titus_flavius
20.12.03, 13:07
Chaire,
autor ten najwyraźniej czytał moje posty.
T.
Nierozważna misja - felieton z cyklu "Z Ameryki"
Charley Reese 19-12-2003, ostatnia aktualizacja 19-12-2003 17:07
(...)
Absurdalny pomysł, że USA mogłyby rządzić całym globem, opiera się na kilku
błędnych założeniach. Przyjrzyjmy się im:
Błąd nr 1 to wiara, że reszta świata podda się amerykańskiej dominacji.
Tymczasem Rosja, Chiny i Indie, nie wspominając już o świecie arabskim, wcale
nie mają zamiaru pokornie schylić głów. Wszystkie trzy kraje mają olbrzymi
potencjał ludnościowy, bogate zasoby naturalne a ponadto dysponują bronią
jądrową. I właśnie z powodu broni jądrowej wszelkie kroki USA zmierzające do
narzucenia tym krajom czegokolwiek nic nie dadzą.
Błąd nr 2 to wiara, że potęga USA jest dziś tak wielka jak w 1945 r. W
rzeczywistości jesteśmy o wiele słabsi. Potęga gospodarcza, która stała
się "arsenałem demokracji", wyblakła i jest prawie nie do poznania. Rolnictwo
podupadło. Rudy żelaza i zasoby ropy naftowej są poważnie nadszarpnięte. De
facto jesteśmy zależni od importu nie tylko energii elektrycznej, lecz także
gotowych produktów, surowców strategicznych, części do naszych wojskowych
systemów strategicznych oraz w coraz większym stopniu żywności. Mamy wysoki
deficyt budżetowy, deficyt handlu zagranicznego i bilansu płatniczego.
Lawinowo spada wartość dolara.
Błąd nr 3 to wiara, że nasza armia jest niepokonana. Ułuda ta opiera się na
fakcie, że od czasów wojny w Wietnamie używaliśmy naszych nowoczesnych sił
zbrojnych do atakowania małych, biednych, bezbronnych krajów, takich jak
Grenada, Panama, Serbia, Afganistan czy Irak. Nawet jednak Afganistan i Irak
pomimo wyniszczenia i braku dostępu do jakiejkolwiek nowoczesnej technologii
militarnej potrafiły stawić poważny opór. Wciąż nie mamy pełnej kontroli nad
tymi krajami.
Nasza potęga nie opiera się na naszych oddziałach lądowych, lecz na
technologicznie zaawansowanym lotnictwie i umiejętności koordynacji obydwu
rodzajów wojsk. Jednak nawet jednorazowy przełom w technologii obrony
przeciwlotniczej może nas poważnie osłabić i nie ma cienia wątpliwości, że
Rosja i Chiny pracują w pocie czoła nad takowym przełomem. Zanim więc
zlekceważymy Rosję, powinniśmy wziąć pod uwagę, że chcąc dziś dotrzeć do
naszych stacji orbitalnych, polegamy na rosyjskiej rakiecie kosmicznej. Oraz
to, że to Rosjanie, a nie my, mają największy ruchomy arsenał
międzykontynentalnych rakiet balistycznych.
Skoro jednak jesteśmy tak mocni, to dlaczego prezydent tak ostrożnie obchodzi
się z Koreą Północną? Czemu nie potraktuje jej tak samo, jak potraktował
Irak? Czemu nie postawi ultimatum? Nie zrobi żadnej z tych rzeczy ze względu
na zbyt wysoką cenę mierzoną życiem obywateli amerykańskich, jaką by mu
przyszło zapłacić, gdyby posunął się do wojny. Nie zapominajmy, że w Korei
biedny jest wyłącznie sektor cywilny. Wszystkie środki tego kraju ulokowano w
wojsku.
W 1945 r. USA były najsilniejszym i najbogatszym krajem świata. W 2003 r.
jesteśmy jednym z najbardziej zadłużonych, o ile nie najbardziej zadłużonym
krajem - wierzyciele mogliby zniszczyć naszą gospodarkę jedną decyzją o
włączeniu długów USA do obrotu na wolnym rynku. Jesteśmy podzielonym narodem
o upadającej kulturze, jeśli jeszcze w ogóle można ją nazwać kulturą.
Dalecy od wkroczenia w erę dominacji wkraczamy właśnie w erę wielkiej wojny.
Większość imperiów przetrwało ok. 250 lat; zbliżamy się dziś do tej granicy.
To, czego nam trzeba, to nie puste głowy opanowane przez pseudointelektualne
ideologie, lecz najbystrzejsi i najmądrzejsi liderzy, jakich jesteśmy w
stanie znaleźć. Od tego właśnie zależy nasza przyszłość.
tłum. W