witomir
09.04.04, 12:28
Walki między amerykańskimi żołnierzami a sunnickimi powstańcami z Faludży na
zachód od Bagdadu są tak zaciekłe, że zmuszają dowódców wojskowych do
porównań z Wietnamem.
Żołnierze amerykańscy idą tyralierą, jedną za drugą, pod ogniem snajperów,
moździerzy i rakiet antyczołgowych. Wojskowy lekarz mówi, że opór jest
większy niż w czasie inwazji Iraku w zeszłym roku.
Pociski moździerzowe i kule lekkiej broni maszynowej spadają niespodziewanie,
wystrzeliwane przez małe grupy powstańców. Małe oddziały wypadają z bocznych
uliczek albo strzelają z dachów i znikają.
Echo strzałów i detonacji wstrząsa Faludżą, nad miastem unoszą się kolumny
dymu, nad nimi amerykańskie F16.
Marines posunęli się tylko o dwa kilometry do przodu w ciągu ostatnich dwóch
dni. To była strefa przemysłowa Faludży, która wcześniej wydawała im się
kompletnie opuszczona.
8 kwietnia po południu zatrzymali marsz żeby poczekać na posiłki, na co
najmniej jeden batalion, mówią oficerowie.
Partyzanci przemieszczają się małymi grupami po pięciu lub sześciu,
strzelają czasem z kwartału, który wydawał się już pod kontrolą Amerykanów.
„Operacje wojskowe w mieście są najintensywniejsze” mówi podpułkownik Brennan
Byrne. „Jak w Hue, w Wietnamie.” robi aluzję do krwawych walk z 1968 roku.
Marines mówią, że Irakijczycy z Faludży stawiają silniejszy opór niż gwardia
republikańska roku temu. „W zeszłym roku wybieraliśmy cel, osiągaliśmy go i
szliśmy spać , a teraz mamy prawdziwą wojnę” – mówi doktor Percy Davilla, lat
29, z pierwszego batalionu margines.
Na środku ulicy leżą zwłoki czterdziestoletniego mężczyzny, zabitego kulą w
kark przez żołnierzy, wystrzelił do nich wcześniej z granatnika.
„Nie wiemy co z nim zrobić” mówi jeden z Margines, kiedy słychać huk
niedalekich eksplozji i huk przelatujących samolotów.
„Ci faceci są zdeterminowani. Jeden mężczyzna może zatrzymać grupę żołnierzy”
mówi kapitan Chris Chown, oficer Marines.
Obawia się, że jeśli to dłużej potrwa, Irakijczycy wygrają bitwę o opinię
publiczną.
W walkach zginęło już ponad stu ludzi, dwustu zostało rannych, rozmiar walk
nie pozwala znać dokładnej liczby.
Korespondent AFP widział dwóch rannych żołnierzy ewakuowanych ze strefy
przemysłowej. Wcześniej pod drogowym mostem lekarze bez sukcesu próbowali
uratować jednego Marines, kałuża krwi na asfalcie.
Obok pocisk moździerzowy wylądował na domu zabijając dziewczynkę.
Ludność Faludży żyje w stanie oblężenia od początku ofensywy amerykańskiej w
miniony poniedziałek.
Armia amerykańska szuka odpowiedzialnych za atak na czterech
ochroniarzy. „Jesteśmy tutaj by wyrwać miasto z rąk bandytów i położyć kres
anarchii” mówi podpułkownik Byrne.