yann17
28.12.05, 23:26
Niezagojona rana Wounded Knee
Dla wielu Siuksów pamięć o masakrze nad Wounded Kneee z 1890 roku pozostaje
ciągle krwawiącą raną. Mimo upływu 115 lat Ameryka nie przeprosiła dotąd
Indian za zbrodnię popełnioną na bezbronnych starcach i kobietach z małymi
dziećmi. Zamiast tego przyznała Medale Zaszczytu 23 żołnierzom 7 Pułku
Kawalerii uważanych do dziś za bohaterów narodowych.
Nocą, gdy powietrze jest krystalicznie czyste, a wiatry wyją na wzgórzach i w
kanionach wzdłuż potoku Wounded Knee, starzy Lakota mówią, że jest tak zimno,
iż można usłyszeć trzask gałęzi na mrozie.
Tę porę roku nazywają "Miesiącem Pękających Drzew". Tak samo było rankiem 29
grudnia 1890 roku, kiedy pojedynczy strzał z karabinu rozpoczął dzień
niesławy, którego pamięć ciągle żyje w sercach i umysłach Lakotów.
Gdy rozległ się wystrzał, na chwilę zapanowała cisza, a po chwili karabiny i
działka Hotchkissa, należące do 7 Pułku Kawalerii, otworzyły ogień na
mężczyzn, kobiety i dzieci obozujące w Wounded Knee. Potem nastąpiły skrajny
chaos i szaleństwo. Żądza krwi Lakotów odebrała żołnierzom rozum.
Bezbronni Lakoci walczyli gołymi rękami. Wojownicy krzyczeli do swych żon,
starców i dzieci – Uciekajcie, ukryjcie się!
Starzy ludzie i kobiety, niezdolni do walki, stali wyzywająco i śpiewali
pieśni śmierci, nim upadli na ziemię. Liczba zamordowanych wtedy Lakotów
pozostaje ciągle nieznana.
Masowy grób w Wounded Knee pomieścił ciała 150 osób. Wiele ofiar zmarło od
ran i mrozu w ciągu kilku następnych dni.
Lakoci mówią, że masakrę przeżyło tylko pięćdziesięciu ludzi z pierwotnej
grupy Sitanka (Wielkiej Stopy) liczącej 350 osób.