lubat
29.09.13, 13:15
W "Die Welt" ukazał się ciekawy i wielowątkowy tekst o zakupie przez Turcję chińskich rakiet obrony powietrznej (analogów "Patriotów").
Nasuwa się w związku z tym wiele pytań, bo to oznacza wypowiedzenie zimnej wojny Ameryce, bo to nie tylko prestiżowy policzek, ale jawne zakpienie sobie z amerykańskich zakazów handlu z chińską firmą produkującą ten sprzęt.
Jest jednak jeszcze coś więcej: ponieważ chińskie strzelawki nie są kompatybilne z NATO-wskim sprzętem, pojawiają się sugestie, że Turcja po faktycznym zaniechaniu starań o wejście do EU, zaczyna także olewać NATO.
Dil nie jest jeszcze podpisany i być może nie dojdzie do skutku, ale pokazuje, jak zręcznie postępuje Turcja (polska dyplomacja do pięt im nie dorasta). Potrafi mocno wkoorwić amerykańskich pacanów, i nawet jeśli ostatecznie nie kupi rakiet od Chińczyków, to przeczołga Yankesów i pokaże, że w pewnych sprawach nawet oni są klientami, a nie panami.
Nie jest jednak wykluczone, że Turcy jednak się dogadają z Chińczykami, ponieważ ci oferują porównywalny sprzęt znacznie taniej, dając dodatkowo transfer technologii, o czym Zachód nawet rozmawiać nie chce.
Jest też sugestia, że być może to jest krok Turcji w kierunku zrywania z Zachodem i próby tworzenia swojej mocarstwowej pozycji w regionie.
www.welt.de/politik/ausland/article120484685/Tuerkei-provoziert-die-USA-mit-Raketenkauf-in-China.html