• madohora Re: Legendy 22.09.25, 20:18
      O nadzwyczajnej sile cielesnej jednego z przodków hrabi Gaszynów na
      Żyrowej pod Górą Chełm w powiecie wielko strzeleckim, w przeszłym
      stuleciu zmarłego, wspomina w odległych okolicach lud bardzo wiele, na
      przykład był on w stanie szynę żelaza człowiekowi o szyję niby powróz
      owinąć, powóz z czterema końmi, w najSpieszniejszym pojeździć za koło
      go chwytając, zatrzymać; na każdej wyciągniętej ręce trębacza trąbiącego
      utrzymać, furę z drzewem przez niską chałupę przerzucić.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 10:56
      O pochodzeniu Psar
      Bardzo dawno temu stał na górze Grójec potężny zamek, u podnóża
      którego pobudowane były liczne podgrodzia. Największe z nich, pełniące
      rolę osady targowej, do której zdążali kupcy z różnych krain, było tam
      gdzie dzisiejsza wioska Psary się znajduje. Bogacili się kupcy, obrastała
      dostatkiem osada, która stawała się ludniejsza i obszarem większa.
      Nieszczęście spadło nagle, jak grom z jasnego nieba, gdy zastępy
      skośnookich, niby z piekła rodem, tatarskich wojowników nie pozostawiły
      na tym miejscu kamienia na kamieniu, tylko głuchą pustkę i morze gruzu.
      Kto uniknął pogromu uprowadzony został w pętach na bezkresy azjatyckich
      stepów.
      Nieliczni, którzy ocaleli w ostępach leśnych, założyli nową osadę
      1 zajęli się uprawą ziemi, bardzo urodzajną w tej okolicy. Po mieszkańcach
      podgrodzi i okolicznych osad pozostały stada bezpańskich psów, garnących
      się do nowo powstałej wioski. Kiedy książę opolski objeżdżał swoje ziemie,
      zauważył duże ilości dorodnych psów, które chętnie widział w swoim
      myśliwskim stadzie. Zwolnił tedy mieszkańców z wielu uciążliwych
      obowiązków, polecając natomiast hodowlę książęcego stada psów
      myśliwskich. Z biegiem czasu bezimienną, książęcą osadę służebną
      mieszkańcy innych okolicznych wiosek nazwali Psarami.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:01
      Siedziba templariuszy w Woźnikach
      Józef Lompa w swej zaginionej obecnie pracy o przeszłości Woźnik
      pisał, że w roku 1859 rozebrano stary zamek woźnicki, gdzie wcześniej
      była siedziba woźnickiego wójta. Według Lompy, budynek zawierał
      w swych grubych murach na parterze dużą salę, komorę z obszerną kuchnią
      zaś na piętrze dwa pokoje i komorę. Dach kryty był gontami a na nim
      wznosiła się smukła wieżyczka. Podczas rozbiórki znaleziono belkę
      z wyrzeźbioną datą: „1600 ”. Wskazywałoby to, że wtedy to budynek
      wzniesiono lub poddano przebudowie.
      Według Lompy, budynek pierwotnie przeznaczony był na cele religijne,
      na kościół. W przeszłości zamieszkany miał być przez trzech członków
      rycerskiego zakonu templariuszy.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:08
      Ptasia Góra
      W pobliżu prastarej drogi prowadzącej z Lubszy przez Sułów do
      Woźnik, niedaleko od Młynka znajduje się niewysokie wzgórze zwane
      Ptasią Górą. Na tymże wzniesieniu przed dawnymi czasy, każdej jesieni,
      odbywały się sejmiki ptasie przed ich wyprawami za morza, na
      przezimowanie do ciepłych krajów. Działo się tak przez cale wieki.
      Niedaleko od tego miejsca położona była bardzo ludna i bogata wieś, która
      od znajdującego się w tej miejscowości targu solnego nazywana była
      Sułowem. Mieszkańcy osady zadowoleni byli z ptasiego sąsiedztwa, gdyż ptasie trele umilały im codzienne życie. Ptasie odloty napawały smutkiem
      a przyloty z dalekich stron radością, stały się rytmem ich życia. Do chwili
      jednak, gdy w Sułowie zamieszkał niedobry człowiek, który z ptasiego
      sąsiedztwa chciał uczynić dobry interes. Sprowadził on łowców, którzy
      w saki poczęli łapać ptaki. W czasie jednego z takich polowań, w trakcie
      ptasiego sejmiku, nieszczęśliwie zginął ptasi książę. Rozpacz ptaków była
      tak wielka, że po jesiennym odlocie, wiosną, na Ptasiej Górze nie pojawił
      się żaden ptak. W Sułowie zapanowała pustka i głucha cisza. Wieś zaczęła
      podupadać a i kupcy poruszający się szlakiem handlowym zaczęli ją
      omijać. Leżąca na uboczu osada nie przypomina dziś dawnej świetności.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:16
      •••
      • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:19
        O warzeniu soli w Psarach
        Na ziemiach śląskich wydobywano różne minerały; brakowało tylko
        soli, która dawniej sprowadzano z Bochni i Wieliczki. Transportowano ja
        szlakami handlowymi od Bochni i Wieliczki przez Kraków - Bytom -
        Opole - Wrocław lub Olkusz - Siewierz - Woźniki - Lubszę - Lubecko -
        Oleśnicę - Wrocław i dalej na Zachód. Wysokiej ceny soli powodowały
        jedna, że poszukiwano jej usilnie także i na Górnym Śląsku.
        W Psarach niedaleko Woźnik, była łąka zwana Solamią. Jak zanotował
        Józef Lompa, starzy ludzie powiadali, że było tam źródło słonej wody, którą
        wydobywano a następnie warzono i sól z niej otrzymywano.
        •••
        O pół mili dalej na zachód jest zaś łąka tegoż imienia, o której to samo
        mówią.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:41
      Lubszeckie piwo

      W okresie pierwszej wojny światowej wyburzono w lubszeckim dworze
      stary browar, prze wieki służący nie tylko okolicznej ludności. Z zapisów
      ksiąg metrykalnych kościoła parafialnego p.w. św. Jakuba Starszego
      Apostoła w Lubszy, znane są liczne nazwiska lubszeckich browamików.
      Kiedy powstał, nie wiadomo? Istnie jednak, znane nie tylko na Górnym
      Śląsku podanie, które informuje nas, że: „Gdy Kraków budowano, to do
      Lubszy po piwo jeżdżono.”
      W Siemoni, miejscowości nieodległej Będzinowi funkcjonuje legenda
      „O tym jak Krakusi przez Siemonię do Lubszy po piwo jeździli.” Według
      niej o starożytności Siemoni świadczyć ma stare podanie, znane ponoć
      także z zapisów starych śląskich kronik, które głosi, że: „kiedy Kraków
      budowano, to do Lubszy przez Siemonię po piwo jeżdżono” .
      Według Mariana Kantor - Mirskiego, zdarzenia prawdziwe musiały dać
      początek powieściom gminnym, przeto można wnioskować, że Siemonia
      starożytnością nie ustępuje grodowi Krakowa.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:46
      https://media.tenor.com/KR9RFAekebAAAAAM/water-waterfall.gif
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 11:53
      Józefa Lompy opisy Grójca i okolicy
      „Z dolin zielonych powolnie się unosząca góra w formie przewróconej
      misy, ozdoba całej okolicy, o pół ćwierci mili od wsi Lubszy oddalona,
      w pobliżu wysokim pagórkiem się wydająca, pod nazwą Grójec, zasługuje
      słusznie na nazwę góry, albowiem z niej można mieć widnokrąg przeszło
      sto mil wynoszący. Widzieć z niej bowiem bez szkieł oko uzbrajających na
      północ nieprzejrzane lasy szląskie i polskie, wyżyny ku Kłobucku się
      ciągnące, wspaniały klasztor jasnogórski ku Częstochowie; ku wschodowi -
      ruiny Olsztyna, pagórki obok Żarek, góry pilickie, miasteczko Woźniki; ku
      południu, nad lasami, kilka wsi polskich, Tatry, dymy fabryk żelaznych
      w Siemianowicach i na Królewskiej Hucie, las bytomski, sztucznie
      naśladowane ruiny zamkowe w Najdku*74, kościoły w Żyglinie
      i Niemieckich Piekarach, wieżę na Górach Tarnowskich; na zachód słońca -
      kościół w Lubi u, niedaleko Pyskowic, zamek Błaziejowice w pobliżu
      Toszka, za ogromnymi lasami Górę Świętej Anny, dawniej Chełm zwaną,
      wieś Kosęcin, kościół wsi Lubecko, a u samego podnóża wioski Piasek,
      Psary i Babienice. Wart więc jest Grójec, aby go w lecie odwiedzać. Cała
      prawie ta góra składa się z wapiennej skały i lubo jest tylko cienką warstwą
      czarnej ziemi pokryta, tak, że miejscami nagie kamienie z niej sterczą,
      wszakże jest gęstymi drzewami i krzewinami odziana, zaczem ją rozliczne
      zioła i kwiaty zdobią, a przy tym proste i kręte chodniki przeszywają i do
      wierzchołka prowadzą, gdzie sobie na ławkach darniowych spokojnie
      odetchnąć i o troskach i kłopotach ziemskich na chwilę zapomnieć można.
      Zaczem historia o tej górze nic nie wspomina, utrzymuje się o niej od
      niepamiętnych czasów następujące gminne podanie, że tu słynął gród
      warowny.
      Odwiedzający to powabne miejsce daremnie szukałby tu śladów byłego
      grodu. Na wierzchu góry znajduje się bowiem tylko dół, gruzami skał
      i kaliną otoczony, gdzie się mnogo bluszczu rozpina. W głębi miała być
      głęboka studnia, ale i ta już jest zawalona.
      Podając tu wysokość Grójca ponad zwierciadłem morza w roku 1827
      przez P. de Kamall mierzoną, przytacza się i inne tejże okolicy:
      Wierzchołek Grójca -1186 stóp paryskich
      Wierzchołek góry wapiennej lubszyckiej -1187 stóp paryskich
      Najwyżej stojące domy w Psarach -1018 stóp paryskich
      Kosęcin - 1054 stopy paryskie
      Rynek w Lubieńcu - 852 stóp paryskich
      Rynek w Woźnikach - 1043 stopy paryskie
      Coglowa Góra w Woźnikach - 1173 stopy paryskie
      Góra zamkowa w Toszku - 856 stóp paryskich
      Wielkie Strzelce - 856 stóp paryskich
      Góry Tarnowskie - 1005 stóp paryskich
      Podwoje klasztoru Św. Anny - 1296 stóp paryskich
      Gdyby się nasz Grójec w bliskości miasta ludnością lub handlem albo
      siedliskiem nauk słynącego znajdował, dawno by już był za małą pomocą
      rąk ludzkich w najprzystojniejszy park przeistoczony. Piękniejszym byłby
      niezawodnie, gdyby u podnóża jego zdroik do kąpieli służący sączył i imię
      góry w odległych stronach rozsławiał. Mimo tego zostaje Grójec miłym tak,
      że właśnie z Wężykiem, opiewającym czarowne okolice Krakowa, zawołać
      muszę: Niechaj inny, nielubiący swej codziennej ziemi, Indian złote szaty
      chwali, niech Alpy wychwala itd., mnie się rodzinne miejsca podobają
      gdyż i nam przyroda macochą nie była. I tu można podziwiać twórcę
      w dziełach jego.
      Dawniej, kiedy granice Polski z tamtej strony ściśle zawarte nie były,
      przechodziły przez całe lato obok Grójca liczne kompanije
      pielgrzymujących na Jasną Górę, gromadzące się na dole około kaplicy,
      otoczonej wysokimi lipami, a głosy ich pobożnych pieśni rozlegały się
      z wdziękiem muzyki.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:11
      Podanie o górze Grójec77
      U stóp góry Grójca, w cieniu lip rozłożystych, stoi murowana kapliczka
      Świętego Krzyża, podanie o przeszłości i dziejach tych miejsc, tkwi
      w ustach ludu, jako wspomnienie minionej świetności ojczyzny naszej.
      Kiedy około 1241 roku Tatarzy jak gdyby brzemienna nieszczęściem
      chmura spadli na ziemię naszą, pożogą i mordem naznaczyli miejsca swego
      przechodu, wtedy stał na Grójcu okazały gród warowny, a gdzie dziś wieś
      Psary, znaczne wznosiło się miasteczko.
      Gdyby palcem kary bożej dotknięte, upadły przed przybyciem Tatar
      mury tych grodów - a gdyby w drugiej Jerozolimie kamień na kamieniu nie
      został. Mieszkańcy, którym życie uratować się udało, podziemnym
      chodnikiem, czyli gankiem, uszli do miejsca, gdzie dziś przed miasteczkiem
      Woźnikiem stoi świątyńka św. Walentego. Już w tym miejscu obronne
      miasteczko budować poczęli, ale im się położenie bagnistym wydało, więc
      się dalej przewieźli i stąd się miasteczko Woźnikiem zwie.
      Więcej też z grojskiego zamku było takich podziemnych przechodów,
      z których jeden prowadził do wsi Psar, drugi do zamku w Lubszy, który
      dopiero przed 40 laty rozburzono. Do dziś jeszcze można oglądać zawalone
      szczątki tych ganków podziemnych.
      Lud mówi tak o rodzinie rycerza, co posiadał grójecki zamek:
      Rycerz ten miał córkę nadzwyczajnej piękności. Była pieścidełkiem
      swych rodziców, którzy ją nader kochali; to tylko rodzicom nie było do
      smaku i gniew ich na nią ściągało, iż nigdy namówić jej nie mogli, aby
      z nimi do kościoła udać się chciała. Pewnego razu, gdy ją tak matka do
      kościoła iść namawiała i prosiła, a ona jej woli powolną być nie chciała,
      rozgniewana matka wyrzekła straszne słowa przeklęctwa i oddaliła się sama
      do kościoła.
      I tą więc rażą po odejściu rodziców na tę tajemną schadzkę wybierać się
      poczęła.
      Aliści, o okropności! Gdy wrócili rodzice, zamiast zamku znaleźli gruzy
      zapadłe w głębiny góry. Nie chcieli więc stroskani rodzice budować się
      nowo na grobie swej córki, ale na drugiej górze zbudowali zamek, który na
      pamiątkę nieszczęsnych lubowników Lubszą się zwać począł.
      Podanie jeszcze dodaje, że w miejscu zapadłego zamku duch dziewicy
      unosi się o północy, a kto by górę Grójec od 11 do 1 godziny w nocy
      obszedł na kolanach, ten ową duszę z czyśćca wybawi.
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:25
      Jak pozyskać skarby Grójca
      „Gdyby się kto obrał, co by Grójec o północy na kolanach trzy razy
      obszedł, mogłaby być dziewica zbawiona, a on by skarby zapadłe pozyskał.
      Mógłby się na to jakiś daremniś odważyć.”.
      °°°
      Czym był Grójec dla nas?
      Było dużo radości, ale i tajemniczości. Zawsze towarzyszyła nam
      świadomość tego, co opowiadano o tej górze. Również tu w Grójcu
      odbywały się zabawy. Żadna z tych zabaw nie kończyła się spokojnie,
      najczęściej zrywała się burza i rozpędzała wszystkich.
      Opowiadano, że w Grójcu są zakopane duże ilości złota. Legenda
      dokładnie mówi, jak można go odzyskać. Warunki są następujące:
      W Niedzielę Palmową dwu braci bliźniaków - Piotr i Paweł - powinno
      dwoma wołami, też bliźniakami, oborać cztery razy Grójec. Musi się to stać
      do czasu, aż ksiądz z organistą w czasie posesji będą się kłócić (był taki
      zwyczaj w liturgii Wielkiego Tygodnia Niedzieli Palmowej). Wtedy diabeł
      pilnujący grójeckiego złota wyda go braciom!
      Ponieważ te warunki w tej chwili trudno już spełnić, złoto na pewno
      pozostanie na zawsze pod władzą „czarnego"
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:31
      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/6/67/Babienica_kaplica_2007.jpg/250px-Babienica_kaplica_2007.jpg
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:40
      °°°°
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:46
      Chodniki podziemne pod kościołem św. Jakuba w Lubszy
      Wiele emocji budzą podania a nawet relacje naocznych świadków
      istnienia podziemnych lochów pod lubszeckim kościołem. Zdarzyło się
      nawet, że na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, grupa
      młodych ludzi z Woźnik podjęła się próby przebicia od strony kotłowni
      kościoła do krypty w nawie głównej, lecz przegonił ich ówczesny
      proboszcz, ks. Franciszek Kasperczyk. W czasie budowy tak zwanego
      nowego kościoła w 1930 roku, co wspomina w swych zapiskach ks. Michał
      Brzoza, na głębokości około 4 m natknięto się przy północno wschodnim
      narożniku nawy oraz przy północnej ścianie na podziemny sklepiony
      chodnik prowadzący w kierunku zachodnim, czyli w stronę Grojca.
      Według licznych relacji, chodnik ten miał być częściowo zawalony
      i brak w nim było powietrza. Wydaje się jednak, że przed penetracją lochu
      a być może przejścia do kolejnej, nieznanej kościelnej krypty, znajdującej
      się w zachodniej części podziemi, pod nawą kościoła, powstrzymał
      robotników budowlanych naturalny ludzki odruch, jakim był po prostu
      strach.
      ***
      Józef Lompa w swoich „Rozmaitościach śląskich” z 1844 roku notuje:
      „Z Grójca zaś, aż do kościoła lubszeckiego, miał prowadzić chodnik po
      ziemi dachem nakryty
    • madohora Re: Legendy 23.09.25, 12:55
      Ten lubszecki zamek stoi tam w dolinie
      Stoi tam kochanka, nie wiem, co jej.
      Płacze ona, płacze swojej urody,
      Miała złoty wianek, wpadł jej do wody
      Nie płacz, ty dzieweczko, stoję ja ci zoń,
      Mam ja dwóch labantów, popłyną ci poń.
      Wionek tynie, labąt płynie do samego dna
      Jezuś ty wionecka, dziewecko, niegodna.
      Jam ci go godna, ale go ty nic
      Darmo mie, złodzieju, darmo zwodzis.
      Ziołko moje ziołko, kiejbych cie znała
      Wszystkich bych młodzieńców poczarowała.
      Jeno jednego bych se szanowała,
      Cobych jo go sobie miłowała
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 00:11
      https://media.tenor.com/7lEUQSHL-MMAAAAM/gold-coins.gif
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 00:18
      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/1/rb/qa/wzpg/x7Mu9ob9Ls3lLlF41B.jpg
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:25
      Tajemnicze światełko wskazuje miejsce powstania kościoła
      w Kamieńskich Młynach
      Wśród mieszkańców Kamieńskich Młynów, Huty Karola i Lubszy krąży
      wiele powiastek o Wawrzyńcu Badurze, pochodzącym z Kamieńskich
      Młynów krawcu, mieszkającym u swego brata w Lubszy. Byli tacy, którzy
      przypisywali „staremu Lorencowi” zdolności przepowiadania późniejszych
      wydarzeń. Miedzy innymi, on to od młodych lat, późną porą, wracając do
      domu „na Młynach” czy to z lubszeckiego kościoła, bądź od swojej rodziny
      w Lubszy, pieszo, przez Graniczną Górę, widywał w oddali dziwne
      migotanie palącego się światła. Widywał je wielokrotnie, zawsze jednak w
      tym samym miejscu. Okazało się, że tam to stała stara, nieczynna już od lat
      karczma. Nieznane są już dzisiaj przesłanki jego stanowczego twierdzenia,
      że w tym to miejscu, długoletnim siedlisku grzechu a niejednokrotnie
      i występku, zbudowany zostanie dla mieszkańców Kamieńskich Młynów,
      Huty Karola i Pakuł, katolicki kościół.
