titus_flavius 09.04.03, 19:54 Ave, niech się syjoniści przesadnie nie cieszą. Jezusa także witano kwiatami w Jerozolimie w Niedzielę Palmową. Tydzień później go ukrzyżowali. Nie powinno się dawać posłuchu czczym głosom tłumu. T. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Louis M. Nowa tuba Ministerstwa Dezinformacji Iraku! IP: *.kabel.telenet.be 09.04.03, 19:56 titus_flavius napisał: > Ave, > niech się syjoniści przesadnie nie cieszą. > Jezusa także witano kwiatami w Jerozolimie w Niedzielę Palmową. Tydzień > później go ukrzyżowali. > Nie powinno się dawać posłuchu czczym głosom tłumu. > T. Odpowiedz Link Zgłoś
fredzio54 Re: Bagdad - witają syjonistów kwiatami? 09.04.03, 19:59 Nasz Patriarch Abram pochodzi z Urkasdim dziszejszy Irak i jakies 300 Tys Zydow irackych mieszkaja w Izraelu. Irak jest nasza ziemie od morza do eufrata i tigrisa z wisly do jordanu Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: - Re: Bagdad - witają syjonistów kwiatami? IP: 168.103.126.* 09.04.03, 20:07 BUSZA I SZARONA POMNIKI BEDA STAWIAC NAD TYGRYSEM, A BILL GATES PRZYWIEZIE SWOJ PALAC I TOALETE Z KALIFORNI. IZRAEL, JAK ZABOTYNSKI ZAPOWIEDZIAL, ROZCIAGIE SIE OD NILU DO BAGDADU. CORAZ WIECEJ LUDZI BEDZIE PRZEKONANYCH ZE WOLNOSC MOZNA BEDZIE ZDOBYC PRZY POMOCY BRONI MASOWEJ ZAGLADY, MY WSZYSCY SLYSZYMY TYKANIE MECHANIZMU WYBUCHOWEGO. APOKALIPSA ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marcin Re: Bagdad - witają syjonistów kwiatami? IP: *.SBI.COM 09.04.03, 20:02 Ty bys dal tlumom posluch gdyby byli anty-amerykanscy. titus_flavius napisał: > Ave, > niech się syjoniści przesadnie nie cieszą. > Jezusa także witano kwiatami w Jerozolimie w Niedzielę Palmową. Tydzień > później go ukrzyżowali. > Nie powinno się dawać posłuchu czczym głosom tłumu. > T. Odpowiedz Link Zgłoś
v.c jakie to jest uczucie Titusie kiedy zawsze 09.04.03, 20:05 jestes po stronie tych co nic nie znacza i zawsze przegrywaja? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: afp Re: Komandosi USA szabruja Irak IP: 168.103.126.* 09.04.03, 20:13 AFP. 9 April 2003. Marines savour banned Iraqi war trophies. BAGHDAD Odpowiedz Link Zgłoś
wojo!!!! jakie tojest uczucie Titusie kiedy zawsze wpoprzek 09.04.03, 20:19 v.c napisała: > jestes po stronie tych co nic nie znacza i zawsze przegrywaja? Zawsze byc islamskim gnojkiem niedopasowanym w Europie i Polsce ??? Odpowiedz Link Zgłoś
titus_flavius Witają ich bombami! 10.04.03, 21:36 Ave, taki jest los syjonistycznych okupantów. T. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: - Re: JESTES PO STRONIE TYCH CO WYGRYWAJA IP: 168.103.126.* 10.04.03, 21:54 WITALES KWIATAMI HITLERA W 39 ROKU, W NAGRODE DOSTALES SIE DO OSWIECIMIA, STALINA TEZ BARDZO KOCHALES BYLES JEGO BERIA, BERMANEM, DLA NIEGO MORDOWALES W KATYNIU, ROBILES REWOLUCJE- W NAGRODE POKAZANO CI DRZWI DO EMIGROWANIA. TERAZ ZBIERASZ PIENIADZE GDZIE SIE TYLKO ZA DA I ZA KOGO SIE DA PONIEWWAZ TWOJ NOWY COWBOY ZWYCIEZCA DAL CI TYLE ZAUFANIA. TEN NOWY ZWYCIEZCA NIE PRZEKARZE CI WSZYSTKICH LUPOW I WIECZNEGO PRAWA. MOZE DLATEGO TAK ZWODZNICZO PATRZYSZ NA CHINY. TEN 1.5 MILIARDOWY NAROD MOZE CI ZAPEWNIC WIECZNOSC, ZOSTANIESZ W KONCU MESJASZEM, A COWBOY PADNIE MARTWY W SWOIM SALOONIE GDZIES W TEKSASIE. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Schulz WIOSNA TYSIACLECI 2003 IP: *.cm-upc.chello.se 10.04.03, 22:46 members.fortunecity.com/beket/spring.htm#spring Tak nieobjęty jest horoskop wiosny! Kto może jej wziąć za złe, że uczy się ona go czytać na raz na sto sposobów, kombinować na oślep, sylabizować we wszystkich kierunkach, szczęśliwa, gdy jej się uda coś odcyfrować wśród mylącego zgadywania ptaków. Czyta ona ten tekst w przód i na wspak, gubiąc sens i podejmując go na nowo, we wszystkich wersjach, w tysiącznych alternatywach, trelach i świergotach. Bo tekst wiosny znaczony jest cały w domyślnikach, w niedomówieniach, w elipsach, wykropkowany bez liter w pustym błękicie, i w wolne luki między sylabami ptaki wstawiają kapryśnie swe domysły i swe odgadnienia. Dlatego będzie ta historia, wzorem tego tekstu, ciągnęła się na wielu rozgałęzionych torach i cała przetykana będzie wiosennymi myślnikami, westchnieniami i wielokropkami. .............................................. Tak szliśmy pod przybierającą grawitacją księżyca. Ojciec i pan fotograf wzięli mnie między siebie, gdyż padałem z nóg z wielkiej senności. Nasze kroki chrzęściły w mokrym piasku. Dawno już spałem, idąc, i miałem już pod powiekami całą fosforescencję nieba pełną świetlistych znaków, sygnałów i gwiezdnych fenomenów, gdy wreszcie stanęliśmy w szczerym polu. Ojciec ułożył mnie na płaszczu rozpostartym na ziemi. Z zamkniętymi oczami widziałem jak słońce, księżyc i jedenaście gwiazd ustawiło się w paradzie na niebie, defilując przede mną. – Brawo, Józefie – zawołał ojciec z uznaniem i klasnął w dłonie. ....................................................................... Jasny i nieskończony przeciąg wiał przez całą szerokość horyzontu, ustawiał szpalery i aleje pod czyste linie perspektywy, wygładzał się w wielkim i pustym wianiu i stawał wreszcie zatchniony, ogromny i lustrzany, jak gdyby chciał w swym wszechobejmującym zwierciadle zamknąć idealny obraz miasta, fatamorganę przedłużoną w głąb jego świetlanej wklęsłości. Wtedy świat nieruchomiał na chwilę, stawał bez tchu, olśniony, chcąc wejść cały w ten złudny obraz, w tę prowizoryczną wieczność, którą mu otwierano. Ale szczęśliwa oferta mijała, wiatr łamał swe zwierciadło i czas brał nas znów w swe posiadanie. .................................................................... Były to przedziwne skróty i formuły, recepty na cywilizacje, poręczne amulety, w których można było ująć między dwa place esencję klimatów i prowincyj. Były to przekazy na imperia i republiki, na archipelagi i kontynenty. Cóż więcej mogli posiąść cesarze i uzurpatorowie, zdobywcy i dyktatorzy? Poznałem nagle słodycz władzy nad ziemiami, kolec tego niedosytu, który tylko panowaniem ukoić można. Z Aleksandrem Macedońskim zapragnąłem świata całego. I ani o piędź ziemi mniej niż świata. .................................................................. Wtedy to miało miejsce to objawienie, ta nagle ukazana wizja rozpłomienionej piękności świata, wtedy to przyszła ta wieść szczęśliwa, posłanie tajemne, ta misja specjalna o nieobjętych możliwościach bytu. Otworzyły się na oścież horyzonty jaskrawe, srogie i zapierające oddech, świat drżał i migotał w swych przegubach, przechylał się niebezpiecznie, grożąc wyłamaniem się z wszystkich miar i reguł. It was then that the revelation took place, that vision shown in a flash of the incendiary beauty of the world; it was then that the cheerful news arrived, the secret dispatch – that special announcement of the limitless possibilities of being. Glaring, fierce and breathtaking horizons opened wide; the world trembled and sparked in its joints – it tilted dangerously, threatening to cut loose from all measures and rules. Czym jest dla ciebie, drogi czytelniku, marka pocztowa? Czym jest ten profil Franciszka Józefa I z łysiną uwieńczoną wieńcem wawrzynu? Czy nie jest on symbolem codzienności, zdeterminowaniem wszystkich możliwości, rękojmią nieprzekraczalnych granic, w których już raz na zawsze świat jest zamknięty? www.geocities.com/miesiecznik_absurdalny/schulz_galeria.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: LasMan Nazywam się Sindbad. Mieszkam stale w Bagdadzie. IP: *.cm-upc.chello.se 11.04.03, 01:08 ------------------------------------------------------------------------------- http://monika.univ.gda.pl/~literat/sindbad/index.htm PRZYGODA WSTĘPNA Nazywam się Sindbad. Mieszkam stale w Bagdadzie. Rodzice moi umierając zostawili mi w spadku tysiąc worów złota, tysiąc beczek srebra, sto pałaców, sto ogrodów i jeden trzonowy ząb mego pradziadka, który ojciec mój przechowywał w hebanowej szkatułce jako pamiątkę i osobliwość. Pradziadek mój przez całe życie chorował na ból zębów i co pewien czas inny ząb musiał wyrywać, tak że w końcu jeden mu tylko ząb trzonowy pozostał. Umierając kazał sobie wyrwać i ten ostatni ząb trzonowy, który przeszedł w spadku od mego dziada do mego ojca, a od ojca - do mnie. Był to zwyczajny, zepsuty i sczerniały ząb. Jestem pewien, że na świecie znaleźć można bardzo wiele tak samo zepsutych i sczerniałych zębów, lecz nie każdy z nich trafia do hebanowej szkatułki, aby stanowić pamiątkę i osobliwość. Ten - trafił. Nieraz, przyglądając mu się z ciekawością i szacunkiem, wyobrażałem sobie, jak ten ząb bolał niegdyś mego pradziada. Po śmierci rodziców zamieszkałem w pałacu wraz z jedynym moim wujem Tarabukiem. Wuj Tarabuk był poetą. Co dzień niemal układał wiersze i odczytywał potem tak głośno, że dostawał bólu gardła i musiał je starannie przepłukiwać lekarstwem, które pilnie ukrywał przed okiem ludzkim, zachowując ścisłą tajemnicę. Twierdził przy tym, że gardło go wcale nie boli i że nie ma przeto potrzeby płukania gardła lekarstwem. Wuj Tarabuk kochał poezję, lecz nienawidził gramatyki. Pisał z błędami i zazwyczaj na jedno słowo dwa do trzech błędów popełniał. Wstydził się wszakże swej błędnej pisowni i twierdził, że popełnia błędy umyślnie, ażeby potem mieć sposobność i przyjemność poprawiania swych utworów. Nie zauważyłem jednak, ażeby wuj Tarabuk raz napisany wiersz kiedykolwiek poprawiał. Wuj Tarabuk miał stolik składany, srebrny kałamarz i złote pióro... Z tymi przyborami chadzał na brzeg morza, siadał nad brzegiem i, wsłuchany w szumy morskie, pisał swe wiersze. Pewnego razu o poranku poszedł na brzeg morza. Ustawił stolik składany, umoczył złote pióro w srebrnym kałamarzu i zaczął pisać jakiś wiersz na różowym papierze. Pisał i pisał, skrobał i skrobał, pocił się i pocił, sapał i sapał, aż wreszcie po nieludzkich trudach i mękach ułożył wiersz następujący: Morze - to nie rzeka, a ptak - to nie krowa! Szczęśliwy, kto kocha rymowane słowa! Rymuj mi się, rymuj, drogi mój wierszyku! Stój w miejscu cierpliwie, składany stoliku! Stoi stolik, stoi, zachwiewa się nieco, Za stolikiem - morze, za morzem - Bóg wie co! Napisawszy ten wiersz wuj Tarabuk odczytał go głośno i zawołał: - Piękny wiersz! Jaki prawdziwy początek! Morze - to nie rzeka, a ptak - to nie krowa. Któż zaprzeczy prawdzie tych słów! I jaki trafny koniec! Za stolikiem morze - za morzem - Bóg wie co. Rzeczywiście, za morzem widać mgłę, a w tej mgle dal nieznaną. Jeden Bóg wie, co się w tej dali kryje. Dlatego też napisałem: za morzem - Bóg wie co. Wuj Tarabuk zatarł ręce z zadowolenia i wyciągnął z kieszeni butelkę z tajemniczym lekarstwem, ażeby przepłukać gardło, nadwerężone głośnym odczytaniem świeżo napisanego wiersza. Trudno uwierzyć, ile błędów ortograficznych zdążył popełnić wuj Tarabuk w tak krótkim wierszyku! Zamiast "rzeka", pisał "żega", zamiast "ptak", pisał "bdag". Nie chcę wszystkich błędów wyliczać, aby nie ośmieszać mego wuja, którego kocham i poważam. Zresztą sam wuj Tarabuk czuł, że pisze błędnie. A chociaż nie mógł swych własnych błędów zauważyć, wszakże powtórnie wiersz przeglądając zaczął każde słowo o błąd podejrzewać. Szereg tych nieustannych podejrzeń tak go zmęczył, że wreszcie poprawiwszy "bdaga" na "bdacha" zasnął snem nagłym, smacznym i pokrzepiającym. Spał kiwając się bezwolnie nad składanym stolikiem i co chwila pochrapując - bo wuj Tarabuk chrapać lubił i umiał. Chmury zgromadziły się na niebie, morze rozbłysło srebrnymi wstęgami rozszumiałych pian, zerwała się burza. Wuj Tarabuk spał. Wicher uderzył w stolik składany, porwał srebrny kałamarz i złote pióro i wrzucił je do morza. Wuj Tarabuk spał. Utonęło złote pióro i srebrny kałamarz. Po raz pierwszy obydwa te przedmioty znalazły się na dnie morskim wśród dziwacznych ryb i potworów. Wicher powtórnie uderzył w stolik składany i zwiał wszystkie papiery do morza. Były to - niestety! - wszystkie wiersze wuja Tarabuka, które napisał od lat dziecinnych aż do chwili ostatniej. Wiersze zakołysały się na wzburzonych falach i zaczęły moknąć. Mokły, mokły, aż przemokły i, ociężałe od wypitej wody, poszły na dno w ślad za kałamarzem i piórem. Morze poczuwszy w swej głębi rymowane utwory wuja Tarabuka wzburzyło się jeszcze bardziej, zaszumiało, zaryczało tak mocno, że wuj się nareszcie zbudził. Zbudził się i spojrzał na stolik. Nie ujrzawszy na stoliku swych skarbów zaczął płakać i wrzeszczeć, i wyrywać sobie włosy z głowy. Płacząc, wrzeszcząc, wyjąc, skomląc i wyrywając sobie pęki bujnych włosów, pobiegł z powrotem do domu, pochwycił wędkę największą, wrócił z nią na brzeg morza i zarzucił wędkę do wody. Myślał wuj Tarabuk, iż mu się uda wędką rękopisy z głębiny morskiej powyławiać. Odtąd wuj Tarabuk co dzień z wędką nad morze chadzał, lecz nadaremnie! Nigdy bowiem nie udało mu się ani jednego rękopisu wyłowić! Tymczasem wszystkie rękopisy wuja leżały na dnie. Zauważyła je pewna ryba, zwana Diabłem Morskim. Jest to ryba z pękatym brzuchem, olbrzymią paszczą i strasznymi oczyma. Ma wszakże tę zaletę, iż jest uczona. Umie czytać i pisać. Otóż Diabeł Morski ujrzawszy rękopisy zbliżył się do nich i zaczął je uważnie odczytywać. Po odczytaniu kilku rękopisów machnął gniewnie ogonem i zawołał: - Nigdy jeszcze nie czytałem tak głupich, brzydkich i nieznośnych wierszy! Na domiar złego, w każdym słowie dwa do trzech błędów się ukrywa. Domyślam się, że autorem tych wierszy jest wuj Tarabuk, który co dzień nad brzegiem morza wysiaduje przy składanym stoliku i suszy głowę nad rymami. Dobrze się stało, że wicher zwiał mu ze stolika te rękopisy wraz ze srebrnym kałamarzem i złotym piórem! Może przestanie wreszcie tworzyć te obrzydliwe wiersze! Ma on bardzo miłego siostrzeńca, Sindbada, mieszka z nim razem w pałacu. Biedny to siostrzeniec, który z takim wujem mieszkać musi pod jednym dachem! Skorzystam z tego srebrnego kałamarza i złotego pióra, aby napisać list do Sindbada. Poproszę mojej dobrej znajomej, Ryby Latającej, żeby ten list Sindbadowi wręczyła. Diabeł Morski zabrał się natychmiast do pisania listu. Wybrał rękopis, którego jedna tylko strona była zapisana, a druga pusta, i zaczął szybko złotym piórem pisać na pustej stronie. Wiem o wszystkim, co się działo na dnie morza, gdyż pewnej nocy otrzymałem list od Diabła Morskiego i z treści tego listu domyśliłem się, że działo się właśnie tak, a nie inaczej. Siedziałem w oknie otwartym i patrzyłem przez okno w niebiosy, na których płonęła pełnia księżycowa. Nagle usłyszałem w powietrzu dziwny, suchy, ostry szum skrzydeł. Był to szum osobliwy, do żadnych szumów niepodobny. Żaden ptak nie szumi tak skrzydłami. Wysunąłem głowę przez okno i zacząłem uważnie wpatrywać się w księżycową jasność pogodnej nocy. Po chwili ujrzałem w powietrzu Rybę Latającą. Jej skrzydła, podobne do ogromnych płetw, srebrzyły się w księżycu. Poruszała nimi powoli i z trudem. Nie była snadź przyzwyczajona do lotu nad ziemią i raził ją zapewne brak wody morskiej w powietrzu. Leciała jednak wytrwale, mieniąc się w świetle księżyca łuską tęczową. Widziałem, jak szybko porusza zmęczonym pyskiem, chwytając skrzelami dech, utrudniony brakiem wody. W pysku trzymała kawał różowego papieru. Leciała wprost ku mnie. Zbliżywszy się do okna, podała mi papier różowy. Zaledwo ten papier wyjąłem jej z pyska, ryba natychmiast Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DM DiabelMorski IP: *.cm-upc.chello.se 11.04.03, 01:11 monika.univ.gda.pl/~literat/sindbad/index.htm Odpowiedz Link Zgłoś
titus_flavius Ile osób cieszyło się z przybycia syjonistów? 11.04.03, 09:11 Ave, z dostępnych danych wynikało, że tych osób było kilkaset. Zapewne są to zakamulowani dotychczas miejscowi żydzi. A jakie są uczucia pozostałych 7 mln Bagdadczyków? Zapewne zapisują się do ruchu oporu. T. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jose De Spin Syjonisci wrocili do Sumeru ;))) IP: *.cm-upc.chello.se 11.04.03, 09:58 titus_flavius napisał: > Ave, > z dostępnych danych wynikało, że tych osób było kilkaset. Zapewne są to > zakamulowani dotychczas miejscowi żydzi. A jakie są uczucia pozostałych 7 mln > Bagdadczyków? > Zapewne zapisują się do ruchu oporu. > T. ...Czytaj ten Babilonski Talmud ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr23 Re: Ile osób cieszyło się z przybycia syjonistów? IP: *.acn.waw.pl 11.04.03, 23:45 co to jest "zakamulowany żyd" ? ukamieniowany? ukrywajacy się w mule? najprostsza odpowiedź - to żyd wymyślony przez zamulony umysł titusa Odpowiedz Link Zgłoś
titus_flavius Re: Ile osób cieszyło się z przybycia syjonistów? 12.04.03, 06:45 Gość portalu: piotr23 napisał(a): > co to jest "zakamulowany żyd" ? ukamieniowany? ukrywajacy się w mule? > najprostsza odpowiedź - to żyd wymyślony przez zamulony umysł titusa Ave, nie wszystkich żydów udało się po 1948r. znaleść i zabezpieczyć. Jak widać część z nich ukryła się i wstosownym momencie uaktywniła się, rabując dobra irackie. T. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: piotr23 Re: Ile osób cieszyło się z przybycia syjonistów? IP: *.acn.waw.pl 14.04.03, 07:51 jasne to muszą być Żydzi.Przecież człowiek,który usłyszał kiedykolwiek słowa z "mądrej księgi" zwanej koranem nigdy nie będzie kradł.Ani nie będzie bandytą. Więc jeśli nie sumerowie i muzułmanie to kto? Zostają tylko i wyłącznie Żydzi. Że ich tam brak? Tym gorzej dla nich. Sami widzicie jak się to tałatajstwo zamaskowało. To chciałeś powiedzieć antysemito? Odpowiedz Link Zgłoś
titus_flavius Bagdad - dzisaj padł kolejny syjonista 13.04.03, 06:16 Ave, na punkcie kontrolnym. T. Odpowiedz Link Zgłoś
titus_flavius Re: Bagdad - dzisaj padł kolejny syjonista 13.04.03, 19:56 titus_flavius napisał: > Ave, > na punkcie kontrolnym. > T. Ave, i to nieostatni ... T. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hawk Re: Bagdad - witają syjonistów kwiatami? IP: *.vc.shawcable.net 14.04.03, 07:59 titus_flavius napisał: > Ave, > niech się syjoniści przesadnie nie cieszą. > Jezusa także witano kwiatami w Jerozolimie w Niedzielę Palmową. Tydzień > później go ukrzyżowali. > Nie powinno się dawać posłuchu czczym głosom tłumu. > T. Wszyscy stamtad pochodzimy durniu!!! To nieznaczy ze musimy roscic sobie pretensje do czyjegos. Gdzies ty byl jak rozum rozdawano?? Odpowiedz Link Zgłoś
titus_flavius Dzisiaj syjoniści strzelają do demonstracji iracki 15.04.03, 17:20 Ave, w ten sposób US ARmy szerzy w Iraku demokrację ... T. Odpowiedz Link Zgłoś
titus_flavius Re: Bagdad - witają syjonistów kwiatami? 14.05.03, 06:18 titus_flavius napisał: > Ave, > niech się syjoniści przesadnie nie cieszą. > Jezusa także witano kwiatami w Jerozolimie w Niedzielę Palmową. Tydzień > później go ukrzyżowali. > Nie powinno się dawać posłuchu czczym głosom tłumu. > T. Odpowiedz Link Zgłoś