gambit_smolenski4
04.04.13, 20:55
...Półwyspie Koreańskim.
To moja prowokacyjna teza - Amerykanom tak naprawdę jest na rękę wojna w Korei. Pełnoskalowy konflikt, włącznie z użyciem taktycznej broni nuklearnej. Ze zniszczeniem i Seulu, i Tokio włącznie, a najlepiej - jakby kilka nuke'ów "zabłądziło" i gruchnęło w pobliskich Chinach i Rosji, przysparzając tym krajom masę problemów, konsekwencji. Oczywiście, ograniczonym użyciem do omawianego regionu. Choć i jakaś "strata" typu zatopiony lotniskowiec czy nawet i eksplozja głowicy nuklearnej na Hawajach byłaby do zaakceptowania.
Być może jest to jedyna i już ostatnia okazja, aby powstrzymać/zatrzymać uderzające w Stany
(i ich supermocarstwową pozycję) procesy zachodzące na globie i różnego rodzaju
antyamerykańskie tendencje gospodarcze, ekonomiczne, polityczne.
Po pierwsze, ogromny kop i finansowanie dla amer. zbrojeniówki i rozwój masy programów obronnych. Idące w setki mld USD zamówienia (czy już wręcz w biliony), również spoza USA. Skala tego byłaby naprawd ogromna, przypuszczalnie
większa niż podczas końcówki wyścigu zbrojeń w latach 80tych i tzw. reaganomiki (SDI/Wojny gwiezdne, etc., etc.).
Po drugie, zniszczenie narastającego potencjału inżynieryjno-produkcyjnego trójkąta Japonia-Korea Płd.-Chiny. Ergo, przywrócenie "lekkiej" produkcji przemysłowej (RTV/AGD) w USA. Z przemysłem motoryzacyjnym i maszynowym tożsamo.
Po trzecie, powrót na kolejnych kilku dekad do prymatu dollara. Możliwość przeprowadzenia w USA rozwiązań "cypropodobnych".
Po czwarte, powrót do rozwiązań typu Patriot Act, lecz tym razem o wiele bardziej zaawansowanych, z wprowadzeniem na wiele lat stanu wojennego/wyjątkowego włącznie.
Po piate, itp., itd.