eres2
23.03.08, 22:54
7.III.1941 r. weszło w życie rozporządzenie Himmlera z dn. 4.III.41
o niemieckiej liście narodowej i obywatelstwie niemieckim na
obszarach wschodnich, ustanawiające instytucję niemieckiej listy
narodowej - Deutsche Volksliste (DVL) na obszarach polskich
wcielonych do Rzeszy. Rozporządzenie Himmlera było konsekwencją
tajnego okólnika Himmlera dotyczącego spraw selekcji
narodowościowej, które ukazało się wcześniej, bo 12.IX.1940 r..
Owo rozporządzenie Himmlera oraz tajne postanowienia wykonawcze
ministra Fricka z dn. 13.III. owego roku ustalały różnego rodzaju
stopnie przynależności państwowej, wprowadzając zasadę podziału
ludności na cztery grupy. Do I grupy (Reichsdeutsche) zaliczono
Niemców z pochodzenia, którzy do wybuchu wojny aktywnie pracowali na
rzecz Rzeszy i otwarcie przyznawali się do niemieckości. Byli to
tzw. aktywni Niemcy. Do II grupy DVL (Volksdeutsche) desygnowano
Niemców z pochodzenia, którzy kultywowali swe tradycje tylko w domu
i środowisku zamieszkania, zachowując niemieckość. Byli to tzw.
bierni Niemcy. Osobom zaliczonym do grup I i II przysługiwał
najwyższy stopień obywatelstwa niemieckiego i dowody osobiste
(Ausweis der Deutschen Volksliste) barwy niebieskiej. Nazwiska o
brzmieniu polskim osób grup I i II ulegały najczęściej zniemczeniu i
to z reguły z woli zainteresowanych (np. Król na Kroll, Majewski na
Meyer itp.).
Do III grupy (Eingedeutschte) zaliczono osoby pochodzenia
niemieckiego spolonizowane (spokrewnione z Niemcami, kiedyś wyznania
protestanckiego itp.) lub nie będące Niemcami, ale "ciążące ku
niemieckości" (tak traktowali Niemcy m.in. Ślązaków, Kaszubów i
Mazurów), a według Gauleitera ALBERTA FORSTERA (Gau Danzig-
Westpreussen) w ogóle wszystkie osoby znające język niemiecki lub
posiadające nazwisko czy imię niemieckie. W ocenie hitlerowców
gwarantowały one szybką "regermanizację". Osoby takie posiadały
dowody osobiste (Ausweis) barwy zielonej. Wpisani do grupy III DVL
nie mogli być przyjmowani do NSDAP, a jedynie do przybudówek tej
organizacji, jak HJ/BDM, S.A., NSFK i NSKK. Nazwiska o brzmieniu
polskim osób grupy III miały ulec zniemczeniu w okresie
przewidzianym do uzyskania obywatelstwa pełnoprawnego.
Każdej z czterech grup listy narodowej przypisane były inne
przywileje; najkorzystniejsze [kartki żywnościowe z najwyższymi
przydziałami żywności oraz talony (Bezugscheine) na szeroki
asortyment różnych dóbr] przysługiwały osobom z grup I i II.
Jednakże na wszystkich osobach wpisanych na DVL, zarówno na
Niemcach, jak i na Polakach, ciążył ten sam obowiązek służby
wojskowej.
W efekcie realizacji przez Gauleiterów osławionego rozporządzenia
Himmlera z dn 4.III.41 r. takich nowo-kreowanych Niemców polskiego
pochodzenia (Volksdeutsche i Eingedeutschte), było na obszarze
inkorporowanym do Rzeszy łącznie ok. 3,5 miliona. Łatwo więc
wywnioskować, ilu mężczyzn z tej liczby polskiej ludności mogło
zasilić Wehrmacht w mięso armatnie; wg niemieckich historyków w
samym tylko Wehrmachcie służyło 250 tys. żołnierzy niemieckich
narodowości polskiej. Niemieccy żołnierze Wehrmachtu przezywali
owych żołnierskich towarzyszy – Polaków „die Beutekameraden”
(zdobyczni towarzysze broni).
W audycji telewizyjnej zatytułowanej „Beutekameraden: Polnische
Soldaten in der Wehrmacht”, nadanej w swoim czasie przez stację
telewizyjną ARTE, wykorzystano szereg wywiadów przeprowadzonych z
Polakami, byłymi żołnierzami Wehrmachtu. Wielu z nich służąc w
Wehrmachcie nawet nie znało języka niemieckiego, rozumieli jedynie
niemieckie komendy wojskowe. Pewien Ślązak, jeden z owych weteranów
Wehrmachtu, opowiedział reporterowi (setnie przy tym ubawiony!) o
pewnej haniebnej sytuacji, kiedy to jego kompania, złożona w
większości z „polskich” wehrmachtowców, wkraczając do
właśnie „zdobytego” przez nich francuskiego miasteczka, nie była w
stanie zaśpiewać nawet jednej niemieckiej piosenki wojskowej. Wobec
czego dowódca pozwolił im zaśpiewać jakąkolwiek im znaną polską. I
oto kompania hitlerowskiego Wehrmachtu radośnie zaśpiewała polską
pieśń ... „wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani”.
Jawi się retoryczne pytanie: jak zachowywali się owi polscy
Beutekameraden, gdy ich wehrmachtowskie jednostki dokonywały na
różnych frontach zbrodni wojennych? Czy może dowódcy „naszych”
wehrmachtowców usłyszeli od nich: „ich mach’s nicht mit!” (nie wezmę
w tym udziału)? Któż byłby skłonny w to uwierzyć?