Dodaj do ulubionych

Czym jest "neokonserwatyzm"?

09.04.07, 13:53
Doktryna rdzennie żydowska powstała po drugiej wojnie światowej. Oficjalne
cele: "demokratyzacja" i "stabilizacja". Realne cele: petryfikacja żydowskiej
dominacji w świecie i obrona Izraela.

Skład osobowy tej formacji składa się niemal wyłącznie z Żydów:

Etykietką neokonserwatystów objęci zostali żydowscy intelektualiści,
przeważnie z Nowego Jorku: publicysta, założyciel (1965) "The Public Interest"
- Irving Kristol (ur. 1920) i jego żona (autorka prac o klasykach liberalizmu:
lordzie Actonie i J.S. Millu) - Gertrude Himmelfarb (ur. 1922); redaktor od
1960 organu Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego (American Jewish Commitee),
miesięcznika "Commentary" - Norman Podhoretz (ur. 1930) i jego żona - Midge
Decter (ur. 1927); filozof Sidney Hook (1902-1989); historyk idei Walter
Laqueur (ur. 1921); autor koncepcji "końca ideologii" (The End of Ideology,
New York 1962) - socjolog Daniel Bell (ur. 1919); socjolog Nathan Glazer (ur.
1923); socjolog i politolog - Seymour M. Lipset (ur. 1922); historycy:
dyrektor Biblioteki Kongresu USA - Daniel Boorstin (ur. 1914), Richard
Hofstadter (ur. 1916), Martin Diamond (1919-1977), Fred Siegel, Donald Kagan,
Adam B. Ulam (ur. 1922) i Richard Pipes (ur. 1923); politolodzy: Aaron B.
Wildavsky (1930-1993) i Aaron Friedberg; znawca stosunków międzynarodowych
Robert Tucker (ur. 1924); publicyści: Victor Gilinsky (ur. 1934), Dan
Himmelfarb, Morton M. Kondracke (ur. 1931), Ben Wattenberg (ur. 1933) oraz
pisarz David Horovitz (ur. 1939).

Nielicznymi nie-Żydami, zaliczonymi do grona neokonserwatystów (potocznie:
neocons), są: katolicki liberał, z pochodzenia Słowak - Michael Novak (ur.
1933); para luterańskich socjologów religii, pochodzenia niemieckiego -
Brigitte i Peter Bergerowie

$ pl.wikipedia.org/wiki/Neokonserwatyzm
Obserwuj wątek
    • blazare1 Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 15:55
      everlasting.b napisał:

      > Doktryna rdzennie żydowska powstała po drugiej wojnie światowej. Oficjalne
      > cele: "demokratyzacja" i "stabilizacja"

      Zapomniałeś o "walce z terroryzmem". :P
      • markiz_croix_de_betancourt Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 16:08
        Znowu Pana wytna.
        • blazare1 Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 16:12
          markiz_croix_de_betancourt napisał:

          > Znowu Pana wytna.

          Już do tego przywykłem, hehehe.. Strasznie mi się nudzi, a uczestnictwo w forach
          jest ciekawsze od stawiania pasjansa.. :P
          • j-k Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 16:13
            blazare1 napisał:

            Strasznie mi się nudzi, a uczestnictwo w forach
            jest ciekawsze od stawiania pasjansa.. :P

            Polecam jeszcze ciekawsze czytanie ciekawych ksiazek :)
    • j-k Zdolny ten narod, ci Zydzi :) 09.04.07, 16:12
      skoro w 20.tym wieku wymislil i zrealizowal dwie przeciwstawne sobie
      idee o swiatowym znaczeniu:

      Bolszewizm w Rosji i
      Neokonserwatyzm w Ameryce.
      • blazare1 Re: Zdolny ten narod, ci Zydzi :) 09.04.07, 16:13
        j-k napisał:

        > Bolszewizm w Rosji i Neokonserwatyzm w Ameryce.

        Neokonserwatyzm nigdy nie stał w sprzeczności z komunizmem. Przedstawicielom
        tego nurtu udało się przejąć pełnię władzy w USA dopiero na początku lat 90tych.
        • blazare1 Neokonserwatyzm wyewoluował z bolszewizmu 09.04.07, 16:24
          Geneza neokonserwatyzmu sięga rozpadu tzw. liberalnego konsensusu, wypracowanego
          po 1945, a poprzedzonego ostrymi sporami od lat 30. pomiędzy skrajnie lewicowym,
          prokomunistycznym odłamem liberalizmu amerykańskiego, uznającym państwo
          sowieckie za śmiały eksperyment społeczno-gospodarczy i ostoję antyfaszyzmu.

          # pl.wikipedia.org/wiki/Neokonserwatyzm
        • facettt Re: Zdolny ten narod, ci Zydzi :) 09.04.07, 21:35
          blazare1 napisał:

          > j-k napisał:
          >
          > > Bolszewizm w Rosji i Neokonserwatyzm w Ameryce.
          >
          > Neokonserwatyzm nigdy nie stał w sprzeczności z komunizmem.

          stal i to w duzej sprzecznosci.
          Neokonserwatyzm jako swietosci broni wlasnosci prywatnej.
    • felusiak1 No właśnie 09.04.07, 17:17
      dlaczego polskojezyczna wersja wikipedii podaje zupełnie inne informacje niż
      angielskojezyczna?
      • blazare1 Re: No właśnie 09.04.07, 21:33
        felusiak1 napisała:

        > dlaczego polskojezyczna wersja wikipedii podaje zupełnie inne informacje niż
        > angielskojezyczna?

