Dodaj do ulubionych

Prawda o niemcach!!!!!!!11

10.07.05, 04:04
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34181,2811785.html

Również Hans Frank wychowywał się w rodzinie oziębłej. Jego matka, córka
bawarskiego sklepikarza, uwiodła mieszkającego w ich domu studenta Karla
Franka, gdy miała 16 lat. Był to jej jedyny wysiłek erotyczny - złośliwie
stwierdza wnuk. Była wyjątkowo ordynarna, autorytarna i otwarcie gardziła
mężem. Nic dziwnego - pisze Niklas - że szukając wzorca mężczyzny, Hans szukał
najpierw kontaktów homoseksualnych. Jego kompleksy musiał też pogłębić
brutalny zakaz wstępu do domu najpierw jednej, potem drugiej koleżanki z
zamożnych rodzin bawarskich patrycjuszy. Te zahamowania przełamała dopiero
Brigitte.

Ta intymna historia prusko-bawarskiej rodziny to nie tylko - jak dosadnie
mawiają Niemcy - obwąchiwanie majtek. To także istotny trop dla zrozumienia
psychospołecznych mechanizmów karier w III Rzeszy.

W swoich więziennych wyznaniach Hans Frank sam wskazywał na współzależność
swych początkowych porażek męsko-damskich i homoerotycznej fascynacji ruchem
nazistowskim. Wobec Hitlera był posłuszny "niczym pies". 9 listopada 1923 r.,
po kolejnej porażce miłosnej, bierze udział w nieudanym puczu monachijskim.
Potem zostaje partyjnym prawnikiem, a w 1932 r. posłem do Reichstagu.
Konserwatywna prasa pisze, że braki w wykształceniu i wychowaniu nadrabia
arogancją i frazesami propagandowymi. W czasie "nocy długich noży" w 1934 r. -
kiedy to na polecenie Hitlera SS wymordowało dowództwo SA - Frank był
bawarskim ministrem sprawiedliwości i dostarczył prawnego uzasadnienia masakry.

Na nazistowskim dworze nie miał wysokich notowań. "On jest za miękki, ale może
właśnie dlatego pewnego dnia będzie przydatny" - miał powiedzieć Hitler. W
1939 r. mianował go generalnym gubernatorem okupowanej Polski, wiedząc, że
będzie potulny. Im bardziej Frank był pozbawiany realnej władzy, tym bardziej
odrażające i krwiożercze wygłaszał mowy. Tym bardziej też zajmował się swymi
kochankami i korzyściami materialnymi. 14 razy prosił Hitlera o zdjęcie ze
stanowiska - nigdy jednak nie miał odwagi podać się do dymisji. Nie miał też
odwagi popełnić samobójstwa przed aresztowaniem przez Amerykanów.

Napęd tej rodzinie dawała Brigitte. Przez cale życie wspinała się po drabinie
i spadała z niej. "I co, panienko, znowu na dnie!" - syknęła do niej pokojówka
barona von B., beznogiego kochanka, gdy jego rodzina niemal siłą wyrzuciła ją
z willi, w której zdążyła się zagnieździć. Szybko znalazła następnego
opiekuna, potem jeszcze jednego, by wreszcie tuż przed trzydziestką zagiąć
parol na nieśmiałego studenta prawa. Zaaranżowała z przyjaciółkami sytuację,
która miała sprawiać wrażenie, że to on ją zdobył, "odbierając jej
niewinność". I sterowała jego karierą.

Do NSDAP nie należała. Szydziła z partyjnych mundurów, ale uwielbiała splendor
- kazała się nazywać "panią poseł", "panią ministrową", "panią gubernatorową".
W 1932 r. chwaliła się, że jeździ limuzyną "wodza".

Gdy Hitler doszedł do władzy, miała 38 lat. Rozkoszowała się nowym statusem
"damy z wyższych sfer". Pojechała do rodzinnego Forst tylko po to, by szofer
demonstracyjnie otworzył jej tam drzwi służbowego samochodu męża, a burmistrz
kłaniał się uniżenie. Nareszcie się odegrała. Zarazem gardziła mężem i
nazywała go prostakiem, a on wstydził się, że Brigitte nie potrafi się
zachować. Jednak oboje skrupulatnie wkładali wieczorowe stroje i pędzili,
gdzie wypadało.

W Krakowie mawiała, że jest "królową Polski" - a równocześnie chodziła do
getta, by za bezcen nadal skupować futra. Czego nie kupowała, to zamawiała
jako daninę. "Pani Brigitte Frank należy niezwłocznie dostarczyć turecką
maszynę do kawy" - brzmiało pismo z 22 lipca 1941 r. do warszawskiego Judenratu.

