Gość: jerzy
IP: *.02-11-6c756e2.cust.bredbandsbolaget.se
25.08.03, 19:04
Zaliczajacy sie do grupy najlepszych islamologow na swiecie, Bernard Lewis, w
wydanej w zeszylym roku ksiazce ,"What went wrong? The clash between Islam
and Modernity in Middle East", pisze m.in., ze " we wsztystkich dziedzinach
doznali Arabowie upokarzajacych niepowodzen: zamiast ekonomicznego rozwoju -
nedza dla wiekszosci i skorumpowana ekonomia, zalezna wylacznie od jedynego
zrodla dochodu - wydobycia i eksportu ropy naftowej za pomoca zachodniej
technologii i azjatyckiej sily roboczej."
Zamiast postepow w rozwoju panstw w kierunku wiekszej wolnosci i
demokracji , osiagnieto tylko ekonomiczna stagnacje, w ktorej dyktatury
wszelkiej masci stoja na strazy "stabilizacji" podczas gdy za ta "inna",
arabska alternatywa dla Zachodu, stoja najciemniejsze, ekstremalne sily
polityczno-religijne.
I co ciekawe: kraje arabskie nie obawiaja sie "zachodniej technologii",
lecz "uzachodnienia" swoich panstw , zarazenia ich "bakcylem Zachodu".
Rzecz jasna za zaistniala tragiczna sytuacje polityczno - gospodarcza sa
przez tzw."elity" arabskie oskarzane panstwa Zachodu, przy czym
najczestszym, "konstruktywnym"(i czysto retorycznym) pytaniem jakie sie
stawia, jest pytanie w stylu:" Kto nas do tego doprowadzil?"
W powszechnej atmosferze terroru odpowiedz na to pytanie nasuwa sie
automatycznie: jest to "piata kolumna" (zwolennicy reform gospodarczo-
politycznych) lub "Oni" - tj. zlowrogi swiat Zachodu.
Bardziej "swiatli intelektualisci" islamscy dochodza do tych samych
odpowiedzi, stawiajac pytanie "inaczej":
"Jaki popelnilismy blad?" - bardzo popularne w zywych dyskusjach "o
odrodzeniu swiata arabskiego" w Jedda czy Kairze i wiadace dyskutantow
wprost w mroki teorii konspiracyjnych i neurotycznych fantazji , ktore
zawsze skrywaja tych samych, wiecznych i zacietych wrogow swiata arabskiego:
Ameryke, Izrael czy jak wywodza uczenie niektorzy arabscy "intelektualisci -
"kraje Zachodu".
W ten sposob wlasciwie powtarzaja mysli swego najwiekszego "filozofa"
(najwiekszego, jaki wydal swiat arabski od czasow Saladyna), Sayyida Qutba -
choc powieszonego przez Nassera , to przeciez dzis bedacego czolowym
bohaterem wszystkich paramilitarnych terrorystycznych grup arabskich (z Al -
Kaida wlacznie), wieszczacym posepnie "koniec Zachodu" i nastanie "swiata
Bozego" opartego we wszystkim o Koran - "slowo Boze".
Ale Sayyid Qutb i jego dzielo,"W cieniu Koranu", to jakby
kondensat "mistycyzmu" Orientu: jego kretych (lub nawet prostych - to nie ma
znaczenia) i smierdzacych ulic, traktowanych przez te kulturalne narody jako
publiczne szalety, bezladnego ruchu pojazdow, kawiarni pelnych osobnikow
bezmyslnie podrzucajacych cale godziny sznury paciorkow , jakichs bud w
ktorych czasami produkuja sie "gwiazdy " tanca brzucha. Juz na pierwszy rzut
oka widac, ze malo kto pracuje (oprocz pakistanskich i
europejskich "importow") a cala ta bezmyslna, bezcelowa krzatanine (lub
martwy bezruch) przerywa od czasu do czasu wycie muezina : pora na walniecie
glowa w kierunku Mekki. Ustaje wszelki ruch .
Nawet praca - jesli kiedykolwiek kto w Oriencie pracowal.
Tak wyglada "mistyczny" Orient na pierwszy rzut oka ale, oczywiscie, sa to
moje subiektywne odczucia, ktore wcale nie musza odpowiadac prawdzie.
A jaka ona jest? A moze jednak subiektywizm jest w tym przypadku realna
rzeczywistoscia?
Chyba tak, bo potwierdza je najnowszy raport ONZ, ktory zalicza caly swiat
arabski - pomimo jego niezwyklych dochodow z eksportu ropy naftowej - do
najbardziej zacofanego rejonu swiata.
"Arab Human Development Report 2002", opracowany przez wielu niezaleznych
(wg. qutbowskiej wykladni nalezalo by ich zaliczyc do zdrajcow i skazac na
kare smierci - co sie zreszta od czasu do czasu dzieje) arabskich badaczy
wykazuje, ze o jakosci zycia w Oriencie, ktora dla wielu ludzi Zachodu
zaczyna stanowic "interesujaca alternatywe"(dla innych codzienna,
propagandowo-agenturalna prace - chocby tylko na tym "Forum") decyduja,
przede wszystkim, " five deficits". Jest to:
- brak wolnosci (brak wolnych wyborow i wolnej, nieocenzurowanej prasy),
- niskie (lub zadne - 43% Arabow jest analfabetami przy sredniej 29 %
dla "krajow tzw. Trzeciego Swiata), wyksztalcenie,
- niedofinansowywanie osrodkow badawczo - rozwojowych ,
- brak komputerow ( tylko 1,2% populacji posiada komputer)
-brak "womanpower" ( a te kobiety, ktorym pozowolono pracowac z reguly
zajmuja najnizsze stanowiska pracy).
Wnioski, jakie badacze wyciagneli daje sie sprowadzic do jednego, ale za to
zasadniczego: socjalna mizeria gospodarcza i brak wolnosci znajduje odbicie
w nagich cyfrach ("arabskich", zreszta). Co nam mowia te cyfry ?
Otoz to, ze 280 milionow Arabow , odliczywszy dochod z eksportu ropy
naftowej od calosci eksportu (liczonego dla wszystkich krajow arabskich)
jest mniejszy, niz….Finlandii, majacej tylko 5 milionow obywateli i ktora,
startujac po wyniszczajacej wojnie z Sowietami prawie od zera, doszlusowala
dzisiaj do swiatowej czolowki.
Podobnie jak Izrael, ktory na swych historycznych ziemiach (doprowadzonych
do ruiny przez kilkusetletnia okupacje arabska) zbudowal silne, nowoczesne
panstwo. Jest to , rzecz jasna ,sprawa nie tylko checi ale i wyksztalcenia
ogolu obywateli , umiejetnosci realizacji planow oraz mozolnej, wytrwalej
pracy.
Czyli tego wszystkiego, czego Arabom permanentnie brakuje i do czego
najwyrazniej nie sa zdolni.
(J)