zejman1
06.07.07, 08:56
Nowe pany Francji robia tak samo, jak te dawniejsze-socjaldemokratyczne,
tj.traktuja kase panstwowa jak swoja wlasna kieszen. Otoz zmuszono "pierwsza
dame" Francji, Cecilia Sarkozy, do oddania od rzadu karty kredytowej, ktora
oplacala swoje nie najtansze "lunczyki": a 129 i 272 euro.
Przedstawiciele ludu lubia i musza sobie dobrze podezrec, aby miec sily do
rzadzenia motlochem, opychajacym sie jakas chabanina za wlasne pieniadze.
Ciekawe, ze trend ten panuje wszedzie w Europie. Mona Sahlin ze Szwecji,
bedac w rzadzie socjaldemokraty Persona, tez w podobny sposob uzywala swoich
kart.Tak samo uzywali ich dostojni, "opozycyjni i prawicowi" -moderaci,
chadecy, centrysci a nawet komunisci. I zawsze tlumaczyli sie, ze "nie
wiedzieli, ze nie moga".
Ta biedna Cecilia, jestem przekonany, tez "nie wiedziala".
Ale w tej Francji, ktora zarazila jakobinska dzuma nieodwracalnie Europe byl
czlowiek, ktory wiedzial.Byl to Talleyrand.
Pewnego razu, gdy akurat rozbil bank w kasynie i jechal kareta ze swoja byla
kochanka i jej obecnym kochankiem, dostal przez konnego poslanca wiadomosc,
ze otrzymal urzad w...rzadzie rewolucyjnym.Wyrazil sie wtedy tak: "Nareszcie!
Dostalem urzad! Teraz bede bogaty!".I rzeczywiscie zostal bogatym
czlowiekiem.Zwraca uwage szczerosc jego wypowiedzi. Mala uwaga: Talleyrand
jest galionowa figura francuskiej dyplomacji.
(Z)