Dodaj do ulubionych

czy Polska zawetuje konstytucje UE?

21.09.03, 14:54
hmmm - z jednej strony byloby to zadziwiajace ze nowy kraj spowoduje masakre
calego planu UE..

z drugiej strony jesli tak to mozemy zawdzieczac to tylko jednej osobie - i
to paradoksalnie ktora chyba do Polakow najcieplej nie podchodzi - Erice
Steinbach...

doslownie nie wierze znajac charakter naszego narodu ze po tej awanturze
ktokolwiek zgodzilby sie na ograniczanie znaczenia Polski na rzecz niemiec...

po prostu wydaje sie to obecnie niemozliwe...

partia ktora zgodzi sie na ustepstwa spotka sie w kraju z totalna jak sie
wydaje krytyka - a opozycja tylko na to czeka...

jednym slowem - kazda zgoda na ustepstwo to nie tylko przypuszczalnie zgoda
wirtualna poniewaz w kraju to nie przejdzie ale po prostu totalna kleska
wyborcza i byc moze upadek rzadu.

Obserwuj wątek
    • titus_flavius jeszcze Polska nie jest członkiem UE 21.09.03, 16:21
      Ave,
      a już polscy syjoniści na zlecenie USA chcą ją rozbić. Zapominają przy tym, że
      jeszcze wszystkie państwa UE nie ratyfikowały przyjęcia Polski do UE.
      Francja jeszcze nie wyraziła zgody na akcesję Polski ...
      T.



      marcus_crassus napisał:

      > hmmm - z jednej strony byloby to zadziwiajace ze nowy kraj spowoduje masakre
      > calego planu UE..
      >
      > z drugiej strony jesli tak to mozemy zawdzieczac to tylko jednej osobie - i
      > to paradoksalnie ktora chyba do Polakow najcieplej nie podchodzi - Erice
      > Steinbach...
      >
      > doslownie nie wierze znajac charakter naszego narodu ze po tej awanturze
      > ktokolwiek zgodzilby sie na ograniczanie znaczenia Polski na rzecz niemiec...
      >
      > po prostu wydaje sie to obecnie niemozliwe...
      >
      > partia ktora zgodzi sie na ustepstwa spotka sie w kraju z totalna jak sie
      > wydaje krytyka - a opozycja tylko na to czeka...
      >
      > jednym slowem - kazda zgoda na ustepstwo to nie tylko przypuszczalnie zgoda
      > wirtualna poniewaz w kraju to nie przejdzie ale po prostu totalna kleska
      > wyborcza i byc moze upadek rzadu.
      >
    • Gość: JOrl Re: czy Polska zawetuje konstytucje UE? IP: *.dip.t-dialin.net 21.09.03, 16:38
      Znowu marcus Strateg. A wiec mozna z Polska "po dobroci". Jako ze Ty drogi
      marcusie bardzo lubisz kiedy PLN nie dewaluuje sie w stosunku do walut
      zachodnich, a budzet polski jest w stanie rozpaczliwym, wiec sie troche (tez i
      z mojej kieszeni bo place podatki w Niemczech!) Tobie podrzuci abyscie sie na
      wszystko zgodzili. Bo inaczej bedzie 1 € np. 8 PLN. I wtedy bedziesz
      wrzeszczal, prawda marcusie? Bo przeciez Ty zyjesz w Polsce na garnuszku
      zwlszcza Niemiec.
      A jak sie uprzecie, to ta Konstytucja przejdze pozniej. Ale Ty przestaniesz
      korzystac z uciech zachodnich. Bo PLN poleci na leb.
      No coz, ciekawe co tam u was w Polsce przewazy? Chciwosc na pieniadza? Czy
      honor? Mysle ze chciwosc. Bo tak sie juz dzieje 14 lat.
      Pozdrowienia
    • titus_flavius co za megalomania 21.09.03, 16:58

      Ave,
      swoją drogą, podobnie jak klice Millera, tak i Tobie woda sodowa uderza do
      głowy. Naprawdę myślisz, że Polska może stwarzać przeszkody Francji, Niemcom i
      ich sojusznikom?
      O znaczeniu danego kraju świadczy potencjał gospodarczy i szacunek sąsiadów. Na
      Polskę sąsiedzi patrzą niechętnie, a PKB Polski jest 15 razy mniejsze od
      niemieckiego.
      Co najwyżej Polska może uzyskać tyle, że UE pozostanie wyłącznie strefą wolnego
      handlu, a integracja polityczna będzie sie odbywała bez Polski. Starci na tym
      wyłącznie Polska, bo w handlu nie ma sentymentów i nikt nie zgodzi się na
      dopłacanie do Polski. Obawiam się, że te 10 mld Euro Niemcy i Francja będą
      wolały wydać na modernizację swej armii.
      T.


      marcus_crassus napisał:

      > hmmm - z jednej strony byloby to zadziwiajace ze nowy kraj spowoduje masakre
      > calego planu UE..
      >
      > z drugiej strony jesli tak to mozemy zawdzieczac to tylko jednej osobie - i
      > to paradoksalnie ktora chyba do Polakow najcieplej nie podchodzi - Erice
      > Steinbach...
      >
      > doslownie nie wierze znajac charakter naszego narodu ze po tej awanturze
      > ktokolwiek zgodzilby sie na ograniczanie znaczenia Polski na rzecz niemiec...
      >
      > po prostu wydaje sie to obecnie niemozliwe...
      >
      > partia ktora zgodzi sie na ustepstwa spotka sie w kraju z totalna jak sie
      > wydaje krytyka - a opozycja tylko na to czeka...
      >
      > jednym slowem - kazda zgoda na ustepstwo to nie tylko przypuszczalnie zgoda
      > wirtualna poniewaz w kraju to nie przejdzie ale po prostu totalna kleska
      > wyborcza i byc moze upadek rzadu.
      >
      • marcus_crassus ps-kto na tym straci - proba szantazu Polski w 21.09.03, 17:28
        jakikolwiek sposob to Polska bardziej amerykanska od USA :)))),jak tego ktos
        chce to czemu nie ;))))
      • Gość: JOrl Re: co za megalomania IP: *.dip.t-dialin.net 21.09.03, 17:59
        Niezaleznie od Polski Niemcy/Francja beda w scislym sojuszu. I tak naprawde
        mysle ze nastapi gleboki podzial pomiedzy zintegrowanymi krajami d/Fr/Belgia i
        obrzezem, gdze sie bedzie stawialo tylko tzw. montownie Balcerowicza. Co i sie
        juz dzieje.
        Zreszta dlatego ten rozpaczliwy skok politykow polski na strone USA. Niestety
        wynikajacy z falszywych przeslanek o stosunku sil w Swiecie.
        A z drugiej strony czeka Rosja!
        Polska w tych ostatnich latach robila wszystko aby Rosji szkodzic no i jak sie
        okaze np. w Iraqu, ze krol (czyli USA) jest nagi to cala postawa polityki
        zagranicznej Polski runie.
        Stad ta nerwowosc w pracie polskiej. Np. jesli chodzi o Niemcy.
        Pozdrowienia
        • titus_flavius Kto popiera Francję-Niemcy? 21.09.03, 18:03
          Ave,
          na pewno Belgia i Luksemburg. Zapewne jeszcze Grecja, Cypr, Malta i może
          Austria i Irlandia.
          T.



          Gość portalu: JOrl napisał(a):

          > Niezaleznie od Polski Niemcy/Francja beda w scislym sojuszu. I tak naprawde
          > mysle ze nastapi gleboki podzial pomiedzy zintegrowanymi krajami d/Fr/Belgia
          i
          > obrzezem, gdze sie bedzie stawialo tylko tzw. montownie Balcerowicza. Co i
          sie
          > juz dzieje.
          > Zreszta dlatego ten rozpaczliwy skok politykow polski na strone USA. Niestety
          > wynikajacy z falszywych przeslanek o stosunku sil w Swiecie.
          > A z drugiej strony czeka Rosja!
          > Polska w tych ostatnich latach robila wszystko aby Rosji szkodzic no i jak
          sie
          > okaze np. w Iraqu, ze krol (czyli USA) jest nagi to cala postawa polityki
          > zagranicznej Polski runie.
          > Stad ta nerwowosc w pracie polskiej. Np. jesli chodzi o Niemcy.
          > Pozdrowienia
    • marcus_crassus Polska wystarczy zepowie "veto" i koniec 21.09.03, 17:27
      nie ma zadnej procedury prawnej na ominiecie tego.jakakolwiek proba dzialania
      na druga furtke to poczatek rozpadu UE gdzie niektore kraje po prostu sie
      wycofaja (i mowie tutaj o Europie Wschodniej) a dzieki pani Steinbach (hehe,z
      nieba nam spadla - moze mossad ja namowil)?po prostu ustapstwo ze strony
      negocjatorow rownaloby sie politycznemu samobojstwu w Polsce - PiS juz czeka
      na taki podarunek...

      nie ma jak sie wydaje mozliwosci na akceptacje tego - i niewazne co powiedza
      niemcy i francja - nasz negocjator po prostu moze pokazac swoj tylek i wyjsc.

      takie mamy prawo titus,a ty czego sie wypowiadasz???

      pytanie bylo do Polakow a nie do palestynow
    • titus_flavius PAP/Francja: najpierw Konstytucja, potem Polska 21.09.03, 17:29
      Większość państw UE nie ratyfikowała jeszcze jej poszerzenia


      (PAP) 21-09-2003, ostatnia aktualizacja 21-09-2003 16:46

      21.9.Bruksela (PAP) - Po sobotnim referendum na Łotwie zgoda 10 przyszłych
      państw członkowskich Unii Europejskiej na przystąpienie do niej nie budzi już
      wątpliwości, ale poszerzenie UE wymaga jeszcze ratyfikacji w 13 obecnych
      państwach członkowskich

      Według zestawienia sporządzonego w połowie września przez sekretariat
      Parlamentu Europejskiego, jedynymi państwami Unii, które ratyfikowały do tego
      czasu Traktat Akcesyjny o przystąpieniu 10 nowych państw, były Dania (w
      czerwcu) i Niemcy (w lipcu)

      Procedury ratyfikacji traktatu, podpisanego w kwietniu w Atenach, rozpoczęto w
      większości państw członkowskich, ale w Belgii, Irlandii, Luksemburgu i
      Portugalii nie wyznaczono nawet jeszcze orientacyjnego terminu zakończenia
      ratyfikacji

      Tymczasem wśród eurodeputowanych, eurokratów i dziennikarzy francuskich
      pojawiła się "koncepcja", że Francja powinna poczekać z zakończeniem
      ratyfikacji na wyniki konferencji międzyrządowej w sprawie przyszłej unijnej
      konstytucji, która rozpoczyna się w przyszłym miesiącu w Rzymie

      Oficjalnie przedstawiciele Francji nie chcą tego potwierdzić, ale "prywatnie
      ostrzegają", że niektórzy politycy w tym kraju chcieliby się najpierw przekonać
      o "dobrej woli" Polski i innych krajów przystępujących do Unii w sprawie
      konstytucji, zanim zatwierdzą Traktat Akcesyjny

      Burzliwej debaty ratyfikacyjnej oczekuje się także w Holandii, w której gorąca
      dyskusja, nieprzyjemna wobec kandydatów, odbywała się w tej sprawie w
      październiku 2002 roku przed zakończeniem negocjacji członkowskich

      Współrządzący z chadekami liberałowie ostro krytykowali wtedy opóźnienia w
      dostosowaniu kandydatów i korupcję w Polsce, Czechach, na Łotwie i Słowacji.
      Według informacji Parlamentu Europejskiego, w Holandii przewiduje się
      zakończenie ratyfikacji dopiero w styczniu 2004 roku

      Krajem, w którym ratyfikacja może się przeciągnąć ze względów
      czysto "technicznych", jest natomiast Belgia. Zatwierdzić Traktat Akcesyjny
      musi tu bowiem aż siedem izb - prócz federalnego Senatu i Izby Reprezentantów
      także pięć parlamentów regionalnych i wspólnotowych

      W najbliższym czasie - do początków listopada - ratyfikację planowały
      parlamenty Austrii, Finlandii, Grecji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Na późną
      jesień (przełom listopada i grudnia) zaplanowano ją w Szwecji i we Włoszech

      Jacek Safuta (PAP) ap/ itm/
      • ed_ Re: PAP/Francja: najpierw Konstytucja, potem Pols 12.12.03, 18:27
        I znowu nasz mały arabek łże jak nawiedzony dając linki do newsów z września.
        Przeczytaj sobie tutaj obszczymurze.
        www1.gazeta.pl/swiat/1,34209,1796658.html
    • titus_flavius dla Polaków można zrobić wiele .... 21.09.03, 17:40
      Ave,
      z Polakami nic. Któż to powiedział?
      Francja i Niemcy lepiej by zrobiły wspierając w Polsce konkretne projekty i
      dając subsydia w zamian za stałe poparcie polityczne.
      Na przyjęcie Polski do UE jest za wcześnie, gdyż polskie elity nie rozumieją
      sensu integracji europejskiej. Mylą jedność europejską z poddaństwem wobec USA!
      T.
      • marcus_crassus moj maly arabie - my tutaj dyskutujemy jesli nie 21.09.03, 18:13
        zauwazyles o tym co jest najlepsze dla Polski - a wiec Polacy moga porozmawiac
        co byloby najlepszym wyjsciem dla nas i dla naszego kraju...

        natomiast ty znow gadasz z punktu widzenia hmmm...araba albo czegos w tym
        stylu nawet za bardzo sie nie kryjac ze zupelnie nie rozpatrujesz sprawy z
        punktu widzenia tego co jest dobre dla Polakow...

        nie dziw sie wiec na drugi raz jak ktos bedzie cie ganial po ulicach ze jestes
        tylko brudnym smierdzielem - sam jak widzisz przyczyniasz sie swietnie do tego
        ze taka mamy w Polsce opinie o ludziach o arabskich rysach twarzy...

        jak jakas mniejszosc chce zeby inni ich nie lubili to latwo to zrobia...

        wiec zrob nie wszczynaj jeszcze wiekszych odruchow nienawisci wzgledem siebie
        ze strony Polakow - bo jak ciebie czytam (nie w postach antysemickich ani
        proarabskich bo to tylko hobby dla mnie ale w postach antypolskich) to staje
        sie nieco rasista...

        i jest to dla mnie bardzo przykre bo rasizmem pogardzam...

        ale moja sugestia slowami Adama Miskiewicza(on to napisal o zydach):

        bylo to jakos tak:

        "nie pchaj palcy miedzy drzwi <arabie>(tutaj bylo "zydzie" w oryginale)
        nie o ciebie tutaj idzie"
        • titus_flawius rozumiem, że masz jedną ojczyznę ... 21.09.03, 19:22
          Ave,
          ale dlaczego właśnie Izrael? Nie myśl, że zapomniałem o Twoich planach
          zrobienia w Polsce II Izraela, z Polakami w roli Palestyńczyków.
          Czy takim jak Ty się to podoba, czy nie, Europa jest projektem politycznym. A
          rządzi w niej Francja-Niemcy, którzy są istnym słoniem politycznym. Gdy Polska
          będzie im mieszać zostanie rozdeptana niczym pchła. A USA temu przyklasną za
          koneksje na Bliskim Wschodzie. Mogą też bez wysiłku zgnieść Polskę gospodarczo,
          albo też odwołać się do Polaków ponad głowami polskiej syjonistycznej "elity".
          Ze wszystkich badań opinii publicznej w Polsce wynika, że do niezależności od
          UE najbardziej są przywiązani politycy, którym silna UE ograniczy możliwość
          kradzieży z publicznej kasy.
          T.




          marcus_crassus napisał:

          > zauwazyles o tym co jest najlepsze dla Polski - a wiec Polacy moga
          porozmawiac
          > co byloby najlepszym wyjsciem dla nas i dla naszego kraju...
          >
          > natomiast ty znow gadasz z punktu widzenia hmmm...araba albo czegos w tym
          > stylu nawet za bardzo sie nie kryjac ze zupelnie nie rozpatrujesz sprawy z
          > punktu widzenia tego co jest dobre dla Polakow...
          >
          > nie dziw sie wiec na drugi raz jak ktos bedzie cie ganial po ulicach ze
          jestes
          > tylko brudnym smierdzielem - sam jak widzisz przyczyniasz sie swietnie do
          tego
          > ze taka mamy w Polsce opinie o ludziach o arabskich rysach twarzy...
          >
          > jak jakas mniejszosc chce zeby inni ich nie lubili to latwo to zrobia...
          >
          > wiec zrob nie wszczynaj jeszcze wiekszych odruchow nienawisci wzgledem siebie
          > ze strony Polakow - bo jak ciebie czytam (nie w postach antysemickich ani
          > proarabskich bo to tylko hobby dla mnie ale w postach antypolskich) to staje
          > sie nieco rasista...
          >
          > i jest to dla mnie bardzo przykre bo rasizmem pogardzam...
          >
          > ale moja sugestia slowami Adama Miskiewicza(on to napisal o zydach):
          >
          > bylo to jakos tak:
          >
          > "nie pchaj palcy miedzy drzwi <arabie>(tutaj bylo "zydzie" w oryginale)
          > nie o ciebie tutaj idzie"


          • Gość: Wqrwiony2 "ty mały arabie..." - jaka głębia, jaki dowcip, oh IP: *.kra.cdp.pl, / *.waw.cdp.pl 21.09.03, 19:25
            Crassus - nie odpowiedziałeś mi, czy rodzice pozwalali ci się bawić
            żołnierzykami, kiedy byłeś mały?
            • marcus_crassus jak sie przyjezdza w gosci to sie nie poucza 21.09.03, 19:44
              gospodarza co dobre dla jego domu...

              jak sie komus ten dom nie podoba to won do Palestyny.

              wystarczy..

              ps-pozwalali :)
              • Gość: mirmil A NIE MOWILEM? :D IP: *.uBRgrb01.supercable.es 21.09.03, 19:47
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=8087627&a=8093399
                sa ludzie ktorzy potrafia myslec wylacznie w kategoriach: zyd/arab :)
                • Gość: wqrwiony2 A najlepsze, że on tak na poważnie. IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 21.09.03, 19:52
                • marcus_crassus a co to ma niby byc?pytanie bylo "co bedzie dobre 21.09.03, 19:53
                  dla Polski,a jakas szmata mi tutaj opowiada jak nalezy z Polska postepowac
                  zeby realizowala interesy nie jej obywateli ale hmmm...francji???palestyny???
                  syrii???

                  no to moze przypomne w takim razie ze -

                  dyskusja miala byc miedzy Polakami
                  o tym co jest dobre dla Polski


                  a jakas menda mi przychodzi i mowi jak Polske nalezy "usadzac"

                  to gospodarz toleruje goscia jak dlugo jest mily a nie na odwrot..jak sie do
                  kogos przychodzi,sra mu na srodku mieszkania,bije wazony a na koniec
                  wrzeszczy "ratunku,ratunku,bija" to niech mi nie probuje wmowic ze jest
                  poszkodowany...

                  kapisz mirmil?

                  jak ci sie Polska nie podoba to won do syrii,palestyny czy gdzie indziej i tam
                  sobie gadaj co Polska musi zrobic zeby bylo dobrze arabom...

                  i tam masz do tego prawo - ale nie tutaj...

                  jasne??czy cos wytlumaczyc?
                  • Gość: mirmil przepraszam, nie zauwazylem: IP: *.uBRgrb01.supercable.es 21.09.03, 20:16
                    zdaje mi sie, ze tytusik mowil tutaj o niemczech i francji. a ty do niego cos
                    tam o arabach?

                    tobie sie wszystko z jednym kojarzy.
                    • marcus_crassus taaa???to poczytaj sobie forum...mi sie titus 21.09.03, 20:40
                      stanowczo z arabami kojarzy...no,chyba ze tym razem wystapil w interesie
                      francji...:)
              • Gość: wqrwiony2 Mirmił miał rację - masz "arabiki w oczach" - IP: *.waw.cdp.pl / *.waw.cdp.pl 21.09.03, 19:51
                Jak tylko ktoś ci się nie podoba, to Arab (bliżej - Palestyńczyk).
                A wszystko wyrasta z pospolitego braku wykształcenia i kultury.
                • marcus_crassus nie,nie podoba mi sie ze ktos mi sra na srodek 21.09.03, 19:55
                  pokoju w moim domu,jak ktos by do mnie przyszedl i chocby zbil wazon i sie
                  zaczal cieszyc dostalby w morde i wylecial z obitym pyskiem :))))

                  to chyba logiczne???czy tolerancja polega na tolerowaniu srania???
    • barnaba7 Tytus, w twoich bratnich arabskich krajach 21.09.03, 19:47
      elity polityczne skutecznie okradaja wlasne narody od jakis 50-ciu lat.

      Ani USA, ani ZSRR, ani teraz Unia nie sa w stanie
      temu haniebnemu procederowi przeszkodzic.
      Mam nadzieje, ze ta uwaga da Ci cos do myslenia.
      • titus_flavius Re: Tytus, w twoich bratnich arabskich krajach 21.09.03, 20:11
        Ave,
        owszem - to jest prawda, ale zważ, że są to rządy wzorowane na zachodnich! Nie
        mają nic wspólnego z tradycją islamską.
        Są jednak wyjątki: Iran oraz przede wszytskim Hezbollah i Hamas, które na
        podległych sobie terenach rządzą bardzo sprawnie i bez korupcji. Liczą bowiem
        na nagrodę w niebie. I to jest właśnie przyszłość rządów w krajach islamskich.
        T.


        barnaba7 napisał:

        > elity polityczne skutecznie okradaja wlasne narody od jakis 50-ciu lat.
        >
        > Ani USA, ani ZSRR, ani teraz Unia nie sa w stanie
        > temu haniebnemu procederowi przeszkodzic.
        > Mam nadzieje, ze ta uwaga da Ci cos do myslenia.
        • Gość: US POLSKA MOZE ZAWETOWAC......... IP: *.proxy.aol.com 21.09.03, 20:15
          ....SWOJA GLUPOTE......NIC WIECEJ.....NIKT SIE Z polska NIE LICZY......NAWET
          ALBANIA :))))))
    • titus_flavius Jakiej UE potrzebują Polacy? 21.09.03, 20:34
      Ave,
      zacznijmy od końca. Niewątpliwie Polacy chcą żyć w kraju zamożnym,z dobrą
      infrastrukturą, sprawnie rządzonym przez uczciwą władzę.
      To zaś może zapewnić jedynie silna UE: taka w której bogatsze części będą
      dopłacać do biedniejszych, a złodziejstwo i nieudolność polskich talmudystów u
      władzy będzie powściągane przez brukselskie wędzidło.
      W tej sytuacji wszystko co sprzyja budowie silnej UE jest w interesie Polaków,
      a to co ją osłabia wbrew nim.
      Jeżeli ktoś więc sprzeciwia się budowie silnej UE występuje wbrew interesom
      Polaków, a że Konstytucja UE ją umacnia - to przeciwnicy jej są eo ipso wrogami
      Polaków.
      Owszem, jest grupa mieszkańców Polski którym silna UE jest nie w smak. Sa to
      wspomniani talmudyści, którzy trzymają w Polsce władzę. Oni są jedyną grupą
      społeczną, która straci na znaczeniu dzięki silnej UE. Nie będą mieli okazji do
      kradzieży, ani do frymarczeniu polską krwią w zamian za pańskie skinienie głową
      i stanowiska w NATO.
      I odnośnie siły głosu Polski w UE. Oby był jak najsłabszy. W imieniu Polski
      mówiliby bowiem talmudyści, którzy lekceważą sobie interes Polaków,
      przedkładając nań dyrektywy z Tel-Avivu via Waszyngton.
      T.
      • titus_flavius Re: Jakiej UE potrzebują Polacy? 22.09.03, 09:39
        titus_flavius napisał:

        > Ave,
        > zacznijmy od końca. Niewątpliwie Polacy chcą żyć w kraju zamożnym,z dobrą
        > infrastrukturą, sprawnie rządzonym przez uczciwą władzę.
        > To zaś może zapewnić jedynie silna UE: taka w której bogatsze części będą
        > dopłacać do biedniejszych, a złodziejstwo i nieudolność polskich talmudystów
        u
        > władzy będzie powściągane przez brukselskie wędzidło.
        > W tej sytuacji wszystko co sprzyja budowie silnej UE jest w interesie
        Polaków,
        > a to co ją osłabia wbrew nim.
        > Jeżeli ktoś więc sprzeciwia się budowie silnej UE występuje wbrew interesom
        > Polaków, a że Konstytucja UE ją umacnia - to przeciwnicy jej są eo ipso
        wrogami
        >
        > Polaków.
        > Owszem, jest grupa mieszkańców Polski którym silna UE jest nie w smak. Sa to
        > wspomniani talmudyści, którzy trzymają w Polsce władzę. Oni są jedyną grupą
        > społeczną, która straci na znaczeniu dzięki silnej UE. Nie będą mieli okazji
        do
        >
        > kradzieży, ani do frymarczeniu polską krwią w zamian za pańskie skinienie
        głową
        >
        > i stanowiska w NATO.
        > I odnośnie siły głosu Polski w UE. Oby był jak najsłabszy. W imieniu
        Polski
        >
        > mówiliby bowiem talmudyści, którzy lekceważą sobie interes Polaków,
        > przedkładając nań dyrektywy z Tel-Avivu via Waszyngton.
        > T.
    • indris "Nicea o muerte" 22.09.03, 14:17
      "Nicea albo śmierć" Dokładniej: śmierć OBECNEGO projektu Konstytucji
      Europejskiej. Chociaż nie osobiście nie lubię Rokity i prawie nigdy się z nim
      nie zgadzam, to tu popieram go całkowicie.
      Polska nie musi tu - wbrew sugestiom wciskanym przez "elyty" - szukać
      sojuszników. Traktat MUSI być zatwierdzony przez WSZYSTKIE rządy. JEDEN
      sprzeciw wystarczy, żeby uwalić całe dzieło.
      A zasady nicejskie JUŻ są prawem unijnym. Nie trzeba "zabiegać" o nie, a tylko
      sprzeciwić się ich zmianie.
      • titus_flavius Re: "Nicea o muerte" 22.09.03, 20:34
        Ave,
        nie zauważyłe jednak, że Nicea moze wejść bez Polski ...
        T.


        indris napisał:

        > "Nicea albo śmierć" Dokładniej: śmierć OBECNEGO projektu Konstytucji
        > Europejskiej. Chociaż nie osobiście nie lubię Rokity i prawie nigdy się z nim
        > nie zgadzam, to tu popieram go całkowicie.
        > Polska nie musi tu - wbrew sugestiom wciskanym przez "elyty" - szukać
        > sojuszników. Traktat MUSI być zatwierdzony przez WSZYSTKIE rządy. JEDEN
        > sprzeciw wystarczy, żeby uwalić całe dzieło.
        > A zasady nicejskie JUŻ są prawem unijnym. Nie trzeba "zabiegać" o nie, a
        tylko
        > sprzeciwić się ich zmianie.
    • Gość: Tomson Od tego są negocjacje! IP: *.slupsk.sdi.tpnet.pl 22.09.03, 21:14
      Gdyby nasi politycy mieli choć trochę oleju w głowie, to przechandlowaliby
      traktaty nicejskie (bez szans na ich pozostanie) i odniesienie do Boga
      (skończony debilizm) na jakieś korzyści dla swojego kraju. M.in. własnie na
      zapisy stawiające całkowitą tamę przyszłym bandyckim rządaniom wypędzonych i
      ewentualnie jakieś zapiski o większym wspieraniu najbiedniejszych krajów UE
      (Polska i kraje bałtyckie to będą najbiedniejsi z biednych w UE).
      Jednak ta banda kretynów (bez znaczenia że SLD bo każda inna partia jeszcze
      bardziej by przy tym obstawała) woli beziteresownie bronić skrajnie debilnego
      odwołania do irracjonalnego tworu. Nowy podział głosów też będzie się nam
      bardziej opłacał, bo jesteśmy 5-6 krajem UE na ponad 20, poza tym takie coś
      jest bardziej sprawiedliwe i oczywiście zmninimalizuje szkodliwe działania
      małych,nieodpowiedzialnych państw przekupionych przez USA.
    • titus_flavius Schroeder; Nicea albo rozszerzenie 23.09.03, 16:42
      Ave,
      za dzisiejszą Rzepą:
      T.

      (...)
      Niemiecki kanclerz uważa, że propozycje zapisane w projekcie europejskiej
      konstytucji są rozwiązaniem demokratycznym, gdyż dają bardziej znaczący wpływ
      na podejmowanie decyzji krajom o większej liczbie mieszkańców. Przy obecnych
      rozwiązaniach - powiedział Schröder - 80 procent krajów reprezentujących
      zaledwie 20 procent ludności UE mogłoby narzucić swoją wolę państwom, w których
      będzie mieszkać 80 procent obywateli powiększonej Unii. Zdaniem kanclerza
      trzeba zrobić wszystko, aby dojść do porozumienia w grudniu tego roku, w
      Rzymie, gdyż od tego zależeć może "punktualne przyjęcie 10 nowych członków UE.
      Nie chcemy żadnego opóźnienia i będziemy robić wszystko, aby tego uniknąć".
    • titus_flawius Analiza Graczyka 23.09.03, 22:27
      Ave,
      z jutrzejszej GW.
      T.


      Polska w Europie: po co?


      Roman Graczyk 23-09-2003, ostatnia aktualizacja 23-09-2003 19:53

      Skąd się bierze entuzjazm, z jakim nasza opinia publiczna wita twarde
      stanowisko rządu przed negocjacjami w Rzymie? Mam wrażenie, że Polakom chodzi o
      jakąś inną, obcą mi Europę. O Europę, z której można dostać trochę kasy, ale
      która nas do niczego nie zobowiązuje

      Polski rząd sposobi się do udziału w rozpoczynającej się 4 października w
      Rzymie konferencji międzyrządowej. Ściśle biorąc, rząd pręży muskuły. Nie tylko
      rząd - dawno już nie było tak szerokiego konsensusu politycznego ani takiego
      patriotycznego zadęcia, jakie obserwujemy w sprawie polskiego stanowiska na tę
      konferencję.

      My, mocarstwo

      „Dla niektórych sił politycznych mocarstwowa pozycja Polski była podstawowym
      powodem »tak « w referendum” - mówił w Sejmie 18 września Jarosław Kaczyński.
      Zdaniem szefa PiS Polska stała się „mocarstwem” dzięki swej pozycji w Radzie
      Europejskiej, jaką uzyskaliśmy podczas szczytu Unii w Nicei w 2000 r. Obecny
      projekt konstytucji europejskiej pozbawia nas tej pozycji. Dla Kaczyńskiego i
      jego formacji jest to wystarczający powód nie tylko do tego, by się tej
      konstytucji twardo przeciwstawić, ale też wezwać do rozpisania w tej sprawie
      referendum.

      PiS jest tu radykalny, podobnie jak LPR i Samoobrona, ale w gruncie rzeczy całe
      spectrum w naszym Sejmie ma do konstytucji poważne zastrzeżenia. Niezależnie od
      racji merytorycznych nie od rzeczy byłoby zauważyć, że na taką całościową
      krytykę jest trochę za późno.

      Przez 16 miesięcy pewne szacowne gremium debatowało w Brukseli nad traktatem
      konstytucyjnym dla rozszerzonej Unii. To gremium nazywało się Konwent, a
      zasiadało w nim troje polskich delegatów. W trakcie debaty było wiele ostrych
      sporów, śmiałych koncepcji, spektakularnych wystąpień. Ale nasi delegaci niczym
      specjalnie się nie wyróżniali. Nikt nie przewodniczył grupie roboczej, nikt się
      nie wsławił jakimś porywającym wystąpieniem. Słowem, w Konwencie Polacy nie
      mieli wiele do powiedzenia. Dali o sobie słyszeć tylko dwa razy - najpierw
      zgłosili projekt preambuły wzorowany na naszej ustawie zasadniczej, a
      następnie, pod koniec prac, oprotestowali propozycje prezydium Konwentu
      dotyczące reformy instytucjonalnej. W pierwszej sprawie niewiele uzyskali,
      chociaż projekt końcowy jest znacznie bliższy naszym oczekiwaniom niż
      wyjściowy. W sprawie drugiej dostali całkiem sporo - propozycje prezydium
      zostały w wielu punktach złagodzone, a najważniejszym ustępstwem było odłożenie
      zmiany nicejskiego systemu liczenia głosów w Radzie aż do roku 2009. Po tych
      ustępstwach polscy delegaci wycofali sprzeciw i 16 czerwca oklaskiwali
      Valéry'ego Giscarda d'Estaing, gdy ten uroczyście zamykał prace nad konstytucją.

      Konwent pracował na zasadzie konsensusu. Tak długo debatował, negocjował,
      przekonywał - lecz także zmieniał kolejne sformułowania projektu - aż oponenci
      uznali, że osiągnęli zadowalające ich minimum. W tej sytuacji nie powiemy pacta
      sunt servanda, bo formalnie nie było głosowań. Jednak zwykłe poczucie
      przyzwoitości nakazywałoby nie przewracać do góry nogami dokumentu, który się -
      w takim właśnie trybie - zaakceptowało. Czym innym są zmiany drobne, a czym
      innym takie, które rozsadzają całą konstrukcję.

      Niektóre polskie postulaty na konferencję międzyrządową należą do tych drugich.

      Nasze na wierzchu

      Nasi politycy - i z rządu, i z opozycji - mówią o swoich zastrzeżeniach do
      projektu Konwentu z taką determinacją, że nasuwają się dwa możliwe wyjaśnienia.

      Albo nie wierzą, że uda się w tej konstytucji zmienić cokolwiek istotnego i
      traktują swe filipiki czysto demonstracyjnie. Wtedy sprawa konstytucji
      służyłaby w istocie rozgrywkom na krajowej scenie politycznej. Jeśli założyć,
      że rząd (a może nawet część opozycji, np. PO) po wszystkich - daremnych -
      gestach koniec końców przyjmie projekt mniej więcej taki, jaki dziś znamy, to
      dla PiS, głoszącego stanowisko radykalne, otworzyłaby się szansa na efektowny
      początek kampanii przed wyborami parlamentarnymi i europejskimi. Taka właśnie
      może być kalkulacja polityczna Kaczyńskiego.

      Albo też nasi politycy wierzą, że głos Polski wiele znaczy i w Rzymie uda się
      niemało wytargować. Jeśli tak rzeczywiście myślą, pod koniec roku czeka ich
      przykra niespodzianka. Patrząc na rozkład sił w europejskiej debacie o
      konstytucji, spodziewam się, że uzyskają niewiele.

      A przecież, w imię polskiej racji stanu, nasi politycy będą w grudniu bronić
      tej konstytucji - mimo wszystko. Innymi słowy: szykują sobie polityczną klęskę,
      a nam wszystkim rządy radykałów.

      Konferencja międzyrządowa ma przed sobą zasadniczo dwie perspektywy - albo
      zaakceptuje z niewielkimi zmianami tekst, który Giscard przedstawił po koniec
      czerwca w Salonikach przywódcom Piętnastki i Dziesiątki, albo też rozerwie go
      na strzępy, ale wówczas nie zdoła już na nowo go posklejać.

      Zapewne ta konstytucja ma wady. Pytanie jednak: czy wszyscy członkowie Unii,
      włącznie z nowo przystępującymi, zgodzą się, co mianowicie jest w niej złe?
      Francuzi woleliby silniejsze niż obecnie podstawy dla wspólnej polityki
      obronnej, Anglicy - podstawy słabsze. Podobnie w dziesiątkach spornych kwestii.
      Projekt jest, jaki jest - strony sporu spotykają się w połowie drogi. Wiadomo,
      że kiedy trzeba się porozumieć w dużym gronie, każdy z uczestników odnajdzie w
      porozumieniu końcowym tylko cząstkę swoich oryginalnych pomysłów. Dlatego
      wyobrażać sobie, że to, czego nie udało się poprawić na drodze szerokiego
      konsensusu w Brukseli, zostanie poprawione wedle zasady jednomyślności w
      Rzymie, jest wielce naiwne.

      Jeśli my wystąpimy z poważnymi obiekcjami, swoje bardzo poważne obiekcje wyłożą
      też inni. Kanclerz Schröder ma rację, przestrzegając przed otwieraniem w Rzymie
      puszki Pandory.

      Chrześcijaństwo - tak

      Stosunkowo najlepiej spośród naszych postulatów broni się ten dotyczący
      preambuły. Bo rzeczywiście, jeśli preambuła ma ambicję nawiązania do duchowego
      dziedzictwa Europy, to pominięcie chrześcijaństwa robi dziwaczne wrażenie.

      Oponenci replikują, że obecna formuła jest szersza - obejmuje wszelkie tradycje
      religijne, jakie przyczyniły się do rozwoju Europy. To prawda - i dlatego
      uważam, że nie należy tej sprawy traktować jako polskiego sine qua non dla
      poparcia konstytucji. Ale Polska powinna przypomnieć w Rzymie swoje zdanie. Nie
      ma powodu, by nie nazwać obecnego stanowiska pokrętnym - i to w imię zwykłego
      zdrowego rozsądku, nie chrześcijaństwa.

      Preambuły mogłoby w ogóle nie być. Można by też przemilczeć kwestię dziedzictwa
      duchowego kontynentu, ograniczając się do dnia dzisiejszego - a współczesna
      Europa jest wielowyznaniowa, i szerzej: wieloświatopoglądowa. Jednak preambuła,
      która mówi i o duchowości, i o historii, a równocześnie nie wspomina w tym
      kontekście słowa "chrześcijaństwo", robi jakiś unik. Można się z tym zgodzić,
      gdyż - powtórzę - formuła szersza implicite ogarnia także chrześcijaństwo. Ale
      właśnie: implicite, a więc unikowo.

      Pozostałe dezyderaty polskiego rządu nie dają się już tak życzliwie
      potraktować.
      • titus_flawius Re: Analiza Graczyka c.d. 23.09.03, 22:29
        Polska w Europie: po co? (2)



        Najważniejsza jest, oczywiście, kwestia podziału głosów w Radzie. System
        nicejski dawał nam (i Hiszpanom) pozycję niemal równą najsilniejszej czwórce -
        Niemcom, Francji, Wielkiej Brytanii i Włochom. Konstytucja, wprowadzając system
        podwójnej większości, odbiera nam tę zdobycz. Trudno oczekiwać, byśmy przyjęli
        to z radością. Jednak argument, że poprzednie rozwiązanie było dla nas
        korzystniejsze, w Rzymie nie zrobi wielkiego wrażenia. Konstytucja europejska -
        powiedzą przedstawiciele innych państw - ma cele ważniejsze niż sprawiać
        przyjemność jednemu członkowi Unii. Musi pogodzić interesy 25 krajów.

