gelatik
21.05.02, 20:43
Odstrzał 15.000 kangurów rozpoczął się na terenie bazy wojskowej Puckapunyal
niedaleko Melbourne na południu Australii. Populacja torbaczy na tym obszarze
szacowana jest na 80-100 tys. Obrońcy praw zwierząt zapowiedzieli protesty.
Przez kilkanaście lat kangury mogły bez przeszkód rozmnażać się na bezpiecznym
terenie Puckapunyal. Jednak, wg armii, obszar 42 tys. hektarów nie jest już w
stanie wyżywić torbaczy, których liczba rośnie coraz szybciej. W poszukiwaniu
żywności i wody zwierzęta masowo uciekają do pobliskich farm i osad. Wiele
zwierząt zdycha z głodu.
Armia dostała pozwolenie na zabicie w ciągu najbliższych dwóch tygodni 15 tys.
tych zwierząt, które są narodowym symbolem Australii. Odstrzał mają nadzorować
przedstawiciele służb bezpieczeństwa oraz inspektorzy z Królewskiego
Towarzystwa Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt.
Do poniedziałku armia wynajęła 10 myśliwych. Każdy ma zabić około 100 kangurów
dziennie.
Docelowo tamtejsza populacja kangurów ma zostać zredukowana do ok. 40 tys.
Obrońcy praw zwierząt domagają się zrezygnowania z odstrzału i zamiast tego
wzniesienie wokół terenu wojskowego płotu, który powstrzymałby inwazję kangurów
na obszary zamieszkane przez udzi. Aktywiści grożą, że staną między myśliwymi a
zwierzętami.
Niektórzy utrzymują, że w programie odstrzału chodzi bardziej o pieniądze niż o
dobro zwierząt. Ich zdaniem, jest to część planu wprowadzenia zabijania
kangurów w Puckapunyal w celach komercyjnych. Armia zaprzecza tym zarzutom,
jednak, jak podaje BBC, jeden z wysokich przedstawicieli wojska powiedział, że
stanowisko w sprawie komercyjnego odstrzału torbaczy może przyszłości ulec
zmianie.
Wg szacunków, w zamieszkanej przez ok. 19 milionów ludzi Australii żyje ok. 50
mln kangurów - tyle co nigdy dotąd.
Co roku około pięciu milionów zwierząt zabija się w celach komercyjnych. Handel
mięsem kangurzym przynosi miliony dolarów zysku. Mięso eksportowane jest do
Europy i Japonii, gdzie cieszy się dużą popularnością.