Sumienie z niemnącego jedwabiu

Do dziś zachowanie matki i innych żon niemieckich urzędników doprowadza
Niklasa Franka do pasji.

„One wszystkie cieszyły się z elegancko urządzonych mieszkań, z których
wygnano żydowskich i polskich lokatorów i właścicieli. »Jakże przyjemne jest
życie niemieckiej kobiety « - gryzmoliła Brigitte w swym notatniku. (...) Te
niemieckie żony uważały wojnę za sprawiedliwą. Żadna z nich nie wątpiła w
Führera. Chętnie przyjmowały morderczą moralność narodu panów. Duchowo
oddawały się Hitlerowi tak, jak cieleśnie wciąż nowym mężczyznom, podczas gdy
ich mężowie zdychali na froncie w jakichś zafajdanych okopach. Po wojnie
bardzo rzadko odzywały się w nich wyrzuty sumienia. Przeważająca większość
tych kobiet nie pytała mężów po powrocie, co robili. Nic nie chciały wiedzieć
o zbrodniach wojennych popełnianych na niewinnych kobietach i dzieciach, na
»ludziach gorszych ras «, na »niewartych życia podludziach «. One również
zacierały prawdę - jak ich mężowie, synowie, ojcowie i kochankowie”.

Dla tego akapitu Niklas Frank napisał swą książkę. Nie użalajcie się nad tym,
jak byłyście bombardowane przez Anglików, gwałcone przez Rosjan, wypędzane
przez Polaków - ale opowiedzcie, jak zajmowałyście pożydowskie mieszkania, jak
popychałyście mężów, by wstępowali do partii, jak korzystałyście z tego, co
wam przywozili z podbitych krajów. I przyznajcie, że myślałyście nie inaczej
niż Brigitte, która w 1948 r. zanotowała: "My, kobiety, przewyższamy naszych
mężów, ponieważ nasze sumienie jest utkane z niemnącego jedwabiu".

Obserwuj wątek
    • kropekuk To juz znana teza, ze hitleryzm zrodzilo ... 10.07.05, 04:15
      bismarckowskie wychowanie ;)
      • uninhibited cholerne sznycle !!!!!!!! 10.07.05, 05:18
        Mi chodzi o pazerstwo niemcow !!!!!!
        Ograbili polowe Europy po wojnie dostali od USA plan Marchalla a potem zgrywaja
        sie na bogali , gnojki dorobili sie na krzywdzie ludzkiej i zlotych zebach .
      • remekk Zasady patologicznej cywilizacji w połączeniu ... 10.07.05, 08:14
        ...z prusactwem zaowocowąły takim a nie innymi skutkami .
        Wybrańsywo - nadczłowieczeństwo .
        Podwójna "etyka" - inna dla swoich - inna dla obcych .
        Biologizm zwany równiez rasizmem ... .
    • the_cure Nie było żadnych "dobrych nazistów 10.07.05, 08:16
      "Kto nie chce mówić o korzyściach, jakie z III Rzeszy ciągnęły miliony zwykłych
      Niemców, ten powinien milczeć o narodowym socjalizmie i Holocauście" - twierdzi
      Aly. Jego zdaniem spoiwem nazistowskiego państwa nie był bynajmniej terror, lecz
      "dyktatura wzajemnych uprzejmości". Innymi słowy, władza dbała o opiekę socjalną
      i materialne korzyści "małych ludzi", ci zaś odpowiadali poparciem dla nazistów.
      Hitler i jego kamaryla bardzo poważnie traktowali swój narodowy socjalizm, hasła
      "wspólnoty narodowej" i "dobra narodu". Stworzyli system niebywale rozbudowanych
      świadczeń socjalnych, które - jak pisze Aly - do dziś są kulą u nogi niemieckiej
      gospodarki. To w czasach Hitlera ustanowiono dodatki rodzinne i ulgi podatkowe
      dla małżonków. To wtedy przełamano skostniałe hierarchie, tworząc szanse awansu
      dla ludzi z warstw niższych.

      Ten awans większości szedł w parze z degradacją, wykluczeniem i wywłaszczeniem
      mniejszości - Żydów, przeciwników politycznych, a potem narodów podbitych. To
      oni mieli zapłacić za "brunatną rewolucję".

      Hitler nie ograniczył państwa opiekuńczego nawet w czasie wojny. Dbano o rodziny
      żołnierzy, które nierzadko miały większe dochody niż w czasie pokoju. Robotnicy
      i urzędnicy nie płacili podatku wojennego. Zakaz płacenia za nadgodziny,
      wprowadzony w listopadzie 1939 r., został zniesiony już w sierpniu 1940 r.
      Reforma rent z 1941 r. wyraźnie poprawiła sytuację drobnych rencistów i
      wprowadziła przymusowe ubezpieczenia zdrowotne.