        Dostaliśmy ten prezent przypadkiem, na skutek niesnasek francusko-niemieckich i
        ze szkodą dla państw o większej liczbie ludności. Kiedy więc teraz ma być
        wprowadzony nowy system - bardziej przejrzysty i bardziej sprawiedliwy - możemy
        z nim walczyć jedynie w imię naszego interesu partykularnego. A to jest w
        Europie, szczególnie w debacie konstytucyjnej, bardzo niefortunna metoda.

        Nasz człowiek w Komisji?

        Polska domaga się rezygnacji z nowego kształtu Komisji. Projekt konstytucji
        zakłada, że przy 15 komisarzach nie każde z 25 państw członkowskich będzie w
        Komisji "reprezentowane" przez cały czas, lecz będzie obowiązywać rotacja.
        Mówiąc o reprezentowaniu, mam na myśli tylko tyle, że dany komisarz zgłaszany
        jest przez "swoje" państwo. I nic poza tym. Art. 157 Traktatu Rzymskiego mówi
        jasno: "Członkowie Komisji wykonują swe funkcje w pełnej niezależności, w
        ogólnym interesie Wspólnoty. W wykonywaniu swoich zadań nie ubiegają się ani
        nie akceptują instrukcji żadnego rządu, ani żadnego innego ciała. Każde państwo
        członkowskie zobowiązuje się respektować ten charakter funkcji komisarza i nie
        podejmować prób wpływania na członków Komisji wykonujących swoje zadania".

        W Radzie obowiązuje logika międzyrządowa, na tym forum targi o interesy
        partykularne są więc dopuszczalne. Ale nie w Komisji, która rządzi się logiką
        wspólnotową. Polska nie jest pierwszym krajem, który o tym zapomina. Niedawno
        Pascal Lamy, komisarz ds. handlu, zgłoszony do Komisji przez Francję, skarcił
        właśnie Francję za chroniczny deficyt budżetowy, za co został przywołany do
        porządku przez francuskiego premiera. Jest jednak oczywiste, że w tej
        kontrowersji to Jean-Pierre Raffarin, a nie Lamy wykroczył poza ramy swojego
        mandatu.

        Także Romano Prodi, domagając się ostatnio zwiększenia liczby komisarzy,
        wspomniał o potrzebie "reprezentacji" - co, jak na szefa Komisji, jest poglądem
        dość zdumiewającym.

        Tak więc, głosząc hasło: "jeden kraj - jeden komisarz", obracamy się w dobrym
        towarzystwie. W niczym nie zmienia to regresywnego, antywspólnotowego
        charakteru naszej propozycji.

        Polska domaga się też zmiany modelu kierowania Radą. Do tej pory obowiązywało
        przewodnictwo rotacyjne (premier lub prezydent jednego z państw członkowskich
        kierował Radą przez kolejne sześć miesięcy). Był to model niewydolny, a w
        perspektywie rozszerzenia UE o dziesięciu nowych członków potrzeba zmiany staje
        się coraz bardziej paląca. Projekt konstytucji przewiduje stałego
        przewodniczącego Rady, wybieranego na kadencję dwuipółletnią.

        Co zaś proponuje Polska? Przewodnictwo rotacyjne, na dodatek kolektywne -
        sprawowane równocześnie przez cztery państwa. Słowem, sprzeciwiamy się
        reformie, której Unia potrzebuje jak powietrza, ale proponujemy nawet nie
        utrzymanie marnego status quo, lecz mechanizm gwarantujący jeszcze większy
        chaos. Jak wytłumaczyć innym krajom, że w istocie Polska pragnie zwiększenia
        sprawności decyzyjnej Unii - dalibóg, nie wiem.

        Nie lepiej wypada ocenić pomysł kolejny: wpisanie do konstytucji wzmianki, że
        Unia pozostaje w sojuszu z NATO. Jest w tym - nie przymierzając - taka logika
        jak niegdysiejsze wpisanie do konstytucji PRL, że Polska pozostaje w sojuszu ze
        Związkiem Radzieckim. W tej analogii nie chodzi o jednakową ocenę Sojuszu
        Atlantyckiego i państwa Lenina, lecz o takie samo potraktowanie konstytucji -
        jako dokumentu programowo określającego pożądany kierunek polityki
        zagranicznej. Otóż tego się nie robi w żadnej przyzwoitej konstytucji. Ustawa
        zasadnicza określa wartości, którymi dana społeczność chce się kierować,
        mechanizmy, wedle których funkcjonować będą jej władze, a nade wszystko
        bariery, których żadna władza nie może przekroczyć. Przyzwoita konstytucja nie
        mówi natomiast, jakimi środkami (czyli: prowadząc jaką politykę) władze
        zobowiązane są zmierzać do określonych wartości.

        Polska ma dobre stosunki z NATO, ale np. Belgia - nie bardzo. Polska ma dobre
        stosunki dziś, ale może mieć kiepskie np. za lat dziesięć. Jeśli któregoś dnia
        w roku 2013 (do tego czasu wiele może się wydarzyć...) NATO podjęłoby operację
        przeciw Białorusi, nasi żołnierze niekoniecznie muszą brać w niej udział, a
        Polska niekoniecznie powinna wspierać politycznie tę operację. Zaś przepis,
        który polski rząd proponuje wpisać do konstytucji, wiązałby ręce nam - i całej
        Unii.

        Jaka Europa nas kręci

        Entuzjazm, z jakim polska opinia publiczna wita twarde stanowisko rządu przed
        negocjacjami, jest dla mnie zastanawiający. Nie uważam, by jedynym kryterium w
        tej sprawie miał być stopień pryncypialności rządu. Są jeszcze inne względy -
        kwestia poparcia naszych postulatów przez inne kraje, kwestia spójności i
        legislacyjnej jakości konstytucji, wreszcie - może najważniejsza - kwestia
        sensowności nowo tworzonych instytucji dla całej Unii, czyli, mówiąc nieco
        górnolotnie, jej dobra wspólnego.

        Mam wrażenie, że rządowi i ogromnej większości opinii publicznej chodzi o jakąś
        inną, obcą mi Europę. O Europę, z której można dostać trochę kasy, ale która
        nas do niczego nie zobowiązuje.

        Moje wyobrażenie jest inne. Unia powinna być wspólnotą - a to oznacza stopniowe
        integrowanie szczegółowych polityk i stopniowe zmierzanie do rzeczywistej
        jedności europejskiej, nie wyłączając dziedzin, w których integracja będzie
        postępować najtrudniej i zajmie najwięcej czasu, takich jak wspólna polityka
        zagraniczna i obronna. Nie obawiam się europejskiego zglajszachtowania Polski.
        Nie są zglajszachtowane Niemcy z całą różnorodnością ich landów, nie przydarzy
        się to Polsce w Unii, która jest i pozostanie czymś mniej niż państwo
        federalne.

        Unia powinna być - a w każdym razie stawać się - samodzielnym podmiotem także w
        polityce zagranicznej. Nie będzie to możliwe bez podstawowego instrumentu owej
        polityki - wspólnej obrony.

        Polski rząd jest de facto przeciwny wspólnej obronie. Nie chcąc tego przyznać
        otwarcie, szuka rozpaczliwie jakichś dróg okrężnych w rodzaju zapisu o sojuszu
        Unii z NATO. A przecież bez wspólnej obrony cały projekt Unii jako rzeczywistej
        wspólnoty bierze w łeb. Wspólna obrona oznaczały nareszcie dla Europy
        rzeczywistą niezależność w tej dziedzinie od Stanów Zjednoczonych. Podminowując
        ów projekt, opowiadamy się za tym, by Europa dalej była bezbronna jak dziecko i
        nawet w kwestiach bezpieczeństwa na starym kontynencie musiała się odwoływać do
        pomocy USA (casus Bałkany).

        Problem, który spędza sen z oczu polskim politykom, da się rozwiązać. Kraj
        członkowski Unii, który nie chciałby uczestniczyć w jakiejś wspólnej operacji
        wojskowej, po prostu by w niej nie uczestniczył. Europejskie siły zbrojne
        przystępowałyby do działań dopiero wtedy, gdy byłoby to w interesie wszystkich
        członków UE. Jednak dopóki nie będzie europejskiej armii, Unia pozostanie
        potęgą na glinianych nogach. Czy tego na pewno chcemy?

        W dniu, w którym w Sejmie PiS wzywał do odrzucenia konstytucji europejskiej, a
        PO wraz z rządem wypracowywała nasze pryncypialne stanowisko na rzymską
        konferencję, w Berlinie odbyło się wspólne posiedzenie rządów niemieckiego i
        francuskiego. Nie dwustronne spotkanie ministrów, lecz wspólna Rada Ministrów,
        na której ministrowie poszczególnych resortów występowali w "tandemach".
        Podję
        • titus_flavius Re: Analiza Graczyka c.d. 24.09.03, 07:20
          titus_flawius napisał:

          ) Polska w Europie: po co? (2)
          )
          )
          )
          ) Najważniejsza jest, oczywiście, kwestia podziału głosów w Radzie. System
          ) nicejski dawał nam (i Hiszpanom) pozycję niemal równą najsilniejszej czwórce -

          ) Niemcom, Francji, Wielkiej Brytanii i Włochom. Konstytucja, wprowadzając
          system
          )
          ) podwójnej większości, odbiera nam tę zdobycz. Trudno oczekiwać, byśmy
          przyjęli
          ) to z radością. Jednak argument, że poprzednie rozwiązanie było dla nas
          ) korzystniejsze, w Rzymie nie zrobi wielkiego wrażenia. Konstytucja
          europejska -
          )
          ) powiedzą przedstawiciele innych państw - ma cele ważniejsze niż sprawiać
          ) przyjemność jednemu członkowi Unii. Musi pogodzić interesy 25 krajów.
          )
          ) Dostaliśmy ten prezent przypadkiem, na skutek niesnasek francusko-niemieckich
          i
          )
          ) ze szkodą dla państw o większej liczbie ludności. Kiedy więc teraz ma być
          ) wprowadzony nowy system - bardziej przejrzysty i bardziej sprawiedliwy -
          możemy
          )
          ) z nim walczyć jedynie w imię naszego interesu partykularnego. A to jest w
          ) Europie, szczególnie w debacie konstytucyjnej, bardzo niefortunna metoda.
          )
          ) Nasz człowiek w Komisji?
          )
          ) Polska domaga się rezygnacji z nowego kształtu Komisji. Projekt konstytucji
          ) zakłada, że przy 15 komisarzach nie każde z 25 państw członkowskich będzie w
          ) Komisji "reprezentowane" przez cały czas, lecz będzie obowiązywać rotacja.
          ) Mówiąc o reprezentowaniu, mam na myśli tylko tyle, że dany komisarz zgłaszany
          ) jest przez "swoje" państwo. I nic poza tym. Art. 157 Traktatu Rzymskiego mówi
          ) jasno: "Członkowie Komisji wykonują swe funkcje w pełnej niezależności, w
          ) ogólnym interesie Wspólnoty. W wykonywaniu swoich zadań nie ubiegają się ani
          ) nie akceptują instrukcji żadnego rządu, ani żadnego innego ciała. Każde
          państwo
          )
          ) członkowskie zobowiązuje się respektować ten charakter funkcji komisarza i
          nie
          ) podejmować prób wpływania na członków Komisji wykonujących swoje zadania".
          )
          ) W Radzie obowiązuje logika międzyrządowa, na tym forum targi o interesy
          ) partykularne są więc dopuszczalne. Ale nie w Komisji, która rządzi się logiką
          ) wspólnotową. Polska nie jest pierwszym krajem, który o tym zapomina. Niedawno
          ) Pascal Lamy, komisarz ds. handlu, zgłoszony do Komisji przez Francję, skarcił
          ) właśnie Francję za chroniczny deficyt budżetowy, za co został przywołany do
          ) porządku przez francuskiego premiera. Jest jednak oczywiste, że w tej
          ) kontrowersji to Jean-Pierre Raffarin, a nie Lamy wykroczył poza ramy swojego
          ) mandatu.
          )
          ) Także Romano Prodi, domagając się ostatnio zwiększenia liczby komisarzy,
          ) wspomniał o potrzebie "reprezentacji" - co, jak na szefa Komisji, jest
          poglądem
          )
          ) dość zdumiewającym.
          )
          ) Tak więc, głosząc hasło: "jeden kraj - jeden komisarz", obracamy się w dobrym
          ) towarzystwie. W niczym nie zmienia to regresywnego, antywspólnotowego
          ) charakteru naszej propozycji.
          )
          ) Polska domaga się też zmiany modelu kierowania Radą. Do tej pory obowiązywało
          ) przewodnictwo rotacyjne (premier lub prezydent jednego z państw członkowskich
          ) kierował Radą przez kolejne sześć miesięcy). Był to model niewydolny, a w
          ) perspektywie rozszerzenia UE o dziesięciu nowych członków potrzeba zmiany
          staje
          )
          ) się coraz bardziej paląca. Projekt konstytucji przewiduje stałego
          ) przewodniczącego Rady, wybieranego na kadencję dwuipółletnią.
          )
          ) Co zaś proponuje Polska? Przewodnictwo rotacyjne, na dodatek kolektywne -
          ) sprawowane równocześnie przez cztery państwa. Słowem, sprzeciwiamy się
          ) reformie, której Unia potrzebuje jak powietrza, ale proponujemy nawet nie
          ) utrzymanie marnego status quo, lecz mechanizm gwarantujący jeszcze większy
          ) chaos. Jak wytłumaczyć innym krajom, że w istocie Polska pragnie zwiększenia
          ) sprawności decyzyjnej Unii - dalibóg, nie wiem.
          )
          ) Nie lepiej wypada ocenić pomysł kolejny: wpisanie do konstytucji wzmianki, że
          ) Unia pozostaje w sojuszu z NATO. Jest w tym - nie przymierzając - taka logika
          ) jak niegdysiejsze wpisanie do konstytucji PRL, że Polska pozostaje w sojuszu
          ze
          )
          ) Związkiem Radzieckim. W tej analogii nie chodzi o jednakową ocenę Sojuszu
          ) Atlantyckiego i państwa Lenina, lecz o takie samo potraktowanie konstytucji -
          ) jako dokumentu programowo określającego pożądany kierunek polityki
          ) zagranicznej. Otóż tego się nie robi w żadnej przyzwoitej konstytucji. Ustawa
          ) zasadnicza określa wartości, którymi dana społeczność chce się kierować,
          ) mechanizmy, wedle których funkcjonować będą jej władze, a nade wszystko
          ) bariery, których żadna władza nie może przekroczyć. Przyzwoita konstytucja
          nie
          ) mówi natomiast, jakimi środkami (czyli: prowadząc jaką politykę) władze
          ) zobowiązane są zmierzać do określonych wartości.
          )
          ) Polska ma dobre stosunki z NATO, ale np. Belgia - nie bardzo. Polska ma dobre
          ) stosunki dziś, ale może mieć kiepskie np. za lat dziesięć. Jeśli któregoś
          dnia
          ) w roku 2013 (do tego czasu wiele może się wydarzyć...) NATO podjęłoby
          operację
          ) przeciw Białorusi, nasi żołnierze niekoniecznie muszą brać w niej udział, a
          ) Polska niekoniecznie powinna wspierać politycznie tę operację. Zaś przepis,
          ) który polski rząd proponuje wpisać do konstytucji, wiązałby ręce nam - i
          całej
          ) Unii.
          )
          ) Jaka Europa nas kręci
          )
          ) Entuzjazm, z jakim polska opinia publiczna wita twarde stanowisko rządu przed
          ) negocjacjami, jest dla mnie zastanawiający. Nie uważam, by jedynym kryterium
          w
          ) tej sprawie miał być stopień pryncypialności rządu. Są jeszcze inne względy -
          ) kwestia poparcia naszych postulatów przez inne kraje, kwestia spójności i
          ) legislacyjnej jakości konstytucji, wreszcie - może najważniejsza - kwestia
          ) sensowności nowo tworzonych instytucji dla całej Unii, czyli, mówiąc nieco
          ) górnolotnie, jej dobra wspólnego.
          )
          ) Mam wrażenie, że rządowi i ogromnej większości opinii publicznej chodzi o
          jakąś
          )
          ) inną, obcą mi Europę. O Europę, z której można dostać trochę kasy, ale która
          ) nas do niczego nie zobowiązuje.
          )
          ) Moje wyobrażenie jest inne. Unia powinna być wspólnotą - a to oznacza
          stopniowe
          )
          ) integrowanie szczegółowych polityk i stopniowe zmierzanie do rzeczywistej
          ) jedności europejskiej, nie wyłączając dziedzin, w których integracja będzie
          ) postępować najtrudniej i zajmie najwięcej czasu, takich jak wspólna polityka
          ) zagraniczna i obronna. Nie obawiam się europejskiego zglajszachtowania
          Polski.
          ) Nie są zglajszachtowane Niemcy z całą różnorodnością ich landów, nie
          przydarzy
          ) się to Polsce w Unii, która jest i pozostanie czymś mniej niż państwo
          ) federalne.
          )
          ) Unia powinna być - a w każdym razie stawać się - samodzielnym podmiotem także
          w
          )
          ) polityce zagranicznej. Nie będzie to możliwe bez podstawowego instrumentu
          owej
          ) polityki - wspólnej obrony.
          )
          ) Polski rząd jest de facto przeciwny wspólnej obronie. Nie chcąc tego przyznać
          ) otwarcie, szuka rozpaczliwie jakichś dróg okrężnych w rodzaju zapisu o
          sojuszu
          ) Unii z NATO. A przecież bez wspólnej obrony cały projekt Unii jako
          rzeczywistej
          )
          ) wspólnoty bierze w łeb. Wspólna obrona oznaczały nareszcie dla Europy
          ) rzeczywistą niezależność w tej dziedzinie od Stanów Zjednoczonych.
          Podminowując
          )
          ) ów projekt, opowiadamy się za tym, by Europa dalej była bezbronna jak dziecko
          i
          )
          ) nawet w kwestiach bezpieczeństwa na starym kontynencie musiała się odwoływać
          do
          )
          ) pomocy USA (casus Bałkany).
          )
          ) Problem, który spędza sen z oczu polskim politykom, da się rozwiązać. Kraj
          ) członkowski Unii, który nie chciałby uczestniczyć w jakiejś wspólnej operacji
          ) wojskowej, po prostu by w niej nie uczestniczył. Europejskie siły zbrojne
          &g
      • titus_flavius talmudysci milczycie? 26.09.03, 08:11
        titus_flawius napisał:

        ) Ave,
        ) z jutrzejszej GW.
        ) T.
        )
        )
        ) Polska w Europie: po co?
        )
        )
        ) Roman Graczyk 23-09-2003, ostatnia aktualizacja 23-09-2003 19:53
        )
        ) Skąd się bierze entuzjazm, z jakim nasza opinia publiczna wita twarde
        ) stanowisko rządu przed negocjacjami w Rzymie? Mam wrażenie, że Polakom chodzi
        o
        )
        ) jakąś inną, obcą mi Europę. O Europę, z której można dostać trochę kasy, ale
        ) która nas do niczego nie zobowiązuje
        )
        ) Polski rząd sposobi się do udziału w rozpoczynającej się 4 października w
        ) Rzymie konferencji międzyrządowej. Ściśle biorąc, rząd pręży muskuły. Nie
        tylko
        )
        ) rząd - dawno już nie było tak szerokiego konsensusu politycznego ani takiego
        ) patriotycznego zadęcia, jakie obserwujemy w sprawie polskiego stanowiska na

        ) konferencję.
        )
        ) My, mocarstwo
        )
        ) „Dla niektórych sił politycznych mocarstwowa pozycja Polski była podstawo
        ) wym
        ) powodem »tak « w referendum” - mówił w Sejmie 18 września Jar
        ) osław Kaczyński.
        ) Zdaniem szefa PiS Polska stała się „mocarstwem” dzięki swej pozycji
        ) w Radzie
        ) Europejskiej, jaką uzyskaliśmy podczas szczytu Unii w Nicei w 2000 r. Obecny
        ) projekt konstytucji europejskiej pozbawia nas tej pozycji. Dla Kaczyńskiego i
        ) jego formacji jest to wystarczający powód nie tylko do tego, by się tej
        ) konstytucji twardo przeciwstawić, ale też wezwać do rozpisania w tej sprawie
        ) referendum.
        )
        ) PiS jest tu radykalny, podobnie jak LPR i Samoobrona, ale w gruncie rzeczy
        całe
        )
        ) spectrum w naszym Sejmie ma do konstytucji poważne zastrzeżenia. Niezależnie
        od
        )
        ) racji merytorycznych nie od rzeczy byłoby zauważyć, że na taką całościową
        ) krytykę jest trochę za późno.
        )
        ) Przez 16 miesięcy pewne szacowne gremium debatowało w Brukseli nad traktatem
        ) konstytucyjnym dla rozszerzonej Unii. To gremium nazywało się Konwent, a
        ) zasiadało w nim troje polskich delegatów. W trakcie debaty było wiele ostrych
        ) sporów, śmiałych koncepcji, spektakularnych wystąpień. Ale nasi delegaci
        niczym
        )
        ) specjalnie się nie wyróżniali. Nikt nie przewodniczył grupie roboczej, nikt
        się
        )
        ) nie wsławił jakimś porywającym wystąpieniem. Słowem, w Konwencie Polacy nie
        ) mieli wiele do powiedzenia. Dali o sobie słyszeć tylko dwa razy - najpierw
        ) zgłosili projekt preambuły wzorowany na naszej ustawie zasadniczej, a
        ) następnie, pod koniec prac, oprotestowali propozycje prezydium Konwentu
        ) dotyczące reformy instytucjonalnej. W pierwszej sprawie niewiele uzyskali,
        ) chociaż projekt końcowy jest znacznie bliższy naszym oczekiwaniom niż
        ) wyjściowy. W sprawie drugiej dostali całkiem sporo - propozycje prezydium
        ) zostały w wielu punktach złagodzone, a najważniejszym ustępstwem było
        odłożenie
        )
        ) zmiany nicejskiego systemu liczenia głosów w Radzie aż do roku 2009. Po tych
        ) ustępstwach polscy delegaci wycofali sprzeciw i 16 czerwca oklaskiwali
        ) Valéry'ego Giscarda d'Estaing, gdy ten uroczyście zamykał prace nad
        konstytucją
        ) .
        )
        ) Konwent pracował na zasadzie konsensusu. Tak długo debatował, negocjował,
        ) przekonywał - lecz także zmieniał kolejne sformułowania projektu - aż
        oponenci
        ) uznali, że osiągnęli zadowalające ich minimum. W tej sytuacji nie powiemy
        pacta
        )
        ) sunt servanda, bo formalnie nie było głosowań. Jednak zwykłe poczucie
        ) przyzwoitości nakazywałoby nie przewracać do góry nogami dokumentu, który
        się -
        )
        ) w takim właśnie trybie - zaakceptowało. Czym innym są zmiany drobne, a czym
        ) innym takie, które rozsadzają całą konstrukcję.
        )
        ) Niektóre polskie postulaty na konferencję międzyrządową należą do tych
        drugich.
        )
        )
        ) Nasze na wierzchu
        )
        ) Nasi politycy - i z rządu, i z opozycji - mówią o swoich zastrzeżeniach do
        ) projektu Konwentu z taką determinacją, że nasuwają się dwa możliwe
        wyjaśnienia.
        )
        )
        ) Albo nie wierzą, że uda się w tej konstytucji zmienić cokolwiek istotnego i
        ) traktują swe filipiki czysto demonstracyjnie. Wtedy sprawa konstytucji
        ) służyłaby w istocie rozgrywkom na krajowej scenie politycznej. Jeśli założyć,
        ) że rząd (a może nawet część opozycji, np. PO) po wszystkich - daremnych -
        ) gestach koniec końców przyjmie projekt mniej więcej taki, jaki dziś znamy, to
        ) dla PiS, głoszącego stanowisko radykalne, otworzyłaby się szansa na efektowny
        ) początek kampanii przed wyborami parlamentarnymi i europejskimi. Taka właśnie
        ) może być kalkulacja polityczna Kaczyńskiego.
        )
        ) Albo też nasi politycy wierzą, że głos Polski wiele znaczy i w Rzymie uda się
        ) niemało wytargować. Jeśli tak rzeczywiście myślą, pod koniec roku czeka ich
        ) przykra niespodzianka. Patrząc na rozkład sił w europejskiej debacie o
        ) konstytucji, spodziewam się, że uzyskają niewiele.
        )
        ) A przecież, w imię polskiej racji stanu, nasi politycy będą w grudniu bronić
        ) tej konstytucji - mimo wszystko. Innymi słowy: szykują sobie polityczną
        klęskę,
        )
        ) a nam wszystkim rządy radykałów.
        )
        ) Konferencja międzyrządowa ma przed sobą zasadniczo dwie perspektywy - albo
        ) zaakceptuje z niewielkimi zmianami tekst, który Giscard przedstawił po koniec
        ) czerwca w Salonikach przywódcom Piętnastki i Dziesiątki, albo też rozerwie go
        ) na strzępy, ale wówczas nie zdoła już na nowo go posklejać.
        )
        ) Zapewne ta konstytucja ma wady. Pytanie jednak: czy wszyscy członkowie Unii,
        ) włącznie z nowo przystępującymi, zgodzą się, co mianowicie jest w niej złe?
        ) Francuzi woleliby silniejsze niż obecnie podstawy dla wspólnej polityki
        ) obronnej, Anglicy - podstawy słabsze. Podobnie w dziesiątkach spornych
        kwestii.
        )
        ) Projekt jest, jaki jest - strony sporu spotykają się w połowie drogi.
        Wiadomo,
        ) że kiedy trzeba się porozumieć w dużym gronie, każdy z uczestników odnajdzie
        w
        ) porozumieniu końcowym tylko cząstkę swoich oryginalnych pomysłów. Dlatego
        ) wyobrażać sobie, że to, czego nie udało się poprawić na drodze szerokiego
        ) konsensusu w Brukseli, zostanie poprawione wedle zasady jednomyślności w
        ) Rzymie, jest wielce naiwne.
        )
        ) Jeśli my wystąpimy z poważnymi obiekcjami, swoje bardzo poważne obiekcje
        wyłożą
        )
        ) też inni. Kanclerz Schröder ma rację, przestrzegając przed otwieraniem w
        Rzymie
        )
        ) puszki Pandory.
        )
        ) Chrześcijaństwo - tak
        )
        ) Stosunkowo najlepiej spośród naszych postulatów broni się ten dotyczący
        ) preambuły. Bo rzeczywiście, jeśli preambuła ma ambicję nawiązania do
        duchowego
        ) dziedzictwa Europy, to pominięcie chrześcijaństwa robi dziwaczne wrażenie.
        )
        ) Oponenci replikują, że obecna formuła jest szersza - obejmuje wszelkie
        tradycje
        )
        ) religijne, jakie przyczyniły się do rozwoju Europy. To prawda - i dlatego
        ) uważam, że nie należy tej sprawy traktować jako polskiego sine qua non dla
        ) poparcia konstytucji. Ale Polska powinna przypomnieć w Rzymie swoje zdanie.
        Nie
        )
        ) ma powodu, by nie nazwać obecnego stanowiska pokrętnym - i to w imię zwykłego
        ) zdrowego rozsądku, nie chrześcijaństwa.
        )
        ) Preambuły mogłoby w ogóle nie być. Można by też przemilczeć kwestię
        dziedzictwa
        )
        ) duchowego kontynentu, ograniczając się do dnia dzisiejszego - a współczesna
        ) Europa jest wielowyznaniowa, i szerzej: wieloświatopoglądowa. Jednak
        preambuła,
        )
        ) która mówi i o duchowości, i o historii, a równocześnie nie wspomina w tym
        ) kontekście słowa "chrześcijaństwo", robi jakiś unik. Można się z tym zgodzić,
        ) gdyż - powtórzę - formuła szersza implicite ogarnia także chrześcijaństwo.
        Ale
        ) właśnie: implicite, a więc unikowo.
        )
        ) Pozostałe dezyderaty polskiego rządu nie dają się już tak życzliwie
        ) potraktować.
        • titus_flavius Re: talmudysci milczycie? 12.12.03, 15:45
          titus_flavius napisał:

          ) titus_flawius napisał:
          )
          ) ) Ave,
          ) ) z jutrzejszej GW.
          ) ) T.
          ) )
          ) )
          ) ) Polska w Europie: po co?
          ) )
          ) )
          ) ) Roman Graczyk 23-09-2003, ostatnia aktualizacja 23-09-2003 19:53
          ) )
          ) ) Skąd się bierze entuzjazm, z jakim nasza opinia publiczna wita twarde
          ) ) stanowisko rządu przed negocjacjami w Rzymie? Mam wrażenie, że Polakom
          chodzi
          )
          ) o
          ) )
          ) ) jakąś inną, obcą mi Europę. O Europę, z której można dostać trochę kasy,
          ale
          ) ) która nas do niczego nie zobowiązuje
          ) )
          ) ) Polski rząd sposobi się do udziału w rozpoczynającej się 4 października w
          ) ) Rzymie konferencji międzyrządowej. Ściśle biorąc, rząd pręży muskuły. Nie
          ) tylko
          ) )
          ) ) rząd - dawno już nie było tak szerokiego konsensusu politycznego ani
          takiego
          ) ) patriotycznego zadęcia, jakie obserwujemy w sprawie polskiego stanowiska na
          ) tę
          ) ) konferencję.
          ) )
          ) ) My, mocarstwo
          ) )
          ) ) „Dla niektórych sił politycznych mocarstwowa pozycja Polski była podsta
          ) wo
          ) ) wym
          ) ) powodem »tak « w referendum” - mówił w Sejmie 18 września J
          ) ar
          ) ) osław Kaczyński.
          ) ) Zdaniem szefa PiS Polska stała się „mocarstwem” dzięki swej pozyc
          ) ji
          ) ) w Radzie
          ) ) Europejskiej, jaką uzyskaliśmy podczas szczytu Unii w Nicei w 2000 r.
          Obecny
          ) ) projekt konstytucji europejskiej pozbawia nas tej pozycji. Dla Kaczyńskiego
          i
          )
          ) ) jego formacji jest to wystarczający powód nie tylko do tego, by się tej
          ) ) konstytucji twardo przeciwstawić, ale też wezwać do rozpisania w tej
          sprawie
          ) ) referendum.
          ) )
          ) ) PiS jest tu radykalny, podobnie jak LPR i Samoobrona, ale w gruncie rzeczy
          ) całe
          ) )
          ) ) spectrum w naszym Sejmie ma do konstytucji poważne zastrzeżenia.
          Niezależnie
          ) od
          ) )
          ) ) racji merytorycznych nie od rzeczy byłoby zauważyć, że na taką całościową
          ) ) krytykę jest trochę za późno.
          ) )
          ) ) Przez 16 miesięcy pewne szacowne gremium debatowało w Brukseli nad
          traktatem
          ) ) konstytucyjnym dla rozszerzonej Unii. To gremium nazywało się Konwent, a
          ) ) zasiadało w nim troje polskich delegatów. W trakcie debaty było wiele
          ostrych
          )
          ) ) sporów, śmiałych koncepcji, spektakularnych wystąpień. Ale nasi delegaci
          ) niczym
          ) )
          ) ) specjalnie się nie wyróżniali. Nikt nie przewodniczył grupie roboczej, nikt
          ) się
          ) )
          ) ) nie wsławił jakimś porywającym wystąpieniem. Słowem, w Konwencie Polacy nie
          ) ) mieli wiele do powiedzenia. Dali o sobie słyszeć tylko dwa razy - najpierw
          ) ) zgłosili projekt preambuły wzorowany na naszej ustawie zasadniczej, a
          ) ) następnie, pod koniec prac, oprotestowali propozycje prezydium Konwentu
          ) ) dotyczące reformy instytucjonalnej. W pierwszej sprawie niewiele uzyskali,
          ) ) chociaż projekt końcowy jest znacznie bliższy naszym oczekiwaniom niż
          ) ) wyjściowy. W sprawie drugiej dostali całkiem sporo - propozycje prezydium
          ) ) zostały w wielu punktach złagodzone, a najważniejszym ustępstwem było
          ) odłożenie
          ) )
          ) ) zmiany nicejskiego systemu liczenia głosów w Radzie aż do roku 2009. Po
          tych
          ) ) ustępstwach polscy delegaci wycofali sprzeciw i 16 czerwca oklaskiwali
          ) ) Valéry'ego Giscarda d'Estaing, gdy ten uroczyście zamykał prace nad
          ) konstytucją
          ) ) .
          ) )
          ) ) Konwent pracował na zasadzie konsensusu. Tak długo debatował, negocjował,
          ) ) przekonywał - lecz także zmieniał kolejne sformułowania projektu - aż
          ) oponenci
          ) ) uznali, że osiągnęli zadowalające ich minimum. W tej sytuacji nie powiemy
          ) pacta
          ) )
          ) ) sunt servanda, bo formalnie nie było głosowań. Jednak zwykłe poczucie
          ) ) przyzwoitości nakazywałoby nie przewracać do góry nogami dokumentu, który
          ) się -
          ) )
          ) ) w takim właśnie trybie - zaakceptowało. Czym innym są zmiany drobne, a czym
          ) ) innym takie, które rozsadzają całą konstrukcję.
          ) )
          ) ) Niektóre polskie postulaty na konferencję międzyrządową należą do tych
          ) drugich.
          ) )
          ) )
          ) ) Nasze na wierzchu
          ) )
          ) ) Nasi politycy - i z rządu, i z opozycji - mówią o swoich zastrzeżeniach do
          ) ) projektu Konwentu z taką determinacją, że nasuwają się dwa możliwe
          ) wyjaśnienia.
          ) )
          ) )
          ) ) Albo nie wierzą, że uda się w tej konstytucji zmienić cokolwiek istotnego i
          ) ) traktują swe filipiki czysto demonstracyjnie. Wtedy sprawa konstytucji
          ) ) służyłaby w istocie rozgrywkom na krajowej scenie politycznej. Jeśli
          założyć,
          )
          ) ) że rząd (a może nawet część opozycji, np. PO) po wszystkich - daremnych -
          ) ) gestach koniec końców przyjmie projekt mniej więcej taki, jaki dziś znamy,
          to
          )
          ) ) dla PiS, głoszącego stanowisko radykalne, otworzyłaby się szansa na
          efektowny
          )
          ) ) początek kampanii przed wyborami parlamentarnymi i europejskimi. Taka
          właśnie
          )
          ) ) może być kalkulacja polityczna Kaczyńskiego.
          ) )
          ) ) Albo też nasi politycy wierzą, że głos Polski wiele znaczy i w Rzymie uda
          się
          )
          ) ) niemało wytargować. Jeśli tak rzeczywiście myślą, pod koniec roku czeka ich
          ) ) przykra niespodzianka. Patrząc na rozkład sił w europejskiej debacie o
          ) ) konstytucji, spodziewam się, że uzyskają niewiele.
          ) )
          ) ) A przecież, w imię polskiej racji stanu, nasi politycy będą w grudniu
          bronić
          ) ) tej konstytucji - mimo wszystko. Innymi słowy: szykują sobie polityczną
          ) klęskę,
          ) )
          ) ) a nam wszystkim rządy radykałów.
          ) )
          ) ) Konferencja międzyrządowa ma przed sobą zasadniczo dwie perspektywy - albo
          ) ) zaakceptuje z niewielkimi zmianami tekst, który Giscard przedstawił po
          koniec
          )
          ) ) czerwca w Salonikach przywódcom Piętnastki i Dziesiątki, albo też rozerwie
          go
          )
          ) ) na strzępy, ale wówczas nie zdoła już na nowo go posklejać.
          ) )
          ) ) Zapewne ta konstytucja ma wady. Pytanie jednak: czy wszyscy członkowie
          Unii,
          ) ) włącznie z nowo przystępującymi, zgodzą się, co mianowicie jest w niej złe?
          ) ) Francuzi woleliby silniejsze niż obecnie podstawy dla wspólnej polityki
          ) ) obronnej, Anglicy - podstawy słabsze. Podobnie w dziesiątkach spornych
          ) kwestii.
          ) )
          ) ) Projekt jest, jaki jest - strony sporu spotykają się w połowie drogi.
          ) Wiadomo,
          ) ) że kiedy trzeba się porozumieć w dużym gronie, każdy z uczestników
          odnajdzie
          ) w
          ) ) porozumieniu końcowym tylko cząstkę swoich oryginalnych pomysłów. Dlatego
          ) ) wyobrażać sobie, że to, czego nie udało się poprawić na drodze szerokiego
          ) ) konsensusu w Brukseli, zostanie poprawione wedle zasady jednomyślności w
          ) ) Rzymie, jest wielce naiwne.
          ) )
          ) ) Jeśli my wystąpimy z poważnymi obiekcjami, swoje bardzo poważne obiekcje
          ) wyłożą
          ) )
          ) ) też inni. Kanclerz Schröder ma rację, przestrzegając przed otwieraniem w
          ) Rzymie
          ) )
          ) ) puszki Pandory.
          ) )
          ) ) Chrześcijaństwo - tak
          ) )
          ) ) Stosunkowo najlepiej spośród naszych postulatów broni się ten dotyczący
          ) ) preambuły. Bo rzeczywiście, jeśli preambuła ma ambicję nawiązania do
          ) duchowego
          ) ) dziedzictwa Europy, to pominięcie chrześcijaństwa robi dziwaczne wrażenie.
          ) )
          ) ) Oponenci replikują, że obecna formuła jest szersza - obejmuje wszelkie
          ) tradycje
          ) )
          ) ) religijne, jakie przyczyniły się do rozwoju Europy. To prawda - i dlatego
          ) ) uważam, że nie należy tej sprawy traktować jako polskiego sine qua non dla
          ) ) poparcia konstytucji. Ale Polska powinna przypomnieć w Rzymie swoje zdanie.
          ) Nie
          ) )
          ) ) ma powodu, by nie nazwać obecnego stanowiska pokrętnym - i to w imię
          zwykłego
          )
          ) ) zdrowego rozsądku, nie chrześcijaństwa.
          ) )
          ) ) Preambuły mogłoby w ogóle nie być. Można by też przemilczeć kwestię
          ) dziedzictwa
          ) )
          ) ) duchowego kontynentu, ograniczając się do dnia dzisiejs

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka