nowy_rusek
12.03.12, 01:32
Druga wizyta w Szanghaju. Tym razem pierwszy dzień wizyty bez tutejszych "opiekunów", tj. na własną rękę. Wrażenia z tej wizyty są bardzo mieszane, a prawdę mówiąc niezbyt przyjemne. Życie uliczne w mieście jest, skromnie powiedziawszy, bardzo chaotyczne!. Odnosi się wrażenie, że wszystkim chodzi głównie o zarabianie pieniędzy. Zostaliśmy tuż po przybyciu dokładnie oszukani przez taksówkarza na stacji Maglev (słynne magnetyczne pociągi). Zapłaciliśmy 5 razy więcej, ku wielkiej uciesze pracowników w hotelu, gdy zapytaliśmy, czy taksówki w Szanghaju rzeczywiście są tak drogie. Mieli z tego powodu wielki ubaw, bo przez cały nasz pobyt (3 dni i 2 noce) w Szanghaju za każdym razem, jak widzieli nas, pokazywali palcami i (prawie) pokładali się ze śmiechu:(. Kiedyś, dawno temu, też przejechałem się w Warszawie taką taksówką. Po czym w hotelu wytłumaczono mi, na co powianiem zwracać uwagę. Więcej tego błędu nie popełniłem. Tu, w chinach, mieli ubaw z głupich europejczyków. Na każdym kroku jest się zaczepianym przez lokalnych ulicznych niezwykle bezczelnych "biznesmenów"i żebraków, od których trudno jest się odczepić. Przez kilka godzin spaceru po mieście nie spotkaliśmy ani jednego europejczyka, lub turystę. Może po prostu tak się złożyło?
Ruch samochodowy jest chaotyczny, jeżdżą bez pasów bezpieczeństwa – a nuż się uda i na wariata!, duże autostrady, dużo drogich samochodów. W mieście pełno wieżowców, buduje się tu dosłownie na 'akord'. Jest pełno modnych i dość drogich butików, a w nich głównie chińczycy.
Ale jedzenie chińskie:) i niezłe drinki. Ceny są różne, w zależności od 'okolicy', ale generalnie dość wysokie. Mieliśmy okazję spróbować kaczy jezior, bardzo nam smakował:). W pewnym sklepie spożywczym widziałem na wystawie, zapakowaną w plastik całą świńską głowę z oczami i wszystkimi pozostałościami.
Resztę czasu wolnego od pracy spędzaliśmy pod opieką gospodarzy.