        Polskojęzyczna wymieniła za mało Żydów?
    • absztyfikant Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 21:34
      Gazeta Wyborcza nr 241, wydanie waw z dnia 14/10/2006 - 15/10/2006 ŚWIĄTECZNA,
      str. 23

      Wojna z islamofaszyzmem będzie trwała trzydzieści, czterdzieści lat, mniej
      więcej tyle, ile trwała zimna wojna - prorokuje ojciec chrzestny amerykańskiego
      neokonserwatyzmu Norman Podhoretz *

      Artur Domosławski: Chciałbym spytać u źródła: Co to właściwie jest neokonserwatyzm?

      Norman Podhoretz: Neokonserwatyzm to po prostu nowy konserwatyzm, odnosi się do
      ludzi, którzy - tak jak ja - byli ludźmi nowymi w kręgach konserwatywnych.
      Pokutuje mit, że wszyscy byliśmy wcześniej trockistami, ale to nieprawda.
      Rozpoczęliśmy publiczny żywot na lewicy, byli wśród nas trockiści, ale też
      komuniści, niezrzeszeni radykałowie i lewacy z lat 60. - jak ja. Połączyło nas
      zerwanie z lewicą i przesunięcie się na prawo od centrum.

      Byliśmy nowi także w tym znaczeniu, że wnieśliśmy do konserwatyzmu nowy
      intelektualny temperament, aprobatę dla wielu zmian społecznych i kulturowych.
      Nie stanowimy partii, neokonserwatyzm to ruch. Ja mówię o sobie
      paleoneokonserwatysta, żeby odróżnić się od młodszego pokolenia, takich ludzi
      jak np. William Kristol [redaktor naczelny "The Weekly Standard"].

      Od 11 września 2001 r. panuje już kompletny bałagan pojęciowy, bo słowa
      "neokonserwatyzm" używa się do opisania wszelkiego rodzaju konserwatyzmów, co
      jest dość głupawe. Okazuje się, że Rumsfeld, Cheney i sam Bush są
      neokonserwatystami. Tymczasem oni byli konserwatystami od zawsze.

      Z czego narodził się neokonserwatyzm?

      - Z krytyki polityki społecznej lat 60. Był sprzeciwem wobec nadmiaru państwa
      opiekuńczego i głoszonej przez prezydenta Lyndona Johnsona idei Wielkiego
      Społeczeństwa.

      To był dla Pana zwrotny moment - nadmiar polityki socjalnej?

      - Nie, ja dołączyłem do neokonserwatystów trochę później. Dla mnie
      najistotniejsza była polityka zagraniczna. Lewica stawała się coraz bardziej
      antyamerykańska, a ja nigdy - nawet gdy byłem radykałem - nie podzielałem tych
      emocji. I byłem zawsze antykomunistą. Końcówka wojny wietnamskiej to początek
      moich wewnętrznych rozrachunków, troska o "zwijanie się" amerykańskiej potęgi i
      słabość Ameryki wobec ZSRR. Doszedłem do przekonania, że USA są siłami Dobra,
      nie Zła - jak wciąż uważa wielu ludzi na lewicy, i że jesteśmy jedyną siłą
      zdolną powstrzymać ekspansję radzieckiego imperium.

      Przez całe lata 70. staraliśmy się przekonać Amerykanów, że ZSRR wciąż stanowi
      zagrożenie, że trzeba budować amerykańską potęgę. Sprzeciwialiśmy się polityce
      odprężenia, u źródeł której leżało przekonanie, że musimy osiągnąć pokój z ZSRR,
      bo to państwo będzie trwało zawsze. Henry Kissinger i jego współpracownicy
      sądzili, że nie powinniśmy podejmować prób destabilizowania radzieckiego
      imperium, bo niebezpiecznie jest igrać z ogniem. Byliśmy idealistami,
      wierzyliśmy, że upadek ZSRR i wyzwolenie narodów spod ucisku imperium są możliwe.

      Wasz czas przyszedł za prezydenta Reagana?

      - Dla mnie nawet Reagan był zbyt miękki, szczególnie w czasie polskiego kryzysu.
      Napisałem artykuł atakujący go, gdyż jego stanowisko sprowadzało się do wezwania
      Polaków, by na znak protestu zapalili świeczki w oknach. Opowiadałem się za
      odcięciem kredytów dla polskiego rządu, maksymalnym przykręceniem śruby. Moi
      przyjaciele żartowali: "Powinieneś mieszkać w Polsce, tam by cię wszyscy
      kochali, a tu cię nienawidzą".

      Przyznaję: wobec totalitaryzmu byliśmy jastrzębiami i pozostaliśmy nimi do dziś.
      Nie ma już komunizmu, jednak wierzymy - podobnie jak prezydent Bush - że
      współczesny islamofaszyzm wywodzi się w prostej linii z ideologii totalitarnych,
      z którymi walczyliśmy w czasie II wojny światowej i w czasie zimnej wojny. USA
      powinny we własnym interesie i z idealistycznych pobudek podjąć walkę z nowym
      totalitarnym zagrożeniem.

      Francis Fukuyama, dziś już chyba eksneokonserwatysta, twierdzi, że reakcja USA
      na zagrożenie ze strony islamskich radykałów była przesadzona. To USA - jego
      zdaniem - nadały niewielkiej grupie terrorystów światowe znaczenie,
      "zglobalizowały" ją. I dopiero teraz - po wojnach w Afganistanie i Iraku - świat
      ma prawdziwy problem z zagrożeniem terrorystycznym.