      Ten program można było realizować tylko dzięki niepohamowanej grabieży krajów
      okupowanych. To na nie przerzucono koszty okupacji i obłożono je kontrybucjami.
      Żołd wypłacano w walucie krajów stacjonowania żołnierzy, nią też płacono za
      surowce i usługi. Tym samym świadomie nakręcano inflację, która rujnowała
      gospodarki państw okupowanych. Natomiast żołnierze niemieccy dzięki korzystnym kur
      • the_cure Wszystko zaczęło się - w roku 1938 10.07.05, 08:20

        Gdy alianckie bombardowania niszczyły niemieckie miasta, placówki państwowe
        zaczęły na wielką skalę konfiskować w krajach okupowanych meble z mieszkań
        deportowanych Żydów. Te meble rozdawano lub sprzedawano za bezcen. W samym
        Hamburgu w latach 1944--45 w aukcji mienia pożydowskiego wzięło udział co
        najmniej 100 tys. osób.

        Wszystko zaczęło się - twierdzi Aly - w roku 1938. Wtedy to zadłużenie państwa -
        w wyniku zbrojeń i rozrzutnych świadczeń socjalnych - osiągnęło wielkości
        rekordowe; Niemcy znalazły się u progu bankructwa. Aby ratować finanse, eksperci
        wpadli na pomysł zagarnięcia własności żydowskiej. Ten model zastosowano potem w
        krajach okupowanych i sojuszniczych. Ich kasy zasilano wpływami ze
        skonfiskowanego mienia żydowskiego, by następnie z tychże kas opłacać koszty
        okupacji. Tam, gdzie miejscowi urzędnicy stosowali bierny opór - jak w Belgii -
        polityka wywłaszczeń utykała w miejscu. Natomiast we Francji i na Węgrzech
        administracje usłużnie wykonywały niemieckie polecenia, konfiskując własność
        żydowską. Podobnie działo się w Grecji, gdzie dzięki deportacji Żydów z Salonik
        do Oświęcimia wzmocniono drachmę
        • the_cure Lewicowy faszyzm 10.07.05, 08:22
          Lewicowy faszyzm

          To nie "eliminacyjny antysemityzm" Niemców - jak twierdził historyk Daniel Jonah
          Goldhagen - doprowadził do ludobójstwa. Wymusiła je zdaniem Aly'ego konieczność
          finansowania "polityki dobroczynności wobec własnego narodu" i kupowania
          przychylności niemieckiego społeczeństwa. Z tej perspektywy większość Niemców to
          oportuniści, którzy chętnie wykorzystywali szansę wzbogacenia się pod rządami
          nazistów. Nie "gorliwi kaci", lecz "gorliwi grabieżcy" Hitlera.
    • polski_francuz To byla 10.07.05, 09:06
      prawda o Niemcach.

      I Niemcy i Niemki dzisiejsi sa inni. Pozostaly slady w ich swiadomosci i to
      wszystko. Wstydza sie, wzorem mlodego Franka, za czyny ich rodzicow i dziadkow.

      Dizsiejsze Niemcy maja inne problemy. Glownym to restrukturyzacja panstwa
      opiekunczego i wzrost odpowiedzialnosci za swoja przyszlosc obywatela.

      Twoja historia to juz prehistoria.

      Adama Krzeminskiego znam jeszcze z czasow Polityki, jako dobrego znawcy Niemiec.

      Watek nalezy juz chyba do formum historia.

      PF
      • dredger Re: To byla 10.07.05, 09:34
        to pieknie,
        osobiscie mam gleboki niesmak ze sposobu w jaki banki niemieckie robia interesy
        (w usa).
        Malostkowa, niepochamowana chciwosc, czesto nieszczerosc (dolicza ci koszt
        wyslanego e-maila)
        Dokladnie te cechy, o ktore kiedys oskarzali zydow.
        • polski_francuz Re: Czy to Niemcy 10.07.05, 09:38
          czy raczej kapitalisci. Wysylanie rachunku za obiad, na ktory zostalem
          zaproszony, przezylem zaszokowany jak pracowalem w Australii.

          A przeciez to wstyd i niehonorowo.

          Takie honorowo-szlacheckie zboczenie mamy my Polacy a nie mieszczanscy
          kapitalisci. Nie zapomnij, ze i Zydzi i Niemcy i Holendrzy to mieszczanstwo od
          wiekow.

          Pozdr.

          PF
          • dredger Re: Czy to Niemcy 10.07.05, 09:48
            kapitalisci oczywiscie, niemieccy, latwi do odroznienia od kapitalistow
            amerykanskich w tym przypadku. zapewnic moge ze roznice sa widoczne, a raczej
            odczuwalne.
    • smoku_wawelski Nie cała prawda 10.07.05, 10:16
      Oj w powojennych Niemczech była też Niemka, co ryzykowala swoje zycie by znalesc
      zbrodniarza niemieckiego w Ameryce Poludniowej. Poronila nawet wsrod tych polowań.
      Nacjonalizm Bismarcka i izolacja Niemiec ukształtowała ówczesnych. Poza tym
      Hitler potrafił ludzi omamić, taki Giertych tyle ze bardziej porywajacy. Poszli
      do łóżka z szatanem.
    • loquin.phd Choroba niemiecka ... 10.07.05, 11:04
      ... polega na tym, że Niemcy nigdy nie wyleczyli się z średniowiecza, które u
      nich skończyło się dopiero w XVIII w. i dwukrotnie gwałtownie powróciło
      (1870/1933). Trudno się temu dziwić, gdyż średniowiecze było okresem świetności
      niemieckiej. Są skłonni do fanatyzmu religijnego i narodowego, tyle że swój
      fanatyzm religijny przełożyli na politykę. Zaś nacjonalizm niemiecki sam w
      sobie jest czymś chorobliwym, jest to bowiem twór sztuczny.

      Jako społeczeństwo są grzeczni, pracowici i znośni, gdy nie istnieje możliwość
      dominacji niemieckiej w Europie. Gdy jednak taka możliość się pojawia,
      automatycznie i momentalnie odżywają w nich stare biesy fanatyzmu. Byliśmy
      świadkami tego w ostatnich latach. Fala serdecznych reportaży o nazistach w
      gazetach i TV, wybielających zbrodniarzy III Rzeszy filmów, kompletna amnezja
      na punkcie zbrodni niemieckich i pretensjonalne upominanie się o sprawiedliwość
      dla niemieckich cierpień, agresywne kampanie o zwrot mienia na Wschodzie,
      kampanie antybrytyjskie
      • polski_francuz Re: Choroba niemiecka ... 10.07.05, 12:30
        Troche pewnie racji masz. Ale wszyscy w pozycji dominujacej zachowuja sie jak
        idioci. Patrz na Stany teraz, na Francje, Anglie w przeszlosci.

        A z naszego pola, popatrz jakimi banda ku..asow okazala sie szlachetna
        Solidarnosc po dojsciu do wladzy.

        Pozdr.

        PF
        • de_oakville Re: Choroba niemiecka ... 10.07.05, 13:56
          loquin.phd napisal(a):

          >Jako społeczeństwo są grzeczni, pracowici i znośni, gdy nie istnieje możliwość
          >dominacji niemieckiej w Europie. Gdy jednak taka możliość się pojawia,
          >automatycznie i momentalnie odżywają w nich stare biesy fanatyzmu. Byliśmy
          >świadkami tego w ostatnich latach. Fala serdecznych reportaży o nazistach w
          >gazetach i TV, wybielających zbrodniarzy III Rzeszy filmów, kompletna amnezja
          >na punkcie zbrodni niemieckich i pretensjonalne upominanie się o sprawiedliwość
          >dla niemieckich cierpień, agresywne kampanie o zwrot mienia na Wschodzie,
          >kampanie antybrytyjskie
        • smoku_wawelski Re: Choroba niemiecka ... 10.07.05, 14:21
          Solidarnosc to byl wspanialy ruch. Szlachetne miano przez Ciebie uzyte odnosi
          się do karierowiczow typu Maniuś Krzaklewski, a nie do całego ruchu. Ludzie,
          którzy walczyli o lepsze jutro zostali przez związkowców po prostu zdradzeni. Ci
          z kolei parli do koryta by nakraść jak najwięcej, ale nie utożsamiajmy ich z
          ruchem w którym podejrzewam niewiele znaczyli w latach 80-tych. Wypłynęli
          podczas transformacji...Poza tym UB-eków wśród działączy Solidarności tez sie
          troche znalazło, a potem zbiegło do GW i robią fale w szambie by lustracje obalić.
        • karbat Re: Choroba niemiecka ... 10.07.05, 15:31
          polski_francuz napisał:

          >>
          > A z naszego pola, popatrz jakimi banda ku..asow okazala sie szlachetna
          > Solidarnosc po dojsciu do wladzy.
          >
          > Pozdr.

          Tak bylo w Niemczech
          Taka byla prawda o Niemcach i kazdy to wie .Historie troche powinno sie
          znac,fakt.
          Tak jest w POlsce
          To co my Polacy sami sobie zgotowalismy w ostatnich latach bez dyktatorow i
          satrapow nie napawa optymizmem.



          • gocanowo hitler wielkim uwodzicielem, taka etiologia 10.07.05, 16:06
            faszyzmu niemieckiego jest najchetniej przytaczana

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka