Dodaj do ulubionych

Dlaczego akurat Tybet,skoro gorsze rzeczy dzieją

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.08, 15:45
na znacznie większą skalę choćby w tureckim Kurdystanie??? Czy
dlatego,że Chiny to konkurent USA, a Turcja - sojusznik? Co z
Irakiem, Afganistanem,Birmą,.....???;-)
Obserwuj wątek
    • szklanka_mroku Re: Dlaczego akurat Tybet,skoro gorsze rzeczy dzi 30.03.08, 16:45
      A tu akurat masz rację. Nie wiem, czy na większą skalę, ale nie o
      skalę tu chodzi. Kurdystan to tragedia!!! A można wiedzieć, co
      robisz, żeby tę sytuację zmienić? Protestujesz pod ambasadą turecką?
      Piszesz apele? Jeśli tak, to podaj info - przyłączę się. Bo wiesz,
      gadać to każdy potrafi...
      • cygan37 Re: Dlaczego akurat Tybet,skoro gorsze rzeczy dzi 30.03.08, 20:48
        Nikt nie ma moralnego prawa upominać się o prawa Kurdów czy Tybetańczyków kto
        zdradził braci Serbów w Kosowie.
        Najpierw zadbajmy o praworządność i sprawiedliwość w Europie.
    • Gość: dolphiness Re: Dlaczego akurat Tybet,skoro gorsze rzeczy dzi IP: *.ists.pl 30.03.08, 20:48
      To doskonałe pytanie, które sama sobie zadaję. Dlaczego akurat Tybet
      porusza mnie tak głęboko, że nie potrafię oderwać się od myślenia o
      tym, co można zrobić, bo faktycznie potrzeba działania. Pomysłów
      przełomowych nie mam, ale mój umysł jest nastawiony na poszukiwanie
      rozwiązania i sojuszników 24 godziny na dobę. To prawda, są miejsca,
      w których dzieją się rzeczy gorsze, na pewno przykładając do nich
      ludzką skalę.
      Patrząc z punktu widzenia człowieka nie bez znaczenia jest oprawca.
      Nie chodzi aż tak o to, czyim jest wrogiem, ale czyim wrogiem może
      się stać i jaki potencjał zniszczenia z sobą niesie, jeśli tym
      wrogiem się stanie. Totalitaryzm jest niebezpieczny nie tylko
      dlatego, że za nic ma ogólnie przyjęte ludzkie wartości, ale głównie
      dlatego, że nie uznaje indywidualności, bez względu na to, po której
      jest się stronie. Niszczy nie tylko wrogów systemu, ale też tych,
      którzy go podtrzymują, bo obu stronom odbiera szansę
      samostanowienia, a więc poczucie odpowiedzialności. Ludzkość
      przestaje być zbiorem jednostek walczących w imię jakieś ideologii -
      staje się masą, działającą mechanicznie na podstawie programu,
      którego poszczególne jednostki już nawet nie rozpoznają.
      Irracjonalność jest wpisana w ten program, warunkiem jego
      funkcjonowania jest utrzymanie niskiego poziomu edukacji
      obywatelskiej przy wysokich kompetencjach potrzebnych do sprawnego
      funkcjonowania systemu. Tu leży błąd dotychczasowych działań,
      mających na celu demokratyzację Chin. Rozwój ekonomiczny nie
      zadziała, bo tam nie kształci się niezależnych, odpowiedzialnych
      obywateli, ale roboty, bezbłędnie wykonujące swoje zadania.
      Mechanizacja i rozwój nowoczesnych technologii nie są przypadkiem,
      są warunkiem zachowania status quo. Dehumanizacja na maksa.
      Tendencje przeciwne stanowią potencjalne zagrożenie. Wszystko, co
      może doprowadzić do zadawania pytań, kwestionowania zastanego
      porządku jest niebezpieczne. Wszystko, co otwiera drzwi do
      indywidualizmu. Czyli w przypadku ludzi właśnie religia, a ściślej
      mówiąc jednostkowy rozwój duchowy. Owszem, można kwestionować
      wolność w religii w każdym wyznaniu, ale nie da się zaprzeczyć, że
      religia stawia na ducha i wartości wyższe, a te, praktykowane i
      rozwijane, wcześniej czy później prowadzą do postaw oporu wobec
      tego, co niesprawiedliwe, dla człowieka niszczące. Można zredukować
      człowieka do pozycji pionka, a można dać mu siłę gracza,
      zasiadającego po jednej lub drugiej stronie szachownicy. Jednostki
      wybitne są czasem w stanie wybić się ponad szachownicę i z tej
      pozycji kontrolować całą rozgrywkę, dbając o nie tylko o ochronę
      króla i zwycięstwo jednej ze stron, ale o wszystkie figury na placu
      boju. Tak wielka siła duchowa wydaje się jednak śmiertelnie
      niebezpieczna dla gracza, który przywykł do pionków i innych zasad
      gry nie zna.
      Tybet to miejsce, w którym uczono się innych zasad postępowania.

      Konflikt w Tybecie jest dla mnie konfliktem cywilizacyjnym, bo w
      najczystszej formie oddaje walkę tego, co głęboko duchowe z tym, co
      materialne. Miejsca, o których wspominasz to poziom ludzki, z
      wyjątkiem Birmy, która wpisuje się w tę samą walkę. My, dzieci
      cywilizacji ducha, nawet jeśli niewierzący, uznajemy prawa człowieka
      za oczywiste, bo są one prawami naturalnymi, a istota naszej
      ludzkiej natury jest nam ciągle bliska. Stąd wielce naturalne jest
      Twoje pytanie o inne miejsca, w których dostrzegasz podobne, albo
      jeszcze gorsze zbrodnie. Dla mnie jednak nie jest tu najistotniejsza
      ilość krwi czy stopień tragedii, ale to na jakim poziomie odbywa się
      walka. Bo z tego wynikają konsekwencje, które dotkną wszystkich, w
      każdym zakątku świata.
      Tybet jest testem naszego człowieczeństwa, właśnie z powodu istoty
      tego konfliktu. Jeśli nie zdamy, jeśli odpuścimy, staniemy przed
      perspektywą wielkiej cywilizacyjnej zmiany. W książkach do historii
      będziemy wtedy mieć streszczenie dziejów cywilizacji w trzech
      etapach: kultura antyczna, kultura duchowa, kultura totalitarna.
      Jeśli przegramy tę walkę o naszą ludzką godność, totalitaryzm
      przestanie być słowem niosącym negatywne konotacje - stanie się
      zwykłym opisem świata.
      Dlatego Tybet.
      • Gość: ;-) Wg.Ciebie USA nie są zdehumanizowane???;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.08, 00:22
        A śodniowieczni tybetańscy lamowie, to nie jest po prostu kilkaset
        tysięcy darmozjadów wykorzystujących swój naród(często wyjątkowo
        okrutnymi metodami!), którzy natrafili na konkurencję silniejszego i
        nowoczesniejszego drapieżnika???;-))))))))))))))))
        • Gość: dolphiness Re: Wg.Ciebie USA nie są zdehumanizowane???;-) IP: *.ists.pl 31.03.08, 13:26
          Czy Stany Zjednoczone są zdehumanizowane? Moim zdaniem mieszkańcy
          tego kraju są zdemoralizowani, podobnie jest na całym świecie, ale w
          myśleniu o tej sprawie staram się wskazać na tę najistotniejszą
          cechę człowieka - jego indywidualność i jednostkową
          odpowiedzialność. Wydaje mi się, że kultura amerykańska nie ma z tym
          większych problemów, w sensie ważnej roli jednostki.
          Co do lamów-darmozjadów, rozwój duchowy i praca nad sobą to
          kolosalny wysiłek. Można zarzucać ludziom wybierającym tę drogę, że
          nic konkretnego nie robią, jednak kolejnym stopniom oświecenia
          towarzyszy wzrost etyczny. Takie osoby są bardzo pozytywne dla
          otoczenia - nie każdy musi sięgać czy choćby pragnąć szczytów,
          jednak poziom etyczny czy moralny osób w danym otoczeniu wyznacza
          standardy tego otoczenia, a to już ma znaczenie dla wszystkich.
          Rzadko spotyka się dzisiaj ludzi po prostu dobrych, jeszcze rzadziej
          jednak ktoś narzeka na ich towarzystwo, choć dla niektórych może być
          męczące :-). Ja tam bym chciała być sąsiadką takiego Jego
          Świątobliwości Dalajlamy ;-).
          A już poważnie, cóż, staram się być uczciwa i muszę przyznać, że
          potrafię sobie wyobrazić nadużycia nawet w klasztorach buddyjskich.
          Prawdą też pewnie jest, że styl życia Tybetańczyków może wydawać się
          nieadekwatny do wymogów współczesności. Jednak to właśnie król
          buddyjski w Bhutanie zrzeka się władzy na korzyść krzewienia
          demokracji. W ogólnym cynizmie warto się przyjrzeć takim postawom,
          decyzjom i działaniom i zastanowić się nad tym, czy nie warto
          podtrzymać i wzmocnić tego, co je kreuje.
          Np. mahajana, która kładzie nacisk na altruistyczne i współczujące
          poczucie odpowiedzialności za dobro wszystkich czujących istot jako
          na podstawę osiągnięcia oświecenia. Podaję wytłumaczenie jednej z
          głównych tradycji buddyzmu w "Świecie buddyzmu tybetańskiego" Jego
          Świątobliwości Dalajlamy.
          Z drugiej strony ten "średniowieczny" Dalajlama prowadzi rozmowy z
          naukowcami o światowej renomie - o teorii względności, fizyce
          kwantowej, kosmologii i buddyjskiej filozofii. Krótko mówiąc okazuje
          się bardzo nowoczesny w budowaniu pomostu między wielowiekową
          religią a najnowszymi kierunkami w nauce - okazuje się, że obie
          strony mogą ze zgromadzonej wiedzy, doświadczeń i intuicji
          korzystać. Istnieje na przykład taki Mind and Life Institute.
          Myślę, że to nie kwestia mięśni, ale właśnie starcia dwóch różnych
          wizji świata.
        • hiperrealizm Re: Wg.Ciebie USA nie są zdehumanizowane???;-) 05.04.08, 15:39
          Gość portalu: ;-) napisał(a):