      Po kilkudziesięciu latach, ks. Michał Brzoza, ówczesny proboszcz
      w Lubszy wykupił zabudowania karczmy. Początkowo, sporadycznie
      odbywały się tam nabożeństwa, zaś po latach, mimo sprzeciwu władz, na
      miejscu starej karczmy stanął nowy kościół.
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:32
      ••••
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:39
      kościoła w Lubszy
      O Lubszy powiadają:
      Za wsiąjest pagórek, naprzeciw góry Grójec, kopcem zwany. Tam miał
      być kościół lubszecki wystawiony, ale się drzewo tam nawiezione każdej
      nocy (na pół ćwierci mili) do Lubsze stacowało, gdzie teraźni kościół stoi.
      •••
      Przy głównym trakcie z Tarnowskich Gór do Częstochowy, mniej
      więcej w połowie drogi, znajduje się prastara wieś Lubsza, a w niej gotycki
      kościół pod wezwaniem świętego Jakuba Starszego. W tradycji lokalnej,
      z pokolenia na pokolenie przechodziła wiadomość, że obecna murowana
      świątynia zbudowana została na miejscu wiele starszego drewnianego
      kościółka.
      Jak głosi podanie, pierwotnie kościółek chciano wybudować na
      pobliskiej wyniosłej górze. Zwieziono tam przeto cały budulec, ale on, nie wiadomo dlaczego, sturlał się ze stoku w to miejsce, gdzie obecny kościół
      stoi. Zwieziono go więc ponownie i jeszcze kolejny raz, ale za każdą
      kolejna próbą sytuacja się powtarzała. Postanowiono wtedy wybudować
      kościółek w miejscu, do którego nieustannie staczało się drewno.
      Lubsza położona w pobliżu śląsko-małopolskiej granicy, narażona była
      w przeszłości, zwłaszcza w średniowieczu, na częste najazdy pograniczne.
      Właśnie w trakcie jednego z takich najazdów zgorzał drewniany kościółek.
      Aby lepiej zabezpieczyć lubszecką świątynię przed ogniem, zdecydowano
      wybudować kościół murowany, z polnego kamienia, który w znacznej ilości
      naniósł na okoliczne pola lodowiec.
      Kiedy wznoszono wieże, zauważył to diabeł, który akurat w tych
      stronach szukał nowych duszyczek. Nowo budowany kościół rozzłościł
      diabła nie na żarty. Złapał ogromny kamień i poleciał w stronę Lubszy, aby
      rozprawić się z prowadzoną budową. Gdy lecąc nad Lubszę, przelatywał
      nad Lublińcem, zapiał kur z wieży miejscowego zamku. Przestraszony
      diabeł wypuścił kamień, który spadł na Sadów i leży tam po dziś dzień.
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:47
      Jak stary kościół w Lubszy pękł z żalu
      Miało to miejsce w szesnastym stuleciu, kiedy to dziedzicem Lubszy
      był Hieronim Kamieniec, pan na lubszeckim zamku. Z chwila jego
      przybycia do Lubszy, podobnie jak to w Woźnikach uczynił jego brat,
      wprowadził on protestantyzm. On to myśl zasady, czyja władza tego religia,
      odebrał miejscowej ludności kościół i przeznaczył go protestantom.
      Obdarty ze swych gotyckich ozdób, pozbawiony wyposażenia, stary
      murowany kościółek św. Jakuba Starszego pękł z żalu. Na wschodniej
      ścianie prezbiterium pokazała się rysa od sklepienia po posadzkę. Rysa
      pęknięcia wielokrotnie zamurowywana odnawia się, przypominając
      o dokonanej przed wiekami profanacji kościoła.
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 09:53
      https://media.tenor.com/wn22V4UMowYAAAAM/flying-bee.gif
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:04
      Zatopiony dzwon w Boronowie
      W Boronowie, wsi na milę od Lubszy w powiecie lublinieckim odległej,
      której kościół przed stu i kilku laty był filialnym lubszeckiego, ma się
      w stawie otaczającym z dwóch stron tamtejszy kościół dzwon kościelny,
      którego jednak nie można dobyć, lubo się dźwięk jego pod wodą czasem
      słyszeć daje.
      •••
      Stare podanie głosi, że krótko po zawieszeniu dzwonu na wieży
      kościoła w Boronowie, rabusie zza pobliskiej granicy przybyli do
      Boronowa. Udało im się dzwon z wieży ściągnąć, lecz gdy się przez staw
      drewnianym mostem przeprawiali, ten się nagle pod nimi załamał.
      Głębiny pochłonęły świętokradców, ale i dzwon w toni przepadł. Nie
      udało się go wydobyć do dziś, chociaż podobno jego dźwięki słyszą ludzie
      o czystych sercach.
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:16
      Jak szewca obrażono w kościele
      Wśród zachowanego w klasztorze Zgromadzenia Sióstr Służebniczek
      w Dębicy tak zwanego archiwum literatury Edmunda Bojanowskiego,
      pomiędzy zgromadzonymi tam także rękopisami Józefa Lompy, znajduje
      się manuskrypt: “Piosneczki i rozmaitości górnoszląskie zebrane w maju
      1842 roku p. J. Lompę”. Lompa zanotował tamże tekst pastorałki, która
      miała być śpiewana w okresie bożonarodzeniowym w lubszeckim kościele
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:26
      O gadających zwierzętach w Wigilijny Wieczór.
      Ponieważ podług mniemania ludu w nocy przez Świętem Bożego
      Narodzenia, bydło społem ma rozmawiać, chciał się o tym pewien
      gospodarz przekonać. Udał się więc do obory a położywszy się pod żłobem nadstawiał ucha swego, co będzie bydło do siebie mówić. Wtem odezwał
      się jeden wół do drugiego:
      - Bracie! Ja mam takie przeczucie, że my obydwaj w trzech dniach
      gospodarza naszego do grobu zawieziemy.
      Zląkł się ciekawy podsłuchiwacz tak bardzo, że przyszedłszy zaledwie
      do izby i dygocąc po wszystkich członkach, na święcie zachorował i woły
      na cmentarz po trzech dniach go zaprowadziły.
    • madohora Re: Legendy 24.09.25, 10:32
      Stuletni Krzyż
      Niemal w połowie drogi pomiędzy Miotkiem a Żyglinkiem (Miasteczko
      Śląskie), w lesie nieopodal tak zwanej Stacji Pomp, stoi obecnie
      niepozorny, przydrożny krzyż. Wielokrotnie zmieniał on swój wygląd, jak
      i materiał, z którego był wykonywany. Najdłużej jednak był to krzyż
      drewniany. Okoliczna ludność od wieków zwała go „Stuletnim Krzyżem”,
      pomimo iż w dokumentach wzmiankowano go też, jako „Czerwony Krzyż".
      Miejsce jego posadowienia - zakręt drogi - związane było z licznymi
      tragediami, które tutaj przez wieki miały miejsce. Znaczne oddalenie od
      siedzib ludzkich, gęste i rozległe lasy oraz uczęszczany szlak, były
      znakomitą okazja do rozbójniczych działań. Właśnie w tym miejscu
      grasujące bandy dokonywały rozbojów na podróżujących drogą prowadzącą
      z Bytomia i Tarnowskich Gór w kierunku Woźnik, Lubszy i Boronowa
      w okrutny sposób mordując swoje ofiary. Nie gardzono nikim. Bogaci
      kupcy z towarem a często i biedni rolnicy, którzy wracali z placów
      targowych wspomnianych miast, stawali się ofiarami bandytów, którzy
      napadniętych pozostawiali w lesie na pożarcie wilkom. Celem zwiększenia
      bezpieczeństwa, woźnicy formowali kolumny wozów, furmanek, lecz często i to nie chroniło ich przed okrucieństwem bandytów. Napady ustały dopiero w połowie XX wieku z chwilą zaniku powolnego konnego.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka