marco_polo_1
07.05.10, 16:30
Zwyciezca wyborow powinien, zgodnie z niepisanym prawem miec 326-glosowa
wiekszosc w Izbie Gmin. A w kazdym razie przegrany, jesli to wlasnie on mial
wladze, musi uznac porazke.
A Gordon Brown nie chce uznac porazki. I mimo straty 90 miejsc w parlamencie
na rzecz konserwatystow, zadna z partii nie ma wiekszosci.
Jezyczkiem u wagi sa liberalowie, ale oni, nie ulatwili sobie zycia. Z jednej
strony mieli dosc lewicowy program, a z drugiej strony nie chca rzadzic z Brownem.
Co sie moze zdarzyc: liberalowie zechca rzadzic z Brownem albo sie przystosuja
do konserwatystow.:
www.spiegel.de/politik/ausland/0,1518,693574,00.html
Poki co, to Brown nie opuszcza rezydencji premiera i czeka no to co dalej.