Gość: ABE
IP: *.directories.co.nz / *.directories.co.nz
02.08.04, 01:31
Od czasu jak przyszlo do rozliczen za eksplatacje kolonii, nasza "Wielka"
Brytania stoczyla sie do roli amerykanskiego sidekick'a.
Wewnetrznie sprawy nie przedstawiaja sie za kolorowo, nieprawdaz:
a) naplyw zaadoptowanych z kolonii 'obywateli'; Hindusow, Pakistanczykow,
Czarnych z West Indies i Afryki zupelnie zatarl tozsamosc narodowa i
kulturalna samych Britonow, szczegolnie w Londynie i najwiekszych miastach.
Tam teraz toczy sie cos w rodzaju wojny cywilnej o jezyk, o religie, o
obyczaje. Wojne te przegrywaja Anglicy i masowo opuszczaja tonacy statek
emigrujac do Australii, Nowej Zealandii, a wczesniej w latach '70 do
Poludniowej Afryki. Te kraja zaczynaja teraz byc bradziej brytyjskie niz
sama "Wielka" Brytania. W samej Britanii nie ma szans na integracje
naplywajacych imigrantow z kolonii z bardzo konserwatywnym i zamknietym
spoleczenstwem angielskim.
b) malejaca grupa pracujacych podatnikow utrzymuje rosnace rzesze
niezatrudnialnych pasozytow, ktorzy -nie mylmy sie tutaj - nie sa tylko i
wylacznie cudoziemcami. Owszem wiekszosc to uchodzcy z przeroznych bylych
kolonii bedacych bagazem, ktore bryjski podatnik dlugo nie pociagnie niosac
na swoich barkach. ALe jest wielu domoroslych pasozytow "on a dole", zyjacych
w council flats, pobierajacych zapomogi, i wegetujacych od rana do wieczora w
lokalnym pubie. To jest smutny portret przecietnego "working" (Ha, ha, no pun
intended!) class Britona. Niedaleko stad juz do zupelnego zwyrodnienia
obyczajowego. Przypominaja mi sie czasy zlotej polskiej wolnosci i rozpitej,
rozjuszonej szlachty nieswiadomie dobijajacej Rzeczpospolita, wciaz myslac ze
sa jej rycerskimi obroncami
A w polityce zagranicznej, WB niewiele stanowi sama w sobie, a zatem przyjeto
program podciagania sie pod limelight amerykanskiego sprzymierzenca. Opinii
publicznej wciaz wciska sie papke brytyskich sil zbrojnych niosacych porzadek
temu swiatu, ale tak naprawde to mowa juz chyba tylko o miscellaneous dadatku
dla US Army. Chyba mozna autorytatywnie powiedziec, ze ostatnia wojna wygrana
samodzielnie przez Bryjskie sily zbrojne to ta o Falklandy.
Czyzby przesyt dobrobytu doprowadzil WB do upadku tak jak kiedys
Rzeczpospolilta?