Gość: ixi
IP: *.chello.pl
15.08.03, 19:34
Gdybym miał sporządzić ranking najhaniebniejszych profesji wykonywanych przez
setki i tysiące lat przez istoty ludzkie, bez wahania wskazałbym na handlarzy
niewolników. Niemal słyszę już łaskawsze słowa „postępowców” stwierdzających,
że niżej podpisany- niegdyś reakcyjny kłamca i „tak zwany historyk z Opola”-
nawrócił się na jedynie słuszną ideologię. Błąd moi mili. Tym większy, że
dzisiaj zajmę się sprawą nadzwyczaj drażliwą: dominacją przedstawicieli
Wielce Czcigodnego- skądinąd- „Narodu Wybranego” w ogólnoświatowym
handlu „żywym towarem”. Żeby nie być posądzonym o stronniczość, niniejszy
tekst opieram głównie na pracach historyków żydowskich.
Ponad 50 lat temu Jacob Marcus, być może najznamienitszy historyk żydowski
połowy XX w., stwierdził w „Encyclopaedia Britannica” : „ W wiekach ciemności
(dla autora to średniowiecze- DR) handel zachodniej Europy pozostawał głównie
w ich (Żydów-DR) rękach, szczególnie handel niewolnikami...” Wspierał tym
samym nieco wcześniejszą uwagę S.Grayzela poczynioną w książce „Historia
Żyda: od Wygnania Babilońskiego do końca II Wojny Światowej” (Filadelfia
1948): „Żydzi byli najważniejszymi handlarzami niewolników...”
Zauważali to dużo wcześniej chrześcijańscy pisarze starożytni i
średniowieczni. Nie mogło być inaczej. Żydowscy handlarze, posiłkując się
biciem i- nazwijmy rzecz eufemistycznie- molestowaniem seksualnym,
dostarczali z Europy na Bliski Wschód tysiące urodziwych jasnowłosych kobiet
i dzieci. Była to rynkowa odpowiedź na preferencje śniadych, kruczoczarnych i
przede wszystkim bogatych klientów z Azji oraz północnej Afryki. Możemy tylko
domyślać się co czuli wyrwani z ognisk domowych młodzi ludzie, jakie dramaty
rozgrywały się na niewolniczych szlakach. Możemy również współczuć, chociaż
uczucie to zwykle rezerwujemy dla ofiar znanych z autopsji lub opowiadań
żywych świadków historii. Naturalna wybiórczość oraz skończoność ludzkiej
pamięci zawsze wpędzają mnie w przygnębienie. Podobnież- okrutna anonimowość
zbiorowego cierpienia ludzi żyjących w dawno minionych epokach. Jestem jednak
realistą: dzisiaj oni- pojutrze my.
Przytoczone wyżej fakty nie mogą budzić większego poruszenia. Basen Morza
Śródziemnego był przecież naturalnym rejonem działania żydowskich
handlarzy „żywym towarem”. Natomiast współczesne pokolenia wychowane na
filmach „made in Hollywood”, w których handlarzami czarnych nieszczęśników z
Afryki są niezmiennie anglosaskie typy spod ciemnej gwiazdy
(exemplum: „Amistad” Stevena Spielberga), za niespodziankę przyjmą
twierdzenie, iż Żydzi- niezbyt przecież liczni w angielskich (brytyjskich)
koloniach w Ameryce Północnej- dominowali również wśród handlarzy na
amerykańskich trasach niewolniczych. Oddajmy w tym miejscu głos żydowskiemu
historykowi Marcowi Raphaelowi („Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych:
historia dokumentalna”, t.14, N. Jork 1983) : „ Żydowscy kupcy odgrywali
wiodącą rolę w handlu niewolnikami. Rzeczywiście we wszystkich amerykańskich
koloniach, czy to francuskich (Martynika), brytyjskich lub holenderskich,
żydowscy kupcy często dominowali. Twierdzenie to odnosi się także do
kontynentu północnoamerykańskiego, gdzie w XVIII w. Żydzi uczestniczyli w
(trójkątnym handlu) polegającym na tym, że niewolników przywożono z Afryki do
Indii Zachodnich, tam wymieniano na melasę, którą następnie zabierano do
Nowej Anglii, gdzie następowała wymiana na rum, który z kolei wywożono na
sprzedaż do Afryki. Od 1750 r. do wczesnych lat 70-tych XVIII w., żydowski
handel na kontynencie zdominowali Isaac Da Costa z Charlestonu, David Franks
z Filadelfii i Aaron Lopez z Newport”.
W Ameryce Północnej głównym punktem handlu niewolnikami był Newport (Rhode
Island). Miasto to stanowiło „osiowe” centrum „trójkątnego biznesu”. Stąd
wywożono rum i melasę do Afryki, by powrócić z „żywym towarem” do Indii
Zachodnich oraz kolonii na stałym lądzie. Zapewne nie jest dziełem przypadku,
że Newport szczycił się najstarszą synagogą na kontynencie oraz największą i
najlepiej prosperującą społecznością żydowską w amerykańskich koloniach
Wielkiej Brytanii. Zarabiano ogromne pieniądze kosztem zdrowia i
życia „hebanowego ładunku”. Wspomniany mieszkaniec Newport Aaron Lopez,
potomek portugalskich marranów, był w II połowie XVIII w. jednym z
najpotężniejszych handlarzy niewolników w obu Amerykach. Jego licząca
dziesiątki statków flota bez przerwy krążyła po wodach Atlantyku. Warunki,
jakie zapewniano przewożonym pod pokładami niewolnikom wołały o pomstę do
nieba. Z zachowanego sprawozdania z dwóch podróży statku „Cleopatra”
(własność Lopeza) wynika, iż wojaży nie przeżyło 250 Murzynów. A mówimy tylko
o jednym statku i zaledwie dwóch jego „kursach”. Jeżeli nie nazwiemy tego
ludobójstwem, to co to słowo właściwie oznacza?!
Żydzi zdominowali handel niewolnikami nie tylko w amerykańskich koloniach,
ale i w całym Nowym Świecie. W fundamentalnej pracy autorstwa S.B.Liebmana „
Żydowstwo Nowego Świata,1492-1825: Requiem dla zapomnianych” (N.Jork 1982)
czytamy: „ Przypływali statkami z Afrykańczykami, których sprzedawano w
niewolę. Handel niewolnikami był królewskim monopolem, a Żydów często
mianowano królewskimi agentami ich sprzedaży... W całym regionie Karaibów
flota handlowa była głównie żydowskim przedsięwzięciem. Statki były ich
własnością, obsadzały je żydowskie załogi, żeglowały pod rozkazami żydowskich
kapitanów”. Inny żydowski badacz przeszłości, Arnold Aharon Wiznitzer („
Żydzi w kolonialnej Brazylii”, 1960), dodaje nie bez pewnej dumy: „ Kompania
Zachodnioindyjska, która zmonopolizowała import niewolników z Afryki,
sprzedawała ich na publicznych aukcjach za gotówkę. Tak się składało, że
gotówkę przeważnie posiadali Żydzi. Kupcy, którzy pojawiali się na aukcjach
byli prawie zawsze Żydami. Z powodu braku konkurencji mogli oni nabywać
niewolników po niskich cenach ( a potem odstępować plantatorom na kredyt
ściągany przy następnych zbiorach w cukrze- DR).... Jeżeli zdarzało się , że
data danej aukcji pokrywała się z żydowskim świętem- odraczano ją. Tak było w
piątek, 21 października 1644 r.”.
Żydzi byli także posiadaczami niewolników w Ameryce Północnej. Wspomniany
Jacob Marcus napisał w innej książce („Żydowstwo Stanów Zjednoczonych. 1776-
1985”, Detroit 1989) : „ Przez cały wiek XVIII, aż do początków XIX w., Żydzi
na Północy mieli własnych czarnych służących (niewolników- DR) ; na Południu
kilka plantacji żydowskich opierało się na pracy niewolniczej. W 1820 r.
ponad 75% żydowskich rodzin z Charlestonu, Richmond i Savannah posiadało
niewolników zatrudnionych w charakterze służby domowej ; ponad 40% żydowskich
właścicieli gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych posiadało 1 lub
więcej niewolników... Bardzo mało Żydów w USA protestowało z pobudek
moralnych przeciwko...niewolnictwu”. Dodam do tego wywodu tylko tyle, że
mniej niż 10% pozostałych białych Amerykanów było w tym czasie posiadaczami
niewolnej siły roboczej.
Solidne publikacje przedstawione powyżej były przede wszystkim adresowane do
żydowskiego czytelnika zainteresowanego historią własnego narodu. Jednak w
momencie gdy tematem zajęli się mniej lub bardziej „medialni” nie- Żydzi,
rozpoczął się-trwający do dnia dzisiejszego- proces umniejszania, wręcz
minimalizowania roli Żydów w haniebnym procederze handlu niewolnikami.
Wyrazem tego trendu były liczne publiczne wypowiedzi żydowskich naukowców,
wzmiankowany film „Amistad” oraz poświęcone mu artykuły na łamach ‘Time’a”
czy „Newsweek’a”. Natomias