          > A śodniowieczni tybetańscy lamowie, to nie jest po prostu kilkaset
          > tysięcy darmozjadów wykorzystujących swój naród(często wyjątkowo
          > okrutnymi metodami!), którzy natrafili na konkurencję silniejszego
          i
          > nowoczesniejszego drapieżnika???;-))))))))))))))))
          ================================================================
          nawet jesli masz rację to o tym co się w Tybecie dzieje powinni
          decydować Tybetańczycy a nie Chińczycy.
        • Gość: eptesicus w USA [po prostu ludzie są wolni IP: *.chello.pl 06.04.08, 21:42
          poza tym nie widzę, żeby godzić się na jednego drapieżnika, w zamian
          za drugiego

          > A śodniowieczni tybetańscy lamowie, to nie jest po prostu kilkaset
          > tysięcy darmozjadów wykorzystujących swój naród(często wyjątkowo
          > okrutnymi metodami!), którzy natrafili na konkurencję silniejszego
          i
          > nowoczesniejszego drapieżnika???;-))))))))))))))))

          • Gość: :-) ;-))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))))))))) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.04.08, 21:47
            Chyba nie wiesz co piszesz.Co najwyżej są zniewalani nieco inaczej;-)
            • Gość: eptesicus w USA nie ma cenzury, zwłaszcza internetowej... IP: *.biology.univ.gda.pl 07.04.08, 13:35
              ...ludzie sami wybierają sobie takie władze, jakie im się podoba, od
              prezydenta po burmistrza. W kraju funkcjonuje realna wolność słowa -
              a w Chinach nie. Trzeba mieć zryty łeb lewackimi bredniami,
              zrodzonymi chyba na "Kongresach Pokoju" i innych spędach
              organizowanych przez Moskwę w wiadomych czasach ;-)) żeby wierzyć że
              ludzie są tam bardziej zniewalani (lub choćby w podobny sposób) niż
              w Chinach. "USA jako kraj wyzysku i ucisku", prawie państwo
              policyjne ;-)))))) oczywiście kierowane przez Żydów, pardon -
              syjonistów.

              Ale po co bić pianę - powiedzcie wreszcie po prostu NA CZYM POLEGA
              TO SŁYNNE ZNIEWOLENIE LUDZI W USA. Idzie się do więzienia za
              publiczne drwiny z Busha? Czy może za krytykę Kongresu? A może za
              protesty przeciwko niszczeniu przyrody w jakimś parku narodowym? Czy
              za domaganie się zwrotu ziemi przez jakieś plemię indiańskie? Czy za
              protesty przeciwko wprowadzeniu opłat za obiady dla dzieci w
              szkołach? Czy za protesty przeciwko wojnie w Iraku? A może państwo
              mówi tam ludziom gdzie mają mieszkać czy też zamyka za ujawnianie
              korupcji we władzach miasta czy w Sądzie Najwyższym? A może zmusza
              kobiety w ciąży do aborcji? Wsadza ludzi za głoszenie idei
              niepodległości Hawajów?
      • Gość: eptesicus nie przeginaj w drugą stronę IP: *.chello.pl 05.04.08, 14:16
        > Konflikt w Tybecie jest dla mnie konfliktem cywilizacyjnym, bo w
        > najczystszej formie oddaje walkę tego, co głęboko duchowe z tym,
        co
        > materialne

        czy naprawdę jak ludzie opowiadają się po jakiejś
        stronie, to muszą ją akceptować bez zastrzerzeń? Tybet to nie był
        jakiś raj na ziemi, ale podobnie jak Mongolia przed wkroczeniem
        ruskich, dziwaczny klerykalny skansen, spetryfikowany feudalny
        światek, trzymany za pysk przez totalnie konserwatywne
        duchowieństwo. To nie były kraje mające swój kościół, ale kościół
        mający swój kraj jako dodatek i przystawkę. Władza kościoła który
        żył bardzo przyziemnymi sprawami, tocząc walki o władzę, gromadząc
        bogactwa, angażując się w różne wewnętrzne intrygi, trując i
        mordując skrytobójczo swoich przeciwników politycznych, ogłupiając
        naród różnymi zabobonami (bo wzniosła i zawiła filozofia buddyjska
        nie była przecież dla ciemnego ludu, więc mnisi zajmowali się - na
        użytek tegoż ludu - tak bardzo buddyjskimi praktykami jak wróżenie z
        wnętrzności zarżniętych owiec, wypędzaniem złych duchów i
        błogosławieniem zbiorów). Taki osobliwy świat stworzył oszałamiające
        dziedzictwo kultury materialnej, ba, cały krajobraz kulturowy z
        owymi tysiącami klasztorów, świętych gór, modlitw wypisanych i
        wyrytych na wszystkim co się dało, kopców z chorągiewkami ku czci
        miejscowych górskich bogów, których włączyli do buddyjskiego
        panteonu aby kontrolować lud - unikalny i wizualnie piękny świat,
        którego materialne dziedzictwo warto było zachować dla potomności.
        Ale nikt przy zdrowych zmysłach nie twierdzi, że z ochrony piramid w
        Gizie i świątyń w Abu Simbel wynika konieczność akceptowania władzy
        faraona. Tysiące klasztorów - nie ma w tym nic złego, tylko że na
        ogromnych obszarach (całą Mongolia i północna część Tybetu) były to
        JEDYNE TRWAŁE BUDOWLE. Uduchowieni nauczyciele duchowi? Poszczególne
        szkoły buddyzmu tybetańskiego toczyły ze sobą krwawe walki o władzę
        polityczną, podczas walk palono klasztory, a walki toczyli sami
        uzbrojeni mnisi! Dopiero dGelugs-pa, szkoła Dalajlamy, sprowadziła
        do Tybetu wojska mongolskie, które krwawo złamały opór przeciwników
        i pozwoliły ostatecznie zapanować nad Tybetem. To potrafili lamowie
        robić, ale rządząc Tybetem nie potrafili zrobić z niego nowoczesnego
        państwa. Potrafili zabijać, ale nie potrafili stworzyć nowoczesnej
        armii. Doprowadzili do zamknięcia brytyjskiej szkoły w Lhasie i
        zwalczali możliwość nowoczesnej edukacji - a przecież bez tego nie
        było szans na wykształcenie otwartych na świat polityków i
        dyplomatów, którzy przedstawiliby sprawę Tybetu światu i
        doprowadziliby do międzynarodowego uznania jego niepodległości np.
        przez ONZ. Ale oni udawali, że żadne ONZ nie istnieje i w żadnym
        wypadku nie chcieli pozwolić, żeby świeccy uczyli się sami i
        otwierali na świat. Naród który ma starsze piśmiennictwo niż Polska
        i własny alfabet od ponad 1000 lat, składał się w większości z
        analfabetów, bo pisać uczono tylko w klasztorach, a tam uczono tylko
        filozofii buddyjskiej, przekazów tantrycznych i rytuałów. Sam
        Dalajlama mówi, że wykształcenie jakie odebrał, nie było odpowiednie
        dla przywódcy XX-wiecznego państwa. Chłopów batożono za
        nieposłuszeństwo, opornych wbijano na pal, wydłubywano oczy i
        obcinano język za bluźnierstwa, nie ma to porównania z masowymi
        zbrodniami Chińczyków, ale się zdarzało. Raj to nie był, a ludzie
        żyli w brudzie, bez higieny i wiedzy, za wyjątkiem kleru i - jakby
        stłamszonej przez mnichów i odstawionej na boczny tor - świeckiej
        arystokracji. Gdyby szlachcie i królom udało się jak w Bhutanie
        obalić mnichów i samego Dalajlamę, może losy tego kraju potoczyłyby
        się inaczej i zachowałby niepodległość.

        Całym sercem popieram walkę Tybetańczyków o swoje prawa i wolność,
        popieram też Jego Świątobliwość Dalajlamę, bo wiem że nie chce on
        powrotu do teokracji, ubolewam nad zniszczeniem tybetańskiej
        kultury - ALE NIE IDEALIZUJCIE TYBETU PRZEZ KOMUNISTYCZNYM NAJAZDEM!
        • hiperrealizm Nikt rozsądny Tybetu nie idealizuje 05.04.08, 15:43
          Jednak to Tybetańczycy powinni mieć prawo do decydowania jaką formę
          ma mieć ich państwo.
          Może im odpowiada klerykalny skansen? Nikomu nie mozna narzycać tzw.
          nowoczesności.
          • Gość: eptesicus nie chodzi o nowoczesność tylko o wolność IP: *.chello.pl 05.04.08, 15:57
            > Jednak to Tybetańczycy powinni mieć prawo do decydowania jaką
            formę
            > ma mieć ich państwo.

            zgoda (wszędzie piszę o tym na forum), ale to batożony chłop
            powinien odpowiedzieć czy chce być dalej batożony, nie zaś jego pan
            czy wielki lama klasztoru do którego wioska należy. Tak samo jak nie
            ma co mówić, że Chińczycy (czy np. Irakijczycy za Saddama) akceptują
            autorytarną władzę/dyktaturę i odpowiada im ustrój niedemokratyczny,
            bo co to znaczy? Akceptowaliby, gdyby nikt się nie buntował. Czy
            akceptuje to więziony i torturowany opozycjonista? Bo to, że
            akceptuje przesłuchujący go funkcjonariusz bezpieczeństwa, jest bez
            znaczenia. Wreszcie skąd ma być wiadomo, że naród akceptuje taką a
            nie inną formę władzy, skoro nie można zrobić tam wolnych wyborów
            ani referendum niekontrolowanego przez władzę?
        • Gość: dolphiness OK.! IP: *.ists.pl 05.04.08, 22:40
          Nie idealizuję. W tym poście skoncentrowałam się na poziomie
          duchowość a komunizm chiński, w następnym wspomniałam, że i w
          buddyjskich klasztorach mogło się różnie dziać. Nie oceniam całej
          historii buddyzmu, ale to, co moim zdaniem stanowi sedno konfliktu.
          Wydaje mi się istotne, by właściwie ocenić to, co się tam dzieje, a
          właściwa ocena w moim odczuciu zawiera właśnie tę prawdę, że chodzi
          tu o pełne zniszczenie duchowej natury człowieka i wyższych
          wartości. Dlatego uważam, że to sprawa poważna i że dotyczy nas
          wszystkich, a Tybet stanowi test dla reszty świata, bo stanowi
          precedens dla społeczności chińskiej. Ustala, co jest OK., a co już
          nie jest. Kiedyś mówiłam, że Chiny będą największą potęgą światową
          za 10 lat - nie był to popularny pogląd, raczej śmieszny - i
          pomyliłam się w czasie, potrzebowali trochę więcej lat, by zdobyć
          dzisiejszą pozycję. Dziś mówię, że Chiny jeszcze trochę się wzmocnią
          i sięgną po ambicje imperialne, być może w porozumieniu z Rosją.
          Jeśli przyszłość pokaże, że się mylę, na pewno nie będę płakać, że
          nie miałam racji.
          Co do obecnego stanu buddyzmu jako religii i wartości, jakie niesie,
          moim zdaniem bardzo cennych i najlepiej realizowanych właśnie w
          postawie Jego Świątobliwości Dalajlamy, także w odniesieniu do
          zdobyczy naukowych Zachodu, polecam lekturę samego autora, czyli
          właśnie Dalajlamy. Jak dalece odszedł od "zacofania" widać choćby
          w "Nowej fizyce i kosmologii" pod redakcją Arthura Zajonca.
    • tornson Co z Osetią? Gruzini tylko czekają na wycofanie 31.03.08, 11:22
      się wojsk rosyjskich, by zemścić się na Osetyńcach i zrobić im rzeź. A świat w
      tym sporze popiera gruzińskich katów a nie Rosjan którzy strzegą tam spokoju.
      • Gość: eptesicus niech Osetyńcy połączą się ze swoimi braćmi z... IP: *.chello.pl 05.04.08, 14:17
        ...z północy, mają do tego prawo, ale Gruzini nie są katami
        • tornson Gruzini rzeczywiście nie,ale ten pyzaty Stalin-bis 08.04.08, 17:08
          który tam rządzi i jego poplecznicy to już nieobliczalni i niebezpieczni ludzie.
    • agnieszkaa93 Re: Dlaczego akurat Tybet,skoro gorsze rzeczy dzi 31.03.08, 14:09
      Jakbyśmy mieli takie nastawienie "Dlaczego Tybet a nie co innego" to
      na siłe znalezlibysmy wiele takich miejsc. Tybet walczy o swoje
      prawa. I my musimy działac ! Moim zdaniem pytanie to jest bezsensu.
      To tak jakby ktoś zapytał Dlaczego Polska ? Gdy własnie w naszym
      kraju narodziła się Solidarność. A dlaczego nie na Ukrainie?
      Białorusi ? Czy innych państwach ZSRR.
      Ktoś przedemną napisał ze caly czas obmysla jak może działać. Ja
      podobnie i chyba dlategozalogowałam się na forum. Np.: dzisiaj jest
      31 marca Miedzynarodowy Dzień Akcji na Rzecz Tybetu. W szkole na
      plecaku miałam naklejoną małą flage Tybetu ktorą wczoraj zrobiłam.
      Zainteresowanym osobą tłumaczyłam dlaczego ją mam przy sobie. Myśle
      ze i takie małe kroczki maja znaczenie. Wielu moich rowniesników
      nawet nie wiedziało gdzie jest Tybet. Niektorzy nawet pytali co to
      jest. Uświadamianie jest ważne.
      • Gość: dolphiness Re: Dlaczego akurat Tybet,skoro gorsze rzeczy dzi IP: *.ists.pl 31.03.08, 20:01
        Agnieszko, pochwalam i super, że tak działasz. Powiem Ci, że nie
        dziwi mnie wcale to, iż ludzie nie wiedzą, co to Tybet, zwłaszcza
        Twoi rówieśnicy. 93 to rok Twoich urodzin? Masz 15 lat? Jeśli tak,
        to robisz coś bardzo ważnego i jest to cenne, ponieważ w polskich
        szkołach nie uczy się o Tybecie, nie stanowi to części tzw.
        wykształcenia ogólnego, a powinno. To fantastyczne, że młodzi ludzie
        jak Ty starają się uzupełnić tę lukę i uświadomić koleżankom i
        kolegom, że także takie miejsca istnieją i dzieję się w nich coś
        ważnego. A przy okazji pytań, które mają większy lub mniejszy sens,
        super, że nie zadajesz pytania "dlaczego ja?", tylko po prostu
        działasz. Respekcik :-))))
        • agnieszkaa93 Re: Dlaczego akurat Tybet,skoro gorsze rzeczy dzi 31.03.08, 20:34
          Bo zadaje "Dlaczego nie ja ?" Jakby każdy myślał "Dlaczego Ja?" to
          nadal żylibyśmy jak w epoce kamienia łupanego.
    • hiperrealizm Dlatego, że 05.04.08, 15:01
      wyjątkowo obrzydliwą praktyką jest gwałcenie miszek buddyjskich przy
      pomocy palek elektrycznych, co jest ulubionoą zabawą chińskich
      straźników w więzieniach w Tybecie.
      =======================================
      To nie jest jedyny i najważniejszy powód, ale wystarczający by
      protestować!
      • Gość: szaraczek Re: Dlatego, że IP: *.chello.pl 05.04.08, 15:28
        nadal ta "zabawa" jest popularna? kurcze na wszystkich kontynentach to chyba
        występuje co jakiś czas... ostatnio pamiętam że w ameryce południowej mieli
        takie pomysły... ludzie wszedzie są tacy sami... szkoda że nie tacy dobrzy tylko
        tacy prymitywni...
        • hiperrealizm chińczycy mają w tym szczególne upodobanie n/t 05.04.08, 15:30

          • agnieszkaa93 Re: chińczycy mają w tym szczególne upodobanie n/ 08.04.08, 20:19
            To jest okropne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka