polski_francuz
18.09.17, 09:14
Dobrych kilka lat temu, kiedy moja corka chodzila jeszcze do szkoly podstawowej, przydarzyla sie jej niezbyt przyjemna historia. Byla zawsze dobra uczennica i budzilo to zazdrosc niektorych. Przyuwazylem jednego takiego, jak corka urzadzila wieczorek dla kolezanek i kolegow. Przekonywal ja, ze nie warto czegos tam sie uczyc. Po to pewnie by miala gorsze niz on stopnie. Chlopczyk by na swoj wiek dosc maly. Rok pozniej, wykorzystal jakas uwage corki wypowiedziana w dobrej wierze by ja sklocic z cala klasa.
Jej to posluzylo za wstep do prawdziwego zycia i do tego by bardziej uwazac na to z kim sie utrzymuje stosunki, juz w liceum. Mnie to posluzy za analogie do tych co mamy w naszej europejskiej klasie.
Ano mamy dobra uczennice, ktora odrabia swoje lekcje i czesto podnosi reke, ze wie, ale ktora czasem kieruje sie bardziej emocjami niz rozwaga. Mamy mlodego zdolnego ucznia, dynamicznego i pelnego dobrej woli, ale ktory jest przekonany o wlasnej wyzszosci na innymi. Ale mamy tez malego intryganta, kiepskiego ucznia, ktory nie zna innych niz ten swoj, jezykow i ktory kompinuje, jak szkapa pod gore, by wyszlo na jego.
Problem w tym, ze nasza klasa dopiero sie staje. Ma egostycznych awanturnikow, ktorzy chca ja opuscic trzaskajac drzwiami. Ma, przede wszystkim, problemy z emigrantami, ktorych nikt nie chce a ktorych motywacja by stac sie Europejczykami jest wielka.
Co zrobic? Ano, malych intrygantow olac, bo ich godzina minie. A nasza klasa wzmacniac jak sie da: ideami, lojalnoscia i szacunkiem do sasiadow z lawek.
PF