Dodaj do ulubionych

edukacja w USA

16.12.05, 10:32
ciekawz Yahoo. co 20 amerykanin nie umie czytac, albo zrozumiec angielskiego.
O wiele wiecej ma trudnosci w matematyce i podstawowej komunikacji.

Study: 11M U.S. Adults Can't Read English By BEN FELLER, AP Education Writer
Thu Dec 15,10:56 PM ET



WASHINGTON - About one in 20 adults in the U.S. is not literate in English,
meaning 11 million people lack the skills to handle many everyday tasks, a
federal study shows.

ADVERTISEMENT

From 1992 to 2003, adults made no progress in their ability to read sentences
and paragraphs or understand other printed material such as bus schedules or
prescription labels.

The adult population did make gains in handling tasks that involve math, such
as calculating numbers on tax forms or bank statements. But even in that
area, the typical adult showed only enough skills to perform simple, daily
activities.

Perhaps most sobering was that adult literacy dropped or was flat across
every level of education, from people with graduate degrees to those who
dropped out of high school.

So even as more people get a formal education, the literacy rate is not
rising. Federal officials say this trend is puzzling and worthy of research.

Adults with ability to perform challenging and complex reading tasks made an
average yearly salary of $50,700 in 2003. That is $28,000 more than those who
lacked basic skills.

The adults deemed illiterate in English include people who may be fluent in
Spanish or another language but cannot comprehend English text at its most
simple level.

"Eleven million people is an awful large number of folks who are not literate
in English, and therefore are prevented access to what America offers," said
Russ Whitehurst, director of the Institute of Education Sciences at the
Education Department.

Some 30 million adults have "below basic" skills in prose. Their ability is
so limited that they may not be able to make sense of a simple pamphlet, for
example. This total includes 7 million adults considered not to be literate
in English but with enough knowledge of the language at least to be tested.
The remaining 4 million deemed illiterate did not have enough English skills
to be tested.

By comparison, 95 million adults, or 44 percent of the population, have
intermediate prose skills, meaning they can do moderately challenging
activities. An example would be consulting a reference book to determine
which foods contain a certain vitamin.

The National Assessment of Adult Literacy is considered the best measure of
how adults handle everything from completing job applications to computing
tips.

Black adults made gains on each type of task tested. White adults made no
significant changes except when it came to computing numbers, where they got
better.

Hispanics showed sharp declines in their ability to handle prose and
documents. The background of U.S. adults has changed since 1992, when the
test was last given; fewer people in 2003 had spoken English before they
started school.

"We can no longer afford to ignore the unique needs this population has
demonstrated for years," said Jose Velazquez, director of the Hispanic Family
Learning Institute at the National Center for Family Literacy.

Overall, the study represents a population of 222 million adults. The results
are based on a sample of more than 19,000 adults, age 16 or older, living in
homes, college housing or prisons.

Education Secretary Margaret Spellings pledged to coordinate adult
education programs across the government. She also promoted the Bush
administration's campaign to increase testing and specialized reading help in
high school.

"One adult unable to read is one too many in America," Spellings said.

Millions of adults with limited reading skills have enrolled in literacy
programs at high schools, libraries, workplaces and community colleges.
Advocates of those programs said the new scores prove that a greater
investment in adult literacy and research is essential.

"It's really hard to have a well educated and highly intellectual population
of children if they go home to parents who do not have adequate reading
skills," said Dale Lipschultz, president of the National Coalition for
Literacy, a broad range of education groups.

___
Obserwuj wątek
    • samsone Re: edukacja w USA 16.12.05, 11:14
      jeden na 20 to bardzo malo, w krajach arabskich 57 % kobiet nie umie czytac i 27
      % mezczyzn, a ci co umia to chca ich islamski raj opuscic.
      • mamzerek Re: edukacja w USA 16.12.05, 19:41
        samsone napisał:

        > jeden na 20 to bardzo malo, w krajach arabskich 57 % kobiet nie umie czytac i
        2
        > 7
        > % mezczyzn, a ci co umia to chca ich islamski raj opuscic.

        jeden na 20 nie umie czytac po angielsku
        zato czyta po hiszpansku
        albo zydosku
        albo urdu
        albo rosyjsku
        ....
        idiotyczny artykul
    • samsone Re: edukacja w USA it ak pozatym 16.12.05, 11:17
      jeden na 20 to bardzo malo, w krajach arabskich 57 % kobiet nie umie czytac i 27
      % mezczyzn, a ci co umia, to chca ich islamski raj opuscic,moze czytajac sie na
      naziislamie poznaja.
    • wujekjurek Statystyki. 16.12.05, 15:29
      Trzeba pamietać, że mniej wiecej 10% (ok. 29 milionów) obywateli amerykańskich
      to imigranci, którzy siłą rzeczy kaleczą język angielski. Czy te statystyki
      biorą to pod uwagę?
      • jennifer5 Re: Statystyki. 16.12.05, 18:04
        wujekjurek napisał:

        > Trzeba pamietać, że mniej wiecej 10% (ok. 29 milionów) obywateli
        amerykańskich to imigranci, którzy siłą rzeczy kaleczą język angielski. Czy te
        statystyki biorą to pod uwagę?

        ---

        zdumiewajace jest jakie podobienstwo jest w 'argumentacji' Twojej wujku i
        towarzysza felusiaka. Jakby z tego samego wykladu byly. Ciekawe, nieprawdaz?

        ================================================================================

        felusiak1 napisala:

        W artykule czytamy: "The adults deemed illiterate in English include people who
        may be fluent in Spanish or another language but cannot comprehend English text
        at its most simple level."
        Po polsku: "Do osob doroslych uznawanych za analfabetow w jezyku angielskim
        zaliczane sa osoby, ktore pisza i czytaja w jezyku hiszpanskim lub innych lecz
        nie sa w stanie zrozumiec angielskiego tekstu w najprostszej formie"


        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=33574561&a=33599668
        • wujekjurek Re: Statystyki. 16.12.05, 19:53
          Jeśli ja powiem, że niebo jest niebieskie a Felusiak potwierdzi to też będziesz
          zdziwiona? Ludzie często mają podobne zdanie na jakis temat.
          • felusiak1 Re: Statystyki. 16.12.05, 20:08
            lucypherko oszolomiona magielna babo, to stoi n apisane w artykule na ktorego
            temat dyskutujemy. Moze raz zamiast naglowka przeczytasz cos mniejszymi literami
            pisane.
    • gieroy_asfalta to tylko 5% 16.12.05, 15:37
      w Europie bywa gorzej, we Francji to ponoć kilkanascie procent.
    • felusiak1 Re: edukacja w USA 16.12.05, 17:34
      W artykule czytamy: "The adults deemed illiterate in English include people who
      may be fluent in Spanish or another language but cannot comprehend English text
      at its most simple level."
      Po polsku: "Do osob doroslych uznawanych za analfabetow w jezyku angielskim
      zaliczane sa osoby, ktore pisza i czytaja w jezyku hiszpanskim lub innych lecz
      nie sa w stanie zrozumiec angielskiego tekstu w najprostszej formie"
      ============
      Wsrod tych analfabetow znajduja sie i nasi rodacy i to w duzej ilosci.
      Znajomosc angielskiego wsrod Polakow jest wrecz zenujaca.
      • jennifer5 Re: edukacja w USA 16.12.05, 17:49
        felusiak1 napisała:


        > Wsrod tych analfabetow znajduja sie i nasi rodacy i to w duzej ilosci.
        > Znajomosc angielskiego wsrod Polakow jest wrecz zenujaca.

        i co to ma do rzeczy w stosunku do ogulnej populacji?
    • i-love-2-ski Re: edukacja w USA 16.12.05, 17:45
      zenujaca. mialam kiedys watek na ten temat i niech mi nikt tu cudzoziemcow do
      wspolnego kosza nie wrzuca. 30% dzieci,ktore opuszczaja szkole nie umie
      przeczytac swojego dyplomu,podczas,gdy przecietny student w szkole kosztuje
      podatnika mniej wiecej 10,000$. jeden wielki skandal. nawet jeden senator nazwal
      nasz system edukacji 'educational holocaust' i slusznie.zadne wymagania,bzdurny
      program,niskie kwalifikacje nauczycieli i przerosty biurokracji,to stale
      bolaczki tego systemu.
      • jennifer5 Re: edukacja w USA 16.12.05, 17:54
        i-love-2-ski napisał:

        > 30% dzieci,ktore opuszczaja szkole nie umie
        > przeczytac swojego dyplomu,

        i-love-2-ski, jest to bardzo negatywne ale niestety prawdziwe. Dlaczego tak
        jest? Niedouczonym spoleczenstwem jest latwiej manewrowc jak ludzmi o swiatlym
        spojrzeniu na problemy swiata.
        • kapitalizm Re: edukacja w USA 16.12.05, 18:20
          jennifer5 napisała:

          > i-love-2-ski napisał:
          >
          > > 30% dzieci,ktore opuszczaja szkole nie umie
          > > przeczytac swojego dyplomu,
          >
          > i-love-2-ski, jest to bardzo negatywne ale niestety prawdziwe. Dlaczego tak
          > jest? Niedouczonym spoleczenstwem jest latwiej manewrowc jak ludzmi o
          swiatlym
          > spojrzeniu na problemy swiata.


          - tak, do tego prowadzi propaganda politycznej poprawnosci, zamiast uczyc te
          dzieci angielskiego, na sile zmuszaja je do bilingual education - nie dziwne,
          ze potem te matoly glosuja na swych rzekomych "obroncow" Demokratow.
        • misterpee Re: nabor do wojska i ghetta etniczne. 16.12.05, 18:31
          otoz z tych gett etnicznych pochodzi wiekszosc amerykanskich zolnierzy. Maja
          wybor , albo byc na bezrobociu , albo zaciagnac sie do wojska z obiecanka na
          rozowa przyszlosc , obywatelstwo, studia itd. Weterani znaja nagrode za sluzbe -
          choroby, kalectwo, smierc, bezrobocie, psychiczne zalamania i zadne pieniadze.
          Ten kto oglada hiszpanska telewize w USA moze zobaczyc agresywne formy reklamy
          zaciagu.
          Wracajac do analfabetyzmu - jest to glownie uderzenie w biede amerykanska, jest
          rasistowskie, nieludzkie. Ludzie z dolow spolecznych ( murzynskich) trwaja w
          tym letargu intelektualnym przez generacje i rzad Amerykanski i samo
          spoleczenstwo zupelnie nie widzi karygodnych efektow takiego traktowania swoich
          wlasnych obywateli. Jest to dowiedzione ze emigranci (Polacy i murzyni z
          Afryki rowniez) w ciagu 2 pokolen staja sie aktywnymi czlonkami spoleczenstwa
          USA. To glownie potomkowie niewolnikow amerykanskich sa dalej na tym samym
          poziomie degradacji i nikt w Ameryce sie tym nie przejmuje.
          • wujekjurek Rasizm i szkoła. 16.12.05, 19:47
            Nie wszystko da się wytłumaczyć rasizmem. Nikt czarnym dzieciom nie zabrania
            się uczyć, problem jest w tym, że w czarnej społeczności 70% procent dzieci
            rodzi się poza małżeństwem. Przeciętna rodzina murzyńska wygląda inaczej niż
            biała lub azjatycka. Brak ojca w rodzinie jet normą. Jakoś nikt nie uznaje
            tego za jeden z czynników wpływających na niski poziom wykształcenia. Może
            jestem staroświecki ale wydaje mi się, że w moim przypadku postawa rodziców
            miała ogromny wpływ na moją edukacje ("Dokąd idziesz? Lekcje odrobione?").

            Murzyński letarg intelektualny jest ich własnym produktem. Niestety tutejsza
            lewica wmawia im, że to nie ich wina i dlatego to się ciągnie. Najłatwiej jest
            za swoje problemy winić władze.
        • wujekjurek Re: edukacja w USA 16.12.05, 19:37
          Nikt temu społeczeństwu nie zabrania się uczyć. Jeśli ktoś jest nidouczony to
          z własnej winy (albo rodziców).
          • thannatos Re: edukacja w USA 16.12.05, 20:39
            wujekjurek napisał:

            > Nikt temu społeczeństwu nie zabrania się uczyć. Jeśli ktoś jest nidouczony to
            > z własnej winy (albo rodziców).

            Pieprzysz albo nie wiesz.

            Amerykanie od dziecinstwa sa ODUCZANI checi nabywania wiedzy - i to bardzo
            skutecznie dziala, o czym sie mozna przekonac probujac wyjasnic Amerykaninowi ze
            jest w bledzie. Dwa komentarze z jego strony: "Really?" - to ten grzeczny i
            "Whatever." - to ten mniej, oczywiscie mozna tez napotkac "Finger" :P. Za to NIE
            mozna napotkac kontrargumentacji, bo z proznego to i salomon nie naleje.

