufra wydobyły się węże i matkę wraz z córką pożarły.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 15:10
            Nauka czarów

            Pewien gospodarz parafii Kije chciał się wyuczyć czarów u o w c z a r z y. Ci dali mu taką radę: aby dostał s t r oj n i k a (czółko) od młoduchny, która już ślub wzięła i żeby w tym strojniku było d z i e w i ę ć szpilek; a oprócz tego p o w ą z k ę od cedzenia mleka. Gdy tego dostał i przygotował, owczarze kazali mu przyjechać do siebie i dodali mu rady, aby szedł na t r z y g r a n i c e o godzinie dziesiątej przed północą, a na północek zupełny, aby był w domu.
            Z tych trzech granic powinien przynieść drzewa o s i k o w e g o. Owczarze nauczyli go przytem jak się ma znajdować na tych granicach. Gdy przyszedł na te granice i nazbierał owego drzewa i z niem szedł tak w tym razie miał natarczywość od furmanów: wołali na
            niego, aby z drogi ustąpił. On nauczony, nie ustępował; tylko szedł prosto, aż go k o n i e po nogach deptały i dyszel pomiędzy nogi mu wchodził, a on nic nie pytał, szedł dalej i przyszedł na swoją granicę. Zdało mu się naraz, że drugi kolega wołał na niego co mieli razem te rzeczy robić. "Czekaj, " powiada, pójdziemy razem. Wtem o b ej r z a ł się na a tu c o ś u d e r z y go w pysk. Jak go coś potem pochwyci, uderzy o ziemię i tak go biło i co jeno weszło
            w niego. Gdy razu jednego leżał pod stodołą, coś go pochwycił i wrzuciło na wóz w gnojówkę i dusiło go w tej gnojówce, że go ledwie żona z drugim sąsiadem wyratowała. Potem jak mu się coś stało w głowę tak znowu poleciał na błoto i zaszedł na środek, gdzie na kępie położył się a wtem widzi przed sobą k o n i a okulbaczonego, a pysk u owego konia był c z ł e c z y. Żona jego zawoławszy do siebie drugiego sąsiada, pobiegła tam i zaledwie go z stamtąd wydobyła.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 15:26
            Matka Boska uzdrawia syna zbójcy

            Był zbój w jednym lesie, miał pod ziemi nieznacznie chałupę, a o tym zbóju nikt nie wiedział. Kto jeno przechodził dróżką to każdego zabił. Wlekło się to tak przez piętnaście lat. Pan Jezus
            i Matka Boska nie mogli dobrem okiem patrzeć na te zabójstwa więc Matka Boska się przebrała, wzięła syneczka na rękę i szła tą drogą naumyślnie. Kiedy tak idzie, wychodzi chłop jakiś i przestrzega: a moja kobieto, nie chodźcie tą drogą, abo jak pójdziecie, to idźcie na
            prawą, stronę, a na lewą, nie chodźcie. Matka Boska odpowiaduje: a się ta nie boję; pójdę prosto; zabije mnie - to zabije. Poszła po lewej stronie, wlazła w pół drogi - a ten zbój mówi: stój! Matka Boska powiaduje do niego: żeby mi też pan pokazał, którędy tu mogłabym dojść do dworu, ale już wieczór, toby mnie też pan może przenocował u siebie? - Dobrze odpowie zbój. Zaprowadził ją, do swych pałaców i powiada żonie: aby tej kobiecie dać dobre wyspanie, bo ja pójdę do lasa. Zabrał się ten zbój i wyszedł, a zbójowa przywitała ochotnie
            Matkę Boską i rzecze do niej: witajcie babusiu, źleście trafili, żeście się spotkali z moim mężem, ale ja was już nie puszczę, bo ja bym śmierć połknęła od mego męża. Matka Boska powiaduje,: co będzie ze mną to będzie, każ już pójdę, kiedy mnie noc wielka zastała. On zbój miał jedynego syna, ale był połamany, więc zbójowa nagotowała wody; chce go skąpać i mówi do Matki Boskiej może byście, babuniu wiedzieli o kim, żeby mi tego syna wyprowadził
            (wyleczył) tobym ja mu dała pieniędzy i coby jeno chciał. Matka Boska mówi: to ja go wyprowadzę, ale mi trzeba innej wody przynieść. Usłuchała zbójowa, a Matka Boska wprzódy wyłożyła swego synaszka i okąpała a potem kazała zbójowej ażeby swego syna znów włożyła w tę wodę. Jak go zbójowa okąpała, a on majt z wody co był wpierw połamany. Jak chulnął z tej wody, skacze po izbie, kazał sobie ładować pieczenie. Temu synowi mianowało się: Ignac
            Tymczasem zbójowa zasiliła tę podróżną i kazała iść spać. Zbój przychodzi od inszego zabicia po północku i kołacze do tych swoich pokojów. Wstała zbójowa otworzyła mu, a on pyta
            się: jest tu ta kobieta bo ją trza z a b i ć. Ona odpowiaduje: nie mój mężu kochany, to lekarka jest nad wszystkich lekarzów; jeno kaj chodzili, to nikt Ignasiowi nie potrafił naraić, a ona go
            dopiero uzdrowiła. Ignasiu wstaj-no ty do mnie w te peda zbój, a Ignaś hajt na równe nogi z łóżka. No moja najdroższa lekarko, co będziesz pani żądać ode mnie , to bierz, bo u mnie beczkami pieniądze stoją. Nie chcę, mój panie, od ciebie ani grosza, za to com się posiliła trochę wdzięcznie d z i ę kuj ę i z tego miejsca występuję. Jak Matka Boska wystąłpiła z tego miejsca, to ją, odprowadził na drogę i rzekł kiedy moja lekarko nie chcesz ode mnie nic żądać, to za to pięknie d z i ę k u j ę i z takich szatańskich nieprzyjaźni już ustępuję. Tak jak Matka Boska poszła se już do nieba i zwlekło się już pół roku, to i ten syn już pomarł, a Matka Boska wzięła go se za stróża do swego synaszka, na pamiątkę, te się to o b Si kąp a l i. Zbój
            zaś pokutował ciężko za swoje grzechy, ale Pan Jezus wszystko mu darował (przebaczył).
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 15:44
            Klementy złodziej oszukuje dibabła

            Wlazł Klementy na górę, wydarł w strzesze dziurę. Pan go się pyta: Co ty robisz?
            - Uczę si ę kraść.
            - Czy mi ukradniesz cztery konie, co ich pilnować będę ode czterech chłopów
            - Ukradnę panie
            Pan kazał mocno pilnować. Klementy przebrał się za babę, poszedł do stajnie, prosi o nocleg żeby ją nocować. Chłopi przyjeni taką babkę, a ona mówi tak do nich: moje chłopcy, możebyście wódki się napili?
            - No dejcie, to sie napijemy!
            Babka dała im miasto wódki, taki wody na spanie. Chłopy sie napili posnęły, babka złodziej-Klementy, koni wziął, pojechał precz. Rano pan poszedł do stajnie i patrzy - a tu koni nie ma.
            Wołać Klementego Ukradłeś, Klemeny, konie!
            - Ukradłem je panie.
            No, jeieliś taki złodziej, ukradniesz mi kufer, co będzie stał pod mojem łóżkiem?"
            - Ukradnę, panie.
            Pan kazał ośmiu chłopom pilnować tego kufra. Klementy przyszed w nocy, wykopał dół pod przycieś, włożył tam koński łeb. Chłopi przecięli siekierą ten łeb myśląc, że to głowa Klementego i poszli spać. Klementy przyszed, zabrał kufer. Wola pan Klementego i mówi do niego: kiedyś taki złodziej mam ja córkę w piekle, żebyś mi ty ją wykradł, tobym ci dał
            połowę swoich majętności. Klementy przyrzekł, że ją wykradnie. Wybrał się w podróż do piekła i wziął z sobą: kredy i wody święconej, łańcuch, tyczki, konia, wózek. Jedzie - leci z aj ą c i pyta się Klementego: "Gdzie ty jedziesz?" - "A co ci kpie do tego odpowie Klementy. Na to zając: "weź mię z sobą, mogę ci się na co przydać. Siadaj-Klementy jedzie dalej, wtem wyleciala w e w i ó r k a i mówi: czekaj, weź mię z sobą, mogę ci się na co przydać. Siadaj odpowie Klementy. Jedzie Klementy dalej, a tu leci mucha i mówi; weź mię z sobą, mogę ci się na co przydać. No to siadaj odpowie Klementy. Przyjechał pod piekło, mierzy ręką plac i mówi: A tu będzie kościół. Wyleciał djabeł i powiadnje: co ty tu chcesz? Będę kościół stawiać odpowie Klementy. Co chcesz, damy ci odpowie djabeł, ale tu kościoła nie stawiaj. No to zgoda. Mam ja tu siostrę w piekle, oddajcie mi ją to tu nie będę kościoła stawiał. Powiadaj, która twoja odpowie djabeł, to ci ją oddamy. Ja sam nie poznam, ale mam jeszcze tu siostrzyczkę, ta skoro padnie na głowę jednej z tych panien, które się tu w piekle znajdują to ta jest moją, siostrą." Wyleciała. m u c h a, padła na głowę jednej z panien, Klementy pannę zabiera i jedzie. Żal się zrobiło djabłu, więc goni Klementego , a skoro go dogonił, tak się do niego odzywa: Czekaj, będziemy na tę pannę grać tak: który pierwszy na tę górę wyskoczy, tego panna będzie. Klementy djabłu odpowie: ja nie wyskoczę, mam ja tu o j c a , który już żółty od starości i ten za mnie skakać będzie. Puścił więc Klementy z aj ą c a, ten wprzód
            od djabła na górę wyskoczył. Rozdałmy tem djabeł poleciał do piekła i opowiedział drugim towarzyszom, że zając stary przed nim wyskoczył na górę. Więc inny znów djabeł oświadczył swoim towarzyszom, ze pójdzie grać z Klementym na tę pannę. Kiedy dogonił Klementego
            powiada: Czekaj, będziemy na tę pannę grać. Który wprzód na to drzewo wyskoczy, to tego panna będzie. Ja nie wyskoczę, ale mam taką, m a t k ę, która wprzód na to drzewo wyskoczy." Klementy puścił w i e w i ó r k ę, a ta wprzód od djabła na to drzewo
            wyskoczyła, a więc drugi djabeł przegrał. Wyleciał z piekła trzeci djabeł i kiedy dogonił Klementego tak się odezwał: Czekaj, będziemy grać na tę pannę. Który wyżej tą z a w o r ą o d p i e kła frygnie, tego panna będzie. Klementy wziął zaworę do ręki, spojrzał w górę i mówi tak: bracie kowalu, wyciągnij rękę z nieba, weź tę zaworę żelazną, będziemy robić gwoździe i nimi djabłom w głowy wbijać. Przeląkł się ten trzeci djabeł i czmychnął na zawsze do piekła. Klementy oddał panu wybawioną z piekła; córkę, a pan dał mu ją za żonę i za nią połowę
            swych majętności.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 15:53
            Mądry podział

            Pewien chłop miał się bardzo biedno, że nie miał co jeść, tylko za cały dobytek miał jednę gęś i tę upiekł, ale zaniósł ją potem do dworu na prezent panu. Pan był bardzo kontent z tego
            prezentu i powiada do chłopa: jest w moim domu sześć osób, podziel nas wszystkich bez krzywdy. Chłop dzieli tak: samemu panu głowa, bo pan jest głową domu; pani ogon, bo się jeno wałęsa po domu a dwiema synom po nóżce, żeby temi dróżkami biegali, któremi
            sam pan ubiega z gospodarką, dwiema córkom po skrzydełku, żeby porosły, za mąż wyszły, ojcu głowy nie kłopotały, a do mnie należy ten tułów bom biedny. Czym podzielił bez krzywdy
            zapytał chłop. Pan mówi: "bardzo dobrze" - udarował go potem zbożem i tem, co chłopu było potrzeba. Chłop drugi, bogaty, dowiedział się i upiekł pięknie 6 gęsi i poniósł do dworu w prezencie, myśląc, że i on dostanie zbożajak i ten biedny. Pan mówi do niego: "No, podziel nas temi gęsiami bez krzywdy. '" Chłop powiada: nieby było sześć gęsi, tobym każdemu
            dał jednę, ale pięć, to nie wiem jak dzielić. A Pan mówi: że trzeba iść po tamtego, który jedną gęsią wszystkich podzielił, a ty pięć podzielić nie umiesz. Posłano więc po biednego chłopa, który gdy przyszedł, tak te pięć gęsi podzielił: pan, pani i gęś to troje będzie przez krzywdy. Synowie oba i gęś, to troje będzie przez krzywdy. Córki obie i gęś, to troje będzie przez krzywdy. Ja jeden i dwie gęsi, to nas troje będzie przez krzywdy. Pan się bardzo z tego podziału ucieszył że ich wszystkich zarówno podzielił, obdarował biednego jeszcze bardziej, a bogatemu za łakomstwo kazał dać 10 rózek.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:20
            O chłopie łgarzu

            Jeden pan przyszed do stodoły, kaj chłopi młócili, przyniós pełną czapkę pieniędzy i mówi: Jak kto to będzie łgał - ten będzie pieniądze brał. Czy prawda, panie? - prawda. Jeden z tych chłopów powiada: zrobiłem wysoką drabinę, wlazłem do nieba - Czy prawda, panie pyta- Prawda. Drugi: chcą mię z nieba koniecznie zepchnąć, jak zacząłem latać, szukać, znalazłem dużą kupę jęczmiennych plew, ukręciłem długi powróz, i spuszczałem się. Powróz był krótki, urwałem go u wierzchu, nadstawiłem u dołu, leszna mi go zabrakło i jakem upadł, tak wpadłem na trzy łokcie w ziemię; kręciłem się, wywieść nie mogłem; poleciałem do domu, przyniosłem rydla wykopałem dziurę. Czy prawda panie? Prawda. Trzeci chłop zaczął tak cyganić: pasłem pszczoły, przygnałem je do chlewa, uwiązałem na powrozie, został mi jeszcze jeden powróz. Zginęła mi jedna z tych pszczół, poleciałem na łąkę, ta jadła w takiej dużej trawie jak las; jak weznę kija - zabiłem ją, wziąłem siekiery rozćwiartowałem; mięso z tej pszczoły ważyło sto funtów. Sprzedałem mięso kupię sobie wieś. Czy prawda panie. Prawda. Czwarty chłop zaczął łgać: leciałem do lasa, zobaczyłem ptaki pieczone w wierzbie, chciałem włożyć rękę tam - nie mogłem, chciałem włożyć nogę - nie mogłem, włożyłem głowę - wyjąć nie mogłem; poleciałem do domu, przyniosłem siekierę wyrąbałem się. Czy prawda panie - Prawda. Piąty chłop tak zaś łgarstwo swe zakończył, wracałem do domu, widziałem co nieboszczyk ojciec pański tam na błoniu pasł świnie; ogromnie się zasmarkał. A pan uderzył go zaraz w twarz. Kłamiesz chłopie. Wygrałem panie, bo pan powiedział: że
            kto będzie łgał, ten będzie pieniądze brał. Ja łgał - to pieniądze moje. Tak ten pan dał chłopu pięniądze.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:26
            O smoku w lesie Smokówce

            Był za dni dawnych s m o k w lesie Smokówce, leżącym pomiędzy lasem włościan wsi Rembów, a lasem wsi Lipy. Smok ów, wychodził z lasa i zjadał bydło, a gdy mu tego lub jakiej gadziny nie starczyło, to zastępował ludziom i tych zjadał. Ludzie z Rembowa zgromadzili się, uradzili między sobą, ażeby co dzień z kolei zaprowadzać bydlę jedno dla tego smoka, aby ludzi nie napastował. Gdy tedy kolej wypadła. na jednego biednego szewca, aby zaprowadził
            tam cały swój majątek - ostatnią krowę, szewc ów ulegając konieczności postanowił przy tej sposobności i smoka samego stracić. Postarał się o proch, zaprawił nim krowę, którą wpierw zabił i tak zaprawioną prowadzi przed ową jaskinię. Smok wychodzi z jaskini, zjada podprowadzoną krowę, potem bidy pić wodę do owej rzeki, którą dziś zowią S u c h ą-N i d ą. Gdy się już wody napił do lasu wraca do jaskini się kładzie się na leżysku. Wtem rozpękł się i dym okropny wyszedł z tego lochu. Przez kilka czasów ludzie bali się wchodzić do tego miejsca, nareszcie jeden odważny uzbroiwszy się dobrze wszedł tam - lecz nic już nie znalazł, tylko zapadlinę w tym miejscu, gdzie była jaskinia.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:34
            O królu Kazimierzu Wielkim

            Król Kazimierz Wielki przejeżdżając po kraju, trafił na jednego malca, który ojcu swemu niósł obiad. Zapytuje się król. Cóż tam chłopcze niesiesz ojcu na obiad? Zgadnijcie! jak zgadniecie, to wam powiem. Król zgaduje: może kaszę, może kluski, może rosół, może mięso, a na ostatku powiada król to pewno p r a z u c h y. Zgadliscie" odpowiada chłopiec. Teraz chłopcze zgaduj po kolei kto ja jestem pyta się król. Chłopiec zgaduje: możeście ekumon, albo darczyńca albo sam pan i a może półkownik , albo jaki starszy. Nie. A przecieieście ta nie król bo nasz tatuś zabili wczoraj króla (królika) na obiad. Zgadłeś chłopcze. Chłopcze, czyśta nie widział gdzie zająca Widziałem, ale strasznie raźny. Król powiada: moje psy go złapią. Ej złapią go tam, złapią. Wasze psy takie cienkie, mają tatuś takiego g r u b e g o psa, co od razu zaźre donicę kapusty, a nie może zająca złapać." - "No, pokaż, kaj on (zając) siada?" zapytał król. Chłopak pokazał. Psy królewskie, c h a r t y, skoczyły i złapały zająca. Chłopak powiada: całujcie go w ... żeście go (po mojem pokazaniu) z bliska podeszli. Spodobał się
            on chłopak królowi, więc go zabrał z sobą na dwór i uczynił go wielkim panem.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:36
            O kamieniu ze złotym napisem

            W dawnych czasach żyli w mieście Wiślicy księża, i tym było dozwolono od króla wieszać złodziejów na szubienicy na polu, które do dzisia-dnia nazywa się szubieniaca. A był jeden człowiek taki w tych czasach, co wyrobił kamienia. Potem sprowadził pisarza do tego kamienia, który wypisał z ł o t e m i l i t e r a m i na tym kamieniu te zdarzenia (wieszania P) i ten kamień w wodzie u t o p i ł w jeziorze, które znajduje się kole Wiślicy. Kto się puszcza wodą i da nurka, w tym jeziorze - ten znajduje ów kamień.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:38
            N oc sre b rn a śniegiem , w ia tr m roźny dm ucha.
            N a sk rzy p ca ch zim y gra zaw ierucha,
            K łębam i śniegu w o k n a u derza,
            To coś zaszep ce, jakby z pacierza,
            To się rozjęczy n utą żałosną,
            Ja k b y tę sk n iła za cudną w iosną,
            To znów na chw ilę płacz sw ój uciszy
            I gw iazd m iljonem błyśnie w tej ciszy.
            Jak że to miło w wieczór zimowy
            W cieple zacisznej siedzieć alkowy;
            W piecu się ogień dopala właśnie,
            W ciemnej czeluści mignie, to zgaśnie,
            Sypie iskierki czerwone, złote,
            W sercach nieznaną budzi tęsknotę
            Za czemś minionem, za czemś dalekiem ,
            Za dawnym światem , za dawnym wiekiem .
            Zimową nocą w alkow ie starej
            Um arłych czasów snują się m ary,
            W wielkim fotelu, z p rzed stu lat może,
            W słuchał się dziaduś w zam ieć na dw orze;
            Jak b y ustam i jakiegoś ducha
            Głos mu wichury gada do ucha,
            0 tem , co było, co się prześniło,
            Co już — od kiedy! -— śpi pod m ogiłą...
            1 nagle dziatw a przypadnie z w rzaw ą:
            — Powiedz nam, dziadziu, bajkę ciekaw ą!
            — Ja k szedł Twardow ski do piekieł bram y?
            — O, nie, dziadziusiu! Znamy to, znamy!
            — W ięc o Madeju, co zbrodnie know ał?
            — Ach, wiemy: M adej odpokutow ał!
            — To o Kopciuszku w zgrzebnej odzieży?
            — Napamięć umiem, niech dziadziuś wierzy!
            — No, to już nie wiem, co rzec w tej sprawie
            — Powiedz nam, dziadziu o... o W arszaw ie!
            Pochylił dziaduś głowę zmęczoną,
            Ale mu w oczach iskry zapłoną,
            Strudzone serce mocniej kołata,
            Bo swej młodości przypomniał lata:
            Jak to w ulicach starej W arszawy
            Gonił za widmem rycerskiej sławy,
            Ja k każda cegła, każdy głaz w murze
            W skrzeszały przeszłość w złocie, w purpurze
            Na szarej Wiśle, na mętnej fali
            Piosnka syreny ulata wdali,
            W zapadłych w ziemię lochach zwaliska
            Zly bazyliszek ślepiami błyska,
            Męczeńska Praga krw ią się zalała,
            W królewskim zamku łka Dama Biała...
            A nad główkami dzieciaków grona
            Cudowny Chrystus wznosi ram iona...
            Dali mu malcy myśl do gawędy:
            Starej Warszawy stare legendy...
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:41
            LEGENDA O WARSZAWSKIEJ SYRENCE

            — A w idzieliście ją, tę sy ren ę niby, kum ie Szym onie?
            — W idzieć nie w idziałem , kum ie M ateuszu, bo drzew a p rz e sła n ia ły ź ró d ełk o , a bliżej podejść bałem się jakości, alem słyszał, jak śpiew a.
            — A lb o żto sy ren y śp ie w ają?
            — J a k ż e to ? N ie w iecie o tern, kum ie M ateu szu ? śpiewają! I jak jeszcze! G łos to ci się ta k rozchodził po Bugaju, po W iśle, hen, aż za rzek ę, jakoby w łaśnie dzw onek sre b
            rz y sty dzw onił. S łuchałbyś dniem i nocą.
            — No, i co d a le j? Co d alej?
            — A no, nic dalej. Słuchałem , słuchałem , lubość mi się jak o w aś ro zp ły w ała po kościach, aż w końcu śpiew anie u cich ło : w idać sy ren a schow ała się na nocleg w źródełku, bo
            już i słońce zachodziło, a ja pow lokłem się do chaty, alem c a łą noc spać nie mógł, inom o tej syrenie rozm yślał.
            — C iekaw ość! W a rto b y ją w ypatrzeć, zobaczyć.
            — A le ja k ? Toć, jeśli nas ujrzy, — um knie i skryje się w w odzie. A zresztą, m oże to i grzech przyglądać się ta k o w ej stw o rze niechrzczonej i kuszącego jej śpiew ania słuchać.
            — G rzech nie grzech, — niew iada! N ajlepiej zapytać o to ojca B a rn ab y , p u steln ik a. To człek m ądry i pobożny: on pow ie i n auczy, co czynić nam należy.
            — R z eteln ie m ów icie, kum ie M a te u sz u , chodźm y do p u ste ln ik a B arn ab y ,
            — A no, to i chodźm y! R yby p rz e z te n czas z W isły nie u ciek n ą, a m y się od du ch o w n ej oso b y p rz e ró ż n o śc i dow iem y. T ak ro zm aw iali z sobą dw aj ry b a c y z n a d W isły w ow ych zam ierzch ły ch czasach , gdy n a m iejscu dzisiejszej W arsz aw y ,
            a w łaściw ie jej P ow iśla, le ż a ła n ie w ie lk a ry b a c k a osada, o to czo n a gęstem i lasam i, w k tó ry c h roito się od g ru b eg o zw ie rz a : łosiów , tu ró w , w ilków i nied źw ied zi.
            • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:47
              — W ięc p o w iad acie, że śp ie w a ła ?
              — A juści! śp ie w a ła ; g ad ałem p rz e c ie .
              — Hm! I c z ę sto se ta k p o d śp ie w u je ?
              — A co dnia! J a k tylko słoneczko B oże m a się k u z a c h o dowi i czerw ien ią a zło tem p o m aluje W ise łk ę , w ra z ci się na B ugaju jej p io se n k a rozlega.
              — I długo też n u c i?
              — Do zachodu. J a k się ino ciem no zro b i n a św iecie, już jej nie słychać.
              — T o nocam i nigdy ze ź ró d ła nie w y c h o d z i?
              — Czy w ychodzi, czy n ie w ychodzi, teg o ja nie w iem ,
              ale przepom niałem p o w ied zieć, że w p e łn ię m ie sią c a te ż śp iew a. N ieraz m nie ze snu b u d zi b la sk k sięży co w y , co do ch ału p y zag ląd a: sia d am se n a po słan iu , aż ci tu odgłos jakow yś d o lata z d a le k a ; jak b y sk o w ro n ek , jak b y dzw o n ek ,
              jakby sk rzy p ec zk i lip o w e: to ona.
              — O to mi chodziło w łaśn ie. W ięc trz e b a ta k z ro b ić ...
              T u ojciec B a rn a b a zad u m ał się na długą chw ilę, a obaj ry b acy czekali w skupieniu, aż nam yśli się, co poradzić, O jciec B a rn ab a był to sta rz e c w ysoki, chudy, siw obrody,
              łysy jak kolano, odziany w długą sam odziałow ą opończę. Na pom arszczonem jego obliczu rysow ały się pow aga i dobroć. W szy scy trzej siedzieli p rz e d budką pustelnika, na ławie,
              uczynionej z dw óch pieńków , na k tó ry ch położono zgruba o b cio san ą d esk ę. B yło to lipcow e popołudnie i cudnie było w boru, pachnącym żyw icą i kw iatam i. P tak i śpiew ały
              rad o śn ie, pszczoły w esoło brzęczały, a zielony dzięcioł w czerw onym k a p tu rk u stu k a ł dziobkiem , jak młotkiem, w korę rozło ży steg o d ębu i w ydłubyw ał robaki. A ojciec B a rn ab a nam yślał się, nam yślał, aż rzecze: — W ięc trz e b a ta k zrobić: w pełnię m iesiąca w ybierzem y się w e trz e c h do źró d ełk a; n a odzienia nasze naczepić należy gałęzi św ieżo zerw anych, najlepiej lipowych, kw iatem okry ty ch , żeb y sy ren a człow ieka nie poczuła, bo się nie p o k a ż e ; zaczaim y się p rzy sam em źródle, a gdy wynijdzie i śp iew ać zacznie, w te d y zarzucim y na nią sznur, spleciony z cien k ich w ite k w ierzbow ych, św ięconą w odą skropiony, ile, że tak ieg o żad en się czar nie im a; zw iążem y i miłościwemu księciu na C zersk u zaw ieziem y w darze. Niech ją na zam ku trzy m a i niech m u w yśpiew uje.
              A le uszy w oskiem m usim y sobie zatk ać, żeby jej n arz e k a ń i lam entów nie słyszeć, bo inaczej serce w nas tak zem dleje, że nie będziem y m ieli m ocy w ziąć jej w niew olę.
              S ro d ze jest żałościw e sy ren ie śpiew anie. — T a k jest, jak m ów icie, ojcze B arnabo; w iem ci ja o tern, bom te piosenki słyszał. Ż aden miód, by najprzedniejszy, ta k człowieka
              nie upoi, jako on głos syreni. W ięc ted y do pełni m iesięcznej? — T ak jest, do pełni.
              I rozeszli się w sw oje strony. R ybacy n ad W isłę do zarzu co n y ch sieci, a ojciec B arnaba na modlitwy Tam , gdzie dziś n a d sam em p ra w ie w y b rz e ż e m W isły, poniżej sta ro ż y tn y c h kam ien ic S ta re g o M ia sta, ro zciąg a się ulica, Bugaj zw ana, p rz e d w ielu, w ielu la ty szum iał las zielony, odw ieczny. W lesie tym , z p a g ó rk a , w zn o sząceg o się n a d rz e k ą , tr y skało źródło i ro zlew ało się w g łęboki, b y stro p ły n ą c y p o to k .
              N ad p o to k iem rosły b iało k o re brzo zy , w ie rz b y p o k rz y w ione m aczały w nim długie gałęzie, k w itn ę ły p o ln e róże, i n iezap o m in ajk i hafto w ały n ieb iesk ie m i k w ia tk a m i zielony tra w k o b ie rz e c . W ty m to p o to k u m ieszk ała w łaśnie sy ren a.
              Była pięk n a, pogodna noc m iesięczna. S re b rz y s ta p ełn ia żeg lo w ała p rz e z b łęk itn e, u sia n e g w iazdam i n ieb o i p rz y g ląd ała się ziem i uśpionej, lasow i i źródłu.
              A le w lesie nie w szy scy spali. Z za b rzó z i w ierzb, sto jący ch n a p o to k iem , w id ać było trz y sk u lo n e p o sta c ie . P rz y c u p n ę ły one, w śró d k rz a k ó w gęsty ch , i ciekaw em i o czym a sp o z ie ra ły w w o d ę p o to k u , m ieniącą się sre b rz y śc ie od b la sk ó w ta rc z y m iesięczn ej. Byli to dw aj ry b acy , S zym on i M a teu sz, i p u ste ln ik , ojciec B a rn ab a. N agle z w o d y w y n u rz y ła się p rz e c u d n a p o sta ć . B y ła to
              d ziew ica nadziem sk iej u ro d y ; w św ie tle m iesięc zn em w id ać ją b yło d o sk o n a le. M ia ła długie k ru c z o c z a rn e w łosy, p ie rśc ie niam i sp ływ ające na białą, jak z m arm u ru w y rzeźb io n ą s z y ję ; szafirow e jej oczy, w zniesione k u pełni, p a trz y ły dziw nie
              przejm ująco i sm utno, a o zd o b io n a lekkim ru m ie ń cem tw a rzy czk a ta k im tc h n ę ła czaro d ziejsk im uro k iem , że p rzy g lą d a jącym się jej ry b ak o m aż se rc a zam arły ze w zruszenia. S y re n a chw ilę trw a ła w m ilczeniu, z a p a trz o n a w niebo i w gw iazdy i oto w ciszy te j czaro w n ej nocy zadźwięczał śpiew ta k pięk n y , ta k k ry ształo w o czysty, że zdaw ało się, iż i księżyc, i gw iazd miljony, i ziem ia, i niebo zasłuchały się w niego do niepam ięci. W tern z k rzak ó w , cicho, b ez szelestu, w yskoczyły owe trz y p o sta c ie — i nie ta k szybko rzu ca się ryś drapieżny n a p rzeb ieg ającą łanię, jak oni rzucili się n a sy ren ę, sk rę pow ali ją pow rósłem , z w ite k w ierzb o w y ch splecionem , i w yciągnęli z w ody na m uraw ę. P ró ż n o się sz am o tała nieszczęsna, próżno ich ludzkim a cudnym zak lin ała głosem . G łos te n w zruszyć ich nie m ógł, gdyż, w ed le rad y ojca B arn ab y , uszy m ieli w oskiem szczelnie z a tk a n e . — Co te ra z p ocząć? Co z n ią po cząć ? — jęli się p y ta
              ć obaj ry b acy zdyszanym , g orączkow ym głosem. — Co p o c z ą ć ? — rzek n ie
              p u ste ln ik — p o czekajcie, z a raz w am pow iem : Nim ją do Je g o M iłości księcia na C zersku zawiezieni, a w ieźć p rzecież nie będziem po nocy, zam kniem y syrenę w o borze, a pilnow ać jej będzie S taszek, pastuch gromadzkiego bydła. S k o ro św it zaś, w óz drab iasty sianem w ym ościm i jazda do C z ersk a! D obrze m ów ię? — D o b rze m ówicie, ojcze B arnabo, m ądrze m ów icie! Miesiąc świeci! tuż nad polanką, gdzie rybacy złożyli skrępowaną syrenę, i widać ją było wybornie. Do pasa była to, jak się już rzekło, panna na podziw urodziw a, od pasa zasię ryba srebrzystą łuską błyszcząca. Leżała biedna bez ruchu, z zaw artem i cudnemi oczyma, ręce wzdłuż ciała opuściwszy, i tylko rybi ogon, długi a giętki, uderzał kiedy niekiedy w ziemię, zupełnie jak u wyjętego z w ody k arp ia lub szczupaka.
              — Czas nam w drogę — przem ówił pustelnik — bierzcie j ą ! Szymon i M ateusz dźwignęli syrenę i ponieśli ją w stronę wioski
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:55
            Staszek został sam na sam z syreną. Leżała ona pod ścianą obory, na wprost jednego z otworów okiennych, w przeciwległej ścianie wyciętych, a Staszek siadł naprzeciwko i tak,
            jak mu rozkazali, patrzył w nią bacznie, i oczu z dziwowiska nie spuszczał. Miesiąc świecił w ten otwór ścienny mocnym blaskiem i osrebrzał cudną twarzyczkę syreny, w której to
            twarzyczce jaśniały, jak gwiazdy, modre, wilgotne od łez, przesmutne oczy. I nie cniło się Staszkowi spozierać tak nieustannie na syrenę, bo nigdy, nigdy, jako żywo, nie widział
            podobnie urodziwego lica i źrenic rów nie głębokich, przepastnych i czaru zaziemskiego pełnych. I nagle — syrena spojrzała na Staszka swemi czarodziejskiemi oczami, uniosła przepiękną, opierścienioną zwojami czarnych włosów główkę, otw orzyła koralow e usteczka i zaśpiewała. Zaśpiewała jakąś piosenkę bez słów, piosenkę tak cudną, że drzew a za oborą przestały szumieć, a krowy łby ciężkie od żłobów zwróciły w jej stronę, żuć przestały i zasłuchały się w oszołamiającą pieśń syreny. Staszek był nawpół przytomny. Jak żyje nie słyszał nic podobnego. Śpiew syreny grał na jego sercu tak, jak gra wiosna na sercu każdego człowieka. Uczuł, że dzieje się z nim coś dziwnego, że jest jakiś lepszy, jakiś mądrzejszy, że
            otwierają się przed nini światy, o których nigdy dotychczas nie pomyślał, światy pełne aniołów i cudów. A syrena nagle spojrzała wprost w oczy Staszka i rzekła:
            — Rozwiąż mnie!
            Nie zawahał się ani na chwilę. Podszedł ku syrenie i kozikiem rozciął krępujące ją postronki.
            A dziwowisko ślicznemi rączkami objęło go za szyję i szepnęło:
            — Otwórz wrota i chodź za mną.
            Usłuchał. Otworzył wrota naścieżaj i czekał, co się stanie. Nie czekał długo. Syrena uniosła się ze słomy, na której leżała, i skacząc na swoim rybim ogonie, przeszła przez wrota i skierowała się w stronę Wisły. Szła i śpiewała. Krowy wyciągnęły za nią łby i poczęły ryczeć żałośnie, drzew a szumiały do wtóru piosence syreniej, a szumiały tak smutnie, aż niebo drobnemi łzami sypać jęło i zachmurzyło się ponuro. A Staszek, jak urzeczony, szedł za nią, szedł za nią, bez woli, bez myśli. Ustał deszcz, wybłysnęło słońce; z chałup wychodzili ludzie i ze zdumieniem patrzyli na widok tak nadzwyczajny. A syrena szła i śpiewała. A gdy już była tuż, tuż nad brzegiem Wisły, odwróciła się, spojrzała ku wiosce i zawołała na głos cały: — Kochałam cię, ty brzegu wiślany, kochałam was, ludzie prości i serca dobrego, byłam waszą pieśnią, waszym czarem życia! Czemuż wzięliście mnie w niewolę, czemuż chcieliście, abym w pętach, w więzieniu, na rozkaz książęcy śpiewała? Śpiewałam wam, ludzie prości, ludzie serca cichego i dobrego, ale na rozkaz śpiewać nie chcę i nie będę. Wolę skryć się na wieki w fale wiślane, wolę zniknąć z przed waszych oczu i tylko szumem rzeki do was przemawiać.
            A gdy przyjdą czasy ciężkie i twarde, czasy, o których nie śni się, ani wam, ani dzieciom i wnukom dzieci waszych śnić się jeszcze nie będzie, wtedy, w lata krzywdy i klęski, nadziei,
            o sile, o zwycięstwie. A tu tymczasem, pędem od wioski lecą ku brzegowi obaj rybacy i pustelnik stary i krzyczą:
            — Łapaj, trzymaj, nie puszczaj! Ale! nie puszczaj!
            Już ci syrena chlup! do wody, a za nią w te pędy Staszek. Skoczył, wychynął z rzeki, rozejrzał się dokoła, zawołał:
            — Bóg z wami!
            I zniknął. Minęły lata i wieki. Na miejscu wioski — miasto powstało, ludne, bogate, warowne.
            A miasto owo, później stolica, na pamiątkę dziwnej przygody z syreną, wzięło ją za godło swoje, i godło to po dzień dzisiejszy widnieje na ratuszu Warszawy.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:57
            Kościół NMP

            Przed latami, przed dawnemi,
            Pewien młynarz żył w tej ziemi,
            A gdzie mieszkał? Prosta sprawa:
            Tam gdzie stoi dziś Warszawa.
            Domek miał nad W isłą szarą,
            Cieszył się koników parą,
            Czwórką wołów pracowitych,
            Kur i kaczek rozmaitych
            W ielkiem m nóstwem ... A miał przytem
            Młyn zapchany zawsze żytem
            I pszenicą... Z tego zboża,
            Ani długo, ani krótko,
            M łynarz mąkę m ełł bielutką
            I sprzedaw ał aż za morza.
            Dobrze płacił cudzoziemiec,
            Anglik, Francuz, Szwed, czy Niemiec,
            Za tę mąkę życiodajną,
            T aką smaczną, choć zwyczajną.
            Polskie zboże żną parobcy,
            Polski m łynarz mąkę miele,
            z tej mąki mają obcy
            Pszenny kołacz na niedzielę.
            W ięc nasz młynarz, z łaski nieba,
            Ze się trudził najgoręcej,
            Miał dla siebie dosyć chleba,
            Miał dla biednych jeszcze więcej;
            A ponadto w kutej skrzyni
            Codzień się przybytek czyni.
            Srebrny talar przy talarze
            Leżą sobie w zgodnej parze,
            Złoty dukat przy dukacie
            Podzwaniają w cichej chacie.
            Aż talarów i dukatów
            Tyle razem się zebrało,
            Ile wiosną w łąkach kw iatów —
            I to jeszcze pewnie mało!
            Od Warszawy ku Gdańskowi
            Można niemi szlak wymościć...
            Więc bogactwa młynarzowi
            Mógłby książę pozazdrościć!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 16:59
            Szumi stary młyn nad rzeką
            I trajkoce i terkoce.
            Młynarz patrzy, hen, daleko
            I w źrenicach łza migoce.
            aka piękna, tak a młoda,
            Siedzi w izbie młynarzowa,
            Czemuż ćmi się jej uroda?
            Czemuż smutna, gdyby wdowa?
            Skąd ten sm utek i tęsknota?
            Skąd te w oczach srebrne łezki,
            Gdy w alkierzu tyle złota,
            Gdy tak jasny strop niebieski?
            Są na niebie dla nich chm urki:
            Ni im syna, ni im córki!
            I cóż przyjdzie z bogactw w domu,
            Choćbyś pereł wór zarobił,
            Gdy zostawić niema komu,
            Czego człek się pracą dobił.
            Nic dziwnego, że się łzami
            Zalewają młynarzowie,
            Boć są sami, zawsze sami,
            Czy w robocie, czy w alkowie!
            Czy dzień zwykły, czy to święto,
            Czy m rok idzie, czy blask świta,
            Nikt ich buzią uśmiechniętą
            Przez okienko nie powita.
            Rozchylając ustek wiśnie,
            Nie zagwarzy, jak to dzieci,
            I tatusia nie uściśnie,
            I do mamy nie przyleci
            Głucha cisza w długie noce
            I w dzień cisza na dom spada,
            Tylko stary młyn turkoce
            I z wiślaną falą gada.
            Gdybyż w domku życia kwiecie:
            Jedno dziecię! Jedno dziecię
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:01
            Po robocie całodziennej,
            Hołd złożywszy świętym Pańskim ,
            Spać się kładzie młynarz senny
            W swoim domku nadwiślańskim.
            A nim do snu się ułoży,
            Przed obrazem kornie klęka,
            Gdzie z Dzieciątkiem w glorji Bożej
            Przenajświętsza lśni Panienka.
            I tak blaga i tak prosi
            0 dziecinę dla swej chaty,
            Ku niebiosom głos podnosi,
            1 duch w niebo mknie skrzydlaty.
            Zda się, płynie w pozaświecie
            Swe zwierzając Bogu żale:
            Daj mi, Panie, małe dziecię,
            Bym je chował ku Twej chwale!
            Noc gwieździsta dookoła
            Szatą m roku świat osnuwa,
            A pod domkiem straż anioła
            Nad snem dobrych ludzi czuwa.
            Śpi nasz młynarz utrudzony
            A wtem: Boże! Jakież cuda!
            Czy to niebios sen wyśniony?
            Czy to tylko zmysłów złuda
            W płaszczu modrym, jak niebiosa,
            Cała w blaskach, gdyby zorza,
            Jasnooka, złotowłosa
            Przed nim staje M atka Boża!
            A gdy pada na kolana,
            W skroś radością wielką zdjęty,
            Głos Jej słyszy: „Wielbij Pana,
            Bo twój pacierz w niebo wzięty
            W zięty w niebo, usłyszany,
            Czlecze dobry, pracowity,
            Więc gdy wstanie świt różany
            I wyblyśnie na błękity,
            Idź po samym W isły brzegu
            Od swojego domku proga,
            A gdzie ujrzysz w zgórek w śniegu,
            Zbuduj kościół na cześć Boga.
            Bo ci mówię w tej godzinie
            I nasz Stwórca tak uczyni,
            Że nim jeden rok upłynie,
            Ochrzcisz synka w tej świątyni.
            W prawdzie, w szczęściu, w łasce Bożej,
            Mając w sercu cnót prom ienie,
            Twoje plemię się rozmnoży
            Po dziesiąte pokolenie."
            Cudna postać się rozpływa,
            Jak marzenie, jak mgła lekka,
            Młynarz ze snu się porywa, —
            A już niebo świt obleka
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:03
            Idzie młynarz W isły brzegiem,
            W śpiewem ptaków ranek gwarny;
            Gdzież tu wzgórek kryty śniegiem,
            Gdy na świecie lipiec skwarny?
            Fale zboża wietrzyk wzdyma,
            Słonko parzy, świecąc cudnie
            Toć daleka jeszcze zima!
            Toć na śniegi mroźne grudnie!
            A le w wierze niepożytej
            Nie zawaha się na chwilę,
            Bo, co spojrzy na błękity,
            Coś mu w sercu szepce mile:
            Niech cię trudność nie przeraża,
            Kto nie sieje — ten nie zbiera,
            Szczera wiara cuda stwarza,
            Góry nosi w iara szczera!
            Ju ż przybliża się południe,
            N agle: istne dziwowiska !
            Patrz, młynarzu, jakże cudnie
            Bliski wzgórek srebrem błyska
            Na szczyt wzgórza młynarz bieży
            I przyklęka oniemiały
            A tam śniegu obrus leży,
            Obrus śniegu, zimny, biały.
            Cud się spełnił z woli nieba,
            W ięc ku czci Jej nieustannej,
            Teraz prędko, prędko trzeba
            Stawiać kościół Marji Panny
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:04
            Jakże pilnie się zwijają
            Młynarzowi robotnicy I
            Mija miesiąc — mury stają,
            Biegnie w niebo krzyż świątnicy.
            Mija drugi w pracy Bożej, —
            Już i wieża w górę pnie się;
            Każdy tydzień coś dołoży,
            Każdy tydzień coś przyniesie.
            M łynarz złota nie żałuje,
            Hojnie sypie dukatami,
            Sam pomaga, sam pilnuje,
            Sam się trudzi z murarzami!
            Aż przyjemnie patrzeć na to,
            Aż człekowi serce ro śn ie!
            Przeminęło śliczne lato,
            Jesień wiatrem łka żałośnie.
            Lecz robota wre na brzegu,
            Choć i deszcze z nieba cieką,
            Tam, gdzie widniał obrus śniegu,
            Na pagórku ponad rzeką.
            Mknie na W isłę pieśń radosna,
            Brzmi w tej pieśni Boża chwała,
            A gdy przyszła nowa wiosna
            I kwiatam i świat ubrała
            W pewien złoty blask poranny,
            W dzień Jej chwale poświęcony,
            Stanął kościół Marji Panny
            I zagrały z wieży dzwony.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:05
            Od kościoła w dzień niedzieli
            Idzie orszak rozśpiewany,
            To nasz młynarz się weseli,
            Radby prawie skoczyć w tany.
            Uśmiechnięta m łynarzowa
            Dzieciąteczko śliczne tuli, —
            Niechże zdrowo im się chowa,
            Niech ich kocha jak najczulej!
            Wielkiem szczęściem błyszczą oczy,
            Duch wzwyż leci, szczęściem z d ję ty ...
            Tak się spełnił sen proroczy,
            W dawnych czasach w iary św iętej. ..
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:09
            kuźni p latn ersk iej im ćpana M elchjora O strogi robotaw rzała aż m iło. C zeladzie pracow ali nad w ykończeniem p rzepysznej zbroi rycersk iej dla Je g o M iłości pana kasztelana
            płockiego, a dw óch chłopaków dęło w w ielkie miechy, podsycając ognisko w ogrom nym kom inie. W płom ieniach p u rp u ro w y ch i z ło ty ch teg o ognia sam w e w łasnej osobie im ćpan M elchjor O stroga, św ietny m istrz sław etnego płatnerskiego cechu, trzym ał w cęgach potężnych sztabę żelazną, aby ją za chw ilę n a m iecz n a ko w ad le przekow ać.
            M iecz ten , w raz z p ancerzem , z hełm em , z naram iennikam i i nagolennikam i sta n o w ił w łaśnie całkow ity rynsztunek bojowy, po k tó ry p an k asz te la n m iał dziś — jutro przyjechać. A cudnaż to była zbroica! z najprzedniejszej stali, w ypolerow anej, jak zw ierciadło, p o k ry ta nabijaniam i ze szczerego sre b ra , z w izerunkiem M a tk i Boskiej Częstochow skiej, p rześlicznie w złocie w yim aginow anym , i z krzyżem husarskim
            n a ko łn ierzu . M iało to być praw dziw e arcydzieło przesław nej sztuki p łatn ersk iej, i niepom ału chlubił się niem już zgóry m istrz M elchjor W kąciku kuźni, za w ielką k upą żelastw a, baw iło się dw oje dzieci: czarnow łosy chłopczyk i zlo cisto lo k a d ziew cz y n k a.
            Było to rodzeństw o, dziatw a im ćpana O stro g i. C hłopczyk, jako to chłopczyk, ry c e rsk ą znalazł sobie ig ra s z k ę : z k a w a łk a cienkiego żelaza szablę k rzy w ą, n ib y to tu re c k ą , uczynił
            i w fechty jął się w praw iać, jak żołnierz. A le d ziew czynka,
            zapatrzona z p o czątk u w szerm ierkę b raciszk a , znudziła się
            niezadługo, boć co tam pan ien k ę w ojow anie obchodzi — M aćku! - zaw o łała n a b ra ta — chodźm y już stą d n a R y n e k ; w R ynku ta k w esoło i gw arno, słoneczko św ieci;
            pobiegam y, przyjrzym y się kram om i tow arom . — C zekajno, H alszko, jeszcze ano k ilka cięć krzyżow ą sz tu k ą przypom nę i pójdę z to b ą, kiedy chcesz koniecznie; choć m nie i w kuźni d o b rz e : ty le tu ciekaw ych rzeczy: kopij, kolczug, b u łató w . M achnął raz i drugi szabelką, cisnął ją n a ziemię i zabierali się k u wyjściu. S p o strzeg ł w ychodzące dzieci m istrz O stroga i przywołał je do siebie. — A gdzie to, m alcy? — N a R ynek, tatu ń ciu .
            — A poco ?
            — P o p atrzeć, pobiegać, św iatu Bożem u się przyjrzeć.
            — Zgoda. A le uw ażajcie n a siebie i na obiad się nie
            spóźnijcie do m atki. I jeszcze jedno: niech w as rę k a Boska b ro n i chodzić n a K rzyw e K olo do zburzonego dom ostw a. Nied o b re sp raw y się tam dzieją. Coś straszy , coś jęczy. Jeszczeby w as, strzeż P an ien k o N ajśw iętsza, zle porw ało! — J a się niczego nie boję, tatu ń ciu ! — zuchow ato zaw ołał M aciek.
            — A ja się w szystkiego boję, tatu ń ciu ! — zapiszczała cien iu tk o H alszka — i nie pójdziemy!
            — No, to bąd źcie mi zdrow e, dzieciaki!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:13
            Na Starym Rynku.
            N a R ynku w rz a sk i harm ider. Tłum w barw nych ubiora c h k rąży dokoła R atu sza, k tó ry dum nie w znosi się pośrodku placu. W R a tu szu n a dole kram nice bogate, dostanie w nich, czego dusza zapragnie. Tu sklepy orm iań sk ie z tk an in am i tureckiem i, haftow anem i złotem i sreb rem , z d y w an am i p e rskiemi i indyjskiem i szalam i; ta m S zkot su k n e m i p łó tn em zam orskiem handluje; ów dzie po w ażn y T u re k z długą b ro d ą i z cybuchem w ustach zasiadł za lad ą, n a k tó re j figi, d a k ty le , rodzenki, bakalje przeró żn e stosam i się p iętrzą, aż ślin k a idzie, a jeszcze gdzie indziej N iem iec, czy H o le n d e r z a b a w k i m a ta k ie , łą tk i, czyli lalki, k o niki, p iesk i, piłki, że aż o czy b olą p a trz e ć i ch ciałoby się m ieć to w szy stk o n a w łasność. M aciuś i H a lsz k a p rz e w ijają się w śró d lud zk iej grom ady zręczn ie i sz y b k o , jak d w a p isk o rz e ; sam i nie w iedzą, n a co sp o jrzeć. I to w abi i to nęci. W szęd zie jest ty le piękności, że raożn ab y ro k ch y b a c a ły po
            R y n k u w ę d ro w a ć i jeszcze y się w szy stk ieg o n ie zo baczyło. A ż ci tu n ag le z ah u cz y b ęb e n e k , zaśw iszczy p iszczałka, talerze blaszane zadźw ięczą. Co to ta k ie g o ? A to Cygan, czarnokudły, ciem ny n a gębie, uczonego n ied źw ied zia na łańcuchu prow adzi. Cóż to za niedźw iedź! B oże miły! W szystko umie, w szystko rozum ie. G ad a ci C ygan do niego jakim siś łam anym językiem , z k ie p sk a po w ęgiersku, a te n robi, co m u każą, ani się nam yś M iszka! U kłoń się ładnie jasno w ielm ożnym państw N iedźw iedź się kłania.
            M iszka! jak sta re b ab y w odę z rzeki noszą? N iedźw iedź dw a w iad ra n a d rągu n a plecy bierze i lezie taczając się z b oku n a bok, jak pijany, — Miszka! J a k m łode p anienki n a w eselu tańcują? I niedźw iedź nuż w podrygi, a w łam ańce. Boki zrywać ze śm iechu!
            G dy się ta k M aciek i H alszka zw ierzow i m ądrem u przyp a tru ją , znagla k to ś im ręce n a oczach położył i ciekaw y w idok zasłonił. Zgadnijcie, k to to ta k i? — ozw ał się głosik rzeźw y, w eso ły , radosny. — W aluś! W aluś! — ucieszyło się rodzeństw o — poznaliśm
            y cię odrazu po glosie! A le odsłońno już nam oczy i spozierajm y razem n a niedźw iedzia.
            O dw rócili głów ki; jakoż był to w istocie W aluś K lepka, sy n e k d ziesięcio latek im ćpana P ie tra K lepki, bed n arza z Zap ieck a. W aluś, daw n y ich znajom y, miły i zabaw ny chłopczyk, jedną w ielką m iał w ad ę; urw is był z niego okrutny. Psocił i broił coniem iara; ra d y sobie z nim rodzice dać nie mogli. O biecyw ał po p raw ę, p rzy rz ek ał posłuszeństw o, ale gdzie tam! Za p a rę dni — co dni! — za k ilka godzin znów jakąś sztukę w yp łatał. N iew ytrzym anie ludzkie z takim w iercipiętą! N iedźw iedź o dpraw ił sw oje w idow isko, Cygan do czapki sp o rą k u p k ę nazb ierał szelągów , pom iędzy którem i gdzie niegdzie i sre b rn y grosz zab ły sn ą ł — i ruszyli dalej. A ruszyli w łaśnie, jak n a nieszczęście, w stronę Krzywego
            K oła. T rójka m alców pow lokła się za grom adą, ale, gdy p rz e chodzili kolo zw alisk odw iecznego dom ostw a, o k tó re m p ła tnerz wspom inał, W aluś zatrzy m a! M a ćk a i H alszkę. Poczekajcie — szep n ął tajem niczo — coś w am pow iem , coś pokażę. — No co? No co? — zaciekaw iły się dzieci. — Oto to, żebyśm y zeszli po tych sch o d ach , co w idzicie,
            do piwnic sta reg o dom u. — Co ty gadasz, W alusiu? — z a w o ła ła H a lsz k a ; — jakże
            to można, choćby żartem , m ówić o tern. T oćże ta m straszy ! T atu ś pow iadali.
            — E he! straszy, s tr a s z y ... B ajki ze strach am i! a ja w am m ówię, że tam są sk a rb y z a k lę te . Z a ziera łe m w p iw nicę w czoraj w południe, to pow iadam w am , coś ta k błyszczało, gdy słonko zajrzało do w n ętrza, że aż m nie o czy zab o lały . A ni chybi: złoto!
            M aciek się zastanow ił. — A m ożeby znijść n a chw ilę, a sk a rb y m atu si i ta tu ń -
            ciowi przynieść. T ożby się ucieszyli! J a k m yślisz, H alsz k o ? — J a nie znijdę! — rezo lu tn ie z a k rz y k n ę ła H alszk a — nie znijdę za nic na św iecie! — Och, ty m ały tc h ó rz u ! — zaśm iał się W alu ś — nie schodź sobie, jeśli nie chcesz! M y dw aj pójdziem y, p ra w d a , M aciusiu? I posunął się k u schodom , w idniejącym z ulicy, a M aciek , że to był chłopak odw ażny i śmiały, za nim. K iedy ta k — naw pół z płaczem zaw o łała H alszk a — to i ja pójdę; nie opuszczę cię przecież, b racisz k u ! N iech się dzieje w ola B oska! I nie pożałujesz, H alszko, p ełn y fartu szek d u k a tó w ci nasypię. A te ra z — schodźm y do piw nic! I poszli.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:17
            W lochach zwaliska.
            Schody były drew niane, połam ane i zepsute, a niektórych sto p n i b ra k ło już zupełnie, tak, że trz e b a było często skakać ze sto p n ia n a sto p ień , pom ijając o tw ierające się pom iędzy niemi luki. D ość uciążliw a b y ła to droga, zw łaszcza, iż zaraz nied a le k o od w nijścia załam yw ały się schody i ciem ność ogarn ę ła W alk a, M aćk a i H alszkę. W p ra w d z ie n iew ielkie św iatełko m igotało w oddali: było to zap ew n e okienko piw niczne, w ychodzące na Brzozową, bo ty ły dom ów z K rzyw ego K oła n a tę w łaśnie ulicę miały widok,
            ale św iatełko to było dalekie i niepew ne, ile że okienko m usiało być b ru d n e i pajęczyną zasnute. W alu ś sz ed ł przodem , o k ilka kro k ó w przed rodzeństw e m ; d o b rej był m yśli i pod śp iew y w ał sobie wesoło, nie p rzeczu w ał b ied acze k , co go sp o tk a za chwilę.
            T a k idąc o strożnie i pom ału, zeszli nareszcie do lochu i znaleźli się w w ielkiej, sklepionej piwnicy. Pod ścianami jej sta ły ro zm aite rupiecie: sta re okna, futryny, drzwi i różne
            n ieu ży teczn e graty. Po praw ej, stro n ie piw nicy w idać było, uch y lo n ą nieco, żelazem o k u tą fu rtk ę od dalszych zapew ne lochów . — M aćku, H a lsz k o ! — rzekł W aluś, a głos jego dziwnie pon u ro rozbrzm iał w głębokościach podziem ia — kiedyśm y tu już zeszli, to idźm yż i dalej, spenetrujm y całe zwaliska, a sk a rb znajdzie się n a pew no. — W alusiu, mój W alusiu! proszę cię, chodźm y już na górę — rzew liw ie zaw o łała H alszka. — Co nam po skarbach! W ró ćm y ! ja się czegoś lękam okropnie. — I jabym radził w rócić — pow ażnie rz e k ł M aciek. — Dalszej drogi nie znam y; k to w ie, co m oże być za tą furtą? Rodzice i nasi i tw oi niespokojni b ędą. C zem uż ich m artw ić? — A ja jednak pójdę i w y pójdziecie ze m ną! — k rz y k nął zapalczyw ie W aluś. - Co mi ta m w szy stk ie bajdy o strach ac h ! O ! raz, dw a, trzy! Ju ż idę! I pow iedziaw szy to, podbiegł do furty zam czystej, sz a rp n ą ł
            ją, o tw orzył — i nagle, jak piorunem rażony, ru n ął n a ziem ię, jak długiCo to się stało?
            Z o tw artej czeluści drugiej piw nicy buchnęło zgnilizną i w zielonaw em św ietle, przypom inającem blask św iętojańskich ro b aczk ó w , M aciek i H alszka ujrzeli okropnego potw orka.
            B y ł to n iby kogut, niby w ąż. G łow ę m iał kogucią z ogromnym p u rp u ro w y m grzebieniem w kształcie korony, szyję długą i cien k ą, w ężow ą, k ad łu b p ęk aty , nastroszonem i czarnem i p ió ry p o k ry ty , i nogi kosm ate, w ysokie, zakończone
            łap am i o o stry ch olbrzym ich pazurach. A le n ajstraszn iejsze były oczy p o tw
            o ra ; w y łu p iaste , okrąg łe, do sow ich ślepiów po d o b n e, jarzące się to czerwono, to żółto; oczy te, n a szczęście, n ie w idziały M a ćk a i H alszki, utkw iła je b ow iem p o czw a ra w ciało leżącego n a ziem i i nieżyw ego już biednego W alusia. — B azyliszek! — sz ep n ął d rżącym głosem M aciek — to bazyliszek, sio strzy czk o ; schow ajm y się, schow
            ajm y czem p rę d z e j! I p ocichutku, pocichutku, trz y m ając się za ręce, dzieci na p a lu szkach posu n ęły się k u ścianie i w ślizgnęły się za w ielkie drzw i o m ur p ra sta ry oparte.
            W tern u kryciu, bezpiecznem narazie, M aciek począł sz ep tać sio strzy czce do uszka:
            — To b a z y lis z e k ! Słyszałem o nim od tatuńcia. Sroga to stw o ra! n a kogo spojrzy — w zrokiem zabije! T ak zabił W alusia. Stójm y tu cicho, Halszko, stójm y cichutko. Boże, mój Boże! — zalk ala H alszk a — co to b ęd zie? Co się z nam i sta n ie ? Pocośm y tu przyszli? P ocośm y tu przyszli? J a chcę do dom u! U spokój się, siostrzyczko — szep tał M a ciek — w rócim y do domu, jeśli B óg p o zw oli; ale te ra z chodzi o to , że b y nas bazyliszek nie sp o strzeg ł, bo jak zobaczy i spojrzy n a n a s — w szystko p rzep ad ło : um rzem y! — M aćkuuuu! M aaaćku! H alszko! H alusiu! — rozległo się naw oływ anie z u lic y — M aaaćku! H aaalszk o ! gdzież w y jesteście? O biad gotow y! O biad gotow y! Przerażone dzieci pozn ały glos A gaty , ale się od ezw ać nie śmiały. Bazyliszek odw róci! leb g rzebieniasty, jeszcze straszliw iej najeżył pióra i jask raw em i ślepiam i spo jrzał w stro n ę schodów . Na schodach sta n ęła sta ra A g ata, a z a nią, w ulicy, w idać było grom adkę m ieszczanek i m ieszczan.
            — Tu zeszły, tu zeszły na pew no — ozw aly się głosy na górze — m usiały się zab łąk ać w p o d ziem iach ; nie sch o d źta, A gato, bo w as jeszcze jakie licho zadusi! Ale A gata, poczciw a s ta ra służąca, już schodziła do lochu — i oto zaledw ie zeszła nadół, zabrzm iał jej okrzyk, o k ro p n ą trw o g ą w ezbrany, i głucha, p o sę p n a cisza zaleg ła znow u piw nicę.
            To płom ienisty w zrok bazyliszka uderzył w nieszczęsną i tru p em ją na m iejscu położył.
            G rom adka z p rzed schodów pierzchnęla w R y n e k i w p rz y ległe uliczki, roznosząc w ieść okro p n ą n a m iasto. S k am ieniałe z przerażenia rodzeństw o przytuliło się do w ilgotnego
            m uru, trzym ając się konw ulsyjnie za rączki, a b azy liszek ra d ze zniszczenia, jakie uczynił, począł się przech ad zać po lochu tam i zpow rotem , tam i zpow rotem . W y d o stać
            się z piw nicy nie było sp o s o b u !...
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:22
            U czarownika.
            — P a n i O stro ż y n o ! Pani O stro ż y n o ! dzieci w am przep ad ły ! dzieci w am w lochach zginęły! — J e z u s ie ! M aryjo ! Co tak ieg o 1 Co wy m ówicie, ludzie? G d z ie ? J a k ? gadajcie! A no, polazły do piw nic n a K rzyw em Kole i, musi, b ies im głów ki ukręcił, n iebożętom ! — C h ry stu sie cudow ny u F a ry ! ratu j! wspomagaj! — S k ą d ż e w y w iecie to w szy stk o ? — W idzieli szew czyki z przeciw ka, jak dzieci z W ałkiem od K lep k i sc h o d z i!/ w podziem ia, a petem w asza A gata w o ła ła je, w olała, aż zeszła do piw nic — krzyknęła okropnie — i już n ie w yszła! Słyszeliśmy! — A g a tę ja posłałam , bo dzieci nie w racały. Boże wielk ieg o m iłosierdzia, b ąd ź m iłościw m nie grzesznej! Co ja tu po czn ę, nieszczęsna?! W p rzed sien iu uczynił się ru m o r i przedzierając się przez ciżbę w p a d ł do alk ierza m istrz M elchjor. Blady był płatnerz i drżąy , bo już d ow iedział się b y ł w kuźni o srogim ciosie, jaki go ugodził. A M aćka i H alszkę m iłow ał ponad w szystko, p o n a d życie w łasn e! — Co robić, M alchrze, co robić? — biadała Ostrożyna. — R atujm yż n asze m aleń stw a kochane! Ślubuję Ci, Panie Je z u , sre b rn e se rc e złocone pod Tw oje nóżki najświętsze, jeno dopom óż nam w tern strapienu! Z g ro m ad y w y su n ął się sędziw y rajca miejski, imćpan E zechjel S tru b icz, m ąż m ąd ry i stateczny, znany całej W arszaw
            ie z dob ro ci i z p rzy w iązania do dziatw y staromiejskiej. — Co robić? — pow tó rzy ł — ja w am poradzę, co robić: w alcie, jak w dym do czarow nika na Piwną. K tóż jak nie on lek znajdzie na w aszą tro sk ę sk u te czn y ? On się zna na spraw ach ziem skich i zaziem skich, boć to i d o k tó r, i alchim ista, i astrolog, i człek, co po u szy w k się g ach sta ry c h siedzi.
            B a ! skrzydła ponoć zm ajstrow ał i nocam i na nich po p ow ietrzu łata. — W alcie do czarow nika! W alcie do czaro w n ik a! — w rzasnęła grom ada. — On pouczy, on dopom oże! D o b ra rad a! P rzednia! — N ajprzedniejsza — p rzy tak n ął strap io n y rodzic. — Bóg w am zapłać, S tru b iczu ! Chodź, żono, idziem y n a P iw ną. — I ja z w am i — im ćpan S tru b icz n a to — a nuż się jeszcze uda M aćka i H alszkę odszukać. — D ajże to, M atko B oska C z ęsto ch o w sk a — z a p ła k a ła O strożyna. — N iech się ta k sta n ie ! Na Piw nej, na czw artem p ię trz e p o d sam ym d achem w ysokiego narożnego dom u, m ieszkał sław ny i uczony d o k tó r, dom inus H erm enegildus F ab u ła, znan y n aw et n a d w o rze
            k ró la jegomości. Nie był to, p raw d ę m ów iąc, czarow nik, ty lk o w ielce z n a m
            ienity le k a rz i człek w e w szystkich k u n sz ta c h i n au k ach w yzw olonych dośw iadczony. Je n o gmin w arsza w sk i, w idząc jego praw ie cudow ne kuracje, i o bserw ując z d a le k a tajem nicze p rak ty k i, m ienił go, w p ro sto cie sw ojej, być czarnoksiężnikiem ,
            z mocami nadprzyrodzonem i m ającym ścisłą styczność. A że p an rajca S trubicz czarow nikiem go nazyw ał, to jeno ta k tylko, aby ludow i n ap o p rzek nie staw ać, k tó ry lubi rzeczy niezrozum iałe i rad k u cudow ności się o b raca, sam ą m ąd ro ść ludzką lekce sobie w ażąc i zgoła postponując. W obszernej kom nacie o łukow em sklepieniu siedział za
            w ielkim stołem , zaw alonym księgam i i pergam inam i, człecz ek m aleńki, chuderlaw y, w yschły, o licu pożółkłem , pom arszczonem arszczonem , jak p ieczo n e jab łk o ; ale źren ice w tej tw arzy, ogromne, c z a rn e , ja rz y ły się, jak p ochodnie gorejące, a tak ą m iały moc
            i p o tę g ę te oczy, że, gdyś w nie spojrzał, zdaw ało ci się, iż n a w ielk o lu d a sp o z ierasz, i m im ow iednie budziły się w tobie lęk, podziw i uszanow anie d la tej niepozornej, a jednak imponującej p o sta ci. U sufitu k o m n aty w isia ł w ypchany krokodylek łokciowy, w k ąc ie s ta ła m um ja egipska, na oknie w słojach rozlicznych p ła w iły się ropuchy, w ęże, p adalce, robaki jakieś zam orskie. A w szędzie, gdzieś spojrzał, księgi, księgi i księgi. G d y m istrz O stro g a z żoną i z im ć panem rajcą Strubiczem w eszli do d o k to ra Fabuli, ów podniósł oczy od foljantu, w k tó ry m coś c zy tał z ciekaw ością i zadow oleniem ogromnem,
            bo aż się uśm iechał radośnie, ale, zobaczyw szy wchodzących. wsta!, obciągnął sw oją czarn ą sz atę, co m u się p o fałd o w ała na ciele, i spytał: A czego to w aćpaństw o życzycie sobie o d e m n ie? Tedy O strożyna z płaczem a n a rz e k a n ie m w ielk iem o p o w iedziała całą spraw ę, a gdy sk o ń czy ła i chlipiąc b łag ać p o częła o pom oc i ratu n ek , dom inus H erm enegildus F a b u ła ta k rzecze: — W iem ci ja dobrze, co było p rzy c z y n ą z a g u b y w aszm ość państw a dziatek , bom w łaśnie w tej k się d z e o p o d o b n y ch przypadkach tra k ta t w ertow ał. O to, ani m niej, ani w ięcej, tylko stw ór najniebezpieczniejszy i najszk o d liw szy n a ziem i, k tóry się zw ie: bazyliszek. — Bazyliszek? — zak rzy k n ęli w popłochu S tru b ic z , O stro g a i O strożyna — bazyliszek! T ed y już n a d a re m n e w szy stk ie
            tru d y i starania nasze! — Z trw ogi w aszej w noszę, iż w a ć p a ń stw u w iad o m a jest
            n atura owego zw ierza i to, iż on w zrokiem sw oim w szelk ie żyjące stw orzenia zabija. A lić Bóg jest w ielki i n ad ziei do o sta tk a tracić człekow i w ierzącem u n ie w olno. A c h o ćb y
            w reszcie i pom arły już dziateczk i w asze, to ć trz e b a je w y d o być z piwnicy, aby przecie pogrzeb ch rześcijański m ieć m ogły; bazyliszka zasię ubić należy koniecznie, boć n iejed n a jeszcze ofiara od ślepiów jego zabójczych na śm ierć p e w n ą pójdzie, ani chybi! Póki ta b estja p rz e k lę ta żyw ię, W a rsz a w a spokojności nie zazna! Ja k że to uczynić, m ężu uczony? — z a p y ta S tru b icz . Ja k ż e to uczynić? Ja k ż e to uczynić? — zaw o łają O stro g a i O strożyna. Je st sposób — odpow ie H erm enegildus F a b u ła — jest taki sposób, jeno ta k tru d n y i n iebezpieczny, że nie w iem azali się znajdzie k to w tern tu mieście, coby się w ażył na ta k ie p rzedsięw zięcie. O to trz e b a , ab y do lochu zeszed ł człow iek, całkow icie obw ieszony zw ierciad ły ; gdy bazylisek spojrzy w nie i siebie zobaczy, sam się w łasnym w zrokiem zabije, a ta k uwolnilibyśm y od p o tw o ra i tę W arsz aw ę um iłow aną i całą przesław n ą R zeczpospolitą. — S posób jest d o b ry i pew ny, ani słowa! — w yrzeknie
            S tru b icz — ale sk ą d w ziąć tak ieg o śm iałka, co zdrow ą głowę p o d ew angelję położy?
            — T ak, ta k — zajęk n ie O strożyna — niem a już takich ludzi n a św iecie! N agle do k o m n aty F abuli dobiegł ponury glos farnego dzw onu, a w ślad za tym przejm ującym dźwiękiem , ogromny gw ar tysiącznego tłum u. Im ćpan S trubicz w ychylił się przez
            okno. — Mam! mam! — zak rzy k n ął radośnie — mam takiego człow ieka! Kum ie! Kumo! za mną! — Bóg zapłać, uczony m ężu! Bóg zapłać! I już ich nie było w kom nacie.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:27
            Skazaniec.
            O d R yn k u w stro n ę P iek iełk a zdążał ponury, choć jaskraw y orszak . P rzodem szła stra ż m iejska z halabardam i, za nimi „bracia p okutnicy" w długich ciem nych opończach, z tw arzam i osłoniętem i rodzajem m aski sukiennej, w której w ycięto jedynie o tw ory n a oczy; dalej dostojnie stą p ał im ćpan p isa rz m iejski ze zw ojem pergam inu w ręku, za panem p isarzem a sy sta z urzęd n ik ó w sądow ych złożona, w reszcie dwie głów ne osoby pochodu: skazaniec, niem łody już, bro d aty mężolbrzymi, rozrosły drągal, cały w czerwieni, z potężnym błyszczącym mieczem i z dwoma butlami, czyli pachołkami. Po bokach, z przodu i z tyłu orszaku cisnęło się mrowie nieprzeliczone warszawskiego pospólstwa, uliczników, urwisów i w szelakiej hałastry, ciekawej okropnego widowiska. Już pochód stanął na placyku, Piekiełkiem zwanym, gdzie pośrodku, na czarnem suknie, widniał pieniek, miejsce stra cenia;
            już pan pisarz miejski odczytał nosowym głosem wyrok, brzmiący; iż Jan Ślązak, krawczyk wędrowny, oskarżony o zabójstwo swego towarzysza podróży, na gardle ma być ukaran
            i mieczem ścięty; już skazaniec klęknął przy pieńku i głowę na nim położył, a kat mieczem straszliwym błysnął pod słońce, gdy nagle... gdy nagle imćpan Ezechjel Strubicz z m istrzem
            Ostrogą przedarł się przez stłoczone tłumy gawiedzi i tubalnym basem zakrzyknął:
            — Stójcie! Stójcie!
            Kat miecz wzniesiony opuścił, skazaniec zadygotał całem ciałem, a pan pisarz miejski, zdjęte dopiero co okulary zpowrotem na nos sążnisty założywszy, niechętnie spojrzał na rajcę, oczekując wyjaśnienia sprawy. A imćpan Strubicz rozpoczął przemowę;
            — Po pierwsze: w imieniu szlachetnego burm istrza m iasta starej W arszawy rozkazuję wstrzym ać egzekucję! Po drugie: natychmiast rozwiązać winowajcę! Po trzecie: zbliż się, Janie Ślązaku! Zapytuję ciebie, Janie Ślązaku, któryś jest na śm ierć osądzon i mc cię od niej ocalić nie może, azali zgadzasz się zmjść do lochu, gdzie przebyw a bazyliszek, i zabić oną bestję zjadliwą? Jeżeli to uczynisz — wolny będziesz! To ci przez moje usta sam szlachetny burm istrz i cala wysoka rada miejska solennie obiecuje i przyrzeka. Zdumiał się wielce imćpan pisarz miejski, zdumiało się pospólstwo, a skazaniec, wznosząc dziękczynnie czy ku niebiosom, odpowie: — Zgadzam się, przezacny panie, zgadzam się tem łacniej, iż — Bóg mi świadkiem — niewinien jestem zarzucanej mi zbrodni i tak myślę, że łaska Pana Jezusowa będzie ze mną. Tedy nie mieszkając wiele, powiedli Strubicz i Ostroga skazańca na Ratusz, skąd, obwieszonego zwierciadly, zaprowadzono na Krzyw e Koło i kazano mu znijść do podziemi. Burm istrz, rajce, ławnicy i setki ludu czekały na ulicy, a przed wszystkimi, w patrzeni chciwie w otw ór piwniczny, stali mistrz Ostroga, pani Ostrożyna i dobry rajca Strubicz. Upłynęła chwila — i oto w lochu rozległ się głos przeraźliwy: coś, jakby chrypliwe pianie koguta, jakby świszczący syk węża, jakby śmiech djabelski, a takie to było okropne, że zgromadzonym aż ciarki przeleciały po grzbietach i włosy dębem na głowach stanęły.
            — Zabity! Zabity! — zadźwięczał donośnie głos Jana Ślązaka. — Zabity! — zahuczał tłum . — Bazyliszek zabity! — wichrem pom knęła radosna wieść na Rynek, na Świętojańską, na Piwną, na Brzozową, na oba Dunaje: Szeroki i Wąski, i na całą starą Warszawę. A na schodach piwnicznych ukazała się postać cała w lustrach, niosąca na ostro zakończonym drągu straszliwego potwora. Porwał go kat z rąk dzielnego Ślązaka i na Piekiełku, na stosie ognistym, ku uciesze tysiącznego ludu, na popiół spalił. Stało się wszystko tak, jak przepowiedział m ądry doktór Hermenegildus Fabuła: bazyliszek spojrzał w zwierciadło i sam
            się wzrokiem swym jadowitym zatruł i zabił, Ale pani Ostrożyna, mistrz Ostroga i rajca Strubicz, wziąwszy zapaloną pochodnię, pędem pobiegli do lochu, — M aćku! Halszko! — w ołała m atka. — M aćk u ! H alszko! — wolał ojciec — zaliście żywi? Ozwijcie się! Gdzie w y?
            Gdzie wy? — My tu, matusiu! My tu, tatuńciu! I z ukrycia swego, z za wielkich drzwi, o mur prastary opartych, wybiegły dzieci i zdrowe, choć pobladłe jeszcze ze strachu, rzuciły się w objęcia rodziców, jakaż radość! jakież szczęście! Uściskom i pocałunkom końca nie było,
            aż imćpan rajca Strubicz, choć taki stary i mądry, płakał jak bóbr i od płaczu się zanosił.
            Tak się skończyła przygoda z bazyliszkiem. Przypłacili ją życiem nieposłuszny Waluś i stara, poczciwa Agata. Zwłoki ich, wydobyte z piwnicy, pochowano uroczyście, a rodzina
            Ostrogów nigdy o nich nie zapomniała. Co do mężnego Jan a Ślązaka, to okazało się, iż on istotnie nie był winien zabójstwa swego kam rata; ten bowiem zjawił się niebawem w Warszawie i opowiedział, że zabłąkawszy się w boru, przebył w nim bodaj miesiąc zgórą, aż go węglarze, drzewo w lesie wypalający, przypadkiem znaleźli i do Warszawy, na dobrą drogę skierowali. Żaden bazyliszek już się więcej w mieście nie pokazał.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:28
            A że człek był staroświeckiej wiary,
            Nigdy w bitw ę nie szedł bez kaplerza.
            Na kaplerzu, co lśnił z napierśnika,
            Swe Dzieciątko tuli Boża Macierz,
            Gdy w namiocie wojak się zamyka,
            Przed kaplerzem odmawia swój pacierz.
            W zlata w niebo duszą chrześcijańską,
            Zanim jutro skoczy w boje krwawe,
            I wspomina Farę Świętojańską,
            S tare Miasto i starą W arszawę
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:29
            Tam, gdzie dom y stoją, ja k w o rd y n k u ,
            A każdem u jakiś zna k dal snycerz,
            W kam ie nicy „P od n ie d źw ie d zie m " w R y n k u
            O w y dzielny p rz em ie szkiw ał ryce rz.
            W ida ć szarą w stęgę naszej W is ły
            Z okien jego izdeb ki podniebnej,
            T o słoneczne b laski na niej b ły s ły ,
            T o ją księżyc o p rom ie nia sre brny.
            A ż tu kiedyś, w w iosenne św itanie ,
            W pe łn ym k w ia tó w i piosenek m aju,
            W okna — trą b e k u d e rz y ło granie
            I k rz y k ludu : „W o jn a ! T u rc z y n w k r a ju !"
            Co tu myśleć, m ościpanie, d łu g o !
            D źw ięczą szable, rżą bojo w e k o n ie ;
            W o ja k w ie rn y m b y ł ojczyzny sługą,
            W ięc, ja k inni, w a lczy w jej obronie
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:30
            D ni ż o łn ie rs k ic h zm ienne są ko leje :
            Sława błyśnie, k u lk a żebra zmaca,
            T o się dobrze ry c e rz o w i dzieje,
            To się szczęście od niego odw raca.
            Pod srebrzystym cho rągw ianym p ta k ie m
            W mnogich w a lk a c h m ężnie się po tyka,
            A ż raz runął z ro z c ię ty m szyszakiem
            I w tu re c k ie poszedł, biedak, ły k a !
            Jakże ciężko w pogańskiej n ie w o li
            Sw obodnem u c ie rp ie ć P o la k o w i;
            J a k to serce od p ę t w ra żych b o li, —
            Tego żadnem słow em nie w y p o w ie !
            N ie c h b y raczej z a b iły go k u le ,
            N iż m a szarpać p o n ie w ie rk a ta k a ;
            N ad B osforem , w d a le k im Stam bule,
            W u tra p ie n iu p łyn ą dni w ojaka .
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:31
            Że P ola cy do k o n i zw yczajni, —
            N a ró d ziem ia n i n a ró d w o ja k ó w , —
            S łu ż y M a z u r p rz y su łta ń skie j stajni
            I ara b skich p iln u je ru m a kó w .
            K onie ścigłe, ja k w ia tr, a rozum ne,
            A ta k zw inne , ja k p a n ie n ka z tańca, —
            0 , m ój B oże! daj, n im pójdę w trum nę,
            T a k im k o n ie m zdeptać łeb pohańca!
            O d ś w ita n ia już na służbie swojej,
            Co w o je n k ę na pam ięć przyw o dzi,
            R y c e rz k a rm i, czyści je i poi,
            Po p o d w ó rc u p a ła c o w y m w odzi.
            A b y ł jeden siw ek m ięd zy niem i,
            Co, ja k pies, się przypo do bać um ie,
            N a grzb ie t skoczysz — ledw o ty k a ziemi
            1, ja k c z ło w ie k , glos lu d z k i rozum ie.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:32
            I co w ieczór, gdzie je w ojak poi,
            A na placu p rzy stajennej studni,
            B o ż e ! C óżto za figura stoi?
            A ż się język w u sta ch onieśm iela!
            Aż, jak lodem , k re w się w żyłach ścina!
            To P an Jezus! To krzyż Z baw iciela!
            Splugaw iony rę k ą poganina!
            Na znak w zgardy zle niew iernych dłonie,
            Bijąc posąg ze złością p rze k lę tą ,
            Do nóg Z baw cy przyw iązują k o n ie
            I śm igają biczem przez tw a rz św iętą.
            T ak codziennie o św icie i zm roku
            C zerń n a d k rzyżem zn ęca się szalenie,
            Aż łzy, zd a się, błyszczą w B ożem oku,
            A ż p ierś z drew n a podnosi w estch n ien ie.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:34
            Ja k ż e płacze M azur p raw ow ity,
            Pełny w iary ry cerz chrześcijański,
            N ad bluźnierstw em , co bluzga w błęk ity ,
            N ad P ostaci pohańbieniem P ańskiej!
            Niźli p a trz e ć n a te k rzy w d y Boże,
            Żywym ogniem w olałby się spalić,
            Aż już dłużej znieść m ęki nie m oże —
            I krzy ż m usi od w zgardy ocalić!
            W ięc, odziany łachm any nędznem i,
            W noc, co blaskiem gw iazd złotych nie płonie,
            P o d k rzy ż biegnie — w y d ziera go z ziem i —
            I w głąb studni k rz y ż cisk a: niech tonie!
            N iech on raczej zgnije w czystej w odzie,
            N iżby m iał się w zdrygać od k rzy w d w ielu, —
            O, Jezu sie! Ju ż e ś n a sw obodzie,
            Ju ż e ś te ra z w olny, Zbaw icielu!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:35
            Cicho, cicho niew olnik szczęśliw y
            N a sen w ra c a - już nic go nie boli,
            A w tem zarży a rab sk i koń siwy,
            Jego w ierny przyjaciel w niew oli.
            I n atchnienie w m yśl w ięźnia u derzy,
            Do po w ro tu m u drogę w skazuje,
            I arab czy k już bieży, już bieży,
            R ozdął ch rap y o g n iste: ste p czuje!
            D zień po dzionku, p rz e z k raje, p rz e z obce,
            D zielny rum ak, jak b u rza, p rz e la ta ;
            A ż graniczne w idnieją już kop ce
            I znajomy, rodzinny k ą t św iata.
            T w arz tu słońca, jak nigdzie, św ie tla n a,
            K w iaty p achną, że ty lk o je z b ie r a ć !
            To ojczyzna! to P o lsk a k o ch an a!
            G dzie żyć m ilo i m iło um ierać
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:37
            Siedzi w ojak w stary m dom u, w R ynku,
            Z o kna izby n a W isłę pogląda,
            0 swym zbożnym w spom ina uczynku
            1 krzyż tam ten w idzieć m u się żąda.
            Noc m u ow a p rz e d oczym a sta w a
            I ucieczka z k ra ju tu reck ieg o , —
            A ż tu krzykiem zahuczy W arszaw a
            I k u W iśle tłum y ludu biegą
            yjdzie w ojak z sw ojej kam ienicy
            I k u rz e c e p rz e c isk a się z tru d em :
            T łum n a R yn k u , tłu m w k ażd ej ulicy
            I p o b rzeże w ypełnione ludem .
            Z ło tem słońcem goreją n iebiosy
            N ad W arsz aw ą zatłoczoną ściśle,
            Z ew sząd sły c h ać zadziw ione głosy
            I w ołania: „C ud! cud! cud n a W iśle!"
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:39
            A n a W iśle, w te j ran n ej godzinie,
            W b la sk a c h sło ń c a b łyszczący w spaniale,
            K rzy ż C h ry stu só w p rzeciw w odzie płynie
            I p o k o rn e całują go fale.
            W y szed ł b isk u p w p o złocistej szacie,
            S am p a n b u rm istrz i dosto jn a R ada,
            D źw ięczy m iasto w dzw onów m ajestacie
            I dzw onam i z m o d rem niebem gada.
            S e tk i łó d e k po rzece śmigają,
            L ecz d o płynąć nie m ogą do k rz y ż a ;
            Ju ż zbliżają się — w idać — zbliżają,
            I znów fala o d ep ch n ie je chyża.
            C zas u ciek a na m iejskim zegarze,
            K ończy słońce sw ój obieg pow rotny,
            Sił pró b u ją najlepsi w ioślarze —
            A krzyż płynie i płynie sam otny.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:41
            K rzyż z niew o li poznał ż ołnie rz stary.
            Na brzeg biegnie, łz y radosne leje,
            I prz y k lę k a przed biskupem z F a ry
            I pow iada z T u recczyzny dzieje.
            W ięc mu biskup do ło d z i siąść każe,
            Sam z N ajśw iętszym siada S akra m entem ;
            0 to ń biją w iosłam i żeglarze
            1 już — już są przed O bliczem św iętem .
            A gdy w oja k w yciągnął swe dłonie,
            B y Chrystusa przycisnąć do łona,
            K rzyż k u jego p o c h y lił się stro nie
            I p a dł w swego ob rońcy ram iona.
            W idać z lica, że odtąd na w ie k i
            Chce być Jezus z ty m grodem w p rz y m ie rz u
            I szept w io n ą ł, ja k tchnienie, ta k le k k i:
            „B łog o sław ię cię, p o ls k i r y c e r z u ...
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:42
            W całem m ieście grają w szystkie dzw ony,
            W szyscy ludzie w eseli i radzi
            I w triu m fie naród zgrom adzony
            K rz y ż C udow ny do F a ry prow adzi.
            Szumią z w ia tre m cechowe sztandary,
            Lśniąc, ja k k w ia ty , k o lo ra m i w iosny,
            A Chrystusa niesie w o ja k stary,
            T a k i dum ny i ta k i radosny
            Mnogie cuda warszawianom czyni
            Krzyż z figurą Zbawiciela świata.
            My na Jego opiekę się zdajem,
            Nic nam wrogi i nic nam złe mary,
            Póki czuwa nad miastem, nad krajem
            Nasz Pan Jezus Cudowny u Fary!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:44
            Biała Dama

            Stanisław August siadł na tronie,
            Głośne mu „W iwat" lud wykrzyka,
            I miecz Batorych ujął w dłonie,
            Lecz to nie dłonie wojownika.
            Nie do pancerza pierś królewska,
            Ani do hełmu białe czoło, —
            A tu się chmurzy toń niebieska
            I groźne w ichry szumią wkoło.
            Czyha na Polskę cudzoziemiec,
            Słabnie potęga ojców stara,
            W Rzeczpospolitej Moskal, Niemiec
            Rządzi się w łaśnie, jak gęś szara.
            W prow adza w ojska swoje wraże,
            W olność narodu pcha w mogiłę, —
            Niech Polak słucha, gdy on każe,
            Za nic mu prawo, — on ma siłę!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:45
            Stanisław August krzewi sztuki
            I o oświatę dba narodu
            Ale kraj szarpią, jakby kruki,
            Sąsiedzi z wschodu i zachodu.
            Nie ma kto wydać hasła boju,
            Z „Bogarodzicą" grzmiącą w nieba, —
            Taki król dobry w czas pokoju,
            Teraz Sobieskich Polsce trzeba.
            Z nim -by poleciał lotem p tak a
            Nasz orzeł w polu purpurow em ,
            Znów pod Grunwaldem zgnieść Prusaka,
            Na łeb Moskala bić pod Pskowem !
            Lecz dobrze wiedzą źli sąsiedzi:
            Król Ja n w katedrze śpi krakow skiej,
            A na warszawskim Zamku siedzi
            Stanisław August Poniatowski.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:47
            Król Staś w komnacie swej bogatej
            Coś tam rozważa, coś tam myśli:
            Może mu śnią się sławy kwiaty,
            Lub plan „Łazienek" nowych kreśli.
            A tu zawzięte wrogi nasze
            Ojczyznę dwakroć już rozdarły;
            Huczą arm aty, lśnią pałasze,
            I dzwon grzmi Polsce, jak umarłej.
            Kościuszko wzywa, by rwać pęta,
            A z nim najlepsze w kraju męże —
            I wzwyż przysięga leci święta:
            „Albo polegnę, lub zwyciężę!"
            Lecz po Racławic bitwie chwackiej
            Znowu się sypią klęski krwawe —
            I wojsk carowej tłum żołdacki
            W iedzie Suwarów na Warszawę.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:48
            Na krw ią zbroczonych Pragi walach
            W re bój zacięty, bój ostatni,
            M rą kanoniery przy swych działach,
            Ginie walecznych hufiec bratni.
            M ężny Jasiński, K orsak dzielny
            Już legli — męże wiekopomni! —
            Nigdy ich sławy nieśmiertelnej
            W dzięczna ojczyzna nie zapomni!
            Suw arów z setki arm at wali,
            N apiera podłych zbirów zgrają, —
            I lecą kule dalej, dalej,
            W królew ski Zamek uderzają.
            Zda się, mur Zamku się rozrywa,
            Zda się, dygoce ziemia sama...
            Król Staś padt w fotel, twarz zakrywa:
            Stanęła przed nim — Biała Dama
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:50
            Na piersiach ranę ma czerwoną,
            Z której koralem krew się broczy,
            I ta k żałośnie drży jej lono,
            I ta k się łzam i sreb rzą oczy.
            Z gorzkim w y rz u te m p atrzy w króla,
            A jem u se rce m rze od trw ogi, —
            „T am — szep ce w idm o — M oskal hula,
            P o m oich synach d ep cą w rogi!
            W e k rw i się pław i m a k rain a
            I w k a żd em se rc u ty le bólu!
            Czyjaż to w in a ? Czyja w ina?
            U d erz się w piersi, slaby królu!
            M ój n a ró d w p ę ta dziś okuty,
            G dzie sp o jrzeć — rozpacz, Iza i blizna;
            Iluż to trz e b a la t p o k u ty ,
            B y w olną b yła znów O jczyzna!
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:51
            P o lsk a w niew oli b y t sw ój w lecze,
            T rz e c h ją ty ra n ó w uciem ięża,
            R dzew ieją w p ochw ach s ta re m iecze —
            I niem a p o la d la oręża.
            A le się n aró d nie upodli
            I Izę u k ry w a, co z ócz ścieka,
            0 bój się z w rogiem codzień modli
            1 n a w olności ju trzn ię czeka.
            A k ażd y p o ry w k u sw obodzie,
            K rw ią b o h a te ró w okupiony,
            S k ra c a tw ej m ęki czas, narodzie,
            Zbliża odrodzin św it w yśniony.
            A gdy już z d a się, zm artw ychw staje
            Słońce w ielkości, glorja chw ały, —
            W w arszaw sk im Z am ku w oknie staje
            U ro cze w idm o Dam y Białej.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.15, 17:52
            Z ap ch an y ludem plac Zam kow y,
            A w szyscy p a trz ą w stro n ę W isły,
            D um nie w zniesione w olnych głowy,
            Bo się k ajd an y w p ro ch rozprysły.
            A tam od m ostu pieśni biegą,
            A ch, nasze p ieśni to bojow e! —
            I o bok Z am ku w arszaw skiego
            P rz e c ią g a w ojsko narodow e!
            Je d e n za drugim hufiec zbrojny,
            P iech o ta, jazda, ró w n y m szykiem ,
            W m ury stolicy w raca z w ojny,
            Z w ojny zw ycięskiej z bolszew ikiem !
            S erc a w ta k t biją, w zro k się łzawi,
            I trium falna stoi bram a, —
            A z o k n a Z am ku błogosław i
            Zw ycięskim pułkom -— Biała D am a!...
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.09.15, 00:56
            Niegdyś był u nas zwyczaj, że gdy skazanego na śmierć i prowadzonego pod szubienicę dziewczyna jaka rańuch zarzuciła a skazany oświadczył, że się z nią ożeni wtedy uwalniano go od kary śmiertelnej i strzeżono tylko aby ślub odbył się niezwłocznie. Owóż zdarzyło się, że raz jednemu skazańcowi stara i straszna baba ofiarowała swoją rękę i tym sposobem mógł ocalić się od śmierci. Spojrzawszy jednak na czarownicę zawołał na kata:
            - Panie Jakubie, wieszaj waćpan.
            Słowa te poszły w przysłowie kiedy kto jakiej niekorzystnej łaski przyjąć nie chce.
          • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 21.09.15, 19:53
            Była sobie wioska w tak głębokich lasach między błotami i polami położona, że w niej żołnierzy nie widziano i o wojnie nie słyszano. Ale zdarzyło się, że był w tej wiosce jeden parobczak, który w świat powędrował, był na wojnie i z wojny do wsi rodzinnej powrócił. Otoczyli go wszyscy i z niezmierną ciekawością wypytywali się co to jest ta wojna i co na wojnie ludzie robią. A najciekawsza ze wszystkich była jego matula:
            - Mój Anteczku, kochaneczku gdzieżeś bywał, jak się miewał...a cóż wy tam na tej wojnie robicie?
            - A jużci kołem bijem, sieczem, rąbiem i strzelamy
            - Oj, wariaty, wariaty i swawolniki! - rzecze baba - jeszcze broń Boże w oko jeden drugiego urazić może
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 10:37
          Do 1945 część gminy jednostkowej Zielona. 1 grudnia 1945 w składzie wiejskiej zbiorowej gminy Kalety w powiecie lublinieckim w województwie śląskim. 1 stycznia 1951 w związku z nadaniem gminie Kalety statusu miasta stał się obszarem miejskim miasta Kalety. 5 października 1954, w związku z reformą administracyjną Polski, wyłączony z Kalet, stając się ponownie obszarem wiejskim w składzie nowo utworzonej gromady Miotek. Tam przetrwał w latach 1954–1972. 1 stycznia 1973, w związku z kolejną reformą gminną, prawie całe sołectwo Miotek (obejmujące Miotek, Kolonię Woźnicką, Mokrus i Zieloną) włączono do Kalet; jedynie Kolonię Woźnicką włączono do miasta Woźniki.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 11:00
          Jak cielę wyznaczyło drogę pożaru
          Jednym z nowszych podań, jest opowieść o pożarze znacznej części Lubszy, który zdarzył się w 1917 roku, w końcowym okresie pierwszej wojny światowej a niemającym nic wspólnego z wypadkami wojennymi.
          Późną wiosną, 30 maja 1917 roku, krótko przed południem, w zabudowaniach gospodarstwa Bogackich, położonego w Lubszy w tak zwanej Uliczce, wybuchł pożar. W pewnym momencie z ogarniętej
          płomieniami obory wybiegło przerażone cielę, które w szaleńczym pędzie przedostało się z podwórza na Uliczkę i dalej na drogę główna. Tą też drogą pędziło w stronę kościoła, lecz gdy dobiegło do kapliczki św. Floriana,
          zatrzymało się, zawróciło i biegiem powróciło do palących się zabudowań. Jak powiadali starsi mieszkańcy Lubszy, biegnące cielę dokładnie wyznaczyło szlak ognia, ponieważ pożar dotarł tylko do zabudowań
          gospodarczych karczmarza Lindla, znajdujących się z tyłu kapliczki św.
          Floriana. Stało się to ponoć tak, dlatego, że święty patron nie dostrzegł ognia z tyłu kapliczki. Stojące naprzeciwko kapliczki zabudowania Opiełki (rodzina opuściła Lubszę po plebiscycie) i nowy dom mojego dziadka Aleksandra, pozostały nietknięte. W wierzeniu Lubszan, tak to święty Florian zatrzymując oszalałe cielę, uchronił Lubszę przed spaleniem. Po 1922 roku, w miejscu drewnianej rzeźby św. Floriana umieszczono
          przywieziony z Częstochowy oszklony obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 11:42
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/L3rP8VcvIH9zhE1FX.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 11:58
          Na Śląsku, gdzie wiara w utopce była rozpowszechniona, zostały one całkowicie utożsamione z wodnikami, są to jednak dwa różne demony. Według wierzeń śląskich utopiec nie tylko topił ludzi, ale w zależności od kaprysu mógł też im pomagać, doradzać, a nawet się zaprzyjaźnić.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 12:14
          https://media.tenor.com/jcrqagh4HcsAAAAM/running-away-geralt-of-rivia.gif
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 12:29
          Jyndra
          „W okresie międzywojennym, jako chłopcy często pomagaliśmy
          w pracach polowych u Franciszka Szczecha, byłego wójta Lubszy.
          W okresie żniw pracowaliśmy na jego polach w Łazie, gdzie wiązaliśmy
          snopki a następnie ustawialiśmy je w kopki. Lubiliśmy starego Franciszka,
          ponieważ zawsze nas dobrze i suto nakarmił. Kromki chleba były
          posmarowane tak, że można było tym masłem posmarować jeszcze wiela
          innych. Zawsze jednak, gdy sobie podjedliśmy i czas naszego odpoczynku
          przedłużał się, mówił nam:
          - Chłopcy! Gibejcie się. Zjydzcie wartko ta reszta sznitek, bo jak
          przyleci Jyndra, to worn cało robota popsuje. Porozciepuje worn po polu te
          wszystkie snopki i na nic bydzie cało ta wasza robota.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 12:41
          Utopce
          https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/ZZKQaWDoLmPBRXO1X.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:07
          Nawet dziś umieszcza się wizerunki kapp na tablicach zakazujących kąpieli w rzekach czy jeziorach. Jako bohater legend demon spełnia pożyteczną rolę „straszaka” w wychowaniu dzieci (ucząc je, żeby nie kąpały się bez dozoru i kłaniały się uprzejmie).
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:12
          Kappa pojawiają się w pierwszym tomie serii książek Klątwa Tygrysa autorstwa Colleen Houck.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:19
          Wodnik najczęściej ukazywał się pod postacią nagiego starca wysokości nieco ponad pół metra z rybimi, zabarwionymi na zielono oczami, pomarszczoną twarzą i długimi, rozczochranymi włosami zlepionymi wodorostami oraz z błoną pławną między palcami. Ubierał się zazwyczaj na czerwono i w taki sposób, że czasem trudno było go odróżnić od zwykłej, niskiej osoby ludzkiej. Wodnik mógł też pojawić się pod postacią dziecka, kobiety, panny lub zmarłej sąsiadki/zmarłego sąsiada. Gdziekolwiek stanął, zostawała po nim kałuża wody. Wodnik przybierał także postacie zwierząt wodnych, często pojawiał się na czele ławicy ryb jako największa z nich. Mógł też zamienić się np. w konia, wyłaniającego się z wody
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:25
          Wodnik często wygrzewał się na brzegu, bądź przesiadywał na kładkach lub mostach. Należało wtedy omijać go z daleka i nie wchodzić do wody. Czasem wodnik mógł także wyjść na ląd i wejść między ludzi, zwabiony np. tańcem lub śpiewem. Aby temu zapobiec, w bramę osady wstawiano wycięty w kształcie głowy słup
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:35
          Główną postacią serialu jest wodnik (w wierzeniach słowiańskich demon opiekujący się zbiornikiem wodnym) o imieniu Szuwarek (cz. Rákosníček, od rákos ‘trzcina’, rákosina, rákosí ‘szuwar’; słow. Trsteniarik, od tŕstie ‘trzcina’), który zamieszkuje staw Szmaragdowe Oczko (cz. Brčálník). Ma skórę i ubranie koloru zielonego, siedem sterczących włosów na czubku głowy, duży nos w kształcie wiszącej kropli, okrągłe i odstające uszy. Jest ciekawski i sprytny (pomysłowy). Odznacza się poczuciem humoru i poczciwością.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 19:54
          Według Toporowa badania nad kontekstem – na bazie materiałów językowych zebranych w obwodzie tereckim – pozwalają zdefiniować klasę anczutek jako sił nadprzyrodzonych powiązanych z wodą, które jednocześnie potrafią latać. Anczutka jest etymologicznie pochodzi od wyrazów, w których występują sufiksy -bał, -bił, -buł, np. ros. ancybał czy ukr. ancyboł. W słownikach te słowa są objaśniane jako wodne i błotne siły nieczyste lub diabeł i szatan. Powiązanie anczutki z wodą najbardziej widoczna jest w gwarach peryferyjnych, gdzie stworzenie nazywane wodnikiem (wodianoj) straszyło dzieci. Z innych wodnych atrybutów anczutki występują: biespiatyj (bezpięty), biespałyj (bez palców) oraz rogowoj (r.ż. rogowaja) i rogastyj (rogaty). Związek tych epitetów z kaczką (także z gęsią), która kojarzy się ze środowiskiem wodnym, mają z jednej strony potwierdzenie w zebranych materiałach językowych: określenia „bezpięty” i „bezpalcy” odnoszą się do charakterystycznego chodu kaczego lub odgryzienia pięt i palców przez naszczute na biesa psy, rogatość – do dziobu (np. w zagadkach), z drugiej zaś wszystkie te atrybuty są charakterystyczne dla opisu czorta w folklorze rosyjskim: wodne środowisko zamieszkania, kacze lub gęsie łapy, pióra, umiejętność latania
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 20:42
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/d/d1/Anchutka_folk_devil_B%2C_%D0%9F%D0%BE%D0%B2%D0%B5%D1%81%D1%82%D0%B8_%D0%B8_%D1%80%D0%B0%D1%81%D1%81%D0%BA%D0%B0%D0%B7%D1%8B_%D0%9F%D0%BE%D0%B3%D0%BE%D1%81%D1%81%D0%BA%D0%BE%D0%B3%D0%BE_%D0%A7._1-3_%D0%90%D0%BD%D1%87%D1%83%D1%82%D0%BA%D0%B0_%D0%B1%D0%B5%D1%81%D0%BF%D1%8F%D1%82%D0%BD%D1%8B%D0%B9.png/500px-Anchutka_folk_devil_B%2C_%D0%9F%D0%BE%D0%B2%D0%B5%D1%81%D1%82%D0%B8_%D0%B8_%D1%80%D0%B0%D1%81%D1%81%D0%BA%D0%B0%D0%B7%D1%8B_%D0%9F%D0%BE%D0%B3%D0%BE%D1%81%D1%81%D0%BA%D0%BE%D0%B3%D0%BE_%D0%A7._1-3_%D0%90%D0%BD%D1%87%D1%83%D1%82%D0%BA%D0%B0_%D0%B1%D0%B5%D1%81%D0%BF%D1%8F%D1%82%D0%BD%D1%8B%D0%B9.png
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 23:37
          Zgodnie z fragmentem XV-wiecznego kazania ubożęciu zostawiano resztki z obiadu, zwłaszcza w czwartek. Posiliwszy się, ubożę miało przepędzać złe moce. Etymologia słowa uboże pochodzi od rdzenia bog-, oznaczającego "łaska, bogactwo". Wywodzenie terminu uboże od słowa "ubogi" jest błędne, gdyż zaprzecza funkcji istoty, której zadaniem było zapewnienie domowi dostatku
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 23:46
          Anatolij Ladow zatytułował swój, osnuty na rosyjskiej baśni ludowej, obraz symfoniczny z 1910 roku Kikimora.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 24.09.25, 23:54
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/3/39/Diabelski_Kamie%C5%84_na_Jaworzynie_BS41.jpg/500px-Diabelski_Kamie%C5%84_na_Jaworzynie_BS41.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 10:20
          •••
          Pasierbica mieszkała razem ze swoją macochą i swym ojcem.
          Pewnego razu macocha zaprowadziła pasierbicę do upiornego domku
          w lesie i kazała międlić len. Wierzyła, że przypłaci to swoim życiem. Zjawił
          się diabeł w postaci myśliwego i żądał od dziewczyny, by została jego
          kochanką. Przyrzekła nią zostać pod warunkiem, że wykona wszystkie jej
          polecenia. Ilekroć diabeł kończył całodzienną robotę, piał kur, którego zabrała ze sobą, wówczas myśliwy musiał natychmiast znikać. W ten
          sposób uratowała się przed złem, a ponadto miała dużo płótna. Niedobrzy
          rodzice wysłali tedy swą córkę do domku. Ponieważ jednak nie zabrała ze
          sobą koguta, została porwana przez diabła
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 10:32
          Skrzatek to karłowaty diabeł pod postacią ognistej miotły. Lata w powietrzu i przynosi pieniądze tym ludziom, którzy zawarli z nim pakt. Inny rodzaj skrzatka podobny jest do kurki wodnej, która przynosi tylko
          zboże. Można ją trzymać w domach. Za każdym razem, gdy się wyjmie
          spod niej garstkę zboża, to znowu znajdzie się tam świeże. Wielu wierzy też
          w tak zwany Hecketaler. Za każdym razem jak się go wyda, wraca na powrót do właściciela.
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 12:48
          Podania o krasnoludkach mają prawdopodobnie pochodzenie niemieckie[2], polska literatura wspomina o nich po raz pierwszy na przełomie XVI i XVII wieku
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 12:57
          Po piąte -
          Skąd wiadomo, że zawsze po czwartku jest piątek?
          Po szóste -
          Dlaczego niektóre orzechy są puste?
          Pierwszy mówić miał najstarszy,
          Ale tylko czoło zmarszczył;
          Drugi mówić miał najmłodszy,
          Więc powiedział coś trzy-po-trzy;
          Potem głuchy streścił szeptem
          Wszystko to, co słyszał przedtem;
          Ślepy mówił o kolorach,
          Lecz przeoczył coś, nieborak;
          Zaś niemowa opowiedział
          O tym, czego sam nie wiedział.
          Mańkut milcząc spojrzał wokół
          I napisał tak protokół:
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:14
          Niektórzy badacze wywodzą słowo wampir z języka tureckiego. Za tym podąża teoria, że całe pojęcie wampiryzmu ostatecznie wywodzi się z kultury chińskiej, skąd przeniknęła do Słowian za pośrednictwem ludów właśnie tureckiej rodziny językowej. Miało to być związane z leczeniem chorób krwi za pomocą podawania chorym krwi bydła – skąd później rodziły się obawy, iż niektórzy zabijali ludzi, by pić ich krew
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:21
          https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/0/08/Bela_Lugosi_as_Dracula.jpg/500px-Bela_Lugosi_as_Dracula.jpg
        • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.09.25, 19:28
          Wampiry zazwyczaj nie starzeją się (jeden z wyjątków: A. Pilipiuk, Vlana). Mogą jednak umrzeć na wiele innych sposobów, na przykład:
          Przebicie kołkiem, zazwyczaj osinowym (np. Dracula),
          Rozczłonkowanie ich i spalenie (Zmierzch),
          Wystawienie na światło słoneczne (Wywiad z wampirem, Wampirzyca Karin, Underworld, Kaznodzieja, Królowa Potępionych, Pamiętniki Wampirów),
          Wypicie przez niego krwi umarłego (Wywiad z wampirem)
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.06.24, 00:32
        Jak dotąd żaden góral ani turysta nie uwiecznił jeszcze tej manifestacji na filmie ani zdjęciu. Wygląda jednak na to, że Dolina Kościeliska to być może jedyne miejsce na świecie, nawiedzane przez cały młyn z młynarzem w środku.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.06.24, 12:01
        Skarb Inków ukryty w zamku
        Niedzica nie należy formalnie do Podhala, ale leży niedaleko Zakopanego, a z tutejszym zamkiem wiążą się niezwykłe legendy i opowieści. To miejsce, które miłośnicy dreszczyku z pewnością powinni odwiedzić w czasie urlopu w Tatrach.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 19.06.24, 12:13
        https://media.tenor.com/o3qGlqkt9g4AAAAM/egg-chick.gif
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 28.07.24, 22:47
        Kolejna legenda związana jest z królem Zygmuntem Augustem, dla którego Twardowski miał wywołać ducha jego zmarłej żony Barbary Radziwiłłówny. Znany mag Twardowski miał doprowadzić do zmaterializowania postaci żony przed obliczem króla. W specjalnie przygotowanej sieni naprzeciwko lustra postawił krzesło. Nakazał królowi, aby spoczął na nim i pod żadnym pozorem nie wstawał z krzesła, bo to może przynieść wielkie nieszczęście. Król wzruszony widokiem młodo zmarłej żony, wstał i próbował ją objąć. W tej samej chwili zjawa rozpłynęła się, a lustro pękło. Niedługo po tym wydarzeniu zarówno król, jak i Pan Twardowski zmarli.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 19:11
        Legenda o Czarnej Damie

        Na Krzemionkach, tam gdzie wznosi się kopiec Krakusa, jest też wzgórze nazywane „Na Zbóju”. Ta dziwna nazwa, kryjąca w sobie coś tajemniczego i groźnego, wzięła się stąd, że zawsze było tu pełno przeróżnych rozbójników. Wiódł bowiem tędy szlak handlowy z Węgier do Krakowa. Bogaci kupcy wozili w obie strony cenne towary, które często padały łupem rabusiów, przyczajonych na wzgórzu. Stała tu ponura karczma, w której zbójcy zbierali się, jedli, pili i niecnie się zabawiali. Żyła w tej okolicy piękna księżniczka. Miała wspaniały dwór, piękne ogrody, liczną służbę, szkatuły pełne klejnotów, naczynia ze szczerego złota. Jednym słowem wszystko miała najlepsze — oprócz… serca. Bo serce miała złe i przewrotne. Mało jej było własnych skarbów. Wszystko, co w pocie czoła zarobili okoliczni chłopi, zabierała bezwzględna i chciwa księżniczka — potrafiła odebrać ostatni grosz. I choć życie upływało jej w dostatku, nie mogło przecież trwać wiecznie. Pewnej nocy niebo pokryło się czarnymi chmurami, zagrzmiały pioruny i rozszalała się burza. W taką pełną grozy noc zmarła nagle zła księżniczka.

        Wkrótce też zaczęły rozchodzić się wśród ludu dziwne wieści, że w opusto-szałym dworze złej księżniczki straszy i dziwne jakieś rzeczy się dzieją. Zburzono więc dwór, a na jego miejscu postawiono mały kościółek. Nic to jednak nie pomogło. Każdej nocy słychać było w kościółku jakieś jęki, płacze, szlochy. Niektórzy nawet widzieli tajemniczą Czarną Damę, snującą się nocami po okolicy. Gdy dowiedział się o tym mieszkający w pobliżu pustelnik, przyszedł pewnej nocy pod kościółek i spotkał Czarną Damę, która powiedziała mu:

        — Jestem księżniczką, miałam tu piękny dwór, żyłam bogato. Zostałam jednak przeklęta, bo miałam złe serce, serce z kamienia i teraz, po śmierci, cierpię niewypowiedziane męki. Moje cierpienia skończą się dopiero wówczas, gdy znajdzie się człowiek, który przez rok i sześć niedziel potrafi każdego dnia przetrwonić – ale sam jeden, bez niczyjej pomocy – po sto srebrnych talarów. Pomóż mi, ojcze pustelniku, bo inaczej cierpieć będę bez końca.

        Ulitował się pustelnik nad Czarną Damą i postanowił jej pomóc. Właśnie wrócił z wojny pewien dzielny wiarus, samotny i biedny. I jego to poprosił pustelnik, aby ulżył cierpieniom Czarnej Damy. Wiarus zgodził się i odtąd codziennie spod progu kościółka zabierał kolejną sakiewkę zawierającą sto srebrnych talarów. Ucztował w najlepszych gospodach, pijał najdroższe wina, jadał pasztety z języków słowiczych, drogie owoce z najdalszych krajów i najróżniejsze inne smakołyki. Tak przetrwał cały długi rok i sześć niedziel w smutku wielkim, bo nie cieszy biesiada w samotności, bez przyjaciół. Ostatniego dnia, po sutej wieczerzy, wracał do domu zadowolony i wielce szczęśliwy, że jutro już będzie wolny. I wówczas napotkał na moście na Wiśle straszliwie wynędzniałego, starego, skulonego od zimnego wiatru żebraka w łachmanach. Zal mu się zrobiło nędzarza, znalazł w kieszeni ostatni grosik i dał go biedakowi. Był to jednak sam diabeł-kusiciel. W tej chwili zawył wicher, zakręcił się, porwał wiarusa i poniósł go tak daleko, że do dzisiejszego dnia nie wrócił na Krzemionki. A księżniczka – Czarna Dama – dalej nocami pokutuje na Krzemionkach „Na Zbóju” i czeka na swojego kolejnego wybawcę.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 19:23
        Legenda o głowie w sali poselskiej

        Legenda ta ma ścisły związek z królem Zygmuntem Augustem, który starał się być władcą sprawiedliwym, jednak nie zawsze mu to wychodziło. Kiedy pewnego dnia przez kilka godzin wysłuchiwał skarg swoich podwładnych i rozstrzygał ich spory, w jednej ze spraw podjął decyzję, która była sporym zaskoczeniem. Nikt z podwładnych jednak nie śmiał się odezwać i zarzucić królowi, że jest niesprawiedliwy. Zrobiła to za to... drewniana głowa.
        Po tym jak Zygmunt August wydał wyrok, jedna z wyrzeźbionych pod sufitem głów się poruszyła. Otworzyła usta i w sali rozległ się głos: Wyrok Twój królu nie jest sprawiedliwy!
        Ta zaskakująca interwencja odniosła pożądany skutek, król ponownie wysłuchał stron i wydał wyrok, a od tamtej pory zawsze starał się rozstrzygać spory sprawiedliwie. Drewnianej głowa zaś, na polecenie króla, postanowiono zakryć usta, aby nigdy się już nie odezwała.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 19:32
        Legenda o hejnale Mariackim

        W czasach średniowiecznych na wyższej wieży kościoła Mariackiego strażak dawał sygnał od otwarcia do zamknięcia bram krakowskich. Był on także stróżem Krakowa, który wypatrywał pożarów i wrogów zbliżających się do miasta.
        Pewnego razu zauważył wrogów. Tatarzy zaatakowali Kraków. W związku z tym czuwający strażak zaczął trąbić, ostrzegając przy tym mieszkańców. Prawdopodobnie w trakcie trąbienia strzały tatarskie przeszyły jego gardło, i hejnał nagle się urwał. Trębacz zginął od strzały, a pamięć o nim pozostała na zawsze właśnie w granym hejnale, takim samym, gdy przestał grać ją strażnik.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 20:09
        Dlaczego Kazimierz Wielki był nazywany królem chłopów? I ile jest prawdy w tym określeniu?

        Jan Długosz twierdził, że „królem chłopów” Kazimierza Wielkiego okrzyknięto jeszcze za życia. Czy zasłużył na ten osobliwy tytuł? I czy to w ogóle był komplement czy może raczej obelga?
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 25.08.24, 20:24
        O Jaśku, Staszku i studni w Tyńcu

        Studnia na dziedzińcu opactwa Benedyktynów w Tyńcu ma ponad 30 m głębokości i około 300 lat. O jej powstaniu opowiada legenda.
        Dawno temu żyło dwóch przyjaciół – spokojny Jaśko i nerwowy Staszek, który kiedyś tak pokłócił się z Jaśkiem, że go zabił. Staszek bardzo żałował tego co zrobił i sam poszedł do króla prosić o karę.
        Opat Tyniecki (najważniejszy mnich w klasztorze) poprosił króla, aby karą dla Staszka było wykopanie studni w klasztorze. Była to bardzo trudna praca, Staszek musiał rozkuwać wysoką skałę na której zbudowano opactwo. Pracował przez wiele lat bez przerwy, nawet jedzenie przynoszono mu do studni i spuszczano na linach w dół.
        Pewnej nocy ukazał mu się duch przyjaciela Jaśka, który przebaczył mu jego zbrodnię i obiecał, że następnego dnia dokopie się do wody – tak też się stało.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.24, 11:05
        Druga legenda opowiada o tym, jak w cudowny sposób wyznaczono miejsce, w którym został zbudowany kościół św. Floriana – otóż gdy przywożono relikwie do miasta, konie ciągnące wóz zatrzymały się na Kleparzu i odmówiły dalszej drogi. Wydarzenie to zostało zinterpretowane, jako cudowny znak, by tu powstała świątynia poświęcona św. Florianowi. Wydarzenia te miało miejsce w 2. połowie XII wieku, a już w 1185 rozpoczęto budowę nowej świątyni. W 1216 biskup Wincenty Kadłubek dokonał jej uroczystej konsekracji. Kościół otrzymał godność kolegiaty książęcej, a następnie został objęty patronatem królewskim, a w XVI wieku patronatem Akademii Krakowskiej.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.09.24, 12:40
        Najjaśniejszy zaś król polski Kazimierz uznawszy, że to tak godny pamięci i niezwykły cud wydarzył się dla niego i ze względu na niego, składa przyrzeczenie, że w miejscu, gdzie znaleziono ten niewysłowiony Sakrament, chociaż bagnistym i błotnistym, założy i wybuduje z cegły piękny kościół na cześć Bożego Ciała.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.24, 11:25
        Pierwszymi jej właścicielami byli Tęczyńscy herbu Topór. Po wygaśnięciu tego rodu, z początkiem wieku XVII, pałac naprzeciw kościoła Wszystkich Świętych nabyli margrabiowie Gonzaga-Wielopolscy i poddali go gruntownej przebudowie.
        W połowie lipca 1850 roku szalał w Krakowie straszliwy pożar. Największych spustoszeń dokonał właśnie na placu Wszystkich Świętych. Wówczas to spłonęło całe wnętrze kościoła Dominikanów, a także pałac Wielopolskich, z którego pozostały tylko gołe mury. Wypalony budynek zakupiło w 1850 roku miasto, a w roku 1867 pod kierunkiem Pawła Barańskiego dokonano gruntownej odbudowy, przeznaczając pałac na reprezentacyjną siedzibę władz miejskich.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 12.09.24, 11:35
        A zatem nie ulega wątpliwości - w Pałacu Wielopolskich straszy. I to nie bez powodu. Zachowane przekazy i źródła wskazują dowodnie, że opowieści o zamordowaniu panny Wielopolskiej nie są bynajmniej wyssane z palca. Pałac Wielopolskich był widownią straszliwej zbrodni.
        Oto co przeczytać można w wydanej w roku 1896 we Lwowie anonimowej rozprawie, zatytułowanej Panowie Wielopolscy w Krakowie:
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.24, 13:40
        Wiedzą o niej wszyscy okoliczni mieszkańcy, z dziada pradziada. Bronisława Złotnikowa, mieszkająca podówczas (od 1941 r.) wraz z mężem Franciszkiem w ruinach zamku, słyszała tę historię od swojej matki.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.24, 13:45
        Biała Dama z Weryni

        We wsi Werynia w kolbuszowskiem wznosił się ongiś modrzewiowy dworek, należący do Jerzego Tyszkiewicza (1768 – 1831), rotmistrza petyhorskiego i posła na Sejm Wielki, oraz jego żony Łucji Franciszki z Lubomirskich (1770 – 1811). W końcu XIX stulecia na miejscu tej rozebranej budowli wzniesiono secesyjny pałac, lecz duch tragicznie zmarłej Łucji Franciszki ukazywał się nawet i w nowej siedzibie.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 14.09.24, 13:58
        Biała Dama z Niedzicy

        Duch pięknej inkaskiej księżniczki Uminy, nawiedzający od przeszło dwóch stuleci rycerski zamek w Niedzicy, jest – obok kórnickiej Białej Damy – najbardziej znanym polskim fantomem, funkcjonującym w kontekście historycznego dreszczowca o złocie Inków. Poświęcono mu wiele publikacji, m. in. autorstwa Aleksandra Rowińskiego – Pod klątwą kapłanów, Dreszczowce zamku Dunajec i Przeklęte łzy słońca. Te frapujące i niesamowite historie (które zdarzyły się naprawdę) mają swoje korzenie głęboko w przeszłości i prowadzą do Peru.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.09.24, 12:19
        Ta bardzo zamożna, niemal magnacka rodzina małopolska, odgrywająca dużą rolę w polskim życiu politycznym XV i XVI stulecia, wydała niemało indywidualności, niekiedy rozwichrzonych, trudnych do okiełznania, nieraz na bakier z prawem, parających się to pospolitym rozbójnictwem, to magią i alchemią. Do tych zapalonych adeptów nauk tajemnych zaliczał się w XV w. podkomorzy krakowski Piotr III Szafraniec, który czasowo piastował również urząd starosty spiskiego, utracony na rzecz Zbigniewa Oleśnickiego w kwietniu 1440 r. Schorowany i rozgoryczony na dwór królewski, usunął się z polityki i zajął się na swoim zamku w Pieskowej Skale alchemią i czarną magią, o czym wspominał dobrze poinformowany dziejopis Jan Długosz.
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.09.24, 12:24
        Czarcia Skała – w czasach panowania ostatnich Jagiellonów żył czarnoksiężnik o nazwisku Twardowski. Podpisał on umowę z diabłem, według której po jego przyjeździe do Rzymu diabeł spełni jego trzy zadania, a w zamian Twardowski odda mu swą duszę. Po wielu latach diabeł spotyka Twardowskiego w karczmie „Rzym” w Suchej Beskidzkiej. Wśród zadań, jakie czart musiał wykonać, było przeniesienie ogromnej skały do Doliny Prądnika i ustawienie jej cieńszym końcem do dołu. Diabeł wykonał to zadanie, a skała ta stoi do dnia dzisiejszego
      • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 16.09.24, 12:32
        Angielska Stokrotka z Książa
        Do najbardziej znanych mieszkanek zamku w Książu (jednego z największych w Europie) należała księżna Maria Teresa Olivia (zwana pieszczotliwie Daisy czyli Stokrotka) Hochberg von Pless (1873 – 1943), małżonka Jana Henryka XV. Wywodziła się ze starego rodu Cornwallis – West, a podawał ją do chrztu sam Edward VII, co należało do wyjątków i wywołało mniej czy bardziej uzasadnione spekulacje na temat ojca niemowlęcia, majora Westa. Przepiękna blondynka o błękitnych oczach i zgrabnej figurze, a przy tym inteligentna, utalentowana, pełna dowcipu, wdzięku, dobroci i daru konwersacji, poślubiając w 1891 r. 26-letniego, bajecznie bogatego księcia pszczyńskiego, hrabiego Hochberg i pana na Książu, wkroczyła w jakże odmienny od dotychczasowego życia świat. Małżonek obiecał jej sznur pereł kilkumetrowej długości, i wkrótce w Zatoce Adeńskiej młoda para obserwowała z jachtu, jak gromada tubylców ad hoc nurkowała w Morzu Czerwonym, poszukując muszli perłopławów
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.08.15, 14:33

    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.15, 20:54
      Do rozmaitych guseł i zabobonów, szczególniej na ten cel podejmowanych, aby się owce pod ich pieczą, będące dobrze pielęgnowały, używają, oni rzeczy poświęconych: wody z chrzcielnicy przeznaczonej do chrztu dzieci, manipularzów, stuł kapłańskich, lub wosku z paschału. Wodą, święconą pokrapiają, owce, - a wyliczone powyższe rzeczy kościelne, które za pośrednictwem sług kościelnych otrzymują zakopują, pod próg owczarni
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.02.16, 00:27
      Stary koń

      Jak gniazdo orłów zamek na górze
      Strzegą go mocne baszty wały
      Słońce zapada w różowej chmurze
      I płonie zachód w purpurze cały

      Na niebie chmurki jak rój skrzydlaty
      Z wschodu na zachód za słońcem gonią
      Jak złote marzeń młodzieńczych kwiaty
      Co w ranku życia czarują wonią

      Na górze zamek w dole parowy
      Na wzgórkach płaczą żałobne brzozy
      W dali czernieje lasek sosnowy
      A droga wiedzie między wąwozy

      Kiedy z parowów pniesz się ku skale
      Najprzód znak męki, krzyż się rozpina
      Obok dwa dęby szumią wspaniale
      A wyżej wiankiem pachnie kalina

      Dalej jaskinia w skale wykuta
      Z dawna w niej mieszka pustelnik stary
      Stąd dzwoni psalmów nabożna nota
      Codziennie skoro zmrok spada szary

      Więc pieśń z jaskini leci po błoniu
      Wtórzą jej echom parowy, gaje
      Kiedy z wąwozu rycerz na koniu
      Wyjeżdża z wolna, pod krzyżem staje

      Rycerz był kurzem okryty cały
      Hełm miał pogięty i nędzną zbroję
      A rumak jego smutny koń biały
      Snać długie z panem dzielił już znoje

      Rycerz zsiadł z konia, spojrzał wokoło
      Na baszty zamku, na miłe drzewa
      Rzekłbyś myśl tęskna mroczy mu czoło
      Klęka pod krzyżem i psalmy śpiewa

      Z śpiewem rycerza pieśń pustelnika
      Zlewa się razem, faluje, płynie
      Skały i wzgórza gaje przenika
      I aż rozlega się po dolinie

      Rycerz się modli, koń jego wierny
      Jakoby pana rozumiał mowę
      Rzuca ukradkiem wzrok miłosierny
      Strzyże uszami i zwiesza głowę

      Śpiewy ucichły, wyszedł z jaskini
      Pustelnik z brodą długą i siwą
      Rycerz na piersiach znak krzyża czyni
      I patrzy na twarz jego sędziwą

      Starzec jął pierwszy mówić w te słowa
      "Kto bądź jesteście rycerzu miły
      U mnie wieczerza jest już gotowa
      Wejdźcie i wasze pokrzepcie siły"

      Bóg zapłać starcze rycerz odpowie
      W zamku dziś jeszcze stanąć mi trzeba
      Wkrótce noc będzie boć już w połowie
      Zapadnął w ziemię złoty wóz Feba

      Znacie zapewne mój ojcze stary
      Dwóch Toporczyków panów zamczyska
      Znaj jeno wnętrze mojej pieczary
      Lecz mi nie obce są ich nazwiska

      Często nawiedza mnie lud pobożny
      A ci i owi nieraz mi prawią
      Jako Toporów tych ród jest możny
      I jako z czynów mężnych ich sławią

      Mówią że ongi było trzech braci
      Jeden z nich zginął w bitwie z Niemcami
      Mężnego serca wzniosłej postaci
      Jak lew był groźny w boju z wrogami

      Żegota było jemu na imię
      Hufiec go zewsząd liczny otoczył
      A choć miał ramię silne, olbrzymie
      Już żywy z bitwy tej nie wyskoczył

      Na próżno bracia szukali ciała
      Pan i koń jego zniknął w rozprawie
      Jeno wieść uszów ich doleciała
      Że bił się dzielnie i poległ w sławie

      Siódmy rok mija już po tej wojnie
      Więc bracia wzięli jego spóściznę
      W zamku mieszkają jego spokojnie
      A mają sioła i ziemie żyzne

      Więc rycerz na to - ojcze mój miły
      Płonne są wasze wieści i gadu
      Żegota z zmarłych powstał mogiły
      I znów powróci na łono matki

      Gdy on był małym jeszcze dziecięciem
      Ponad kolebką wróżka prawiła
      Że zbrojny słów jej, modłów zakęciu
      Pokona w życiu swem wroga siła

      Na piersiach dziecka krzyż był czerwony
      Więc czarodziejka wróżyła z blizny
      Że wzrośnie rycerz w boju wsławiony
      Długo żyć będzie na cześć ojczyzny

      Wróżyła ona że krzyża znamię
      W boju od grotów pierś mu przesłoni
      Umocni serce jego i ramię
      I od pokusy czarta obroni

      Rycerz ten żyje, on pan zamczyska
      Choć ranny srodze, wzięty w niewolę
      Do rodzinnego wraca siedliska
      Ja braciom jego opowiem dolę

      Moją powieścią serce ich skruszę
      Niech mu oddadzą zamki i włości
      Boć dużo cierpiał więc na mą duszę
      Godzien jest doznać bratniej miłości

      Zacnie spełnijcie wasze posłanie
      Lecz serca ludzkie twarde są bracie
      Nie otwierają się na wezwanie
      Choć w imię prawdy do nich stukacie

      Jednak szczęść Boże rycerzu prawy
      Bo kto do serca bratniego woła
      Kto miłość sieje godzien jest sławy
      Z nim Bóg i pomoc jego anioła

      Tak rzekł i krzyżem żegna rycerza
      I do pieczary ciemnej odchodzi
      Rycerz wsiadł na koń, do zamku zmierza
      I w drodze smutną piosnkę zawodzi
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 26.02.16, 21:54
      Pielgrzym skamieniały

      Głowę posypał popiołem
      Na kolanach z kornem czołem
      Już do gór Świętego Krzyża
      Pielgrzym z wolna się przybliża

      Skąd to idziecie pielgrzymie
      Zapytał go wieśniak stary

      Byłem rzecze w starym Rzymie
      Trudy moje są bez miary
      Po tak długim ciężkim znoju
      Po dniach tylu niepokoju
      Kiedy do kresu przybywam
      Znaleźć niebo się spodziewam

      Czyście pewni tak już bracie
      Że zbawienie otrzymacie
      Boć nam kościół zapowiada
      Że do nieba trudna droga
      A najkrócej się spowiada
      Ten kto w łasce jest u Boga

      A któż zbawion być nie może
      Jeśli nie ja - com dostatki
      Pozostawił w imię Boże
      Com opuścił żonę, dziatki
      Moje szczęście i pociechę
      I rodzinną moją strzechę
      Com za młodu wzgardził światem
      Na kolanach w kraj daleki
      Szedłem zimą, szedłem latem
      Schnąc od skawarnej słońcem spieki
      Jeśli nie ja - w imię Boże
      Powiedz kto być zbawion może?

      Rzekła - a czarna nad nim chmura
      Zahuczała niebios gromem
      I jęknęła Łysa Góa
      Niby bluźnierstwa pogromem

      Na pielgrzyma obłok spływa
      Twarz się mieni i sinieje
      Wzrok gaśnie i kamienieje
      Posępna go mgła zakrywa

      Klęcząc jakby w ziemię wbity
      Powstać sili się daremnie
      Nadludzką siłą spowity
      Zamienia się w bryłę ciemną

      Skamieniałego oblicza
      Niemniej jest wyraz boleści
      A ciemna i tajemnicza
      Dusza jego w posągu się mieści

      I mówi stare podanie
      Że krok jeden co wiek cały
      Stąpa pielgrzym skamieniały
      Nim na górę się dostanie
      Kiedy trąba Archanioła
      Na Sąd Boży go powoła

      Zakuty w bryle z kamienia
      Ze świadomością istnienia
      Ciężką odbywa pokutę
      Płyną lata, płyną wieki
      Nie zamknie nigdy powieki
      I gwar życia, pieśni nuty
      Słyszy bez iskry zapału
      Bez przyszłości, bez udziału

      Przyrosła w szacie wiosennej
      Ściele mu kwiaty pod nogi
      I słońce w chwale promiennej
      Oświeca posąg złowrogi
      Posąg kamienny a żywy
      Z duszą co głazem spowita
      Wyrok niezmienny, straszliwy
      W dziejach przeszłości swej czyta

      Pielgrzym spostrzegłyszy grzesznika
      W klęczącej głazu postaci
      Gdy skrucha serce przenika
      Z westchnieniem mówi do braci
      Ten tylko zbawion być może
      Kto krzyż swój dźwiga w pokorze

      Legendy pochodzą z różnych źródeł
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.02.16, 14:23
      -4-
      Noc zawiesiła swój całun ciemny
      Nad żyjącemi, nad umarłemi
      I książyc blady, cichy, tajemny
      Z chmurą na czole pływał nad niemi

      W obozie wrogów, w okrąg ogniska
      Jak duchy snują się nocne czaty
      Miecz u każdego boku połyska
      A różnobarwne mienią się szaty

      Pod strażą groźnych janczarów w zbroi
      Ibrahim Basza leż w namiocie
      I chwale przyszłych podbojów roi
      W Giaurów krwi się kąpię i złocie

      Ale myśl wroga czoło mu mroczy
      Kiedyś na dzielną wspomni obronę
      Król mu Jan III staje przed oczy
      I Samuela widzi on żonę

      A więc się rzuca z sromu i gniewy
      Żę z nim niewiasta do walki staje
      I że zabrania zebrać posiewu
      Co wraz z Trembowlą los mu oddaje

      Nagle jak tygrys z łoża wyskoczył
      I na naradę Baszów swych woła
      Liczny brodaczów rząd go otoczył
      A wszystkie kornie chylą się czoła

      W tem szpieg wysłany w nocy na zwiady
      Doniósł że król Jan na odsiecz bieży
      Ta wieść przecięła węzeł narady
      Drżą muzułmańskich serca rycerzy

      Więc wódz ich na to ze wschodem słońca
      Jutro Trembowli muszę być panem
      Napiszę układ i wyślę gońca
      Bo trudna sprawa z polskim hetmanem
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.02.16, 15:48
      -11-
      Rycerze wielbią moc niepojętą
      I pieśń w powietrzu dzwoni nad niemi
      Gdy kapłan czyni ofiarę świętą
      Witaj królowo nieba i ziemi

      A kiedy pędzel słońca złocisty
      Malował lasy, pola i góry
      Nagle jak gdyby świat duchów mglisty
      Liczny huf jeźdźców wypłynął z chmury

      Ale to nie są duchy ni cienie
      Ku wałom twierdzy na koniach lecą
      Słychać już tętent kopyt i rżenie
      W blasku zachodu proporce świecą

      To polskie orły lśnią i pogonie
      I piersi mężów jak stal ich twarde
      Silne i groźne jak piorun dłonie
      I jako baszty czoła ich harde

      Jak wódz rycerzy stanął u bramy
      A okrzyk z wałów radośny bije
      Pogromca pogan wódz niezwalczalny
      To król Jan III niech król nasz żyje

      Król najprzód wodza załogi woła
      Dzięki za twierdzy czyni obronę
      Ale Samuel patrzy do koła
      I milcząc wskaże ręką na żonę

      A kiedy król go ciekawie bada
      Co by znaczyła ta białogłowa
      On rzecz jak była mu opowiada
      W końcu do niego prawi te słowa

      Królu, mój Panie mój miłościwy
      Nie mnie a żonie cześć się należy
      Jej to hart serca gniew sprawiedliwy
      Ocalił sławę twoich rycerzy

      Król gładząc wąsa lekko się skłonił
      I rzekł w niewiasty patrząc się lice
      Dzięki, Bóg tarczą nas twą osłonił
      Pan wierną podniósł swą służebnicę

      Liść najcudniejszy ziemi wawrzynu
      Gdzie taka dzielna wzrosła niewiasta
      Więc na pamiątkę owego czynu
      Włożę na głowę koronę Piasta
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 31.03.16, 21:16
      Jajko oprawne w złoto i w perły. Wiosną i latem nie zaszło nic osobliwego w dolinie. Węglarze uprawiali swe małe pola i chodzili pilnie do boru palić węgle; ich żony trudniły się domowem gospodarstwem,
      zajmując się mianowicie troskliwie kurami, a dzieci pytały się często, czy wnet nie nadejdzie wielkanoc. Nieznajoma pani była przecież nieraz bardzo zasmuconą. Jej stary, wierny służący, który z jej polecenia
      odbywał podróże, nie mógł już doliny opuścić, gdyż zaczął chorować. Gdy jesień nadeszła, ledwie mógł próg przestąpić, aby się wygrzewać na słońcu, co mu wracało utracone siły. Pani płakała, litując się nad
      starcem, obawiając się utracić ostatnią podporę w niedoli. Było też jej smutno, że oddawna nie miała żadnej wiadomości z rodzinnego kraju, będąc w odosobnionej dolinie jakoby odciętą od świata.
      Oprócz tego jeszcze inne wydarzenie nabawiło dobrą panią wielkiego przestrachu Kilku węglarzy, przyszedłszy rano z boru, opowiadali: ,,Kiedyśmy sobie w nocy przy ogniu siedzieli, przybyło do nas czterech obcych ludzi, którzy byli zupełnie w żelazo ubrani, u boku mieli ogromne miecze a w ręku długie dzidy. Mówili, iż zostają w służbie u hrabiego Mściwoja, który tu przybył w góry z hufcem żołnierzy. Pytali się ciekawie o wszystko w okolicy. Młynarz pobiegł natychmiast z tą wiadomością
      do nieznajomej pani, która właśnie siedziała przy łożu chorego Grzegorza. Zbladła i z przestrachu drżała, jak osowy listek, gdy młynarz wymówił nazwisko Mściwoja. ?O Boże!" wyrzekła, ?to mój wróg
      najzaciętszy. On z pewnością godzi na moje życie. Gzy czasem węglarze nie odkryli tym ludziom mego schronienia?" Młynarz zapewniał, że o ile wie, wcale o niej mowy nie było, gdyż ci ludzie grzali się tylko
      u ognia, a nad ranem ruszyli dalej. Jest jednak pewną rzeczą, że się w górach tułają. ?Kochany, poczciwy Bartłomieju!" rzekła pani do młynarza, ?poznałam was od czasu, jak mnie w swój dom przyjęliście, jako pobożnego, roztropnego i sprawiedliwego człowieka. Wam tedy wyjawię tajemnicę
      mego pochodzenia i wynurzę wielką obawę, jaka me serce tłoczy, gdyż wasza dobra rada i wierna pomoc może mi być użyteczną, a wiem, że mnie nie zdradzicie." ?Jestem Bozalindą, córką potężnego
      księcia ślązkiego. Dwóch znakomitych hrabiów ubiegało się o moją rękę. Mściwoj Ostrorair i Wacław z Lipnicy. Mściwoj był potężnym i bogatym, posiadał wiele zamków i liczne hufce wrojowników, ale jego dusza odznaczała się chytrością i innemi wadami. Wacław był wprawdzie najdzielniejszym
      i najszlachetniejszym rycerzem w kraju, przecież w porównaniu z Mściwojem można go było nazwać ubogim, gdyż posiadał tylko jeden zamek. Jemu oddalam rękę za zezwoleniem mego ojcu, przynosząc
      mu w posagu piękn}r kawał ziemi i kilka zamków. Żyliśmy pełni szczęścia, jak w raju. Mściwoj odtąd stał się zaciętym naszym wrogiem, choć z początku ukrywał swój gniew zapalczywy. Gdy ogłoszono wojnę przeciw Turkom, wyruszył mój małżonek z swem rycerstwem w pole, a Mściwoj, używając różnych wybiegów, pozostał w domu. Podczas gdy mąż mój daleko od kraju krwawe staczał boje, napadł Mściwoj nasze dziedzictwo, pozabierał zamki, tak że ledwie z wielką biedą uratowałam się ucieczką. Mój stary, poczciwy Grzegorz był prawdziwym aniołem stróżem w tej ucieczce dla mnie i moich dzieci. Nakoniec tu pomiędzy wami znalazłam, dobrzy ludzie, bezpieczny przytułek. Tu chciałam tak długo przebywać, dopóki mój małżonek nie powróci z wojny i nie odzyska wydartego dziedzictwa.
      Od czasu do czasu wychodził poczciwy Grzegorz, aby zasięgnąć wiadomości, atoli zawsze jeszcze toczyła się wojna, a Mściwoj panował w naszych posiadłościach. Teraz od roku z powodu choroby
      Grzegorza jestem pozbawiona wszelkich wiadomości, idźże mój małżonek zginął śmiercią walecznych na polu sławy. Może się Mściwoj dowiedział o mem schronieniu ? a wtedy co się ze mną stanie i z mojemi
      dziećmi? Śmierć byłaby mi jeszcze w takim razie najpożądańszą. Tomów, poczciwy Bartłomieju, z węglarzami, aby mnie nie zdradzili. ?Co zdradzić!" zawołał z zapałem młynarz, ?ręczę wam, dostojna pani, za wszystkich, że każdy raczej prędzej życie utraci, niżby ten niegodziwy Mściwoj miał wam
      co złego zrobić. Bądźże tedy bez troski, szlachetna pani." Tak samo oświadczyli się węglarze, gdy im młynarz tę sprawę przedłożył. ?Niechno tu przyjdzie ten niegodziwiec" mówili, ?a naszemi drągami taką
      mu damy pamiątkę, że tu już drugi raz się nie zjawi." Mimo to dobra pani przepędziła kilka dni w ustawicznej trwodze. Obawiała się kilka kroków przestąpić za chatę, ani nie dopuszczała, aby dzieci wybiegały. Dopiero po kilku dniach, gdy się wszystko uspokoiło i nie było nic słychać o zbrojnych ludziach, odważyła się wyjść wieczorem z dziećmi na przechadzkę. Był to śliczny dzień jesienny. O kilkaset kroków wznosiła się skromna kapliczka, którą Rozalinda ozdobiła obrazem, przedstawiającym ucieczkę świętej Rodziny do Egiptu. Przyniósł ten obraz Grzegorz z swych podróży. Ta chodziła często Rozalinda, aby się modlić i dumać o nieobecnym małżonku. Było też to prześliczne miejsce, zkąd czarujący odsłaniał się widok dla oka. Hrabina modliła się gorąco z dziećmi. Patrząc na obraz Bogarodzicy, uciekającej z dzieciątkiem Jezus przed srogim Herodem, wspomniała i na swoje smutne położenie, podobne w nie jednem do losu Matki Bożej. Rzewne łzy płynęły z jej ócz strumieniem, mianowicie gdy wspomniała na oddalonego małżonka. Modlitwa i łzy uspokoiły ja nieco. Usiadła
      potem na ławeczce, rozpatrując tę po okolicy, a dzieci zbierały tymczasem jeżyny. Wtem z pomiędzy skał ukazał się na drodze pielgrzym, zbliżając się ku kaplicy. Miał na sobie długi, czarny habit; kapelusz
      był ozdobiony muszlami, a w ręku trzymał długą, zakrzywioną laskę. Zdawało się, że był już w podeszłym wieku, szedł jednakże raźnym krokiem. Jego włosy i długa broda były jak śnieg białe, ale lica czerwone, niby kwitnące róże. Pani się przelękła, zobaczywszy nieznajomego człowieka. Po
      chwalił on Pana Boga i pozdrowił ją z wielką czcią, a potem zaczął rozmowę. Ona była nader ostrożną w słowach, obawiając się podstępu. ?Szlachetna pani," rzecze pielgrzym, ?nie miejcie żadnej obawy.
      Znam was bardzo dobrze. Jesteście Rozalindą, córką księcia ślązkiego. Wiem dlaczego już od trzech lat między temi dzikiemi skałami mieszkacie. Znam i waszego małżonka bardzo dobrze, którego już trzy lata nie widzieliście. W tym czasie wiele się na świecie zmieniło. Jeżeli wam na tem zależy, mogę wam o waszym małżonku Wacławie wesołe nowiny zwiastować, mianowicie jeżeli w waszem sercu nie wygasła
      pamięć i miłość dla niego. Pokój panuje. Chrześciańskie wojsko wróciło zwycięzkie z wojny. Wasz małżonek odzyskał wydarte grody. Niegodziwy Mściwoj z wielką biedą szukał ocalenia w tych górach, ale i ztąd już się wyniósł. Wasz małżonek z tęsknotą oczekuje tej chwili, kiedy was będzie mógł
      przycisnąć do swego kochającego serca." ?O wielki Boże!" zawołała Rozalinda, ,,jakaż to wesoła nowina. O jakże Ci dziękuję, mocny Boże, za tyle dobroci." Potem padłszy na kolana, z płaczem mówiła:
      ?O Ty, dobry Boże, widziałeś łzy moje gorące i słyszałeś moje z głębi serca pochodzące westchnienia, Tyś też wysłuchał mego błagania. O luby Wacławie, niechże cię jak najprędzej zobaczę, abym ci przyprowadziła dziatki, któreś opuszczał prawie niemowlętami, a teraz będą cię mogły powitać słodkiem
      mianem ojca. Ty powątpiewasz, pielgrzymie, o mojej miłości i pamięci dla mego
      kochanego Wacława. Chodźcie tu dzieci, wołała, ?a przekonam cię o naszych uczuciach." Dzieci, które stały w oddaleniu przypatrując się ciekawie pielgrzymowi, wnet się zbliżyły. ?Ty Edmundku," rzekła do chłopca, głaskając go po twarzy, ?po wiedz tę modlitwę, którą co dzień rano mówisz za ojca."
      Chłopczyk złożył nabożnie rączęta, a wzniósł łzy oczy ku niebu tak mówił z widocznem przejęciem i z rozrzewnieniem : ?Dobry Ojcze w niebie! Spojrzyj na dwoje nas biednych sierót. Nasz ojciec jest na wojnie. O nie dozwól, ażeby zginął ! Chcemy żyć pobożnie, ażeby kochany ojciec miał z nas pociechę, gdy nas kiedyś zobaczy. Spełnij Boże naszą proźbę!" ?A ty Wandziu," rzekła do złot
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 23.04.16, 20:22
      Jaki jest związek malowanych jajek z Wielkanocą? Istnieje na ten temat szereg pięknych legend. Jedna z nich opowiada o rozpaczającej Magdalenie, której ukazał się Anioł, przyrzekający Zmartwychwstanie Pana. A gdy uradowana wróciła do domu, wszystkie jajka, przygotowane do jedzenia przybrały kolor czerwony. Magdalena rozdała je apostołom, lecz jajka zamieniły się w ptaki... Inna znów legenda mówi o biednym chłopu, niosącym na targ w koszyku jajka. Po drodze spotkał Chrystusa, dźwigającego krzyż. Chłop pomógł Zbawicielowi, za co spotkała go nagroda, jajka w koszyku stały się z białych czerwone.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.04.16, 18:41
      Pieluszki i koszulki winny być gotowe na miesiąc przed przyjściem na świat dziecka, skoro zaś dziecko narodziło się szczęśliwie, wówczas tego jeszcze dnia, odpowiednio do płci niemowlęcia, kupowano nowy, nieużywany jeszcze dzbanek dla chłopca, lub garnek dla dziewczynki, by było w czem zagrzać wodę na pierwszą kąpiel. Zaznaczyć należy, iż z dnia narodzin wróżono całe przyszłe życie i usposobienie dziecka, tak na przykład jeśli dzień był dżdżysty, wówczas niemowlę narodzone dnia tego, mieć będzie usposobienie płaczliwe, natomiast dzieci, narodzone w czwartek o wschodzie słońca, lub w sobotę pod wieczór, żyć będą szczęśliwie i długo.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 30.04.16, 18:45
      Do chrztu podaje matka dziecko rodzicom chrzestnym przez okno, chrzestni zaś nie powinni nigdy zbaczać w drodze do kościoła i z powrotem do domu, to znaczy, iż wszystkie swe czysto intymne sprawy załatwić powinni przed chrztem, lub wstrzymać je do powrotu do domu, gdyż w przeciwnym razie, dziecko obficie i uparcie moczyć będzie pościel i pieluszki, nawet wówczas, gdy pieluszek
      już używać nie będzie, gdyż do siedmiu lat włącznie.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 06.11.16, 19:52
      ***
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 08.04.17, 22:29
      ***
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.09.17, 17:18
      14 sierpnia 1223 roku miała ukazać mu się Matka Boża, zapewniając, że o cokolwiek poprosi w jej imieniu, Jezus Chrystus spełni. Potwierdzeniem tego objawienia miał być rozkwit Zakonu Kaznodziejskiego w Polsce.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 18.09.17, 17:25
      Gdy południowe obszary Polski po najazdach tatarskich nawiedził głód, Jacek miał karmić ubogich pierogami własnego wyrobu, stąd też przydomek „św. Jacek z pierogami"
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 04.10.17, 13:43
      Druga wspomniana już legenda mówi, że złota kaczka siedziała na złotych jajkach. Ludzie powiadają, że złotą kaczkę odnaleźć może ten, kto urodził się w niedzielę, a do lochu wejdzie w dzień Wielkiej Nocy.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.10.17, 12:05
      Nazwa miasta Lubliniec związana jest z legendą, która nawiązuje do słów Władysława I księcia opolskiego. Tenże polując w okolicznych borach, miał wypowiedzieć słowa: „Lubi mi się tu miasto i kościół zbudować”. Od zwrotu tego, powstałej później osadzie urobiono nazwę, która w odróżnieniu od istniejącego na wschodzie Polski Lublina, otrzymała nazwę Lubliniec
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 05.10.17, 12:27
      Przygoda w lesie
      Pewnej pięknej niedzieli, dwie młode dziewczyny z Lublińca wybrały się na przechadzkę do lasu. Gdy tak przez kilka godzin beztrosko chodziły po lesie, spostrzegły ku swemu przerażeniu, ze nie mogły znaleźć drogi powrotnej do domu. Błądziły jeszcze długo po lesie, lecz nie spotkały nikogo, ktoby im mógł wskazać drogę. Usiadły w końcu zmęczone pod drzewem i zaczęły płakać, bo dzień chylił się ku końcu, a one się bały, aby im nie wypadło spędzić samotnie nocy w tym głuchym lesie. Nagle zjawił się jednak wybawca z niedoli pod postacią młodego mężczyzny w myśliwskim ubraniu. Gdy się tylko dowiedział o ich nieszczęściu, natychmiast oświadczył, ze nie tylko wskaże im właściwą drogę, lecz sam zaprowadzi ich w takie miejsce, skąd bez żadnych trudności wydostana się z lasu. Przed tym jednak proponował im, aby cos zjadły, ponieważ kilkugodzinne chodzenie po lesie nadwątliło ich siły. Zdjął swój myśliwski plecak i wyjął z niego chleb, kiełbasę i butelkę wina. Od razu poprzedni smutek dziewczyn przerodził się w wielka radość. Wesoło się gwarzyło z przystojnym myśliwym, którego nagłe zjawienie się rozpędziło ich wielki strach, który je przedtem ogarniał. Po pokrzepieniu się, w towarzystwie przystojnego myśliwego udały się na skraj lasu, skąd przez coraz rzadsze drzewa, dostrzegły domy przyległej miastu wioski. Podziękowały serdecznie swemu wybawcy za okazana pomoc i poprosiły o jego adres, bo chciały z nim w przyszłości prowadzić korespondencję. Nieznajomy z uśmiechem wyrwał z notesu kartkę, na której skreślił kilka słów. Później zawinął ją, podał starszej dziewczynie, ukłonił się i znikł gęstwinie leśnych zarośli. Po chwili, dziewczyny zaciekawione kim to był ten przystojny wybawca, odwinęły karteczkę i przeczytały:
      „Podziękujcie Eliasowi,
      wielkiemu zbójnikowi!”
      Niedowierzając, zdumione milcząco spoglądały na siebie. Po chwili jednak przekonały się, że słowa zawierały najprawdziwszą prawdę, bo jednej znikł z szyi cenny, bursztynowy naszyjnik, drugiej zaś złoty zegarek z takim samym łańcuszkiem. Zdumione, ani rusz nie mogły sobie przypomnieć chwili, w której „wyparowały” im te wartościowe cacka.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 27.10.17, 21:19
      Dzień Wszystkich Świętych w całej Polsce a szczególnie na Śląs­ku przybiera uroczysty charakter. Już na kilka dni przed tern świę­tem można zauważyć na cmentarzu większy ruch, gdyż wszyscy ci, któ­rzy na nim posiadają swoich naj­bliższych, gorliwie upiększają i po­rządkują groby. Dzięki temu przy­biera cmentarz jakby nową odświęt­ną szatę. Skoro zaś nadejdzie dzień Wszystkich Świętych, wigilja dnia Zadusznego, dzwony kościelne ża­łobnym jękiem budzą pamięć zmar­łych, a wtedy wszystkie serca na­strajają się do modlitwy za tych, którzy odeszli. Już od południa
      spieszą rzesze ludzi na cmentarz, aby tam uczcić zmarłych i pomod­lić się za ich dusze. Palą się na grobach świeczki, najpierw jest ich niewiele, później wzrastają do ta­kiej liczby, że wieczorem, patrząc na cmentarz, zdaje się, jakoby ca­ły płonął. Jest to naprawdę przepiękny widok, bo zdaje się wtedy człowiekowi, że te małe i pojedyn­czo nikłe płomyki, gdy ich zapło­nie tysiące biją w niebo razem z modlitwą, która jedna spokój umar­łym. A ludzie stoją przy grobach i modlą się, dopóki świece nie wy­palą się zupełnie. W związku z dniem umarłych opowiadają sobie lu­dzie wiele opowieści o świecie umar­łych o duchach, strachach i upiorach. Wiele takich opowieści krąży wśród ludu u nas w Lipinach.Wierzą n. p. u nas ludzie, że wszystkie pokutujące dusze w noc Wszystkich Świętych wychodzą z grobów i idą w nocy do kościoła, skoro uderzy godzina dwunasta. Znalazła się razu jednego pewna
      ciekawa niewiasta, która chcąc koniecznie zobaczyć dusze, wycho­dzące z grobów, skryła się w krzakach przy cmentarnym płocie i ciekawie patrzyła, co się będzie dalej działo. Gdy tylko przebrzmia­ło ostatnie echo zegara, wydzwa­niającego godzinę dwunastą, zoba­czyła ciekawa niewiasta szereg widm podnoszących się z grobu, które
      naraz zaczęły się posuwać w kie­runku kościoła. Ponieważ obserwu­jąca znajdowała się w bliskości drogi, którą szedł orszak duchów, przeraziła się okropnie, tern bardziej, że zauważyła, iż jedna z duszyczek odłączyła się od orszaku widm i skierowała się wprost do niej. Gdy widmo zbliżyło się do niej, pozna­ła w niem duszę swej zmarłej „star­ki". Dusza „starki” uprzedziła ją, aby natychmiast opuściła cmentarz, gdyż gdyby ją spostrzegły inne
      duchy, to musiałaby zginąć, gdyż nie pozwolą, aby w ich godzinie, godzinie duchów, ktoś z żyjących mącił im spokój. Kobieta przy­rzekła, że odejdzie, jednak będąc ciekawą, spytała jeszcze ducha zmarłej, jak jej się powodzi na tamtym świecie. Duszyczka odpo­wiedziała jej, że jest na pokucie, a mogłaby prędzej uzyskać zbawienie, gdyby żyjący, pamiętając o niej ofiarowali za nią Mszę św. Tą ofiarą przyczyniliby się nie tylko do
      sprawienia ulgi w jej pokucie, lecz także wszystkim innym duszycz­kom z nią razem cierpiącym, Po tych słowach duszyczki „starki” odeszła, a kobieta czem prędzej od­daliła się, bojąc się się, ażeby nie stało jej się coś złego.
      Inna znowu opowieść mówi, że u pewnej wdowy powtarzały się dziw­ne znaki, jakby dawane z tamtego
      świata. Przez kilka wieczorów pun­ktualnie o godz. 9-tej spadał na podłogę garnuszek z ramy, nie tłucząc się wcale, a gdy go wdowa zawiesiła, powtórnie spadał. Skoro się to kilka razy powtórzyło, przy­pomniała sobie, że punktualnie o tej godzinie zmarł jej nieboszczyk mąż. Więc kiedy się to w następnych dniach znowu powtórzyło, zebrała się na odwagę i odezwała się zda­niem, które zawsze wypowiada się do duchów: "„Wszelki duch Pana
      Boga chwali”. Na to otrzymała od­powiedź: „I ja go chwalę". Wtedy zapytała: „Czego duszyczko potrze­bujesz i co sobie życzysz?" Duch jej na to odpowiedział, że jeżeli chce zbawienia swego męża, niech złoży w Dzień Zaduszny ofiarę na Mszę św. za dusze zmarłych, a na jego intencję zaświeci na grobie świeczki i zmówi „Ojcze nasz” i
      trzy „Zdrowaś”, polecając Panu Bogu jego duszę. Przejęta tern kobie­ta wykonała wszystko, co jej duch
      zmarłego męża nakazał i odtąd w jej mieszkaniu nie straszyło już więcej. Takie i tym podobne historje
      o duszach zmarłych opowiadają sobie ludzie w Lipinach, skoro na­dejdzie listopadowe święto umar­łych.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.11.17, 22:54
      O FAJERMÓNACII
      Za starych czasów, jak jeszczech była dziełuchóm takóin dwauost, trzinost roków, to my dycki z mamulkóm mieli w komorze. A z tej komory był wyglónd na pole. Nazywało sic to Pod Chałupkami. No wiycie, tego ziarna było trzeba dużo zemleć, bo nas było dziewiyńć dzieci, rodzice, to było jcdynost. Ojciec byli miejscowym kowolym, no
      to mieli ucznia. To nas było dwanost do stołu. A to sic mięło a mięło, ale przi latarni. To światło nie było wielki. Bele widzieli do te paprzice nasuć a toczyło sie tym młynkym, a toczyło. A wieczór jakechmy tak mieli, tochmy widzieli na te polanie z tego okiynka, że tam locóm taki ogniki. Jo dycki sie pytała: „Matko, co tam
      je za tym?“ — „Na wiysz co, dziełucha. To ci mówióm, że to sóm ty fajermóny“. — „Fajermóny? Na cóż to może być ty fajermóny?“. I opo­wiadali, że jejich ojciec widzieli tego fajermóna tak, jakby sie z drugim
      człowiekym spotkali. Że to było kole łasa, że tam dycki tyn fajermón lotoł. I óni sie szli przeświadczyć, co to je. A że to był człowiek bez głowy, a zamiast głowy mu taki płómiynie wychodziyły. No taki że to było. A jo prawiym: „Na cóż to może być takigo strasznego?“ — „Mój ojciec dycki mówiyli, że to sóm dusze pokutujónce i óny tak gónióm“. — „Ale kaj sóm teraz ty dusze?“ — „Już nie pokutujóm, bo tych fajermónów ni ma“.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 15.11.17, 23:00
      JAK DZIOŁCHA BYŁA MOROM
      Szwagier mój opowiadoł, jak ón słóżył w Krakowie przi wojsku. Był jako cugsfira za Austryje. A powiadoł, że to było zaroz przed piyrszóm wojnom światowóm. I że sie tam poznali na muzyce z dziołchami. I ty dziołchy ich prosiyły, aż ich odprowadzóm. I tóż ich odprowadzili. Eszcze jedyn tyn kolega a ón szli ś nimi. A jak tam prziszłi do nich, tóż dziołchy pościelały na górze, na sianie, i spały ś nimi. A syncy mieli wychazke, tak mieli czas. Ni? Prziszłi ku ranu. A teraz tyn jedyn sic obudzi, a prawi: „Ja, sie tam obłapiosz ś nióm“. A ón sie też chcioł ś nióm obłapić, a teraz przewraco ta dziołcha na ta strona, na ta strona. Dziołcha jakby nie żyła ani nie dychała, ani nie było nic. Aż potym mu dziepro ludzie powiadali, że óna je mora. Że podobno tego człowieka tyn duch opuści i tyn duch idzie precz, a tyn człowiek leży na swojim miejscu. To szwagier opowiadoł
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 11.05.18, 22:48
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.png
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.07.18, 21:58
      Pewnego razu pan posłał sługę, który się jąkał do swojego kompana z życzeniami świątecznymi, bo chciał mu zrobić psikusa. Jednak ten drugi pan wpadł na taki sam pomysł i wynalazł jąkającego się pazia i też go posłał z życzeniami.
    • madohora Re: Śląskie Legendy, również te z Janowa:) 13.09.18, 23:51
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/uX9VClLj9fEuU7fa3X.png
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka