galaxy2099
05.06.04, 08:37
O sile islamskiej siatki w Polsce dowiemy się dopiero wtedy, gdy uderzy.
Na zewnątrz miły, uczynny, pokojowo usposobiony. Na spotkaniach w zamkniętym
kręgu - ideolog dżihadu, świętej wojny przeciwko niewiernym, równie
zapalczywy jak zabity niedawno w Autonomii Palestyńskiej szejk Ahmed Jasin.
Wydalony kilka dni temu z Polski Ahmed Ammar stosował w Polsce klasyczną
strategię ketman. Polega ona na skrzętnym ukrywaniu własnych przekonań i
działaniu zgodnym z oczekiwaniami władzy. Człowiek stosujący ketman prawdziwe
przekonania ujawnia dopiero w sprzyjającej chwili. Ammar ujawnił część swoich
prawdziwych poglądów dopiero wtedy, gdy nie przedłużono mu prawa pobytu.
Wedle naszych ustaleń, Ammar był najprawdopodobniej jednym z tzw. śpiochów,
około 1990 r. wysłanych do różnych krajów Europy, żeby przygotowali islamską
siatkę. Na ślad tej siatki polskie służby specjalne trafiły już w 1997 r.,
lecz wtedy Ammar działał jeszcze w uśpieniu.
Operacja "Iddan".
Ustaliliśmy, że na przełomie lata i jesieni 1997 r. Urząd Ochrony Państwa
odegrał ważną rolę w międzynarodowej operacji zachodnich służb specjalnych
pod kryptonimem "Iddan". Operacja była wymierzona w międzynarodówkę
terrorystyczno-szpiegowską, w której splatały się interesy ekstremistów
irlandzkich i bliskowschodnich oraz służb wywiadowczych jednego z tzw. państw
bandyckich. Polska, nie należąca wówczas do NATO i Unii Europejskiej, była
przez terrorystów traktowana jako względnie bezpieczne miejsce spotkań
łączników przekazujących pieniądze i różnego rodzaju dokumenty. Siatce
islamskich terrorystów pomagali agenci Kim Dzong Ila, północnokoreańskiego
dyktatora. Koreańczycy wykorzystywali do spotkań z łącznikami terrorystów
swoich oficerów z rezydentury wywiadu w Moskwie. W operację "Iddan" oprócz
UOP zaangażowana była straż graniczna, a także CIA i US Security Service
(tajna służba zajmująca się ochroną prezydenta i tropieniem fałszerzy
dolarów) oraz brytyjski wywiad MI6. Dane zdobyte podczas tej operacji
gromadził Wydział XIV ówczesnego Zarządu Wywiadu UOP, który zajmował się
monitorowaniem osób i firm uczestniczących w nielegalnym obrocie bronią i
tzw. materiałami wrażliwymi.
W ramach operacji "Iddan" rozpracowywano polskiego obywatela pochodzenia
libańskiego Samada Abdela Daouda, który - według CIA - był łącznikiem
bliskowschodnich organizacji terrorystycznych. Mieszkał on w bloku na
warszawskim osiedlu Gocław. Polskie służby otrzymały od CIA informację, że
Samad Abdel Daoud zajmował się przerzucaniem tzw. supernotes dla terrorystów.
Supernotes to doskonałe podróbki amerykańskich banknotów studolarowych,
produkowane przez wywiad Korei Północnej. Organizacje Hamas i Hezbollah
płaciły tymi banknotami za broń i materiały wybuchowe, przekazywały je też
swoim zwolennikom. Nawet eksperci bankowi nie potrafili odróżnić tych
podróbek od oryginałów. W połowie lat 90. sprawą supernotes zajęła się Rada
Bezpieczeństwa Narodowego USA, bowiem studolarówki stanowią aż 80 proc.
banknotów, którymi obraca się za granicą.
Młode wilki islamu.
Ahmed Ammar działał w Polsce w uśpieniu około dziesięciu lat. Agencja
Bezpieczeństwa Wewnętrznego zainteresowała się nim, gdy okazało się, że jest
jednym z organizatorów wyjazdów polskich muzułmanów do szkół koranicznych i
na obozy szkoleniowe na Bliskim Wschodzie. Ammar pomagał też przechodzącym na
islam Polakom w rozkręceniu interesów. Takie osoby otrzymywały pożyczki
udzielane według zasad koranicznych, czyli nie oprocentowane. Głównie dzięki
materialnemu wsparciu nowych zwolenników islamu w ostatnich 10 latach liczba
wyznawców tej religii w Polsce wzrosła z 5 tys. do 25 tys. Nowo pozyskani
zwolennicy islamu w Polsce natychmiast stali się przedmiotem zainteresowania
wysłanników organizacji terrorystycznych.
Ahmed Ammar skupił się też na przeciągnięciu na stronę wojującego islamu
polskich Tatarów. Efekty tego już widać, skoro Tomasz Miśkiewicz, zwierzchnik
religijny polskich muzułmanów, pochodzący z tatarskiej rodziny osiadłej w
Rzeczypospolitej od wieków, oświadczył niedawno: "Polscy muzułmanie zbyt
przesiąknęli kulturą europejską, dlatego powinni wrócić do muzułmańskich
korzeni". Miśkiewicz bardzo się zradykalizował po powrocie z Arabii
Saudyjskiej, gdzie studiował Koran. - Decyzja o wyrzuceniu imama Ammara może
się zemścić na Polsce, bo będzie traktowana przez świat islamu jak Ameryka -
grozi Jan Sobolewski, były wieloletni przywódca Muzułmańskiego Związku
Religijnego w RP, obecnie prezes honorowy tej organizacji. Takie słowa
dowodzą, że polscy muzułmanie pochodzenia tatarskiego radykalnie zmienili
swoje nastawienie. To m.in. skutek tego, że takie osoby jak Ammar wprowadziły
do organizacji religijnych i społecznych polskich muzułmanów młode wilki -
radykałów, którzy przybyli z krajów arabskich. Oficjalnie są biznesmenami,
naukowcami, studentami.
Młode wilki zajęły się rekrutowaniem wyznawców islamu spośród młodych
Polaków. Przynętą są wysokie stypendia w bogatych krajach arabskich. Po
powrocie większość tych osób zamienia się w radykałów. Jacek Maruchin z
Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego zauważa, że adeptów islamu
pozyskuje się na wielu polskich uczelniach. W tym celu są organizowane
spotkania, często pod mylącym tytułem, na przykład: "Kim jest Jezus i co o
nim napisano w Koranie". Podobne procesy zachodzą w większości krajów Europy,
a na szczególnie dużą skalę w Wielkiej Brytanii.
Liga muzułmańska.
Młode wilki z krajów arabskich próbują podporządkować sobie praktycznie
wszystkie organizacje zrzeszające polskich muzułmanów. W Polsce
zarejestrowane są cztery muzułmańskie stowarzyszenia i związki wyznaniowe.
Stowarzyszenie Studentów Muzułmańskich w Polsce jest najliczniejszą grupą
skupiającą muzułmanów nie-Tatarów. Jest znacznie radykalniejsze niż
Muzułmański Związek Religijny w RP. Ammar był członkiem tego stowarzyszenia.
W styczniu tego roku zarejestrowano Ligę Muzułmańską zrzeszającą
obcokrajowców.
Związek Muzułmanów Polskich, działający nieformalnie od 1991 r., a
zarejestrowany jako stowarzyszenie w 1999 r., to organizacja mająca najwięcej
zagranicznych kontaktów. Inicjatorami powołania ZMP byli polscy i tatarscy
uczniowie szkoły koranicznej Gazi Husrev Bega w Sarajewie. Jednym z liderów
ZMP jest Farhat Khan. "Chcemy swoim działaniem zbliżyć ludzi do Allaha i
Allaha do ludzi, budować nowy porządek Europy, zaczynając od Polski i Europy
Środkowo-Wschodniej" - ogłosili działacze ZMP. Celem związku stało
się "dążenie do islamizacji polskich muzułmanów narażonych na utratę wiary w
kraju chrześcijańskim i przekazywanie wiary w czystej postaci, bez
naleciałości kulturowych". Podczas wojny w Bośni część członków ZMP walczyła
w Sarajewie.
Kierowani przez Khana działacze ZMP chcieli przejąć kontrolę nad Muzułmańską
Gminą Warszawską oraz warszawskim Centrum Islamu przy ulicy Wiertniczej. -
Khan chciał przejąć władzę i tereny należące do gminy muzułmańskiej. Chciał
oddać te tereny szyitom - opowiada Jan Sobolewski z Muzułmańskiego Związku
Religijnego w RP. Z Khanem współpracowało Stowarzyszenie Braci Muzułmańskich,
którego przewodniczący jest przedstawicielem szyickiej organizacji Ahlul Bayt
Islamic League.
Związek Muzułmanów Polskich ma liczne kontakty biznesowe w krajach
muzułmańskich. Witryna internetowa ZMP znalazła się na stronach firmy IP
Direct z Pakistanu. Prowadzi interesy w Iranie, Iraku, Sudanie, Syrii,
Pakistanie, Libii, Emiratach Arabskich i Arabii Saudyjskiej. W latach 1999-
2001 ZMP współtworzył przedsiębiorstwa i instytucje finansowe z udziałem
głównie kapitału saudyjskiego. Związek pomagał w uzyskaniu stypendiów w
Malezji, Pakistanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Egipcie i Arabii
Saudyjskiej.
Baza Polska.
"Niech agresorzy wiedzą, że zachowujemy sobie prawo do udzielenia odpowiedzi
wszędzie tam, gdzie uważamy to za stosowne,