Dodaj do ulubionych

Saddam - dobry wujek?

IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 07.03.03, 19:47
Część I:


''Po dziesięciu latach czystek Saddam de facto rządził Irakiem. Uznał, że
może usunąć fasadę, która zasłaniała go przed światem. 16 lipca 1979 roku
wsadził starzejącego się Hasana al Bakra do aresztu domowego i został
zaprzysiężony jako prezydent. Dwa dni później zwołał posiedzenie Rady
Dowództwa Rewolucji, najwyższego organu władzy, któremu przewodniczył, i
delegatów partii Baas. Oznajmił, że doszło do zdrady. Wrogowie kraju chcieli
zaprzedać Irak Syrii. - Zdrajcy są wśród was - oświadczył. Potem na podium
wszedł sekretarz Rady, którego kilka dni wcześniej ludzie Saddama zatrzymali
i torturowali. Zaczął sypać nazwiskami i datami. Uzbrojeni strażnicy
wyprowadzili 68 wymienionych działaczy. Sala skamieniała. Posiedzenie,
pokazane w telewizji, zakończyło się owacją dla Saddama.
W represjach zginęły wtedy setki baasistów, działaczy związkowych i
studenckich, oficerów i zwykłych ludzi wydanych przez sąsiadów za
pośrednictwem linii specjalnej uruchomionej przez rząd. Zabito też pięciu
członków Rady, w tym sekretarza, któremu występ nie uratował życia. Saddam
sam rozstrzelał 21 osób.''
żródło ''Gazeta Wyborcza''

Jesteście za czy przeciw likwidacji SSaddama Husseina?
Jesteście za czy przeciw osądzeniu irackich zbrodniarzy
Jesteście za czy przeciw ustanowieniu demokratycznych władz w Bagdadzie?


Obserwuj wątek
    • viri-palestyna Re: Saddam - dobry wujek? 07.03.03, 19:59
      George Bush już niedługo poprowadzi armię nieustraszonych żołnierzy ku
      sprawiedliwej wojnie przeciwko despotycznemu tyranowi. Już się nie wycofa. Bez
      względu na to, co tchórze i zdrajcy - europejscy politycy, przywódcy religijni
      na całym świecie, emerytowani generałowie oraz inni byli przyjaciele wolności i
      USA - myślą czy robią. Nigdy dotąd żadna wojna nie była tak kontestowana i
      miała tak marne poparcie światowej opinii publicznej. No i co z tego? Decyzja o
      wojnie, oparta na kalkulacjach potęgi amerykańskiej, została podjęta w Białym
      Domu już dawno temu.

      Musimy zadać sobie pytanie - dlaczego. Na początek musimy odrzucić dwie główne
      teorie na temat rzekomych motywacji rządu USA, które zwykle się przytacza przy
      tej okazji. Pierwsza pochodzi od zwolenników wojny. Uważają oni, że Saddam
      Husajn jest odpychającym tyranem, który stanowi oczywiste zagrożenie dla pokoju
      światowego. Czym prędzej rozprawimy się z nim, tym większe mamy szanse, że
      powstrzymamy jego niecne plany. Druga teoria wysuwana jest przez przeciwników
      zbrojnej konfrontacji. Ich zdaniem USA starają się przejąć kontrolę nad
      światowymi zasobami ropy naftowej. Irak jest tu kluczowym elementem. Dzięki
      pokonaniu Husajna USA stałyby się panem sytuacji.

      Tezy te są nie do utrzymania. Chyba wszyscy na świecie zgadzają się, że Saddam
      Husajn jest odpychającym tyranem, ale niewielu da się przekonać, że stanowi on
      bezpośrednie zagrożenie dla pokoju na świecie. Większość ludzi uznaje go za
      sprytnego gracza na arenie geopolitycznej. Bez wątpienia, tworzy on własny
      arsenał broni masowej zagłady. Wątpliwe jest jednak, że użyłby jej przeciwko
      komukolwiek - z pewnością bałby się konsekwencji. Prawdopodobieństwo użycia
      przez niego tej broni jest mniejsze, nie większe, niż w przypadku Korei
      Północnej. Saddam Husajn znajduje się obecnie w ślepym zaułku swojej polityki,
      z którego by się nie wydostał, jeśli pozostawilibyśmy go w spokoju. Co do jego
      powiązań z Al-Kaidą, to cały ten argument jest mocno problematyczny. Możliwe,
      że miał z tą organizacją jakieś taktyczne, i marginalne, kontakty, ale nawet w
      jednej dziesiątej nie były one tak intensywne, jak w przypadku rządu USA.
      Jednak jeśli Al-Kaida umocni się, Saddam Husajn będzie prawdopodobnie na
      szczycie jej listy przeciwników do likwidacji, ze względu na odstępstwa.
      Wszystkie oskarżenia USA tego rodzaju to propaganda, a nie wytłumaczenie.
      Prawdziwych motywów należy poszukiwać gdzie indziej.

