wiktor_jerofiejew
28.05.18, 02:19
Jak Amerykanie zbudowali swój dobrobyt od zera w ledwie 120 lat?
Statystyczny Amerykanin to najbogatszy człowiek na ziemi, nie licząc obywateli drobnych państw np. Norwegii, gdzie bogactwo opiera się na ropie naftowej, czy Szwajcarii, gdzie źródła zamożności należy upatrywać w bankowości i historycznej neutralności geopolitycznej. Jak to się stało, że tak ogromne Państwo liczące ponad 320 milionów osób ma najbogatszych obywateli Nowaków i Kowalskich?
Przecież kapitalizm, w mniemaniu wielu osób, oznacza niezdrowe nierówności?
Stany Zjednoczone od końca XIX w., utrzymują dominującą pozycję w światowej gospodarce.
Po wielkim kryzysie w 1929 r. gospodarka w ciągu kilku lat podniosła się i osiągnęła szczyt możliwości
W latach 40 XX w. USA wytwarzało około 60% produkcji światowej, w latach 50 około 50%. Udział w produkcji światowej Stanów Zjednoczonych maleje powoli od lat 60, ale jeszcze w latach 70 wynosił 40%. Dziś ten trend nie ma aż tak wielkiego znaczenia, bowiem Amerykanie zarabiają na najbardziej dochodowych aktywach – najnowszym technologiom i ogromnej wiedzy mądrych ludzi, których ściągają z całego Świata.
Niecałe 120 lat zajęło Amerykanom aby od zera stać się najbogatszymi na świecie. Do dziś utrzymują ten status, co więcej dzięki reformom Donalda Trumpa – coraz mocniej odskakują Europie i Polsce.
Od razu trzeba zauważyć, że mentalność ówczesnych Amerykanów doprowadziła do wyjątkowego podejścia do kwestii finansów. Osadnicy przybywający na kontynent amerykański w większości byli protestantami. Popularne później “od zera do milionera” wywodzi się właśnie z tego poglądu, że niezależnie, gdzie zaczynasz możesz wspiąć się na sam szczyt. Dzięki masowej emigracji na kontynent, trafiali ludzie chcący własnymi rękami zmienić świat i wzbogacić się (Europa była przecież skostniała pod rządami arystokracji). Tworzyło to kraj pełen ludzi różnych kultur, ale przywiązanych do jednej idei: “Pracą ludzie się bogacą”.
Dodatkowo Amerykanie święcie wierzyli (i wierzą), w liberalizm gospodarczy. Liberalizm gospodarczy oznacza istnienie pełnej swobody działania podmiotów gospodarczych, wolną konkurencję, nienaruszalność własności prywatnej. Dlatego narzucanie przez rząd ograniczeń w rozwoju firm, czy wysokie podatki, nie wchodziły w grę w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo żyjąc ideą “pracy własnych rąk”, społeczeństwo gardziło “państwem opiekuńczym”, które za pieniądze podatników wspierało wszelkiej maści darmozjazdów, miglanców i obiboków. Ta przewaga kapitalizmu amerykańskiego nad socjalistyczną Europą była widoczna od początku i można ją zaobserwować również teraz. Podczas gdy u nas programy socjalne rozbudowywane są na potęgę,
Od zera do milionera
To chwytliwe hasło od początku rozwoju USA, stanowiło motor napędzający wszystkich do pracy. Historie ludzi takich jak Henry Ford, Conrad Hilton (założyciel sieci hoteli Hilton) czy obecnie Marka Zucekrberga i Elona Muska pobudzają wyobraźnię. Szerzej znanych osób, które od zera zostały milionerami są w USA tysiące. Przekonanie Amerykanów, że można zdobyć wszystko sprawiło, że każdy kto chciał rzucał się w wir pracy.
W USA zdobycie mandatu kongresmena lub senatora jest ściśle uzależnione od osobistego majątku i wsparcia biznesu. Aspirując więc do tych foteli, należy zacząć od zdobycia bogactwa w sektorze prywatnym – na wolnym rynku, który bezwględnie pokazuje kto potrafi budować prężną firmę a kto nie. Jeśli ktoś nie potrafił zbudować wspaniałej firmy, nie zbuduje również wspaniałego kraju. Każdy kraj jest dziś firmą, a im lepsza ta firma tym bogatsi są jej właściciele (obywatele).
Od prywatnego biznesu zaczynał obecny prezydent USA Donald Trump. Mając wielkie doświadczenie w biznesie, zaangażował się w politykę by czynnie wpływać na gospodarkę. Doskonale znał problemy i hamulce rozwoju rodzimych firm.
Make America Great Again
„Znów uczynić Amerykę potężną” – to hasło wyborcze Donalda Trumpa nawiązujące „do tego co było, co się sprawdziło” w kontekście skutecznych narzędzi budowy dobrobytu i rozwoju gospodarczego. Samo hasło nawiązuje do hasła Ronalda Regana z lat 80, który jako ostatni Prezydent przeprowadził szereg pro-przedsiębiorczych reform (głównie obniżki podatków dochodowych i deregulacja).
Trump doskonale wie, że na dobrobyt trzeba zapracować. Wie, że pieniądze mają wartość tylko dlatego, że można za nie kupić dobra i usługi, których rzeczywiście potrzebują ludzie. Trump czyni Amerykę wielką poprzez budowanie silnej gospodarki opartej na pracy i firmom w sektorze prywatnym. Robi to wszystko ponieważ wie, że hegemonia gospodarcza Stanów Zjednoczonych została zbudowana właśnie w ten sposób. Nie będę ukrywał, że Trump jest geniuszem ekonomicznym w stosunku do większości socjalistów rządzących krajami Europejskim, w tym Polski. Wszystkie wskaźniki ekonomiczne pokazują jednoznacznie, że Ameryka znów wkroczyła na ścieżkę szybszego rozwoju niż strefa euro.
Przyjrzyjmy się co Trump zrobił w ciągu ledwie roku swojej prezydentury. Pokaże Ci także elementy polityki gospodarczej Trump’a, która pozwala pracowitym ludziom bogacić się.
Cięcia podatków dochodowych
Donald Trump obniżył podatki nie dla najbiedniejszych ale dla pracującej klasy średniej i zamożnych osób bo to one kreują produkty i usługi. To one ciągnął gospodarkę ścieżką innowacji, badań i rozwoju.
Trump tym samym zmotywował ludzi do pracy, pobudził ich ambicje – jego działanie można odbierać jako przesłanie „pracujesz więcej – zarobisz więcej”. Amerykanin zarabiający około 50 tys USD na rok zarobi dzięki Trampowi ponad 1 500 USD rocznie więcej tylko dzięki niższym podatkom dochodowym.
Na obniżkach dla osób fizycznych oczywiście skończyć się nie mogło. Wielu ambitnych Amerykanów chce mieć bowiem własny biznes – tworzyć własne produkty i usługi dla innych. Podatki dochodowe dla firm też zostały zatem mocno obniżone.
Jak ciąć to ciąć – podatki od nieruchomości zostały… wręcz wyzerowane nawet dla nietanich nieruchomości. Każdy potrzebuje komfortowych 4-ech kątów aby móc odpocząć i się rozwijać. Podatki od nieruchomości nie kreowały współmiernych korzyści dla ich posiadaczy więc zostały drastycznie obniżone.
Niepracowita osoba, o niskich kwalifikacjach, mało lub przeciętnie inteligentna nie pociągnie żadnej firmy ani tym bardziej całej gospodarki do przodu. Najczęściej będzie jej hamulcem w rozwoju bo będzie żyła na koszt innych. W USA poniżej granicy ubóstwa żyje ok 15% obywateli – mieszkają w przyczepach, w kartonach na ulicach San Francisco (tam jest największy socjal).
Ameryka to zdecydowanie nie jest wygodny kraj dla ludzi niezaradnych i niepracowitych.
Amerykanie tworzą produkty, świadczą usługi i bogacą się.
Trump wprowadził prosty przepis, który działa w praktyce – za jedną nową regulację trzeba usunąć dwie stare. Znakomita droga do likwidacji raka biurokracji.
Ameryka to miejsce dla biznesu
W tej chwili mając do wyboru założenie innowacyjnej firmy w USA i w Polsce, bez zastanowienia wybrałbym USA, jak 90% moich znajomych przedsiębiorców, których ankietowałem.
Pomimo, że stawki podatkowe są zbliżone to rynek USA i Kanady oznacza 300 mln konsumentów. W Polsce jest to ledwie 36 mln. Potencjał zarobków firmy jest więc ponad 8 krotnie większy w USA. Jeśli weźmiemy zamożność konsumenta okazuje się, że potencjał jest ponad 20 krotnie większy na korzyści USA. Pisząc bloga w USA zarabiałbym rocznie 20-razy więcej niż w Polsce. Te pieniądze pomogłyby mi rozwijać bloga i inne projekty w szaleńczym tempie.
Wielkie znacznie ma także jakość prawa gospodarczego i podatkowego w USA. Choć łatwym nazwać go nie można to jest ono jasne i przyjazne przedsiębiorcy. W USA urzędnicy, w zasadzie oprócz prawa podatkowego, w ogóle nie mieszają się w sektor prywatny. Jest prawo karne, które stoi na straży jeśli ktoś kogoś oszuka czy okradnie w sektorze prywatnym – tyle.
Amerykanie od lat pochłaniają także najzdolniejszy kapitał ludzki. Specjalistów i naukowców sprowadzają z całego świata.