galaxy2099
21.02.07, 00:42
WALL STREET JOURNAL opublikował dziś bardzo ciekawy editorial o tym, jak
Europa utrzymuje irański reżim. - Kasa przeważa nad sprawami bezpieczeństwa -
uważa redakcja.
UE - pisze WSJ - jest największym partnerem handlowym Iranu. Jedna trzecia
importu Iranu pochodzi z UE. Pomiędzy 2003 i 2005 rokiem, czyli w czasie, gdy
na jaw wychodziły informacje o irańskim programie nuklearnym, eksport z UE do
Iranu wzrósł o 29 proc., a import z iranu - aż o 62 proc.
WSJ podkreśla, że nie chodzi tylko o prywatny biznes. Rządy UE udzielają
gwarancji kredytowych na inwestycje w Iranie, co oznacza, że to podatnicy
sponsorują owe przedsięwzięcia.
Sam rząd niemiecki udzielił gwarancji kredytowych na łączną sumę 5,5 mld euro.
WSJ słusznie wyciąga wniosek, że te rozległe powiązania biznesowe są powodem,
dla którego kraje starej UE nie śpieszą się do jakichkolwiek ostrzejszych
kroków przeciwko Iranowi. I nie mówimy oczywiście o akcji zbrojnej. Nawet
niedawne wprowadzenie bardzo słabych sankcji dyplomatycznych i ekonomicznych
napotykało w ONZ na potworne opory m.in. Francji, Niemiec, Włoch i - z
innych, politycznych powodów - Rosji.
Tak samo było w 2002 i 2003 roku w przypadku Iraku. Francja, Niemcy i kilka
innych krajów opierało się planom inwazji na ten kraj nie dlatego, że uważali
ten pomysł za nieuzasadniony lub błędny (bo dane na temat irackiej broni
masowego rażenia mieli identyczne, co Amerykanie), lecz - jak wiemy m.in. z
afery Ropa Za Żywność - m.in. dlatego, że robili z Irakiem cudowne legalne i
nielegalne interesy.
Kasa jest bowiem ważniejsza od bezpieczeństwa.