Gość: cynik
IP: *.kabel.telenet.be
14.03.03, 18:52
Cala "soap opera" wokol Blaira prowokuje mysli co do sensu
tzw.demokracji reprezentacyjnej. Wiekszosc spoleczenstwa, z tych
czy innych przyczyn, jast przeciw a zawodnik w koncu wybrany
przez spoleczenstwo jako premier jest "za" i potrafi swa wole
narzucic sila. OK, dawniej mozna bylo sie powolywac na
niewiadome nastroje opinii, trudnosci w ich zbadaniu, etc. Ale
czy w koncu w dobie internetu nie czas na demokracje
bezposrednia? W przypadku UK cos w rodzaju blyskawicznego, ale
wiazacego referendum - jestes za - nacisnij klawisz Z, jestes
przeciw - nacisnij P. Wynik natychmiastowy i nieodwracalny - a
polityk ma przy okazji niezla wymowke ze chcial...ale
niewdzieczne spoleczenstwo chce inaczej, wobec tego sorry.