eva15
12.02.11, 12:12
USA/Obama a za nimi EU pieją w nagłym zachwycie nad rewolucją w Egipcie i porównują ją do upadku Muru Berlińskiego i "wyzwolenia" NDR. Tak na marginesie, jak zwykle zapominają, że wydarzenia 1989 r. zaczęły się od Polski a nie od NRD, ale o to w tym kontekście mniejsza.
Rzecz w tym, że porównanie jest absurdalne. Upadek Muru B. zakończył się upadkiem CAŁEGO systemu NRD - zniknęły władze, partia, wojsko - dosłownie wszystko rozsypało się w proch i/lub zostało wchłonięte przez nowe z RFN .
Już pisałam, jeśli porówmywać aktualne wydarzenia to nie do 1989 r.w Europie, lecz do 1981 r. w Polsce. Wówczas to, poddobnie jak dziś w Egipcie, władzę przejęło wojsko, by opanować anarchię i uniknąć ewentualnego rozlewu krwi i jednocześnie zakonserwować istniejący system.
Podobnie dziś - egipska armia chce możliwie zakonsrwować system, a w przeciwieństwie do gen. Jaruzelskiego nawet stanu wyjątkowego nie musi wprowadzać, bo ten panuje w Egipcie juś od 30 lat.
Naturalnie są też i różnice - w Egipcie w przeciwieństwie do Polski lud cieszy się bodaj (przynajmniej na razie) z tego rozwiązania, czyli jest odwrotnie niż było w PL. I jeszcze jedna, najważniejsza bodaj rzecz jest baaaardzo odwrotnie:
W 1981 r. Zachód stanął murem za polskimi solidarnościowymi "rewolucjonistami" a dziś stoi murem za egipską armią, czyli praktycznie za możliwie największym utrzymaniem status quo. Gen. Jaruzelski nie miał takiego luksusu.
Powstaje pytanie, czy armia skupi się tylko na konserwacji systemu plus poprawkach kosmetycznych, czy też jej władza będzie, jak w przypadku PL, formą przejściową do autentycznych zmian? I tym razem podobnie jak w 1981 r. decydująca jest postawa Zachodu, a to raczej marnie wróży poważnym zmianom systemowym - czyli znów odwrotnie niż w Polsce.