      A co z konkurencyjnym poglądem, tym mówiącym o ropie naftowej? Oczywiście ropa
      jest strategicznym elementem funkcjonowania gospodarki-świata. Oczywiste zatem,
      że Stany Zjednoczone, podobnie jak i inne większe mocarstwa, pragnęłyby przejąć
      kontrolę nad dostępem do tego surowca. Oczywiste również, że po obaleniu
      Saddama Husajna scena rozgrywek o ropę ulegnie poważnej transformacji. Ale czy
      rozgrywki te oznaczają konieczność użycia aż tak radykalnych środków jak
      przygotowywana wojna? Jeśli chodzi o ropę, związane są z nią trzy "krytyczne"
      kwestie: udział w zyskach przemysłu naftowego, wpływ na jej światowe ceny
      (które mają znaczenie dla wszystkich innych gałęzi produkcji), oraz dostęp do
      jej zasobów (i możliwość jego blokowania dla innych). W każdej z tych kwestii
      USA radzą sobie znakomicie i bez wywoływania wojny. Firmy amerykańskie mają
      dzisiaj lwie udziały w zyskach na całym świecie. Ceny ropy są od 1945 roku
      ustalana przede wszystkim w oparciu o preferencje USA (dzięki staraniom rządu
      Arabii Saudyjskiej). Co do strategicznej kontroli zasobów surowca, USA również
      nie mają powodów do narzekań. We wszystkich tych dziedzinach Stany Zjednoczone
      mogłyby zapewne poprawić swój stan posiadania, ale czy usiłowania te musiałyby
      oznaczać zaangażowanie aż tak wysokich finansowych, gospodarczych i
      politycznych kosztów związanych z wojną? Bush i Cheney są zorientowani
      w "naftowym interesie" i na pewno zdają sobie sprawę z minimalnego jedynie
      poprawienia jego sytuacji w konsekwencji tych działań. Ropa to tylko poboczny
      zysk przedsięwzięcia przygotowywanego do realizacji z zupełnie innych pobudek.

      O jakie pobudki zatem chodzi? Zacznijmy od rozumowania jastrzębi. Utrzymują
      oni, że pozycja Stanów Zjednoczonych na arenie międzynarodowej co najmniej od
      czasu wojny w Wietnamie regularnie maleje. Ich zdaniem główną przyczyną tej
      tendencji były zbyt nieśmiałe i niekonsekwentne działania poszczególnych rządów
      USA w polityce światowej. (Utrzymują, że odnosi się to również do administracji
      Reagana, choć niechętnie głoszą to wprost). Mają na to radę, proste lekarstwo.
      USA muszą wykazać się, zademonstrować zbrojnie swoją żelazną pięść i
      przeważającą potęgę militarną. Gdy tego dokonają, cały świat uzna i zaakceptuje
      prymat USA w każdej dziedzinie. Europejczycy spuszczą z tonu. Potencjalne
      mocarstwa nuklearne porzucą realizację swoich projektów. Dolar USA znowu wróci
      na szczyty na rynkach walutowych. Fundamentalizm islamski osłabnie bądź
      zostanie zmiażdżony. A my wszyscy wkroczymy w nową erę dobrobytu i wysokich
      zysków.

      Musimy zdać sobie sprawę, że oni naprawdę wierzą w to wszystko, że przyjmują to
      jako pewnik i konieczność. Właśnie dlatego wszystkie publiczne protesty na
      całym świecie przeciwko wybuchowi wojny napotykały na głuchy odzew. Jastrzębie
      nie zwracały na nie uwagi dlatego, że są przekonani, że wszyscy inni się mylą i
      że ci, którzy się mylą już wkrótce zdadzą sobie z tego sprawę. Warto odnotować
      jeszcze jeden element tej ufności, którą jastrzębie pokładają w swoje
      argumenty. Są przekonani, że szybkie i stosunkowo łatwe zwycięstwo jest tak
      naprawdę przesądzone - czas trwania wojny to kwestia tygodni, a nie miesięcy
      ani tym bardziej - jeszcze dłuższego okresu. Fakt, że praktycznie wszyscy
      emerytowani generałowie z USA i Wielkiej Brytanii wyrazili publicznie swoje
      poważne wątpliwości co do tych prognoz, został kompletnie zignorowany.
      Jastrzębie (prawie wszyscy z nich to cywile) nawet nie mają zamiaru udzielać
      odpowiedzi na te obiekcje. Nie dowiemy się oczywiście, jak wielu jest w USA i
      UK generałów w służbie czynnej, którzy twierdzą, czy też myślą, podobnie, jak
      ich starsi koledzy.

      Działania administracji Busha (zgodnie z dewizą "Do diabła z minami, cała
      naprzód!") już przyniosły cztery negatywne konsekwencje dla pozycji
      międzynarodowej Stanów Zjednoczonych. Każdy, kto ma choć elementarną wiedzę na
      temat geopolityki wie, że po roku 1945 jedyne przymierze, którego Stany
      Zjednoczone się obawiały to ewentualny sojusz między Francją, Niemcami i Rosją.
      Polityka USA nastawiona była na uniemożliwienie takiego aliansu. Za każdym
      razem, gdy pojawiły się nawet najmniejsze oznaki jego formowania się, USA
      ogłaszały pełną mobilizację, aby wyeliminować z gry przynajmniej jednego z
      trzech partnerów. Było tak w przypadku wczesnych gestów DeGaulle'a w kierunku
      Moskwy w latach 1945-46, a także w momencie ogłoszenia przez Willy Brandta jego
      Ostpolitik. Istniało mnóstwo powodów, dla których sojusz ten był trudny do
      zrealizowania. George Bush pokonał wszystkie przeszkody i uzyskał spełnienie
      się tego amerykańskiego koszmaru. Po raz pierwszy od roku 1945 trzy wspomniane
      mocarstwa, w imię wielkiej sprawy, publicznie połączyły się, aby wspólnie
      walczyć przeciwko USA. Reakcja USA na te publiczne demonstracje doprowadziła do
      jeszcze większego umocnienia tego sojuszu. Jeśli Donaldowi Rumsfeldowi wydaje
      się, że uzyskanie tak ochoczego poparcia ze strony Albanii i Macedonii, czy
      nawet Polski i Węgier, będzie stanowiło przeciwwagę dla wzmacniającej
      się "wielkiej trójki", to z pewnością jest bardzo naiwny.

      Logiczną ripostą na stworzenie osi Paryż-Berlin-Moskwa powinno być utworzenie
      przez USA przymierza z Chinami, Koreą i Japonią. Jednak jastrzębie z USA robią
      wszystko, aby riposta ta nigdy nie doszła do skutku. Zdenerwowali Koreę
      Północną, tak że musiała ona w końcu pokazać swoje ostre, nuklearne, "zęby",
      obrazi
      • viri-palestyna Re: Saddam - dobry wujek? 07.03.03, 20:04
        Jednak jastrzębie z USA robią wszystko, aby riposta ta nigdy nie doszła do
        skutku. Zdenerwowali Koreę Północną, tak że musiała ona w końcu pokazać swoje
        ostre, nuklearne, "zęby", obrazili Koreę Południową, nie biorąc na poważnie jej
        obaw, sprawili, że Chiny, jak jeszcze nigdy dotąd, zaczęły ostrożnie traktować
        swoje relacje ze Stanami Zjednoczonymi i w końcu doprowadziły do rozpoczęcia w
        Japonii dyskusji na temat budowy potencjału nuklearnego w tym kraju. Wyrazy
        uznania!

        Dalej pojawia się kwestia ropy naftowej. Kontrola światowych cen tego surowca
        to najważniejsza z trzech wspominanych powyżej "naftowych kwestii". Jak dotąd
        kluczem do sukcesu była Arabia Saudyjska. Przez ostatnie 50 lat kraj te
        wykonywał "co do niego należało" z prostych powodów. Jego rządząca dynastia
        potrzebowała ochrony militarnej ze strony USA. Amerykański pęd do
        wojny, "rykoszet", który z pewnością będzie jego rezultatem w świecie
        muzułmańskim, otwarte słowa krytyki pod adresem Saudyjczyków ze strony
        jastrzębi, praktycznie bezgraniczne poparcie USA dla Sharona, sprawiły, że
        Saudyjczycy zaczęli się zastanawiać, na razie po cichu, czy amerykańska pomoc
        nie jest czasami bardziej obciążeniem dla dynastii, niż sposobem na jej
        utrzymanie. Po raz pierwszy w historii na dworze królewskim zaczynają przeważać
        tendencje, które opowiadają się za poluźnieniem więzi z USA. Stanom
        Zjednoczonym trudno będzie znaleźć jakiś kraj, który mógłby odgrywać w regionie
        taką samą rolę jak Arabia Saudyjska i zwrócić się raczej ku niemu. Musimy
        pamiętać, że w sensie interesu geopolitycznego Arabia Saudyjska zawsze była dla
        USA o wiele ważniejsza niż Izrael. USA wspiera Izrael ze względu na politykę
        wewnętrzną. Poparcie dla reżimu saudyjskiego z kolei jest rezultatem
        konieczności. USA bez Izraela przeżyją, ale czy dadzą sobie radę w momencie
        wybuchu niepokojów politycznych w świecie muzułmańskim bez pomocy Saudyjczyków?

        I ostatni punkt. Administracje USA przez pięćdziesiąt ostatnich lat starały się
        dzielnie powstrzymywać proces rozprzestrzeniania broni atomowej. Administracji
        Busha udało się sprawić, w ciągu dwóch krótkich lat, że Korea Północna i Iran
        nasiliły tempo realizacji swoich programów nuklearnych i że przy każdej
        możliwej okazji publicznie to potwierdzają. Jeśli USA użyją w Iraku technologii
        nuklearnej, nawet nie wprost, dokonają nie tylko złamania tabu, ale sprawią, że
        do wyścigu nuklearnego przystąpi spora liczba innych krajów, które zechcą
        zdobyć tę technologię.

        Jeśli wojna z Irakiem "uda" się, może USA będą w stanie odbudować choć trochę
        swoje stanowisko na arenie międzynarodowej nadszarpnięte we wspomnianych
        wcześniej czterech dziedzinach. Jeśli się nie "uda", wszystkie problemy jeszcze
        się pogłębią. Czytałem ostatnio historię Wojny krymskiej, którą Wielka Brytania
        i Francja wywołały, w imię cywilizacji, chrześcijaństwa i walki o wolność,
        przeciwko rosyjskiemu tyranowi. Oto, co w 1923 roku napisał historyk brytyjski
        na temat tych motywów: "To, co potępia Anglik, prawie zawsze zasługuje na
        potępienie, jeśli tylko będzie miało miejsce". Londyński Times w roku 1852 był
        jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników tej wojny. W roku 1859 redaktorzy
        tej gazety prosili o wybaczenie: "Jeszcze nigdy nie uczyniono tak wiele, aby
        osiągnąć tak niewiele znaczący cel. Musimy przyznać, choć przychodzi nam to z
        oporem, że uczyniono tak wielki wysiłek, poświęcono tak wiele - i wszystko to
        na próżno". Gdy George Bush opuści swój urząd, pozostawi Stany Zjednoczone w
        znacznie słabszej kondycji, niż znajdowały się one w momencie, gdy wprowadzał
        się do Białego Domu. Powolny zmierzch został przyspieszony. Czy w roku 2005
        możemy oczekiwać na podobne, jak te przytoczone powyżej, wyrazy ubolewania ze
        strony New York Timesa?


        Immanuel Wallerstein
    • Gość: mlm Re: Saddam - dobry wujek? IP: 12.46.161.* 08.03.03, 00:44
      Gość portalu: Dawid napisał(a):

      > Część I:
      >
      >
      > ''Po dziesięciu latach czystek Saddam .....
      > Jesteście za czy przeciw likwidacji SSaddama Husseina?
      > Jesteście za czy przeciw osądzeniu irackich zbrodniarzy
      > Jesteście za czy przeciw ustanowieniu demokratycznych władz w Bagdadzie?

      Saddam uzyskal wladze w Iraku dzieki pomocy USA. CIA wspierala wtedy prawe
      skrzydlo partii BAAS. Saddam gazowal swoich obywateli gazem kupionym od USA i
      za wiedza USA, poniewaz byl wtedy ich sojusznikiem (trwala wojna z Iranem).
      Jezeli USA raz na tron wstawily kogos takiego to jaka jest szansa ze nastepny
      ustanowiony przez nich wladca bedzie lepszy ?

      • Gość: Dawid Re: Saddam - dobry wujek? IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 08.03.03, 10:13
        Gość portalu: mlm napisał(a):

        >
        > Saddam uzyskal wladze w Iraku dzieki pomocy USA. CIA wspierala wtedy prawe
        > skrzydlo partii BAAS. Saddam gazowal swoich obywateli gazem kupionym od USA i
        > za wiedza USA, poniewaz byl wtedy ich sojusznikiem (trwala wojna z Iranem).
        > Jezeli USA raz na tron wstawily kogos takiego to jaka jest szansa ze nastepny
        > ustanowiony przez nich wladca bedzie lepszy ?
        >

        Więc USA chcą naprawić swe dawne błędy zgodnie ze słowami
        Churchilla ''amerykanie zawsze na koniec postepują właściwie , ale dopiero
        wtedy gdy wyczerpią wzystkie inne możliwość''.
        • Gość: mlm Re: Saddam - dobry wujek? IP: 12.46.161.* 08.03.03, 17:29
          > Więc USA chcą naprawić swe dawne błędy zgodnie ze słowami
          > Churchilla ''amerykanie zawsze na koniec postepują właściwie , ale dopiero
          > wtedy gdy wyczerpią wzystkie inne możliwość''.

          A zdajesz sobie sprawe co zrobia szyici na poludniu jak Saddam padnie ? Juz raz
          organizowali powstanie i tylko to ze Amerykanie przepuscili Saddamowi
          zadecydowalo o tym ze nie masz tam republiki islamskiej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka