gelatik
06.04.02, 04:08
Specjalna komisja rządowa wystawiła druzgocącą ocenę FBI, jeśli chodzi o
zabezpieczenie przed obcymi agentami. Luki w systemie bezpieczeństwa ułatwiły
działalność Roberta P. Hanssena, aresztowanego w ub. roku agenta rosyjskiego.
Komisja kierowana przez byłego dyrektora FBI i CIA, Williama Webstera, ogłosiła
raport, w którym stwierdzono, że w FBI przykładano mniejszą wagę do
zabezpieczeń przed infiltracją niż w innych agencjach. Przyczyną był m.in.
fakt, że środki bezpieczeństwa kolidowały z realizacją bieżących zadań, hamując
operatywność funkcjonariuszy.
"Przepisy bezpieczeństwa zbyt często uważane są za przeszkodę, zamiast za
zasady, których trzeba przestrzegać" - stwierdziła w raporcie komisja powołana
przez ministra sprawiedliwości Johna Ashcrofta.
Materiałem dla komisji były m.in. rozmowy z samym Hanssenem, który w zamian za
przyznanie się do winy uniknął kary śmierci. Wyrok na niego ma być ogłoszony w
maju - będzie to najpewniej kara dożywotniego więzienia.
Szpieg powiedział komisji, że luki w systemie bezpieczeństwa w FBI sprowadzały
się do "zaniedbań na przestępczą skalę". Jak zeznał, z centrali agencji można
było swobodnie wynosić dokumenty, "nie ryzykując przeszukania ani nawet
podejrzeń".
Nawet niżsi rangą urzędnicy w FBI mieli łatwy dostęp do ścisłych tajemnic
państwowych zapisanych w komputerach agencji.
Hanssen powiedział, że gdyby chciał, mógłby narobić jeszcze więcej szkód dla
bezpieczeństwa USA, ale nie zależało mu na tym, gdyż pragnął tylko "zarobić
trochę pieniędzy i się wycofać".
W czasie swej ponad 20-letniej szpiegowskiej działalności Hanssen otrzymał za
swe usługi od ZSRR, a potem od Rosji 643 tys. dolarów w gotówce i diamentach.