      - Ogromnie szanuję Fukuyamę - mam nadzieję, że ciągle jest moim przyjacielem -
      ale on się myli. Co to znaczy, że "zglobalizowaliśmy" zagrożenie? Co za durny
      argument! Siedzieliśmy sobie spokojnie zajęci swoimi sprawami, a tu dwa samoloty
      wbiły się w wieże WTC, trzeci - w Pentagon, i zginęły 3 tys. Amerykanów. Ani
      Stalin, ani naziści nie zdołali ugodzić nas tak dotkliwie.

      I Stalin, i naziści zabili trochę więcej ludzi.

      - Mam na myśli ugodzenie USA. Kto zresztą wie, ile tysięcy zamordowali
      islamofaszyści w Iranie, ilu zabił Saddam Husajn? Ale zgoda - to nie ta sama
      liga co Stalin i Hitler.

      Islamofaszyzm to nowy typ globalnego zagrożenia - różny od nazizmu i komunizmu -
      choć ma coś wspólnego z tamtymi. Ale to nie myśmy "zglobalizowali" zagrożenie,
      ono "zglobalizowało się" samo. A co mieliśmy zrobić po ataku na Amerykę?
      Odpowiedzieliśmy.
      • absztyfikant 2 09.04.07, 21:35
        A nie było na odwrót: że to atak na Amerykę był odpowiedzią na trwającą wiele
        dekad politykę USA na Bliskim Wschodzie? Istnieje teoria mówiąca o "bliskim" i
        "dalekim" wrogu islamskich radykałów. "Bliski" wróg to autorytarne reżimy w
        Egipcie, Jordanii, Arabii Saudyjskiej popierane przez "dalekiego" wroga, czyli
        USA. Zamachy 11 września były uderzeniem w "dalekiego" wroga po to, żeby osłabić
        wroga "bliskiego".

        - To fakt, USA w imię stabilizacji regionu popierały autorytarne reżimy na
        Bliskim Wschodzie, ale tę właśnie politykę Bush próbuje zmieniać. Twierdzę, że
        tym, za co islamofaszyści nienawidzą nas, nie jest to, co robimy, ale to, kim
        jesteśmy. Nienawidzą naszych cnót, nie zbrodni.

        Dlaczego mieliby nienawidzić Waszych cnót?

        - Bo stanowimy zagrożenie dla wszystkiego, w co wierzą. Nienawidzą naszej
        wolności i naszego burżuazyjnego stylu życia. Uważają je za zagrożenie moralne i
        duchowe. Dlaczego Osama ben Laden i Iran nazwali nas Wielkim Szatanem? Bo Szatan
        jest kusicielem - zarówno w chrześcijaństwie, jak i islamie. Islamofaszyści boją
        się, że nasz styl życia mógłby być pokusą dla młodych ludzi ze świata
        muzułmańskiego - i de facto jest. Islamofaszyzm to nowe zjawisko wywodzące się
        nie z VII, lecz z XX wieku - nie jest wolny od wpływów nazizmu i bolszewizmu.

        Nie trafia mi do przekonania pojęcie islamofaszyzmu. Faszyzm był ruchem masowym,
        powstał w zupełnie innych okolicznościach, a terroryści, którzy zaatakowali
        Amerykę, to mała grupa.

        - Na świecie żyje ponad miliard wyznawców islamu. Jeśli uznamy, że radykałowie
        mają poparcie tylko jednej dziesiątej, to i tak wychodzi, że jest ich 100
        milionów. Czy to mała grupa? Owszem, terroryści to rewolucyjna awangarda. Gdy
        Lenin był w Zurychu, też miał małą grupę. Nie trzeba mieć wielkiej, żeby podbić
        świat.

        Islamofaszyzm - nie pamiętam, kto pierwszy użył tego terminu - to bardzo trafny
        opis. Islamofaszyści nie są ruchem religijnym, lecz politycznym wywodzącym się z
        islamu. To tak jak z marksizmem i komunizmem - marksizm był systemem poglądów, a
        komunizm ich polityzacją.

        Druga część tego pojęcia odwołuje się do przeświadczenia, jakie stało za
        uzasadnieniem interwencji w Iraku - że mamy do czynienia z faszystowskim
        reżimem. Walczymy z dwugłowym potworem - jedna głowa ma oblicze religijne (to
        talibowie w Afganistanie, Bracia Muzułmańscy w Egipcie), a druga - świeckie, a
        jej najwyrazistszym przedstawicielem był Saddam Husajn. Są ludzie, którzy mówią,
        że ben Laden i Saddam nie lubili się, ale my wiemy, że istniała współpraca. Jest
        wiele dowodów na to, że bliskowschodni despoci współpracują z fundamentalistami.

        To chyba nie jest jasne. Łatwiej dowieść, że despoci prześladują fundamentalistów.

        - Widzę tu analogię z ZSRR: Stalin prześladował nacjonalistów, ale gdy było to
        politycznie użyteczne, uderzał w nacjonalistyczne tony. Podobnie Saddam przed I
        wojną w Zatoce publicznie modlił się do Allaha - odwoływał się w ten sposób do
        religijnych uczuć Irakijczyków, choć sam człowiekiem religijnym nie był.
        Współpraca sił świeckich i religijnych stworzyła bagno, w którym wylęgli się
        terroryści.

        Dokładnie taką samą debatę mieliśmy w Ameryce w czasie zimnej wojny: z kim
        walczymy - z komunizmem czy ze Związkiem Radzieckim? Toczyłem o to niekończący
        się spór z Kissingerem, który jest oczywiście antykomunistą, ale uważał, że ZSRR
        to po prostu kolejne wcielenie Rosji. Realpolitik, którą reprezentował,
        hołdowała pojmowaniu polityki wywodzącemu się z XVII wieku i pokoju
        westfalskiego: cuius regio eius religio, czyli że polityka rozgrywa się między
        państwami i nic nam do tego, jaki w Rosji panuje system.

        Sądziłem, że gdybyśmy mieli do czynienia z carską Rosją, nasza polityka byłaby
        inna, tak samo jak dziś jest inna niż w okresie zimnej wojny. Uważałem, że USA
        walczą przede wszystkim z komunizmem. Dla mnie w sprawach międzynarodowych
        zawsze pierwszorzędną rolę grały idee. Druga wojna w Iraku też była wojną o
        idee, a nie o ropę.

        Jak Pan rozwiązuje paradoks amerykańskiej polityki - przywódcy Ameryki mówią, że
        chcą szerzyć demokrację, ale demokracja odda głos religijnym i politycznym
        radykałom, którzy będą tak wrodzy Ameryce jak nikt przed nimi?

        - To jest kłopot, nie ma co udawać. Ale mimo wszystko warto zaryzykować.
        Realpolitik, którą uprawialiśmy w regionie od lat 20. XX wieku, obiecywała
        spokój i stabilizację. Przegrała. Nie potrafię wyliczyć, ile było wojen,
        konfliktów i rzezi w regionie w dobie obowiązywania tej doktryny. A na końcu
        doszło do ataku na Amerykę. Nigdy nie miałem złudzeń co do tego, że nasza nowa
        polityka zmieni wszystko w cztery tygodnie czy nawet cztery lata. Dopiero ją
        testujemy, a żeby pokonać islamofaszyzm, potrzeba pewnie 30-40 lat, to będzie
        trwało tyle, ile zimna wojna. Naszym celem jest oczyszczenie pola, zasianie
        ziarna, a co z niego wyrośnie, nie wiemy. Już dzisiaj słychać głosy wzywające do
        reform islamu, które wcześniej nie miały odwagi się odezwać.

        Pamiętajmy, że Bliskiego Wschodu w takim kształcie politycznym nie stworzył
        Allah, lecz Brytyjczycy i Francuzi po I wojnie światowej. Bliskowschodnie
        państwa to sztuczne twory, które nie będą trwały wiecznie. Inny porządek jest
        możliwy.

        Skąd Pan czerpie tę wiarę?

        - Z tych samych przekonań, które pchały mnie do sporu z Kissingerem w czasie
        zimnej wojny. Myślałem: upadały wszystkie imperia - rzymskie, brytyjskie,
        dlaczego nie miałoby upaść radzieckie?

        W Europie Zachodniej przed II wojną światową były zaledwie dwa demokratyczne
        kraje - a dziś? Również w Ameryce Łacińskiej mamy w końcu demokratyczne rządy.
        Dlaczego Bliski Wschód miałby być odporny na demokratyczne wpływy? Ben Laden wie
        o tym - dlatego jest tak zdesperowany. To, co robi, to ostatnie konwulsje
        kontrrewolucji przeciwko nowoczesności. Zgadzam się z prezydentem Bushem, że
        pragnienie wolności ma charakter uniwersalny. Jeśli utrzymamy obecny kurs, to na
        Bliskim Wschodzie stanie się to samo co w Europie Wschodniej.
        • absztyfikant 3 09.04.07, 21:35
          Pisząc o różnicach między USA i Europą, krytykuje Pan diagnozę Roberta Kagana,
          który twierdzi, że Europa należy do świata przyszłości, podczas gdy USA to
          przeszłość. Pan twierdzi, że jest na odwrót.

          - Instytucje, które stworzyliśmy po II wojnie do zmagań w czasie zimnej wojny,
          nie są skuteczne w walce z islamofaszyzmem. Prezydent Bush próbuje stworzyć nowe
          mechanizmy w polityce międzynarodowej, mówi, że ONZ, międzynarodowe sądy, Bank
          Światowy, a nawet NATO były właściwą odpowiedzią w przeszłości - dziś są
          przestarzałe. W tym sensie to Ameryka idzie ku przyszłości, a Europa tkwi w
          przeszłości.

          Czy przypadkiem to nie Osama ben Laden wygrywa dziś tę wojnę? Przeprowadził
          zamachy 11 września. Wciągnął Amerykę w iracką pułapkę, czym zwrócił miliony
          muzułmanów przeciw USA...

          - Jest w tej analizie sporo racji, ale spróbuję ją obalić. Ben Laden był
          zaskoczony naszą reakcją. Sądził, że USA są papierowym tygrysem, który nie
          będzie miał ochoty na walkę. I wcale nie dziwię się, że tak myślał, bo Ameryka
          tak wyglądała wcześniej. Po ataku na amerykańskich żołnierzy w Bejrucie w 1983
          r. wycofała się z Libanu. Dekadę później świat zobaczył, jak amerykańscy
          żołnierze uciekali w popłochu z Mogadiszu w 1993 r. Hitler też myślał, że
          demokracje znajdują się w stanie dekadencji i nie będą z nim walczyć. On też się
          mylił.

          Nie ma Pan kłopotu z hańbą, jaką były tortury w Abu Ghraib? Poszliście walczyć z
          dyktatorem, który więził i torturował ludzi...

          - Ależ to wszystko przesada! Doszło do odrażających incydentów - to fakt. Było w
          nie zamieszanych kilku amerykańskich żołnierzy. Ale trzeba na to spojrzeć w
          szerszej perspektywie. W czasie II wojny światowej alianci - i Brytyjczycy, i my
          - też wyrządzali okropne rzeczy Japończykom i niemieckim więźniom. Takie rzeczy
          w czasie wojny się zdarzają. Zachowajmy proporcje.

          Tortury są teraz tak szeroko definiowane, że nie można by było nikogo
          przesłuchać. Ostrzejsze metody przesłuchiwania podejrzanych o terroryzm, jak
          niepozwalanie na sen, są już traktowane jako tortura. Tymczasem prawdziwe
          tortury to zrywanie paznokci, a nie brak snu. Żeby walczyć z terrorystami,
          trzeba mieć przede wszystkim informacje, a nie dużo wojsk - tu nie zgadzam się z
          wieloma moimi przyjaciółmi. Oczywiście, że jestem przeciwko torturom, ale
          gdybyśmy wiedzieli o możliwym ataku, który zagrażałby życiu wielu ludzi, byłoby
          rzeczą niemoralną nie posłużyć się nimi.

          Porozmawiajmy o tzw. antyamerykanizmie ...

          - Nie ma tzw. antyamerykanizmu. Jest antyamerykanizm.

          To niechęć wobec pewnego sposobu obecności USA w świecie.

          - Kiedy ponad 50 lat temu pojechałem na stypendium do Cambridge w Anglii,
          doświadczyłem po raz pierwszy, czym jest antyamerykanizm. Opisałem to w książce
          "Making it" i dziś mógłbym ten opis zacytować, a pan nie zorientowałby się, że
          to o sytuacji z 1951 r. Antyamerykanizm to postawa irracjonalna tak samo jak
          antysemityzm. Nie ma znaczenia, co Ameryka robi albo czego nie robi.

          Ta wrogość trwa od początku istnienia Ameryki. Nienawidzono tego kraju, bo
          reprezentował inny sposób życia, inny system społeczny i polityczny, inną
          kulturę - burżuazyjno-liberalną demokrację. Arystokracja w Anglii i we Francji
          modliła się o upadek Ameryki, bo jej przykład zagrażał hierarchicznej strukturze
          społecznej Europy. W bliższych nam czasach marksiści śnili o upadku Ameryki, bo
          była kapitalistyczna, materialistyczna i chciwa. Wbrew tylu nadziejom i złym
          życzeniom Ameryka, zamiast upaść, przetrwała wszystko - i nazizm, i komunizm.

          Antyamerykanizm to nic innego jak nienawiść do systemu
          liberalno-demokratycznego, do kraju, który zdołał - jak uważają jego wrogowie -
          zainfekować nim jak wirusem ogromną część świata.

          W moim kraju, jeśli ktoś reprezentuje krytyczną tradycję, która bez złudzeń
          ocenia nas samych, np. piętnuje antysemityzm, od razu przylepiają mu łatkę...

          - ... że ktoś jest antypolski, zgadłem?

          Z samego faktu krytyki Izraela nie wynika, że ktoś jest antysemitą. Jest jednak
          pewien typ krytyki Izraela, który płynie z antysemityzmu. Trzeba umieć to
          rozróżniać, zwracając uwagę na typ argumentacji, intensywność emocji, skrajność
          ocen. Z antyamerykanizmem jest podobnie - dwa tysiące lat temu antysemici mówili
          o Żydach to samo, co mówią dziś, niezależnie od tego, kim Żydzi są, co robili,
          gdzie robili i po co.

          Zaraz mi pan przerwie i powie, że chodzi o arogancję Ameryki, jej unilateralizm.
          Ale dla mnie i to nie jest do końca prawdą. Gdybym ja kierował sprawami tego
          kraju, to dopiero byłby unilateralny! Bush zabiegał o zgodę ONZ na interwencję w
          Iraku chyba osiem razy.

          W USA istnieje wiele konserwatyzmów, np. społeczny, który ma źródła w tradycji
          religijnej i tzw. konserwatyzm małego rządu, tj. sprzeciwu wobec znaczącej
          obecności państwa. Jakiego typu konserwatystą jest Bush?

          - Prawdę mówiąc, trudno się w tym dziś połapać. Bush jest konserwatystą, ale nie
          "małego rządu", na co narzekają zwolennicy tego nurtu. Konserwatyzm "małego
          rządu" jest bliski tradycji libertariańskiej, która jest pasierbicą anarchizmu.
          Im mniej rządu, tym lepiej, a najlepiej, żeby nie było go wcale - oto ideał.

          Moich poglądów nie określa jednak stosunek do roli państwa. Dla mnie liczy się
          tylko wojna. Kogo dziś obchodzi, jaka była polityka wewnętrzna prezydenta
          Trumana? Żyłem w tamtych czasach i nawet nie pamiętam. Liczy się to, że Truman
          wypowiedział zimną wojnę komunizmowi. To samo kryterium przykładam do
          prezydentury Busha.

          Bush jest konserwatystą silnego rządu. Uważa, że rząd jest dobrym instrumentem
          prowadzenia konserwatywnej polityki, co niektórzy konserwatyści uważają za
          wewnętrzną sprzeczność.

          A Pan?

          - Myślę, że politycznie to inteligentne zagranie. Przytłaczająca większość
          Amerykanów nie chce zmniejszania kompetencji rządu. Jeśli Republikanie zeszliby
          na pozycje "małego rządu", nie wygraliby dziś żadnych wyborów.

          Z kolei społeczni konserwatyści to nie moja bajka, traktuję ich jako sojuszników
          w sprawach, na których mi zależy, takich jak wojna, jak sojusz z Izraelem. Tak
          się składa, że religijni chrześcijanie w tym kraju są proizraelscy.

          I antysemiccy zarazem.

          - Niestety. Jednak najbardziej antysemiccy chrześcijanie to chrześcijańscy
          liberałowie, a przynajmniej najbardziej antyizraelscy. Z mojego punktu widzenia
          najlepszymi sojusznikami są konserwatywni katolicy - choć jako Żyd jeszcze sto
          lat temu tego bym nie powiedział. Ta ocena nie dotyczy wszystkich katolików, np.
          Pata Buchanana nie. Podobne są podziały wśród protestantów.
          • absztyfikant 4 09.04.07, 21:36
            Nie zawadza Panu sojusz z takimi ludźmi jak Pat Robertson, który ogłosił w TV,
            że 11 września był "boską karą dla społeczeństwa, które pławi się w
            sekularyzmie, pornografii i homoseksualizmie"? Albo z tymi, którzy walczą z
            teorią ewolucji Darwina? Albo takimi jak Bill O'Reilly, gwiazda prawicowej
            telewizji Fox News, który zachęcał terrorystów do uderzenia w Coit Tower w San
            Francisco, bo to miasto jest radykalnie antybushowskie?

            - Telewizja Fox to nie Bill O'Reilly, szczerze mówiąc, nie znoszę go! Pata
            Robertson za tamte słowa zdrowo ode mnie oberwał. To oczywiście idioci, ale z
            drugiej strony - nie reprezentują nikogo prócz siebie. Mamy 80 mln ewangelików i
            mogę pana zapewnić, że 99 proc. z nich uważa, że USA reprezentują Dobro, a ci,
            którzy nas zaatakowali - Zło. Trudno byłoby znaleźć drugiego, który by
            powtórzył, że 11 września był karą boską.

            Nie ma żadnej wojny z nauką, istnieje za to intelektualnie uprawniona krytyka
            darwinizmu. Naukowcy, którzy mówią, że Darwin miał 100 proc. racji, zachowują
            się jak Kościół wobec Galileusza, który nie pozwalał wątpić, podważać, stawiać
            pytań. Również w kwestiach takich jak badania nad komórkami macierzystymi nie ma
            żadnej wojny - to nadmuchiwanie sprawy. Zwolennicy nie dowiedli, że leczenie
            oparte na tych eksperymentach jest skuteczne. Nie mam w tej sprawie twardego
            stanowiska, ale niepokoi mnie zabawa w Pana Boga.

            Nie tylko liberałów niepokoją wpływy religijnej prawicy. Kevin Phillips, doradca
            republikańskich prezydentów Nixona i Reagana, uważa, że Ameryka staje się teokracją.

            - Debatowałem z Phillipsem w TV jeszcze wtedy, gdy on był na prawicy, a ja na
            lewicy... Teokracja? To paranoiczna fantazja liberałów! Jest dokładnie na odwrót
            - to nie religijni ludzie w tym kraju dokonują agresji na resztę, tylko reszta
            dokonuje agresji na nich, szczególnie poprzez sąd najwyższy. Religijni
            Amerykanie nie mogą ustawić w miejscu publicznym tablic z dziesięcioma
            przykazaniami, bo sąd powiedział: "Nie". Chcieli wprowadzić zakaz pornografii -
            sąd powiedział: "Nie".

            Paranoiczne fantazje podziela wielu liberalnych Żydów. Gdy ludzie pytają mnie o
            ich postawy, zawsze odpowiadam, że religią liberalnych Żydów nie jest judaizm,
            tylko liberalizm. Uważają, że Mojżesz zszedł z góry z tablicami, na których były
            zapisane prawa gejów i prawo do aborcji.

            To nie ludzie religijni, lecz świecka liberalna kultura w Ameryce jest
            imperialna. To właśnie spolityzowało religijnych Amerykanów, którzy od polityki
            zawsze trzymali się z daleka. Doszli jednak do momentu, w którym uznali, że
            jeśli nie zareagują politycznie, to zostaną zmieceni z powierzchni ziemi. Ich
            obecność w polityce wynikła z obronnego odruchu przeciwko agresji.

            ROZMAWIAŁ ARTUR DOMOSŁAWSKI

            * Norman Podhoretz

            ur. 1930, wpływowy ideolog i pisarz polityczny, były redaktor naczelny
            konserwatywnego miesięcznika "Commentary"

            O polityce USA na Bliskim Wschodzie mówili dla "Gazety"

            William Kristol: Jak ludzie w Europie mogą myśleć, że w Iraku co miesiąc ginie
            60-70 naszych chłopców w interesie amerykańskich firm naftowych? Giną tam po to,
            by w Iraku powstała demokracja, która będzie znakiem nadziei dla całego regionu.
            (nr z 15-16 lipca br.)

            Richard Rorty: Może powinniśmy usuwać niektórych tyranów, ale w krajach, w
            których jest szansa, że później powstanie tam jakiś sensowny, spokojny ład
            społeczny. W Iraku takich złudzeń nie miał nikt, kto miał rozum. Nie oczekiwano
            niczego poza chaosem. No i go mamy. (nr z 17- 18 czerwca br.)

            Francis Fukuyama: Podstawowy błąd neokonserwatystów polega na tym, że próbują
            promować demokrację środkami militarnymi. (nr z 8- 9 lipca br.)

            Zbigniew Brzeziński: Dzisiejsze amerykańskie hasło demokratyzacji Bliskiego
            Wschodu ma - jak sądzę - jedynie znaczenie taktyczne, powstało dla podważania
            pozycji pewnych niewygodnych państw i nie ma nic wspólnego z prawdziwą
            demokracją. (nr z 20-21 maja br.)

            Noam Chomsky: 11 września to prawdopodobnie najokrutniejszy zamach
            terrorystyczny w historii. Mamy więc wszelkie powody do obaw i strachu.
            Niestety, administracja Busha działa w sposób, którzy zwiększa to zag
          • blazare1 Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 21:37
            To jest wywiad z syjonistą i żydowskim nacjonalistą Podhoretzem, jednym z
            głównych ideologów "neokonserwatyzmu" przez złośliwych nazywanego "syjonizmem
            dla gojów". To mniej więcej tak jakby przeprowadzić wywiad z Hitlerem na temat
            "judenfrage"...
            • absztyfikant Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 21:42
              Habibi, to islamofaszyzm stanowi smiertelne zagrozenie dla liberalnej
              cywilizacji Zachodu, tak jak hitleryzm i komunizm wlasnie. Mozna sie z
              neokonserwatywnymi "lekarzami" spierac na temat takiego czy innego sposobu na
              zniszczenie tego nowotworu, ale ich diagnoza jest sluszna. Czasami chemioterapia
              czy naswietlanie nie wystarczaja i trzeba siegnac po skalpel...
              • blazare1 Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 21:52
                absztyfikant napisał:

                > czy naswietlanie nie wystarczaja i trzeba siegnac po skalpel...

                Yisrael Chai, Absztyś! Z takim podejściem do innych ludzi doczekacie się
                drugiego Adolfa szybciej niż wam się wydaje.
                • absztyfikant Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 21:58
                  Wisful thinking. Zreszta historia zna pewnego angielskiego gentlemana, ktory
                  stawial na 'appeasement' w relacjach z Hitlerem. Nazywal sie Chamberlain.
                  Wiadomo jak sie to skonczylo... 'Better be safe than sorry' - jak mowi stare
                  angielskie przyslowie habibi. Rzymianie ujmowali to bardziej dosadnie: si vis
                  pacem para bellum... Pokoj nie jest nikomu dany raz na zawsze.
                  • blazare1 Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:01
                    absztyfikant napisał:

                    > Pokoj nie jest nikomu dany raz na zawsze.

                    To prawda. Dlatego trzeba go szanować. I dlatego żydowscy podrzegacze wojenni
                    noszący miano "neokonserwatystów" powinni zostać odsunięci od władzy w Stanach
                    Zjednoczonych, a pseudopolski rząd, który wykonuje ich rozkazy powinien zostać
                    zmieciony przy pomocy kartki wyborczej.
                    • absztyfikant Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:05
                      Nie podniecaj sie zanadto, bo zaczynasz pisac róchellizmami. Mysle, ze te ekipy
                      wlasciwie oceni historia, ktora jest zwykle litosciwa do ludzi popelniajacych
                      bledy w dobrej wierze, ale bezlitosna dla ludzi robiacych za V kolumne w swoim
                      wlasnym hraju haibi.

                      >podrzegacze
                      • blazare1 Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:07
                        absztyfikant napisał:

                        > robiacych za V kolumne w swoim wlasnym hraju haibi.

                        Zgadzam się co do "V kolumny", choć nie jestem tak strasznym fanatykiem, by
                        określać tą źle kojarzącą się nazwą wszystkich polskojęzycznych Żydów, Absztyś...
                        • absztyfikant Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:09
                          W Polsce zasadniczo nie ma Zydow. Mialem na mysli ludzi Twojego pokroju. EOT.
                          • swarozyc Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:13
                            absztyfikant napisał: W Polsce zasadniczo nie ma Zydow.
                            ''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''''
                            Czlonkow gmin zydowskich jest gdziews 1100 czlonkow.
                            Natomiast cala reszta to Marzeccy, wrzesinscy lipowscy,lipeccy, Brodziki,
                            Rudzcy, Kaczmarkowie, Lewandowscy itp..itd..
                            • absztyfikant Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:16
                              Politycznie bez znaczenia. Co innego we Francji, gdzie mieszka kilkaset tysiecy
                              Zydow, nie wspominajac juz o Stanach Zjednoczonych...
                              • swarozyc Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:19
                                ten kit mozesz wciskac blondynkom na forum szczecin.
                                Pamietasz chyba dowcip z poczatku lat 90, o rzadzie mazowieckiego, gdzie
                                jedynem Arabem byl Syryjczyk?
                                Choc on tez swoj..
                                • absztyfikant Re: Absztyś, opanuj się.. 09.04.07, 22:23
                                  Ten dowcip byl troche inny... Tadeusz Syryjczyk nie jest Zydem, wierz mi.
                                  Zreszta ludzie pochodzenia zydowskiego z d. UW nie sa syjonistami Swarku. Np.
                                  Marek Edelman pluje na Izrael jak najety... To jest garstka ludzi...

                                  www.lodzkie.demokraci.pl/files/content/lodzkie.demokraci.pl/Image/ludzie/medelman.jpg
                                  • marcus_crassus ty to lubisz marnowac czas mam wrazenie 09.04.07, 22:25
                                    czy dysputy w tym gronie naprawde rozwijaja Cie intelektualnie?

                                    znasz takie powiedzenie: czas to pieniadz??
                                    • absztyfikant Re: ty to lubisz marnowac czas mam wrazenie 09.04.07, 22:30
                                      Moj ojciec jeszcze zyje i ma sie dobrze. Pilnuj swojego portfela plizzzz.
                                      • marcus_crassus Re: ty to lubisz marnowac czas mam wrazenie 09.04.07, 22:32
                                        sa rozne zboczenia. kazdy przechodzil w zyciu etap pt "zainteresowanie
                                        zwierzyncem"

                                        no coz. to trzeba przejsc samemu. jak swinke albo rozyczke
                                        • absztyfikant Re: ty to lubisz marnowac czas mam wrazenie 09.04.07, 22:35
                                          Jedni znajduja radoche w ogladaniu TV, drudzy w robieniu zakupow, a jeszcze inni
                                          w wesolym gaworzeniu na forum. Proste. A tak juz na marginesie: czy nie uwazasz,
                                          ze obsadzenie siebie w roli moralizatora i mentora traci groteska?
                                          • marcus_crassus Re: ty to lubisz marnowac czas mam wrazenie 09.04.07, 22:42
                                            >czy nie uwazasz,
                                            >ze obsadzenie siebie w roli moralizatora i mentora traci groteska?

                                            nie
                                          • blazare1 Re: ty to lubisz marnowac czas mam wrazenie 10.04.07, 06:05
                                            absztyfikant napisał:

                                            > ze obsadzenie siebie w roli moralizatora i mentora traci groteska?

                                            Uuuuu, szykuje się starcie dwóch gigantów :}
                                  • blazare1 Re: Absztyś, opanuj się.. 10.04.07, 06:04
                                    absztyfikant napisał:

                                    > Marek Edelman pluje na Izrael jak najety

                                    Na Polskę również... To już chyba objaw zaawansowanego Alzheimera, bo gdy był
                                    zdrowy, to pluł wyłącznie na Polskę, hehehe...
                            • blazare1 Re: Absztyś, opanuj się.. 10.04.07, 06:02
                              swarozyc napisał:

                              > Natomiast cala reszta to Marzeccy, wrzesinscy lipowscy,lipeccy, Brodziki,
                              > Rudzcy, Kaczmarkowie, Lewandowscy itp..itd..

                              Ci tak zwany nieoficjalni Żydzi o których mówisz mają właściwie dominujący
                              wpływ na to, co się dzieje w Polsce. Przykładem świeci tu Gazeta Wyborcza. Ta
                              wydawałoby się "lewicowa" i "antyrasistowska" gazeta stosuje przy naborze na
                              najwyższe stanowiska dziennikarskie zasadę, która więcej ma wspólnego z
                              postanowieniami ustawy norymberskiej niż rzetelną oceną kompetencji
                              potencjalnego pracownika. Niby wszyscy w "firmie" o tym wiedzą i nikomu tu nie
                              przeszkadza. Człowiek nie mogący wykazać się żydowskim pochodzeniem może tam co
                              najwyżej pracować w charakterze sprzątaczki, administratora sieci, donosiciela
                              kawy, albo moderatora na forach [cześć kropka, hehehe]...
                              • blazare1 Co do oficjalnych Żydów... 10.04.07, 06:12
                                ... te tysiąc z okładem Żydó zrzeszonych w gminach żydowskich to w większości
                                wspaniali ludzie, których należy chronić przed antysemityzmem i tutaj mają moje
                                poparcie. Sam znam kilka takich osób osobiście, od jednej nawet przez pewien
                                czas brałem kurs yiddish, ale jakoś nie miałem czasu, by kontynuować naukę. W
                                zamian uczyłem podstaw hebrajskiego. :)... Żydzi figurujący w rejestrach gmin
                                żydowskich i przyznający się do swojej narodowości są całkowicie niegroźni i
                                powinni być chronieni nawet bardziej niż zwykli obywatele. Zgrożeniem dla
                                Polski są Żydzi, którzy twierdzą, że są Polakami, a działają na szkodę własnego
                                kraju...
                          • blazare1 Re: Absztyś, opanuj się.. 10.04.07, 05:59
                            absztyfikant napisał:

                            > W Polsce zasadniczo nie ma Zydow.

                            Tak Absztyś, masz zupełną rację.
                            • blazare1 Re: Absztyś, opanuj się.. 10.04.07, 06:07
                              ... zwłaszcza jeśli chodzi o te "zasadniczo"....
      • blazare1 Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 21:35
        absztyfikant napisał:

        > Wojna z islamofaszyzmem będzie trwała trzydzieści, czterdzieści lat

        ... powiedział żydowski nazista Podhoretz, hahahaha...
        • absztyfikant Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 21:37
          Coz, na kazdego psa przyjdzie jego dzien.
          • blazare1 Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 21:38
            absztyfikant napisał:

            > Coz, na kazdego psa przyjdzie jego dzien.

            Mówisz o sobie i swoim właścicielu KraSSuli, czy o żydowskim neonaziście Podhoretzu?
          • yann17 Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 22:09
            absztyfikant napisał:

            > Coz, na kazdego psa przyjdzie jego dzien.
            >
            ----------------------------------


            na Busha też

            Ablue, pecte canem, canis est et plermanet idem
            • blazare1 Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 10.04.07, 19:19
              yann17 napisał:

              > na Busha też

              Gdyby tego idiotę wysłali na leczenie zamiast do biznesu, to żydowscy neonaziści
              musieliby znaleźć sobie innego kandydata na prezydenta o jego inteligencji, więc
              całkiem możliwe, że historia potoczyłaby się nieco inaczej. Takiego kretyna ze
              świecą szukać...
    • w_ojciech Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 09.04.07, 22:14
      Neocondoms to zguba Ameryki.

      Dobrze, że to wszystko dzieje się daleko od Polski.
      • blazare1 Re: Czym jest "neokonserwatyzm"? 10.04.07, 05:59
        w_ojciech napisał:

        > Dobrze, że to wszystko dzieje się daleko od Polski.

        Nie do końca, Wojciechu. Tarcza antyrakietowa czyniące z Polaków żywą zbroję
        chroniącą życie Żydów w USA i w Izraelu oraz wplątywanie Polski w konflikty na
        Bliskim Wschodzie to również ich sprawka. Właściwie nie można mieć o to do nich
        pretensji, skoro tzw. "polski rząd" waruje u ich nóg i spełnia każdą nawet
        najbardziej absurdalną zachciankę. No, ale w końcu skądś musiał wziąć miliardy
        złotych na kampanię wyborczą. Aktywiści PiS aż tak bogaci nie są, ani
        przedsiębiorstwa tak hojne...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka