felusiak1
06.07.05, 18:04
Mamy tu na FS grupe wierzacych w impeachement Busha.
Przy czym impeachement to w ich mniemaniu usuniecie z urzedu.
Wyjasniam zatem, ze impeachement to jedynie postawienie w stan oskarzenia.
Izba Reprezentantow przeglosowuje oskarzenie prezydenta zwykla wiekszoscia
glosow, to znaczy 50% plus 1 glos a nastepnie w Senacie odbywa sie
rozprawa. Po rozprawie odbywa sie glosowanie. Aby usunac prezydenta
wymagana jest tzw. super wiekszosc czyli 67 glosow.
Opozycja (demokraci) w Izbie Reprezentantow dysponuje 202 glosami podczas gdy
republikanie maja ich 232. Zwykla wiekszosc to 218 glosow. Jak widac
demokratom brakuje 16 glosow. W senacie demokraci maja 44 przedstawiciel
o 23 za malo aby wyrzucic prezydenta.
Nie bede rozpisywal sie o proceduralnych przeszkodach przeprowadzenia
impeachementu pzrez partie bedaca w opozycji w Kongresie.
Prosze nie zapominac, ze republikanie mieli wiekszosc w Izbie Reprezentantow
kiedy oskarzyli Clintona. Nie udalo sie go jednak zdjac mimo, ze w Senacie
republikanie dysponowali 55 glosami.
Czas juz polozyc marzenia i mrzonki o impeachement do lozeczka i pozwolic im
zasnac glebokim snem.
PS. W wypadku usuniecia Busha z urzedu prezydentem automatycznie zostanie
Cheney. A jesli komus wydaje sie, ze mozliwe jest usuniecie prezydenta i
wiceprezydenta jednoczesnie to natychmiast powinien udac sie do psychiatry
po leki zapobiegajace halucynacjom.
W zwiazku z powyzszym doradzam osobom opetanym impeachementem, zajecie sie
bardziej pozytecznymi tematami jak no.: globale ocieplenie, naloty na Iran,
recesja, bezrobocie, upadek waluty, bieda w USA, dyskryminacja murzynow,
malzenstwa homoseksualne no i oczywiscie glupota Busha.