            Oczywiscie sa wyjatki. Niedawno spedzilem mila godzine przy dobrym winku
            dyskutujac z jednym amerykanskim weganimem o szkodliwosci jego diety. Szans mial
            niewiele, bo on jest informatykiem, a ja lekarzem, poza tym mam kuzyna, ktorego
            wyprowadzilem w weganstwa na wegetarianizm, wiec bylem obkuty w temacie. Ale sie
            chlopak przynajmniej staral. - niemniej jednak byl to jak na USA jakis
            odmieniec, gdyz probowal podjac dyskusje poza swoja dziedzina fachowa.
            Oczywiscie, gdybysmy rozmawiali o oprogramowaniu, ja padlbym po trzecim jego
            slowie. :P

            Ale wracajac do tematu.

            Spoleczenstwo amerykanskie jest oparte na systemie korporacyjnym - zaklada on
            ksztalcenie wysokowyspecjalizowanych fachowcow w waskich dziedzinach, przy
            jednoczesnym praktycznie wyzerowaniu checi nabywania wiedzy spoza danej
            dziedziny. System ten ma zarowno wady, jak i zalety. Pisalem o tym wczesniej.
            Skopiuje, zeby nie trzeba bylo szukac:

            "...prawda wyglada tak, ze przecietny Amerykanin to alfa i omega,
            oraz, za przeproszeniem, erudyta. A wszystkie testy porownujace do innych nacji
            to bzdura i lewackie wymysly..... jaaaaaaaaaasne. No i nieprada jest, ze
            Amerykanie loza na edukacje pieniadze, za ktore w wiekszosci krajow dzieci i
            mlodziez uczyliby sie w pozlacanych lawkach.

            Bo przeciez tak trudno przyznac, ze wymogi spoleczenstwa korporacyjnego
            preferuja waskowyspecjalizowanych fachowcow, dzialajacych na zasadzie wyuczonych
            algorytmow, a nie wiedzy teoretycznej, pozwalajacej na samodzielna analize
            zjawisk i wydarzen. I tyle.

            Skutek pozytywny - latwa hierarchizacja zadan w pracy, posluszenstwo wzgledem
            pracodawcy i szefa, wieksza szybkosc wykonywania rutynowych czynnosci.

            Skutki negatywne - niezdolnosc spontanicznego dostosowania sie do sytuacji
            wykraczajacych poza algorytmy. Ale od tego sa fachowcy ze specjalizacja
            "sytuacje wykraczajace poza algorytmy", nie mysli sie wiec, tylko wzywa takiego
            fachowca. Prosty przyklad z dnia dzisiejszego - przed "snack machine" na naszym
            pietrze stoi nasza dyrektorka administracyjna obok niej stoi wcale nie
            rachityczny Amerykanin - jeden z naszych pracownikow. Stoja i zastanawiaja sie
            do kogo zadzwonic, bo po wrzuceniu "change" i nacisnieciu kodu, "snack" utkwil w
            przesuwajacej go spiralce.... No i trzeba albo wrzucic kolejna porcje pieniedzy,
            albo zadzwonic po serwisanta..... Podzszedlem i potrzasnalem solidnie maszyna -
            "snack" odczepil sie od spiralki i spadl w przewidziany w instrukcji obslugi
            otwor... Radosci nie bylo konca.... :))))))))))))))"
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=31970939&a=31972917
            • wujekjurek Re: edukacja w USA 16.12.05, 21:16
              Pieknie piszesz, to trzeba przyznać.

              Dość często rozmawiam z różnymi ludźmi na ten temat i z reguły muszę dyskretnie
              kwestionować ich stwierdzenia - "Amerykanie to głupole". Nieprawda, to jakaś
              nasza imigrancka maniera każe nam patrzeć na tubylców z wyższością. Widziałem
              kiedyś to samo w stosunku do Niemców.

              Są wąsko wyspecjalizowani i nie potrafią myśleć nieszablonowo? Bzdura. W
              mojej dziedzinie (IT) ludzie w moim wieku nie kształcili się na studiach w tej
              dziedzinie, bo wtedy kierunków Computer Science właściwie nie było. Oni
              wszyscy w pewnej chwili zajęli się komputerami, bo to była nowa, ciakawa
              dziedzina, w której nieźle płacono. To znaczy przekwalifikowali się z innych
              zawodów, wbrew temu co piszesz, że cechuje ich "niezdolnosc spontanicznego
              dostosowania sie do sytuacji wykraczajacych poza algorytmy". Jeden kolega był
              statystykiem, inny edytorem w gazecie, koleżanka robiła analizy medyczne itp.
              Wszyscy zajęli się czymś o czym nie mieli przedtem pojęcia. Wymagało to
              ogromnego nakładu pracy, uczenia się wieczorami ale dało pozytywne skutki.

              My oczywiście lubimy się przechwalać jacy to my mądrzy a już zupełnie dobijają
              mnie opowiastki takie jaką ty przytoczyłeś ze "snack machine". Oczywiście,
              żaden Amerykanin nigdy na to nie wpadł, każdy zawsze stoi bezradnie ale na
              szczęście pojawia się imigrant z Polski i ratuje sytuację. Naoglądałeś się za
              dużo filmów typu Superman.
              • thannatos Re: edukacja w USA 16.12.05, 21:37
                a już zupełnie dobijają
                > mnie opowiastki takie jaką ty przytoczyłeś ze "snack machine". Oczywiście,
                > żaden Amerykanin nigdy na to nie wpadł, każdy zawsze stoi bezradnie ale na
                > szczęście pojawia się imigrant z Polski i ratuje sytuację. Naoglądałeś się za
                > dużo filmów typu Superman.

                Najciekawsze w tej opowiastce jest to, ze jest ona szczera prawda.

                Moze zauwazyles nie napisalem slow ZADEN ani WSZYSCY. Moge ci za to przytoczyc
                cala gromade opracowan statystycznych udowadniajacych niski poziom erudycji
                ogolnej Amerykanow, w porownaniu z np. Europejczykami. Chces sie klocic ze
                statystyka - nie krepuj sie. Nie zapomnij tylko, ze te wyniki osiagane za
                pieniadze, za ktore w wiekszosci krajow na swiecie szkoly wykonane bylyby z
                marmuru. Wiec gdzie "cost:effect ratio"? Na przyklad wielu zachwyconych Ameryka
                lubi porownywac sytuacji do Polski - ale juz zupelnie zapominaja przytoczyc jaka
                suma przeznaczana jest na ucznia w Polsce, a jaka w USA. Nie mowiac o tym, ze
                Polacy zarowno w testach IQ, jak i testach na wiedze ogolna wypadaja zwykle
                lepiej niz Amerykanie. Za to nie mozna zaprzeczyc, ze Amerykanie sa o wiele
                bardziej wydajni, jesli chodzi o zastosowanie posiadanej wiedzy - i znow wymog
                (i duzy plus) systemu korporacyjnego - masz miec efekty, jak je osiagniesz to
                juz sprawa drugorzedna.

                Poza tym, wsrod populacji 300 milionow znajdziesz na pewno dziesiatki milionow
                ludzi odstajacych daleko od tej sredniej. I to sa wlasnie ci Twoi
                "przekwalifikowujacy sie" - to stosunkowo proste i nie przeczy moim stwierdzeniom.
                • wujekjurek Re: edukacja w USA 16.12.05, 21:49
                  Jaki jest sens przytaczania przykładu dwojga zagubionych Amerykanów przed snack
                  machine jeśli sam twierdzisz, że na tej podstawie nie można wyciągać wniosków?

                  A jeśli chodzi o statystyki to sam wiesz jak to jest. Moja żona mnie nie
                  zdradza ale żona sąsiada zdradza go 4 razy w tygodniu, statystycznie rzecz
                  biorąc nasze żony zdradzają nas 2 razy tygodniowo. Słyszałeś o książce "Bell
                  curve"?
                  • thannatos Re: edukacja w USA 16.12.05, 22:14
                    wujekjurek napisał:

                    > Jaki jest sens przytaczania przykładu dwojga zagubionych Amerykanów przed snack
                    >
                    > machine jeśli sam twierdzisz, że na tej podstawie nie można wyciągać wniosków?
                    >
                    > A jeśli chodzi o statystyki to sam wiesz jak to jest. Moja żona mnie nie
                    > zdradza ale żona sąsiada zdradza go 4 razy w tygodniu, statystycznie rzecz
                    > biorąc nasze żony zdradzają nas 2 razy tygodniowo. Słyszałeś o książce "Bell
                    > curve"?

                    ...czyli po prostu zaczynasz sie bawic w relatywizm, nie umiejac poprzez swoich
                    wywodow o wyzszosci lub rownosci edukacji w USA w porownaniu z innymi krajami o
                    podobnych nakladach na nauke... No coz...

                    Ja ze swej strony polecam AMERYKANSKIE opracowanie na ten temat, zawierajace
                    wiele linkow powiazanych z ta sprawa. Autor jest moze nieco stronniczy, ale
                    przytacza wiele FAKTOW - z ktorymi oczywiscie mozesz polemizowac, ale sugeruje
                    podanie KONTRARGUMENTOW na podstawie badan naukowych lub opracowan specjalistow,
                    a nie Twoich przekonan.

                    mwhodges.home.att.net/education.htm
                    • wujekjurek Statystyki i edukacja w USA 16.12.05, 22:56
                      Najwiekszą zaletą tego typu opracowań jest to, że powstają. Uświadomienie
                      sobie istnienia problemów jest w pewnym sensie oznaką mądrości.

                      A teraz do statystyk. Poniższy link, który znalazłem jakis czas temu, bardzo
                      nie zastanowił. Głównie dlatego, że autor zdaje sobie sprawę z unikalności
                      zagadnienia w przypadku USA. Dlatego podał wyłącznie dane na temat "High
                      Literacy Level". W tym kontekście Amerykanie nie wyglądają źle. Jeśli
                      popatrzysz na tę listę, to zauważysz, że prawie wszystkie kraje wyprzedajace
                      USA to państwa jednolite etnicznie, wręcz hermetyczne. Być może poziom
                      wykształcenia przeciętnego Amerykanina jest średnią różnych grup etnicznych?
                      Kanada jest w pewnym sensie tyglem narodowościowym ale w dużo mniejszym stopniu.

                      Aby uniknąć posądzenia o stronniczość podaję dane brytyjskie.

                      www.vexen.co.uk/countries/best.html
                  • i-love-2-ski Re: edukacja w USA 16.12.05, 22:18
                    wujekjurek napisał:

                    > Jaki jest sens przytaczania przykładu dwojga zagubionych Amerykanów przed snack
                    >
                    > machine jeśli sam twierdzisz, że na tej podstawie nie można wyciągać wniosków?
                    >
                    > A jeśli chodzi o statystyki to sam wiesz jak to jest. Moja żona mnie nie
                    > zdradza ale żona sąsiada zdradza go 4 razy w tygodniu, statystycznie rzecz
                    > biorąc nasze żony zdradzają nas 2 razy tygodniowo. Słyszałeś o książce "Bell
                    > curve"?

                    nie,ale slyszalam o ksiazce Lysiaka "salon",tam podano ten sam przyklad.
              • t0g Re: Polski inteligent vs. amerykański blue-collar 16.12.05, 21:49
                Pollacy docierający do USA podlegaja "pozytywnej selekcji". Zeby dotrzec do USA
                i sie tutaj zainstalowac, trzeba pokonać najprzerózniejsze trudności. Głupol
                sobie z tym nie poradzi. Zatem polscy imigranci w USA stanowią bez watpiemnia
                grupe o wyższej inteligencji, niz przeciętna w RP.

                Polski inteligent, który sie "instaluje" w USA, rzadko jednak trafia odrazu do
                środowiska będącego odpowiednikiem tego, w którym sie obracał w Polsce. Bardzo
                często zaczyna od prac wymagających niższych kwalifikacji niż te, które posiada.
                Siła rzeczy, obraca sie wtedy w środowisku ludzi znacznie mniej
                wykwalifikowanych od siebie. Na przykład - znam takie przypadki - polski
                inżynier od samochodów przyjeżdża do USA i pierwszą pracę, jaka dostaje, to
                praca mechanika w warsztacie samochodowym. Zatem on, inteligent, obraca sie
                zasadniczo w środowisku roboli.

                No i ta "asymetria" znajduje często odbicie w porównaniach "Polacy a
                Ameryklanie". Porównujemy poziom polskiego inteligenta z poziomem Amerykanina z
                dużo "niższej" grupy zawodowej - w skrajnych przypadkach, z poziomem
                amerykańskiego robola. Czy mozna sie więc dziwić, że na takim tle błyszczymy?

                Ja w Polsce pracowałem w środowisku o najwyższym możliwym poziomie wykształcenia
                (przed wyjazdem do USA, byłem adiunktem w najlepszym wydziale uniwersyteckim w
                Polsce) i miałem taki fart, że w USA trafiłem od razu w środowisko odpowiadające
                poziomem tamtemu środowisku w Polsce - czyli też trafiłem na wydział fizyki w
                dobrej amerykańskiej uczelni (w Purdue University). I nie zauważyłem, zeby
                Amerykanie, z którymi pracowałem, byli w jakis sposób "glupsi" od moich kolegów
                z byłej pracy w Polsce.
                • wujekjurek Re: Polski inteligent vs. amerykański blue-collar 16.12.05, 21:54
                  To niestety nie dotyczy tylko Polaków. Generalnie imigranci narzekają na
                  poziom wykształcenia Amerykanów dokładnie z powodów, które podałeś. Zwróciła
                  mi na to kiedyś uwagę koleżanka Kolumbijka. Wspominamy elitę kraju, który
                  opuściliśmy (trochę idealizując) i porównujemy ją do przeciętnej nowego miejsca
                  zamieszkania.
      • wujekjurek Re: edukacja w USA 16.12.05, 19:35
        To jest niestety wynik stosowania zasady ównania w dół. Ważniejsze jest dobre
        samopoczucie młodzieży niż edukacja. Idol amerykańskiego lewactwa Michael
        Moore mówił przecież w filmie Bowling for Columbine, że za szkoły stanowczo za
        dużo od ucznów wymagają a to prowadzi do stresów.

        Dlatego wielu moich znajomych posyłało dzieci do szkół katolickich. Kosztuje
        ich to sporo ale przynajmniej ale przynajmniej wiedzą, że dzieciaki czegoś się
        jednak nauczą.
        • i-love-2-ski Re: edukacja w USA 16.12.05, 19:37
          wujekjurek napisał:

          > To jest niestety wynik stosowania zasady ównania w dół. Ważniejsze jest dobre
          > samopoczucie młodzieży niż edukacja. Idol amerykańskiego lewactwa Michael
          > Moore mówił przecież w filmie Bowling for Columbine, że za szkoły stanowczo za
          > dużo od ucznów wymagają a to prowadzi do stresów.
          >
          > Dlatego wielu moich znajomych posyłało dzieci do szkół katolickich. Kosztuje
          > ich to sporo ale przynajmniej ale przynajmniej wiedzą, że dzieciaki czegoś się
          > jednak nauczą.

          wine za fiasko edukacji ponosza nie tylko lewacy ale i prawicowcy rowniez. cala
          ta nieudolna proba 'no child left behind' jest jedna wieka ,finansowa kpina i
          fiaskiem.
          • misterpee Re: edukacja w USA - murzyni 16.12.05, 20:24
            to czy twoje dzieci ucza sie nie jest ich sprawa, jest to odpowiedzialnosc
            rodzicow i SPOLECZENSTWA. Amerykanskie spoleczxenstwo nie moze zamknac oczu na
            chroniczny brak podsatwowego wuksztalcenia jednej grupy ludnosci. TO JEST
            RASIZM. Jezeli sa pieniadze na wyksztacenie nowoprzybylych emigranow z Rosji,
            powinny rowniez znalezc sie srodki na podstwooawa nauke i ksztalowanie
            moralnosci tych ktorzy nie zyja w srodowisku ktore to moze zabezpieczyc. To
            jest rowniez podstawa demokracji. Panstwo , ktore nie zabezpiecza rownego
            startu dla swoich obywateli NIE JEST DEMOKRACJA.
            • t0g Re: edukacja w USA - murzyni 16.12.05, 20:41
              Bardzo to łatwo powiedzieć. Wykonać trudniej. Problem próbowano już rozwiązywac
              na różne sposoby, np. przy pomocy tych róznych "magnet schools" ale jest on
              bardzo oporny.

              Ciekawe jest, ze ten "brak demokracji" odnosi sie wybiórczo w zasadzie tylko do
              jednej mniejszosci. Bo mniejszości etnicznych w USA jest multum. Koreańczycy,
              Chinczycy, Kubańczycy jakoś sie nie skarżą, ze nie zapewnia im się równego
              startu. Młodziez z tych mniejsziosći etnicznych to w ogóle błyszczy na
              przeciętnym tle. Bo oni w swoich sub-kulturach maja "wmontowany" szacunek dla
              edukacji. Tymczasem amerykańscy Murzyni co najmniej sami w równym stopniu co
              system ponoszą winę za kiepskie osiągnięcia na polu edukacji. W ich sub-kulturę
              po prostu "wmontowała się" silna pogarda dla nauki. Jak sie to stało, to ja nie
              umiem wytłumaczyć, ale fakt jest faktem, że takie negatywne zjawisko istnieje
              (jak kto nie wierzy, to niech przeczyta, co powiedział na ten temat Bill Cosby
              jakiś czas temu).

              Nie tylko Ameryka ma takie problemy z Murzynami. Zauważ, że - jak to pokazały
              światu niedawne wypadki we Francji - Francja ma podobne problemy z potomkami
              islamskich imigrantów.
            • wujekjurek edukacja w USA - murzyni i imigranci. 16.12.05, 21:36
              Być może problem polega na tym, że imigranci chcą kształcić swoje dzieci a w
              przypadku wielu rodzin murzyńskich szkoła jest niepotrzebną koniecznością.
              Jest jakas dziwna reguła, że czarna pani, która ma 4 dzieci (każde z innym
              panem) nie przywiązuje wagi do kształcenia swoich pociech. I co społeczeństwo
              ma w tej sytuacji zrobić? Siłą ciągnąc te bachory do szkoły?
      • felusiak1 wrzucanie do kosza 16.12.05, 20:43
        rachel przeczytaj artykul w calosci. Tam jest napisane, ze cudzoziemcy sa
        wrzuceni do kosza i ujeci w tej statystyce.
    • t0g Re: A jak wygląda systuacja w Poslce? 16.12.05, 20:24
      Rosa, która przychodzi do nas sprzątać, nie umie po angielsku ani w ząb, choć
      jest już tutaj od ponad trzech lat. Gdy umawiamy się z nia przez telefon,
      rozmawiamy z jej synkiem, Nono, który opanował angielski w try miga.

      Ja lubię się wdawać w pogawędki z przypadkowo spotkanymi Meksykańczykami
      (w takich sytuacjach, jak, na przykład, czekanie w kolejce do kasy), bo
      generalnie ich lubie (to są ludzie z fantazją i trochę bałaganiarscy, jak my).
      Ponadto, w Warszawie chodziłem do szkoły podstawowej imienia Benito Juareza i z
      tej racji dużo uczyliśmy sie o Meksyku.

      Ja zaczynam pogawędke, mówiąc "Viva Mehiko!" (piszę fonetycznie), co od razu
      Meksykanina nastawia sympatycznie, bo w Ameryce mało kto wie, że "x" w słowie
      Mexico wymawia się jak "h", więc prawie każdy powie "Meksiko".

      No, ale tak mniej więcej w połowie przypadków pogawędka sie na tym kończy, bo
      ja nie umiem po hiszpańsku, a mój rozmówca, okazuje się, nie mówi prawie wcale
      po angielsku.




      Przy takiej imigracji z krajów latynoskich, to 5% wydaje mi się liczbą
      zadziwiająco małą.

      Ciekawe, ilu w Polsce jest analfabetow? Najprościej jest po prostu nie robić
      żadnych takich badań, wtedy można z czystym sercem powiedzieć, że "analfabetyzmu
      nie stwierdzono".

      Co do tych 30% rzekomo nie umiejących przeczytać własnego dyplomu. Posty
      Jennifer rzadko czytam, bo uważam, że cały życiowy plan czytania propagandy
      antyamerykańskiej wyrobiłem jeszcze w PRL-u. A ta kobieta Jennifer ma po prostu
      antyamerykańskiego zajoba, to ewidentne. No, ale akurat w tym wątku mi się otworzył.

      Oczywiście, to typowy chwyt zawodowego propagandysty. Operowanie półprawdami.

      Prawda jest bowiem taka: W USA, owszem, ZDARZAJĄ SIĘ takie szkoły, że 30%
      absolwentów nie potrafi przeczytać własnego dyplomu. W róznych tam "inner
      cities", czyli gettach biedoty. W ogromnej większości szkół, zapewniam, tacy
      absolwenci to są sporadyczne przypadki.

      No tak, ale w tych szkołach w gettach czarnej biedoty - te 30% nie umiejących
      czytać, to sa przecież amerykańscy obywatekle, czyli Amerykanie. Zatem jak
      powiemy: "30% Amerykanów opuszczających szkołę średnią nie umie przeczytac
      własnego dyplomu" to nie popełnimy kłamstwa, no nie? A jak nie popełniamy
      kłamstwa, to znaczy, że mówimy szczerą prawdę, no nie? Taki jest mechanizm
      "budowania półprawdy" stosowany przez zawodowego propagandystę-agitatora.
      • misterpee Re: Murzyni ponosza odpowiedzialnosc ???????? 16.12.05, 20:50
        ci co znaj historie niewolnictwa w USA powinni wiedziec:
        anglosascy wlasciciele niewolnikow zniszczyli wiezy rodzinne murzynow, rodzina
        byla separowana, maz zona i dzieci sprzedawane oddzielnie, kobiety byly
        bardziej cenione, poniewaz wlasciciel mogl miec duzo dzieci, ktore sprzedawal i
        zarabial pieniadze. TO NIE MURZYNI SA ODPOWIEDZIALNI! Miedzy innymi Rodzina
        Busza handlowala murzynami i dzisiaj oni nie chca ponosic kosztow naprawy tej
        ogromniej szkody jaka wyrzadzili spoleczenstwu swojego kraju.
        To oni wskazuja na bialych obywateli USA jako sprawcow niewolnictwa, Koszta
        integracji nie powinny byc ponoszone przez Polakow , ktoorzy z niewolnictwem
        nie mieli nic wspolnego.
        • t0g A hitlerowcy rozpili Polaków 16.12.05, 21:19
          Kiedy byłem w szkole, to Polska zmagała sie z dużym problemem - mianowicie,
          plaga pijaństwa i alkoholizmu. W szkole nam tłumaczono, że winę za to ponosi
          wojna i hitlerowcy, bo rozpili naród, za wszystko płacąc nie pieniędzmi, a wódką.

          Było to już 15 lat po wojnie. Jeśli nawet to była prawda z tymi hitlerowcami, to
          sami Polacy mieli później wystarczająco dużo czasu, żeby oduczyć sie pijaństwa.

          Podobnie jest ze zwalaniem 100% winy za obecne negatywne zjawiska w społeczności
          African-Americans na rzeczy sprzed 150 i więcej lat. To wszystko prawda, co
          mówisz, o rozbijaniu rodzin niewolniczych - ale czy to jest usprawiedliwia
          obecna sytuację, w ktorej coś 70% rodzin w społeczności African-Americans to
          rodziny BEZ OJCA? Czy fakt, że własciciele niewolników rozbijali rodziny 150 i
          wiecej lat temu, daje obecnie czarnemu mężczyźnie prawo do porzucenia rodziny,
          kiedy obowiązki ojca po prostu mu się znudzą?

          Podobnie jest z pogardliwym stosunkiem do edukacji. Nie mozna całoscią winy za
          to obarczac spraw dawno minionych i ludzi z dawnej przeszłosci. Człowiek, który
          ma w doopie uczenie się, przede wszystkim sam ponosi winę za to, że wyrośnie na
          nieuka i później będzie wiódł nędzne życie, bo nieuk nie ma szans na dostanie
          przyzwoicie płatnej pracy (oczywiście, sa wyjątki od tej reguły, ale one raczej
          ja potwierdzxają, niż obalają).
          • dritte_dame Czarne rodziny bez ojca 16.12.05, 22:23
            t0g napisał:

            > ... coś 70% rodzin w społeczności African-Americans to
            > rodziny BEZ OJCA? Czy fakt, że własciciele niewolników rozbijali rodziny 150 i
            > wiecej lat temu, daje obecnie czarnemu mężczyźnie prawo do porzucenia rodziny,
            > kiedy obowiązki ojca po prostu mu się znudzą?


            Ciekawym a czesto niedostrzeganym czynnikiem sprzyjajacym temu zjawisku jest
            znaczny NIEDOBOR mezczyzn w wieku "aktywnie ojcowskim" w czarnej spolecznosci.

            Skoro jest ich wyraznie mniej niz kobiet to nie pala sie do stalych zwiazkow (i
            zobowiazan) a i po zawarciu zwiazku rodzina jest bardziej narazona na rozpad w
            wyniku nieustannych pokus ze strony kobiet nadal wolnych.


            Dlaczego jest taki wyrazny niedobor czarnych mlodych mezczyzn?
            Ano, w znacznej mierze dlatego, ze nadproporcjonalnie duzy ich procent siedzi w
            pudle.

            A dlaczego siedza w pudle?
            Bo sie wychowali w rodzinach bez ojca - pozbawieni odpowiednio silnych wzorcow
            zachowan odpowiedzialnych i prospolecznych.

            A dlaczego sie wychowali w rodzinach bez ojca?
            Bo odpowiedzialnych ojcow dla wszystkich matek nie starczylo - z powodu
            niedoboru mlodych czarnych mezczyzn.

            No i dodatnie sprzezenie zwrotne nam sie zamknelo.


            SciAm mial na ten temat ciekawy artykul przed miesiacem.
        • thannatos Re: Murzyni ponosza odpowiedzialnosc ???????? 16.12.05, 21:27
          Poza tym - idac za Twoim raistowsko-hodowlanym systemem rozumowania, a
          parafrazujac slowa wypowiedziane przez Cezarego Pazure w jakims glupawym filmie
          "gangsterskim":

          "Amerykanski murzyn to potomek jelopa co na wlasnym terenie dal sie zlapac w
          siatke albo takiego, co sie jego wlasne plemie pozbylo za go kilka koralikow."

          Poza tym na plantacji cenione byly dwie cechy: sila i glupota u mezczyzn oraz
          plodnosc i glupota u kobiet. Im niewolnik byl glupszy tym latwiej poddawal sie
          procesowi zniewolenia. Wlasciciele niewolnikow robili wiec wszystko, aby wlasnie
          tacy przezywali. Czarni inteligentni na tyle, by zrozumiec co sie dzieje
          dookola, buntowali sie i byli karani (a wiec myslenie karano) lub uciekali i
          byli zabijani w czasie ucieczki. Tak wlasnie wygladaja "roots" czarnej
          populacji Afryki. Kilkaset lat takiej selecji i... 150 lat potem - ich
          potomkowie zasiedlaja getta USA, a ich srednie IQ wynosi 85 (sluze
          opracowaniami) - i to nie jest rasizm, tylko FAKTY.

          A dlaczego nie jest to rasizm z mojej strony? - a chociazby dlatego, ze znam
          wielu czarnych, ktorzy wystaja znacznie poza ten stereotyp - na przyklad znam
          jednego czarnego fachowca w dziedzinie biologii strukturalnej czastek (emigrant
          z Ghany), tydzien temu bylem na swietnym wykladzie czarnego statystyka - tez
          emigrant z ktoregos z krajow Afryki, w Polsce jednym z moich przyjaciol byl
          emigrant z Zimbwabwe. Pamietajmy jednak, ze ci ludzie nie podlegali wyzej
          wymienionej segregacji. Wielu tez rodowitych afroamerykanow nie poddalo sie po
          prostu tej segregacji, stanowiac inteligencki trzon czarnej populacji w USA. Sa
          to prawdziwi "African-Americans", a nie "ghetto-niggas" (z ktorych co ok. 10 w
          wieku 25-30 lat siedzi w wiezieniu). Ale niestety ci ludzie nie rzucajac sie w
          oczy, bo mieszkaja w zwyklych domach w spokojnych dzielnicach, nie sa obwieszeni
          zlotymi lanuncuchami, nie nosza spodni z rozporkiem po kolana, nie chodza jakby
          wlasnie popuscili i gdy jada samochodem, ziemia nie drzy dookola od basu z
          glosnikow ... wiec stereotyp afroamerykanina, nie opiera sie na tych jednostkach.

          Ale to wszystko tylko tak na marginesie. Problemem jest jednak to, ze dosc duza
          populacji "ghetto-niggas" poteznie obciaza system edukacji USA, gdyz duze
          naklady na nauke nie przynosza w tym momencie wymiernych zyskow, a kazda proba
          zabrania tych nakladow konczy sie buntami w gettach. :(((((
          • thannatos Erratum 16.12.05, 21:44
            Nie "populacji Afryki." tylko "populacji USA."
          • thannatos A propos 17.12.05, 16:02
            Cos dla podniesienia nastroju.
            www.starterupsteve.com/flash/html/ebonics_lesson.shtml
            • i-love-2-ski Re: A propos 17.12.05, 17:45
              thannatos napisał:

              > Cos dla podniesienia nastroju.
              > www.starterupsteve.com/flash/html/ebonics_lesson.shtml

              oj ebonics rocks:)) ktos kiedys podal tlumaczenie "Our Father" w
              ebonics,niestety gdzies mi sie zgubilo,moze teraz ktos znajdzie. mozna bylo boki
              zrywac z tego.
        • wujekjurek Murzyni ponosza odpowiedzialnosc ? Tak. 16.12.05, 21:27
          Problem jest bardziej złożony. Niewolnictwo nie jest wymysłem anglosaskim,
          było praktykowane na całym świecie od dawna "Jam jest Bóg Twoj, który Cię
          wywiódł z ziemi egipskiej, domu niewoli" (cytuję z pamięci). Anglosasi
          niewolników w Afryce nie łapali tylko kupowali od murzyńskich pośredników,
          którzy też jakąś odpowiedzialność ponoszą. Zdarzało się, że wyzwoleni
          niewolnicy w Stanach sami stawali się właścicielami niewolników i wcale nie
          czuli się z tego powodu źle. Niewolnictwo nie było wtedy czymś nagannym.

          Od tego czasu upłynęło dużo czasu, może warto jednak zmienić priorytety i
          zamiast rozpamiętywać dawne krzywdy skoncentrować się na przyszłości.
      • felusiak1 Re: A jak wygląda systuacja w Poslce? 16.12.05, 20:51
        Wystarczy pojechac na Greenpoint i zapytac "what time is it" aby zaobserwowac
        ucieczke rodakow na druga strone ulicy w poplochu.
        > A ta kobieta Jennifer ma po prostu
        > antyamerykańskiego zajoba, to ewidentne.
        To nie kobieta lecz bazarowa przekupka, ktora zima odmrozila sobie lepetyne i
        tak jej zostalo. W medycynie nazywa sie to po lacinie "cavae dementum glaciae"
        • misterpee Re: Co za poziom dyskusji 16.12.05, 21:35
          Kto handlowal niewolnikami?
          handel nieowlnikami zaczal sie tam gdzie rodzily sie cywilizacje, ale nie bylo
          wiel wypadkow traktowania nieowlnikow jak bydla. To byli anglosai i ich
          anglosaska religia, ktore sprowadzily niewolncitwo do poziomu merkantylnego,
          pozbawionego podstwa humanizmu. W krajach hiszpanskich nie wolno bylo
          rozdzielac rodzin niewolniczych, U anglosasow bylo na porzadku dziennym,
          posluchaj Porgy and Bess.
          • t0g Re: Co za poziom dyskusji - czlowieku, mówisz 16.12.05, 22:06
            o rzeczach, które miały miejsce w czxasie, gdy na ziemiach polskich jeszcze
            istniało poddaństwo chłopów.

            Gdyby polski bezrobotny menel powiedział Ci: "Nie chciałem sie uczyć i teraz nie
            pracuję, bo mojego przodka dziedzic zmuszał do odrabiania pańszczyzny ponad jego
            siły", to uznałbyś takie tłumaczenie za racjonalne?

            Niewolnictwo w USA ostatecznie zniesiono w 1865 roku, a poddaństwo chłopów na
            ziemiach polskich ostatecznie zniesiono w 1864 roku.

            Czy Polsce do kogokolwiek przemawiało by tłumaczenie typu: "ja nie mogę się
            uczyć, bo pochodzę z gnębionej warstwy pańszczyźnianych chłopów"?

            Zwalanie wszystkiego na niewolnictwo jest nonsensem.
            • wujekjurek Poddaństwo. 16.12.05, 22:16
              Ja użyłem tego argumentu kiedyś w mieszanym towarzystwie (biało-czarno-
              irańskim). Powiedziałem, że tak na prawdę do połowy XIX wieku moi przodkowie
              też byli czyimis poddanymi. Do tej pory pamiętam te pei do tej pory pamiętam te
              spojrzenia czarnej koleżanki i jej białej (lewicowej aż do bólu)
              przyjaciółkine nienawiści spojrzenie czarnej koleżanki i jej białej (lewicowej
              aż do bólu) przyjaciółki. Ośmielii do tej pory pamiętam te spojrzenia czarnej
              koleżanki i jej białej (lewicowej aż do bólu) przyjaciółkiem się wystąpic
              przeciwko oficjalnej doktrynie o unikalnej sytuacji czarnych w Ameryce.
            • krystian71 niewolnictwo -za Linkolna,ale segregacja rasowa- 16.12.05, 22:20
              dopiero za Kennedy'ego.A to sa czasy juz nam wspolczesne.I jeszcze duzo siedzi
              w psychice.
              • krystian71 lincolna 16.12.05, 22:21

                • t0g Re: Nawet poźniej, niz za Kennedyego 16.12.05, 22:33
                  Walka o "Civil Rights" (na gruncie litery prawa) zakończyła sie dopiero pod
                  koniec lat 60-tych, a więc, gdy JFK już dawno w grobie spoczywał...

                  Murzyni byli uposledzoną grupą społeczną jeszcze ponad 100 lat od zniesienia
                  niewolnictwa, to fakt, ale juz od 1865 roku nikt im siłą rodzin nie rozbijał.

                  Inne mniejszości też były traktowane na początku XX wieku wcale nie lepiej, niz
                  Murzyni. Chińczyków, Koreańczyków też traktowano jak smieci. Też
                  moglibytłumaczyć, ze nie mogą sie uczyć, bo ich przodków tak okropnie źle
                  traktowano. Ale tego nie robią, tylko sie uczą i to tak, że błyszczą na tle
                  młodziezy o anglosaskim rodowodzie.
            • t0g Re: Jeszcze, zeby było jasne: 16.12.05, 22:20
              Osobiście uważam, ze wszelkie opowiastki o tym, że Murzyni są rasą
              "intelektualnie uposledzoną" należy miedzy bajki włozyć. Miałem wielu
              studentów-Murzynów i wcale nie odstawali oni na minus od innych. Mówię to, żeby
              mnie nikt nie pomawiał o rasizm i uprzedzenia w stosunku do czarnych.

              Natomiast negatywne zjawiska w sub-kulturze amerykańskich Murzynów -
              konkretnie, w pewnych środowiskach, bo społeczność murzyńska w USA, jak każda
              społecznośc, nie jest czymś jednolitym - są faktem. I nie ja to wymyśliłem, ale
              i wielu mądrych ludzi o tym mówi. Na przykład, wspomniany Bill Cosby, którego
              trudno by podejrzewać o niechętny stosunek do amerykańskich Murzynów (ponadto,
              Cosby jest wybitnie inteligentnym człowiekiem - żaden komik nie odniesie tak
              oszałamiającego sukcesu, jak on, nie będąc wybitnie inteligentnym).

              • you-know-who jestem zaniepokojony 18.12.05, 00:34
                twoimi przyjaciolmi z kolejki tg0 (uklony).

                otoz biliotekarka ze szkoly podstawowej w santa barbara, ca (dla tych co nie
                wiedza,
                _nie_ jest to meksykanskie miasteczko z doliny kalifornijskiej gdzie suchy wiatr
                nosi jedyna ulica piaski pustyni, tylk jedno z bogatszych i drogich miejsc na
                planecie, i milych!) - tamtejszym latynoskim dzieciom niewiele brakuje,
                oczywiscie moze nie sa z bogatych domow ale to tylko lepiej bo nie moga
                traktowac taty jak bankomatu i wydawac pieniedzy na narkotyki. otoz te dzieci
                coraz mniej chca sie uczyc angielskiego. w ich kulturze jest to coraz mniej
                cool, i dlatego ten przerazajacy wynik w statystykach:
                mimo coraz drozszej edukacji (powinna byc teoretycznie lepsza, itd itp)
                latynosci sie _obsuwaja_ w znajomosci angielskiego. (to ze biali sie nie
                polepszaja to tez zle).

                nie chialbym porownywac tego do odmowy wspolpracy z okupantem jak w palestynie
                czy gdzies, ale ich myslenie i reakcja jest odrobinke podobna: modne jest wsrod
                latynosow uwazac ze kalifornia zostala im bezprawnie zabrana i kiedys (dzieki
                bombie populacyjnej?) zostanie odebrana. :-/
                dosyc to glupie bo wyszliby 100 razy lepiej na taktyce wlaczenia sie w zycie
                polityczne i przejeciu kaliforni jak zasymilowani meksykanie. a na razie
                kalifornia rozdwaja sie, co z tego wyjdzie, zobaczymy... na razie niektorzy chca
                stawiac mur jak zydzi w palestynie, tyle tylko ze nie ma na to szansy ani powodu.

                wiec nastepnym razem powiedz chlopakowi w kolejce:
                e viva mexico!! aprenda que chicos aprenden si no usted ayudará a traer las
                llaves inglesas toda su vida!
                <uczta sie chopaki bo bedzieta do konca zycia klucze podawac :->
                • wujekjurek Re: jestem zaniepokojony 18.12.05, 04:40
                  A to już jest brak wyobraźni. Wystarczy przekroczyć granicę z Meksykiem i
                  widać świat do którego oni tęsknią. Są podobni do amerykańskich i
                  zachodnioeuropejskich lewaków z lat 60-tych, którzy wieszali sobie w domach
                  portrety Mao i Che.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka